Nożownik z Sydney krzyczał „Allahu Akbar!”

Kobieta została dźgnięta nożem w wyniku ataku, do którego doszło w wtorek w centrum Sydney. Sprawcę – który krzyczał „Allahu akbar!” i usiłował zadać rany nożem także innym ludziom – obezwładnili przechodnie z łomem, krzesłami i skrzynką na mleko. Mężczyzna został aresztowany. Kilkadziesiąt minut później, w pobliżu miejsca ataku, odnaleziono ciało – informuje policja.

– Mamy kobietę z raną kłutą pleców, która jest opatrywana przez ratowników medycznych i jedzie do szpitala – powiedział dziennikarzom w Sydney komendant policji Nowej Południowej Walii Gavin Wood. Dodał, że życiu rannej nie grozi niebezpieczeństwo. Policja zaznacza, że na razie nie są znane motywy sprawcy.

Zdaniem Wooda wtorkowy atak nie był sprowokowany, a napastnik działał w pojedynkę. Komendant podkreślił jednocześnie, że mężczyznę powstrzymali przechodnie, których nazwał „bohaterami”.

Opublikowane na Twitterze nagrania zdarzenia ukazują młodego mężczyznę biegającego po skrzyżowaniu, który następnie wskoczył na maskę samochodu i wymachiwał jakimś przedmiotem, prawdopodobnie nożem. Gdy pojazd ruszył, napastnik spadł na ziemię, a przy nim pojawiła się osoba z krzesłem. Na innym nagraniu tego samego mężczyznę przytrzymuje na ziemi kilka osób z dwoma krzesłami.

Okolica, gdzie doszło do zdarzenia, jest obecnie zamknięta dla ruchu; na miejscu jest wielu policjantów.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjant raniony nożem podczas interwencji

Funkcjonariusz policji został ugodzony nożem w plecy podczas dramatycznych wydarzeń w sklepie w Busku-Zdroju (woj. świętokrzyskie) – informuje RMF FM. Policja została wezwana do markety przy ul. Poprzecznej w Busku Zdroju. Tam dwóch mężczyzn awanturowało się, a jeden z nich groził nożem klientce. Gdy służby dotarły na miejsce, doszło do szamotaniny. Napastnik zaatakował nożem policjanta, zadał mu kilka ciosów w plecy.

32-latka i 37-latka udało się obezwładnić dzięki pomocy klientów i przechodniów, a policjanta przewieziono do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Mężczyzny prawdopodobnie byli pod wpływem środków odurzających. Reporter RMF FM dowiedział się nieoficjalnie, że jednym z napastników jest radny Buska-Zdroju.
Źródło info i foto: kielce.onet.pl

Atak nożownika na prezydenta Gdańska. Świadkowie: „Reakcja ochrony trochę późna”

„Ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie” – powiedziała pani Joanna, która była świadkiem ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Jej zdaniem ochroniarze zareagowali po dłuższej chwili. „Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył” – mówiła.

Do ataku na Adamowicza doszło w Gdańsku w niedzielę wieczorem. Atak przeprowadził mężczyzna, który podczas odliczania do „Światełka do nieba” o godz. 20.00 wtargnął na scenę. Prezydent Gdańska trafił do szpitala.

Pani Joanna w rozmowie z TVN 24 wyjaśniła, że wraz z córką uczestniczyła w „Światełku do nieba” WOŚP. Relacjonowała, że po tym, jak prezydent miasta skończył przemówienie, zaczynało się odliczanie.

Córka do mnie mówi po chwili: Mamo zobacz, ten pan ma nóż, ten ktoś trzyma nóż. Ja zwróciłam uwagę, że się ktoś tam po prostu przewrócił, ale nikt z nas nie był świadomy tego, że to był właśnie Paweł Adamowicz. Byłyśmy na tyle przerażone, że tak naprawdę zaraz się stamtąd zwinęłyśmy, odeszłyśmy od sceny – powiedziała kobieta.

W jej ocenie „jedyne, co było tak naprawdę bardzo widoczne to to, że ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie”. Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył z tego – podkreśliła.

Zapytana w rozmowie, czy powodem tego była nieobecność służb, czy szok, odparła, że ta sprawa na pewno zszokowała wszystkich, którzy tam stali. Aczkolwiek policji nie było widać tam żadnej. Tam była firma, która była firmą ochroniarską zewnętrzną, obezwładnili go tak naprawdę młodzi chłopacy z tej firmy – powiedziała pani Joanna.

Kobieta zaznaczyła przy tym, że reakcja ochrony nastąpiła „po dłuższej chwili”. On chodził po scenie i trzymał nóż w prawym bodajże ręku, jak dobrze pamiętam, i tylko wykrzyczał, że siedział pięć lat w więzieniu przez PO – dodała.

Pytana, czy napastnik zachowywał się agresywnie, odpowiedziała, że on się cieszył. On się cieszył, że to zrobił. To było widać. To nie był taki agresywny człowiek, który wbiega, coś robi i zaraz ucieka. On po prostu chlubił się tym, co zrobił – podkreśliła pani Joanna.

„Napastnik trzymał nóż w jednym ręku i mikrofon”

Małżeństwo stojące przed sceną w Gdańsku opisało dziennikarzom napaść na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Według nich nikt na scenie ani bezpośrednio przed nią nie zdawał sobie sprawy w momencie ataku, co zaszło.

Napastnik trzymał nóż w jednym ręku i mikrofon, który wydarł prowadzącemu – mówiła dziennikarzom Bożena Koniecka, która z mężem stała w pierwszym rzędzie przed sceną, na której trwała gdańska impreza WOŚP. Myśmy myśleli, że to jakiś przerywnik, przed występem następnego zespołu. Mnie się wydawało, że ten człowiek śpiewa. Dopiero po jakimś czasie zobaczyliśmy nóż – powiedziała kobieta. On mówił, że to wina Platformy. Platforma posadziła go na 5 lat do więzienia – relacjonowała kobieta. Wtedy dopiero zorientowaliśmy się, że jest coś nie tak – mówiła dziennikarzom mieszkanka miasta. Jej zdaniem to było tak nagłe zdarzenia, że mało kto – nawet na scenie – zorientował się co się dzieje i co się stało.

Myśmy byli przekonani, że reanimacja dotyczy tego zbrodniarza, że może się prądem poraził, bo tyle tam było przewodów – powiedziała.

Kobieta stwierdziła, że napastnik po przemówieniu prezydenta „kręcił się po scenie – widziałam go dwa razy” – stwierdziła kobieta. Jej mąż Jerzy Koniecki dodał, że zauważył, iż po ataku prezydent Gdańska przysiadł, a mężczyzna wrócił na scenę.

Zdaniem kobiety „reakcja ochroniarska była trochę późna”. Dodała, że nóż został odrzucony w kierunku barierek i widowni. To był czarny sztylet, długi na 30 cm – dodała.

Oboje mieszkańcy Gdańska byli na tym koncercie od godziny 16.00 i jak twierdzili nie było tam policji. Zaznaczyli jednak, że przed wejściem do najbliższego sektora przy scenie ochrona sprawdzała wszystkie osoby.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Czersk: Zuchwały napad na rodzinę. Trwają poszukiwania sprawców

Dramatyczne chwile miały miejsce w Czersku. Bandyci podstępem weszli do jednego z domów, obezwładnili rodzinę i ukradli pieniądze. Dwóch mężczyzn przyjechało do małżeństwa w Czersku, by kupić bryczkę. Okazało się, że był to tylko pretekst.

Jak informuje Radio Gdańsk, umówili się następnego dnia na podpisanie umowy. Gdy jednak przyszli ponownie do domu, sprawy potoczyły się zupełnie inaczej. Bandyci uderzyli właściciela domu tępym narzędziem w głowę i związali go. Tak samo potraktowali jego żonę. Na szczęście nie zrobili im nic poważnego.

Zmusili parę do ujawnienia, gdzie przechowują pieniądze. Ukradli około 200 tysięcy złotych. Za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia grozi im 12 lat więzienia. Cały czas szuka ich policja.
Źródło info i foto: wp.pl

3,5 kg narkotyków w aucie. 28-latek ugryzł policjanta w czasie zatrzymania

Policjanci z Częstochowy zatrzymali 28-latka, który posiadał łącznie przeszło 3,5 kg narkotyków, w tym susz, ziele i sadzonki konopi indyjskich. Mężczyzna był agresywny podczas zatrzymania, jednego z policjantów odepchnął, a drugiego ugryzł w dłoń. Prokurator zastosował wobec niego dozór i poręczenie majątkowe. Kiedy we wtorek po południu policjanci podeszli do samochodu 28-latka, mężczyzna zaczął zachowywać się bardzo nerwowo i agresywnie. Chcąc uciec, odepchnął jednego z policjantów, a drugiego ugryzł w dłoń. Funkcjonariusze szybko go obezwładnili.

W jego aucie mundurowi znaleźli trzy słoiki i metalowe pudełko z zielonym suszem. Wstępne badania wykazały, że to marihuana. Również w domu zatrzymanego policjanci zabezpieczyli sporą ilość suszu upchniętego w słoikach, dwie sadzonki konopi, już ścięte ziele i sprzęt wykorzystywany przy uprawie tych roślin. Łączna waga przejętych używek, to przeszło 3,5 kg.

Zatrzymany usłyszał zarzuty

Mieszkaniec Częstochowy został zatrzymany. Wieczorem usłyszał zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków, ich uprawy, zbioru i przygotowania do wprowadzenia do obrotu oraz naruszenia nietykalności policjantów. Zastosowane też zostały środki zapobiegawcze w postaci dozoru i poręczenia majątkowego.
Żródło info i foto: TVP.info

Jest prokuratorskie śledztwo po ataku z nożem na policjantów

Mężczyzna, który przy ulicy Noakowskiego ranił dwóch policjantów wciąż pozostaje pod opieką lekarską. Funkcjonariusze na razie nie mogą go przesłuchać, ani postawić ewentualnych zarzutów. Wszczęte zostało już śledztwo prokuratorskie, a osoby, które chwilę przed atakiem przebywały z mężczyzną, zostały przesłuchane w charakterze świadków.

O akcji na podwórzu przy ulicy Noakowskiego 8 pisaliśmy w sobotę. Mężczyzna wypadł z okna, później nożem ranił dwóch funkcjonariuszy, a następnie walczył z próbującymi go obezwładnić policjantami i ratownikami medycznymi.

Wciąż bez zarzutów

– Policjanci z komendy Warszawa Śródmieście ustają okoliczności zajścia. Cztery osoby, które już zostały doprowadzone przesłuchano w charakterze świadków – mówi Iwona Jurkiewicz z biura prasowego stołecznej policji.

Jak dodaje, mężczyzna który był agresorem, jest cały czas pod opieką lekarską i nadzorem policyjnym.

– W niedziele zostało też wszczęte śledztwo prokuratorskie w związku z czynną napaścią na funkcjonariuszy. Nie tylko dwóch policjantów, ale także ratowników medycznych, którzy próbowali udzielić pomocy rannemu mężczyźnie – tłumaczy Iwona Jurkiewicz.
Wypadł z okna

Do zdarzenia doszło w sobotę rano na podwórzu kamienicy przy ulicy Noakowskiego 8. Z zawiadomienia, które dotarło do policji wynikało, że z okna mieszkania wypadł mężczyzna i potrzebuje pomocy lekarskiej, ale nie udaje się jej udzielić, ponieważ jest agresywny – ma nóż, którym grozi podchodzącym do niego osobom. Dwaj policjanci, którzy przyjechali na miejsce zdarzenia, zostali zaatakowani i ranieni przez mężczyznę: jeden w nogę, drugi (lżej) w rękę.
Żródło info i foto: tvnwarszawa.tvn24.pl

Strzelanina pod Warszawą. Poszukiwany zaatakował policjantów

Dramatyczna akcja policji w miejscowości Bielawa niedaleko Warszawy. Podczas próby zatrzymania mężczyzny poszukiwanego listem gończym, zaatakował on funkcjonariuszy. Padły strzały. Mężczyzna zabarykadował się w domu. Policjanci weszli siłą i obezwładnili przestępcę. Dwóch z nich zostało rannych. Obrażenia odniósł także napastnik. Wszystko wydarzyło się dziś około godz. 15.30 w miejscowości Bielawa w gminie Konstancin-Jeziorna pod Warszawą. Kryminalni z Piaseczna, wraz z policjantami z Konstancina, weszli na jedną z posesji, by zatrzymać przestępcę poszukiwanego listem gończym.

– Kiedy 45-letni mężczyzna zobaczył funkcjonariuszy, zaatakował ich czymś w rodzaju metalowej rury. Policjanci oddali ostrzegawcze strzały w powietrze. Jednak mężczyzna nie reagował, nie stosował się do poleceń, był agresywny. Po chwili zabarykadował się w domu – mówi Onetowi komisarz Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie.

Do pomocy wezwano antyterrorystów z Warszawy. – Policjanci weszli do budynku z użyciem siły. Napastnik został obezwładniony i zatrzymany – relacjonuje Jarosław Sawicki.

Podczas akcji przestępca został ranny. Ucierpiało także dwóch funkcjonariuszy. Prawdopodobnie w wyniku rykoszetów policjanci doznali lekkich obrażeń nóg. Mundurowi będą teraz wyjaśniać okoliczności całego zdarzenia.

– List gończy za mężczyzną został wystawiony w związku z podejrzeniem popełnienia przez niego przestępstwa z art. 190 kodeksu karnego, czyli stosowania gróźb karalnych – mówi Onetowi aspirant sztabowy Mariusz Mrozek, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.

Sąd podjął już decyzję o tymczasowym aresztowaniu 45-latka. Zgodnie ze wspomnianym art. 190 kk, „kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.
Żródło info i foto: onet.pl

Nieznane okoliczności ataku na bohatera

Spencer Stone, amerykański żołnierz, który pod koniec sierpnia pomógł obezwładnić Marokańczyka w superszybkim pociągu Thalys relacji Amsterdam – Paryż, znajduje się w szpitalu. Został zaatakowany w czwartek ok. 1 w nocy, kiedy stanął w obronie przyjaciela. Do zdarzenia doszło w Sacramento w Kalifornii tuż przed godz. 1 w nocy. Okoliczności nie są jasne, ale wszystko wskazuje na to, że Stone stanął w obronie przyjaciela zaczepionego przed jednym z barów. Napastnik czterokrotnie dźgnął go nożem w klatkę piersiową.

Obrażenia były tak poważne, że policjanci, którzy przyjechali na miejsce zdarzenia, założyli, że Stone nie przeżyje i wszczęli śledztwo ws. zabójstwa. Stone został przewieziony do szpitala. Obecnie jego stan jest stabilny.

Policja nie podała tożsamości napastnika. Jak informuje „Air Force Times”, był to mężczyzna w wieku ok. 20 lat. Policja w Sacramento napisała na Twitterze: – Atak nie był w żaden sposób związany z atakiem terrorystycznym. Doszło do niego w okolicy baru, prawdopodobnie jednym z czynników był alkohol.

Stone zyskał powszechne uznanie za obezwładnienie uzbrojonego mężczyzny w pociągu Thalys na trasie Amsterdam – Paryż pod koniec sierpnia, czym zapobiegł tragedii, która dotknęłaby 554 pasażerów. 26-letni Marokańczyk Ayoub El-Kahzzani miał przy sobie arsenał – m.in. kałasznikowa z dziesięcioma magazynkami, pistolet i nóż – który pozwalał urządzić prawdziwą rzeź.

Jako pierwszy próbował go powstrzymać 28-letni Francuz. Błyskawicznie dołączyli do niego amerykańscy żołnierze – 23-letni Spencer Stone i 22-letni Alek Skarlatos. Pierwszy dopadł napastnika Stone. Otrzymał kilka ciosów nożem. Po chwili Skarlatos wyrwał mężczyźnie karabin i uderzył go kilka razy kolbą. Pomagał im także 23-letni student Anthony Sadler.

Za okazaną odwagę Amerykanie zostali odznaczeni przez prezydenta Francji Francois Hollande’a najwyższym francuskim odznaczeniem – Legią Honorową. W USA Stone, który podczas akcji w pociągu został ranny, otrzymał Medal Lotnika oraz wojskowe odznaczenie Purpurowe Serce, a Skarlatos – Medal Żołnierza. Stone jest członkiem sił powietrznych USA. Stacjonuje w bazie w Lajes na portugalskich Azorach. W Ameryce mieszka w Sacramento.

Alek Skarlatos napisał na Twitterze – „Wszyscy wspieramy rodzinę Stone’a modlitwami”.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Nieudany zamach na pasażerów pociągu relacji Paryż – Amsterdam

Nieudany zamach na pasażerów pociągu relacji Paryż – Amsterdam pokazuje, że szkoleni przez Państwo Islamskie terroryści mogą uderzyć wszędzie. Już godzinę po obezwładnieniu 25-letniego Marokańczyka Ayouba K., który zamierzał dokonać masakry pasażerów superszybkiego pociągu Thalys, na dworcach kolejowych we Francji, Belgii i Holandii pojawili się uzbrojeni w karabiny maszynowe policjanci. W Brukseli zebrała się rada bezpieczeństwa narodowego, która postanowiła, że funkcjonariusze będą także jeździć pociągami Thalys. Dalsze decyzje – m.in. o wprowadzeniu mieszanych patroli – mają podjąć ministrowie spraw wewnętrznych krajów Beneluxu, Francji oraz Niemiec – państw, do których docierają superszybkie pociągi. Nie znaleziono jednak odpowiedzi na podstawowe pytanie, jak bronić się przez przybywającymi z ogarniętej wojną domową Syrii terrorystami takimi jak Ayoub K.

Zamachowca zidentyfikowano prawie natychmiast m.in. dzięki skanerowi linii papilarnych. Okazało się, że zna go hiszpańska policja. W Algeciras, pełnym uchodźców z Afryki mieście w południowej Hiszpanii, gdzie dorastał, aresztowano go za handel narkotykami. Rok temu z Hiszpanii przeniósł się do Francji, gdzie służby specjalne wpisały go na listę podejrzewanych o związki z terrorystami. Na stronę ekstremistów miał przejść jeszcze w Algeciras, w tamtejszym radykalnym meczecie. Wiosną tego roku przez Berlin i Turcję dotarł do Syrii, gdzie dołączył do grupy algierskich studentów służących Państwu Islamskiemu, którzy planowali zamachy w Paryżu. Francuskiej policji udało się pokrzyżować te plany, ale Ayoub K. po powrocie do Francji nie został aresztowany.

Aż do piątku, gdy uzbrojony w kałasznikowa zamierzał urządzić krwawą rzeźnię na pokładzie pociągu do Amsterdamu. Kałasznikow jednak się zaciął, a na terrorystę rzucili się pasażerowie, w tym dwóch amerykańskich żołnierzy zwiedzających po cywilnemu zachodnią Europę. Gdyby nie ich odwaga, mogłyby zginąć dziesiątki, jeśli nie setki ludzi. Na pokładzie pociągu było ponad 550 osób, obsługa na widok terrorysty zamknęła się w swoim przedziale. Sprawę wyjaśniają władze belgijskich kolei.

Podczas przesłuchań K. twierdził, że chciał tylko obrabować pasażera. Śledczy mu nie wierzą.

Takich ludzi, którzy jak Ayoub K. wyjechali z zachodniej Europy do Syrii i przeszli przeszkolenie w obozach Państwa Islamskiego, są tysiące. Setki wróciły z dżihadu do Europy. Wielu wyłapały służby specjalne, ale jak pokazuje przykład Marokańczyka, nie wszystkich.

Jeden z belgijskich ekspertów od terroryzmu, cytowany przez telewizję CNN, mówi, że w wielu przypadkach policji brakuje niezbitych dowodów na współpracę z PI. A bez dowodów w demokratycznej Europie nie można nikogo aresztować. Co gorsza, powracający z Syrii terroryści działają jako tzw. samotne wilki albo w bardzo małych grupach – jak terroryści, którzy w styczniu zamordowali w Paryżu dziennikarzy satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo”. To jeszcze bardziej utrudnia pracę służbom specjalnym. Po ataku Ayouba K. i wcześniejszych zamachach we Francji eksperci przyznają, że powracający z Syrii terroryści mogą uderzyć wszędzie. A w odróżnieniu od portów lotniczych na dworcach kolejowych nie kontroluje się pasażerów ani nie sprawdza się ich bagażu.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Groził, że wysadzi blok

Dwudziestoletni mężczyzna zabarykadował się w jednym z mieszkań przy ul. Modrzewskiego w Białogardzie w województwie zachodniopomorskim. Groził, że wysadzi blok w powietrze, detonując butle z gazem. Trzeba było ewakuować kilkadziesiąt osób. Dramat zakończył się po dwóch godzinach. Do akcji wkroczyli antyterroryści i obezwładnili desperata. Jak ustaliła reporterka RMF FM Aneta Łuczkowska, dwudziestolatek miał dziś zgłosić się do więzienia, by odsiedzieć 5-miesięczny wyrok. Liczył, że grożąc wysadzeniem bloku w powietrze, wymusi na władzach odroczenie kary. Na miejsce przyjechali policyjni negocjatorzy. Gdy rozmowy nic nie dały, do akcji wkroczyli antyterroryści. Wyważyli drzwi od mieszkania i obezwładnili desperata. Mężczyzna trafi do więzienia. Ewakuowani mieszkańcy mogą już wracać do swych mieszkań.
Żródło info i foto: interia.pl