Białystok. Strzelił z wiatrówki do kierowcy. 20-latek z zarzutami

Narażenie człowieka na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i spowodowanie obrażeń, to główne zarzuty dla 20-latka podejrzanego o to, że w trakcie awantury na drodze, strzelił do innego kierowcy z wiatrówki – podała w środę białostocka policja. Obrażenia 59-letniego mężczyzny nie były poważne, po ich opatrzeniu nie był hospitalizowany.

Do incydentu na jednym z białostockich osiedli doszło w miniony poniedziałek. Zespół prasowy podlaskiej policji podawał wtedy, że doszło do kłótni na drodze, gdy jeden z kierowców zajechał drogę drugiemu. Po wymianie zdań ten kierowca, który miał złamać przepisy drogowe, wyciągnął przedmiot przypominający wyglądem broń i oddał strzał, po czym odjechał.

Po kilku godzinach zatrzymano 20-latka. To on był kierowcą volkswagena, który zajechał drogę kierowcy opla i to on miał strzelać. Zatrzymano również trzy inne młode osoby, które z nim były w samochodzie. One, po przesłuchaniu w charakterze świadków, zostały zwolnione. Odnaleziona i zabezpieczona została broń, z której miał paść strzał. Jak opisuje ją policja, to wiatrówka (o wyglądzie pistoletu) na kapsuły z dwutlenkiem węgla.

Policja poinformowała w środę rano o zarzutach dla kierowcy w prowadzonym przez nią dochodzeniu. To narażenie innej osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz spowodowanie obrażeń (według zapisu Kodeksu karnego, chodzi o naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia na czas nie dłuższy niż 7 dni). Dodatkową kwalifikacją prawną jest przyjęcie, że występek miał charakter chuligański.

Areszt tymczasowy?

Policja będzie wnioskować o areszt tymczasowy dla 20-latka. Czy taki wniosek zostanie ostatecznie skierowany do sądu, zdecyduje jeszcze w środę Prokuratura Rejonowa Białystok-Północ, która nadzoruje to dochodzenie.
Źródło info i foto: TVP.info

Japonia: 10 zabitych i prawie 40 rannych w pożarze studia animacji. Zatrzymano podejrzanego o podpalenie

Co najmniej 10 osób zginęło, a blisko 40 odniosło obrażenia w czwartkowym pożarze studia animacji w Kioto w środkowozachodniej części wyspy Honsiu w Japonii. Kilkoro spośród poszkodowanych jest nieprzytomnych. Policja aresztowała już 41-letniego mężczyznę pod zarzutem podpalenia. Podejrzany również doznał obrażeń i został odwieziony do szpitala.

Associated Press, Reuters i AFP piszą o co najmniej 35 rannych, spośród których dziesięcioro jest w stanie ciężkim.

Pożar wybuchł około godz. 10.30 czasu lokalnego (godz. 3.30 w Polsce) w trzykondygnacyjnym budynku studia animacji, gdy mężczyzna wbiegł do środka i rozprzestrzenił niezidentyfikowany płyn, który spowodował pożar – poinformowała straż pożarna i policja w prefekturze Kioto.

Płomienie opanowano po kilku godzinach

Japońska publiczna telewizja NHK pokazywała zdjęcia, na których widać, jak z budynku studia wydobywa się szary i czarny dym. Płomienie opanowano po kilku godzinach. Według straży pożarnej w momencie wybuchu pożaru w budynku przebywało ponad 70 osób, ale większość z nich zdołała wydostać się na zewnątrz. Przed siedzibą studia ustawiono namiot, w którym udzielono pierwszej pomocy medycznej.

Kyoto Animation, lepiej znane jako KyoAni, zostało założone w 1981 roku jako studio produkcji animacji i komiksów. Znane jest z megahitowych historii o licealistkach, w tym „Lucky Star”, „K-On!” i „Haruhi Suzumiya”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brutalne zabójstwo Polaka w Wielkiej Brytanii. Śledczy opublikowali wizerunek podejrzanych o porwanie i zabójstwo Tomasza S.

Brytyjscy śledczy opublikowali wizerunek dwóch mężczyzn podejrzanych o uprowadzenie i zabójstwo Polaka. Tomasz S. został porwany w marcu br. ze swojego domu w Birmingham. Mężczyzna uciekł sprawcom i trafił do szpitala, jednak zmarł 21 czerwca wskutek odniesionych obrażeń.

Brytyjskie media podają, że 45-letni Tomasz S. został uprowadzony ze swojego domu w Birmingham 27 marca rano. Dwaj sprawcy wsadzili go do białej furgonetki i wywieźli do wioski Lancashire. Tam poddali Polaka potwornym torturom.

Jeszcze tego samego dnia ranny mężczyzna zdołał uciec porywaczom. Około godz. 22.45 Polak dobijał się do drzwi domu w Bickerstaffe (hrabstwo Lancashire), szukając pomocy. 45-latek miał widoczne ślady tortur i poparzone 75 proc. ciała. Tomasz S. został przewieziony do szpitala, jednak 21 czerwca zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

Policja z hrabstwa West Midlands opublikowała wizerunek podejrzanych mężczyzn oraz zdjęcie samochodu, którym się poruszali. Śledczy starają się ustalić miejsce przebywania pojazdu.

Policja apeluje szczególnie do członków społeczności polskiej w Wielkiej Brytanii, aby zgłaszali się i pomogli funkcjonariuszom w ujęciu sprawców. Śledczy gwarantują pełną anonimowość.

Osoby, które rozpoznają mężczyzn na zdjęciach, proszone są o kontakt z policją poprzez Live Chat na stronie west-midlands.police.uk lub kontakt telefoniczny pod numerem 0121 626 6025.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Śledztwo w sprawie śmierci Magdaleny Żuk. Są nowe informacje

Chociaż od śmierci Magdaleny Żuk minęły już dwa lata, wciąż nieznane są okoliczności tego zdarzenia. Już teraz wiadomo, że dochodzenie w sprawie zostanie przedłużone.

Początkowo śledczy zamierzali prowadzić dochodzenie w sprawie śmierci Magdaleny Żuk do końca czerwca tego roku. Prawdopodobnie zostanie ono jednak przedłużone. – Będziemy wnosić do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu o przedłużenie śledztwa na dalszy czas – powiedział w rozmowie z Onetem prokurator Tomasz Czułowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. Wciąż jednak nie wiadomo, czy strona egipska wysłała do Polski dokumenty, bez których niemożliwe jest uzyskanie uzupełniającej opinii biegłych specjalizujących się w psychiatrii i toksykologii. Jak podaje Onet, dalsze informacje w sprawie mają pojawić się w przyszłym tygodniu.

Matka postawiła warunek

Po śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie pojawiły się teorie, że kobieta zmagała się z problemami psychicznymi, co mogło pchnąć ją do targnięcia się na swoje życie. Z taką interpretacją zdarzeń nie zgadza się matka zmarłej 27-latki. – Próbowano już wmówić opinii publicznej, że Magda cierpiała na chorobę psychiczną i dlatego tak się zachowywała. To wszystko bzdura! Znam swoje dziecko! Była zdrowa! – powiedziała Elżbieta Żuk w styczniowej rozmowie z „Super Expressem”.

Wiadomo już, że kobieta zmarła na skutek obrażeń po tym, jak wyskoczyła przez okno w szpitalu, a przed śmiercią nie została zgwałcona. Nie wiadomo jednak, dlaczego szarpała się z personelem szpitalnym i zachowywała w dziwny sposób. – Daję prokuraturze czas do czerwca. Jeśli do tego czasu nie rozwiążą tej sprawy, to ujawnię wszystkie tajemnice śledztwa – powiedziała Elżbieta Żuk. Nie zdradziła jednak, o jakie „tajemnice” chodzi. – Wiele razy słyszałam, że jeśli pisnę choć słówko, to trafię do więzienia na trzy lata. Ale teraz uznałam, że ważniejsza dla mnie jest prawda – podsumowała.

Śmierć Magdaleny Żuk

Sprawą Magdaleny Żuk w 2017 roku żyła cała Polska. 27-letnia kobieta miała jechać do Egiptu ze swoim partnerem, ostatecznie jednak pojechała sama. Po dwóch dniach partnera kobiety zaniepokoiło jej zachowanie i w porozumieniu z touroperatorem zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia kobiety, trafiła ona do miejscowego szpitala. W tym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu dowiedział się, że jest w ciężkim stanie. Kilka godzin później Magdalena Żuk zmarła, rzekomo w wyniku obrażeń doznanych na skutek upadku z wysokości, z pierwszego lub drugiego piętra szpitala.

W ramach śledztwa prokurator zwrócił się do strony egipskiej o pomoc prawną. Chodziło m.in. o przesłuchanie świadków (pracowników hoteli, personelu placówek medycznych) oraz uzyskanie dokumentów istotnych z punktu widzenia śledztwa, w tym badań toksykologicznych i wyników z sekcji zwłok.

Na podstawie wyników sekcji zwłok i badań laboratoryjnych biegli z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazali w opinii z 30 sierpnia 2017 roku, że zmiany urazowe świadczą, że przyczyną zgonu był upadek z wysokości. Nie znaleziono śladów, które dawałyby podstawy do przypuszczeń, że zmarła padła wcześniej ofiarą gwałtu albo innych aktów przemocy.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Londyn: Zwłoki dwóch kobiet w zamrażarce. Zidentyfikowano drugą ofiarę

Policja wie już, kim była druga kobieta, której ciało pod koniec kwietnia 2019 roku znaleziono w jednym z mieszkań w Canning Town w Londynie. Zwłoki były ukryte w zamrażarce. Policja poinformowała, że podobnie jak pierwsza ofiara, druga doznała równie rozległych obrażeń. Na razie nikt jednak nie usłyszał zarzutów morderstwa.

Zwłoki, które znaleziono w zamrażarce w jednym z londyńskich mieszkań należą do dwóch zaginionych kobiet – Mihrican Mustafy oraz obywatelki Węgier Henriett Szucs. Ciało tej ostatniej zidentyfikowano jako drugie.

Szucs przeniosła się do Londynu z Miszkolca. Wkrótce potem została okradziona ze wszystkich pieniędzy i dokumentów. Początkowo mieszkała z chłopakiem, ale gdy związek się rozpadł, trafiła na ulicę. Wyjść z bezdomności pomagała jej organizacja dobroczynna The Welcome Centre z Ilford. 34-latka po raz ostatni kontaktowała się z bliskimi w 2016 roku.

38-letnia Mihrican Mustafa zaginęła w maju ub. roku. Rodzina relacjonowała, że wyszła tylko do sklepu i nigdy już nie wróciła. Kobieta osierociła troje dzieci.

„MailOnline” poinformował, że poćwiartowane członki zmarłych kobiet, znajdywały się w tej samej zamrażarce. Obie ofiary były ubrane, a na ich ciałach znajdowało się wiele obrażeń.

Mieszkanie, w którym odkryto zwłoki należy do Zahida Younisa. 34-latek nie został jednak oskarżony o morderstwo, a o uniemożliwienie pochówku i aresztowany. Policja nie ujawniła w jaki sposób zmarły Mustafa i Szucs.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Tuluza: 17-latek, który przetrzymywał cztery kobiety, został zatrzymany

​Policja zatrzymała 17-letniego napastnika, który w pobliżu Tuluzy na południu Francji przetrzymywał cztery kobiety – poinformował późnym wieczorem szef francuskiego MSW Christophe Castaner. Około godz. 16:30 w sklepie w miejscowości Blagnac koło Tuluzy uzbrojony napastnik wziął jako zakładniczki cztery kobiety – właścicielkę sklepu, jej córkę i dwie pracowniczki.

Na miejsce przybyły specjalne jednostki policji, karetki pogotowia i dwa wozy strażackie. Według francuskich mediów napastnik sam poprosił o rozmowę z policyjnym negocjatorem.

Do wieczora uwolnił on wszystkie przetrzymywane kobiety, ale sam zabarykadował się w sklepie. Późnym wieczorem został jednak obezwładniony i aresztowany przez funkcjonariuszy elitarnej jednostki francuskiej policji – RAID. Na razie nie wiadomo, jaki był motyw jego działania, ale raczej nie jest brane pod uwagę podłoże terrorystyczne.

Kobiety, które przetrzymywał napastnik, nie odniosły żadnych obrażeń.

Prokuratura poinformowała, że 17-latek był już wcześniej znany policji, m.in. z ataków na policjantów i kradzieży. W grudniu ubiegłego roku został aresztowany podczas protestu ruchu „żółtych kamizelek”. Organizowane od pięciu miesięcy w każdą sobotę uliczne protesty skierowane są przeciwko polityce prezydenta Emmanuela Macrona, któremu zarzuca się lekceważenie potrzeb mniej zamożnej części francuskiego społeczeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Atak na przechodniów w Niemczech. Sprawca chciał zabić obcokrajowców

Mężczyzna, który w noc sylwestrową celowo staranował przechodniów w Bottrop w Zagłębiu Ruhry, miał zamiar zabić obcokrajowców – ustaliło MSW Nadrenii Północnej-Westfalii. Co najmniej cztery osoby są ranne, jedna ciężko.

Kierowca, który w Bottrop (w Nadrenii Północnej-Westfalii) wjechał w noc sylwestrową w grupę przechodniów, działał z „jasnym zamiarem zabicia obcokrajowców” – powiedział minister spraw wewnętrznych Nadrenii Północnej-Westfalii Herbert Reul. Zdarzenie to „trzeba potraktować bardzo poważnie” – podkreślił Reul. Policja prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

Ofiary z Syrii i Afganistanu

Do tragicznego zdarzenia doszło w sylwestrową noc w Bottrop, liczącym ok. 117 tys. mieszkańców mieście w Zagłębiu Ruhry. Krótko po północy 50-letni kierowca mercedesa chciał staranować przechodnia. Ofierze udało się jednak uskoczyć i uniknąć obrażeń.

Chwilę później kierowca pojechał w stronę śródmieścia i staranował tam grupę osób świętujących nadejście Nowego Roku. Cztery osoby zostały ranne. 46-letnia kobieta doznała ciężkich obrażeń i walczyła o życie w szpitalu – poinformowała policja. Ofiarami są Syryjczycy i Afgańczycy, w tym dwoje dzieci – informuje portal Tagesschau.de.

Nieudany atak w Essen

Jak podała policja, również w swoim rodzinnym mieście Essen (ok. 12 km od Bottrop) 50-latek próbował wjechać w grupę osób na przystanku autobusowym. Udało im się jednak w porę uskoczyć. W Essen udało się też zatrzymać i aresztować kierowcę. Według informacji policji sprawca wykrzykiwał rasistowskie i ksenofobiczne hasła. Śledczy otrzymali ponadto „pierwsze informacje o psychicznych zaburzeniach kierowcy”.
Źródło info i foto: onet.pl

Chłopiec potrącony przez radiowóz z kolumny prezydenta. Prokuratura zdecydowała o umorzeniu sprawy

Do Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu wpłynęły dokumenty z komendy powiatowej policji dotyczące chłopca potrąconego w czwartek na pasach przez wchodzący w skład kolumny prezydenta radiowóz – poinformował w rozmowie z TVN24 prokurator Mariusz Słomka. Z opinii biegłego wynika, że dziecko nie doznało obrażeń ciała. – Czyn ten nie wyczerpuje znamion przestępstwa. W związku z tym zostanie wydane postanowienie o umorzeniu śledztwa przed jego wszczęciem – wyjaśnił Słomka.

Śledczy powołali biegłego, który przygotował opinię i określił w niej obrażenia chłopca potrąconego w czwartek na pasach w Oświęcimiu przez wchodzący w skład kolumny prezydenta radiowóz.

Od opinii biegłego zależy kwalifikacja zdarzenia. Jeśli chłopiec doznał obrażeń utrzymujących się poniżej 7 dni wówczas zdarzenie badane będzie jako wykroczenie, a jeśli powyżej – byłoby traktowane jako przestępstwo.

„Czyn nie wyczerpuje znamion przestępstwa”

– Do prokuratury rejonowej wpłynęły dokumenty z komendy powiatowej policji w Oświęcimiu. To jest całość dokumentacji, całość zebranego materiału dowodowego, protokołu przesłuchań świadków, protokołu oględzin miejsca zdarzenia, w tym również najbardziej istotnej dokumentacji związanej z opinią biegłego z zakresu medycyny co do ewentualnych obrażeń ciała małoletniego pokrzywdzonego – poinformował w rozmowie z TVN24 prokurator Mariusz Słomka.

Jak powiedział, z tej opinii wynika, iż małoletni nie doznał obrażeń ciała. – Naruszona została jego nietykalność – to jest powierzchowny uraz podudzia lewego – mówił.

– Czyn ten nie wyczerpuje znamion przestępstwa. W związku z tym zostanie wydane postanowienie o umorzeniu śledztwa przed jego wszczęciem – dodał.

Prokuratura poinformowała, że stanie się to jeszcze w poniedziałek.

Słomka dodał, że na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa opiekunom dziecka przysługuje zażalenie. Mają na to siedem dni od momentu doręczenia decyzji.

– Dopiero po upływie tego terminu i uprawomocnieniu postanowienia będziemy mogli mówić o zakończeniu sprawy – dodał.

Wypadek w Oświęcimiu

W czwartek samochód policyjny, jadący w kolumnie prezydenta w Oświęcimiu, potrącił na pasach dziewięcioletniego chłopca.

– Kolumna zatrzymała się na pasach i wtedy przez pasy przebiegło jedno dziecko. Drugie zostało przed przejściem dla pieszych. W momencie, kiedy wóz policyjny z kolumny delikatnie ruszył, to drugie dziecko wbiegło na ten samochód – informował w czwartek rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. Dodał, że „chłopiec ma stłuczone kolano, więc nic poważnego się nie stało”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

W Revensburgu zaatakował mężczyzna o „południowym typie urody”

Do tragedii doszło w centrum Ravensburga. Młody mężczyzna z nieznanych do tej pory powodów ranił nożem kuchennym ludzi na ulicy. Troje z nich odniosło ciężkie obrażenia, jedna osoba walczy w szpitalu o życie. Policja zaraz po ataku zatrzymała sprawcę. Według niej w tej chwili nie ma dowodów, że był to atak terrorystyczny.

„Wszystko wskazuje na to, że sprawca działał samodzielnie” – powiedział szef policji w Revensburgu, Armin Rau. Policjanci nie ujawniają w tej chwili żadnych szczegółów zdarzenia. Nie podano ani nazwiska, ani narodowości nożownika.

Na platformie społecznościowej Facebook opublikowany został filmik nagrany bezpośrednio po zdarzeniu. Widać na nim dwie ofiary ataku oraz obezwładnionego młodego mężczyznę. Uwaga – film zawiera drastyczne .

Z zeznań świadków wynika, że sprawca to młody mężczyzna o południowym typie urody.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabójstwo 22-letniego Niemca w Köthen. Jeden z Afgańczyków miał być lada moment deportowany

Jeden z dwóch Afgańczyków podejrzanych o zabójstwo Niemca w miejscowości Köthen w Saksonii-Anhalt nie miał prawa do pobytu w Niemczech – poinformowały władze tego landu na konferencji prasowej. Niebawem miał zostać deportowany. Minister spraw wewnętrznych Saksonii Anhalt Holger Stahlknecht powiedział, że pochodzący z Afganistanu mężczyzna nie uzyskał prawa pobytu w Niemczech.

Wkrótce miał zostać deportowany. Decyzja zapadła dwa dni przed tragedią, do której doszło w sobotę wieczorem. Na jednym z placów zabaw w Köthen wywiązała się bójka między dwoma Afgańczykami i dwoma Niemcami. Wkrótce po niej w wyniku rozległych obrażeń ciała 22-letni Niemiec zmarł.

Policja zatrzymała dwóch imigrantów z Afganistanu w wieku 18 i 20 lat, prawdopodobnych sprawców śmierci Niemca. W niedzielę wieczorem ulicami Köthen przeszedł marsz, w którym wzięło udział ok. 2,5 tys. osób. Wśród nich było ok. 500 neonazistów, którzy skandowali: „Narodowy socjalizm teraz”. Jeden z mówców wspominał o „wojnie rasowej”.

W Köthen nie doszło jednak do zamieszek jak w podobnej sytuacji na początku września w Chemnitz.
Źródło info i foto: TVP.info