Sędzia sam zgłosił się do aresztu

Łapówki zaczął brać już w latach 90-tych. Janusz K. (55 l.), sędzia z Kościerzyny był tak bezczelny, że za przychylne wyroki potrafił wziąć nawet rybę w galarecie. W końcu został skazany, ale długo ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Wczoraj o dziwo sam zgłosił się do odbycia kary czterech lat więzienia w areszcie śledczym w Starogardzie Gdańskim.

Janusz K. przez lata pozostawał bezkarny. Jego upadek rozpoczął się w 2008 r., gdy zaczął szantażować skazanego na 3 lata więzienia biznesmena Mariana T. Przedsiębiorca zapłacił mu łącznie 100 tys. zł w zamian za odraczanie wykonania wyroku. Sędzia nie miał jednak dość. Sam dzwonił do biznesmena i groził, że jak nie zapłaci to pójdzie siedzieć. Marian T. zgłosił się więc na policję, a Janusz K. wpadł podczas przygotowanej przez śledczych prowokacji.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Katowice: Zadyma pod Spodkiem

Ten wieczór Katowice zapamiętają na długo. Wewnątrz słynnego Spodka miała odbyć się gala sportów walki, ale to co działo się zewnątrz przyćmiło imprezę. Przed halą zebrali się sympatycy dwóch klubów – miejscowego GKS i Ruchu Chorzów. Musiała interweniować policja. Nagrania w sieci pokazują do czego zdolni są „najwierniejsi” kibole. O ich wybrykach w Katowicach mówi cała Polska. Mieli spokojnie oglądać zawody, wcześniej witając jednak fanów wrogiej drużyny. Z maczetami, siekierami, kijami, metalowymi pałkami czy koktajlami Mołotowa w ręku, o czym informuje RMF FM.

„Około 17.40 w eskorcie policji z dworca PKP przybyli kibice z Chorzowa. W pewnym momencie pseudokibice obu drużyn zaczęli ubierać kominiarki, aby uniemożliwić identyfikację. Zaczęli rzucać niebezpiecznymi przedmiotami oraz odpalać race i petardy. Obie grupy dążyły do konfrontacji” – czytamy już na stronie śląskiej policji.

Gdyby nie reakcja, pod Spodkiem doszłoby do walki. Funkcjonariusze użyli armatki wodnej i broni gładkolufowej, by rozproszyć tłum. Najbardziej agresywne osoby trafiły na komendę – pozostałe długo jeszcze pilnowano. Psuedokibice mają zostać przesłuchani.
Żródło info i foto: natemat.pl

Poszukiwany 30-latek ukrył się w zmywarce

W nietypowym miejscu został zatrzymany przez głogowskich policjantów 30-letni mężczyzna. Poszukiwany podczas ucieczki wtargnął do przypadkowego mieszkania i ukrył się w … zmywarce do naczyń. Mężczyzna trafił już do zakładu karnego.

Funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego z Komendy Powiatowej Policji w Głogowie zatrzymali mężczyznę, poszukiwanego do odbycia kary pozbawienia wolności. 30 – letni mieszkaniec Głogowa był również poszukiwany w związku z podejrzeniem kradzieży krzewów o wartości 15 tys. zł. Prowadzone są też przeciwko niemu postępowania o kradzież samochodu, motocykla, rowerów oraz o pobicie.

Do zatrzymania doszło po tym, jak policjanci ustalili, że mężczyzna przebywa w jednym z mieszkań na terenie miasta. Gdy funkcjonariusze tam się pojawili, mężczyzna nie reagował na wezwania do otworzenia drzwi. Kiedy rozpoczęto wejście siłowe, 30 – latek próbując uciec zeskoczył z drugiego piętra budynku na balkon pierwszego piętra i wybijając szybę, wdarł się do przypadkowego mieszkania.
Tam zabarykadował się.

Gdy policjanci weszli do mieszkania, znaleźli mężczyznę ukrytego w zmywarce do naczyń. W chwili zatrzymania poszukiwany był trzeźwy. Po zatrzymaniu mężczyzna usłyszał zarzuty nie tylko kradzieży krzewów, ale też uszkodzenia mienia w mieszkaniu do, którego się wdarł.

Oprócz tego, że trafił do zakładu karnego, za kolejne czyny grozi mu teraz kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Jakie były przyczyny dramatu w Jaśle?

Kilka dni temu Łukasz D. miał stawić się do więzienia w Sanoku, żeby odbyć karę za znęcanie się nad rodziną. Jednak się nie pojawił. Gdy policjanci przyszli po niego, zabarykadował się w mieszkaniu, razem z mamą i babcią. Reporter „Uwagi!” TVN przyjrzał się kulisom sprawy, która niedawno przez kilka godzin trzymała w napięciu nie tylko mieszkańców Jasła.

Młody mężczyzna, który miał stawić się do zakładu karnego, żeby odbyć karę 1,5 roku pozbawienia wolności, zabarykadował się w mieszkaniu w centrum Jasła. W środku były także jego mama i babcia. Po mieszkaniu chodził z nożem. Groził, że wysadzi blok. Przerażeni sąsiedzi wyszli na ulicę, a policja otoczyła budynek.

– Z uwagi na to, że zachodziło realne zagrożenie dla życia i zdrowia zarówno jego, jak też mamy i babci, na miejsce skierowani zostali policyjni negocjatorzy. Negocjatorzy kilka godzin rozmawiali z mężczyzną, prowadzili negocjacje, próbowali zmusić go, by dobrowolnie wyszedł z mieszkania – opowiada asp. Piotr Wojtunik, rzecznik Komendy Policji w Jaśle.

Zazdrość i agresja

25-letni Łukasz D. miał odbyć karę pozbawienia wolności za znęcanie się nad mamą, babcią i przede wszystkim byłą partnerką. Kobieta, która jest matką jego trzyletniego dziecka, była przez niego wielokrotnie bita i katowana. Był o nią chorobliwie zazdrosny.

– Przez pierwsze osiem miesięcy to był człowiek tylko do kochania. Był miły i uprzejmy. Dopiero po tych ośmiu miesiącach zaczęło się psuć, był bardzo zazdrosny. Uznał, że go zdradziłam. Zamknął mnie w pokoju i zaczął mnie szarpać, ciągnął za włosy, uderzył mnie kilka razy, groził nawet nożem, że mnie zabije. Ja wtedy zemdlałam i jego mama wezwała pogotowie – opowiada kobieta.

– Zabrali mnie do szpitala i kilka dni tam leżałam. Złożyłam zeznania na policji i miała się odbyć w sądzie sprawa o pobicie mnie. Sprawy jednak nie było, bo ja się nie zdecydowałam. On mnie zaczął po prostu przepraszać i stwierdziłam, że dam mu szansę. Odeszłam dopiero, jak przy swojej mamie uderzył mnie głową o ścianę. I to ona poprosiła mnie bym poszła z nią na policję i złożyła zeznania, bo bez moich zeznań oni nic mu nie mogą zrobić – zwierza się była partnerka Łukasza D. Matka mężczyzny chciała wykorzystać tę sytuację, żeby skierować syna na przymusowe leczenie psychiatryczne. W trakcie postępowania oceniono jednak, że Łukasz D. jest poczytalny. Wyrok w sprawie o pobicie zapadł dwa lata temu. Był to jednak wyrok w zawieszeniu, a mężczyzna dostał dozór kuratora. – Ja chodziłam do jego kuratorki i informowałam ją o każdym SMS-ie, który on do mnie wypisywał. Groził mi, że ja się jeszcze przekonam, że mnie zniszczy i że zniszczy moją rodzinę. W końcu groził, że zabije mnie i moją rodzinę – tak była partnerka tłumaczy, dlaczego Łukaszowi D. odwieszono wyrok.
Żródło info i foto: tvn24.pl

USA: kontrowersyjna egzekucja skazańca

Dziś w więzieniu w stanie Missouri ma odbyć się wzbudzająca kontrowersje egzekucja skazanego na śmierć 55-letniego Ernesta Johnsona, który cierpi na raka mózgu. Jego adwokaci twierdzą, że egzekucja za pomocą zastrzyku trucizny spowoduje u niego „niewyobrażalne cierpienia”.

Johnson, którego skazano na karę śmierci za zabójstwo w 1994 r. trzech pracowników stacji obsługi samochodów, ma zostać stracony o godz. 18 czasu miejscowego (1 w nocy z wtorku na środę czasu polskiego) za pomocą zastrzyku bardzo silnego środka powodującego paraliż centralnego systemu nerwowego.

8 poprawka do Konstytucji USA zabrania stosowania „okrutnych kar”

Jego adwokaci wyczerpali już wszelkie możliwości odroczenia wykonania kary. Powołują się oni na opinię biegłych lekarzy, którzy twierdzą że taki sposób egzekucji chorego na raka mózgu wywoła u niego gwałtowne i niekontrolowane konwulsje i narazi go na „ból nie do zniesienia”. Przypominają oni, że 8 poprawka do Konstytucji USA zabrania stosowania „okrutnych lub niezwykłych kar”.

„Stan Missouri nie dysponuje sprawną komorą gazową”

Adwokaci Johnsona wskazują, że w jego przypadku egzekucja w komorze gazowej „znacznie zmniejszyłaby jego cierpienia”. Na przeszkodzie stoi jednak to, że – jak oświadczył David Owen, rzecznik stanowej służby penitencjarnej – „stan Missouri nie dysponuje obecnie sprawną komorą gazową”.

Sprawa Johnsona wywołała spory oddźwięk w Stanach Zjednoczonych bowiem wypłynęła w okresie ostrych ogólnokrajowych sporów na temat zgodności z konstytucją wykonywania kary śmierci za pomocą zastrzyków trucizny. Były bowiem przypadki administrowania skazańcom zbyt małej, lub zbyt dużej dawki, czy nie tolerowanej przez nich substancji, co narażało ich na dodatkowe cierpienia.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Biskup Piotr J. chce iść na odwyk. Rozbił auto po alkoholu

Biskup Piotr J. zabrał wreszcie głos w sprawie swego wypadku, gdy uderzył autem w latarnię w Warszawie. „Nigdy nie powinienem kierować autem pod wpływem alkoholu” – pisze w specjalnym oświadczeniu. „Nigdy nie powinienem kierować samochodem pod wpływem alkoholu. Przepraszam wiernych, których zgorszyłem swoim czynem” – pisze biskup Piotr J. w oświadczeniu opublikowanym na stronie archidiecezji warszawskiej. Oddaję do dyspozycji Ojca Świętego moją posługę biskupa pomocniczego – dodaje i zapewnia, że podda się specjalistycznemu leczeniu. W sobotę, w centrum Warszawy srebrna toyota zjechała z drogi i wbiła się w latarnię. Na miejscu zdarzenia od razu pojawili się strażnicy miejscy, którzy wezwali policję i pogotowie. Kierowcą okazał się biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej Piotr J. Według nieoficjalnych informacji miał prawie trzy promile alkoholu w organizmie. Żródło info i foto: Dziennik.pl

30 tys. przestępców cieszy się wolnością

30 tys. osób, które powinny odbywać karę, nie stawiło się na wezwanie. Kolejnym 40 tys. skazanych jeszcze nie wyznaczono terminu stawienia się w zakładzie karnym – pisze „Rzeczpospolita”. Eksperci alarmują: to jest patologia. W polskich więzieniach odbywa karę prawie 82 tys. skazanych. Przedstawiciel jednego z więzień twierdzi, że gdyby wszyscy ci, którzy mają odbyć karę zjawili się w zakładzie karnym, który mu podlega, to nie miałby ich gdzie umieścić. Z tych danych wynika, że powinniśmy wybudować drugie tyle więzień, co mamy. Najczęściej więzienia unikają piraci drogowi (prawie 7 tys.), skazani za kradzieże (ponad 4 tys.), a także zalegający z alimentami i znęcający się nad rodziną. Wśród tych, którzy nie stawili się do odbycia kary jest także… ponad 20 zabójców. Żródło info i foto: TVP.info

Większa liczba więźniów dostanie obrączki

Ministerstwo Sprawiedliwości chce rozszerzyć krąg osób, które będą mogły się ubiegać o objęcie dozorem elektronicznym. Liczba skazanych kwalifikujących się do zaobrączkowania ma wzrosnąć czterokrotnie. Planowana nowelizacja zakłada, że System Dozoru Elektronicznego obejmie skazanych do roku więzienia. Po zmianie przepisów skazani na rok pozbawienia wolności będą mogli odbyć całą karę w domu, a nie tak jak to było dotychczas – pół roku w więzieniu i pół roku w domu. Żródło info i foto: POLICYJNI.pl