Dublin: Dwie Irlandki aresztowane za odmowę kwarantanny. Wracały z Dubaju po powiększeniu piersi

Dwie Irlandki zostały aresztowane na lotnisku w Dublinie za odmowę udania się na kwarantannę obowiązkową dla osób przybywających do tego państwa z niektórych innych krajów. Wprowadzona z powodu epidemii Covid-19 12-dniowa płatna izolacja odbywa się w wyznaczonych hotelach. 30-letnia Kirstie McGrath i 25-letnia Niamh Mulready zostały aresztowane w piątek, gdy wracały z Dubaju, do którego udały się na operacje powiększenia piersi – informuje BBC.

Dlaczego kobiety odmówiły kwarantanny?

Według relacji policji kobiety odmówiły udania się na kwarantannę, dlatego postawiono im zarzuty łamania przeciwepidemicznych obostrzeń i zatrzymano je na komisariacie. W sobotę odbyła się rozprawa w sprawie zwolnienia za kaucją.

Jak pisze dziennik „Irish Independent”, prawnik zatrzymanych argumentował, że kobiety nie znały obowiązujących przepisów i nie chciały udać się na kwarantannę, ponieważ w domach opiekują się małymi dziećmi. Kwestionował też decyzję o zatrzymaniu, zauważając, że unikanie kwarantanny jest przestępstwem, za które grozi góra miesiąc więzienia, a kobiety nie były wcześniej karane.

Przesłuchiwani przed sądem policjanci relacjonowali, że przez blisko dwie godziny starali się wyjaśnić McGrath i Mulready obowiązujące prawo oraz konsekwencje ich decyzji. Sąd zdecydował o zwolnieniu kobiet za kaucją, dodatkowych gwarancjach finansowych i zatrzymaniu ich paszportów, zobowiązując je jednocześnie do natychmiastowego udania się na kwarantannę.

Jakie przepisy covidowe obowiązują w Irlandii?

Po przybyciu do Irlandii z 33 krajów świata (od wtorku z 58) obowiązkowo należy przejść 12-dniową kwarantannę w wyznaczonych przez państwo hotelach. Izolacja, wraz z transportem z lotniska i kończącym ją testem na obecność koronawirusa kosztuje 1850 euro. Wymóg kwarantanny dotyczy także podróżnych, którzy przyjechali do Irlandii bez negatywnego wyniku testu typu PCR, co jest warunkiem wjazdu do kraju.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Afera w Gdańsku. Odwołany dyrektor szpitala jednoimiennego Marynarki Wojennej zabrał głos

Koronawirus w Polsce. Odwołano dyrektora szpitala jednoimiennego Marynarki Wojennej w Gdańsku. Miał odmówić przyjęcia zakażonych pacjentów z DPS-u. On sam zaprzeczył oskarżeniom i wydał oświadczenie.

Koronawirus w Polsce. W bardzo trudnej sytuacji są ośrodki opieki i hospicja. Największym ogniskiem koronawirusa w Gdańsku jest Dom Pomocy Społecznej na ul. Polanki. Podjęto decyzję o ewakuacji placówki. Podopieczni mieli trafić do szpitala Marynarki Wojennej, który w marcu został przekształcony na jednoimienny. Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz powiedziała w sobotę, że 7. Szpital MW w Gdańsku odmówił przyjęcia osób z DPS.

W sprawę osobiście zaangażował się minister sprawiedliwości. – Jako prokurator generalny podjąłem decyzję o uruchomieniu postępowania mającego zbadać, czy nie doszło do rażącego naruszenia procedur związanych z gwarantowaniem bezpieczeństwa dla zdrowia i życia w niektórych Domach Pomocy Społecznej – poinformował Zbigniew Ziobro.

Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak odwołał w sobotę ze stanowiska Komendanta 7. Szpitala MW w Gdańsku.

Koronawirus. Gdańsk. Dyrektor zaprzecza

Komendant 7. Szpitala Marynarki Wojennej Dariusz Juszczak zaprzecza jednak tym doniesieniom. Przesłał PAP oświadczenie w tej sprawie. Twierdzi, że nie odmówił pomocy osobom zakażonym i wymagających hospitalizacji. „W piątek (17 kwietnia – PAP) wieczorem rozmawiałem osobiście z dyrektor Domu Pomocy Społecznej Polanki. Żaden podopieczny nie gorączkował, nie kaszlał i nie miał duszności. Pani dyrektor potwierdziła, że nic szczególnego się z podopiecznymi nie dzieje” – pisze komendant.

Juszczak przekonuje, że w tej sytuacji wystarczy izolacja, a „DPS jest do tego doskonale przystosowany – ma pojedyncze pokoje z węzłami sanitarnymi”.

Dodał ponadto, że chorzy w tej sytuacji potrzebowali opieki DPS, a nie szpitalnej, gdzie byliby narażeni na inne dodatkowe zakażenia. Przekonuje także, że oferował „natychmiastową pomoc w przypadku konieczności hospitalizacji”.
Źródło info i foto: wp.pl

Portugalia: Ponad 5 tys. policjantów odmówiło pracy na problematycznych osiedlach

Ponad 5 tys. portugalskich policjantów wchodzących w skład Ruchu Zero odmówiło udziału w prowadzonych przez wymiar ścigania interwencjach na niebezpiecznych osiedlach, zamieszkanych głównie przez imigrantów z Afryki.

Jak powiedział w piątek szef Niezależnego Związku Zawodowego Policjantów (SIAP) Carlos Torres, protest funkcjonariuszy jest popierany przez jego syndykat. Wyjaśnił, że przyczyną jest orzeczenie sądu w Sintrze, który 19 maja skazał ośmiu policjantów za agresję wobec mieszkańców podlizbońskiego osiedla Cova da Moura. Mieszkają tam głównie osoby pochodzące z dawnych portugalskich kolonii w Afryce.

Torres przyznał, że większość środowiska policyjnego w Portugalii jest niezadowolona ze skazania funkcjonariuszy, którzy „jedynie wykonywali swoje obowiązki zawodowe”. Zaznaczył, że akcja w Cova da Moura była jedną z wielu interwencji na tzw. problematycznych osiedlach, w których muszą uczestniczyć portugalscy funkcjonariusze. Dodał, że do przestępstw dochodzi tam często, a wśród mieszkańców są członkowie groźnych gangów.

– Jako policjanci jesteśmy dziś pod ogromną presją. Z zawodu odchodzi więcej kolegów niż się do nas przyłącza. Ryzyko związane z pracą na takich problematycznych osiedlach, zamieszkanych w większości przez osoby pochodzące z byłych kolonii w Afryce, a także przez portugalskich Cyganów, jest coraz większe. Sukcesywnie wzrasta tam liczba aktów agresji wobec policjantów – wyjaśnił Torres.

Dodał, że choć powstały w podlizbońskim mieście Odivelas policyjny Ruch Zero nie ma charakteru związku zawodowego, to władze SIAP popierają jego protest.

– Nasz związek apeluje też do funkcjonariuszy, aby po otrzymaniu zgłoszenia nie udawali się na interwencję do niebezpiecznych osiedli bez wystarczającej liczby policjantów. Nie powinni ryzykować życiem i zdrowiem (z powodu) zaniedbań państwa w kwestii integrowania imigrantów z resztą portugalskiego społeczeństwa – dodał Torres.

Policyjny Ruch Zero powstał spontanicznie kilka godzin po skazaniu policjantów przez sąd w Sintrze, a także po wypowiedzi dla mediów Manuela Moraisa, szefa innego policyjnego syndykatu ASPP, o domniemanym rasizmie wśród portugalskich funkcjonariuszy. Kilka dni po tej wypowiedzi Morais ustąpił ze stanowiska.

19 maja sąd w Sintrze w bezprecedensowym procesie skazał ośmiu policjantów na kary od 2 miesięcy do pięciu lat więzienia za agresję wobec grupy młodzieży z Cova da Moura. Tylko jeden ze skazanych nie otrzymał wyroku w zawieszeniu i trafi do więzienia na 1,5 roku.
Źródło info i foto: TVP.info

Była analityk armii USA Chelsea Mannning znów trafiła do aresztu

Była analityk armii USA Chelsea Mannning w czwartek czasu miejscowego po raz kolejny trafiła do aresztu. Powodem jest odmowa przez nią składania zeznań przed wielką ławą przysięgłych w toczącej się przed sądem w Wirginii sprawie demaskatorskiego portalu WikiLeaks. Odmowa składania zeznań została potraktowana jako obraza sądu. Sędzia Anthony Trenga zdecydował, że Manning ma pozostać w areszcie albo do czasu, aż zgodzi się zeznawać, albo do wygaśnięcia kadencji wielkiej ławy przysięgłych (grand jury), co nastąpi za półtora roku. Ponadto nałożył na Manning grzywnę, która po upływie 30 dni będzie naliczana w wysokości 500 dolarów dziennie, a po upływie kolejnych 30 dni dwukrotnie wzrośnie.

Manning odmawia współpracy

– Wolę umrzeć z głodu, niż zdradzić swoje zasady w tej sprawie – oświadczyła Manning na sali sądowej w Alexandrii.

Była analityk wojskowa spędziła już dwa miesiące w areszcie za odmowę zeznań przed wielką ławą przysięgłych w sprawie WikiLeaks i założyciela tego portalu Juliana Assange’a. Po upływie kadencji ławników została w zeszłym tygodniu wypuszczona na wolność, jednak prokuratura wystawiła kolejne wezwanie. Prawnicy Manning argumentują, że ich klientka nie powinna była po raz kolejny trafić do aresztu, ponieważ swoim dotychczasowym postępowaniem udowodniła, że nie skłoni się jej do zeznań. To zaś sprawia, że ponowne jej aresztowanie ma charakter represyjny, a nie środka przymusu.

Taką argumentację odrzuca prokuratura, która wskazuje, że poprzedni pobyt Manning w areszcie trwał zaledwie dwa miesiące i dlatego nie może ona wiedzieć, czy znacznie dłuższy okres pozbawienia wolności nie sprawi, że będzie skłonna złożyć zeznania. Manning odmawia zeznawania w sprawie WikiLeaks i Assange’a. W 2010 roku – wówczas jeszcze przed zmianą płci jako Bradley Manning – udostępniła WikiLeaks setki tysięcy tajnych dokumentów wojskowych na temat interwencji amerykańskiego wojska w Iraku i Afganistanie. W tym samym roku trafiła do aresztu śledczego, a dwa lata później została skazana przez sąd wojskowy na 35 lat więzienia. W 2017 roku Manning wyszła na wolność po siedmiu latach, gdy ówczesny prezydent USA Barack Obama darował jej resztę kary.

Aresztowanie założyciela WikiLeaks

11 kwietnia 2019 roku Assange, który wcześniej przez siedem lat ukrywał się przed brytyjskimi i szwedzkimi organami ścigania w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, został aresztowany i obecnie odsiaduje wyrok 50 tygodni więzienia za uchylanie się od stawienia przed brytyjskim sądem. Ekstradycji Assange’a domaga się Szwecja w związku z zarzucanym Australijczykowi gwałtem, a także USA, które oskarżają go o spiskowanie w celu zdobycia dostępu do komputerów z tajnymi danymi rządowymi; jak się przypuszcza, mogą mu zostać postawione dodatkowe zarzuty.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Rząd ma bat na dłużników podatkowych

Kilkaset tysięcy Amerykanów może utracić paszporty lub otrzymać odmowę ich wydania z powodu niezapłaconych podatków. To skutek nowych przepisów, które weszły w życie w Stanach Zjednoczonych. Pierwsze nazwiska osób posiadających duże zaległości podatkowe trafiły już do Departamentu Stanu, który jest odpowiedzialny za wydawanie paszportów.

Uchwalone przez Kongres przepisy nakazują amerykańskiemu Urzędowi Skarbowemu i Departamentowi Stanu odbieranie lub odmowy wydania paszportów Amerykanom, których zaległości podatkowe przekraczają 51 tysięcy dolarów.

Według amerykańskich władz, przepisy dotkną ponad 360 tysięcy podatników. Urząd Skarbowy rozpoczął przekazywanie ich danych do Departamentu Stanu, który wydał pierwsze decyzje odmowne w sprawie uzyskania paszportu.

Amerykańskie władze nie rozpoczęły jeszcze odbierania tych dokumentów. Ostrzegły jednak, że dłużnicy nadal posiadający paszporty nie będą mogli ich odnowić. Według przedstawicielki służb skarbowych USA Mary Beth Murphy, którą cytuje dziennik „Wall Street Journal”, w wielu przypadkach groźba niewydania lub odebrania paszportu jest skuteczna. Jeden z podatników spłacił niedawno cały dług w wysokości 11,5 miliona dolarów, ponieważ groziło mu, że nie będzie mógł wyjechać za granicę. Około 1400 osób zawarło z urzędami skarbowymi ugody w sprawie rozłożenia zaległości na raty.
Źródło info i foto: TVP.info

Do jesieni w Niemczech pojawi się 5 ośrodków pilotażowych dla migrantów

Do września lub października br. powstanie w Niemczech do pięciu pilotażowych ośrodków, w których przeprowadzane mają być w całości procedury azylowe – oświadczył w piątek szef MSW Horst Seehofer. Zapowiedział też m.in. szybsze rozpatrywanie wniosków o azyl.

Imigranci przybywający do Niemiec mają pozostawać w tych ośrodkach do czasu rozpatrzenia ich wniosku azylowego. W razie uzyskania odpowiedzi odmownej mają być bezpośrednio stamtąd odsyłani do kraju pochodzenia.

Pomysł utworzenia takich ośrodków jest krytykowany przez organizacje pomocowe, które oceniają, że będą one w rzeczywistości pełniły rolę ośrodków deportacyjnych. Seehofer odrzucił jednak te zarzuty, mówiąc w piątek podczas wizyty w Federalnym Urzędzie ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) w Norymberdze, że „w przypadku gdy (migranci) przebywają (w Niemczech) przez dłuższy czas, pojawiają się liczne przeszkody w wydaleniu ich z kraju”. Podkreślił, że jego celem jest znaczący wzrost liczby deportowanych z kraju migrantów bez prawa do azylu.

Seehofer powiedział, że jego resort we współpracy z BAMF i krajami związkowymi zamierza w nadchodzących tygodniach pracować nad koncepcją nowych ośrodków. W jego ocenie jeszcze przed letnią przerwą wakacyjną może powstać plan rozlokowania tych placówek.

Szef MSW z uznaniem wypowiedział się o pracy BAMF i ocenił, że personel urzędu musi zostać zwiększony, jeśli ma on utrzymać czy wręcz podnieść jakość swojej pracy. Jak dodał, liczy na przyspieszenie rozpatrywania wniosków azylowych (obecnie są to średnio trzy miesiące) i udoskonalenie tej procedury.

Polityk bawarskiej partii chadeckiej CSU wypowiedział się też na temat projektu ustawy o łączeniu rodzin w przypadku przebywających w Niemczech migrantów o ograniczonym statusie ochronnym; ustawa ma ma zacząć obowiązywać od sierpnia. Zgodnie z umową koalicyjną chadeków (CDU i CSU) z socjaldemokratyczną SPD dozwolony ma być przyjazd w ramach łączenia rodzin maksymalnie 1000 osób miesięcznie. Prace nad projektem ustawy postępują jednak opornie. SPD skrytykowała wąskie kryteria w wyborze kwalifikujących się do przyjazdu bliskich migrantów, a wywodzący się z tej partii szef MSZ Heiko Maas przestrzegł partie chadeckie przed odchodzeniem od zawartych ustaleń.

Jak informował wcześniej tygodnik „Der Spiegel”, Seehofer chce doprowadzić do tego, by obok Tunezji, Algierii i Maroka także Gruzja została uznana za tzw. kraj bezpieczny, co ma ułatwić odsyłanie tam niekwalifikujących się do azylu migrantów.
Źródło info i foto: interia.pl

Komisja Europejska pozwie Polskę za odmowę przyjęcia uchodźców

Będzie pozew Komisji Europejskiej przeciwko Polsce za odmowę przyjęcia uchodźców – dowiedziało się nieoficjalnie Polskie Radio. Szefowie gabinetów komisarzy uzgodnili decyzję w tej sprawie, która w czwartek ma być oficjalnie zatwierdzona przez komisarzy.

O tym, że Komisja Europejska jest zdecydowana skierować pozew do unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, mówił kilka razy komisarz do spraw migracji Dimitris Awramopulos.

Bruksela domagała się bowiem wypełnienia decyzji z jesieni 2015 roku, kiedy większość krajów zgodziła się na obowiązkowy podział uchodźców, którzy przedostali się na Stary Kontynent i przebywają w obozach w Grecji i we Włoszech. Jednak kiedy Komisja zapowiadała pozew, unijny program relokacji jeszcze obowiązywał, był rozpisany na 2 lata. Wygasł we wrześniu tego roku i już nie obowiązuje. Dlatego wiele osób wątpiło, by Komisja zdecydowała się na pozew. Bruksela jednak uznała, że skoro było to obowiązujące unijne prawo, to wszystkie kraje powinny go przestrzegać i przyjąć wyznaczoną liczbę uchodźców.

W tej sprawie Komisja przeprowadziła już dwuetapowe postępowanie przeciwko Polsce dotyczące naruszenia unijnego prawa. Polski rząd w piśmie do Komisji wnosił o umorzenie postępowania. Argumentował odmowę przyjmowania uchodźców względami bezpieczeństwa. Podkreślał, że kształtowanie polityki migracyjnej to prawo każdego państwa i zapowiedział, że jest gotów bronić racji przed Trybunałem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Irakijczyk zgwałcił 14-latkę i szantażował nagraniem. Zaskakujący wyrok sądu

Irakijczyk, który zgwałcił 14-latkę nie pójdzie do więzienia – zdecydował sąd w Szwecji. W uzasadnieniu tłumaczył, że oskarżony nie rozumiał odmowy. Irakijczyk zgwałcił 14-latkę w swoim mieszkaniu w Göteborgu w październiku 2016 roku. Nie jest jasne, w jakich okolicznościach nastolatka tam trafiła – podaje polsatnews.pl, powołując się na lokalne media.

Mężczyzna nagrywał wszystko telefonem komórkowym, a następnie szantażował nagraniem rodzinę dziewczyny. Na filmie wyraźnie widać było, że 14-latka broniła się przed zbliżeniem. Wielokrotnie powtarzała też słowo „nie”.

Sąd nie skazał jednak Irakijczyka na więzienie. Uzasadnienie wydaje się być absurdalne. Sprzeciw uwieczniony na nagraniu, zdaniem sądu odnosił się tylko do wymuszonego seksu analnego, co w jego ocenie gwałtem nie jest. Ponado sąd orzekł, że mężczyzna ma ADHD i w konsekwencji tego problemy w relacjach międzyludzkich, przez co mógł nie zrozumieć odmowy.
Źródło info i foto: wp.pl

Ełk: Jeden z podejrzanych o zabójstwo 21-latka z odmową pobytu w Polsce

Jeden z dwóch cudzoziemców podejrzanych o zabójstwo w noc sylwestrową 21-letniego mieszkańca Ełku (Warmińsko-Mazurskie) otrzymał decyzję odmowną na wniosek o prawo stałego pobytu w Polsce – potwierdziła w czwartek prowadząca to śledztwo prokuratura suwalska.

„Ubiegał się o prawo stałego pobytu, ale dostał decyzję odmowną. Czyli de facto nie ma prawa pobytu w Polsce” – powiedział PAP prok. Ryszard Tomkiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Suwałkach, która niedawno przejęła śledztwo w tej sprawie od prokuratury ełckiej. Dodał, że decyzja odmowna jest „świeża” i „zbiegła się czasowo” ze zdarzeniami w Ełku.

W środę wieczorem do sytuacji odniósł się szef MSWiA Mariusz Błaszczak. „On (podejrzany – PAP) nie powinien przebywać w Polsce, powinien być deportowany, ale ze względu na opieszałość, procedury nieszczelne, był w Polsce. Chociaż udowodniono, że jego status był nielegalny. Chodzi o to, aby takie sytuacje nie powtarzały się, nie miały miejsca” – mówił w TVP Info.

Drugi z podejrzanych w tej sprawie cudzoziemców uzyskał prawo stałego pobytu w Polsce i polskie obywatelstwo.

Śledczy nie podają informacji, który z podejrzanych nie ma prawa pobytu w naszym kraju (jeden z nich jest z pochodzenia Tunezyjczykiem, drugi Algierczykiem). Według informacji podawanych wcześniej przez media, osobą która uzyskała polskie obywatelstwo, jest Algierczyk – właściciel lokalu.

Przejęte przez suwalską prokuraturę śledztwo dotyczy wydarzeń, które miały miejsce w noc sylwestrową w pobliżu jednego z barów z kebabem w Ełku. Według dotychczasowych ustaleń, awantura przed lokalem zaczęła się po tym, jak wybiegł z niego młody mężczyzna, zabierając stamtąd dwie butelki coli.

W pościg za 21-latkiem ruszyły dwie osoby z baru: tunezyjski kucharz oraz właściciel, który ma pochodzenie algierskie. Gdy dogonili mężczyznę, doszło do szarpaniny. Według ustaleń prokuratury, Algierczyk szarpał i przytrzymywał Daniela, a Tunezyjczyk zadał chłopakowi ciosy nożem, które okazały się śmiertelne.

Obaj zostali szybko zatrzymani, po postawieniu zarzutów zabójstwa decyzją sądu trafili do aresztu. Jak informuje prokuratura, obrońca jednego z nich złożył zażalenie na areszt.

Po śmierci 21-latka w Ełku wybuchły zamieszki, doszło do zatrzymań w sumie ponad 30 osób podejrzanych m.in. o rzucanie w policyjne radiowozy i funkcjonariuszy oraz bar (obecnie już zamknięty) kamieniami, petardami i butelkami. W tej sprawie także prowadzone jest postępowanie.
Żródło info i foto: interia.pl

Zażalenie prokuratury ws. odmowy aresztu dla szefa CBŚP z Rzeszowa

Do krakowskiego sądu wpłynęło zażalenie prokuratury na decyzję o odmowie zastosowania aresztu tymczasowego na trzy miesiące wobec naczelnika Zarządu rzeszowskiego Centralnego Biura Śledczego Policji Krzysztofa B. We wtorek 1 marca krakowski sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o aresztowanie Krzysztofa B. na trzy miesiące. Po analizie pisemnego uzasadnienia postanowienia sądu o nieuwzględnieniu wniosku o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania prokuratura złożyła zażalenie na tę decyzję – powiedział PAP w piątek prok. Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Prok. Hnatko odmówił podania bliższych informacji na temat stanowiska prokuratury argumentując to faktem, że większość postępowania objęte jest klauzulą tajności. Sąd zastosował areszt na trzy miesiące wobec trzech pozostałych podejrzanych: naczelnika jednego z Wydziałów Zarządu CBŚP w Rzeszowie Daniela Ś. oraz Aleksieja R. i Jewgienija R.

Naczelnik zarządu CBŚP w Rzeszowie Krzysztof B., naczelnik jednego z wydziałów zarządu CBŚP w Rzeszowie Daniel Ś. oraz trzej inni podejrzani zostali zatrzymani 27 lutego na potrzeby śledztwa prowadzonego przez krakowską prokuraturę okręgową. Według komunikatu prokuratury, zamieszczonego na stronie internetowej, postępowanie dotyczy korupcji i przestępstw związanych z prostytucją. Według mediów, sprawa dotyczy procederu sprowadzania prostytutek do jednego z hoteli i czerpania z tego korzyści oraz zaniechania przez CBŚP działania w tej sprawie.

Po przedstawieniu zarzutów podejrzanym prokuratura wystąpiła w poniedziałek 29 lutego z wnioskami do sądu o tymczasowe aresztowanie czterech z nich. Wnioski o areszt dotyczyły Krzysztofa B., Daniela Ś. oraz podejrzanych Aleksieja R. i Jewgienija R. Wobec piątego podejrzanego o inicjałach J.M. zastosowano poręczenie majątkowe w wysokości 15 tys. zł. We wtorek 1 marca Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieścia nie uwzględnił wniosku prokuratury o aresztowanie Krzysztofa B., któremu prokuratura postawiła zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, oraz przyjęcie takiej korzyści, za co grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Sąd zdecydował natomiast o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące, tj. do 26 maja, Aleksieja R., któremu postawiono zarzuty handlu ludźmi i czerpania korzyści z prostytucji oraz udzielenie korzyści majątkowej osobie pełniącej funkcję publiczną. Podstawą tymczasowego aresztowania była obawa matactwa procesowego oraz groźba wymierzenia surowej kary, która stymuluje do podejmowania działań utrudniających postępowanie karne.

Sąd zdecydował także o aresztowaniu do 26 maja Daniela Ś., któremu prokuratura przedstawiła zarzuty dotyczące przyjęcia korzyści majątkowej lub osobistej w zamian za zachowanie stanowiące naruszenie przepisów prawa i pomocnictwo w czerpaniu korzyści z prostytucji i w nakłanianiu lub ułatwianiu prostytucji, oraz żądania takiej korzyści – za co grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Areszt zastosowano także wobec podejrzanego o udzielenie korzyści majątkowej osobie pełniącej funkcję publiczną Jewgienija R. (zagrożenie do 8 lat więzienia).
Żródło info i foto: Dziennik.pl