Kto jest odpowiedzialny za pożar w Notre Dame?

Julien Le Bras (32 l.) obiecywał, że jego firma nie narazi Notre Dame na niebezpieczeństwo. Po tym, jak ogień strawił część katedry, zagraniczne media nazywają jego zapewnienia przechwałkami.

Kiedy firma Le Bras Freres wygrała przetarg na renowację iglicy Notre Dame, Francuz mówił, że najważniejsze dla niego jest zapewnienie bezpieczeństwa historycznego budynku. Opowiadał, że jego fachowcy są kompetentni i dumni z tego, że restaurują zabytkowe budynki. Chwalił się, że stawia na Francuzów i nie zatrudnia „taniej siły roboczej” z zagranicy. Był podekscytowany, że malutka firma, którą założył w 1954 r. jego dziadek, w przetargu pokonała międzynarodowych gigantów.

Właśnie pod iglicą, gdzie prowadzono prace renowacyjne, zdaniem śledczych wybuchł pożar, który zniszczył dach katedry. Prokuratorzy przesłuchują pracowników Le Brasa. Podejrzewają, że to właśnie oni przypadkiem mogli doprowadzić do pożaru. Le Bras podkreśla, że zachowali wszelkie środki bezpieczeństwa.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wiemy już, kto odpowiada za kolizję Beaty Szydło

Prawie 300 stłuczek i kolizji zanotowała w czwartek śląska policja. Wśród nich była ta, o której mówi cały kraj, czyli kolizja rządowej kolumny w Imielinie. Poszkodowanych nie ma, są za to trzy uszkodzone pojazdy. Dwa z nich to samochody rządowe. Ustalono, że za stłuczkę odpowiada kierowca ostatniego samochodu kolumny i to on został ukarany mandatem oraz punktami karnymi.

Funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, który spowodował kolizję w Imielinie, został ukarany mandatem w wysokości 220 złotych oraz 6 punktami karnymi. Ustalono, że za stłuczkę odpowiadał kierowca ostatniego samochodu kolumny.

Ukarano kierowcę, który w rządowej kolumnie jechał jako drugi. Jego samochodów miał największe uszkodzenia, ale to nie jest auto, w którym jechała wicepremier.

W sumie w kolizji brały udział 3 pojazdy. Pierwszy samochód, mieszkańca Imielina, zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. Tuż za nim zdążył zahamować kierowca pierwszego rządowego auta. Ale wtedy w ten pojazd uderzył kierowca drugiego samochodu z rządowej kolumny. Wówczas na zasadzie domina stojące już pierwsze rządowe auto uderzyło w samochód mieszkańca Imielina.

Ukarany kierowca najprawdopodobniej nie dostosował prędkości do panujących na drodze warunków, było mokro i ślisko. Mężczyzna przyjął policyjny mandat.

Krótko po kolizji reporter RMF FM Marcin Buczek rozmawiał z mężczyzną, który zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. Był wyraźnie zdenerwowany. Powiedział, że zatrzymał się, żeby przepuścić pieszego i wtedy poczuł uderzenie w tył swojego samochodu. Mężczyzna mówił też, że jechał wolno.

Rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara relacjonowała, że auto zahamowało przed przejściem dla pieszych. Pojazd przewożący byłą premier nie zdążył wyhamować.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wiemy, kto stoi za zamachem w Niemczech

Szokujące informacje w sprawie sprawcy ataku w Muenster. 48-letni Jens R. był architektem wnętrza, miał problemy psychiczne i kilka razy przeszedł załamanie nerwowe. W jego mieszkaniu znaleziono petardy hukowe i karabin AK 47. Wysłał też maila do znajomych, w którym pożegnał się z nimi.

W mieście Muenster w północno-zachodnich Niemczech kierowca wjechał w ogródek restauracji Kiepenkerl. Zabił dwie osoby: 51-letnią kobietę i 65-letniego mężczyznę, a kilkadziesiąt ranił. Potem popełnił samobójstwo. Policja wykluczyła zamach terrorystyczny. Z dotychczasowych ustaleń służb wynika, że działał sam. Sprawcą ataku jest 48-letni Niemiec Jens R. Mężczyzna urodził się w Sauerland w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Jak podał „Sueddeutsche Zeitung” zmagał się on wcześniej z problemami psychicznymi. Wiadomo już, że z zawodu był projektantem wnętrz. Kilka lat temu przeszedł jednak załamanie nerwowe. Sąsiedzi twierdzą, że był osobą nerwową i konfliktową. Wysłał maila, w którym pożegnał się ze swoimi znajomymi

Pojawiają się informacje, że mężczyzna miał kontakty z środowiskiem prawicowców i niemieckich nacjonalistów. „Die Welt” ujawnia, że był notowany przez policję za drobne kradzieże i narkotyki. Z kolei „Westfälischen Nachrichten” donoszą, że 29 marca wysłał maila, w którym pożegnał się ze swoimi znajomymi. Niedawno próbował popełnić samobójstwo

Policja przeszukała mieszkanie mężczyzny. Ze względów bezpieczeństwa specjaliści najpierw wyważyli drzwi za pomocą materiałów wybuchowych. Potem sprawdzili pomieszczenia. Znaleziono tam petardy hukowe oraz niesprawny karabin AK47. Konsulat Generalny RP w Kolonii podał, że według wstępnych informacji w Muenster nie ucierpieli Polacy.
Źródło info i foto: wp.pl

Francja: Policja postrzeliła i zatrzymała mężczyznę odpowiedzialnego za atak na żołnierzy

Jedna osoba została zatrzymana w związku z dzisiejszym zamachem na żołnierzy, do którego doszło w podparyskiej miejscowości Levallois-Perret. Trwają czynności zmierzające do ustalenia związku zatrzymanego mężczyzny z zamachem. Jak podała telewizja BFMTV do zatrzymania ciemnego BMW i jego kierowcy doszło na autostradzie. Podczas prób ujęcia mężczyzna został postrzelony.

Rano samochód osobowy wjechał w grupę żołnierzy operacji antyterrorystycznej Sentinelle. Rannych zostało 6 żołnierzy. Trzech z nich trafiło do szpitala. Ich obrażenia są poważne, ale życie nie jest zagrożone. Dochodzenie podjęła sekcja antyterrorystyczna paryskiej prokuratury. Jest ono prowadzone w sprawie „próby zabójstwa osób pełniących funkcje publiczne w związku z zamachem terrorystycznym”.

Stan wyjątkowy we Francji

Zaatakowani żołnierze brali udział w operacji prowadzonej przez wojska francuskie polegającej na ochronie konkretnych miejsc publicznych przed ewentualnym atakiem terrorystycznym. We Francji w związku z zamachami, jakie miały miejsce w Paryżu 13 listopada 2015 roku oraz w Nicei 14 lipca 2016 roku obowiązuje stan wyjątkowy. Jest on związany z utrzymującym się najwyższym stopniem alertu antyterrorystycznego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kardynał George Pell stanie przed sądem w związku z zarzutami o molestowanie seksualne

Odpowiedzialny za finanse Watykanu kardynał George Pell powrócił w poniedziałek do Australii, gdzie ma stanąć przed sądem w związku z zarzutami o molestowanie seksualne, którego miał się dopuścić wobec kilku osób wiele lat temu. Kard. Pell stanowczo odrzuca te oskarżenia. Kard. Pell przyleciał w poniedziałek do Sydney, po międzylądowaniu w Singapurze. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami.

26 lipca 76-letni kardynał, jeden z najbliższych współpracowników papieża Franciszka, ma pojawić się przed sądem w stolicy stanu Victoria – Melbourne. Policja tego stanu poinformowała, że przeciwko kardynałowi wysunięto zarzuty „historycznych przestępstw na tle seksualnym”, co oznacza, że chodzi o czyny popełnione wiele lat temu. Prawo australijskie nie przewiduje przedawnienia dla takich przestępstw. Według policji zarzuty pochodzą od wielu osób; odmówiono jednak podania bliższych szczegółów.

Na konferencji prasowej w Watykanie w ub. miesiącu kard. Pell stanowczo odrzucił te oskarżenia. „Jestem niewinny, te oskarżenia są fałszywe. Sama myśl o molestowaniu seksualnym jest dla mnie odrażająca” – powiedział.

Zapowiedział wówczas, że jeśli lekarze wyrażą zgodę uda się do Australii, z której pochodzi, aby stawić czoła oskarżeniom. Kardynał Pell uważany jest za trzecią pod względem znaczenia osobistość w Watykanie. Jest najwyższym rangą duchownym katolickim, który został oskarżony o przestępstwa na tle seksualnym.
Źródło info i foto: interia.pl

Kto jest odpowiedzialny za masowy atak hakerski?

Drugi w ciągu dwóch miesięcy potężny atak hakerski sparaliżował sieci firm i instytucji na całym świecie. Ale wszystko wskazuje na to, że wbrew pozorom motywem sprawców nie były pieniądze. Głównym celem była natomiast Ukraina.

Ukraina była „pacjentem zero” globalnej epidemii, która objęła firmy i instytucje w ponad 60 krajach świata – w tym w Polsce – i sparaliżowała działania takich gigantów jak Maersk, największa firma logistyczna świata. Atak rozpoczął się we wtorkowe popołudnie i objął systemy wielu kluczowych ukraińskich organizacji: firmy i sieci energetyczne, sieci komórkowe, banki, media, a także kijowskie metro oraz lotnisko Boryspol. Złośliwe oprogramowanie pojawiło się również w komputerach w administracji rządowej, o czym na Twitterze informował wicepremier Pawło Rozenko.

Nie chodziło o pieniądze

Początkowe oznaki wskazywały na to, że był to atak z użyciem metody ransomware, podobnej do niedawnego wirusa Wannacry, który 6 tygodni wcześniej zainfekował setki tysięcy komputerów na całym świecie. Ransomware to programy, który szyfrują zawarte na komputerze dane i żądają okupu za ich odszyfrowanie. Nowy wirus miał skorzystać z tej samej wykrytej przez amerykańskie służby (i upublicznionej później przez hakerów) „dziury” w systemie Windows. Przypominał też użyty już raz przez cyberprzestępców w 2016 roku wirus Petya.
Źródło info i foto: wp.pl

Policja sprawdza kto stoi za zamachem na piłkarzy BVB

Terroryści islamscy albo lewicowi ekstremiści – to dwa główne obecnie wątki śledztwa niemieckiej prokuratury wyjaśniającej, kto przeprowadził wieczorny atak na autobus Borussii Dortmund. W efekcie wybuchów ranne zostały dwie osoby – policjant i piłkarz, Marc Bartra. Tymczasem dziennik „Sueddeutsche Zeitung” podał, że autorzy listu znalezionego w pobliżu ładunków wybuchowych odnoszą się m.in. do udziału niemieckich samolotów Tornado w operacji w Syrii.

Oficjalnie, żadna opcja nie została wykluczona. Rozpatrywane są nadal wszystkie możliwości, ale niemiecka prokuratura krajowa ostatnio zajmuje się najczęściej islamskim terroryzmem. To ona bada choćby grudniowy zamach w Berlinie, a od tamtego wydarzenia nie ma praktycznie tygodnia, by do Karlsruhe nie napływały informacje o kolejnych zatrzymaniach bądź zarzutach właśnie dla islamskich terrorystów.

Z drugiej strony do podłożenia bomb przyznała się Antifa. Skrajni lewicowcy oświadczyli, że to sygnał dla klubu. Antifa od dawna krytykuje Borussię, że ta nie eliminuje ze stadionów obecności nazistów, rasistów i prawicowych populistów. Ten komunikat opublikowany na stronie internetowej lewicowej ekstremy nie jest już dostępny.

Tymczasem dziennik „Sueddeutsche Zeitung” podał, że autorzy listu znalezionego w pobliżu ładunków wybuchowych odnoszą się m.in. do udziału niemieckich samolotów Tornado w operacji w Syrii.

Jednostronicowe pismo zawiera odniesienia do zamachu terrorystycznego na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie z grudnia ubiegłego roku. Mowa jest w nim także o tym, że niemieckie samoloty Tornado uczestniczą w mordowaniu muzułmanów w kalifacie Państwa Islamskiego – czytamy na stronie internetowej „SZ”.

Pismo rozpoczyna się słowami „W imieniu Allaha łaskawego i miłosiernego” – pisze „SZ”.

Dlatego sportowcy i inni prominenci wśród Niemców i innych „narodów krzyżowców” znaleźli się na liście osób przeznaczonych na śmierć – podają autorzy pisma, które nie zostało podpisane. Powołując się na ekspertów od islamu „SZ” zastrzega, że jest za wcześnie, by przesądzić o autentyczności pisma. Policja uważa, że nie można wykluczyć, iż sprawcy chcieli zostawić „fałszywy trop”.

„Bild” poinformował z kolei, że policja szuka samochodu o zagranicznych numerach rejestracyjnych, którym mogli uciekać sprawcy. Z pierwszych informacji podawanych przez niemieckie media wynika, że bomby zostały wykonane domowym sposobem.
Źródło info i foto: joy.pl

USA: Odnaleziono ukraińskiego dowódcę odpowiedzialnego za zbrodnie podczas II wojny

Polska zażąda od USA wydania 98-letniego ukraińskiego oficera Michaela K., który podczas II wojny światowej miał być odpowiedzialny za Ukraiński Legion Samoobrony. Jednostka w 1944 r. zamordowała 44 osoby ze wsi na Lubelszczyźnie. Prokuratura Krajowa chce zastosować wobec mężczyzny tymczasowy areszt.

Prokuratura Krajowa poinformowała, że w związku ze śledztwem dotyczącym zabicia mieszkańców wsi Chłaniów, Kolonii Chłaniów i Kolonii Władysławin na Lubelszczyźnie oraz spalenia tych wiosek zażąda tymczasowego aresztu dla Michaela K. oraz wystąpi do USA o wydanie mężczyzny.

– Ze zgromadzonych dowodów wynika, że żyjący obecnie w USA Michael K. to dowódca Ukraińskiego Legionu Samoobrony, który przeprowadził pacyfikację wsi na Lubelszczyźnie – powiedział w rozmowie z AP prokurator Robert Janicki z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

Mieli zabić i spalić

Michael K. miał wydać 23 lipca 1944 r. podległym sobie żołnierzom Ukraińskiego Legionu Samoobrony rozkaz zabicia mieszkańców wsi Chłaniów, Kolonii Chłaniów i Kolonii Władysławin oraz spalenia tych wiosek. W trakcie pacyfikacji zginęły 44 osoby.

Rodzina K. konsekwentnie zaprzecza, by mężczyzna mógł dopuścić się zbrodni wojennej. – W dokumentach historycznych nie znalazła się jakakolwiek informacja wskazująca na to, że mój ojciec odegrał jakąś rolę w popełnieniu zbrodni wojennej – stwierdził Andrij Karkoc w rozmowie z AP.

Jego rodzina twierdzi również, że mężczyzna jest chory na alzheimera. Zdaniem Efraima Zuroffa, który zajmuje się ściganiem nazistowskich zbrodniarzy z ramienia amerykańskiego Centrum Szymona Wiesenthala, zasłanianie się słabym zdrowiem jest częstą praktyką w tego typu przypadkach.

Ekstradycja? USA chętne

Z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że Stany Zjednoczone przychylą się do tego wniosku ze względu na zatajenie przez Michaela K. w 1949 r. służby w SS podczas starań o wyjazd do USA oraz o obywatelstwo tego kraju.

Podejrzany został odnaleziony w 2013 r. przez dziennikarza AP, który ustalił, że mężczyzna żyje w Minneapolis. Pomógł mu w tym brytyjski farmaceuta Stephen Ankier zajmujący się amatorsko tropieniem nazistów. Od tego momentu IPN pracował nad ustaleniem jego tożsamości.
Źródło info i foto: wp.pl

Trwają poszukiwania zamachowca ze Stambułu

Policja opublikowała zdjęcia mężczyzny, który prawdopodobnie jest odpowiedzialny za zamach w stambulskim klubie Reina. Dotychczas zatrzymano osiem osób w związku ze śledztwem. Wśród nich nie ma jednak głównego podejrzanego. W zamachu zginęło 39 osób, połowa z nich to cudzoziemcy. Do przeprowadzenia ataku przyznało się tzw. Państwo Islamskie.

Co wiemy o zamachu?

Ataku dokonano w klubie Reina w dzielnicy Ortakoy nad Bosforem. Napastnik dostał się do klubu o godz. 1.15 czasu lokalnego po tym, jak zastrzelił policjanta na zewnątrz. Na początku napływały sprzeczne informacje co do liczby napastników: niektóre media mówiły o jednym zamachowcu, inne o dwóch. Władze aktualnie szukają jednej osoby. Do przeprowadzenia zamachu przyznało się tzw. Państwo Islamskie.

Ile jest ofiar strzelaniny?

W strzelaninie zginęło 39 osób, a 65 zostało rannych. Spośród zidentyfikowanych dotąd 36 ofiar zamachu na klub nocny w Stambule 11 było narodowości tureckiej, zaś 25 to cudzoziemcy. Na podstawie dotychczasowych informacji można ustalić, że – od kul bądź w wodach Bosforu, do którego skakano z tarasu klubu – zginęli m.in. obywatele Kanady, Rosji i Arabii Saudyjskiej.

Jakie środki bezpieczeństwa obowiązują w Turcji?

W największych miastach Turcji władze zaostrzyły środki bezpieczeństwa. Policjawstrzymała ruch na ulicach prowadzących do największych placów w Stambule i w stolicy kraju – Ankarze. Agencja prasowa Anadolu informuje, że w Stambule bezpieczeństwa pilnuje 17 tys. policjantów, niektórzy z nich przebrani są za Mikołajów lub ulicznych sprzedawców.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Młody Kirgiz podejrzany o zamach w Stambule nie przyznaje się do winy

Podejrzany o przeprowadzenie noworocznego zamachu w Turcji młody Kirgiz zdaje się być niewinny. Służby zdementowały, jakoby odpowiedzialny za tragedię w stambulskim klubie został już ujęty.

Tureckie służby cały czas poszukują sprawcy zamachu na klub Reina, przeprowadzonego w sylwestrową noc w Stambule. Do tej pory zatrzymanych zostało 16 osób. Przez pewien czas wydawało się, że służby zidentyfikowały zamachowca – miał nim być 28-letni Kirgiz Lakhe Maszrapov. Trop ten okazał się błędny. Skąd podejrzenia wobec Azjaty?

Okazało się, że Kirgiz jest podobny do mężczyzny, który umieścił w internecie film z placu Taksim w Stambule nakręcony komórką. Z kolei mężczyzna z filmu jest podobny do zamachowca, którego wizerunek zarejestrowały kamery przed klubem.

Maszrapow został dziś przesłuchany, wszystkiemu zaprzecza. Twierdzi, że jeździł do Turcji służbowo. Był w Stambule, ale granicę przekroczył 1 stycznia, już po tragicznych wydarzeniach w klubie Reina. Jako dowód przedstawił paszport z pieczęciami kontroli granicznej. Oznacza to, że śledztwo być może znalazło się w punkcie wyjścia.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl