USA: Strzelanina przed supermarketem w Duncan w Oklahomie

W strzelaninie w Duncan w Oklahomie w USA zginęły trzy osoby – informują lokalne media, powołując się na policję. Do zdarzenia doszło przed sklepem Walmart. Jedną z ofiar jest osoba podejrzewana o spowodowanie strzelaniny. Okoliczne szkoły zostały tymczasowo pozamykane.

Nad ranem czasu lokalnego doszło do strzelaniny przed supermarketem popularnej sieci Walmart w Duncan w Oklahomie. Jak podaje miejscowa policja, sprawca zaczął strzelać do ludzi na parkingu. „Zginęli kobieta i mężczyzna siedzący w samochodzie i jeden mężczyzna na zewnątrz auta. Na miejscu znaleziono broń ręczną” – informuje portal USA Today.

USA: strzelanina w Oklahomie

Tera Mathis, rzecznik policji z Duncan, nie podała do wiadomości publicznej danych osobowych ofiar. Nie potwierdzono też tożsamości sprawcy, jednak „The Duncan Banner” powołując się na policję, informuje, że on także zginął w czasie ataku. Właściciel pobliskiego domu opieki Country Club Care przekazał dziennikarzom, że usłyszał od władz o tym, iż sprawca strzelił do siebie po zabiciu dwóch pozostałych ofiar.

Policja nie potwierdza doniesień o tym, że strzelanina była przypadkiem przemocy domowej.

W związku z zajściem, wszystkie lokalne szkoły zostały na krótko zamknięte. Jak podaje USA Today, sklep znajdujący się przecznicę od Walmarta, przed którym doszło do strzelaniny pozostał czynny pomimo incydentu. Jeden z kasjerów przekazał mediom:

„Nie jesteśmy zamknięci, ale dostaliśmy komunikat, żeby zwrócić uwagę na kogoś w czarnych ubraniach. U nas wszystko w porządku”.

Duncan liczy około 25 tysięcy mieszkańców i leży około 100 km na południe od Oklahomy. Strzelanina przed tamtejszym Walmartem miała miejsce zaledwie kilka dni po tym, jak otworzono ponownie Walmart w El Paso w Teksasie, gdzie miała miejsce strzelanina 3 sierpnia – zginęły wtedy 22 osoby.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe informacje dotyczące seryjnego mordercy z Kołobrzegu

Jakim trzeba być zimnym i wyrachowanym draniem, jak mocne trzeba mieć nerwy, żeby zamordować właścicielkę mieszkania, a potem przez lata w nim żyć, jakby nic się nie stało! Iwona K. (†31 l.) straciła życie, bo zawierzyła swojemu przyszłemu oprawcy – Mariuszowi G. (43 l.) z Kołobrzegu.

Fakt ustalił wstrząsające szczegóły ostatnich miesięcy życia Iwony K., prawdopodobnie pierwszej ofiary krwawego Tulipana z Kołobrzegu. Do mieszkania przy ul. Mariackiej sprowadziła się wraz ze swoim partnerem i córeczką w 2014 roku. Wcześniej mieszkała w Stolnie kolo Chełmna. – Tak, ta pani mieszkała w naszej klatce – wspomina pani Grażyna.

Sąsiedzi ponoć bardzo na Iwonę narzekali. To z powodu głośnych imprez w jej mieszkaniu. Któregoś razu po takiej imprezie Iwona zdemolowała skrzynkę na listy i wybiła szybę w drzwiach wejściowych do klatki. Odszedł od niej wieloletni partner, córeczką zajęli się dziadkowie, a wokół Iwony zaczął się kręcić Mariusz G., syn sąsiada z dołu. – Po tym, jak w styczniu 2016 roku spaliło się jej mieszkanie, to miała je sprzedać Mariuszowi G. Tak wszyscy myśleli. Później nikt z nas już jej nie widział – opowiada sąsiadka.

Fakt dowiedział się od urzędników, że Mariusz G. przy załatwianiu formalności w urzędach, gdzie była potrzebna obecność Iwony K., posługiwał się wystawionym przez nią notarialnym upoważnieniem. Zabójca wyremontował spalone mieszkanie i tam się wprowadził. Przez lata rodzina myślała, że Iwona gdzieś wyjechała. Dopiero po tym, jak śledczy wpadli na trop mordercy i go aresztowali, wyszło na jaw, że kobieta nie żyje. Zabójca zabił ją wiosną 2016 r. a zwłoki ukrył w lesie pod Charzynem.

„Nadzieja zawsze umiera ostatnia”

– Bałam się, że siostrę spotkało coś makabrycznego – zwierza się Faktowi Małgorzata (37 l.), starsza siostra zamordowanej Iwony († 31 l.). – Przeczucia mnie nie myliły, choć nadzieja umiera ostatnia – dodaje. Zapłakana siostra opowiada nam, że z Iwoną zawsze miały silną więź. W swoim życiu przeszły wiele: dom dziecka i adopcję. – Żyłyśmy ze sobą bardzo blisko. Wiedziałabym, gdyby coś było u niej nie tak – mówi pani Małgorzata.

– Nie wiadomo dlaczego w mieście mówiono, że Iwona zmienia partnerów jak rękawiczki. Ona miała wieloletniego partnera i małą córeczkę Madzię. Wyjechali do Kołobrzegu w poszukiwaniu lepszego życia. Ostatni raz widziałam ją tam na krótko przed zaginięciem. Kilka dni później ostałam od niej SMS-a, że zrywa kontakt i mamy jej nie szukać. Jestem pewna, że to nie ona to napisała. To nie w jej stylu. Szukaliśmy jej, ale bez rezultatów. O śmierci Iwonki dowiedziałam się od taty. Jestem załamana – mówi pani Małgorzata.

„Myślę, że to co się stało uratowało mojej siostrze życie”

– To, co się teraz dzieje, wydaje mi się jakimś strasznym snem – płacze Joanna G., siostra Doroty Ł. (35 l.), narzeczonej seryjnego mordercy z Kołobrzegu. Nie wiadomo jak drobna 35-letnia blondynka z Koszalina, prowadząca sklep z bibelotami, poznała Mariusza G. Nie chwaliła się rodzinie. – Dorota poznała go w marcu tego roku – wspomina Joanna G. – A już w czerwcu planowała wziąć z nim ślub w Kołobrzegu – dodaje.

Na rodzinie narzeczonej Mariusz G. już od pierwszego spotkania zrobił dobre wrażenie. – Był miły i uprzejmy. Przedstawił się nam jako marynarz po rozwodzie. Z poprzedniego związku miał mieć córkę. Ślub Mariusza i Doroty był planowany na 15 czerwca. Areszt pokrzyżował ten plan. Po zatrzymaniu prowadzonym przez nią sklepem zajęła się najbliżsi.

– Nie wierzę, żeby moja siostra miała coś wspólnego z tymi wszystkimi morderstwami – twierdzi Joanna G. – Ujawnienie tych zbrodni uratowało mojej siostrze życie – dodaje.

Kalendarium zbrodni

– Wiosna 2016 r. – zaginięcie Iwony K. (†31 l.). Do jej mieszkania wprowadza się Mariusz G.

– 10 października 2018 r. – zaginięcie Anety D. (†37 l.). Jej mieszkanie Mariusz G. sprzedał.

– 7 czerwca 2019 r. – policja wydaje komunikat, że w Kołobrzegu zaginęła 54-letnia Bogusława R.

– 12 czerwca 2019 r. – do aresztu trafia Mariusz G. oskarżony o zagarnięcie mienia osoby zaginionej i jego narzeczona Dorota Ł.

– Czerwiec-listopad 2019 r. – po aresztowaniach policjanci przeszukują lasy w okolicach miejscowości Obroty. Na terenie starej piaskarni odkrywają grób, a w nim ciało zaginionej w czerwcu Bogusławy R.

– 6 listopada 2019 r. – Mariusz G. usłyszał zarzut zabójstwa Bogusławy R.

– 8 listopada 2019 r. – prokuratura po odnalezieniu kolejnych leśnych grobów oskarżyła Mariusza G. o zabójstwo dwóch innych zaginionych kobiet, Iwony K. i Anety D.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Brutalne pobicie na Ursynowie. Pobili mężczyznę i ukradli 300 tys. złotych

Do ataku doszło na ul. Miklaszewskiego na Ursynowie. Trzej napastnicy napadli na mężczyznę przy klatce schodowej jednego z bloków. Nieoficjalnie wiadomo, że ukradli mu 300 tys. zł. Ofiara trafiła do szpitala. Nadal trwają poszukiwania sprawców.

Dramatyczne sceny rozegrały się w piątek przed godz. 20.00 na osiedlu Imielin. Mężczyzna jest przedsiębiorcą i wracał do domu. Miał przy sobie 300 tys. zł. – nieoficjalnie dowiedział się portal haloursynow.pl. Przed blokiem wysiadł z dostawczego Fiata Dobro. Wtedy napadło na niego trzech zamaskowanych mężczyzn. Na pomoc biznesmenowi ruszył syn, doszło do bójki. Napastnicy użyli gazu łzawiącego, wyrwali mężczyźnie pieniądze i uciekli. Ofiara z obrażeniami głowy trafiła do szpitala.

Sprawcy napadu uciekli prawdopodobnie srebrnym bmw. W nocy trwała policyjna obława za bandytami. Nadal nie odnaleziono sprawców napadu – dowiedzieliśmy się w sobotę rano.

– Czynności nadal trwają, na tym etapie postępowania nie udzielamy szczegółowych informacji – powiedział Wirtualnej Polsce asp.sztab. Tomasz Oleszczuk KSP.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Gangster „Kadafi” zatrzymany. CBŚP udaremniło porwanie biznesmena

Obserwowali przyszłą ofiarę, kupili już broń, paralizatory, maski i inne akcesoria. Funkcjonariusze CBŚP i prokuratorzy zapobiegli uprowadzeniu biznesmena dla okupu. Do sprawy zatrzymali trzech mężczyzn, w tym Tomasza B., ps. „Kadafi”, słynnego bydgoskiego gangstera, poszukiwanego do odbycia kary 15 lat więzienia za wcześniejsze przestępstwa.

Zaczęło się od tego, że funkcjonariusze CBŚP z Bielska-Białej dotarli do informacji, z której wynikało, że członkowie zorganizowanej grupy przestępczej mogą przygotowywać się do uprowadzenia przedsiębiorcy mieszkającego w Małopolsce. To miało być porwanie dla okupu.

Obserwowali przyszłą ofiarę

– Aby osiągnąć ten cel, na terenie województwa małopolskiego został wynajęty dom. Zdobyto już broń palną, maski, paralizatory czy sprzęt elektroniczny. Przy pomocy środków technicznych stale obserwowano cykl dnia przyszłej ofiary – relacjonuje komisarz Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Z zebranych przez funkcjonariuszy wynikało, że wśród podejrzanych o przygotowywanie porwania miał być Tomasz B., ps. „Kadafi”, poszukiwany listem gończym do odbycia kary 15 lat więzienia. Mężczyzna został skazany za kierowanie największą na terenie województwa kujawsko-pomorskiego zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym. Jej członkowie zajmowali się wprowadzaniem do obrotu narkotyków, stręczycielstwem i rozbojami.

Według śledczych wspólnikiem „Kadafiego” podczas przygotowania do uprowadzenia miał być Dariusz L. Ten mężczyzna był z kolei poszukiwany listem gończym do odbycia kary 14 lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Natomiast za wynajęcie nieruchomości oraz finansowanie przygotowań do porwania miał być odpowiedzialny Artur G.

Posługiwali się fałszywymi dokumentami

Policjanci namierzyli miejsca przebywania podejrzanych i urządzili akcję zatrzymań. W działaniach wzięli udział funkcjonariusze CBŚP z Katowic i z Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji BOA. Na terenie Małopolski w ręce mundurowych wpadł Tomasz B. i Dariusz L. Po przeszukaniu ich mieszkań funkcjonariusze zabezpieczyli kominiarki, maski, rękawiczki, paralizatory, sprzęt elektroniczny, lornetkę, opaski zaciskowe, a także broń palną, noże i siekierę. Jak ustalił nieoficjalnie Onet, znaleziono też fałszywe dokumenty, którymi posługiwali się przestępcy.

– Kolejną akcję przeprowadzono na Podkarpaciu, gdzie zatrzymano trzeciego podejrzanego, Artura G. Z zebranego materiału wynika, że to właśnie on może być pomysłodawcą planowanego uprowadzenia – relacjonuje Iwona Jurkiewicz,

Zatrzymani zostali doprowadzeni do śląskiego oddziału Prokuratury Krajowej w Katowicach. Tam usłyszeli zarzuty m.in. działania w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu uprowadzenie osoby. Decyzją Sądu Rejonowego w Katowicach wszyscy zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.

– Sprawa ma charakter rozwojowy. Funkcjonariusze nie wykluczają dalszych zatrzymań – podkreśla rzeczniczka CBŚP.

Kim jest „Kadafi”?

Tomasz B. był przez długi czas uważany za „króla bydgoskiego podziemia”. Gang „Kadafiego” działał w latach 2001-2011, do czasu, aż rozbili go śledczy. Według nich grupa na potężną skalę handlowała narkotykami, czerpała korzyści z usług przydrożnych prostytutek, zajmowała się haraczami i oszustwami. „Kadafi” wyszedł na wolność w 2013 r., po wpłaceniu kaucji 100 tys. zł. Deklarował dobrowolne poddanie się karze.

W lutym 2018 r. sąd skazał go na 15 lat więzienia. Kilka miesięcy później, jak pisaliśmy w Onecie, przepadł jak kamień w wodę. Podobnie jak jego dwóch bliskich współpracowników, Jaromir M.-O., ps. „Jurgen” i Adam P., ps. „Pluto”, którzy także otrzymali wysokie wyroki. Nie czekali na rozstrzygnięcie w drugiej instancji. Śledczy wydali za nimi listy gończe. Kilka miesięcy temu Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmniejszył „Kadafiemu” karę do 14,5 roku więzienia.

Jaromir M.-O. wpadł rok temu. Nie uciekł zbyt daleko. Ukrywał się na działce 20 km za Bydgoszczą. Natomiast Adam P. został ujęty pół roku temu na Wyspach Brytyjskich. „Kadafi” wpadł dopiero teraz.
Źródło info i foto: onet.pl

Siedmioletnia dziewczynka ranna w strzelaninie w Chicago

Siedmioletnia dziewczynka, która spacerowała z opiekunem stała się przypadkową ofiarą strzelaniny. Dziecko w stanie krytycznym trafiło do szpitala. Niegroźnie ranny został również opiekun dziewczynki. Siedmioletnia dziewczynka przebrana w kostium trzmiela, spacerowała z rodziną i innymi dziećmi wzdłuż ulicy w południowo-zachodniej części Chicago.

Dziecko zostało postrzelone w szyję i górną część klatki piersiowej. Siedmiolatka w stanie krytycznym trafiła natychmiast do szpitala. Postrzelony w lewą rękę został także 31-letni opiekun dziewczynki. Według szacunków policji prawie każdego dnia w Stanach Zjednoczonych dochodzi do strzelanin w których giną ludzie.
Źródło info i foto: TVP.info

Milion złotych zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila

Towarzystwo Chrystusowe, które nie chce wypłacić miliona złotych zadośćuczynienia ofierze księdza pedofila, złożyło kasację do Sądu Najwyższego. Ten będzie ją rozpatrywać w kontrowersyjnym składzie, w którym znaleźli się profesor KUL, były radca reprezentujący Kościół przeciw ofierze pedofilii oraz sędzia, która niedawno orzekała na rzecz parafii.

Jako nastolatka Katarzyna została wysłana przesz rodziców do internatu. Tam przez wiele miesięcy była gwałcona, bita, więziona i odurzana przez Romana B. Zakonnik został skazany na 4 lata pozbawienia wolności oraz otrzymał czteroletni zakaz wykonywania zawodów związanych z uczeniem dzieci.

Sądy I i II instancji uznały, że za czyny duchownych, jeśli były związane z pełnioną przez nich funkcją, odpowiada Kościół. Wówczas kobiecie przyznano milion złotych zadośćuczynienia od Zakonu Chrystusowców. Właśnie dlatego wniesiono kasację. Dla Kościoła sprawa jest priorytetowa, ponieważ po raz pierwszy odpowiedzialnością obciążono cały Kościół, a nie konkretną osobę.

Kontrowersje wokół składu SN

Skład Sądu Najwyższego, który ma rozpatrzyć kasację ws. zadośćuczynienia, podała „Polityka”. Znalazły się w nim Joanna Misztal-Konecka, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, która będzie sprawozdawcą, Beata Janiszewska, która kilka miesięcy temu orzekała w sprawie jednej z parafii oraz Marcin Krajewski, który pięć lat temu reprezentował diecezję koszalińsko-kołobrzeską i jedną z parafii w sprawie o zadośćuczynienie dla ofiary.

– Byłam i jestem załamana. To jest najgorszy z możliwych składów. Jak może w mojej sprawie sądzić sędzia, który bronił Kościoła i był przeciwko ofierze? Albo sędzia, który wydaje pozytywne wyroki na rzecz Kościoła? Mam podstawy, aby sądzić, że nie będą sprawiedliwi – powiedziała w rozmowie z Wirtualną Polską ofiara księdza. Kobieta zapowiedziała także, że jej prawnik złoży w sądzie wniosek o zmianę składu orzekającego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd aresztował 8 mężczyzn, którzy zakatowali na śmierć 41-latka

11.10.2017 Zielona Gora kajdanki N/z Kajdanki kajdankach kajdankami kajdanek skuty skuwanie zakuwanie zakuty zakladanie zaklada zakuwa rece w kajdanki rece zakute kajdankami fot. Piotr Jedzura/REPORTER

Do dziesięciu lat więzienia grozi ośmiu mężczyznom, którzy zakatowali na śmierć 41-letniego mieszkańca – przekazała PAP kielecka prokuratura. Podejrzani zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące. Do dramatu doszło 11 września, niedaleko Aresztu Śledczego w Kielcach. Do 41-latka podeszła grupa mężczyzn. W ośmiu zaczęli bić i kopać ofiarę. Pobity nie przeżył – zmarł dwa dni później w szpitalu.

O aresztowaniu podejrzanych powiedział rzecznik kieleckich śledczych, Daniel Prokopowicz. Mundurowi ustalili tożsamość napastników i na polecenie prokuratury zatrzymali ich w ostatni czwartek, 3 października. Jeszcze tego samego dnia usłyszeli zarzut „udziału wspólnie i w porozumieniu w pobiciu pokrzywdzonego i spowodowania u niego obrażeń, w następstwie których zmarł kilka dni później”.

„Z uwagi na całokształt ustaleń śledztwa prokurator wystąpił do Sądu Rejonowego w Kielcach z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie wszystkich podejrzanych na okres 3 miesięcy. W piątek i sobotę sąd te wnioski uwzględnił” – DANIEL PROKOPOWICZ, RZECZNIK PROKURATURY OKRĘGOWEJ W KIELCACH
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jaki był motyw strzelaniny w Waszyngtonie?

Jedna osoba zginęła, a pięć zostało rannych w wyniku strzelaniny, do której doszło w czwartek wieczorem czasu miejscowego w Waszyngtonie, w odległości kilku kilometrów od Białego Domu – podała policja, cytowana przez Reutera. Na razie nie było zatrzymań.

Policja jak dotąd nie ustaliła motywu incydentu. Zapewniono, że choć dotychczas nie zatrzymano w sprawie żadnych podejrzanych, to strzelanina ustała, a funkcjonariusze przystąpili do przesłuchiwania świadków i poszukiwania nagrań z kamer monitoringu.

Z pięciu osób rannych dwie znajdują się w stanie krytycznym, ale lekarze mówią, że wszystkie przeżyją. Wszystkie osoby z obrażeniami to dorośli.

Na razie nie wiadomo, ile osób wszczęło strzelaninę. Wcześniej lokalne stacje telewizyjne informowały, że strzelać zaczęło kilku napastników, przeciwko którym policja przeprowadziła „zmasowaną” akcję.

Zajście miało miejsce kilka minut po godz. 22 czasu miejscowego na dziedzińcu jednego z budynków mieszkalnych w dzielnicy Columbia Heights, ok. 3 km od Białego Domu.

Telewizja WJLA-TV opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcia karetek transportujących ofiary z miejsca zdarzenia.

Dziennik „Washington Post” poinformował na swojej stronie internetowej, powołując się na policję, że około pół godziny później w stanie Rhode Island również doszło do strzelaniny, w której postrzelone zostały trzy osoby.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: Strzelanina na ulicach Waszyngtonu

Na ulicach Waszyngtonu ok. godz. 22 czasu lokalnego doszło do strzelaniny. Jak informuje policja, zginęła jedna osoba, pięć zostało rannych. Szczegóły i okoliczności nie są na razie znane. Nie wiadomo też, co stało się z napastnikiem. W strzelaninie na ulicach Waszyngtonu zginęła jedna osoba, a pięć zostało rannych. Do zdarzenia doszło ok. godz. 22 (ok. 4 rano czasu polskiego) w rejonie Columbia Heights, w odległości około 3 kilometrów od Białego Domu.

Jak podaje agencja Reuters, nie jest jasne, czy sprawca lub sprawcy strzelaniny zostali zatrzymani.

Po godz. 6 rano czasu polskiego waszyngtońska policja opublikowała na Twitterze komunikat o poszukiwaniu jasnego Nissana, w którym ma znajdować się dwóch mężczyzn uzbrojonych w karabinki AK.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe informacje dotyczące śmierci Magdaleny Żuk

Pochodząca z Bogatyni Magdalena Żuk 25 kwietnia 2017 roku pojechała na wakacje do kurortu Marsa-Alam w Egipcie. Tam zginęła w tragicznych okolicznościach. Rodzina zmarłej nie wierzy w to, że Magdalena sama targnęła się na swoje życie. Bliscy pokazali dziennikarzom programu „Interwencja” Polsatu rzekome dowody na to, że 27-latka padła ofiarą przestępstwa.

Magdalena Żuk miała pojechać do Egiptu ze swoim chłopakiem. Wycieczka do Marsa Alam była niespodzianką, ale 27-latka nie wiedziała, że ukochany nie ma paszportu. W rezultacie poleciała sama. Krótko po przybyciu na miejsce jej zachowanie uległo zmianie, co zauważył nie tylko partner, do którego dzwoniła, ale także inni urlopowicze. Podczas wideorozmów Magdalena Żuk wydawała się niespokojna, przestraszona. „Oni tu mają różne sztuczki. Zabierz mnie. Nie wrócę stąd” – mówiła podczas jednego z wideoczatów. Nagranie zostało udostępnione później przez chłopaka kobiety w mediach społecznościowych.

Jak dowiedział się wtedy Fakt24, zachowanie 27-latki niepokoiło też innych podróżnych. Zeznali później zielonogórskiej prokuraturze, że Magda albo cały czas płakała lub siedziała z pustym wzrokiem, albo zachowywała się jak pod wpływem jakiś substancji. – W pewnym momencie zobaczyliśmy ją, jak schodziła do plaży, powolutku, tanecznym krokiem. Tak, jakby była gdzieś w innym świecie. Któraś z dziewczyn nawet krzyknęła: „Magda, chodź do nas, Magda…”. Nie zareagowała i poszła dalej – mówili.

Pewnego dnia weszła na dach

Rezydent, który opiekował się grupą miał wrażenie, że Polka jest niestabilna psychicznie. Inny świadek wspominał także, że pewnego dnia weszła na dach hotelu. W końcu kobieta trafiła do szpitala, gdzie lekarze stwierdzili, że przechodzi załamanie psychiczne. 27-latka nie zgodziła się jednak na hospitalizację; stwierdzono, że najlepiej będzie, jeśli wróci do kraju. Jednak z uwagi na stan, w jakim się znajdowała, nie mogła lecieć sama. Nie zgodził się na to kapitan samolotu. Postanowiono, że po Polkę przyleci przyjaciel. 28 kwietnia Magda znowu trafiła do szpitala. Była w bardzo złym stanie psychicznym.

Szarpała się z personelem, chciała uciec; przywiązano ją więc do łóżka. Żuk udało się jednak wyswobodzić i sterroryzować stojakiem pielęgniarkę, która pilnowała ją w sali. Kobieta próbowała złapać 27-latkę, ale Polka kopnęła ją tak, że ta upadła. Następnie wyskoczyła przez okno. Zmarła niedługo potem po przewiezieniu do szpitala w Hurghadzie, gdzie trafiła przytomna. Na co zresztą wskazywały nagrania, które wtedy przedostały się do mediów.

Rodzina nie wierzy w samobójstwo Magdaleny

Bliscy Magdaleny Żuk uważają jednak, że nie skoczyła sama, a została wypchnięta z okna. Skontaktowali się z „Interwencją” Polsatu, by pokazać dokumenty, które rzekomo potwierdzają ich teorię (zupełnie odmienną od uzgodnień prokuratury, dowodów, zeznań świadków i przyjaciół Magdaleny) o przestępstwie.

Detektyw Marcin Popowski twierdzi, że Magda miała obrażenia tylko po jednej stronie ciała. Co jego zdaniem jest dość dziwne, gdyż nawet samobójca może rzekomo wykazywać się „instynktem samozachowawczym” i próbować wylądować „na nogi”, by jednak przeżyć. Wtedy taka osoba miałaby m.in. obrażenia kończyn dolnych i miednicy

Ktoś wyrzucił Magdę z okna?

– W tym przypadku obrażenia wskazują, że ciało zostało wyrzucone z okna, ewentualnie było zupełnie bezwładne – dowodził prywatny detektyw Marcin Popowski. Rodzina 27-latki stwierdziła również, że Magdalena Żuk mogła być na jakieś łodzi, ponieważ jej telefon logował się 20 km od brzegu.

Problem w tym, że punkt lokalizacji nie zawsze jest dokładny. Wiele zależy od tego gdzie znajdował się nadajnik GSM, czy był akurat włączony oraz czy komórka Żuk nie uległa np. rozładowaniu. To, że telefon mógł logować się w zupełnie innym miejscu, niż to, w którym przebywał jego właściciel wie każdy użytkownik internetu. Bywa np., że serwisy społecznościowe pokazują, iż nasze urządzenia zalogowały się w oddalonym o kilkanaście kilometrów mieście. Nie jest to niczym niezwykłym.

Magdzie Żuk podano narkotyk?

Rodzina Magdaleny Żuk przekonuje również, że podano jej narkotyk. Chodzi o niejaki khat, roślinę, której spożycie wywołuje euforię i pobudzenie. Khat działa jak energetyk, a ludzie po jego spożyciu stają się bardziej towarzyscy i rozmowni. Zachowanie 27-latki było jednak zupełnie inne. Świadkowie wspominali, że stroniła od ludzi i była smutna.

Bliscy dowodzą również, że osoby, które rzekomo podały Magdzie khata (czy też zmusiły do żucia, bo tak się spożywa ten narkotyk) chciały, by straciła przytomność, ale jej organizm zareagował inaczej. Rzekomo taką substancję wykazano w raporcie toksykologicznym. Czy jednak bezwzględni handlarze ludźmi, którzy wedle rodziny zmarłej, mieli ją zaatakować, nie wiedzieli, że roślina ta pobudza, a nie usypia?

Magdalena Żuk zażywała leki i się leczyła

Już w październiku 2017 roku Fakt24 pisał, że eksperci z Wrocławia i Krakowa natrafili na ślady silnych leków przeciwpsychotycznych w organizmie Żuk, stosowanych m.in. przy leczeniu psychoz, schizofrenii, a czasami depresji. Ustaliliśmy także, że kobieta leczyła się w przeszłości psychologicznie, przeszła załamanie nerwowe oraz zażywał leki.

Ponadto prokuratura nie znalazła żadnych dowodów na to, że 27-latka padła ofiarą przestępstwa, została zgwałcona czy odbyła stosunek seksualny. Obecnie prokuratura analizuje dokumenty, które otrzymała od strony egipskiej.
Źródło info i foto: Fakt.pl