Grajewo: Skatowali 52-latka na śmierć. Są zarzuty

Do szokującego zdarzenia doszło w Grajewie (woj. podlaskie). Dwóch napastników brutalnie pobiło mężczyznę. Do ataku użyli kija bejsbolowego. 52-letniej ofiary nie udało się uratować. Po kilku godzinach schwytano sprawców napaści. Mężczyźni usłyszeli już zarzuty. Jednemu z nich grozi dożywocie.

Do zdarzenia doszło w minioną niedzielę. Po 12:00 dyżurny policji w Grajewie dostał zgłoszenie o pobiciu mężczyzny w jednym z mieszkań. Funkcjonariusze natychmiast pojechali pod wskazane miejsce. Na miejscu znaleźli leżącego na podłodze, nieprzytomnego mężczyznę. Wezwano pogotowie. Przybyły na miejsce lekarz z karetki pogotowia stwierdził zgon 52–latka.

– Z zebranego materiału dowodowego wynikało, że w nocy z soboty na niedzielę nietrzeźwi 29- i 46–latek siłą wdarli się do mieszkania 52-latka. Trzeci z nich został na zewnątrz budynku. Napastnicy brutalnie pobili 52-latka. W trakcie brutalnego zajścia 46-latek zadał mężczyźnie śmiertelne ciosy narzędziem przypominającym kij bejsbolowy. Po wszystkim mężczyźni oddalili się z miejsca – informują grajewscy policjanci.

Sprawców ataku udało się chwytać. Wszyscy usłyszeli już zarzuty. 46-latek odpowie za zabójstwo i naruszenie miru domowego. Drugi z napastników usłyszał zarzuty pobicia ze skutkiem śmiertelnym, natomiast 35-latek stojący na czatach – nieudzielenia pomocy poszkodowanemu.

Mężczyźni zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące. 46-latkowi za zabójstwo grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ciało kobiety znalezione w zbiorniku wodnym. Nowe ustalenia śledczych

Makabryczne odkrycie w Gościeszynie (pow. wolsztyński) w Wielkopolsce. W zbiorniku wodnym na terenie jednej z prywatnych firm znaleziono zwłoki 47-letniej kobiety. Co tam się wydarzyło? Kim była ofiara? Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura.

Do makabrycznego odkrycia doszło we wtorek (23 czerwca). Na terenie jednej z firm, która zajmuje teren po byłym zakładzie PGR w Gościeszynie znaleziono zwłoki.

– Lekarz, który przyjechał na miejsce stwierdził zgon 47-letniej mieszkanki Wolsztyna – przekazał w rozmowie z „SE” asp.sztab. Wojciech Adamczyk, rzecznik prasowy KPP w Wolsztynie.

Sprawą zajmuje się prokuratura, która wyjaśnia okoliczności zdarzenia. Co tam się wydarzyło?

– Biegły obecny na miejscu ujawnienia zwłok i dokonujący ich oględzin nie stwierdził obrażeń zewnętrznych świadczących, że do śmierci kobiety przyczyniły się osoby trzecie – powiedział „SE” prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Czy wiadomo kim była 47-latka?

– Kobieta ta zajmowała się ochroną terenu. Nie mam informacji czy był pracownikiem zakładu, który jest właścicielem tego terenu – zdradza prok. Wawrzyniak.

W piątek ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok, która pozwoli na określenie przyczyny zgonu.
Źródło info i foto: se.pl

Funkcjonariusze z krakowskiego „Archiwum X” rozwiązują sprawę zabójstwa z 2000 roku

Policjanci z krakowskiego Archiwum X mają nowy trop w sprawie Joanny Matjaszek, która zaginęła w 2000 roku w miejscowości Niwka (gm. Radłów). Śledczy nie mają wątpliwości, że 18-letnia wówczas dziewczyna padła ofiarą zabójstwa, choć jej zwłok nigdy nie udało się odnaleźć. W rejonie podtarnowskich stawów, na granicy gmin: Wierzchosławice i Radłów, trwają poszukiwania istotnych dowodów w tej sprawie, a przede wszystkim ciała licealistki.

Pochodząca z Brzeska, 18-letnia wówczas Joanna Matjaszek zaginęła 3 listopada 2000 roku w podtarnowskiej miejscowości Niwka (gm. Radłów). Początkowo śledczy prowadzący sprawę zakładali różne scenariusze zdarzeń, między innymi ucieczkę dziewczyny, wstąpienie przez nią do sekty, czy nieszczęśliwy wypadek, lecz obecnie nie mają już wątpliwości, że padła ona ofiarą zabójstwa.

Zwłoki Joanny do tej pory nie zostały odnalezione, mimo szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej. Bezpośrednio po zniknięciu licealistki, za pomocą kamery termowizyjnej przeczesano między innymi 100 hektarów lasów oraz teren starej cegielni w pobliżu Radłowa, a także przesłuchiwano świadków. Niestety nie natrafiono na ślad dziewczyny.
Źródło info i foto: se.pl

Prokuratura ustala szczegóły zbrodni w Komarnie. Motywem zawód miłosny?

59-letnia Krystyna Z. została zastrzelona w sobotni wieczór. W okolicy rozległy się strzały, jednak mieszkańcy myśleli, że myśliwi wyszli na polowanie. Wkrótce okazało się, że doszło do morderstwa. Komarno to spokojna miejscowość, która leży niedaleko Jeleniej Góry. To właśnie tam mieszkała zamordowana Krystyna Z. i jej 70-letni sąsiad Zbigniew W. W sobotę doszło do tragicznego zdarzenia. Kobieta została zamordowana.

Zabił sąsiadkę, później siebie

Nikt nie przypuszczał, że dojdzie do takiej zbrodni. Sąsiedzi opisywali mężczyznę, jako „dziwaka”, ale jak sami przyznają, „nie przypuszczali, że może zabić”. Jak podaje portal se.pl, Zbigniew W. miał również wahania nastroju. Jeden z mieszkańców Komarna przyznał, że sprawca była „jednego dnia uprzejmy i miły, drugiego niesympatyczny i wulgarny”.

Rzecznik jeleniogórskiej policji, Tomasz Czułkowski, w rozmowie z Faktem przyznaje, że „na uratowanie kobiety było już za późno”. Co było przyczyną śmierci? – Postrzał w głowę z broni palnej – stwierdza Czułkowski.

Zamordowana kobieta wróciła do wsi 10 lat temu. Wcześniej wyjechała do Jeleniej Góry. Później razem z mężem zdecydowali się wrócić do Komarnowa. 5 lat temu kobieta została wdową. Ciało Zbigniewa W. odnaleziono w jego własnym domu. Rzecznik jeleniogórskiej policji zdradza, że najprawdopodobniej „przyczyną zgonu było samobójstwo, również na skutek postrzału w głowę z broni palnej”.

Co było powodem morderstwa Krystyny Z.? Zazdrość sąsiada, odrzucenie jego zalotów? Prokuratura pracuje nad ustaleniem wszystkich szczegółów. Nie wiadomo również, skąd Zbigniew W. miał broń. Wiadomo natomiast, że mężczyzna już wcześniej groził kobiecie, ale ta nie chciała zgłaszać tego na policję.
Źródło info i foto: o2.pl

Więzili i zbiorowo gwałcili 26-latkę. Zapadł wyrok

Przed Sądem Okręgowym w Łodzi zapadł wyrok w głośnej sprawie uwięzienia i wielokrotnego zbiorowego zgwałcenia 26-letniej kobiety. Ofiara trzech mężczyzn po ośmiu dniach katuszy uwolniła się i trafiła do szpitala. Kobieta zmarła na skutek odniesionych obrażeń. Jaką karę poniosą jej oprawcy?

Wstrząsająca sprawa miała swój początek w 2017 roku. 26-letnia Monika R. 17 lipca poznała w autobusie mężczyznę, który zaprosił ją do swojego mieszkania na imprezę. Tam wraz z dwoma innymi mężczyznami uwięził, bił i wielokrotnie gwałcił swoją ofiarę. W tym czasie trwały poszukiwania kobiety po tym, jak jej zaginięcie zgłosiła rodzina. 26-latce udało się uwolnić po ośmiu dniach. Kobieta trafiła do szpitala, gdzie przez blisko miesiąc walczyła o życie. Pomimo kilku operacji, ofiara gwałcicieli zmarła.

Zaostrzenie zarzutów

Dwóch z jej oprawców – 33-latka i 36-latka pod zarzutem gwałtu aresztował 31 lipca Sąd Rejonowy dla Łodzi Widzewa, na wniosek widzewskiej prokuratury. Wobec trzeciego z mężczyzn – 36-latka, prokurator zastosował środek zapobiegawczy w postaci policyjnego dozoru i zakazu opuszczania kraju. 24 sierpnia 2017 roku Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro poinformował, że podjął decyzję o odwołaniu zastępcy Prokuratora Rejonowego Łódź-Widzew w Łodzi, który prowadził sprawę 26-latki. Wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne.

Prokurator Generalny uznał, że przedstawiony mężczyznom zarzuty dotyczące wspólnego zgwałcenia kobiety (art. 197 par. 3 kodeksu karnego), zagrożone karą 3 lat więzienia, są nieadekwatne do zbrodni, której się dopuścili. Po interwencji Zbigniewa Ziobry śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi i aresztowano także trzeciego z mężczyzn.

Grzegorz K., Sebastian T. oraz Tomasz K., w którego mieszkaniu latem 2017 r. była przetrzymywana 26-latka ze Zgierza, zostali oskarżeni o uszkodzenia ciała kobiety ze skutkiem śmiertelnym, gwałt zbiorowy ze szczególnym okrucieństwem oraz pozbawienie wolności połączone ze szczególnym udręczeniem.

Brutalna zbrodnia
Proces toczył się przed Sądem Okręgowym w Łodzi, a uzasadnienie wyroku – ze względu na szczególnie drastyczny charakter sprawy, było niejawne. Sędzia Monika Gradowska ogłosiła, że troje oskarżonych uznano winnymi tego, że w okresie od 19 lipca do 27 lipca 2017 r. w krótkich odstępach czasu po uprzednim użyciu przemocy z cechami szczególnego okrucieństwa i pozbawiając wolności wielokrotnie doprowadzali swoją ofiarę do obcowania płciowego.

Biegli na podstawie sekcji zwłok uznali, że zgon 26-latki był wynikiem doznanych obrażeń i powikłań po nich. W telefonie jednego z mężczyzn znaleziono zdjęcia, które ilustrowały brutalne poczynania oprawców wobec ofiary. Zdaniem biegłych, wszyscy mężczyźni byli poczytalni. Usłyszeli maksymalne wyroki – po 25 lat więzienia. Matce ofiary mają zapłacić jako zadośćuczynienie 250 tys. złotych. Grzegorz K. dodatkowo został uznany winnym grożenia pozbawieniem życia swojej ofiary i jej matki, za co czeka go kara roku i 10 miesięcy więzienia. Prokuratura nie wyklucza apelacji, bowiem zgodnie z zaostrzonymi przepisami, za brutalny gwałt sąd może wymierzyć karę dożywocia.

Sąd w trakcie postępowania ujawnił wstrząsające szczegóły sprawy. Mężczyźni – początkowo dwaj, a następnie także trzeci, który do nich dołączył – przez osiem dni znęcali się nad Moniką E.. Kobieta była więziona i upajana alkoholem. W tym czasie sprawcy wielokrotnie brutalnie ją gwałcili, bili, poniżali, zastraszali ciągnęli za włosy i przypalali papierosami. Grozili, że zabiją ją oraz jej matkę.

Ofiara po ośmiu dniach uwolniła się i uciekła do znajomego. W obawie przed oprawcami, utrzymywała, że była u znajomych i nie chciała zawiadamiać policji. Dopiero po namowach ze strony matki wyznała, co się stało, i po 10 dniach od początku gehenny trafiła do szpitala. Przez blisko miesiąc toczyła się walka o jej życie. 26-latka zmarła w szpitalu 19 sierpnia.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Sprawa zaginięcia Joanny Gibner. Nurkowie wydobyli worek z ludzkimi szczątkami z Jeziora Dywickiego

Worek z ludzkimi szczątkami wydobyli nurkowie, którzy po raz kolejny sprawdzili Jezioro Dywickie koło Olsztyna. Szukali szczątków Joanny Gibner, która zaginęła 24 lata temu. Według matki ofiary znalezione fragmenty ubrań mogą należeć do jej córki. – Wśród przedmiotów, które udało się znaleźć, są między innymi okulary. Na ten moment można powiedzieć, że podobne okulary nosiła Joanna Gibner – informuje prokurator Arkadiusz Szulc.

W środę rano nad Jeziorem Dywickim (woj. warmińsko-mazurskie) ponownie ruszyły poszukiwania zaginionej Joanny Gibner. Przedstawiciele Fundacji „Na Tropie” prowadzili już poszukiwania w tym miejscu przed rokiem, ale bezskutecznie.

– Otrzymaliśmy informację od Fundacji „Na Tropie” o tym, że nurek natknął się na pewien pakunek, w którym mogą być ludzkie szczątki. Zapowiedzieli również, że w środę podejmą próbę jego wydobycia. W związku z tym na miejscu pojawili się funkcjonariusze, policyjni technicy, nurkowie ze straży pożarnej oraz prokurator – poinformował podkomisarz Rafał Prokopczyk z Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie.

Około godz. 14.30 Prokopczyk poinformował, że pierwsza próba wydobycia pakunku nie powiodła się i że nurkowie powoli przygotowują się do drugiego zejścia pod wodę.

– Na razie trudno mówić o tym, jakie będą dalsze czynności. Najważniejsze to podjęcie pakunku i sprawdzenie, jaka jest jego zawartość. Od tego będą zależały kolejne kroki. Na razie czekamy – dodał rzecznik olsztyńskiej policji.

Podczas drugiej próby udało się wydobyć torbę. Jak poinformował prezes Fundacji „Na Tropie” Janusz Szostak, wiele wskazuje na to, że odnaleziono szczątki zaginionej przed 24 laty kobiety. Według niego w wydobytej z dna jeziora torbie zachowały się m.in. fragmenty odzieży – swetra, spodni i charakterystyczny pasek. Jak przekazał, w ocenie obecnej na miejscu matki Joanny Gibner ta garderoba mogła należeć do jej córki.

Torba była obciążona cegłami i metalowymi częściami

Szczątki, które w środę wydobyto z głębokości około trzech metrów, były ukryte w jutowym worku. Był obciążony cegłami i częściami samochodowymi. Właśnie tak w niektórych zeznaniach mówili o zatopieniu ciała kobiety jej mąż zabójca i jego brat. Zeznania te jednak na przestrzeni lat zmieniali i odwoływali.

Worek ze szczątkami znajdował się około 40 metrów od brzegu na głębokości trzech metrów. Znalazł go płetwonurek Marcel Korkuś, dwukrotny rekordzista Guinnessa w nurkowaniu wysokogórskim. To on na początku maja odnalazł w rzece ciało zaginionego Kacperka z Nowogrodźca na Dolnym Śląsku.

W poniedziałek namierzył miejsce, w którym może znajdować się worek ze szczątkami. – Po zejściu pod wodę udało mi się zlokalizować obiekt, który w mojej ocenie mógł być właśnie tym, czego szukamy (…). Rzadko kiedy w takiej odległości od brzegu znajduje się taki obiekt. Oznacza to, że nie można było takiej torby wrzucić z brzegu, ona musiała zostać celowo zatopiona, na przykład z pontonu – powiedział Korkuś.

Na miejsce zatopienia torby trafił dzięki specjalnemu magnesowi. Magnes był ciągnięty po jeziorze przez motorówkę. – Przyczepiały się do niego spore ilości mniejszych metalowych części, ale w miejscu, gdzie była torba, tych metalowych elementów było tak dużo, że aby go odczepić, trzeba było nurkować. Gdy zszedłem pod wodę, zlokalizowałem worek, co do którego nabrałem przekonania, że może być tym, którego szukamy – mówił płetwonurek.

„Profil DNA zaginionej mamy już gotowy”

Na miejsce przyjechali prokurator i policjanci, w tym technik kryminalistyki i grupa dochodzeniowo-śledcza, która ma zabezpieczyć materiał procesowy. Jak poinformował Rafał Prokopczyk z olsztyńskiej policji, szczątki zostaną przekazane do dalszych badań laboratoryjnych po to, żeby „ustalić DNA i przypisać je do danej osoby”.

Nurkowie wydobyli bardzo wiele fragmentów kostnych, na niektórych fragmentach ciała zachowały się także inne tkanki. – Uzyskanie profilu DNA osoby, którą wydobyto z jeziora, nie powinno być kłopotliwe. Sądzę, że da się to zrobić w ciągu kilku tygodni. Profil DNA zaginionej dziewczyny mamy już gotowy, został on sporządzony w przeszłości na potrzeby wcześniejszych poszukiwań – powiedział prokurator rejonowy Olsztyn-Północ Arkadiusz Szulc.

Prokurator dodał, że wydobyte przez nurków rzeczy osobiste ofiary jednoznacznie wskazują na to, że była to kobieta. – Wśród przedmiotów, które udało się „wynurkować”, są między innymi okulary. Na ten moment można powiedzieć, że podobne okulary nosiła Joanna Gibner – przyznał śledczy.

Podkreślił jednak, że o tym, czyje szczątki odnaleziono w środę, będzie można mówić dopiero po uzyskaniu wyniku badań DNA. – Na razie poruszamy się wyłącznie w sferze domysłów – podkreślił Szulc.

Jezioro Dywickie zajmuje obszar około 13 hektarów.
Źródło info i foto: tvn24.pl

W filmie braci Sekielskich „zobaczył siebie”. Złoży zawiadomienie do prokuratury

Chce zachować anonimowość, ale nie zamierza dłużej milczeć. Obejrzał film dokumentalny „Zabawa w chowanego” i w tej historii dostrzegł własne doświadczenia. Około 40-letni mężczyzna twierdzi, że tak jak bohaterowie filmu braci Sekielskich, też jest ofiarą księdza Arkadiusza H.

Po głośnym filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” zgłosiła się kolejna osoba, która, jak twierdzi, również była ofiarą ks. Arkadiusza H. To około 40-letni mężczyzna, który chce zachować anonimowość. Nie jest mieszkańcem żadnej z miejscowości, których nazwy pojawiają się filmie Sekielskich.

Z relacji mężczyzny wynika, że do wykorzystywania seksualnego miało dojść w latach 90., gdy w jednej z parafii był ministrantem oraz członkiem młodzieżowej grupy kościelnej. Przez lata milczał, ale po obejrzeniu filmu i spotkaniu z jego bohaterami, uświadomił sobie, że to, co go spotkało w młodości, jest bardzo podobne do tego, o czym oni mówili.

– W trakcie tej rozmowy był bardzo poruszony. Mówił, że zobaczył siebie. Bardzo trudno było mu o tym mówić. Bardzo mocno się wstydził, ale Bartek i Jakub (bohaterowie filmu – przyp. red.) dali mu przykład o tym, że można o tym mówić po latach. I, że absolutnie nie jest jakimś negatywnym bohaterem tej sytuacji. Potrzebuje tego, żeby domknąć pewien rozdział w swoim życiu – mówi adwokat Artur Nowak, pełnomocnik pokrzywdzonego.

Jak poinformował Nowak, jeszcze dziś do Prokuratury Rejonowej w Pleszewie wpłynie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Arkadiusza H. Zarówno pełnomocnik jak i ofiara mają świadomość, że upływ czasu spowodował przedawnienie, ale to nie ma dla ofiary znaczenia. Mężczyzna chce przekazać prokuraturze wszystko, co wie.

Nowy film Sekielskich

W sobotę na YouTube miał premierę drugi film dokumentalny Tomasza i Marka Sekielskich o pedofilii wśród księży. „Zabawa w chowanego” skupia się na historii trzech molestowanych przez jednego księdza chłopców: braci Bartłomieja i Jakuba Pankowiaków oraz Andrzeja Hurnego.

W „Zabawie w chowanego” poruszono także kwestię przenoszenia księży, podejrzewanych o molestowanie seksualne nieletnich, do innych parafii – nie tylko Arkadiusza H. Jego sprawa toczy się w prokuraturze, a on sam pozostaje na wolności – z dnia na dzień został przeniesiony do pracy w szpitalu.

Film jest dostępny za darmo w internecie na oficjalnym kanale YouTube Tomasza Sekielskiego. Został on w całości sfinansowany za pieniądze pozyskane ze zbiórki.

Przenoszony z parafii do parafii

W sprawie ks. Arkadiusz H. głos zabrała Prokuratura Krajowa. W komunikacie z 16 maja, poinformowała, że Arkadiuszowi H. został we wrześniu 2019 roku postawiony zarzut dopuszczenia się wobec osoby małoletniej innych czynności seksualnych. Jest to przestępstwo z artykułu 200 par. 1 Kodeksu karnego, za które grozi do 12 lat pozbawienia wolności.

„Postępowanie w sprawie Arkadiusza H. zostało zainicjowane zawiadomieniem, które wpłynęło do prokuratury w grudniu 2018 roku. Dotyczyło przestępstwa, do którego miało dojść 20 lat wcześniej. Prokuratura niezwłocznie, już po dwóch dniach, zwróciła się do Kurii Diecezjalnej w Kaliszu o udostępnienie akt personalnych Arkadiusza H. wraz z dokumentacją przebiegu i miejsc świadczenia posługi kapłańskiej” – czytamy w komunikacie.

Jak przekazała PK, w śledztwie przesłuchano 35 świadków, niektórych wielokrotnie, zgromadzono liczne opinie biegłych i materiał dowodowy w postaci nagrań obciążających duchownego. Efektem postępowania – podała prokuratura – jest również ujawnienie kolejnych sześciu osób, wobec których Arkadiusz H. miał się ponad 20 lat temu dopuścić przestępstw o charakterze seksualnym.

Prokuratura napisała w komunikacie, że „nieprawdą jest natomiast podana w filmie informacja jakoby jednostki prokuratury nie miały swobody w prowadzeniu postępowań dotyczących przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Włodawa: Wywieźli 16-latkę do lasu i brutalnie pobili kijem golfowym

19-letni chłopak wywabił z mieszkania nastolatkę, którą następnie wywiózł do lasu w okolicach Włodawy (woj. lubelskie). Tam czekała 29-latka wraz z jeszcze jednym znajomym, która zaatakowała ofiarę kijem golfowym, bo – jak twierdziła – była winna jej pieniądze. Pod dom 16-latki w poniedziałek przyjechał jej 19-letni kolega i zabrał ją do lasu w okolice Włodawy. Tam czekała na dziewczynę jej 29-letnia znajoma z 23-latkiem z Chełma.

Nastolatka pobita kijem golfowym

Kobieta twierdziła, że nastolatka jest jej winna 1000 złotych. By wymusić oddanie długu najpierw szarpała 16-latkę za włosy, a później chwyciła za metalowy kij golfowy, którym ją pobiła. Następnie poleciła 19-latkowi odwieźć pobitą do domu. Matka 16-latki powiadomiła policję. Włodawscy policjanci jeszcze tego samego dnia zatrzymali dwie osoby: 29-latka z Włodawy i 19-latka z Chełma.

Zatrzymani z bogatą kartoteką

Śledczy przedstawili zatrzymanym zarzuty – kobieta jest podejrzana o stosowanie przemocy w celu wymuszenia wierzytelności oraz uszkodzenie ciała, natomiast jej 19-letni kolega o pomoc w tym przestępstwie. Z kolei 23-latek z Chełma zatrzymany przez chełmskich mundurowych został przesłuchany w charakterze świadka.

W środę Prokuratora Rejonowa we Włodawie zastosowała dozór wobec podejrzanych. Zarówno 29-latka jak i 19-latek, to osoby notowane. Kobieta ma na swoim koncie między innymi przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, natomiast 19-latek był już notowany za pobicie. Teraz grozi im nawet do 5 lat.

Inna 16-latka również wywieziona do lasu i pobita

W ubiegłym tygodniu do podobnego zdarzenia doszło w powiecie chełmskim. 16-latka wsiadła do samochodu swojego chłopaka. W aucie był też jego młodszy brat i matka. W czasie jazdy między nią a partnerem doszło do kłótni. W pewnej chwili chłopak zaatakował ją i pobił. Nastolatka została wywieziona do lasu, gdzie była bita. Później sprawcy odwieźli ją do domu.

Nastolatka po kilku dniach opowiedziała o zdarzeniu matce, a później obie powiadomiły policję. Zatrzymano 46-letnią kobietę i jej dwóch synów w wieku 17 i 22 lata. W środę całej trójce postawiono zarzuty. Sąd przychylił się do wniosku policji i prokuratury i zastosował wobec zatrzymanych tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowy Dwór Gdański: 20-latek przyznał się do zabójstwa młodej dziewczyny. Grozi mu dożywocie

Kara dożywotniego więzienia grozi mężczyźnie podejrzanemu o zabójstwo kobiety, której rozkawałkowane ciało znaleziono w czwartek w lesie we wsi Piotrowo k. Nowego Dworu Gdańskiego (Pomorskie). Podejrzany przyznał się do winy.

„Podejrzany, w wieku ok. 20 lat, przyznał się do zarzutu zabójstwa. Złożył obszerne wyjaśnienia. Będą one teraz weryfikowane innymi czynnościami procesowymi, żeby potwierdzić ich prawdziwość” – powiedział Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Prokuratura skierowała do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt dla Patryka D. Śledczy nie podają na razie tożsamości ofiary. „Potrzebne są jeszcze badania porównawcze kodu DNA” – dodał Duszyński.

Według nieoficjalnych informacji jedna z hipotez śledczych zakłada, że odkryte ciało to prawdopodobnie zaginiona na początku marca 23-letnia kobieta spod Łomży, która w ostatnim czasie mieszkała na warszawskiej Białołęce. Dziewczyna miała wyjechać do swojego byłego chłopaka mieszkającego w Nowym Dworze Gd., a potem zniknęła.
Źródło info i foto: interia.pl

Z Wisły wyłowiono zwłoki. Policja bada sprawę

12.04.2020 Gdansk. Policja – patrol wodny. Fot. Karolina Misztal/REPORTER

W piątek, 24 kwietnia w Wiśle na wysokości ulicy Pułkowej w Warszawie zauważono dryfujące ciało. Na miejsce wezwano policję. Informacje o dryfującym ciele policja otrzymała w piątek tuż przed godziną 15:00. „Ze zgłoszenia wynikało, że w Wiśle najprawdopodobniej pływają zwłoki” – przekazała Magdalena Bieniak z Komendy Stołecznej Policji.

Na miejscu pojawili się śledczy, którzy potwierdzili następujące przypuszczenia. Mundurowi zapowiedzieli, że będą ustalać okoliczności śmierci, a także tożsamość osoby. Policjantka dodała także, że o sprawie zostanie poinformowany prokurator. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, zwłoki znalezione w Wiśle najprawdopodobniej należą do mężczyzny. Ciało ma być w znacznym stopniu rozkładu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl