Kraków: Usypiali obcokrajowców i okradali ich

Policjanci z I Komisariatu Policji w Krakowie zatrzymali przestępczy duet, który okradał bawiących się w klubach obcokrajowców. Podejrzani częstowali swoje ofiary drinkiem z zawartością środków psychoaktywnych, a te traciły świadomość. W towarzystwie kobiety odurzeni cudzoziemcy opuszczali lokal i wsiadali do taksówki, gdzie czekał wspólnik kobiety. Tam byli okradani. Sprawcy nie przebierali w środkach. 33-latek był brutalny – używał wobec pokrzywdzonych gazu, bijąc ich wmawiał, że próbowali zgwałcić 19-latkę. Następnie ofiara była wyrzucana z pojazdu na obrzeżach miasta. 19-letnia kobieta i 33-letni mężczyzna usłyszeli zarzuty. Niewykluczone, że mogą one jeszcze zostać uzupełnione.

Z ustaleń policjantów wynika, że para działała od początku sierpnia – schemat ich działania w każdym z przypadków był praktycznie identyczny. Młoda kobieta przebywała w jednym z klubów w centrum Krakowa. To tam przyglądając się imprezującym mężczyznom wybierała odpowiedni cel. Jak wynika z ustaleń policjantów, 8 sierpnia br. ofiarą przestępczego duetu padł obywatel Stanów Zjednoczonych.19-latka zabawiała swoją ofiarę, tak aby wzbudzić sympatię i zaufanie. Zawarcie nowej, szybko rozwijającej się znajomości oraz wizja upojnej nocy świętowane były alkoholem. Wykorzystując chwilę nieuwagi Amerykanina, kompan kobiety dosypał do drinka turysty środki psychoaktywne. Gdy substancja zadziałała i mężczyzna zaczął tracić kontakt z rzeczywistością, został wyprowadzony z lokalu do czekającej już pod klubem taksówki. W tym samochodzie został okradziony, a na koniec potraktowany przez taksówkarza gazem, który próbował wmówić mężczyźnie, że ten usiłował zgwałcić 19-latkę. Pokrzywdzony został wyrzucony z samochodu, a gdy doszedł do siebie zgłosił napad Policji. W podobny sposób został okradziony obywatel Ukrainy.

Policjanci podjęli działania, aby ustalić sprawców. Kilka dni później funkcjonariusze otrzymali kolejne zgłoszenie – tym razem celem rozbojarzy padł obywatel Arabii Saudyjskiej. Intensywne ustalenia, zabezpieczony monitoring, pełna mobilizacja policjantów z I Komisariatu Policji w Krakowie i prowadzone obserwacje lokali w rejonie Starego Miasta zakończyły się 28 sierpnia br., nad ranem, zatrzymaniem poszukiwanych podejrzanych. Policjanci przystąpili do akcji w momencie, gdy para podróżowała taksówką wraz z dwoma obywatelami Francji.

Zatrzymana 19-letnia kobieta i jej 33-letni kompan to mieszkańcy Krakowa. Byli zaskoczeni widokiem interweniujących funkcjonariuszy. Natomiast obcokrajowcy znajdowali się pod silnym działaniem środków odurzających, w związku z czym jeden z nich został przetransportowany do szpitala. Jak się okazało, taksówka nosząca oznaczenia jednej z krakowskich korporacji, należała do zatrzymanego, który posiada taksówkarską licencję. Przy mężczyźnie policjanci zabezpieczyli tabletki, które zostały przekazane do Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Krakowie celem dalszych badań.

Zatrzymani odpowiedzą za rozboje i kradzieże z włamaniem. Grozi im od 3 do 12 lat pozbawienia wolności. Jeżeli okaże się, że zabezpieczona substancja mogła wywołać nieodwracalne skutki zdrowotne zagrożone nawet utratą życia, para może wówczas usłyszeć dodatkowe zarzuty. Dziś podejrzani są przesłuchiwani w prokuraturze i trwają uzgodnienia co do zastosowania wobec nich środków zapobiegawczych.

Dzisiaj sąd zastosował jako środek zapobiegawczy wobec 19-latki dozór policyjny, a wobec 33-latka trzymiesięczny areszt tymczasowy. Grozi im od 3 do 12 lat pozbawienia wolności

Policjanci ustalają czy przestępcza para mogła dokonać więcej tego typu przestępstw.
Źródło info i foto: Policja.pl

Poznań: Na Dworcu Głównym zatrzymano gang kieszonkowców

W ostatnim czasie na poznańskim dworcu można było stracić cenne rzeczy. To wszystko za sprawą grupy złodziei, która okradała podróżnych. Teraz będzie bezpieczniej, bowiem zatrzymano ich na gorącym uczynku. W czerwcu dochodziło do dużej liczby kradzieży, a funkcjonariusze ścigali osoby okradające podróżnych w pociągach. Ofiarami byli najczęściej obcokrajowcy, ale sprawców było trudno złapać. Aż do poniedziałku (1 lipca).

Wtedy to do pociągu relacji Warszawa- Berlin wsiadło dwóch typowanych przez funkcjonariuszy mężczyzn. Okradli oni obywatela Niemiec. – W wyniku sprawnej i skoordynowanej interwencji funkcjonariusze SOK i Policji w krótkim czasie ujęli sprawców oraz odzyskali skradzioną torbę podróżną, markowy zegarek, rzeczy osobiste oraz dokumenty. Wartość skradzionych przedmiotów oszacowano na kwotę nie mniejszą niż 500 zł – relacjonuje Straż Ochrony Kolei.

W trakcie dalszych czynności dochodzeniowo-śledczych prowadzonych przez funkcjonariuszy Komisariatu Policji Poznań Wilda jeden z zatrzymanych przyznał się do pięciu kradzieży dokonanych na dworcu Poznań Główny w okresie od kwietnia do czerwca 2019 roku.
Źródło info i foto: se.pl

Szwecja: Rumuńskie pary okradały starsze osoby. Wszystkich skazano i wydalono z kraju

Dwie małżeństwa z Rumunii postanowiły pojechać do Szwecji, aby „zarabiać pieniądze”. Ich ofiarami były starsze osoby, które wychodziły z domów – sprawcy włamywali się i kradli biżuterię i pieniądze.

Wszyscy zostali skazani przez sąd rejonowy w Hudiksvall: 2,5 roku więzienia i 10 lat wydalenia dla wszystkich czterech sprawców Mariusa Stefana, 30 lat, Mireli Tudor, 30 lat, Daniela Vaduv, 26 lat i Dunji Vaduvy, 27 lat.

– Kradliśmy wszystko, co moglibyśmy znaleźć, złota, pieniędzy lub tym podobnych – mówi jedna z przesłuchiwanych żon.

Teraz cała grupa – Marius Stefan, Mirela Tudor, Daniel Vaduva i Dunja Vaduva – zostali skazani na więzienie i wydalenie. Bandyci z Rumunii byli ścigani za 34 przestępstwa. Złodzieje okradali głównie starsze osoby, najczęściej samotne kobiety.

Najmłodsza ofiara to 61-letni niepełnosprawny mężczyzna. Reszta to emeryci, większość to osoby w wieku 80 i 90 lat. Najstarsza to 100-letnia kobieta z północnej Smalandii. Siedem ofiar złodziei zmarło w czasie trwania procesu. Akt oskarżenia dotyczył brutalnej kradzieży i próby brutalnej kradzieży w listopadzie i grudniu 2017 r. Wszyscy zaangażowani są obywatelami Rumunii.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Piła: Rozbito grupę, która terroryzowała mieszkańców. Podpalali i okradali

Podpalali i okradali. Próbowali sterroryzować policjantów i prokuratorów. Nie udało im się. Policjanci z pilskiej komendy zatrzymali trzech mieszkańców Piły. Dwóch jest podejrzanych o podpalenie samochodów, bramy garażowej przy domu rodzinnym i mieszkania policjanta. Planowali także podpalenie domu jednego z prokuratorów. Grozi im kara do 10 lat więzienia.

To się wydaje niewiarygodne, że trzech mieszkańców Piły tak długo siało postrach wśród współmieszkańców, zanim doszło do aresztowania. W nocy z 11 na 12 września ubiegłego roku doszło do podpalenia samochodów znajdujących się w garażach bloku na Osiedlu Górnym w Pile.Ogień błyskawicznie rozprzestrzenił się wśród zaparkowanych pojazdów, zniszczonych zostało kilkanaście samochodów. Spaliły się także motocykl i rowery. Mieszkańcy stracili na tym blisko 2 mln złotych.

Tej nocy na terenie Piły nieznani sprawcy podpalili również bramę garażową w domu jednorodzinnym w centrum miasta. Oba podpalenia okazały się ze sobą powiązane.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego i Dochodzeniowo-Śledczego z pilskiej komendy przez rok prowadzili śledztwo w tej sprawie. W końcu wytypowali sprawców i dokonali zatrzymania. Jeden z nich przyznał się, że wspólnie ze swoim kolegą podpalił samochody zaparkowane w garażach oraz bramę garażową przy domu jednorodzinnym. Okazało się, że pod koniec sierpnia 2017 r. mężczyźni podpalili też drzwi wejściowe do mieszkania policjanta. Chcieli się zemścić na nim, ponieważ funkcjonariusz zatrzymał prawo jazdy ich koledze. Mściwy kierowca bez prawa jazdy rzekomo podżegał swoich dwóch kolegów do popełniania przestępstw. Śledczy ustalili, że mężczyźni przygotowywali się także do podpalenia domu należącego do jednego z pilskich prokuratorów.

Ponadto, mężczyźni włamali się także do domu jednorodzinnego, hurtowni i na teren budowy, skąd zabrali różnego rodzaju elektronarzędzia, sprzęt budowlany oraz akcesoria komputerowe. Straty wyniosły blisko 100 tys. złotych. Policjanci odzyskali część skradzionego mienia.

Zatrzymani, to mieszkańcy Piły w wieku 37,44 i 46 lat. Za popełnione czyny grozi im kara do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Oszuści okradali starsze osoby, a zyski inwestowali w handel narkotykami

Śledczy ze stołecznej prokuratury zajmujący się przestęczością zorganizowaną razem z CBŚP rozbili gang, który przemycił do Polski z Niemiec ponad 445 kg narkotyków o wartości 5,5 mln zł. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że przestępcy zajmowali się także wyłudzaniem od starszych ludzi pieniędzy metodą na „oficera CBŚ”. Zyski inwestowali w kupno narkotyków, głównie marihuany i amfetaminy.

We wtorek rano funkcjonariusze radomskiego CBŚP wkroczyli do kilkunastu mieszkań i domów na terenie Łodzi i Płocka. Zatrzymali 12 członków gangu, który rozpracowywali wspólnie ze śledczymi Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Na przesłuchanie dowieziono także jednego z mężczyzn, który odsiadywał wyrok w zakładzie karnym. W rozbitej grupie było kilka młodych kobiet.

Podczas akcji policjanci zabezpieczyli trzy samochody i pewną ilość gotówki. Zatrzymani usłyszeli zarzuty „przemytu do Polski znacznych ilości narkotyków, a także handlu znacznymi ilościami narkotyków”. Większość członków gangu jest dobrze znana policji, choć nie należeli do żadnego z „liczących” się w półświatku gangów.

Inwestycja

Cała trzynastka jest podejrzana o hurtowy handel narkotykami. Przestępcy zaopatrywali się w towar w Niemczech. Śledczy nie chcą jednak na razie ujawnić, czy ich dostawcami była polska czy zagraniczna grupa przestępcza.

– W okresie objętym zarzutami podejrzani przemycili i wprowadzili do obrotu, co najmniej 385 kg marihuany o szacunkowej wartości 4,6 mln zł, 54,4 kg amfetaminy o szacunkowej wartości 388 tys. zł, 5 kg heroiny o szacunkowej wartości 520 tys. zł, 20 g kokainy o szacunkowej wartości 2,8 tys. zł, a także 6,8 tys. sztuk tabletek ecstasy o szacunkowej wartości 28 tys. zł – wylicza prok. Arkadiusz Jaraszek, z Prokuratury Krajowej.

Z informacji portalu tvp.info wynika, że rozbity gang parał się od kilku lat wyłudzaniem pieniędzy od starszych osób metodą „na policjanta” czy „oficera CBŚ”. Grupa oszukiwała tak mieszkańców Polski jak i Niemiec. Z ustaleń śledczych wynika, że „zarobione” w ten sposób pieniądze przestępcy inwestowali w zakup narkotyków, które dalej wprowadzali do obrotu na terenie Mazowsza.

Śledczy zapowiadają już kolejne zatrzymania członków gangu. Wiele wskazuje na to, że w ciągu kilku tygodniu przestępcy usłyszą także nowe zarzuty związane z wyłudzeniami pieniędzy od starszych osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Plądrowali luksusowe wille używając łapki

Aktor Tomasz S., syn właściciela prywatnej telewizji Tobias S., doradca byłego prezydenta Andrzej K. – To tylko trzech z ponad 100 osób, których apartamenty lub wille obrobiła trzyosobowa szajka Jana Sz. – ustalił portal tvp.info. W latach 2013-2015 łupem bezczelnych włamywaczy padły gotówka, kosztowności i towary luksusowe o wartości blisko 7 milionów zł! Gdy ich zatrzymano, w skrytce na działce jednego z nich znaleziono 2 kilogramy złota. Teraz „szybcy i wściekli” staną przed sądem.

„Szybcy i wściekli” – taką nazwę szajce nadali policjanci. – Cała ich akcja nie trwała dłużej niż 7-10 minut. Wybierali domy w tzw. bogatych okolicach. Przez domofon sprawdzali, czy gospodarze są w domu, a gdy byli pewni, że nikogo nie ma, przeskakiwali przez płot. Kiedy włączał się alarm, spokojnie robili swoje. Liczyło się tylko zrobienie skoku – opowiada jeden z funkcjonariuszy CBŚP, który zajmował się rozpracowaniem grupy.

Jan Sz., szef ekipy, „rozbrajał” drzwi lub okna. Kluczem do sukcesu włamywaczy była tzw. łapka, którą można kupić za kilkanaście do kilkudziesięciu złotych. Przy jej pomocy Sz. potrafił sforsować wszystkie zabezpieczenia. W tym czasie jego kompan Łukasz W. stał na czujce, a Mariusz P. czekał na obu w samochodzie z włączonym silnikiem. W ten sposób od jesieni 2013 r. do grudnia 2015 r. obrobili ponad 80 willi i apartamentów. Co zatrważające, choć wiele posesji było formalnie monitorowanych przez różne agencje ochrony, ani razu patrol interwencyjny nie zdołał dojechać na miejsce, zanim nie opuścili go włamywacze.

Polowanie na bogatych

Szajka Jana Sz. została rozbita tylko dzięki temu, że jeden z członków ekipy po kolejnym zatrzymaniu zdecydował się na współpracę z prokuraturą i został tzw. 60, czyli przestępcą, który w zamian za sypanie kompanów może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie wyroku. Zmowę milczenia przerwał Mariusz P., znany warszawski złodziej samochodów.

Opowiedział on śledczym z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej m.in. o tym, jak w sierpniu 2013 r. wszedł w komitywę z Januszem Sz., formalnie malarzem-tapicerem, w rzeczywistości jednym z najskuteczniejszych stołecznych włamywaczy. Mariusz P. ukrywał się wówczas przed policją i Sz. ugościł go w swoim domu w Kobyłce. Z braku pieniędzy P. poprosił znajomego, aby ten pozwolił mu „jeździć na mieszkania”.

– Zaczynaliśmy codziennie po godz. 16 i kończyliśmy po godz. 20-21. Dziennie robiliśmy dwa domy, choć zdarzało się, że i trzy. Wybieraliśmy domy w bogatych okolicach takich jak Konstancin-Jeziorna, Podkowa Leśna, Rembertów czy Wesoła. Braliśmy wszystkie pieniądze, kosztowności i towary luksusowe. Kilka razy Janek zabrał ze sobą sejf – wyjaśniał Mariusz P.

Z wizytą u VIP-ów

Jednym z pierwszych pokrzywdzonych przez ekipę, w której znalazł się Mariusz P., był syn właściciela jednej z komercyjnych telewizji – Tobias S. Mężczyzna zeznał, że w październiku 2013 r. wrócił do domu ok. 19.30 i odkrył włamanie. Zrabowano mu m.in. kolekcję zegarków takich firm jak Breitling, Zenith, Schaffhausen, wartych od 15 do ponad 40 tys. zł za sztukę, oraz czasomierz z różowego złota o wartości 140 tys. zł. Do tego doszły min. markowe pióra wieczne. W sumie Tobias S. stracił majątek wart ponad 260 tys. zł.

W marcu 2014 r. „szybcy” włamali się do domu znanego aktora Tomasza S. O tym, kim jest właściciel, złodzieje dowiedzieli się dopiero po skoku, gdy rozpruli sejf wyniesiony z budynku. Tomasz S. trzymał w nim 20 tys. zł, 3,5 tys. dolarów, kluczyki do dwóch samochodów oraz paszport i złotą bransoletkę. Aktor wycenił straty na 35 tys. zł.

Z domku Andrzeja K., byłego doradcy jednego z prezydentów, ekipa zrabowała skrzynkę z dwoma butelkami bardzo luksusowej whiskey. Nie wiadomo, ile dokładnie kosztowały trunki, ale K. podał, że wizyta złodziei kosztowała go w sumie 32 tys. zł.

Podobnych skoków było blisko 80 z udziałem Mariusza P. Śledczy są pewni, że ekipa w innym składzie mogła dokonać co najmniej drugie tyle włamań.

Fortuna pod ziemią

Ekipa została rozbita przez CBŚP i warszawskie pezety w maju 2016 r. Gdy policjanci wkroczyli do mieszkań „szybkich”, okazało się, że trzymali na półkach zrabowane precjoza. Czuli się tak pewnie. Na terenie ich posesji znaleziono kilka tzw. banków ziemskich – zmyślnych skrytek pod ziemią. W nich trzymali złote monety i kamienie szlachetne. To miał być ich fundusz emerytalny lub, w razie wpadki, środki na pokrycie kosztów obrony i paczek.

Ewidencjowanie odzyskanych łupów zajęło policjantom kilka godzin. W sumie odzyskano ok. 2 kg złotych pierścionków, łańcuszków i kolczyków, dziesiątki kamieni szlachetnych, złote sztabki i monety, luksusowe alkohole oraz cygara, a także ponad 30 zegarków. W czasie jednego ze skoków w ręce szajki wpadł zegarek Patek Philippe, jeden z dwóch lub trzech w Polsce. Do tego zabezpieczono dwa samochody: porsche cayenne, audi i motor ducato. Wiadomo, że część zysków – a szacunki śledczych mówią nawet o kilku milionach – szajka inwestowała w „deweloperkę”.

Okazało się, że złodzieje mieli swoją dziuple. Tam zostawiali swoje ubrania i telefony. Przebierali się w „ciuchy robocze”, brali bezpieczne telefony i ruszali na akcję. Po „robocie” ich samochód czyścił ze śladów znajomy włamywaczy.

Akt oskarżenia przeciwko „szybkim” trafił do sądu. Grozi im do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Rozbito grupę, która okradała bankomaty

Kradli audi 80 lub toyota corolle, by przy ich pomocy włamywać się do bankomatów. Samochodów używali do wyrwania drzwiczek od maszyn, za pomocą stalowych lin i haka, przyczepionego w odpowiednim miejscu. Jednak o ile z kradzieżami samochodów nie mieli żadnych problemów, to już obrobienie bankomatów nie szło tak dobrze. Na 15 akcji, udało im się sforsować zabezpieczenia tylko trzech urządzeń. Teraz czteroosobowa grupa odpowie za to przed sądem.

W 2017 r. na terenie Warszawy i okolic, policja zaczęła odnotowywać coraz więcej włamań do bankomatów. Maszyny były wysadzane, wyrwane z umocnień lub forsowano drzwiczki do kasety z pieniędzmi. Aby ukrócić rozpasanie przestępców w Komendzie Stołecznej Policji powołano specjalną grupę śledczą. W jej skład weszli funkcjonariusze Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw oraz Wydziału Kryminalnego.

Członkowie specgrupy śledczej wytypowali pewną ilość maszyn, które mogłyby znaleźć się na celowniku rabusiów bankomatów. Niektóre urządzenia były pod stałą operacją. Jednocześnie, policjanci ustalili operacyjnie krąg osób podejrzewanych o paranie się tego rodzaju przestępczością. Tym bardziej, że kilka włamań do bankomatów przeprowadzono według podobnego schematu: złodzieje podjeżdżali pod maszynę w ustronnym miejscu i wyrywali przednie drzwiczki za pomocą haka na stalowej linie, ciągniętej przez auto

Udana zasadzka

Funkcjonariusze zorganizowali kilka zasadzek. W jedną z nich, w Grójcu wpadli tajemniczy złodzieje. 22 października 2012 r. policjanci obserwujący bankomat na terenie Centrum Handlowego Dekada zauważyli ok. godz. 3.20, że na parking przed budynkiem wjechało z dużą prędkością audi 80. Chwilę później obok tego samochodu zaparkowała toyota corolla. Z aut wysiadło czterech mężczyzn. Jeden z nich stanął na czatach. Pozostali zabrali się za bankomat.

Przestępcy podczepili specjalnie spreparowany hak w szczelinę drzwiczek i przygotowali się do podłączenia metalowej liny do samochodu. W tym momencie na miejscu pojawiło się kilka radiowozów, które otoczyły parking i zablokowały wyjazd z terenu centrum. Na widok policjantów, przestępcy wskoczyli do toyoty i ruszyli z piskiem opon w kierunku blokady. Policjanci chcieli zatrzymać desperatów i po oddaniu strzałów ostrzegawczych otworzyli ogień w kierunku uciekinierów. Wiadomo, że wystrzelili 27 pocisków.

Bandyci w toyocie staranowali jeden z radiowozów i przebili się do jezdni. W trakcie pościgu zderzyli się z kolejnym samochodem policji. Nie mogąc dalej jechać przestępcy wyskoczyli z pojazdu i dalej uciekali pieszo. Ku wściekłości funkcjonariuszy, całej czwórce udało się uciec.

Metoda „na hak”

Już następnego dnia zatrzymano pierwszego z rabusiów. Jego wspólnicy wpadli kolejno w listopadzie i grudniu. Śledczy z policji i Prokuratury Okręgowej w Warszawie ustalili dokładnie jak działali rabusie, nazywanie żartobliwie „wędkarzami”. – W skład grupy wchodzili złodzieje związani luźno z „Wołominem”. Norbert W. zajmował się kradzieżami samochodów. Najłatwiej kradło mu się audi 80 i toyoty corolle więc, takich właśnie pojazdów używano podczas skoków. Do każdej próby włamania do bankomatu był kradziony „nowy” samochód – opowiada jeden ze śledczych.

Pierwszych rabunków dokonywała ekipa w składzie: Norbert W. Piotr S. oraz Marcin F. Znali się od dziecka i wiedzieli, że mogą na siebie liczyć. Pierwszy kradł samochody, drugi z mężczyzn był odpowiedzialny za zakup sprzęt do włamań, który kupował na giełdzie w Słomczynie lub w markecie budowlanym w Markach. W 2017 r. do grupy dołączył Dominik F.

„Wędkarze” działali zawsze tak samo. W środku nocy podjeżdżali kradzionym samochodem pod wolnostojący bankomat. Podczepiali specjalny hal na stalowej linie i wyrywali drzwiczki. Zdarzyło im się wyrwać także całą maszynę. Okazało się jednak, że skuteczniejsi byli w kradzieżach samochodów niż włamaniach do bankomatów.

Dekada w więzieniu

Cała czwórka została oskarżona o 12 usiłowań i trzy kradzieże z bankomatów. Ponadto ekipa odpowie za czynna napaść na funkcjonariuszy oraz zniszczenie dwóch radiowozów.

– Norbert W. usłyszał 34 zarzuty, Marcin F. – 25, Dominik F. – 17 a Piotr S. – 31. Pierwszych trzech podejrzanych nie przyznało się do zarzucanych im czynów. Piotr S. przyznał się i dobrowolnie poddał karze 5 lat pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na okres próby lat 10 i obowiązek naprawienia szkody – powiedział tvp.info prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

W postępowaniu wykorzystano opinie biegłych z zakresu m.in. daktyloskopii, mechanoskopii, traseologii, osmologii, badań wizualnych genetyki. Przeanalizowano także tysiące połączeń i logowań telefonów komórkowych w miejscach ataków „wędkarzy”.

Trzem oskarżonym grozi 10 lat więzienia, choć wyroki mogą być surowsze dla większości z nich, ponieważ odpowiadają w warunkach recydywy.
Źródło info i foto: TVP.info

Śląsk: Policja poszukuje osób ze zdjęcia. Okradali drogerie na duże sumy

Komenda Miejska Policji w Rudzie Śląskiej apeluje o pomoc w ustaleniu tożsamości lub miejsca pobytu sprawców kradzieży. Widoczni na zdjęciu kobieta i mężczyzna mieli okradać sklepy drogeryjne. 16 czerwca bieżącego roku w jednej z drogerii w Rudzie Śląskiej para ukradła kosmetyki o łącznej wartości 1338 zł.

W sumie na kradzieży asortymentu drogeryjnego kobieta i mężczyzna bezprawnie wzbogacili się na znacznie większą kwotę. Z ustaleń śledczych wynika, że sprawcy działali w ten sposób także w innych sklepach na terenie województwa śląskiego.

Funkcjonariusze zabezpieczyli nagrania monitoringu i udostępnili wizerunki podejrzanych o kradzież.

Osoby, które rozpoznają sprawców, proszone są o kontakt z działającymi lokalnie funkcjonariuszami lub z najbliższą jednostką policji. Informacji można również udzielić poprzez pocztę elektroniczną, pisząc na adres mailowy: p1@ruda.ka.policja.gov.pl (z dopiskiem „kradzież kosmetyków KP1”).
Źródło info i foto: interia.pl

Mołdawianie okradali konta Polaków przez aplikację. Do ataków wykorzystali specjalnego wirusa

Konta bankowe nawet kilkuset osób mogły zostać okradzione przez dwoje obywateli Mołdawii, zatrzymanych przez policjantów z Biura do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Głównej – dowiedział się reporter RMF FM. 20-latka i 50-latek włamywali się na internetowe rachunki i jednorazowo pobierali około 20 tysięcy złotych. Para dostawała się na konta za pomocą wirusa w jednej z bezpłatnych telefonicznych aplikacji. Ten wirus wymuszał aktualizację systemu operacyjnego.

Gdy właściciel komórki zatwierdził aktualizację, oszustom udawało się uzyskiwać PIN i hasło dostępu do bankowości mobilnej. Dodatkowo program przechwytywał smsy autoryzacyjne do internetowego konta.

Policjanci ustalili też, że aplikacja po użyciu przywracała telefon do ustawień fabrycznych i zacierała ślady przestępstwa. Wirus przekierowywał przelewy na konta założone przez zatrzymanych Mołdawian, którzy wypłacali sobie gotówkę.

Do tej pory funkcjonariusze udowodnili tylko w Warszawie kilkadziesiąt takich przestępstw. Policja apeluje o kontakt osoby, które w taki sposób zostały oszukane. Mogą wysyłać e-mail do Biura do Walki z Cyberprzestępczością KGP na adres: cyber-kgp@policja.gov.pl.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Napadali na młode kobiety

Policjanci z warszawskiej Ochoty zatrzymali trzech mężczyzn podejrzanych o dokonanie pięciu rozbojów. Sprawcy nocą napadali na młode kobiety i okradali je. Najpierw wybierali ofiarę, obserwowali, a następnie w ustronnym miejscu napadali, zadając ciosy gumową pałką. Interesowały ich głównie młode kobiet. Ich łupem najczęściej padały pieniądze i telefony komórkowe – informuje policja.

Do pierwszego zdarzenia doszło 6 stycznia w rejonie parku Szczęśliwickiego na warszawskiej Ochocie. Już niespełna dwa tygodnie później, w nocy z 17 na 18 stycznia kryminalni zwalczający przestępczość samochodową z Ochoty zatrzymali dwóch 20-latków i 18-latka.

Funkcjonariusze znaleźli przy nich gumową pałkę, nóż oraz bilety lotnicze na samolot do Niemiec na 19 stycznia. „Okazało się, że obaj 20-latkowie przebywają tam na stałe, a do Polski przylecieli w odwiedziny do bliskich” – informuje policja.

Po przeszukaniu pomieszczeń, które zajmowali zatrzymani, policjanci odzyskali część skradzionych rzeczy. Decyzją sądu mężczyźni trafili na trzy miesiące do tymczasowego aresztu. Za popełnione przestępstwa grozi im kara do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl