36-letni Krzysztof S. odpowie za okrutne zabójstwo

Tragiczny finał nieodwzajemnionej miłości. Krzysztof S. (36 l.) z Dąbrówki (woj. kujawsko-pomorskie) nie mógł znieść, że dziewczyna jego marzeń wybrała innego. Zaplanował więc straszliwą zemstę na rywalu. Najpierw zapłacił bandytom, aby go pobili, a potem poderżnął nieszczęśnikowi gardło przed jego domem.

Artur C. (†32 l.) chciał ułożyć sobie życie z Mileną M. (20 l.). Oboje się kochali. Na drodze ich szczęścia stanął jednak Krzysztof S., który zadurzył się w Milenie. Nie rozumiał, dlaczego dziewczyna odrzuca jego zaloty. Nie mógł znieść, że woli innego. Dlatego postanowił pozbyć się rywala.

Ukochanemu Mileny ktoś ukradł tablice rejestracyjne. Artur zamieścił więc w internecie ogłoszenie z prośbą o pomoc w ich odnalezieniu. Krzysztof postanowił wykorzystać okazję.

Wynajął sześciu bandziorów, którym zapłacił podobno 120 tys. zł. Zwabił Artura do lasu, gdzie bandyci dotkliwie go pobili. To jednak nie wystarczyło oszalałemu z chorej miłości Krzysztofowi. Finał tragedii rozegrał się w sobotę, kiedy odtrącony amant przyszedł pod dom Artura, wsiadł z nim do samochodu i kilkakrotnie dźgnął go nożem. Potem poderżnął mu gardło.

Morderca został zatrzymany i usłyszał już zarzuty. Za podżeganie do zbrodni i zabójstwo grozi mu dożywocie.

Milena, która straciła ukochanego, nie może uwierzyć w to, co się stało. Na swoim profilu w internecie zamieściła poruszający wpis, zapewniając, że zawsze będzie kochała Artura.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Malmo: Okrutna zbrodnia w biały dzień. Zastrzelono 31-letnią kobietę trzymającą w rękach niemowlę

W poniedziałek w Malmo doszło do okrutnego zabójstwa. Ofiarą padała 31-letnia kobieta. W chwili, gdy do niej strzelano, trzymała w rękach swoje dziecko. Według mediów może chodzić o gangsterskie porachunki. Do zabójstwa doszło rano, o godz. 10. 31-letnia ofiara dwóch zamachowców była lekarką. Gdy padły strzały, kobieta trzymała w rękach swoje dwumiesięczne niemowlę. Premier Szwecji Stefan Lofven nazwał zbrodnię „niewiarygodnie okrutnym czynem”.

Malmo. Okrutna zbrodnia w biały dzień

Według relacji szwedzkich mediów, kobieta miała wcześniej zeznawać w sprawie o morderstwo. Z kolei AP podaje, że celem był ojciec dziecka – mężczyzna z kryminalną przyszłością. Takie jest główne założenie szwedzkiej policji, która podejrzewa, że tłem zabójstwa są porachunki gangsterskie.

Policja poinformowała również, że znalazła broń, z której prawdopodobnie strzelano. Nieopodal miejsca, gdzie doszło do zabójstwa, spłonął samochód. Według służb sprawy są powiązane, autem mogli poruszać się bandyci. W związku ze sprawą zatrzymano już jednego mężczyznę, według policji to jednak nie on pociągnął za spust.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ruszył proces Pawła M., który oskarżony jest o okrutne zabójstwo żony

– Ty bandyto! Ty morderco! Odebrałeś matkę dzieciom! – krzyczała w sądzie do Pawła M. (40 l.) jego teściowa. Ale jej słowa, ani wielkie zdjęcie ofiary, które starsza kobieta cały czas miała powieszone na piersiach, nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Mężczyzna, oskarżony o okrutne zabójstwo żony Agaty (†35 l.), nie wyraził nawet odrobiny skruchy.

Proces Pawła M. rozpoczął się we wtorek przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu. Mężczyzna został oskarżony o zabójstwo żony oraz znęcanie się nad rodziną. Do żadnego z zarzutów nie przyznał się.

Krwawy dramat rozegrał się rok temu w Mielcu na Podkarpaciu. Mąż dopadł 35-latkę na chodniku i zaczął masakrować ją nożem. Wbijał ostrze w twarz, ręce i serce. Ofiara zginęła na miejscu. – Właśnie tego dnia Agata pojechała na policję, aby złożyć dodatkowe zeznania na męża. Już wcześniej zgłosiła, że jej grozi – opowiada siostra zamordowanej.

Agata M. marzyła o szczęśliwej rodzinie. Wierzyła, że stworzy ją z Pawłem M., którego poznała zaledwie dwa lata wcześniej na portalu randkowym. Oboje mieli za sobą nieudane związki. Ona z pierwszego małżeństwa wychowywała córkę (10 l.) i syna (13 l.). On posiadał trójkę dzieci, które zostały z jego pierwszą żoną. Wkrótce oboje wzięli ślub i urodziła się im wspólna córeczka – Patrycja.

Sielanka trwała krótko. Mężczyzna na początku udawał zakochanego męża i troskliwego ojca, ale szybko pokazał prawdziwe oblicze. Całymi dniami nie było go w domu, a kiedy do niego wracał urządzał piekło. Wyzywał żonę i dzieci, stosował przemoc. Chłopca karcił pasem, raz wybił mu nawet trzy zęby.

– Córka nie miała w nim żadnego oparcia. Nie dość, że ją krzywdził, to jeszcze zdradzał. Znikał na całe noce. Agata nie mogła tego dłużej znieść – opowiada pani Wiesława, matka zabitej.

Dwa tygodnie przed zbrodnią Agata wyprowadziła się od męża i wróciła do rodzinnego domu w Rzędzianowicach. Wystąpiła o rozwód. Paweł M. postanowi jej tego nie darować. W internecie szukał porad jak zabić partnera. Zaczął śledzić żonę, aż w końcu ją dopadł i zabił.

W sądzie z feralnego dnia pamięta tylko spotkanie z Agatą i kłótnię na ulicy. – Nagle film mi się urwał. Świadomość wróciła mi kiedy zobaczyłem, że mam pokrwawione spodnie. Zgłosiłem się na policję, by zapytać, czy coś stało się mojej żonie – mówił na rozprawie w sądzie.

– To wielki dramat dla nas i dzieci. Dwoje starszych wnuczków zostało ze mną. Kiedy jechałam dziś do sądu 10-letnia Monika była cała roztrzęsiona. Błagała, abym została w domu, bo on mnie też zamorduje jak jej mamę. Kilka razy dopytywała „babciu na pewno wrócisz…” – mówi przecierając łzy pani Wiesława.

Pawłowi M. grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ruszył proces Katarzyny W. i jej konkubenta. Oskarżeni są o usiłowanie zabójstwa 2 dzieci

W Sądzie Okręgowym w Koszalinie rozpoczął się proces matki dwóch chłopców i jej konkubenta oskarżonych o usiłowanie zabójstwa dwójki dzieci i znęcanie się nad nimi ze szczególnym okrucieństwem. Sąd wyłączył jawność procesu. W poniedziałek na salę rozpraw sądu w Koszalinie doprowadzeni zostali z aresztu: Katarzyna W. i Marek K. Prokuratura Regionalna w Gdańsku oskarża oboje o usiłowanie zabójstwa dwóch synów kobiety, znęcanie się nad nimi ze szczególnym okrucieństwem, spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Mężczyzna przed sądem odpowiada też za okrutne gwałty na chłopcach, którzy mieli wówczas 7 i 9 lat.

Przewodniczący składu sędziowskiego Waldemar Katzig, na wniosek stron, wyłączył w całości jawność rozprawy.

Jawność rozprawy mogłaby naruszać interes prywatny małoletnich osób pokrzywdzonych, ich dobra osobiste. A także zważywszy na charakter zarzucanych czynów i okoliczności ich popełnienia, prowadzenie jawne mogłoby podważać dobre obyczaje, w szczególności chodzi tu o okoliczności związane ze sferą życia intymnego uczestników postępowania oraz drastyczne okoliczności zdarzenia – uzasadniał sędzia Katzig.

Do przestępstw miało dochodzić od stycznia do marca 2016 r., gdy chłopcy wraz z matką i jej konkubentem mieszkali w hostelu prowadzonym przez Ośrodek Wspierania Dziecka i Rodziny w Drawsku Pomorskim.

„Chłopcy byli brutalnie bici pięściami, pasem i różnymi przedmiotami, kopani, rzucani o meble i o ściany”

Według ustaleń śledztwa, chłopcy byli brutalnie bici pięściami, pasem i różnymi przedmiotami, kopani, rzucani o meble i o ściany. Chłopców przetrzymywano przez wiele godzin w wannie z zimną wodą, zmuszano do jedzenia surowego mięsa czy zlizywania jedzenia z podłogi. Dzieci wożono w bagażniku samochodu, kazano im przez wiele godzin klęczeć z podniesionymi rękami i biegać nocami po polu. Znęcał się głównie Marek K., jednak za przyzwoleniem matki chłopców.

Dochodziło do tego, kiedy Katarzyna W. i jej dzieci byli objęci nadzorem kuratora sądowego, opieką psychologiczną i pedagogiczną. Policję zawiadomić mieli dopiero lekarze, gdy młodszy z chłopców trafił do szpitala w krytycznym stanie. Nie uwierzyli matce, że został pobity przez rówieśników.

Śledztwo, decyzją Prokuratury Krajowej, od kwietnia 2017 r. prowadziła Prokuratura Regionalna w Gdańsku, która przejęła je od drawskich śledczych. To ona zgromadziła dodatkowy materiał dowodowy, który pozwolił we wrześniu 2017 r. na zmianę zarzutów i w styczniu 2018 r. na oskarżenie pary o usiłowanie zabójstwa dzieci i mężczyzny o gwałty na chłopcach.

Katarzyna W. i Marek K. śledczym przyznali się do znęcania nad chłopcami, natomiast do usiłowania zabójstwa i gwałtów – nie. Oboje od marca 2016 r. przebywają w areszcie. Grozi im dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Porwali 18-latka, wozili go w bagażniku i gwałcili. Zapadł wyrok w sprawie

​Jest wyrok w sprawie czterech osób oskarżonych o porwanie, maltretowanie i zgwałcenie 18-latka z Gdańska. Sąd skazał trzech mężczyzn i kobietę na od 4 do 6 lat więzienia. Skazani to 3 młodych mężczyzn w wieku 23 i 24 lat oraz ich 18-letnia koleżanka. Porwali znajomego nastolatki, rówieśnika kobiety, a potem przez dobę wozili go w bagażniku. Wielokrotnie też bili nastolatka, przypalali papierosami i strzelali do niego z broni pneumatycznej.

Oskarżeni wielokrotnie także zgwałcili chłopaka. Do okrutnych przestępstw doszło jesienią 2016 roku. Gdańska. Sąd skazał trzech mężczyzn i kobietę na od 4 do 6 lat więzienia.

Oskarżeni w sądzie /Kuba Kaługa /RMF FM
Oskarżeni w sądzie/Kuba Kaługa /RMF FM
Skazani to 3 młodych mężczyzn w wieku 23 i 24 lat oraz ich 18-letnia koleżanka. Porwali znajomego nastolatki, rówieśnika kobiety, a potem przez dobę wozili go w bagażniku. Wielokrotnie też bili nastolatka, przypalali papierosami i strzelali do niego z broni pneumatycznej.

Oskarżeni wielokrotnie także zgwałcili chłopaka. Do okrutnych przestępstw doszło jesienią 2016 roku.

Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał właśnie wyrok w sprawie oprawców. Cztery osoby zostały skazane na od 4 do 6 lat więzienia. Oprócz kary pozbawienia wolności sąd orzekł, że każde z nich ma zapłacić poszkodowanego po 10 tys. zł zadośćuczynienia.

Proces i uzasadnienie wyroku było niejawne. Spodziewać się należy jednak apelacji. Prokurator Maciej Stabiński już zapowiedział, że na pewno wystąpi o uzasadnienie na piśmie. Wyroku nie chciał komentować, ale z decyzji sądu raczej nie był zadowolony.

Mogę powiedzieć, że wyrok nie do końca uwzględnia stanowisko prokuratora, dlatego tym bardziej w tym zakresie wyrok będzie analizowany – mówił Staniński.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura oskarżyła matkę i konkubenta o znęcanie się i gwałcenie dwójki chłopców

Gdańska prokuratura oskarżyła matkę dwójki chłopców i jej partnera mieszkających w Drawsku Pomorskim o usiłowanie zabójstwa dzieci i znęcanie się nad nimi ze szczególnym okrucieństwem. Konkubenta oskarżono też o okrutne gwałty na chłopcach mających wówczas 7 i 9 lat.

Jak poinformował w poniedziałek Maciej Załęski, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, która prowadziła śledztwo w tej sprawie, akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Matkę dwójki chłopców i jej życiowego partnera oskarżono o usiłowanie zabójstwa, psychiczne i fizyczne znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad dziećmi, spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz narażenie dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Za takie czyny grozi nawet dożywotnie więzienie.

Kazali dzieciom siedzieć w zimnej wodzie

Jak poinformował Załęski, z ustaleń dokonanych w trakcie śledztwa wynika, że matka i jej konkubent znęcali się nad dziećmi od stycznia do marca 2016 r. Chłopcy mieli wówczas 7 i 9 lat. „Dzieci były nie tylko wyzywane, brutalnie bite i kopane, ale również zmuszane do różnych zachowań, które niewątpliwie stanowiły formę maltretowania i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, takich jak długotrwałe siedzenie w zimnej wodzie” – poinformował Załęski.

„Działania oskarżonych cechowała wyjątkowa brutalność. Charakter, ilość i rodzaj obrażeń wskazują na to, że sprawcy, działając z zamiarem ewentualnym, czyli przewidując możliwość i godząc się na to, usiłowali pozbawić życia pokrzywdzonych” – poinformował też Załęski. Dodał, że dzieci były również wielokrotnie „zmuszane do czynności seksualnych”.

Załęski dodał, że oskarżeni „w bardzo ograniczonym zakresie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów, kwestionując zamiar zabójstwa”. Wyjaśnił, że mężczyzna „nie przyznał się do popełnienia przestępstw przeciwko wolności seksualnej małoletnich”.

Od połowy marca 2016 r. matka i jej konkubent przebywają w areszcie, a dzieci – pod specjalistyczną opieką lekarską i psychologiczną w jednej z placówek opiekuńczo-wychowawczych.

Zmuszano ich do jedzenia surowego mięsa
Do pastwienia się nad dziećmi miało dochodzić, gdy chłopcy wraz z matką i jej konkubentem mieszkali w hostelu prowadzonym przez Ośrodek Wspierania Dziecka i Rodziny w Drawsku Pomorskim, a kobieta i jej dzieci byli objęci nadzorem kuratora sądowego, opieką psychologiczną i pedagogiczną. Policję zawiadomić mieli dopiero lekarze, gdy młodszy z chłopców trafił do szpitala w krytycznym stanie. Nie uwierzyli matce, że został pobity przez rówieśników.

Według ustaleń śledztwa chłopcy byli brutalnie bici pięściami, pasem i różnymi przedmiotami, kopani, rzucani o meble i o ściany. Chłopców przetrzymywano też przez wiele godzin w wannie z zimną wodą, zmuszano do jedzenia surowego mięsa i potraw z pikantnymi przyprawami, a także zlizywania z podłogi jogurtu. Dzieci wożono też w bagażniku samochodu, kazano im przez wiele godzin klęczeć z podniesionymi rękami i biegać nocami po polu. Jak zaznaczył Załęski, nad dziećmi znęcał się głównie mężczyzna, natomiast wina kobiety polegała głównie na przyzwoleniu na takie traktowanie chłopców.

Gwałty ze szczególnym okrucieństwem?

Zanim sprawa trafiła do gdańskiej prokuratury, śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Drawsku Pomorskim. W 2016 r. oskarżyła ona matkę oraz jej konkubenta o psychiczne i fizyczne znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad dwoma synami kobiety. W marcu 2017 r. koszaliński sąd – na wniosek prokuratury, zwrócił jej sprawę do uzupełnienia.

Na początku kwietnia 2017 r., decyzją Prokuratury Krajowej, śledztwo zostało przeniesione do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. We wrześniu 2017 r. prokurator tej jednostki zmienił kwalifikację prawną czynów zarzucanych podejrzanym. Obok znęcania się, zarzucił im usiłowanie zabójstwa dzieci, a mężczyźnie – gwałty ze szczególnym okrucieństwem na 7-latku i jego starszym o dwa lata bracie.

Jak wyjaśnił Załęski, zmiana zarzutów była efektem wielu nowych dowodów, jakie pozyskała gdańska prokuratura. Rzecznik dodał, że w toku postępowania oprócz obszernej dokumentacji medycznej, pozyskano zeznania licznych nowych świadków, w tym lekarzy i pielęgniarek opiekujących się pokrzywdzonymi i aktualnych wychowawców z placówki opiekuńczej.

Załęski poinformował, że badania konkubenta matki chłopców wykazały „zaburzenia osobowości w sferze seksualnej, które mogą być istotne w kontekście ustalenia motywów działania sprawców”.
Źródło info i foto: interia.pl

Policja dostaje liczne sygnały w związku z poszukiwanym Pawłem Włodarczykiem

Napływają liczne sygnały, ale jeszcze żaden z nich się nie potwierdził. Policja ze Świnoujścia cały czas szuka mężczyzny, który brał udział w zabójstwie 19-latka. Ciało ofiary tydzień temu odkryto w mieszkaniu w centrum miasta. Za zamieszanym w zbrodnię Pawłem Włodarczykiem policja wystawiła list gończy.

Poszukiwany to pochodzący ze Świnoujścia 26-letni Paweł Włodarczyk. Był wielokrotnie notowany przez policję. Według ustaleń śledczych brał udział w zwabieniu, uwięzieniu, okrutnym torturowaniu, a w końcu zabójstwie niepełnosprawnego 19-letniego Piotrka.

Jego trzej kompani już siedzą w areszcie. Prywatny przedsiębiorca za pomoc policji w znalezieniu Pawła Włodarczyka oferuje 30 tys. zł nagrody. Według informacji podawanych przez media na ciele 19-letniego studenta zidentyfikowano rany kłute. Jego zabójcy wcześniej się nad nim znęcali.

Policja apeluje do wszystkich osób, które znają miejsce pobytu Włodarczyka, by natychmiast poinformowały o tym funkcjonariuszy. Za ukrywanie osoby poszukiwanej lub pomaganie jej w ucieczce grozi kara pozbawienia wolności do lat pięciu – przypomina policja.

Informacje należy kierować do wydziału kryminalnego komendy miejskiej w Świnoujściu (tel. 91 32 67 540, 91 32 67 551) lub kontaktować się z najbliższą jednostką policji pod numerem tel. 997 lub 112.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Handel ludźmi w Polsce. Okrutne dane

115 osób, w tym 41 cudzoziemców, otrzymało w 2015 r. status pokrzywdzonych w śledztwach dotyczących handlu ludźmi. Ofiary były wykorzystywane seksualnie i zmuszane pracy niewolniczej. Wśród nich było 10 dzieci – wynika z najnowszego raportu MSWiA. 18 października przypada 10. Europejski Dzień Przeciwko Handlowi Ludźmi.

Handel ludźmi, nazywany także współczesnym niewolnictwem, jest jednym z najbardziej okrutnych rodzajów przestępczości zorganizowanej, który uderza w podstawowe prawa i godność człowieka. Jest trzecim pod względem dochodów nielegalnym biznesem, po handlu bronią i narkotykami. Proceder ten generuje roczny dochód w wysokości 32 mld dolarów – alarmuje Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC).

Jak podkreślono w dokumencie „Handel ludźmi w Polsce. Raport 2015”, opracowanym przez ekspertów departamentu analiz i polityki migracyjnej MSWiA, Polska jest krajem tranzytowym – przez które odbywa się transport ofiar z Europy Wschodniej i Azji do Europy oraz krajem docelowym, na terytorium którego ofiary handlu ludźmi są wykorzystywane.

„Ofiarami handlu ludźmi w Polsce padają najczęściej osoby młode, z wykształceniem podstawowym i bezrobotne. Są wykorzystywane seksualnego, wykorzystania do pracy przymusowej, zmuszania do popełniania przestępstw, do żebrania, a także do wyłudzania kredytów i świadczeń socjalnych” – czytamy w opracowaniu.

Każdego roku służby oraz instytucje zajmujące się tą problematyką identyfikują co najmniej kilkadziesiąt ofiar handlu ludźmi. W 2015 r. policja stwierdziła 101 takich przestępstw (76 w 2014 r.). Spośród 25 poszkodowanych osób, 16 to cudzoziemki, które były wykorzystywane seksualnie. Policja nie gromadzi danych, dotyczących państw pochodzenia ofiar.

Szczególną rolę w zakresie walki z handlem ludźmi pełni Straż Graniczna. Jej funkcjonariusze często mają pierwszy kontakt z cudzoziemcami, którzy padają ofiarami tego przestępstwa. W 2015 r. SG prowadziła 7 postępowań (w 2014 r. było ich 11). Wśród 33 poszkodowanych, 30 jest cudzoziemcami. Większość ofiar była wykorzystywana do pracy przymusowej, prostytucji i żebractwa. Najliczniejszą grupę stanowili Wietnamczycy, Ukraińcy oraz obywatelki Bułgarii.

Prokuratura Generalna (jej następczynią prawną jest Prokuratura Krajowa) zarejestrowała w 2015 r. 67 postępowań przygotowawczych w sprawach o handel ludźmi (w 2014 r. było ich 65). Śledczy zidentyfikowali 115 ofiar handlu ludźmi, w tym 41 cudzoziemców głównie z Ukrainy i Wietnamu, które były wykorzystywane seksualnie oraz zmuszane do pracy przymusowej. Wśród ofiar zidentyfikowano 10 dzieci. W 2015 r. sądy I instancji skazały 36 osób m.in. na kary od 3 do 5 lat więzienia.

Raport MSWiA zwraca uwagę także na problem pozyskiwanie komórek, tkanek i narządów wbrew przepisom. „To jedna z form wykorzystania człowieka w handlu ludźmi, jednak rzadko w Polsce identyfikowaną. W 2015 r. prokuratura wszczęła postepowanie w jednej sprawie związanej z tą formą eksploatacji ofiar handlu ludźmi” – ujawniono.

W 2015 r. Krajowe Centrum Interwencyjno-Konsultacyjne udzieliło wsparcia 229 ofiarom handlu ludźmi, w tym 126 cudzoziemcom. Najwięcej poszkodowanych pochodziło z Wietnamu (37), dalsze miejsca zajmują Ukraina (24), Filipiny (15), Rumunia (13), Sri Lanka (11), Bułgaria (8) oraz Albania (7). Ofiary pochodziły z Maroka, Kenii, Ugandy, Zimbabwe, Konga a jedna osoba była bezpaństwowcem.

Cudzoziemskie ofiary handlu ludźmi, w przypadku gdy decydują się na opuszczenie Polski, mają prawo do bezpiecznego powrotu do kraju pochodzenia. Program pomocy w dobrowolnym powrocie realizuje Biuro Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) w Warszawie. W 2015 r. zdecydowało się na to 7 osób, a w roku 2014 – 17.

Definicję handlu ludźmi, która ma umożliwić sądom skuteczną walkę z tego typu przestępstwami, wprowadzono do polskiego kodeksu karnego w 2010 r. Zmiany są wynikiem ratyfikowanych przez Polskę umów międzynarodowych. Przestępstwo handlu ludźmi jest zagrożone karą więzienia od trzech do 15 lat.

W myśl definicji handlem ludźmi jest: werbowanie, transport, przekazywanie, przechowywanie lub przyjmowanie osoby, w celu jej wykorzystania, z zastosowaniem groźby lub użyciem siły bądź innych form przymusu – uprowadzenia, oszustwa, podstępu, nadużycia władzy lub wykorzystania słabości, wręczenia lub przyjęcia płatności lub korzyści dla uzyskania zgody osoby sprawującej kontrolę nad tą osobą.

Wykorzystanie, zgodnie z definicją, może obejmować prostytucję lub inne formy nadużyć seksualnych, przymusową pracę lub służbę, niewolnictwo lub praktyki podobne do niewolnictwa, zniewolenie albo usunięcie organów. Nowe przepisy definiują także pojęcie niewolnictwa. Zgodnie z zapisem „niewolnictwo jest stanem zależności, w którym człowiek jest traktowany jak przedmiot własności”.

Wprowadzenie do polskiego prawa pojęcia handlu ludźmi wynikało z ratyfikowanego przez Polskę w 2003 r. protokołu z Palermo, uzupełniającego Konwencję ONZ przeciwko międzynarodowej przestępczości zorganizowanej, przyjętą przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w 2000 r. Inny dokument międzynarodowy dotyczący tej kwestii to konwencja Rady Europy ws. działań przeciwko handlowi ludźmi, sporządzona w Warszawie w 2005 r., zwana Konwencją Warszawską.
Żródło info i foto: onet.pl

Polak z ISIS: „Na Placu Św. Piotra będziemy urządzać masowe egzekucje”

„Jak trzeba, będę walczył i zostanę męczennikiem. Dla muzułmanina nie ma większego honoru jak zostać męczennikiem” – mówi dziennikarzom Adrian Al N. Tygodnik „ABC – Aktualny Bezkompromisowy Ciekawy” publikuje w najnowszym wydaniu wywiad z Polakiem walczącym w szeregach armii Państwa Islamskiego. Dżihadysta znad Wisły opowiada, jak trafił do Syrii, uciekając m.in. polskim służbom specjalnym. „Niewiernym” grozi okrutnym sądem i przeniesieniem wojny na terytorium Europy.

Nawróćcie się, póki jest jeszcze czas. Póki nie przyszliśmy do waszych domów, aby sprawdzić, czy jesteście wierni Bogu Jedynemu. Jeśli nie, to zginiecie jak wszyscy niewierni. Takie jest prawo Allaha. My zwyciężymy, dojdziemy do Rzymu i na Placu Świętego Piotra będziemy urządzać masowe egzekucje niewiernych – zapowiada Abu Bakr Al Sham – bo takie nazwisko przyjął Adrian Al N. – w rozmowie z dziennikarzami tygodnika.

Rozmowa Witolda Gadowskiego i Michała Króla z Adrianem Al N. jest pierwszym tak wyraźnym świadectwem udziału obywateli polskich w okrutnej wojnie prowadzonej przez ISIS. Polski dżihadysta jest jednym z mniej więcej 10 Polaków, którzy bezpośrednio współpracują z Państwem Islamskim lub walczą w jego szeregach. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wie o jego istnieniu.

Z wywiadu można wyczytać, ile złości jest w ludziach, którzy przyłączają się do terrorystycznych bojówek islamskich. Świat pełen jest hipokrytów udających ludzi religijnych. Wy mówicie, że my mordujemy?! A wy mordujecie nas codziennie. Codziennie trwa wyprawa krzyżowców przeciwko muzułmanom. Zabijacie dzieci i kobiety, niszczycie życie całych społeczeństw. W imię czego? – pyta Adrian Al N. Rozpoczęliście wojnę na naszym terytorium, a teraz płaczecie, że przenosimy ją na wasze?! Zastanówcie się nad tym, póki jeszcze pora. To jest wojna – przestrzega chwilę później.

Rozmowę dziennikarze „ABC” przeprowadzili poza Polską. Jej bohater, na którym ciążą prokuratorskie zarzuty, zapowiada, że do kraju nie wróci. Zostanę w Państwie Islamskim i będę służył moim braciom – zapowiada.

Wywiad poprzedza analiza sytuacji związanej z wojną w Syrii i planowanym przyjęciem przez Polskę rzeszy uchodźców z tego regionu świata. Jak pisze tygodnik „ABC”, tej chwili w szeregach Państwa Islamskiego walczy łącznie kilka tysięcy obywateli Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Irlandii, Hiszpanii, USA, Kanady, Australii i innych krajów zachodnich. Najczęściej są to wyznawcy islamu urodzeni już na Zachodzie i od dziecka wychowywani w liberalnej kulturze demokratycznych społeczeństw.

Wielu z nich przez lata oglądało filmy z Robertem de Niro i Leonardo di Caprio, słuchało Michaela Jacksona i Madonny, przeżywało mecze Bayernu Monachium lub Barcelony, ubierało się w ciuchy Dolce Gabana czy Tommy Hilfigera, chodziło do nocnych lokali i na dyskoteki. A jednak znienawidzili Zachód z całej duszy. I to do tego stopnia, że postanowili wypowiedzieć mu wojnę na śmierć i życie. Tak jak Khaled Sharrouf, obywatel Australii, który wyjechał na wojnę do Syrii i był szczęśliwy, gdy mógł upublicznić w internecie zdjęcie swego 8-letniego syna. Dziecko z dumą trzymało w dłoniach odciętą głowę mężczyzny. Ojciec opatrzył fotografię podpisem: Mój chłopak! – czytamy w analizie „Dżihad u bram”.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Wyłowiono ciała zaginionych nastolatek

12-letnia Weronika i 13-letnia Natalia z Kobylnicy (woj. mazowieckie) wraz z trojgiem znajomych poszły się kąpać w Wiśle. Na brzeg nie wyszły… Dopiero po trzech dniach poszukiwań strażakom udało się odnaleźć jedno z ciał, a w nocy z niedzieli na poniedziałek drugie. Miały przed sobą całe życie. Weronika i Natalia właśnie skończyły podstawówkę i we wrześniu miały pójść do gimnazjum. Niestety, los okazał się dla nich okrutny.

W piątek po godz. 19. po całym dniu pracy w polu dzieci postanowiły pójść nad Wisłę trochę się ochłodzić. Przepłynęły na piaszczystą wysepkę oddaloną od brzegu o około 10 metrów. Gdy jednak chciały wrócić na ląd, nagle całą piątkę silny nurt pociągnął na dno. Trojgu – dziewczynce i dwóm chłopcom – udało się samodzielnie wydostać, ale Weronika i Natalia zostały pod wodą. Początkowo szukali ich świadkowie wypadku, którzy jednak szybko wezwali na pomoc fachowców. Od tamtej pory trwa gorączkowe poszukiwanie dzieci. Akcję prowadzą policjanci, strażacy i większość zdruzgotanych mieszkańców wsi. Zdruzgotanych, bo szans na znalezienie dziewczynek żywych w zasadzie już nie ma.

– Zbadaliśmy dno rzeki sonarem. W poszukiwaniach uczestniczą nie tylko nurkowie, ale też helikopter – opisuje wysiłki wielu ludzi starszy aspirant Marek Kapusta z garwolińskiej policji.

W piątek rzekę przeszukiwali płetwonurkowie z Radomia, Warszawy i Legionowa. Sprowadzono również sprzęt oświetleniowy, aby akcja mogła być prowadzona nocą. Przez cały weekend dziewczynek szukało około 50 osób. Dopiero w niedzielę wieczorem funkcjonariuszom udało się wyłowić jedno z ciał. – O godzinie 20.30 w pobliżu miejsca zaginięcia odnaleźliśmy zwłoki jednej z dziewczynek – poinformował w niedzielę st. asp. Marek Kapusta z garwolińskiej policji. Ok. godz. 2 nad ranem w poniedziałek odnaleziono ciało drugiej dziewczynki. Akcję poszukiwawczą zakończono.
Żródło info i foto: Fakt.pl