Oświęcim: Pijani rodzice opiekowali się trójką dzieci. Grozi im do 5 lat więzienia

– Pijani rodzice opiekowali się trójką dzieci w Oświęcimiu. Najmłodsze miało dwa miesiące. Podobna sytuacja miała też miejsce w pobliskim Przeciszowie. Rodzicom grozi nawet pięć lat więzienia – podała rzecznik oświęcimskiej policji asp. szt. Małgorzata Jurecka.

– Wobec rodziców zostało wszczęte postępowanie. Istnieje podejrzenie narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia bądź zdrowia małoletnich, nad którymi mieli obowiązek sprawowania opieki. Grozi za to kara do 5 lat więzienia – powiedziała Jurecka.

Rzecznik podała, że nad ranem w niedzielę policjanci otrzymali sygnał o zakłócaniu ciszy nocnej przez mężczyznę siedzącego na ławce. – 31-latek był nietrzeźwy. Mundurowi odprowadzili go do miejsca zamieszkania. Drzwi otworzyła im nietrzeźwa 25-letnia kobieta. Policjanci szybko zorientowali się, że oprócz niej w mieszkaniu przebywają dzieci w wieku dwóch i siedmiu lat oraz dwumiesięczny niemowlak – powiedziała Jurecka.

Policjanci zbadali stan trzeźwości u rodziców. Ojciec miał 2,7 promila alkoholu w organizmie, natomiast matka 2,2 promila. – W związku z tym dzieci trafiły pod opiekę rodziny. Wkrótce sprawą nietrzeźwych rodziców zajmie się wydział rodzinny i nieletnich oświęcimskiego sądu – dodała Małgorzata Jurecka.

Podobna sytuacja wydarzyła się także w Przeciszowie. Tam asystentka rodziny zauważyła, że 31-letnia matka, która opiekowała się dziewięcioletnią córką, była pijana. Policjanci, których wezwała, zbadali stan trzeźwości kobiety. Miała 3,5 promila alkoholu w organizmie. Dziecko zostało oddane pod opiekę rodziny.
Źródło info i foto: interia.pl

Ojciec zostawił 7-miesięczne dziecko „na chwilę”. Już nie wrócił

Policjanci zajęli się 7-miesięcznym dzieckiem, które ojciec miał „na chwilę” zostawić ze swoim bratem. – Miał wrócić za godzinę, ale nie wrócił wcale – przekazała Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Matka niemowlęcia przebywa w zakładzie karnym.

Policja zajęła się niemowlęciem kilka dni temu, ale informacja w tej sprawie pojawiła się dopiero w czwartek, 31 grudnia. – Na numer alarmowy zatelefonował mężczyzna, który oświadczył, że jest u niego siedmiomiesięczny bratanek. Miał się nim opiekować tylko przez godzinę – tak zapowiedział ojciec chłopca, lecz po syna nie wrócił – przekazała mł. asp. Irmina Sulich.

Zakłopotany mężczyzna, na którego spadł ciężar opieki, powiedział mundurowym, że nie ma jak zająć się młodziutkim bratankiem. – Poprosił, aby zajęli się nim policjanci – podała policja.

Ojciec porzucił 7-miesięczne dziecko. Matka przebywa w zakładzie karnym 

Sprawą zajęli się funkcjonariusze z wydziału wywiadowczo-patrolowego z Targówka, którzy natychmiast udali się do mieszkania zgłaszającego. – Na miejscu okazało się, że ojciec chłopca już ponad dobę nie okazuje zainteresowania, natomiast matka od kilku dni przebywa w zakładzie karnym – przekazali mundurowi.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Argentyna: Księża pedofile skazani za molestowanie niepełnosprawnych dzieci

To jeden z najcięższych przypadków przestępstw Kościoła katolickiego. Dwóch księży, którzy prowadzili w Argentynie szkołę z internatem dla dzieci niesłyszących, zostało skazanych w poniedziałek za molestowanie seksualne 25 dzieci i nastolatków znajdujących się pod ich opieką. Skazano również szkolnego ogrodnika, a dwie zakonnice, które wiedziały o koszmarze dzieci, czekają na proces.

Gdy w końcu zapadł długo oczekiwany wyrok, wśród krewnych ofiar i działaczy społecznych zapanowała nieopisana radość. Wszyscy ściskali się nie mogąc powstrzymać łez. Odpowiedzialni za piekło na ziemi, jakie stworzyli niewinnym, bezbronnym dzieciom, w końcu zostali ukarani! I to bardzo surowo. To jeden z najwyższych (jeśli wręcz nie najwyższy) wyroków za pedofilię w Kościele.

Dwóch księży, którzy prowadzili szkołę z internatem dla niesłyszących w Argentynie, zostało w poniedziałek skazanych za wykorzystywanie seksualne 25 dzieci i nastolatków pozostających pod ich opieką. Nicola Corradi (83 l.), szef Instytutu Antonio Provolo dla Głuchoniemych w środkowo-zachodniej prowincji Mendoza, został skazany na 42 lata więzienia. Horacio Corbacho (59 l.) spędzi za kratami 45 lat.

Wyrok usłyszał również ogrodnik instytutu, Armando Gómez. Dostał 18 lat więzienia za znęcanie się nad dwoma nieletnimi. Aresztowano też dwie zakonnice, które są oskarżone o uczestnictwo w nadużyciach. Jedna z nich miała sama molestować dzieci i bić je, przez co była nazywana „złą zakonnicą”. Testowała je w ten sposób, a najbardziej uległe przekazywała księżom pedofilom. Jedna z ofiar wspomina, że zakonnica założyła jej pieluchę, gdy krwawiła po zgwałceniu w wieku 5 lat. Kobiety będą sądzone w odrębnym procesie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Niemcy: Jugendamt odebrał Polce dzieci i oddał pod opiekę rodzinom muzułmańskim

Niemiecki urząd zabrał 22-letniej Polce z Wadowic, katoliczce, trzyletnią córkę i dwuletniego syna. Jugendamt rozdzielił dzieci i oddał je pod opiekę muzułmańskim rodzinom z Turcji. Sprawą zajęło się Polskie Stowarzyszenie Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech. A w piątek w sądzie ma odbyć się rozprawa dotycząca dalszego losu dzieci.

Matka odebranych dzieci, Klaudia Majewska, mieszkanka niemieckiego miasta Bad Salzuflen, zgłosiła się w 2018 roku do urzędu socjalnego z prośbą o pomoc w znalezieniu mieszkania dla jej rodziny. Mieszkała wówczas u swojej matki. Jugendamt zdecydował jednak najpierw odebrać jej półrocznego wówczas niemowlaka, a potem również i córkę. Dzieci zostały ulokowane w tureckich, muzułmańskich rodzinach. Niemiecki urząd zezwolił jedynie na minimalny kontakt matki z dziećmi. Majewska, która – podobnie jak jej dzieci – jest obywatelką Polski, twierdzi, że maluchy są źle traktowane.

Sam Jugendamt nie chciał skomentować sprawy, mimo licznych próśb ze strony PAP.

Sprawą zajął się Wojciech Pomorski z Polskiego Stowarzyszenia Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech. „Bezzasadne jest pozbawienie tych dzieci matki, a skandalem ich rozdzielenie i przetrzymywanie w tureckich rodzinach zastępczych. W sytuacjach spornych, jeśli już dzieci miałyby zostać czasowo rozdzielone z matką, należałoby je umieścić w rodzinie zbliżonej kulturowo i językowo do rodziny pochodzenia” – napisał Pomorski w oficjalnym oświadczeniu.

Sprawa toczy się w sądzie. 21 sierpnia sąd rodzinny w Lemgo w Niemczech zdecyduje, czy dzieci wrócą do swojej matki. Według nieoficjalnych informacji na rozprawie ma być obecny polski ambasador RP w Niemczech Andrzej Przyłębski.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Eksperyment Kentlera polegający na przekazywaniu dzieci pedofilom. „Możemy tylko przeprosić”

Po raz pierwszy sprawa oddawania dzieci z domów dziecka pod opiekę pedofilów opisana została przez tygodnik „Der Spiegel”. Według ostatnich badań Uniwersytetu Hildesheim proceder trwał od lat 70. ubiegłego wieku do 2003 roku.

Naukowcy z Uniwersytetu Hildesheim gromadzą oświadczenia osób poszkodowanych przez eksperyment Kentlera. Ofiary mogą też liczyć na wsparcie ze strony pracowników ośrodka. Według raportu władze Berlina w latach 70. ubiegłego wieku, aż do trzeciej dekady 2003 roku oddawały dzieci pedofilom. – Możemy tylko przeprosić ofiary oraz zapewnić im pieniężne odszkodowania – powiedziała odpowiedzialna za sprawy młodzieży i rodzinę landu Berlin Sandra Scheress.

Eksperyment Kentlera był procederem opracowanym przez pedagoga i profesora uniwersyteckiego Helmuta Kentlera, który zmarł w 2008 roku. Mężczyzna był uznawany za autorytet w sprawach dzieci i młodzieży. Według niego szczególnie trudne w wychowaniu dzieci bezdomne i nieprzystosowane społecznie, potrzebują większej bliskości fizycznej, która umożliwi im prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie.

Według Kentlera takie warunki mogli zapewnić im właśnie pedofile. Ci z kolei chętnie składali w Berlinie Zachodnim podania o utworzenie rodziny zastępczej – dzieci oddawane były więc w ręce pedofilów za zgodą i przy wsparciu instytucji. Helmut Kentler był autorem zasad teoretycznych projektu, wyszukiwał opiekunów oraz był ich doradcą. Jak podaje „DW”, kilku przybranych ojców było znanymi naukowcami, członkami m.in. Instytutu Maxa Plancka, Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego oraz Szkoły Odenwald w Hesji w Niemczech Zachodnich, która kilka lat temu była w centrum skandalu pedofilskiego.

Uniwersytet Hildesheim stara się teraz ustalić m.in. to, jak dużo dzieci zostało oddanych pod opiekę, i kiedy faktycznie projekt został zakończony. Wiele wskazuje na to, że eksperyment przeprowadzany był też nie tylko w Berlinie.

Zgodnie z raportem już w latach 90. berliński Jugendamt (Urzęd ds. Dzieci i Młodzieży) otrzymywał sygnały, że jeden z rodziców zastępczych wykorzystywał seksualnie swoich podopiecznych. Nieżyjący już Fritz H. otrzymał co najmniej siedmioro dzieci, które miał wychować. Dwoje z poszkodowanych w tej sprawie wniosło w ostatnich latach sprawy do sądów, jednak ich sprawy uległy przedawnieniu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policjanci pomogli odnaleźć dom zagubionemu 4-latkowi

Policjanci z podwrocławskich Siechnic otrzymali wezwanie dotyczące 4-latka, który samotnie, bez jakiejkolwiek opieki szedł drogą gruntową. Chłopczyk nie wiedział gdzie mieszka, płakał i był roztrzęsiony. Pokazał jednak mundurowym ścieżkę oraz kierunek, skąd przyszedł, co pozwoliło funkcjonariuszom odnaleźć jego dom i rodziców. Okazało się, że 4-latka z oczu stracił jego dziadek, który miał się nim opiekować. Ta sytuacja pokazuje, jak dużą uwagę trzeba zwracać na małe dzieci. Czasem wystarczy moment i nieszczęśliwy zbieg okoliczności, aby maluch oddalił się od opiekunów.

Nie bez przyczyny o małych dzieciach mówi się „żywe srebro”. Maluchy zazwyczaj nie mogą usiedzieć w miejscu, są ciekawe świata i wystarczy tylko chwila, aby stracić je z oczu. Potwierdzeniem tych słów jest sytuacja, która przydarzyła się małemu Fabianowi z jednej z podwrocławskich miejscowości. Na czterolatka, który oddalił się od domu, uwagę zwróciła 48-letnia kobieta. Zorientowała się ona, że chłopiec jest bez opieki i o zdarzeniu natychmiast poinformowała Policję.

Już po chwili na miejscu był patrol funkcjonariuszy z Komisariatu Policji w Siechnicach. Niestety chłopczyk silnie przeżywał całą sytuację, płakał i był bardzo roztrzęsiony. Nie potrafił mundurowym powiedzieć gdzie dokładnie mieszka. Policjanci musieli najpierw chłopca uspokoić i zapewnić, że nic mu nie grozi oraz obiecać, że razem na pewno znajdą jego rodziców.

Chłopiec nie znał swojego adresu, ale pokazał policjantom kierunek, z którego przyszedł. Funkcjonariusze wybrali się zatem ze zgłaszającą oraz z małym Fabianem na spacer. Maluch prowadził ścieżką, którą przyszedł, a mundurowi po drodze rozpytywali mieszkańców, czy znają 4-latka. W końcu, po blisko kilometrowym spacerze, policjanci znaleźli dom chłopca. Na miejscu zastali jego rodziców oraz dziadka. Funkcjonariusze ustalili też okoliczności zdarzenia. Dzieckiem miał zajmować się na podwórzu jego dziadek. Maluch w pewnym momencie powiedział, że chce mu się pić i poszedł do domu – wówczas dziadek stracił go z oczu. Niestety, zamiast do domu, chłopiec poszedł ścieżką przed siebie.

Całe szczęście, że losem idącego samotnie chłopca zainteresowała się postronna kobieta, dzięki czemu mógł on szybko wrócić do domu pod opiekę rodziców. Przypadek ten pokazuje jednak, że na małe dzieci trzeba nieustannie zwracać uwagę, ponieważ wystarczy chwila, aby doszło do nieszczęścia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Władze Berlina przez 30 lat przekazywał dzieci pedofilom. Szokujące doniesienia o pewnym „eksperymencie”

Władze Berlina przez 30 lat celowo przekazywały bezdomne dzieci pod opiekę pedofilom w ramach tzw. eksperymentu Kentlera – wynika z raportu dotyczącego działalności seksuologa Helmuta Kentlera, przygotowanego przez Uniwersytet w Hildesheim.

Kentler w latach 70. świadomie kierował dzieci do opiekunów zastępczych ze skłonnościami pedofilskimi. Był przekonany, że kontakty seksualne między dziećmi i dorosłymi nie są szkodliwe. Dlatego dzieci odebrane patologicznym rodzinom lub żyjące na ulicach Berlina Zachodniego często trafiały pod opiekę samotnych rodziców zastępczych, mających już za sobą wyroki za przestępstwa seksualne.

Pedofile nie musieli szukać nowych ofiar

Pozornie wydawało się, że problemy dzieci zostały rozwiązane przez Urząd ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt) – nie mieszkały już na ulicy, nie trafiały do domów dziecka, a pedofile nie szukali nowych ofiar, ponieważ tolerowano fakt, że mogli znęcać się nad wychowankami w obrębie własnych domów – napisała gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Dodała, że Kentler przekonał do swego projektu urzędników berlińskiego Senatu. Twierdził, że opieka pedofili nad małoletnimi „umożliwia ich społeczną integrację”.

Te tzw. domy zastępcze zostały założone pod koniec lat 60. XX wieku i funkcjonowały do ok. 2003 roku. Koncepcja Kentlera, oparta na „wspólnym mieszkaniu dziecka i pedofila”, została zatwierdzona przez urzędników Senatu i, z kilkoma wyjątkami, zaakceptowana także przez okręgowe Jugendamty. Kilka lat temu dwie ofiary zgłosiły się i opowiedziały swoją historię, od tego czasu badacze z Uniwersytetu w Hildesheim przeszukiwali akta i przeprowadzili wywiady – poinformował serwis Deutsche Welle, odnosząc się do zaprezentowanego w poniedziałek raportu.

Bezkarność twórcy patologicznego „eksperymentu”

DW dodał, że Kentler był w stałym kontakcie z dziećmi i ich przybranymi ojcami. Nigdy nie został postawiony w stan oskarżenia: zanim jego ofiary się zgłosiły, przestępstwa uległy przedawnieniu. Do tej pory ofiary nie otrzymały jakiegokolwiek odszkodowania.

Berlińska senator ds. młodzieży i dzieci Sandra Scheeres (SPD) nazwała odkrycia autorów raportu „szokującymi i przerażającymi”.

Liczba sprawców i ofiar nie została do dziś określona. Wiadomo, że jednym ze sprawców był Fritz H. Pod jego opieką w ciągu kilkunastu lat znajdowało się co najmniej dziesięcioro dzieci, w tym jedno z wieloma niepełnosprawnościami, które zmarło, przebywając pod jego pieczą. Trzy z jego ofiar złożyły później zeznania.

„FAZ”: Pedofile pod ochroną Berlina

Jak napisała „FAZ”, wcześniej przez lata urzędy do spraw młodzieży ignorowały sygnały o zagrożeniach, a ich pracownikom nawet zdarzało się bronić pedofila opiekującego się dziećmi. Także urzędy okręgowe nie reagowały na listy od ofiar, które zgłaszały przypadki nadużyć oraz pornografii dziecięcej.

Działalność Kentlera, który pracował także jako psycholog policyjny w berlińskim Senacie, nie byłaby możliwa bez współpracy władz Berlina, urzędów ds. młodzieży, ale także instytucji edukacyjnych i naukowych – wskazuje „FAZ”.
Źródło info i foto: TVP.info

Porwanie 10-latka w Gdyni. Ojciec Ibrahima zabrał głos

– Zabrałem dziecko z Polski w tak twardy sposób, bo bardzo za nim tęskniłem – powiedział w rozmowie z Polsat News Azzedine Oudriss, ojciec Ibrahima (10 l.). Zrozpaczona pani Karolina, mama 10-latka, nadal przebywa w Belgii, dokąd udał się jej były partner wraz z dzieckiem. – Azzedine dzwonił do mnie i kazał powiedzieć dziecku, że nigdy po niego nie przyjadę – przekazała Faktowi kobieta.

– Nie jestem przestępcą, zabrałem dziecko z Polski w tak twardy sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 roku w ogóle go nie widziałem – powiedział w rozmowie z Polsat News mieszkający w Belgii Azzedine Oudriss, ojciec Ibrahima. Mężczyzna odebrał siłą chłopca matce i wywiózł go z Polski. Po tym zdarzeniu ogłoszono Child Alert, który dzień później odwołano. Chłopiec został odnaleziony w Belgii. Jest tam pod opieką ojca i nie zagraża mu żadne niebezpieczeństwo – podały wówczas belgijskie służby.

Walka o syna

W rozmowie z Polsat News Azzedine Oudriss przekonywał, że przez cały 2018 rok próbował wyjaśnić ze swoją byłą partnerką sprawę pobytu syna. Tłumaczył, że wyrok z sądu w Antwerpii z 15 października 2018 roku wskazywał, że Ibrahim ma pozostać na terytorium Belgii.

Z kolei matka chłopca, która wraz z synem wyjechała do Polski w lipcu 2018 roku, wyjaśniała nam, że o żadnym wyroku nie wiedziała i dysponowała wcześniejszym postanowieniem, według którego to ona miała pełnię władz rodzicielskich. – Ten kolejny wyrok miał zapaść w październiku 2018 roku, gdy byłam już w Polsce i żadna informacja na jego temat do mnie nie dotarła. Nie wiem tak naprawdę, jaka jest jego treść. Nawet gdyby taki wyrok rzeczywiście zapadł to nic nie usprawiedliwia pobicia mnie i porwania mojego syna – powiedziała Faktowi pani Karolina.

Ojciec Ibrahima zabrał głos

Ojciec 10-latka zarzucił byłej partnerce to, że wiedziała o późniejszym wyroku, lecz go nie respektowała. Azzedine Oudriss przyejchał do Polski, lecz pani Karolina miała zamykać przed nim drzwi. Mężczyzna miał też wzywać policję, lecz interwencje nie przynosiły żadnego skutku. Kontakt pomiędzy byłymi partnerami były utrudniony, nie potrafili się porozumieć. Ostatecznie mężczyzna zdecydował się na to, że porwie syna.

– Zabrałem dziecko z Polski w tak „twardy” sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 roku w ogóle go nie widziałem. W całym 2019 roku miałem może 2, 3 rozmowy telefoniczne z nim. Podszedłem do matki, ona próbowała zatrzymać dziecko, więc ją odepchnąłem i ona upadła na chodnik. Tak, w taki sposób zareagowałem, po czym zabrałem moje dziecko. Nie zrobiłem mu krzywdy, a ono wcale nie krzyczało. Matka twierdzi, że dziecko krzyczało, że odgrywał się dramat, ale to nie jest prawda. Dziecko próbowało trochę uciekać, odepchnąłem ją i tyle. I zabrałem dziecko ze sobą, bo nie zaproponowała mi innego wyjścia, innego rozwiązania – tłumaczył Oudriss w Polsat News.

– Prowadzę normalne życie, pracuję, nie jestem przestępcą. Każdy popełnia błędy w życiu, ja również w przeszłości mogłem je popełnić, jak każdy człowiek. Ale nie trzeba mnie karać przez całe życie za te błędy, które kiedyś popełniłem – tłumaczył Oudriss w rozmowie z Polsat News.

Chłopiec pytał o mamę

Ibrahim do tej pory przebywał pod opieką matki w Polsce. Teraz chłopczyk znajduje się z ojcem w obcym kraju. – Pierwsze cztery dni były dość trudne dla Ibrahima. Dobrze spał, ale nie jadł jak zawsze, pytał o matkę – co jest zrozumiałe, ale nie często. Najpierw pytał dwa razy dziennie – przez pierwsze cztery dni. Teraz jesteśmy już razem 10 dni i już o nią nie pyta – powiedział były partner pani Karoliny.

– Dużo mówi o Polsce. Gdy zabieram go do sklepu, żeby mu coś kupić, to mówi, że w Polsce w domu miał już taką grę czy zabawkę. Ale on czuje się dobrze. Aktywnie spędzamy czas, nie siedzimy w domu, chodzimy na basen, do parku, na plac zabaw, pograć w piłkę. Wziąłem urlop w pracy, żeby teraz spędzać z nim jak najwięcej czasu i myślę, że jest ze mną szczęśliwy. Mówi, że mnie kocha, ale również, że kocha swoją mamę, że kocha nas obydwoje – przyznał w rozmowie z Polsat News Marokańczyk.

Czy dojdzie do spotkania?

Ojciec Ibrahima w czasie wywiadu przyznał, że nie chce zgodzić się na spotkanie z byłą partnerką. – Obawiam się jej. Boję się, że przyjdzie z jakimiś ludźmi, odbiorą mi znowu dziecko i wywiozą z Belgii. Dziecko jest teraz ze mną i jest w stu procentach bezpieczne. Nie pozwolę na spotkanie dopóki nie zakończy się nowa procedura prawna. Gdy ta procedura się rozpocznie i po niej Karolina zamieszka w Belgii, to nie będę miał nic przeciwko temu, żeby widywała się z dzieckiem – tłumaczył w Polsat News.

– To jest jego matka, nie zamierzam pozbawiać go matki. Nie, nigdy tego nie zrobię. On ma prawo do ojca i do matki. Gdy byłem w sądzie 15 października 2018 roku na ogłoszeniu wyroku, miałem możliwość odebrania jej praw rodzicielskich, ale tego nie zrobiłem. Powiedziałem, że możemy mieć obydwoje prawa rodzicielskie. Ona może mieć prawa do dziecka i ja, i o tym jest mowa w wyroku. Chcę, by on miał matkę, by miał kontakt z matką, by prowadził normalne życie, chodził do szkoły, jak każde dziecko – wyjaśniał dziennikarce.

„Pobił mnie na oczach syna”

O komentarz do sprawy poprosiliśmy panią Karolinę. – Ten człowiek, który pobił mnie na oczach syna, a potem siłą wepchnął go do samochodu nie jest przestępcą? A kilka wyroków, za które siedział w więzieniu też czynią z niego przykładnego obywatela? Azzedine twierdzi, że rozmawiał z policjantami w Polsce. Skoro tak było i miał dokumenty, o których mówi, dlaczego nie złożył ich do sądu w Gdyni? I skoro ma w sobie tyle dobrej woli, dlaczego nie pozwolił mi do tej pory zobaczyć się z synem? Czy tak robi człowiek, który dba o dobro dziecka? – powiedziała Faktowi mama Ibrahima.

– Nie dość, że nie wiem gdzie jest Ibrahim, to Azzedine dzwonił do mnie i kazał powiedzieć dziecku, że nigdy po niego nie przyjadę. Oczywiście odmówiłam. Teraz będę walczyć o syna w sądzie. W najbliższym czasie sąd ponownie ma rozpatrzyć to, kto z nas ma opiekować się Ibrahimem. Mam nadzieję, że belgijska policja w końcu ustali też miejsce, w którym Azzedine przetrzymuje mojego syna – podkreśliła zrozpaczona kobieta, która obecnie przebywa w Belgii. – Dopóki nie zobaczę syna, nie będę spokojna – dodawała.

Uprowadzenie 10-letniego Ibrahima

Dramat rozegrał się 15 lutego w Gdyni. Gdy chłopiec wychodził z mamą od dziadków, Azzedine Oudriss uderzył swoją byłą partnerkę i wciągnął syna do samochodu i odjechał. Ojciec zabrał dziecko do Belgii.
Źródło info i foto: se.pl

Polak, który pomógł powstrzymać terrorystę na London Bridge, „nadal jest w szpitalu”

Jak podaje brytyjski „Sunday Mirror”, Polak, który pomógł powstrzymać terrorystę z London Bridge, nadal jest w szpitalu. Tabloid powołuje się na słowa kolegi mężczyzny, który jest z nim w kontakcie. Jak podaje „Sunday Mirror” Polak znajduje się pod opieką lekarzy w związku z ranami, które odniósł podczas próby obezwładnienia terrorysty na London Bridge. Gazeta powołuje się na słowa jego kolegi z pracy. – Pracowników poproszono, by nie mówili zbyt wiele, ale mam do niego numer telefonu i on nadal jest w szpitalu – mówi.

Polak pomógł obezwładnić terrorystę z Londynu

Według brytyjskich mediów Polak o imieniu Łukasz pracuje w Fishmongers’ Hall, tuż przy London Bridge. W piątek odbywała się tam konferencja poświęcona ponownej integracji przestępców ze społeczeństwem. W panelu brał udział zamachowiec Usmain Khan.

Gdy napastnik zaatakował, Polak użył jednego z dwóch kłów narwala, które zdobiły ścianę Fishmongers’ Hall. Według brytyjskich mediów został ranny w rękę. W sobotę Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że wśród osób, które obezwładniły Khana, był polski obywatel. Jak powiedział wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński, brytyjskie służby, które prowadzą w tej sprawie śledztwo, prosiły polskie władze o zachowanie w tajemnicy szczegółów zdarzenia i okoliczności udziału Polaka.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Malezja: Zaginęła 15-letnia Nora Quoirin. Została porwana?

​15-letnia Brytyjka zaginęła w Malezji, do której pojechała z rodzicami na „wakacje życia”. Policja uważa, że mogło dojść do porwania. Nora Quoirin jest nastolatką wymagającą ciągłej opieki. W sobotę przyleciała z rodzicami do Malezji na „wakacje życia”.

W niedzielę ojciec 15-latki wszedł do jej pokoju. Zauważył puste łóżko i otwarte okno. Natychmiast wezwał policję. Funkcjonariusze przeszukali okolicę, wysłano także jednostki z psami tropiącymi. Według śledczych, mogło dojść do porwania, gdyż nastolatka prawdopodobnie nie oddaliłaby się z własnej woli.

15-letnia Nora ma problemy z nauką i komunikowaniem się. „Nie wiedziałaby nawet jak poprosić o pomoc, nie opuściłaby rodziny sama” – mówi ciotka nastolatki.
Źródło info i foto: interia.pl