Robert T. skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo matki czwórki dzieci

Elżbieta († 40 l.) uciekła od domowego tyrana, nie mogąc dużej znieść kłótni i przemocy. Porzucony Robert T. (51 l.) poprzysiągł zemstę i spełnił swoje groźby. Kiedy partnerka odwiedziła go w mieszkaniu przy ul. Sobieskiego w Rzeszowie, rozegrał się krwawy dramat. Oprawca chwycił za 20-centymetrowy nóż i zadał kobiecie 6 ciosów. Świadkiem zbrodni były dzieci. Przerażona kilkuletnia córka pary pobiegła do sąsiadów. Przyjechało pogotowie, ale życia jej mamusi nie udało się uratować. Teraz zabójca usłyszał wyrok. Sąd skazał go na 25 lat więzienia.

Do zbrodni doszło w kwietniu zeszłego roku. Elżbieta od kilku miesięcy mieszkała osobno. Według śledczych mężczyzna pastwił się nie tylko nad nią, ale także nad jej najstarszą, 14-letnią córką, którą miała z poprzedniego związku. Ta gehenna trwała aż 9 lat.

Zdaniem świadków, po rozstaniu Robert wygrażał konkubinie, że spotka ją krzywda. Mimo to kobieta do końca nie zerwała więzi z domowym oprawcą. Chciała, by pozostała trójka dzieci miała kontakt z ojcem. Najmłodszy chłopczyk ma dopiero 4 latka. – Odwiedzała Roberta i litowała się nad nim. Pożyczyła mu pieniądze na opłaty, a feralnego dnia przyszła z dziećmi, aby ugotować mu zupę – mówili nam znajomi ofiary.

Prokuratura oskarżyła Roberta T. o zabójstwo oraz o znęcanie się nad Elżbietą oraz jej nastoletnią córką. Proces trwał pół roku. Toczył się z wyłączeniem jawności. Wyrok zapadł 2 lipca. Orzeczenie nie jest prawomocne.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wrocław: Zatrzymano nożownika, który zaatakował w szpitalu

W środę późnym wieczorem na dziecięcym oddziale szpitala przy ul. Chałubińskiego we Wrocławiu podczas obchodu sal i podawania leków, jeden z pacjentów zaatakował nożem pielęgniarkę. Zadał jej trzy ciosy nożem, a następnie uciekł. Dzięki szybkiej pomocy medycznej kobieta przeżyła. Po godz. 10 wrocławska policja zatrzymała nożownika.

– Wiadomo, że młody mężczyzna został przewieziony na Chałbińskiego ze szpitala przy ul. Borowskiej. Prawdopodobnie trafił tam jeszcze z innego szpitala. Te szczegóły są w tej chwili ustalane. Zaatakowana pielęgniarka otrzymała trzy ciosy nożem. Natychmiast udzielono jej pomocy, jest już po operacji, a jej stan jest stabilny – mówi portalowi GazetaWroclawska.pl szefowa prokuratury Rejonowej Śródmieście Karolina Stocka – Mycek. Pielęgniarka była operowana w szpitalu przy ul. Borowskiej. Dariusz Rajski z policji zapewnia, że życiu kobiety nie zagraża niebezpieczeństwo.

Atak nożownika nagrany został przez szpitalny monitoring. Pacjent zaatakował na dziecięcym oddziale chorób zakaźnych. W każdej sali jest tam zamontowana kamera. Na nagraniu widać jak pielęgniarka daje pacjentowi lekarstwa i odwraca się do wyjścia. W tym momencie młody człowiek zrywa się z łóżka i zadaje ciosy nożem w plecy. To był nóż, który miał kilkunastocentymetrowe ostrze. Nie wiadomo jak to się stało, że napastnik miał przy sobie nóż.

– Ofiarą jest pielęgniarka z dwudziestoletnim stażem. Jest w ciężkim ale stabilnym stanie. Rozmawiałam z nią. Chyba jeszcze do niej nie dotarło co się stało – mówi Violetta Magiera, zastępca dyrektora do spraw pielęgniarstwa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego.

Policja dziś rano zatrzymała nożownika. – To siedemnastoletni Krystian B., mieszkaniec Strzegomia – mówi Dariusz Rajski z wrocławskiej policji. Został zatrzymany około godz. 10 na jednym z podwórek na Śródmieściu. Teraz jest przesłuchiwany.

Jak nieoficjalnie ustalił portal GazetaWroclawska.pl, nożownik trafił do szpitala z powodu powikłań po zażyciu nieznanej substancji chemicznej. Mogły to być dopalacze.

– Pacjent ten używał środków psychoaktywnych, ale w momencie napaści nie był pod ich wpływem – powiedział portalowi GazetaWroclawska.pl dr Bogusław Beck, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu.

Zatrzymany młodzieniec – choć nie skończył jeszcze 18 lat – będzie odpowiadał jak dorosły. Można się spodziewać, że usłyszy zarzut usiłowania zabójstwa. Grozi mu maksymalnie 25 lat więzienia. Prawo zabrania karania na dożywocie osób nieletnich i młodocianych.
Źródło info i foto: gazetawroclawska.pl

Ksiądz pedofil zabity krótko po wyjściu z więzienia we Włoszech. Ojciec ofiary zlecił morderstwo?

Włoska policja podejrzewa, że morderstwo księdza pedofila zlecił ojciec 15-latki, która padła jego ofiarą, a następnie popełniła samobójstwo. Giuseppe Matarazzo został zastrzelony miesiąc po tym, jak opuścił więzienie po odbyciu 11-letniego wyroku.

Giuseppe Matarazzo, 45-letni ksiądz, został zastrzelony w lipcu 2018 roku w miejscowości Frasso Telesino. Zaledwie miesiąc wcześniej wyszedł z więzienia. Przez ostatnich 11 lat odsiadywał tam wyrok za molestowanie dwóch nieletnich sióstr. Jedna z nich popełniła samobójstwo w wieku 15 lat. Teraz ojciec dziewczynek jest podejrzewany o to, że zatrudnił mordercę, by ten zabił ich oprawcę.

Włochy: samosąd na księdzu-pedofilu?

Policja kilka dni temu w sprawie morderstwa księdza pedofila zatrzymała dwóch mężczyzn, teraz bada powiązanie ze sprawą ojca molestowanych przez niego dziewczynek. Oskarżyciel Francesco Sansobrino jest przekonany, że zatrzymani przez policję 30-letni Generoso Nasta i 55-letni Giuseppe Massar zostali nasłani na księdza w ramach płatnego zlecenia. Obaj pochodzą z różnych miast, zostali wybrani dla niepoznaki – donosi włoski Next quotidiano.

Ksiądz został znaleziony z pięcioma ranami postrzałowymi, policja informuje, że zastrzelono go z zaparkowanego samochodu. Zatrzymani mężczyźni nie mają alibi na dzień zbrodni, a na ich konta wpłynęło po kilka tysięcy euro – jeszcze przed zabójstwem duchownego – donosi Inter Napoli. 

Policja znalazła broń, z której zastrzelono księdza i auto, z którego dokonano zbrodni. Obydwaj podejrzani zaprzeczają, że mają coś wspólnego ze sprawą śmierci księdza pedofila. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Białystok: 28-letni Daniel J. adoptował zwierzęta, by później je katować

Trzeba być bezwzględnym sadystą, żeby zachowywać się jak Daniel J. (28 l.) z Białegostoku. Prokuratura udowodniła mu, że zamęczał bezbronne kotki na śmierć. Bezduszny oprawca stanął przed sądem. – Kot mnie zdenerwował, kopnąłem go raz i kot poleciał – tak tłumaczył swoją agresję w trakcie śledztwa oprawca.

Daniel J. (28 l.) udawał miłośnika zwierząt. Często odwiedzał schronisko fundacji „Kotkowo” zajmującej się porzuconymi i chorymi zwierzętami. W końcu oświadczył pracownikom, że chce przygarnąć kotka Hipolita. Ten zwierzak już raz stracił dom i pragnął mieć dobrego właściciela. Po kilku tygodniach Daniel J. wrócił po kolejnego kotka – dostał schorowanego Marcysia, a jeszcze później Miszę. Ich gehennę ujawniła sąsiadka Daniela J.

Jak ustaliła prokuratura, nowy dom stał się miejscem kaźni tych kotków. Zwyrodnialec okrutnie znęcał się nad zwierzętami. Chciał ich śmierci.

– Wypalanie oczu, obcinanie ogonów. Bicie po brzuchu, po nogach, po głowie, kopanie – wyliczał czyny oskarżonego prokurator. Dwa pierwsze kotki nie przeżyły tych męczarni.

Trzeci, Misza, cudem przetrwał, ale do końca swoich dni zostanie kaleką. Daniel J. przyznał się do winy, ale nie potrafił powiedzieć, dlaczego dręczył i mordował zwierzęta. – Kot mnie zdenerwował, kopnąłem go raz i kot poleciał – tak tłumaczył swoją agresję w trakcie śledztwa.

Biegli nie mieli jednak wątpliwości, że jego celem było zabicie zwierząt. Obrońca tłumaczył, że było to skutkiem złego stanu psychicznego. Zapewniał, że oskarżony żałuje tego, co zrobił i chce naprawić swój błąd – Daniel J. leczy się i znalazł pracę. Dlatego prosi o karę ograniczenia wolności, to są np. prace społeczne.

Prokurator chce natomiast kary bezwzględnego więzienia – maksymalny wymiar to 3 lata.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Porwali i gwałcili ją członkowie Państwa Islamskiego. Uciekła do Niemiec. Tam spotkała swojego oprawcę

Jazydzka uchodźczyni w Niemczech, która w przeszłości przez kilka miesięcy była niewolnicą seksualną Państwa Islamskiego (IS), wróciła do irackiego Kurdystanu, po tym jak kilkukrotnie spotkała na ulicy w Niemczech człowieka, który kupił ją i gwałcił.

O okolicznościach powrotu do Kurdystanu dziewiętnastoletniej Aszwak Hażi szeroko informowały w sobotę kurdyjskie media w Iraku. Dziewczyna, która ma obecnie 19 lat i pochodzi ze zdominowanego przez jazydzką mniejszość religijną rejonu Sindżaru, na północy Iraku, została porwana w sierpniu 2014 roku, gdy IS napadło na te obszary i dokonało tam masakry jazydów. Kobiety i dziewczynki jazydzkie były wówczas masowo sprzedawane przez terrorystów jako seksualne niewolnice.

Według relacji Aszwak przebywała ona w niewoli od 3 sierpnia do 22 października 2014 roku, kiedy to udało jej się uciec. Aszwak powiedziała agencji AFP, że została kupiona za 100 dolarów przez irackiego dżihadystę, używającego pseudonimu Abu Human.

W 2015 roku Aszwak wraz z rodziną wyjechała do Niemiec i zamieszkała w miasteczku Schwaebisch Gmuend niedaleko Stuttgartu (południe), jednak w 2016 roku znów zobaczyła swego oprawcę – tym razem w Niemczech. Aszwak powiedziała kurdyjskiej telewizji Kurdistan24, że terrorysta szedł za nią aż do jej mieszkania.

W lutym 2018 roku ponownie spotkała Abu Humana w supermarkecie i choć sama udawała, że go nie zna, to gwałciciel powiedział jej, że rozpoznał ją i wie, gdzie ona mieszka. Później, według relacji Aszwak, miał jechać za nią swoim samochodem.

Przerażona jazydka zgłosiła całe zdarzenie niemieckiej policji, która stwierdziła, że z braku dowodów nie może aresztować Abu Humana. Ustalono jednak, że prawdziwe nazwisko mężczyzny brzmi Mohammad Raszid, że pochodzi on z Bagdadu i przybył do Niemiec jako uchodźca.

Aszwak mówiła w telewizji Kurdistan24, że w takiej sytuacji nie mogła zostać w Niemczech, gdyż obawiała się ponownego porwania. Dodała, że w niewoli u Abu Humana była nie tylko gwałcona, ale również torturowana.

Jazydka postanowiła więc wrócić do Regionu Kurdystanu w Iraku i zamieszkać tam w obozie dla uchodźców, w którym wciąż przebywał jej ojciec. W telewizji mówił on, że w sumie z jego rodziny porwanych zostało aż 77 osób, a 41 z nich dotychczas nie odnaleziono.

Rzecznik niemieckiej prokuratury federalnej Frauke Koehler powiedziała w sobotę agencji AP, że jazydka została przesłuchana, ale informacje, które przekazała, nie były dostatecznie precyzyjne. Gdy 13 marca 2018 roku policja zdecydowała się wszcząć jednak postępowanie i chciała ponownie przesłuchać Aszwak, okazało się, że dziewczyna wyjechała już z powrotem do Iraku.

Według Kurdistan24 przypadek Aszwak nie jest jedyną taką sytuacją, gdy jazydki spotkały swych prześladowców z IS w Niemczech. Jedyne, co zdaniem kurdyjskiej telewizji wyróżnia ten przypadek, to fakt, że oprawca z IS nadal próbował zastraszać swą ofiarę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szczegóły brutalnego zabójstwa 69-letniej kobiety

Ponad rok temu mieszkańcami Dobrego Miasta (woj. warmińsko-mazurskie) wstrząsnęło brutalne morderstwo. 69-letnia Zofia P. została uduszona we własnym domu najprawdopodobniej przez 31-letniego Dmitrija A. z Kaliningradu, z którym prowadziła interesy. 17 lipca przed Sądem Okręgowym w Olsztynie biegły Bogdan Zalewski ujawnił bulwersujące szczegóły tego zabójstwa.

– Najpierw Zofia P. dostała silny cios pięścią w twarz. Kiedy upadła, oprawca bił ją nadal. Potem złapał za szyję i dusił. A jednocześnie uciskał jej klatkę piersiową kolanami, łamiąc kilka żeber. W tym samym czasie na twarz rzucił jakąś szmatę czy poduszkę. Trzymał tak długo, aż przestała oddychać – powiedział we wtorek przed sądem Bogdan Zalewski.

Nie przyznaje się do winy

Dmitrii A. zapewnia, że jest niewinny. W trakcie śledztwa przyznał jedynie, że handlował z Zofią P. pochodzącymi z kontrabandy papierosami, ale feralnego dnia nawet nie był u niej w mieszkaniu. Jedynym dowodem w sprawie, który jednoznacznie obciąża Rosjanina, jest… papieros!

Po zamordowaniu Zofii P. sprawca dokładnie wyczyścił mieszkanie, w którym udusił kobietę. W maju ub. r. w domu ofiary policjanci nie znaleźli nic, co pomogłoby im w ustaleniu personaliów sprawcy. Dopiero analiza materiału DNA znalezionego pod domem Zofii P. niedopałku papierosa wskazała, że Rosjanin skłamał.

Dwa miesiące po zabójstwie Dmitrii A. został zatrzymany w Gronowie. Potem trafił do aresztu, w którym od roku czeka na rozprawę.

Wniosek oskarżonego

We wtorek sąd w Olsztynie odrzucił wniosek oskarżonego o skierowanie na obserwację psychiatryczną. Proces już się zakończył. Za tydzień sąd wysłucha obrony i oskarżenia. Potem wyda wyrok. Rosjaninowi grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowy Dwór Gdański: W środku dnia zgwałcona została biegaczka. Podejrzany w areszcie

W środku dnia, na popularnej wśród biegaczy trasie pod Nowym Dworem Gdańskim zgwałcono kobietę. Policja szybko ujęła podejrzanego. Usłyszał już zarzuty. Dziś sąd zdecydował o umieszczeniu go na miesiąc w areszcie. Droga na obrzeżach Nowego Dworu Gdańskiego (województwo pomorskie) prowadząca do wsi Piotrowo. W pobliżu osiedle domków jednorodzinnych. To popularne miejsce wśród mieszkańców miasta, którzy uprawiają jogging i wyruszają na przejażdżki rowerowe. W sobotę 14 lipca w tej spokojnej okolicy została zgwałcona 45-letnia biegaczka.

Przyznał się do winy

– W minioną sobotę około godziny 15. dyżurny nowodworskiej komendy otrzymał zgłoszenie o zgwałceniu kobiety, mieszkanki Pomorza, do którego miało dojść na obrzeżach miasta – potwierdza zdarzenie sierż. sztab. Joanna Słowik z Komendy Powiatowej Policji w Nowym Dworze Gdańskim. Podejrzanego ujęto po kilkunastu minutach. To 22-latek.

Policja nie zdradza szczegółów zdarzenia ze względu na dobro pokrzywdzonej. Wiadomo jednak, że jako miejsce przestępstwa wskazuje się ul. Kochanowskiego, a zatrzymany został już przesłuchany. Sprawę prowadzi prokuratura z Malborka. We wtorek sąd zdecydował, że podejrzany trafi na miesiąc do aresztu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

26-latek chciał zgwałcić dziewczynkę w przedszkolu

Prokuratura Rejonowa w Iławie przedstawiła 26-latkowi zarzut usiłowania gwałtu na kilkuletniej dziewczynce. Do przestępstwa miało dojść w budynku przedszkola w Lubawie (woj. warmińsko-mazurskie). Do przestępstwa doszło w poniedziałek. Mężczyzna wszedł do przedszkolnej szatni, w której przebierają się dzieci. Policja zatrzymała go krótko po tym zdarzeniu, już poza terenem przedszkola.

Jak poinformował prokurator rejonowy w Iławie Jan Wierzbicki, ze wstępnych ustaleń wynika, że 26-letni mężczyzna usiłował dokonać gwałtu na kilkulatce. Prokuratura nie podaje informacji o szczegółach tej sprawy. Przy zatrzymanym znaleziono woreczek foliowy z „suszem barwy zielono-brunatnej”. Dlatego – poza zarzutem usiłowania dokonania gwałtu na dziecku – przedstawiono mu też zarzut związany z posiadaniem narkotyków.

Mężczyzna jest mieszkańcem Lubawy. Nie był wcześniej karany za czyny przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Odpowiadał natomiast za przestępstwa przeciwko mieniu. Nie był pracownikiem przedszkola. Iławska prokuratura złożyła już do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. 26-latkowi grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż trzy lata.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Okropna zbrodnia na Śląsku. Zgwałcono półtoraroczne dziecko

Porażające bestialstwo na Dolnym Śląsku. W Chojnowie doszło do tragedii. Został tam zgwałcony półtoraroczny chłopczyk. O dokonanie zbrodni jest podejrzany 32-letni mężczyzna. Decyzją legnickiego sądu sprawca został zatrzymany na trzy miesiące.

Bestialskie zdarzenia rozegrały się w Chojnowie w powiecie legnickim (województwo dolnośląskie). Z ustaleń legnickiej prokuratury wynika, że gwałtu na półtorarocznym chłopcu dokonał 32-letni mężczyzna. Lokalne media informują, że napastnik ma 25 lat. Sprawca nie jest ojcem dziecka ani mieszkańcem Chojnowa – podkreśliła w rozmowie z portalem Onet rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy, Lidia Tkaczyszyn.

Decyzją legnickiego sądu 32-latek został aresztowany na trzy miesiące. Śledczy nie chcą zdradzać zbyt wielu szczegółów sprawy. Więcej informacji ma pojawić się w środę.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Małopolska: Mąż wielokrotnie zgwałcił chorą żonę. Sąd skazał go na 5 lat więzienia

5 lat więzienia – taki wyrok usłyszał mieszkaniec Małopolski za znęcanie się i wielokrotne zgwałcenie chorej żony. Andrzej M. ma też zapłacić kobiecie 20 tys. zł zadośćuczynienia. Nie wymaże to jednak z pamięci ofiary piekła, które zgotował jej domowy oprawca. Wyrok przed krakowskim sądem zapadł niemal dwa lata po tym, jak 31-letni mężczyzna został zatrzymany. Oprócz kary pozbawienia wolności i nakazu zapłaty sąd zdecydował też, że przez 10 lat Andrzej M. nie może zbliżać się do byłej partnerki i dwójki dzieci na odległość nie mniejszą niż 100 metrów – podaje gazetakrakowska.pl.

Podczas procesu mężczyzna przyznał się częściowo do winy. Zeznał, że zdarzało mu się stosować wobec żony przemoc, szczególnie po alkoholu. – Mogłem wtedy zachowywać niespokojnie – stwierdził mieszkaniec podkrakowskiej miejscowości. Zaznaczał, że nigdy nie wymuszał seksu na chorej partnerce.

Prokuratorzy (a sąd przyznał im rację) nie uwierzyli w te zapewnienia. Śledczy zarzucili 31-latkowi, że ponad 40 razy zgwałcił swoją żonę i znęcał się nad nią.
Źródło info i foto: wp.pl