Zwłoki 44-letniego policjanta znalezione na jednym z osiedli w Białej Podlaskiej

Zwłoki policjanta odkryto na terenie jednego z osiedli w województwie lubelskim. Sprawą zajęła się już prokuratura. Wszczęte zostało śledztwo w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Zwłoki policjanta znaleziono na jednym z osiedli w Białej Podlaskiej. Ciało mężczyzny znaleziono w poniedziałek  w okolicy garaży. Jak powiedziała Polskiej Agencji Prasowej oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Białej Podlaskiej kom. Barbara Salczyńska-Pyrchla na miejscu okazało się, że to funkcjonariusz policji z jednego z komisariatów w Janowie Podlaskim.

Okoliczności śmierci policjanta wyjaśni śledztwo wszczęte przez Prokuraturę Rejonową w Białej Podlaskiej. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lubelskiej Agnieszka Kępka poinformowała, że śledztwo to prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Przyczyny zgonu mężczyzny ma wyjaśnić zarządzona sekcja zwłok. Kępka powiedziała, że według dotychczasowych ustaleń, nie ma podstaw, aby sądzić, że do śmierci policjanta przyczyniły się osoby trzecie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest śledztwo prokuratury ws. „osiedla covidowego”

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w związku z budową osiedla w otulinie Kampinosu i rezerwatu Łosiowe Błota. Postępowanie dotyczy spowodowania zniszczeń w świecie roślinnym i zwierzęcym. Sprawę nagłośniły „Wydarzenia” Polsat News.

– 21 października zostało wydane postanowienie o wszczęciu śledztwa. Prokurator, analizując materiał dowodowy dotychczas zebrany w sprawie, ustalił, że zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa – powiedziała w poniedziałek (26 października) Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jak przekazała prokurator Skrzyniarz, postępowanie dotyczy „spowodowania zniszczeń w świecie roślinnym oraz zwierzęcym w znacznych rozmiarach, wbrew przepisom ustawy o ochronie przyrody, na terenie stanowiącym otulinę Kampinoskiego Parku Narodowego i rezerwatu przyrody Łosiowe Błota w związku z rozpoczęciem i prowadzeniem od 8 do 18 września prac budowlanych pod inwestycję osiedla 15 budynków jednorodzinnych na działce w gminie Stare Babice” i wyrządzenie tym samym „istotnej szkody oraz zmniejszenie wartości przyrodniczej tego terenu”.

Jak przekazała prokurator Skrzyniarz, postępowanie dotyczy „spowodowania zniszczeń w świecie roślinnym oraz zwierzęcym w znacznych rozmiarach, wbrew przepisom ustawy o ochronie przyrody, na terenie stanowiącym otulinę Kampinoskiego Parku Narodowego i rezerwatu przyrody Łosiowe Błota w związku z rozpoczęciem i prowadzeniem od 8 do 18 września prac budowlanych pod inwestycję osiedla 15 budynków jednorodzinnych na działce w gminie Stare Babice” i wyrządzenie tym samym „istotnej szkody oraz zmniejszenie wartości przyrodniczej tego terenu”.

Będą przesłuchania świadków
Zanim prokuratura podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa, przeprowadzono postępowanie sprawdzające. Zgromadzono w nim m.in. dokumentację dotyczącą inwestycji, a także dokumentację powiatowego inspektora budowlanego. Przesłuchano także przedstawiciela wójta gminy Stare Babice, które złożył zawiadomienie do prokuratury.

Prokurator Skrzyniarz przekazała, że w późniejszym czasie podobne zawiadomienie do Prokuratury Krajowej złożył minister środowiska Michał Woś. Śledztwo w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie prowadzone jest w związku z tymi dwoma zawiadomieniami.

– Zaplanowane są liczne czynności procesowe, w tym przesłuchanie świadków mających wiedzę o prowadzeniu tej inwestycji. Po zebraniu tego materiału rozważane jest zasięgnięcie opinii biegłego z zakresu ochrony środowiska – poinformowała Skrzyniarz.

„Domy dla osób w kwarantannie”

Chodzi o budowę na 20-hektarowym terenie dawnej bazy wojskowej w Lesie Bemowskim. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego wydał postanowienie wstrzymujące prowadzenie robót budowlanych dotyczących budowy osiedla w otulinie rezerwatu Łosiowe Błota – wynika z pisma PINB do wójta gminy Stare Babice Sławomira Sumki opublikowanego na stronie urzędu gminy.

Inwestor – Sawa Solec Residence – twierdzi, że planuje tam stawiać domy przeznaczone dla osób, które odbywają kwarantannę w związku z pandemią koronawirusa.

Sawa Solec Residence powołuje się na to, że „regulacje prawne zawarte w tzw. tarczy antycovidowej dały możliwość szybkiej i maksymalnie odbiurokratyzowanej realizacji inwestycji związanych ze zwalczaniem pandemii koronawirusa oraz jej skutków”. Przepis ten pozwalał na budowę obiektów związanych z walką z pandemią bez konieczności trzymania się m.in. prawa budowlanego. Wójt Starych Babic Sławomir Sumka, który zawiadomił prokuraturę, zaznaczył, że według dokumentów – jakie powstały w ostatnich latach w gminie Stare Babice – ta działka powinna być lasem, a nie miejscem osiedlania się mieszkańców.

Walka od 12 lat

Sumka złożył również wniosek do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego dla powiatu warszawskiego zachodniego o wstrzymanie robót budowlanych. PINB wstrzymał te prace 18 września 2020 roku i nałożył na inwestora obowiązek przedstawienia „stosownych dokumentów”. Sawa Solec Residence ma na to 60 dni.

Jak wskazywał wójt Starych Babic, przez działkę, na której inwestor planuje budowę osiedla przebiega „korytarz ekologiczny prowadzący zwierzęta z lasu bemowskiego do Puszczy Kampinoskiej”.

– Wszelkie dokumenty, wszelkie prawa tworzone przez dewelopera naruszają istotę tego miejsca. Od 2008 roku trwa nieustająca walka, aby ten teren został miejscem zielonym, dla zwierząt, a nie był terenem zabudowanym – mówił Sumka. Apelował również, by nie wykorzystywać przepisów antycovidowych do omijania prawa.
Źródło info i foto: interia.pl

Atak w Poznaniu. Nowe ustalenia policji

Na jednym z poznańskich osiedli doszło do awantury. Mężczyzna groził braciom z ormiańskiej rodziny. Interweniowali sąsiedzi, którzy obezwładnili agresora. Mężczyznę zatrzymała policja, która w sobotę przekazał nowe informacje w tej sprawie. Do zdarzenia doszło 28 sierpnia na Os. Armii Krajowej. Agresywny mężczyzna umyślnie trącił barkiem idących z naprzeciwka chłopców. Wywiązała się między nimi dyskusja. Całe zdarzenie z okna oglądała matka kłócących się braci. Kobieta postanowiła pomóc swoim synom.

Wymiana zdań była coraz głośniejsza. Jeden z sąsiadów widząc sprzeczkę, zadzwonił po policję. Postanowił pomóc kobiecie z dziećmi i stanął w ich obronie. Pomógł mu drugi sąsiad, który parkował akurat samochód. Atakujący był coraz bardziej wulgarny i agresywny. Mężczyźni obezwładnili go i poczekali na mundurowych.

Policja zatrzymała agresywnego mężczyznę. Świadkowie myśleli, że agresor był pod wpływem środków odurzających. Wezwano karetkę pogotowia. Zatrzymany trafił do szpitala, gdzie pobrano mu krew do badań. Jak poinformowała w sobotę policja, funkcjonariusze przesłuchali już wszystkich uczestników incydentu i naocznych świadków. Z ich zeznań wynika, że zatrzymany mógł skierować groźby karalne pod adresem jednego z sąsiadów. Dokumenty tej sprawy zostały przesłane do prokuratury, do oceny prawno-karnej.
Źródło info i foto: o2.pl

Raciąż na Mazowszu: Strzelanina w jednym z bloków. Nie żyją dwie osoby

W Raciążu (woj. mazowieckie) w bloku na jednym z osiedli mieszkaniowych doszło we wtorek późnym wieczorem do strzelaniny. Zginęli kobieta i mężczyzna. Na klatce schodowej znaleziono także rannego, który trafił do szpitala. Okoliczności zdarzenia wyjaśnia policja.

Jak poinformowała w środę rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Płońsku podkom. Kinga Drężek-Zmysłowska, ze wstępnych ustaleń wynika, że kobieta i mężczyzna, którzy zginęli, byli w trakcie rozwodu. Zgłoszenie o strzałach, które słychać było w bloku na jednym z osiedli mieszkaniowych w Raciążu policja otrzymała od okolicznych mieszkańców we wtorek ok. godz. 22.25 – na miejsce natychmiast wysłano patrol funkcjonariuszy.

– Skierowani na miejsce policjanci znaleźli w bloku na klatce schodowej ciała dwóch osób: 32-letniej kobiety i 36-letniego mężczyzny. Funkcjonariusze zastali tam również rannego 35-latka, który został przewieziony do szpitala w Płońsku. Miał ranę ręki – powiedziała Drężek-Zmysłowska. Dodała, iż na miejscu zdarzenia przez całą noc pracowała grupa operacyjno-dochodzeniowa policji pod nadzorem prokuratora.

– Z informacji, które posiadamy wynika, że dwie osoby, które zginęły były w trakcie rozwodu – przyznała rzeczniczka płońskiej policji, pytana o dotychczasowe ustalenia w związku ze zdarzeniem. Powołując się na dobro prowadzonych czynności, odmówiła podania innych szczegółów. Podkreśliła, że prawdopodobnie jeszcze w środę zebrane w sprawie przez policję materiały zostaną przekazane do płońskiej Prokuratury Rejonowej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wrocław: Okradziono mieszkanie Olgi Tokarczuk?

Do włamania doszło w nocy z soboty na niedzielę na osiedlu Krzyki we Wrocławiu. Policja potwierdza, że okradziono lokal mieszkaniowy. Według nieoficjalnych doniesień Radia Wrocław mowa o domu należącym do Olgi Tokarczuk, która obecnie przebywa zagranicą. Policjanci otrzymali zgłoszenie o włamaniu w sobotę wieczorem, kilka minut przed północą.

– Na miejsce włamania skierowano dwie jednostki: techniki kryminalistycznej oraz zespół dochodzeniowo-śledczy. Policjanci zabezpieczali ślady i podjęli działania operacyjne mające na celu wytypowanie podejrzanych – przekazał polsatnews.pl st. sierż. Krzysztof Marcjan, oficer prasowy KMP we Wrocławiu.

Oględziny mieszkania zakończyły się nad ranem.

Nieoficjalnie: to mieszkanie noblistki

Policja potwierdza jedynie, że okradziony został lokal mieszkaniowy na wrocławskich Krzykach. Radio Wrocław poinformowało nieoficjalnie, że jest to willa należąca do Olgi Tokarczuk. Noblistka ma obecnie przebywać poza granicami Polski. Radio Wrocław przekazało też, że z mieszkania zginęła gotówka w różnych walutach. Policja nie potwierdziła ustaleń dotyczących wartości strat.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Chorwacja: Strzelanina na jednym z osiedli w Zagrzebiu

Tragedia w stolicy Chorwacji. Na osiedlu Kajzerica w Zagrzebiu doszło do strzelaniny, w której zginęło sześć osób – trzy kobiety, dwóch mężczyzn oraz 10-letnie dziecko. W domu, w którym doszło do masakry, policjanci znaleźli także 7-miesięczne niemowlę, któremu nic się nie stało. Chorwackie media nazywają zdarzenie „masakrą w Zagrzebiu”.

Do dramatycznego zdarzenia w stolicy Chorwacji doszło w czwartek 1 sierpnia około godziny 21:30. W dzielnicy Novi Zagreb – Zapad, na osiedlu Kajzerica rozległy się krzyki kobiet. Na miejsce przyjechała policja. W domu, w którym doszło do strzelaniny, znaleziono zwłoki sześciu osób, w tym 10-letniego dziecka. Jedyną osobą, która przeżyła atak, jest 7-miesięczne niemowlę. Zbrodni dopuścił się prawdopodobnie były mąż jednej z zamordowanych kobiet. Jego motywem miała być zazdrość – pisze Deutsche Welle.

Po tym, jak w Kajzericy doszło do strzelaniny, policja zablokowała okoliczne ulice oraz mosty i rozpoczęła poszukiwania zabójcy. O godzinie 4:10 w nocy służby poinformowały, że mężczyzna został znaleziony w sąsiedniej dzielnicy Brezovica. Sprawca popełnił samobójstwo podczas aresztowania – informuje vecernji.hr. Wciąż trwa śledztwo w tej sprawie, a policja ustala okoliczności zdarzenia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąsiedzi o rodzicach zaginionego 5-latka. „Kłócili się po nocach, aż matka uciekła z domu”

To było piekło. Sąsiadów regularnie zrywały ze snu odgłosy dzikich awantur dochodzące zza ściany. Twierdzą, że Paweł Ż. (+32 l.) od dawna pastwił się nad swoją rosyjską żoną, aż w końcu urządził jej taką awanturę, że kobieta spakowała manatki i uciekła. Prawdopodobnie właśnie to doprowadziło do tragedii: tydzień temu mężczyzna uprowadził synka Dawidka (5 l.), żonie powiedział, że nigdy już nie ujrzy dziecka, a potem rzucił się pod pociąg. Czy przed samobójczą śmiercią zabił także syna?

Niewielkie, czteropiętrowe bloki, na środku plac zabaw, a dookoła ogrodzenie i ochrona – na takim osiedlu przy ul. Żydowskiej w Grodzisku Mazowieckim wynajmowali mieszkanie Paweł Ż. (+32 l.) z żoną Julią i synkiem Dawidkiem.

– To był skryty człowiek, raczej z nikim się nie przyjaźnił. Tylko: dzień dobry, do widzenia. Często przesiadywał na krześle na balkonie. Teraz po nim to krzesło zostało… A ona? Miła, zadbana, ale coś ją gryzło. Miała zawsze spuszczoną głowę. Ich synek z kolei bawił się z innymi dziećmi na naszym placu zabaw. Za każdym razem był pod czyjąś opieką, ale rodzice nie nawiązywali z nami większych relacji – słyszymy anonimowo od mieszkańców osiedla.

Sąsiedzi przypominają sobie, że Paweł Ż. lubił hazard i alkohol. I zapewne ta mieszanka nałogów sprawiała, że mężczyzna regularnie wszczynał w domu awantury. – Zawsze krzyczeli po rosyjsku. A podczas kłótni na podłogę leciały talerze, a nawet meble – mówią otwarcie mieszkańcy klatki.

Trzy tygodnie temu Julia powiedziała: dość. Po kolejnej awanturze spakowała walizki i wyprowadziła się do Warszawy. Czy zamierzała zabrać Dawidka i wyjechać z Polski? Paweł Ż. mógł to podejrzewać, bo tak właśnie uczyniła jego pierwsza żona, która z 9-letnią córką uciekła od niego na Ukrainę. Czy pomny tych doświadczeń postanowił odegrać się teraz na Julii?

– Prawdopodobnie był w głębokiej depresji. Chciał ukarać żonę, a samobójcza śmierć miała wpędzić ją w poczucie winy. A jeżeli okaże się, że popełnił jeszcze zbrodnię, to znaczy, że potrzeba zemsty na żonie była silniejsza od uczucia miłości do syna – komentuje prof. Brunon Hołyst, ekspert w dziedzinie kryminalistyki.

Do tragedii doszło w środę 10 lipca. Paweł Ż. zabrał synka od dziadków, żonie powiedział przez telefon, że już nigdy nie zobaczy dziecka, a potem rzucił się pod pociąg. Co się stało z Dawidkiem? Od tygodnia szukają go zastępy policjantów. Jedna z wersji śledztwa zakłada, że przed samobójcza śmiercią ojciec zabił synka i ukrył jego ciało.
Źródło info i foto: se.pl

Milicz: Zatrzymano podpalacza, który terroryzował jedno z osiedli

Policjanci z Milicza zatrzymali podpalacza, który w ostatnich dniach wzniecił kilka pożarów, powodując straty sięgające kilkunastu tysięcy złotych. Okazał się nim 13-letni chłopiec. O jego dalszym losie zadecyduje sąd dla nieletnich.

Na początku grudnia nieznany sprawca podpalił kilka ozdobnych drzewek tui, które rosły przy ogrodzeniu boiska piłkarskiego przy ul. Mickiewicza. Spaleniu uległo kilkanaście drzewek oraz wysokie ogrodzenie boiska tzw. piłkochwyty. Straty oszacowano na kilkanaście tysięcy złotych.

Kilka dni później na pobliskim osiedlu odnotowano dwa kolejne pożary. W pierwszy dzień świąt podpalony został wózek dziecięcy stojący w klatce schodowej. Spaleniu uległ nie tylko wózek, ale zniszczona została również klatka schodowa, której ściany zostały nadpalone i osmolone dymem. Podobna sytuacja miała miejsce dwa dni później. Podpalony został kolejny wózek, pozostawiony przy wejściu do klatki schodowej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Kompletnie pijany kierowca staranował 8 aut we Wrocławiu

Osiem rozbitych aut, uszkodzona przyczepa samochodowa, znak drogowy i słup oświetleniowy. Taki widok zastali mieszkańcy jednego z wrocławskich osiedli przy ul. Pereca, których około piątej nad ranem obudził ogromy huk. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, ale po pewnym czasie wrócił i oddał się w ręce policji. Badanie wykazało u niego niemal 2,5 promila alkoholu w organizmie.

– Usłyszałem tylko łoskot, wyjrzałem przez okno, ale nic się nie działo. Tylko jeden samochód pod drzewem miał alarm włączony, więc położyłem się spać – relacjonował w rozmowie z TVN24 pan Jerzy, właściciel jednego ze zniszczonych aut.

Dopiero rano właściciel auta dowiedział się co się wydarzyło. – Przyszedł szwagier i mówi, że moje auto jest całe rozbite i nadaje się do kasacji – opowiadał mężczyzna. Jego samochód stracił koło, nadkole, część drzwi i szybę.

Sprawca pojawił się w trakcie wykonywania czynności przez policję. Oświadczył, że to on kierował pojazdem. Został zatrzymany. 29-latek nie zgodził się na badanie alkomatem, dlatego został przetransportowany na komendę. Badanie wykazało u niego niemal 2,5 promila alkoholu w organizmie. Od mężczyzny pobrano też krew do badań, by sprawdzić, czy nie był pod wpływem środków odurzających.

Mężczyzna uszkodził osiem zaparkowanych na poboczu pojazdów, przyczepkę samochodową, słup oświetleniowy i znak drogowy. BMW, którym dokonał zniszczeń, znaleziono na sąsiedniej ulicy. Miał tylko trzy koła, czwarte leżało w pobliżu rozbitych aut.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Trwają poszukiwania 17-letniej Otylii

Krakowska policja prowadzi poszukiwania 17-letniej Otylii Łazarz. Nastolatka ostatni raz była widziana 11 czerwca w rejonie os. Centrum B. 17-latka ma ok. 180 cm wzrostu, jest szczupła. Ma niebieskie oczy i blond włosy do szyi. W dniu zaginięcia ubrana była w białe krótkie spodenki, bordową bluzkę i zielone adidasy.

Osoby, które mają jakiekolwiek informacje o zaginionej, proszone są o kontakt z VIII Komisariatem Policji w Krakowie: tel. 12 61-52-910, 112 lub 997.
Źródło info i foto: RMF24.pl