Modelka Emily Ratajkowski oskarża fotografa o molestowanie seksualne

Supermodelka Emily Ratajkowski opisała na łamach magazynu „Vulture” długi artykuł pt. „Kupowanie siebie z powrotem. Kiedy modelka ma własny wizerunek”, w którym opisuje m.in. początki swojej kariery. Wspomina też o prawnej batalii z fotografem Jonathanem Lederem, który miał ją upić i molestować, a później bezkarnie wydać książkę z jej pikantnymi zdjęciami.

Historia Emily Ratajkowski przeraża! Modelka w artykule opisuje, jak zaczynała swoją karierę modelki. Od 14. roku życia znała swoją agentkę, ale kariera dopiero przyspieszyła, gdy Emily skończyła 20 lat. W 2012 roku poznała fotografa Jonathana Ledera, który miał zrobić jej serię artystycznych zdjęć dla magazynu „Darius”. Młodziutka Emily wsiadła do autobusu i pojechała do domu fotografa, który zapewnił jej, że publikacja w artystycznym magazynie będzie jej przepustką do wielkiej kariery. Krótko mówiąc: zamiast zapłaty – obietnice.

W dalszej części artykuły Ratajkowski opisuje jak wyglądała sesja zdjęciowa. Fotograf stwierdził, że będzie to sesja w bieliźnie, i to już zaskoczyło Emily. W międzyczasie Leder ciągle polewał jej wino, a jak pisze Emily, piła je, bo nie chciała wyjść na niedojrzałą. Po sfotografowaniu w bieliźnie Leder powiedział: „Spróbujmy teraz nago”. Przerażona żądaniami fotografa i pijana, Emily posłusznie ściągnęła bieliznę i pozowała nago. W końcu po sesji zdjęciowej wylądowali pod kocem.

– Większość tego, co nastąpiło później, rozmywa się, z wyjątkiem uczucia. Nie pamiętam całowania, ale pamiętam, jak nagle jego palce znalazły się we mnie – twierdzi Emily. – Mocniej i mocniej, pchając i pchając, jak nikt wcześniej mnie nie dotykał ani nie dotykał mnie od tamtej pory. Czułam swój kształt i to naprawdę, naprawdę bolało. Instynktownie podniosłam rękę do jego nadgarstka i z siłą wyciągnęłam ze mnie jego palce. Nie powiedziałam ani słowa – opisuje molestowanie Ratajkowski. Później fotograf miał wstać i wyjść, z kolei ona musiała przenocować w jego domu, a wcześnie rano złapała powrotny pociąg do domu.

Jonathan Leder nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Nie uważa też, że publikując zdjęcia Emily z tamtej nocy, okradł ją. Książka ze zdjęciami Ratajkowski ukazała się w 2016 roku.
Źródło info i foto: se.pl

Alaksandr Łukaszenka oskarża Polskę ws. protestów na Białorusi

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka powiedział w poniedziałek 10 sierpnia, że uczestnikami powyborczych protestów „sterowano z Polski, Wielkiej Brytanii i Czech”. Według niego świadczą o tym zarejestrowane połączenia telefoniczne z zagranicy na Białoruś. Zarejestrowaliśmy telefony z zagranicy. Telefony były z Polski, Wielkiej Brytanii i Czech; sterowano naszymi – proszę wybaczyć – owcami; one nie rozumieją, co robią, i nimi zaczynają sterować” – powiedział Łukaszenka na spotkaniu z Siergiejem Lebiediewem, szefem misji obserwacyjnej z krajów Wspólnoty Niepodległych Państw.

Łukaszenka zapewnił, że w ciągu minionej doby wielu osobom odmówiono wjazdu na Białoruś ze względów bezpieczeństwa. „Dokumenty były fałszywe, a większość nie wiedziała, po co jedzie” – oświadczył.

Odnosząc się do działań milicji w noc powyborczą oznajmił, że „chłopców z milicji próbowano atakować i niekiedy atakowano, ale chłopcy godnie wytrzymali i odpowiedzieli”.

„Ktoś chciał to święto zepsuć”

Łukaszenka nazwał wybory prezydenckie „świętem” i oznajmił: „Chcieliśmy ludziom podarować święto, a oni rzeczywiście na to odpowiedzieli”. Niemniej – dodał – „ktoś chciał to święto zepsuć”. Ludzie ci „pokazali się jeszcze wyraźniej tej nocy” – oświadczył, powołując się w tym miejscu na telefony z zagranicy.

Wymienił liczbę około 50 osób rannych podczas nocnych protestów i około 30 poszkodowanych milicjantów.

Wcześniej MSW Białorusi podało, że w trakcie zgromadzeń w ponad 30 miejscowościach kraju poszkodowanych zostało 39 milicjantów i ponad 50 osób cywilnych. MSW zaprzeczyło doniesieniom o jednej ofierze śmiertelnej starć z milicją w Mińsku.

Według wstępnych wyników podanych w poniedziałek przez Centralną Komisję Wyborczą w Mińsku Łukaszenka otrzymał w wyborach 80,2 proc, głosów, a jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska – 9,9 proc.
Źródło info i foto: interia.pl

Donald Trump o „niekompetencji Chin” i „masowym zabójstwie”

Donald Trump po raz kolejny oskarża Chiny w związku z wybuchem epidemii koronawirusa. – To „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie! – napisał na Twitterze prezydent USA. „The Washington Post” podkreśla, że polityk wykorzystuje koronawirusa w kampanii wyborczej. Donald Trump w środę po raz kolejny zaatakował Chiny w kontekście pandemii koronawirusa.

„Ktoś w Chinach wydał oświadczenie obwiniające wszystkich poza Chinami za wirusa, który zabił setki tysięcy ludzi. Proszę wytłumaczyć temu głupkowi, że to „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie!” – napisał na Twitterze amerykański prezydent.

To już kolejne mocne stwierdzenie Donalda Trumpa ws. sytuacji związanej z epidemią koronawirusa. We wtorek np. prezydent Stanów Zjednoczonych nazywał Światową Organizację Zdrowia (WHO) „marionetką Chin” i zagroził wycofaniem się z jej finansowania na stałe. USA to największy pojedynczy płatnik WHO, który zasila blisko 15 proc. jej budżetu. W 2019 roku było to ponad 400 milionów dolarów.

Jak podaje „The Washington Post”, również sekretarz stanu USA Mike Pompeo potępił Chiny jako „brutalny reżim autorytarny” i określił ich relacje z dyrektorem WHO jako „niepokojące”. Dziennik podkreśla jednak, że Trump wykorzystuje temat pandemii koronawirusa w swojej kampanii wyborczej.

Stany Zjednoczone twierdzą, że zarówno Chiny, jak i WHO zbyt późno informowały o wirusie. Z tego powodu prezydent Donald Trump zawiesił amerykańską składkę do WHO. Obecnie liczba zachorowań na COVID-19 na świecie przekroczyła już 5 milionów. Poinformowali o tym naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Maryland, którzy zajmują się monitorowaniem pandemii. Liczba ofiar na całym świecie to obecnie 326 tysięcy, a wyleczyć udało się niemal 2 miliony osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Norwegia oskarża Polskę o konfiskatę środka dezynfekującego. Jest reakcja naszego MSZ

Norweskie media podają, że Polska zablokowała transport żeli antybakteryjnych prywatnej firmy do tego kraju. Ministerstwo Spraw Zagranicznych podkreśla, że te doniesienia są nieprawdziwe. „Rodzima produkcja ma być przeznaczona w pierwszej kolejności na terytorium Polski” – podaje MSZ.

„Setki tysięcy butelek płynu antybakteryjnego, które mogą być dostarczone do Norwegii, są blokowane przez Polskę” – podaje norweski portal nrk.no a za nim inne tamtejsze media. W artykule czytamy, że chodzi o polsko-norweską firmę Norenco z siedzibą w Białej Podlaskiej, która dostarcza środki dezynfekujące do Polski, Norwegii i Szwecji.

Koronawirus. Norwegia oskarża Polskę

Z powodu koronawirusa norweskie władze zwiększyły zapotrzebowanie na płyn. Środki dezynfekujące, 20 tys. litrów butelek, miały trafić do Norwegii pod koniec ubiegłego tygodnia, ale „transport miał zostać zablokowany przez Polskę”. Żele miały zostać skonfiskowane. Norenco miało otrzymać list od wojewody lubelskiego, że środki mają być sprzedane państwu polskiemu po ustalonej cenie.

Polska miała przez to naruszyć porozumienie Europejskiego Obszaru Gospodarczego o wolnym handlu. W sprawę włączyło się norweskie MSZ. Norwegia nie może nic zrobić z tą decyzją, ale może potem ubiegać się o odszkodowanie. Na te doniesienia zareagowało polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które stanowczo podkreśla, że doniesienia są nieprawdziwe.

Koronawirus w Polsce. Specjalne przepisy

MSZ przypomina rozporządzenie Łukasza Szumowskiego z 20 marca, ws. ogłoszenia stanu epidemii. Chodzi o towary produkowane na terytorium Polski lub zakupione przez polskiego przedsiębiorcę w celu dalszej dystrybucji. W przypadku zamiaru wywiezienia lub sprzedaży poza granice kraju konieczne jest powiadomienie wojewody. Ten przekazuje sprawę ministrowi zdrowia. „Rodzima produkcja ma być przeznaczona w pierwszej kolejności na terytorium Polski” – podaje resort.
Źródło info i foto: wp.pl

„Agent Tomek” oskarża polityków PiS

Były agent CBA Tomasz Kaczmarek w reportażu „Superwizjera” oskarżył szefa MSWiA, ministra koordynatora służb specjalnych, byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego oraz byłego wiceszefa CBA Macieja Wąsika o wywieranie na niego nacisków podczas operacji dotyczącej rzekomej willi Kwaśniewskich.

skarżenia Kaczmarka skomentował na Twitterze w sobotę rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. „‚Agent Tomek’ przez lata publicznie tłumaczył, że wie do kogo należała ‚willa Kwaśniewskich’, brylował w mediach opowiadając o szczegółach akcji. Jak usłyszał zarzuty dotyczące oszustw finansowych, nagle przypomniał sobie o ‚naciskach’ M. Kamińskiego i Macieja Wąsika” – napisał Żaryn”.

„Gdy T. Kaczmarek był funkcjonariuszem CBA TVN24 kpił z niego i robił nieodpowiedzialnego, groźnego ‚karierowicza bez sumienia. Jak teraz T. K. usłyszał zarzuty dotyczące oszustw finansowych i zaczął kłamać na temat. M.Kamińskiego i M.Wąsika stał się wiarygodnym demaskatorem” – dodał.

Ustalenia z reportażu „Spowiedź agenta Tomka”

W reportażu przedstawiono wypowiedzi Kaczmarka (znanego jako „agent Tomek”), które miały pochodzić z konfrontacji z jednym ze świadków z połowy grudnia 2019 r. w siedzibie CBA. W wypowiedziach tych Kaczmarek mówi m.in. o tym, że dowody zebrane w operacji dotyczącej willi w Kazimierzu Dolnym, która miała rzekomo należeć do byłej pary prezydenckiej Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich, są wynikiem „rozkazów i poleceń od Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika”.

„Miałem wytworzyć przeświadczenie, że dom w Kazimierzu Dolnym należy do Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. Ja osobiście nigdy takiego przeświadczenia nie powziąłem, a moje notatki i złożone zeznania są efektem nacisków ze strony moich byłych przełożonych” – mówił były agent CBA.

„W tamtym okresie informowałem bezpośrednio o tym Macieja Wąsika, jednakże nakazał mi on, abym w ten sposób zeznawał i sporządzał dokumenty, aby wytworzyć przeświadczenie, że dom w Kazimierzu Dolnym mógłby w jakiś sposób nielegalny należeć do małżeństwa Kwaśniewskich. Pragnę z całą stanowczością potwierdzić, że w trakcie realizacji przeze mnie zadań służbowych nigdy takiego materiału dowodowego nie powziąłem, a były to tylko i wyłącznie insynuacje ze strony Macieja Wąsika” – dodał.

Kaczmarek pytany o potwierdzenie, że jest to wypowiedź z konfrontacji z połowy grudnia 2019 r. w CBA odpowiedział, że nie może wypowiadać się na temat prowadzonego postępowania, jednak w dalszych wypowiedziach dla „Superwizjera” potwierdzał tezy zawarte w przedstawionym nagraniu.

„Wąsik wymuszał na mnie to, że moja dokumentacja ma opisywać hipotetycznie, że ten dom należy do byłej pary prezydenckiej, ale utwierdzał mnie w tym, że posiada inne dowody” – mówił były agent CBA w rozmowie z dziennikarzami „Superwizjera”.

Sprawa centrum Helper

Superwizjer” przypomniał również, że Tomasz Kaczmarek ma obecnie postawione zarzuty przez prokuraturę. W listopadzie Prokuratura Regionalna w Białymstoku przedstawiła mu sześć zarzutów, w tym m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i pranie brudnych pieniędzy w kwocie 2 mln zł. Zarzuty wiążą się z jego działalnością w Europejskim Centrum Wsparcia Społecznego Helper, które w Olsztynie i kilku innych gminach regionu prowadziło środowiskowe domy pomocy. Stowarzyszenie prowadziła Katarzyna, żona „agenta Tomka”, a gdy ona wycofała się z kierowania Helperem, jej obowiązki przejął Tomasz Kaczmarek.

Były agent CBA i były poseł PiS stwierdził, że te zarzuty to „polityczna zemsta”. „Po odejściu z polityki wiem, że to z inicjatywy Macieja Wąsika zostały rozpoczęte ataki na stowarzyszenie Helper, które wraz z żoną prowadziłem. To wszystko jest wyssane z palca. Jesteśmy w stanie podczas postępowania sądowego to wszystko wyjaśnić i się obronić” – zapewniał były agent CBA w „Superwizjerze”.

O komentarz do słów byłego agenta CBA pytany był również były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który ocenił w „Superwizjerze”, że wypowiedzi Kaczmarka potwierdzają jego przekonanie, że akcja CBA była akcją „czysto polityczną”. „Zaskoczenie to, że pan Kaczmarek zdecydował się o tym ze wszystkimi konsekwencjami powiedzieć. To jest rzeczywiście niespodzianka” – powiedział były prezydent.

W sprawie majątku Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich toczy się śledztwo w Prokuraturze Regionalnej w Katowicach. Postępowanie jest prowadzone „w sprawie”. Dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Źródło info i foto: interia.pl

Druga kobieta oskarżyła Jarosława Bieniuka

Na nieskazitelnym dotychczas wizerunku Jarosława Bieniuka pojawia się coraz więcej rys. Fakt24 dotarł do kolejnej kobiety, która oskarża byłego piłkarza polskiej reprezentacji o napaść na tle seksualnym. 24-letnia kobieta długo się wahała, zanim zdecydowała się na spotkanie z nami. Jakie były jego kulisy?

Do szokujących zdarzeń miało dojść trzy lata temu w popularnym sopockim klubie „Ego”. Z relacji Katarzyny (prawdziwe imię do wiadomości red.) wynika, że podczas imprezy znalazła się sam na sam z Jarosławem Bieniukiem. Miała się natknąć na byłego piłkarza w toalecie znajdującej się obok loży dla VIP-ów. Kobieta podkreśla, że była to toaleta koedukacyjna, z której korzystali zarówno goście, jak i obsługa lokalu. Tam – jak twierdzi Katarzyna – były piłkarz najpierw zażył przy niej narkotyk, a następnie chwycił ją brutalnie za włosy i próbował zmusić do seksu oralnego.

Kulisy spotkania z Katarzyną

Katarzyna, szczupła, długowłosa 24-latka, na spotkanie z nami przybyła punktualnie. Już na samym początku zaznaczyła, że do Trójmiasta przyjechała tylko po to, by opowiedzieć nam swoją historię. Kobieta długo się wahała, zanim to zrobiła, jednak – jak podkreśla – czuła, że powinna to zrobić. Według niej ludzie niesłusznie dokonali linczu na Sylwii Sz., która oskarżyła Jarosława Bieniuka o gwałt. Katarzyna jej uwierzyła, bo – jak twierdzi – sama miała okazję zobaczyć drugą twarz wdowca po Annie Przybylskiej.

Na początku rozmowy Katarzyna sprawiała wrażenie bardzo przestraszonej i niepewnej. Wielokrotnie podkreślała, że chce pozostać anonimowa, bo obawia się o swoje bezpieczeństwo i boi się podobnej fali hejtu, jaka wylała się na Sylwię Sz. Poprosiła też, by przy rozmowie była obecna feministka Maja Staśko, bo dzięki temu będzie czuła się pewniej.

O zdarzeniach, do których miało dojść w sopockim klubie „Ego” Katarzyna mówiła bardzo emocjonalnie. Widać było, że jest wyraźnie poruszona. Opowiadała z detalami, a nawet pokazywała, w jaki sposób Jarosław Bieniuk miał ją chwycić za włosy, jak miał rozpinać rozporek, i jak następnie miał ją chwycić za twarz. Kiedy to robiła na jej twarzy malowało się wzburzenie.

Z relacji Katarzyny wynika, że w tamtym czasie studiowała w Trójmieście i często bawiła się w sopockich klubach. Tam też miała widywać czasami Sylwię Sz., którą – jak twierdzi – znała tylko z widzenia.

Kobieta przyznaje, że do tej pory ciężko jej uwierzyć w to, co spotkało ją ze strony Jarosława Bieniuka. Wcześniej – jak twierdzi – znała go jedynie z telewizji. Nie ukrywa, że podobał jej się jako mężczyzna i uważała go za swego rodzaju ideał. Tym bardziej – jak podkreśla – incydent w klubie „Ego” był dla niej olbrzymim szokiem. Katarzyna dodaje, że nigdy wcześniej ani później nie przeżyła podobnego upokorzenia, dlatego o całej sprawie chciała jak najszybciej zapomnieć. Bała się też, że nikt jej nie uwierzy…

W klubie Ego bywał wielokrotnie, więc…

Jarosław Bieniuk kategorycznie zaprzeczył, aby doszło do podobnej sytuacji.

– Pan Jarosław absolutnie neguje, aby przytoczona sytuacja miała mieć miejsce i jest zszokowany tymi zarzutami. Dodatkowo wskazuje, że w klubie Ego bywał wielokrotnie, więc potencjalny wybór miejsca, co do którego padają nowe oskarżenia może nie być przypadkowy. Jednocześnie proszę zwrócić uwagę, iż często w sprawach, w których jedna ze stron jest osobą medialną, z czasem pojawiają się kolejne rzekome pokrzywdzone na fali popularności tematu – napisała mecenas Olga Jędraszko, pełnomocniczka Jarosława Bieniuka. – Z punktu wiedzenia obrony zastanawiającym jest, czemu te informacje nie pojawiły się trzy lata temu, kiedy miało dojść do rzekomego zdarzenia, a dopiero teraz, kiedy sprawa stała się medialna. Bez wątpienia działania te mogą mieć na celu wzmocnienie wiarygodności osoby pierwotnie składającej zawiadomienie.

Kobieta nie zawiadomiła oficjalnie organów ścigania o tym, co nam opowiedziała. Chcieliśmy jednak dowiedzieć się, czy śledczy podejmą kroki mające na celu sprawdzenie jej słów w kontekście oskarżenia wysuwanego wobec Jarosława Bieniuka przez Sylwię Sz. Z tym pytaniem zwróciliśmy się do prokuratury, ta jednak odmówiła komentarza w tej sprawie.

Śledztwo wciąż trwa

Przypomnijmy, że cała historia to pokłosie nocy z 12 na 13 kwietnia. Sylwia Sz. spotkała się z Jarosławem Bieniukiem w Sopocie, gdzie najpierw imprezowali, a potem poszli do hotelu. Co dokładnie się tam wydarzyło? To wciąż wyjaśnia prokuratura.

Sylwia Sz. po tym spotkaniu oskarżyła byłego piłkarza o gwałt, a Bieniuk trafił do aresztu, z którego wyszedł za kaucją w wysokości 20 tys. zł dopiero 17 kwietnia. Zarzuty usłyszał, lecz nie dotyczyły one napaści na tle seksualnym, a udzielenia narkotyków. Śledztwo jednak wciąż trwa i nie można wykluczyć, że prokuratura może oskarżyć byłego piłkarza o kolejne czyny.

Były piłkarz od początku twierdzi, że jest niewinny, dlatego sam dobrowolnie stawił się na posterunku policji. „Od początku wyrażałem i w dalszym ciągu wyrażam swoją pełną gotowość do współpracy z wymiarem sprawiedliwości w celu jak najszybszego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji” – napisał Bieniuk w oficjalnym oświadczeniu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Rosyjski urząd dopatrzył się umieszczenia w serwisie BBC „koncepcji organizacji terrorystycznych”

Rosyjski państwowy regulator Roskomnadzor znalazł na stronie rosyjskiej redakcji BBC materiały „przekazujące ideologiczne koncepcje międzynarodowych organizacji terrorystycznych”. Urząd poinformował o tym na swojej stronie internetowej. Roskomnadzor (służba nadzoru w sferze łączności) poinformował w czwartek w komunikacie, że wśród znalezionych w trakcie kontroli materiałów o takim charakterze są m.in. cytaty z wypowiedziami kalifa tak zwanego Państwa Islamskiego Abu Bakra al-Bagdadiego.

„Jest przeprowadzana ekspertyza sprawdzająca, czy materiały te odpowiadają normom rosyjskiego ustawodawstwa antyekstremistycznego” – podkreślono w komunikacie.

Działania odwetowe

Roskomnadzor rozpoczął kontrolę kanału telewizyjnego BBC World News odbieranego na terytorium Federacji Rosyjskiej oraz wydania internetowego BBC pod koniec grudnia. Urząd poinformował na swojej stronie internetowej, że kontrola ma związek z działaniami w Wielkiej Brytanii wobec rosyjskiej telewizji RT. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow wyjaśniał wcześniej, że czynności Roskomnadzoru można uważać za reakcję na działania, które brytyjski regulator Ofcom podjął wobec telewizji RT. Oświadczył, że nagromadziło się wiele pytań wobec BBC, dotyczących – jak to ujął – „tendencyjnego informowania o tych czy innych wydarzeniach”.

Brytyjski regulator mediów Ofcom zarzucił stacji RT nieobiektywne relacjonowanie wydarzeń na Ukrainie, w Syrii, a także w sprawie próby otrucia w Anglii byłego pułkownika GRU i współpracownika brytyjskiego wywiadu Siergieja Skripala. Ofcom ocenił, że w siedmiu programach RT dopuściła się naruszeń zasady obiektywności i niezaangażowania. Rosyjska stacja może zostać ukarana grzywną lub nawet pozbawiona licencji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Była kochanka oskarża Cristiano Ronaldo: „To psychopata”. Zapowiada pomoc ws. o gwałt

Była kochanka Cristiano Ronaldo Jasmine Lennard chce pomóc Kathryn Mayordze, która oskarżyła Portugalczyka o gwałt. Lennard twierdzi, że posiada nagrania, które mogą skompromitować i pogrążyć gwiazdora Juventusu.

Przypomnijmy. Jesienią ubiegłego roku Kathryn Mayorga złożyła pozew w sądzie przeciwko Ronaldo twierdząc, że podczas jednej z imprez w 2009 roku została zgwałcona. Szczegóły sprawy opisał „Der Spiegel”. Podkreślono, że Portugalczyk miał zapłacić kobiecie za milczenie 375 tysięcy dolarów, a sam wielokrotnie zmieniał zeznania. Pierwszą rozprawę zaplanowano na 21 stycznia.

Lennard o Ronaldo: To psychopata!

To może być tylko wierzchołek góry lodowej, bo po wyznaniu Mayorgi zaczęły zgłaszać się kolejne kobiety, które zarzucają CR7 gwałt. We wtorek oliwy do ognia dolała jeszcze była kochanka Portugalczyka, Jasmine Lennard.

– To piep***** psychopata! – napisała modelka na Twitterze. – Chcę pomóc Kathryn oraz jej prawnikom w sprawie przeciwko Ronaldo. Proszę o kontakt. Posiadam informacje, które mogą być przydatne – dodała.

Lennard podkreśliła, że posiada sms-y i maile, które mają pogrążyć Ronaldo. – Mam zapisane nagrania oraz wiadomości, jakie od niego otrzymałam i które mogą go skompromitować. Mam dosyć milczenia, nie mogę pozwolić, by uszło mu to na sucho – zapewniła.

Sprawa R. Kelly’ego

Ameryka żyje obecnie sprawą twórcy hitu „I believe I can fly” R. Kelly’ego. Muzyk miał m.in. posiadać pornografię dziecięcą, wykorzystywać seksualnie kobiety oraz dopuszczać się wobec nich przemocy psychicznej i fizycznej. W tamtejszej telewizji wyemitowano 6-odcinkowy program „Surviving R. Kelly” i to właśnie on skłonił do takiego wyznania Jasmine Lennard.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tragiczny finał awantury. Policjant z Człuchowa oskarżony o pobicie ze skutkiem śmiertelnym

Prokuratura Okręgowa w Słupsku oskarża byłego policjanta z Człuchowa 37-letniego Krystiana L. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym. Mężczyźnie grozi dożywocie.

Do sądu okręgowego skierowany został akt oskarżenia przeciwko byłemu policjantowi Krystianowi L. Mężczyzna, będąc jeszcze policjantem, miał spowodować ciężki uszczerbek na zdrowiu u swojego znajomego Piotr P., który na skutek odniesionych obrażeń zmarł w szpitalu. W wyniku działań oskarżonego lekkich obrażeń ciała doznała również jego partnerka. Krystian L.

Oskarżonemu grozi od 5 do 25 lat więzienia, a nawet dożywocie. Stosowany jest wobec niego tymczasowy areszt. Wcześniej nie był karany.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku Paweł Wnuk, „przesłuchany w charakterze podejrzanego Krystian L. nie potrafił się ustosunkować do treści stawianych mu zarzutów, a następnie złożył wyjaśnienia, w których w wielu kwestiach zasłaniał się niepamięcią”. Z ustaleń śledztwa wynika, że w chwili popełniania zarzucanych mu czynów Krystian L. był nietrzeźwy.

37-letni Krystian L., jego partnerka oraz ich znajomy Piotr P., spotkali się 7 kwietnia. Z ustaleń prokuratury wynika, że w jednym z chojnickich lokali pili alkohol.

Gdy wracali do mieszkania, między kobietą a Krystianem L. miało dojść do sprzeczki. W czasie kłótni mężczyzna miał ją uderzyć. Kobieta spadła ze schodów, uderzając głową o poręcz. Piotr P. miał stanąć w jej obronie. Prokuratura twierdzi, że wówczas na klatce schodowej Krystian L. dwukrotnie uderzył kolegę.

Mężczyzna spadł ze schodów, uderzając głową o stopnie wyłożone płytkami ceramicznymi. Stracił przytomność. Po interwencji policji i przyjeździe ratowników medycznych został przewieziony do szpitala w Chojnicach. Lekarze stwierdzili u niego pęknięcie podstawy czaszki i krwiak nadtwardówkowy. 14 kwietnia zmarł na szpitalnym oddziale intensywnej opieki medycznej.

Krystian L. 15 kwietnia został zwolniony z policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

WB podejrzewa GRU o atak na Skripalów

Władze brytyjskie podejrzewają, że za marcową próbę otrucia Siergieja Skripala i jego córki Julii w Salisbury mogą być odpowiedzialni obecni lub byli funkcjonariusze rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU – pisze w poniedziałek amerykański dziennik „New York Times”.

Agenci GRU mieli być wysłani do domu Skripala, byłego oficera rosyjskiego wywiadu wojskowego i współpracownika wywiadu brytyjskiego, w Salisbury w południowej Anglii – podaje dziennik, powołując się na brytyjskich i amerykańskich urzędników oraz byłego przedstawiciela władz USA.

Władze w Londynie są coraz bliżej zidentyfikowania osób, które według nich odpowiadały za przeprowadzenie operacji – podkreśliły anonimowo źródła cytowane przez „NYT”.

Rosyjski wywiad wojskowy był podejrzewany o atak w Salisbury od początku śledztwa – zaznacza nowojorska gazeta. „Surowa kara dla zdrajców to część doktryny tej agencji” – dodaje. Brytyjscy śledczy nie wykluczają jednak, że za atakiem na Skripalów mogą stać inne rosyjskie służby wywiadowcze albo najemnicy.

Jak zaznacza „NYT”, GRU jest wiązany m.in. z wojną hybrydową na Ukrainie, aneksją Krymu w 2014 roku czy ingerencją w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku. Służby te miały również brać udział w odbiciu z rąk rebeliantów syryjskich miast. GRU jest oskarżane o wywoływanie chaosu politycznego, np. poprzez wspieranie nacjonalistów w Czarnogórze i finansowanie protestów mających na celu zablokowanie zmiany nazwy państwa Macedonia – wskazuje „NYT”.

Rosyjskie władze nie ujawniły, jakie szkody dla GRU spowodowała współpraca Skripala z brytyjskim wywiadem. Nikołaj Łużan, rosyjski ekspert ds. wywiadu, zaznacza, że Skripal mógł zdekonspirować nawet 300 rosyjskich agentów wywiadu.

W marcu w angielskim Salisbury próbowano otruć bojowym środkiem chemicznym mieszkającego tam Siergieja Skripala i jego córkę Julię. Władze brytyjskie uznały, że użytą substancją był opracowany za czasów ZSRR środek bojowy typu Nowiczok i obciążyły Rosję odpowiedzialnością za zamach. Moskwa odpiera te zarzuty, mówiąc o prowokacji i „antyrosyjskiej kampanii” Londynu.

Większość krajów UE w geście solidarności z Wielką Brytanią wydaliła pewną liczbę rosyjskich dyplomatów. Atak na Skripalów doprowadził do największego kryzysu w stosunkach brytyjsko-rosyjskich od czasu zakończenia zimnej wojny.
Źródło info i foto: interia.pl