Prokurator, który oskarżał Tomasza Komendę, został zawieszony za jazdę pod wpływem

Wrocławska policja zatrzymała w sobotę samochód, którego kierowca – jak podejrzewali funkcjonariusze – mógł prowadzić po wpływem alkoholu. Według nieoficjalnych informacji to prokurator, który był oskarżycielem Tomasza Komendy. Został zawieszony w obowiązkach.

Policjanci wrocławskiej drogówki zatrzymali kierowany przez mężczyznę samochód, ponieważ jego zachowanie wskazywało, że może być nietrzeźwy. Potwierdziło to badanie alkomatem, które wykazało, że ma 0,59 promila alkoholu w organizmie. Zgodnie z prawem kierowca mający we krwi więcej niż 0,5 promila popełnia przestępstwo i może grozić za to nawet więzienie.

Jak informuje „Gazeta Wrocławska”, kierowca to prokurator, który w 2001 roku wystosował akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi Komendzie. Komenda został skazany niesłusznie, jako okazało się po 18 latach odbywania przez niego wyroku więzienia.

Z kolei wedle informacji wrocławskiej „Gazety Wyborczej” prokurator został zawieszony. Prokuratura we Wrocławiu czeka na wyniki badań toksykologicznych krwi. Jeśli potwierdzą się podejrzenia, to – poza sprawą karną – może mu grozić wydalenie z zawodu.

Sprawa Tomasza Komendy

Komenda został aresztowany w 2000 roku. Postawiono mu zarzuty gwałtu i zabójstwa 15-latki w Miłoszycach na Dolnym Śląsku. Cztery lata później został skazany na karę 25 lat więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Po 18 latach, jego sprawa została ponownie rozpatrzona. Okazało się wówczas, że Komenda jest niewinny. Został uniewinniony przez Sąd Najwyższy w maju 2018 roku.

Tomasz Komenda domaga się od Skarbu Państwa rekordowo wysokiego zadośćuczynienia w wysokości 18 milionów złotych – po milionie za każdy rok spędzony w więzieniu, a także odszkodowania w wysokości ok. 812 tys. złotych – kwoty, którą mógłby zarobić, gdyby przez te lata pracował. Opolski Sąd Okręgowy we wrześniu przesłuchał dwóch więźniów, którzy odsiadywali karę w tych samych zakładach karnych, co Komenda, o czym Onet poinformował Zbigniew Ćwiąkalski, pełnomocnik niesłusznie skazanego. Teraz, powołani biegli mają ocenić, jak te 18 lat wpłynęło na zdrowie Komendy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kościół zamknął sprawę dotyczącą oskarżeń o pedofilię wobec ks. Jankowskiego

Gdańska Kuria nie zbada oskarżeń o molestowane dzieci przez ks. Henryka Jankowskiego. W uzasadnieniu decyzji, przesłanej jednej z ofiar księdza, powołano się na zasady zgodnie z którymi nie prowadzi się takich śledztw wobec osób zmarłych. Oficjalne pismo ze zgłoszeniem przypadków molestowania przez ks. Henryka Jankowskiego przyszło do kurii metropolitalnej w Gdańsku na początku tego roku. Wysłała je Barbara Borowiecka, która wcześniej w m.in. w „Dużym Formacie” opowiadała o tym, jak w latach 60. była wykorzystywana przez duchownego.

Teraz Borowiecka otrzymała odpowiedź od kanclerza gdańskiej kurii ks. Rafał Dettlaff – informuje wiez.com.pl. Informuje, że nie zostanie wszczęte postępowanie ws. jej oskarżeń.

„Z upoważnienia J. E. Sławoja Leszka Głódzia, Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego, uprzejmie informuję, że Kongregacja Nauki Wiary przesłała pismo, w którym w sposób jednoznaczny wyjaśnia, iż w sytuacji oskarżenia skierowanego po śmierci osoby oskarżanej, w tym wypadku Ks. Henryka Jankowskiego, prowadzenie postępowania procesowego jest niemożliwe” – czytamy w liście.

„Kongregacja Nauki Wiary informuje, że sprawa została zamknięta, a wszelka dokumentacja z nią związana została przekazana do archiwum wspomnianej Kongregacji” – napisał ks. Dettlaff.

Serwis magazynu „Więź” cytuje prawników kanonistów oraz przepisy, według których nie wszczyna się dochodzenia wobec zmarłych duchownych „chyba że zasadnym wydałoby się wyjaśnienie sprawy dla dobra Kościoła”, zaś „publiczny wymiar zarzutów” może tu być wystarczającym uzasadnieniem. „Abp Głódź ukrywa bezczynność za watykańskimi wskazówkami” – komentuje na łamach serwisu dziennikarz Zbigniew Nosowski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kirgistan: Ałmazbek Atambajew aresztowany

Po czwartkowym szturmie sił specjalnych i oddaniu się w ręce policji były prezydent Kirgistanu Ałmazbek Atambajew został aresztowany – przekazał w piątek adwokat byłej głowy państwa. Oskarżany o korupcję Atambajew ma pozostać w areszcie do 26 sierpnia.

– Zgodnie z decyzją sądu Atambajew został aresztowany do 26 sierpnia na czas przeprowadzenia działań śledczych – przekazał adwokat Siergiej Sliesariew. – Atambajewowi postawiono zarzut korupcji, na razie nie ma innych informacji – dodał. Atambajew jest oskarżany o przestępstwa popełnione w czasie sprawowania urzędu prezydenta Kirgistanu w latach 2011-17, w tym o korupcję, nadużycie władzy i nielegalne wzbogacenie się.

Były prezydent odrzuca wszystkie oskarżenia, twierdząc, że są one motywowane politycznie. Atambajew trzykrotnie odmawiał stawienia się na przesłuchanie. W czerwcu został przez parlament pozbawiony immunitetu.

Szturm na rezydencję i areszt dla byłego prezydenta

Siły specjalne dwukrotnie – w środę i czwartek – szturmowały rezydencję Atambajewa pod Biszkekiem. W wyniku potyczek między funkcjonariuszami a zwolennikami byłego prezydenta w środę zginęła jedna osoba, a ponad 70 zostało rannych. W czwartek podczas szturmu użyto armatek wodnych, granatów hukowych, gumowych kul i gazu łzawiącego, aby złamać czynny opór zwolenników Atambajewa. Były prezydent wyszedł do policjantów po kilkugodzinnych rozmowach z przedstawicielami MSW. Według prawnika podczas zatrzymania doszło do naruszenia kilku przepisów.

Atambajewowi „nie przekazano żadnych dokumentów dotyczących zatrzymania, wręczono mu powiadomienie i od razu wymierzono środek zapobiegawczy” – wyjaśnił Sliesariew. Urzędujący prezydent Suronbaj Dżibnekow podkreślił, że Atambajew „poważnie” złamał konstytucję, stawiając opór siłom specjalnym. W wyborach prezydenckich w 2017 roku Atambajew poparł obecnego szefa państwa, jednak wkrótce po wyborach wybuchł pomiędzy nimi konflikt. Atambajew skrytykował niektóre nominacje dokonane przez Dżinbekowa, a nowy prezydent zdymisjonował wielu wysokich urzędników państwa blisko związanych z poprzednikiem.

Nocą z czwartku na piątek w stołecznym Biszkeku gromadzili się zwolennicy Atambajewa. Policja rozpraszała zebranych, między innymi przy użyciu granatów hukowych. W piątek w Kirgistanie odbywa się spotkanie premierów krajów Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej (Armenii, Białorusi, Kazachstanu, Kirgistanu i Rosji). Rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew podczas spotkania z Dżinbekowem zapewnił, że Moskwa będzie kontynuować wsparcie dla tego środkowoazjatyckiego kraju. Dzień wcześniej ocenił, że Kirgistan „wyczerpał swoje rewolucyjne zapasy”. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa podkreśliła z kolei, że Rosja traktuje wydarzenia w Kirgistanie jako wewnętrzną sprawę tego kraju.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Dziennikarz ujawnił nazwisko muzyka, który miał seksualnie molestować dzieci

„Nie ma już żadnych wątpliwości. Krzysztof Sadowski, wielka postać jazzu, wieloletni prezes Polskiego Towarzystwa Jazzowego, współtwórca »Tęczowego Music Box«, działacz Jazz Jamboree i innych programów, nauczyciel setek, a może i tysięcy dzieci, był pedofilem” – napisał na Facebooku dziennikarz Mariusz Zielke. Poinformował, że po zebraniu materiału skieruje doniesienie do prokuratury. Była żona muzyka Liliana Urbańska staje w jego obronie i twierdzi, że oskarżenia pochodzą od osoby chorej psychicznie.

Według dziennikarza „ta sprawa będzie bardzo bolesna dla całego środowiska, które w dużej części wiedziało i kryło pedofilię”.

Dalej wskazuje, że jest „przerażony myślą, co musi dziś czuć rodzina, bliscy i znajomi pana Krzysztofa, ale nie mam wyjścia, nie mogę tego ukryć, to obiecałem i czytelnikom i ofiarom”.

„Ofiary zasługują na współczucie i prawdę. Ich relacje są bardzo mocne. Relacji jest zbyt wiele, żeby były nieprawdziwe. Krzysztof Sadowski zniszczył życie wielu utalentowanym ludziom, wielu innym próbował. Po zebraniu materiału skieruję doniesienie do prokuratury” – czytamy w jego wpisie.

Z relacji Zielkego wynika, że dziewczynki miały być gwałcone w domu muzyka, gdzie zamykano je w piwnicy na noc. Wśród wymienionych miejsc, w których miało dochodzić do tego czynu, pojawiają się też samochód oskarżanego artysty i siedziba jednego z najważniejszych polskich stowarzyszeń muzycznych.

Była żona Sadowskiego Liliana Urbańska w rozmowie z wp.pl twierdzi, że oskarżenia pochodzą od osoby „chorej psychicznie”. – Próbowała wyciągnąć od nas pieniądze. Mąż płacił za jej leczenie – mówi Urbańska.

– Uważam, że to są pomówienia. Oskarża dziewczynka sprzed 25, prawie 30 lat. Leczyła się psychiatrycznie i teraz jako osoba dorosła chce wyłudzić od nas pieniądze – dodaje.

Ofiary, o których mówi dziennikarz, miały „więcej niż 10 lat, ale mniej niż 15”. Muzyk miał kontakt z setkami dzieci.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabrze: Trwa proces ginekologa. Jest oskarżony o gwałcenie i molestowanie 26 pacjentek

Bez udziału publiczności będzie toczył się proces ginekologa z Zabrza Monzera M., oskarżonego o gwałcenie i molestowanie seksualne pacjentek. Według ustaleń śledztwa, jego ofiarą w ciągu 14 lat padło 26 kobiet, które przychodziły na badania do jego gabinetu.

W piątek przed Sądem Rejonowym w Zabrzu rozpoczęła się pierwsza rozprawa w procesie. Doprowadzono na nią oskarżonego, w sądzie stawiły się także pokrzywdzone.

Jeszcze przed odczytaniem aktu oskarżenia prokurator i pełnomocniczki oskarżycielek posiłkowych złożyli wniosek o wyłączenie jawności rozprawy – ze względu na możliwość naruszenia dóbr osobistych pokrzywdzonych. Sąd uwzględnił ten wniosek. Jak wskazała sędzia Magdalena Sikorska, sprawa dotyczy okoliczności drastycznych i sfery intymnej osób występujących w postępowaniu. Dziennikarze musieli opuścić salę rozpraw.

Policja znalazła pacjentki

M. jest obywatelem polskim syryjskiego pochodzenia, od wielu lat mieszka w Polsce. Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się po zawiadomieniu jednej z kobiet. 50-letni lekarz został zatrzymany w sierpniu 2018 r. Po wszczęciu postępowania policjanci apelowali za pośrednictwem mediów, by zgłaszały się inne pokrzywdzone. Wszystkie kobiety, które zdecydowały się złożyć zeznania, były pacjentkami M. Do zarzucanych mu przestępstw miało dochodzić w trakcie badań ginekologicznych, gdy w gabinecie znajdowała się jedynie pacjentka i lekarz.

Oskarżony odpowiada za zgwałcenie lub doprowadzenie pacjentek do poddania się tzw. innej czynności seksualnej. Według śledztwa do przestępstw miało dochodzić od co najmniej 2004 do 2018 roku w Zabrzu, Gliwicach i Knurowie.

Grozi mu do 18 lat więzienia

Jak po skierowaniu aktu oskarżenia podawała prokuratura, materiał dowodowy oparty jest na zeznaniach świadków, opiniach biegłych oraz zgromadzonej dokumentacji. Podczas śledztwa ginekolog nie przyznał się do popełnienia żadnego z przedstawionych mu zarzutów, początkowo składał wyjaśnienia, później odmawiał wyjaśnień.

Ze względu na konieczność zabezpieczenia grożących podejrzanemu środków kompensacyjnych na rzecz pokrzywdzonych, a także kosztów sądowych i opłat na rzecz Skarbu Państwa, zabezpieczono mienie na kwotę 140 tys. zł. Mężczyźnie grozi do 18 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Druga kobieta oskarżyła Jarosława Bieniuka

Na nieskazitelnym dotychczas wizerunku Jarosława Bieniuka pojawia się coraz więcej rys. Fakt24 dotarł do kolejnej kobiety, która oskarża byłego piłkarza polskiej reprezentacji o napaść na tle seksualnym. 24-letnia kobieta długo się wahała, zanim zdecydowała się na spotkanie z nami. Jakie były jego kulisy?

Do szokujących zdarzeń miało dojść trzy lata temu w popularnym sopockim klubie „Ego”. Z relacji Katarzyny (prawdziwe imię do wiadomości red.) wynika, że podczas imprezy znalazła się sam na sam z Jarosławem Bieniukiem. Miała się natknąć na byłego piłkarza w toalecie znajdującej się obok loży dla VIP-ów. Kobieta podkreśla, że była to toaleta koedukacyjna, z której korzystali zarówno goście, jak i obsługa lokalu. Tam – jak twierdzi Katarzyna – były piłkarz najpierw zażył przy niej narkotyk, a następnie chwycił ją brutalnie za włosy i próbował zmusić do seksu oralnego.

Kulisy spotkania z Katarzyną

Katarzyna, szczupła, długowłosa 24-latka, na spotkanie z nami przybyła punktualnie. Już na samym początku zaznaczyła, że do Trójmiasta przyjechała tylko po to, by opowiedzieć nam swoją historię. Kobieta długo się wahała, zanim to zrobiła, jednak – jak podkreśla – czuła, że powinna to zrobić. Według niej ludzie niesłusznie dokonali linczu na Sylwii Sz., która oskarżyła Jarosława Bieniuka o gwałt. Katarzyna jej uwierzyła, bo – jak twierdzi – sama miała okazję zobaczyć drugą twarz wdowca po Annie Przybylskiej.

Na początku rozmowy Katarzyna sprawiała wrażenie bardzo przestraszonej i niepewnej. Wielokrotnie podkreślała, że chce pozostać anonimowa, bo obawia się o swoje bezpieczeństwo i boi się podobnej fali hejtu, jaka wylała się na Sylwię Sz. Poprosiła też, by przy rozmowie była obecna feministka Maja Staśko, bo dzięki temu będzie czuła się pewniej.

O zdarzeniach, do których miało dojść w sopockim klubie „Ego” Katarzyna mówiła bardzo emocjonalnie. Widać było, że jest wyraźnie poruszona. Opowiadała z detalami, a nawet pokazywała, w jaki sposób Jarosław Bieniuk miał ją chwycić za włosy, jak miał rozpinać rozporek, i jak następnie miał ją chwycić za twarz. Kiedy to robiła na jej twarzy malowało się wzburzenie.

Z relacji Katarzyny wynika, że w tamtym czasie studiowała w Trójmieście i często bawiła się w sopockich klubach. Tam też miała widywać czasami Sylwię Sz., którą – jak twierdzi – znała tylko z widzenia.

Kobieta przyznaje, że do tej pory ciężko jej uwierzyć w to, co spotkało ją ze strony Jarosława Bieniuka. Wcześniej – jak twierdzi – znała go jedynie z telewizji. Nie ukrywa, że podobał jej się jako mężczyzna i uważała go za swego rodzaju ideał. Tym bardziej – jak podkreśla – incydent w klubie „Ego” był dla niej olbrzymim szokiem. Katarzyna dodaje, że nigdy wcześniej ani później nie przeżyła podobnego upokorzenia, dlatego o całej sprawie chciała jak najszybciej zapomnieć. Bała się też, że nikt jej nie uwierzy…

W klubie Ego bywał wielokrotnie, więc…

Jarosław Bieniuk kategorycznie zaprzeczył, aby doszło do podobnej sytuacji.

– Pan Jarosław absolutnie neguje, aby przytoczona sytuacja miała mieć miejsce i jest zszokowany tymi zarzutami. Dodatkowo wskazuje, że w klubie Ego bywał wielokrotnie, więc potencjalny wybór miejsca, co do którego padają nowe oskarżenia może nie być przypadkowy. Jednocześnie proszę zwrócić uwagę, iż często w sprawach, w których jedna ze stron jest osobą medialną, z czasem pojawiają się kolejne rzekome pokrzywdzone na fali popularności tematu – napisała mecenas Olga Jędraszko, pełnomocniczka Jarosława Bieniuka. – Z punktu wiedzenia obrony zastanawiającym jest, czemu te informacje nie pojawiły się trzy lata temu, kiedy miało dojść do rzekomego zdarzenia, a dopiero teraz, kiedy sprawa stała się medialna. Bez wątpienia działania te mogą mieć na celu wzmocnienie wiarygodności osoby pierwotnie składającej zawiadomienie.

Kobieta nie zawiadomiła oficjalnie organów ścigania o tym, co nam opowiedziała. Chcieliśmy jednak dowiedzieć się, czy śledczy podejmą kroki mające na celu sprawdzenie jej słów w kontekście oskarżenia wysuwanego wobec Jarosława Bieniuka przez Sylwię Sz. Z tym pytaniem zwróciliśmy się do prokuratury, ta jednak odmówiła komentarza w tej sprawie.

Śledztwo wciąż trwa

Przypomnijmy, że cała historia to pokłosie nocy z 12 na 13 kwietnia. Sylwia Sz. spotkała się z Jarosławem Bieniukiem w Sopocie, gdzie najpierw imprezowali, a potem poszli do hotelu. Co dokładnie się tam wydarzyło? To wciąż wyjaśnia prokuratura.

Sylwia Sz. po tym spotkaniu oskarżyła byłego piłkarza o gwałt, a Bieniuk trafił do aresztu, z którego wyszedł za kaucją w wysokości 20 tys. zł dopiero 17 kwietnia. Zarzuty usłyszał, lecz nie dotyczyły one napaści na tle seksualnym, a udzielenia narkotyków. Śledztwo jednak wciąż trwa i nie można wykluczyć, że prokuratura może oskarżyć byłego piłkarza o kolejne czyny.

Były piłkarz od początku twierdzi, że jest niewinny, dlatego sam dobrowolnie stawił się na posterunku policji. „Od początku wyrażałem i w dalszym ciągu wyrażam swoją pełną gotowość do współpracy z wymiarem sprawiedliwości w celu jak najszybszego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji” – napisał Bieniuk w oficjalnym oświadczeniu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Aktor Geoffrey Rush wygrał sprawę o zniesławienie po oskarżeniach o molestowanie seksualne

Australijski aktor Geoffrey Rush wygrał w czwartek sprawę o zniesławienie z tabloidem „Daily Telegraph”. Na jego łamach zdobywcę Oskara oskarżono o molestowanie jednej z aktorek podczas przygotowywania spektaklu „Król Lear” na deskach Sydney Theater Company. Spór toczył się o dwa artykuły, które trafiły na okładkę wydawanego w Sydney „Daily Telegraph” pod koniec 2017 roku. Napisano w nich, że podczas przygotowywania spektaklu „Król Lear” na podstawie dramatu Williama Szekspira Geoffrey Rush – odtwórca tytułowej roli – zachowywał się „niewłaściwie” wobec niewymienionej z nazwiska aktorki.

„Nieodpowiedzialne, sensacyjne dziennikarstwo”

Aktor oskarżył tabloid o zniesławienie. W trakcie procesu twierdził, że artykuły niesłusznie ukazywały go jako „seksualnego drapieżnika” i „zboczeńca”. Jeden z tekstów został opatrzony zdjęciem aktora w roli króla Leara i przewrotnie zatytułowany „King Leer” (słowo „leer” w języku angielskim oznacza „pożądliwe spojrzenie”). W czwartek sąd federalny w Sydney uznał, że „Daily Telegraph” niesłusznie oskarżył Rusha o molestowanie.

– Był to przykład lekkomyślnego i nieodpowiedzialnego, sensacyjnego dziennikarstwa najgorszego rodzaju – powiedział sędzia Michael Wigney, ogłaszając swoją decyzję.

Zgodnie z wyrokiem sądu tabloid ma wypłacić aktorowi ponad 600 tysięcy dolarów. Amerykańska stacja CNN zaznacza, że Rush może jednak liczyć na jeszcze wyższe zadośćuczynienie, sędzia uznał bowiem, że w związku z publikacją zniesławiających go artykułów Rush poniósł straty finansowe, które mogą powiększyć się w przyszłości. Sam aktor szacuje, że od czasu pojawienia się wspomnianych artykułów na łamach „Daily Telegraph” i rozpoczęcia procesu o zniesławienie mógł stracić nawet 3,5 miliona dolarów z tytułu gaż, których nie otrzymał, bo nie zagrał w określonej liczbie filmów. 10 maja ma odbyć się kolejna rozprawa w tej sprawie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Dwaj byli strażnicy graniczni oskarżeni o pomoc w przemycie miliona paczek papierosów

Lubelski wydział Prokuratury Krajowej oskarżył dwóch byłych funkcjonariuszy Straży Granicznej o współpracę z przemytnikami wyrobów tytoniowych. Strażnicy mieli przyjmować łapówki i ułatwić przemyt przez Bug ponad miliona paczek papierosów.

– Dwaj byli funkcjonariusze Straży Granicznej są oskarżeni o przyjmowanie korzyści majątkowych od członków zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się przemytem papierosów przez rzekę graniczną Bug, na olbrzymią skalę – poinformował w poniedziałek prok. Karol Borchólski z Działu Prasowego Prokuratury Krajowej. Śledztwo w tej sprawie prowadził wydział PK w Lublinie wspólnie z funkcjonariuszami Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie i z Biurem Spraw Wewnętrznych SG w Warszawie.

– W toku śledztwa ustalono, że część przemytów zrealizowanych przez zorganizowaną grupę przestępczą została dokonana na tzw. układzie. Miejsce dokonania przemytu i godzina jego realizacji wskazywana była przez funkcjonariusza Straży Granicznej – podał prok. Borchólski. Chodziło o to, że w czasie przemytu straż nie wysyłała w ten rejon żadnego patrolu. Takie przemyty odbywały się w rejonie działania Placówki Straży Granicznej w Skryhiczynie i Placówki Straży Granicznej we Włodawie.

Jednemu z oskarżonych funkcjonariuszy prokuratura zarzuciła dwunastokrotne przekazanie takich informacji, za co miał przyjąć korzyść lub „obietnicę korzyści majątkowej” w kwotach po 10 tys. zł. Jego działanie ułatwiło przemyt 1,1 mln paczek papierosów produkcji ukraińskiej bez polskich znaków skarbowych akcyzy, wartych ponad 14 mln zł.

– To spowodowało uszczuplenie należności celnej w wysokości nie mniejszej niż 920 tys. zł, uszczuplenie podatku VAT w kwocie co najmniej 4,7 mln zł i należnego podatku akcyzowego w kwocie nie mniejszej niż 17,9 mln zł – podał prokurator. Byłego strażnika oskarżono także o niedopełnienie obowiązków służbowych i ukrywanie na swojej posesji „dokumentacji procesowej”.

Drugiemu funkcjonariuszowi przedstawiono zarzuty dziewięciokrotnego udzielenia pomocy przestępcom, za co miał dostać od 5 do 8 tys. zł łapówki lub zgodzić się na przyjęcie takiej kwoty. Według ustaleń prokuratury papierosy produkcji białoruskiej zostały przemycone trzy razy. – W sumie było to 28 tys. paczek o wartości ponad 371 tys. zł – powiedział prokurator Borchólski.

W wyniku tych działań doszło do uszczuplenia podatku VAT na 123 tys. zł i podatku akcyzowego na kolejne 466 tys. zł.

Aktem oskarżenia objęto także mężczyznę, który pośredniczył między przestępcami i strażnikami. Oprócz zarzutów wręczania lub obiecywania łapówek ma także zarzut posiadania środków odurzających, bo podczas zatrzymania miał przy sobie marihuanę.

– Każdemu z oskarżonych przedstawiono ponadto zarzuty pomocnictwa do przestępstw karnoskarbowych – doprecyzował prokurator.

Strażnik, który ułatwił przemyt ponad miliona papierosów i pośrednik przebywają w aresztach śledczych. Drugi ze strażników przed sądem będzie odpowiadał z tzw. wolnej stopy. Jest wobec niego zastosowane poręczenie majątkowe.

Oskarżonym grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Była kochanka oskarża Cristiano Ronaldo: „To psychopata”. Zapowiada pomoc ws. o gwałt

Była kochanka Cristiano Ronaldo Jasmine Lennard chce pomóc Kathryn Mayordze, która oskarżyła Portugalczyka o gwałt. Lennard twierdzi, że posiada nagrania, które mogą skompromitować i pogrążyć gwiazdora Juventusu.

Przypomnijmy. Jesienią ubiegłego roku Kathryn Mayorga złożyła pozew w sądzie przeciwko Ronaldo twierdząc, że podczas jednej z imprez w 2009 roku została zgwałcona. Szczegóły sprawy opisał „Der Spiegel”. Podkreślono, że Portugalczyk miał zapłacić kobiecie za milczenie 375 tysięcy dolarów, a sam wielokrotnie zmieniał zeznania. Pierwszą rozprawę zaplanowano na 21 stycznia.

Lennard o Ronaldo: To psychopata!

To może być tylko wierzchołek góry lodowej, bo po wyznaniu Mayorgi zaczęły zgłaszać się kolejne kobiety, które zarzucają CR7 gwałt. We wtorek oliwy do ognia dolała jeszcze była kochanka Portugalczyka, Jasmine Lennard.

– To piep***** psychopata! – napisała modelka na Twitterze. – Chcę pomóc Kathryn oraz jej prawnikom w sprawie przeciwko Ronaldo. Proszę o kontakt. Posiadam informacje, które mogą być przydatne – dodała.

Lennard podkreśliła, że posiada sms-y i maile, które mają pogrążyć Ronaldo. – Mam zapisane nagrania oraz wiadomości, jakie od niego otrzymałam i które mogą go skompromitować. Mam dosyć milczenia, nie mogę pozwolić, by uszło mu to na sucho – zapewniła.

Sprawa R. Kelly’ego

Ameryka żyje obecnie sprawą twórcy hitu „I believe I can fly” R. Kelly’ego. Muzyk miał m.in. posiadać pornografię dziecięcą, wykorzystywać seksualnie kobiety oraz dopuszczać się wobec nich przemocy psychicznej i fizycznej. W tamtejszej telewizji wyemitowano 6-odcinkowy program „Surviving R. Kelly” i to właśnie on skłonił do takiego wyznania Jasmine Lennard.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gwiazdor Gerard Depardieu przesłuchany w śledztwie ws. gwałtów i agresji seksualnej

Słynny francuski aktor Gerard Depardieu został we wtorek przesłuchany przez policję w ramach śledztwa w sprawie gwałtów i agresji seksualnej – poinformowały w środę źródła policyjne. Dodały, że aktora nie aresztowano. Śledztwo jest wynikiem złożenia w sierpniu br. skargi do prokuratury w Aix-en-Provence na południu kraju przez 22-letnią aktorkę. Oskarżyła ona 69-letniego Depardieu o gwałty i agresję seksualną.

Prokuratura w Aix-en-Provence wszczęła śledztwo i następnie przekazała je prokuraturze w Paryżu.

Aktor zaprzecza

Młoda aktorka i tancerka złożyła doniesienie na Depardieu, zeznając, że „była dwukrotnie wykorzystana seksualnie przez aktora w trakcie nieformalnej próby do przygotowywanego przedstawienia teatralnego”. Miało do tego dojść w paryskiej rezydencji Depardieu w VI dzielnicy 7 i 13 sierpnia – podawały francuskie media.

– Gerard Depardieu zaprzecza wszelkiej agresji i nie popełnił żadnego gwałtu – powiedział wtedy jego prawnik Herve Temime.

– Żałuję publicznego charakteru tej procedury, która powoduje poważny uszczerbek dla Gerarda Depardieu, co do którego jestem przekonany, że jego niewinność zostanie udowodniona – oświadczył Temime, wzywając do „maksymalnego umiaru w odniesieniu do praw wszystkich stron”.

Francuz, Rosjanin, Algierczyk?

Depardieu, aktor teatralny i filmowy, opuścił w 2012 roku Francję, by nie płacić 75-procentowego podatku dla osób bardzo zamożnych. Prezydent Rosji Władimir Putin, który nazywa go swoim przyjacielem, na początku stycznia 2013 roku wydał dekret nadający aktorowi rosyjskie obywatelstwo. Aktor uzyskał oficjalny meldunek w Sarańsku w Mordowii w europejskiej części Rosji. Jednakże pod koniec lutego br. ogłosił, że przeniesie się wkrótce do Algieru w Algierii.

Skarga przeciwko Depardieu wpisuje się w cykl spraw o gwałty i inne nadużycia seksualne w przemyśle filmowym. Rozpoczęły się one w październiku ubiegłego roku oskarżeniami ponad 70 kobiet pod adresem potentata amerykańskiej branży filmowej Harveya Weinsteina, dając początek społecznemu ruchowi #MeToo. Ruch ten skierowany był przeciw sprawcom seksualnego wykorzystywania kobiet, w tym przede wszystkim osobom zajmującym eksponowane stanowiska w branży rozrywkowej oraz w świecie polityki i biznesu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl