Austin Carlile został oskarżony o gwałt i molestowanie seksualne

Były wokalista zespołu Of Mice & Men, Austin Carlile został oskarżony o gwałt i molestowanie seksualne. Sprawa ciągnie się już od kilku lat. Kilkanaście kobiet twierdzi, że wokalista dopuścił się wobec nich molestowania seksualnego. Temat wrócił po wpisie jednej z oskarżających – Caitlin Stiffler. W swoim liście szczegółowo opisała zdarzenie z muzykiem. Zarzuciła także magazynowi „Alternative Press”, że przed laty zatuszował oskarżenia wobec Carlile’a.

Skrytykowała również ich artykuł na temat śmierci George’a Floyda z komentarzem byłego członka Of Mice & Men.

„On nie tylko gwałcił kobiety, których pewnie było jeszcze więcej niż wiemy, ale był też drapieżnikiem szukającym nieletnich dziewczyn, wykorzystując do tego swoją pozycję w branży muzycznej. Zagroził wam pozwem, więc się wycofaliście. Rozumiem, kto by chciał się angażować w tę sprawę, skoro w sumie… nie musi. To był wasz wybór. Wybór, którego my nie miałyśmy” – zarzuca magazynowi kobieta.

Redaktorzy „Alternative Press” odpowiedzieli na list kobiety. „Nie tolerujemy żadnych z tych oskarżeń. Ta historia zostanie usłyszana” – napisali.

Do oskarżeń odniósł się także zespół Of Mice & Men, z którego Carlile odszedł w 2016 roku ze względu na problemy zdrowotne. „Ta osoba nie jest członkiem Of Mice & Men od prawie 4 lat i nikt z nas lub z naszego teamu nie próbował ukrywać artykułu. Potępiamy przemoc seksualną i molestowanie w każdej postaci” – zapewnili.
Źródło info i foto: interia.pl

„Masa” zwolniony z aresztu po 3 latach

Jarosław Ł. ps. Masa odzyskał wolność po trzech latach za kratami – dowiedział się portal tvp.info. Decyzję o uchyleniu tymczasowego aresztowania wobec świadka koronnego, podjął 13 maja br. Sąd Okręgowy w Łodzi. Wkrótce ruszy proces „Masy” oskarżonego przez lubelskie „pezety” o 17 przestępstw m.in. oszustwa znacznej wartości, wręczanie łapówek, a także paserstwo towarów.

Informację o wypuszczenia Jarosława Ł. ps. „Masa” z aresztu, potwierdziliśmy w Sądzie Okręgowym w Łodzi. – Nieprawomocnym postanowieniem z 13 maja 2020 roku (…) Sąd uchylił wobec oskarżonego Jarosława Ł. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Jednocześnie zastosowano wobec oskarżonego środki zapobiegawcze w postaci: zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu; dozoru policji z obowiązkiem stawiennictwa właściwiej jednostce trzy razy w tygodniu połączonego z zakazem opuszczania miejsca pobytu oraz zakazem kontaktowania się z osobami występującymi w charakterze oskarżonych i pokrzywdzonych – poinformował portal tvp.info sędzia Damian Krakowiak, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi.

Sąd uznał, że „wolnościowe środki zapobiegawcze skutecznie zabezpieczą prawidłowy tok procesu, a w szczególności powstrzymają oskarżonego od podejmowania działań destabilizujących tok procesu”. Nie bez znaczenia było także to, że „Masa” przebywał w areszcie ponad trzy lata, a w czasie śledztwa współpracował z lubelskimi „pezetami” Prokuratury Krajowej, składając m.in. obszerne wyjaśnienia.

Proces, najbardziej znanego świadka koronnego rozpocznie się prawdopodobnie na przełomie czerwca i lipca, o ile pandemia nie pokrzyżuje planów Temidy.

Licytacja

Sprawy uchylenia aresztu Jarosławowi Ł. nie komentują śledczy Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. To właśnie lubelskie „pezety” oskarżyły w styczniu tego roku „Masę” o popełnienie 17 przestępstw.

Świadek koronny, który pogrążył mafię pruszkowską, odpowie m.in. za oszustwa co do mienia znacznej wartości, korupcję, składanie fałszywych zeznań, przywłaszczenie powierzonego mienia, wyłudzenia odszkodowań komunikacyjnych z tytułu sfingowanych kolizji drogowych, zawiadomienia o przestępstwach niepopełnionych i paserstwo. „Masie” grozi do 10 lat więzienia.

Oskarżeniem objęto jeszcze 21 osób, w tym Zbigniewa G., byłego naczelnika wydziału wywiadu kryminalnego łódzkiej policji i przyjaciela byłego gangstera.

Co ciekawe, Jarosław Ł. po zatrzymaniu poszedł na współpracę ze śledczymi i składał obszerne wyjaśnienia. Prawdopodobnie liczył, że dzięki takiej postawie szybko odzyska wolność. Prokuratura nie chciała jednak zwolnić go z aresztu. Śledczy uważali, że „Masa” umniejsza swój udział w niektórych przestępstwach. Nie zgodzili się także na zaproponowany przez koronnego wyrok w ramach dobrowolnego poddania się karze.

Według źródeł portalu tvp.info, Jarosław Ł. był gotów zgodzić się na karę trzech lat więzienia. Teoretycznie gdyby prokuratura, a potem sąd zgodziły się na to, byłby wolny, zanim ruszyłby proces jego współoskarżonych. Prokuratura chciała jednak surowszego wyroku, prawdopodobnie od pięciu do siedmiu lat odsiadki. Pobyt w areszcie miał „przekonać” Ł. do zweryfikowania swojej propozycji.

Teraz „Masa” ma lepszą pozycję przetargową. Tym bardziej, że jego proces może ciągnąć się nawet latami.

Jarosław Ł. nie stracił statusu świadka koronnego. Wciąż przysługuje mu ochrona, a wszystko co dotyczy jego samego jest utajnione. Żadne z przestępstw, o które jest obecnie oskarżony, nie ma także związku z byciem świadkiem koronnym.

Wyłudzenia, łapówki i śledzie w oleju

Jarosław Ł. jest podejrzany o to, że między sierpniem a wrześniem 2012 r. wyłudził w ośmiu bankach kwotę 668 515 zł. Miał także – od 3 czerwca 2014 r. do 1 lipca 2015 r. – wielokrotnie wręczyć korzyści majątkowe Zbigniewowi G., naczelnikowi Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Ponadto „Masa” razem ze swoim synem i pewnym przedsiębiorcą mieli wręczyć 2 tys. zł łapówki Grzegorzowi S., urzędnikowi II Urzędu Celnego w Łodzi. W zamian za pieniądze S. miał załatwić sprawę niezapłaconego podatku w związku ze sprowadzeniem Audi Q5. Jarosławowi Ł. zarzucono również, że dwukrotnie złożył fałszywe zeznania w sprawie o wykroczenie drogowe. Były gangster odpowie też za oszustwo na szkodę właściciela firmy budowlanej, który nie otrzymał 160 tys. zł wynagrodzenia za położenie kostki brukowej na terenie posesji świadka koronnego.

„Masa” miał także w latach 2008-14 zlecać łódzkiemu złodziejaszkowi kradzieże potrzebnych mu artykułów. „Zaopatrzeniowiec” ukradł dla zleceniodawcy m.in. artykuły spożywcze np. konserwy rybne, maszynki do golenia, szampony, dezodoranty oraz 149 butelek wódki i whisky. Towary nie pochodziły z luksusowych delikatesów, ale z Biedronki, Lidla czy Rossmanna.
„Masa” pogrąży byłego senatora? Show skruszonego gangstera przed sądem

– Uciszyłem dziennikarza – tak według Jarosława Sokołowskiego ps. Masa, Aleksander Gawronik miał się przechwalać pod koniec lat 90. Dla krakowskiej…

Przyjaciel z policji

Dla lubelskich „pezetów” równie ważnym oskarżonym co „Masa” jest wspomniany już Zbigniew G. Mężczyzna ten był świadkiem na ślubie byłego gangstera i ponoć obaj się przyjaźnili. Prokuratura oskarżyła go o popełnienie 10 czynów. Były naczelnik usłyszał zarzuty ujawnienia Ł. informacji z prowadzonych postępowań. Policjant miał przyjąć od „Masy” lub za jego pośrednictwem m.in. sterydy anaboliczne o wartości co najmniej 13 tys. zł, alufelgi za 1,5 tys. zł, portfel skórzany znanej firmy, pióro marki Montblanc czy nalewki cytrynowe.

Prokuratura wyliczyła wartość wszystkich łapówek na ok. 68 tys. za pomoc w różnych drobniejszych sprawach. Obaj zainteresowani przekonywali, że nie były to łapówki, ale prezenty, bo są przyjaciółmi.

Były naczelnik jest też podejrzany o przyjęcie od „Masy” oraz Marka K. i Daniela M. „110 tys. zł w zamian za zapewnienie ww. pomocy i przychylności przy podejmowaniu czynności służbowych w stosunku do osoby podejrzewanej o paserstwo”. Oficerowi także grozi 10 lat więzienia.

Pozostali oskarżeni są podejrzani m.in. o oszustwa oraz korupcję.

Wpadli w sidła BSW

Śledztwo, w którym pojawiło się nazwisko Jarosława Ł. ps. „Masa”, wszczął we wrześniu 2015 r. lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. To wielowątkowe postępowanie, dotyczące szeregu przestępstw, w tym „wymuszeń rozbójniczych i oszustw popełnianych na terenie całego kraju przez osoby biorące udział w zorganizowanej grupie przestępczej”.

Z postępowania tego w listopadzie 2017 r. wyłączone zostały materiały dotyczące „oszustw dokonanych przez ustalonych sprawców, wręczenia i przyjmowania korzyści majątkowych, powoływania się na wpływy”. Jeden z wątków śledztwa dotyczy załatwiania pracy w policji w zamian za łapówki.

W maju 2018 r. funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymali „Masę” i pięć innych osób, w tym Zbigniewa G. oraz urzędnika łódzkiej delegatury Urzędu Celno-Skarbowego. Funkcjonariusze przeszukali kilkanaście domów, mieszkań i biur na terenie województw: mazowieckiego, łódzkiego i opolskiego. Z informacji portalu tvp.info wynika, że w śledztwie zgromadzono ogromną ilość podsłuchów oraz zdjęć i materiałów wideo z inwigilacji figurantów.

Jarosław Ł. to bardzo kontrowersyjny świadek koronny. Nie ma wątpliwości, że to za jego sprawą udało się zlikwidować mafię pruszkowską. „Zdrada” tak wysoko postawionego w hierarchii „Pruszkowiaka” przyczyniła się do przerwania zmowy milczenia przez gangsterów niższego szczebla.

Przed kilku laty, razem z dziennikarzem Arturem Górskim wydali serię książek o mafii „Masa o…”, które stały się bestsellerami. Jako pierwszy „koronny” zaczął się udzielać w mediach społecznościowych. Krytykowano go za zarabianie na gangsterskiej przeszłości.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest oskarżany o współudział w zabójstwie George’a Floyda. Jeden z byłych policjantów wyszedł z aresztu za kaucją

37-letni Thomas Lane, jeden z czterech były policjantów, którzy zostali oskarżeni o przyczynienie się do śmierci 46-letniego Afroamerykanina George’a Floyda w Minneapolis, został w środę wypuszczony z aresztu za kaucją – informuje agencja Reutera.

George Floyd, 46-letni Afroamerykanin zmarł 25 maja w Minneapolis, gdy w czasie zatrzymania za domniemaną próbę zapłacenia w sklepie fałszywym 20-dolarowym banknotem, jeden z policjantów przygniótł go do ziemi i przez prawie dziewięć minut klęczał na jego szyi. Floyd nie był uzbrojony. Na wideo słychać, jak mówił, że nie może oddychać. Pojawienie się w sieci tego nagrania wywołało demonstracje i zamieszki, które ogarnęły całą Amerykę. Protesty organizowane są też w innych krajach.

Czterech policjantów z Minneapolis: Derek Chauvin, Thomas Lane, J. Alexander Kueng oraz Tou Thao, po opublikowaniu wideo zostało wydalonych ze służby. Kilka dni później cała czwórka usłyszała zarzuty w związku ze śmiercią Floyda. Głównym oskarżonym w sprawie jest 44-letni Chauvin. To on w czasie zatrzymania Floyda uciskał jego szyję kolanem, nie reagując, gdy zatrzymany mówił o problemach z oddychaniem. Został oskarżony o morderstwo drugiego stopnia, co oznacza morderstwo, wobec którego istnieją dowody, że zostało dokonane ze świadomością konsekwencji czynu, ale nie było planowane.

Thomas Lane miał pomagać w przytrzymywaniu leżącego na ziemi Floyda. W związku z tym 37-latkowi w środę 3 czerwca postawiono dwa zarzuty, w tym współudziału oraz podżegania do popełnienia morderstwa drugiego stopnia, za co został aresztowany.

Prawnik Lane’a, Earl Gray, twierdzi, że jego klient próbował pomóc Floydowi i „robił wszystko, co jako policjant nowicjusz, wydawało mu się, że powinien robić”. Podkreślił, że tamtego dnia 37-letni policjant był dopiero na swoim czwartym patrolu w karierze. Dodał, że mężczyzna był szkolony przez Chauvina i podlegał jego zwierzchnictwu. – Co miał zrobić mój klient, jeśli nie postępować zgodnie z tym, co rozkazał mu jego oficer szkoleniowy? – pytał Gray podczas rozprawy sądowej.

W środę agencja Reutera, powołując się na akta biura szeryfa, podała, że Lane, który przebywał w zakładzie karnym w hrabstwie Hennepin w stanie Minnesota został zwolniony za kaucją w wysokości 750 tysięcy dolarów.

Policjant od roku

Thomas Lane dołączył do policji jako kadet w lutym 2019 roku. Od początku służby nie wpłynęła na niego żadna skarga. Z danych Lane’a wynika, że po uzyskaniu tytułu licencjata kryminologii w 2016 roku na Uniwersytecie Minnesoty, pracował w biurze kuratora nieletnich w hrabstwie Hennepin. Przed studiami podejmował pracę barmana i asystenta sklepowego.

W dokumentach zwrócono uwagę, że Lane jako wolontariusz miał pomagać w nauce dzieciom z somalijskiej mniejszości mieszkającej w jednej z dzielnic Minneapolis.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Odwołano burmistrza oskarżonego o korupcję

Referendum w sprawie odwołania burmistrza Boguszowa-Gorców na Dolnym Śląsku jest ważne i Jacek C. stracił stanowisko – poinformowała przewodnicząca miejskiej komisji referendalnej Dorota Opalska . Jacek C. jest oskarżony o korupcję, od grudnia 2018 roku przebywa w areszcie i trwa jego proces.

Opalska po podliczeniu głosów poniedziałek w nocy poinformowała PAP, że w głosowaniu oddano 3991 głosów. By referendum było ważne, do urn wyborczych musiało pójść co najmniej 3089 osób. Jak podała, tylko 66 głosów była przeciwnych odwołaniu burmistrza, a pozostałe 3925 głosujących opowiedziało się za odwołaniem Jacka C. z tej funkcji.

W poprzednich wyborach samorządowych uczestniczyło w gminie Boguszów-Gorce 5145 wyborców. Obecnie, by referendum w sprawie odwołania było ważne, musi pójść do urn 3/5 tych wyborców, czyli co najmniej 3089 osób.

Teraz rząd wyznaczy komisarza dla Boguszowa-Gorców, który będzie tymczasowo zarządzał gminą i w ciągu 90 dni zorganizuje nowe wybory burmistrza.

Grupa inicjatywna, składająca wniosek o referendum miała zebranych około 3 tys. podpisów. Grupę tworzyli mieszkańcy i radni, którzy uważali, że z powodu korupcyjnych zarzutów i aresztowania burmistrza referendum jest konieczne. Wcześniej nie udało się radzie miejskiej przegłosować wniosku o konieczności przeprowadzenia referendum.

Pod koniec stycznia 2020 roku przed Sądem Okręgowym w Świdnicy ruszył proces Jacka C., burmistrza Boguszowa-Gorców, który jest oskarżony o korupcję m.in. przyjęcie 70 tys. zł łapówki. Na ławie oskarżonych zasiadła też radna Urszula M., której zarzucono kupowanie głosów wyborczych.

Burmistrz Boguszowa-Gorców został zatrzymany przez policję w grudniu 2018 roku. Po postawieniu zarzutów decyzją sądu został tymczasowo aresztowany i wciąż przebywa w areszcie. Jacek C. oskarżony jest o przyjęcie od jednego z przedsiębiorców korzyści majątkowej w kwocie 70 tys. zł. Zdaniem prokuratury w zamian za łapówkę samorządowiec miał zgodzić się na przedłużenie prac przy ulicznym oświetleniu.

Burmistrz został również oskarżony o przyjęcie 10 tys. zł łapówki, gdy był starostą wałbrzyskim. Korzyść majątkową przyjął w zamian za wydanie korzystnej decyzji administracyjnej dotyczącej przywrócenia uprawnień do kierowania pojazdami mechanicznymi.

Prokuratura zarzuciła burmistrzowi także powoływanie się na wpływy w Urzędzie Skarbowym w Wałbrzychu i Izbie Administracji Skarbowej we Wrocławiu. Zdaniem śledczych C. w zamian za łapówki deklarował, że załatwi sprawy w tych urzędach.

Samorządowiec jest również oskarżony o działanie na szkodę Gminy Boguszów-Gorce. Burmistrz miał, zdaniem prokuratury, bezpodstawnie odwołać przetarg na sprzedaż nieruchomości, czym wyrządził szkodę gminie na kwotę ponad 4 mln zł.

W trakcie śledztwa burmistrz nie przyznał się do zarzutów. Podczas procesu jego zeznania zostały utajnione.
Źródło info i foto: onet.pl

Tadeusz Rydzyk broni biskupa oskarżonego o tuszowanie pedofilii

Tadeusz Rydzyk towarzyszył bp. Edwardowi Janiakowi podczas czwartkowej mszy w Kaliszu. Redemptorysta mówił z ambony, że „nie wolno uderzać w biskupów”. – I to jest apel do ludzi mediów. Pytałbym, czy jesteście Polakami? Czy kochacie Polskę? Jeśli kochacie Polskę, to nie szkodźcie, nie atakujcie bezwzględnie nienawiścią ludzi Kościoła – domagał się Rydzyk.

W niedziele w parafiach diecezji kaliskiej odczytywany był list biskupa Edwarda Janiaka, który jest oskarżany o tuszowanie pedofilii w Kościele i ukrywanie dopuszczających się jej księży. W liście Janiak prosi o modlitwę „w tym czasie medialnej nagonki na jego osobę”, by „uświęcony niewidzialną mocą Ducha Świętego, mógł zawsze służyć Bogu Żywemu przez miłość i służbę ofiarną”.

Jak informuje Oko.press, Janiak podobne słowa wystosował do wiernych w czwartek podczas mszy w Narodowych Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. Biskupi prosił o modlitwę w czasie „nagonki medialnej”, aby „to po prostu wytrwał”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Odłożono proces korupcyjny Benjamina Netanjahu

Proces premiera Izraela Benjamina Netanjahu, oskarżonego o korupcję, defraudację i nadużycie zaufania, został odłożony po godzinnym przesłuchaniu w niedzielę przed sądem w Jerozolimie – poinformowała agencja AFP. Szef izraelskiego rządu zaprzecza wszystkim zarzutom i deklaruje niewinność. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Benjamin Netanjahu jest oskarżony o korupcję, nadużycie zaufania i defraudację. Zarzuty postawiono mu w listopadzie. Jest pierwszym izraelskim premierem postawionym w stan oskarżenia w czasie pełnienia urzędu. Grozi mu do 10 lat więzienia.

W sądzie premier Netanjahu stawił się wraz z grupą ministrów z partii Likud, której jest liderem. Przybycie polityka do sądu transmitowała na żywo izraelska telewizja. Netanjahu nazwał proces polowaniem na czarownice, wspieranym przez lewicowe media i przeciwników politycznych. Zapewnił, że udowodni swoją niewinność i nadal będzie przewodził Izraelowi jako szef rządu.

Adwokaci Netanjahu zażądali kilku miesięcy na przestudiowanie materiałów zebranych przez oskarżycieli. Prokuratorzy domagają się natomiast szybkiego przesłuchania świadków w tej sprawie. Sąd oznajmił, że analizuje wnioski obu stron i zapowiedział odłożenie procesu, nie podając terminu kolejnej rozprawy.

Tydzień temu w Izraelu zaprzysiężono nowy rząd jedności, na którego czele stanął Benjamin Netanjahu. Inauguracja gabinetu zakończyła trwający ponad rok impas polityczny w Izraelu, w czasie którego przeprowadzono kolejno trzy nierozstrzygnięte wybory parlamentarne.
Źródło info i foto: TVP.info

Felicien Kabuga zatrzymany pod Paryżem. Jest oskarżany o udział w ludobójstwie w Rwandzie

Francuska żandarmeria zatrzymała oskarżanego o udział w ludobójstwie w Rwandzie Feliciena Kabugę. Resort sprawiedliwości poinformował, że mężczyzna został ujęty w rejonie Paryża. 84-letni Felicien Kabuga, przez 25 lat ścigany przez międzynarodowy wymiar sprawiedliwości, mieszkał pod fałszywym nazwiskiem w Asnieres-Sur-Seine niedaleko Paryża. Kabuga posługiwał się fałszywą tożsamością. Był najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Rwandzie, wyznaczono za nim 5 mln dolarów nagrody.

Kabuga jest oskarżony o udział w ludobójstwie w Rwandzie w 1994 roku. W wyniku operacji, którą miał finansować. Po masakrze ukrywał się m.in. w Niemczech, Belgii, Niemczech, Belgii, Demokratycznej Republice Konga, Kenii i Szwajcarii.

Konflikt w Rwandzie wybuchł w kwietniu 1994 r. Został zapoczątkowany przez zestrzelenie samolotu, w którym zginął prezydent Juvenal Habyarimana. Plemię Hutu oskarżyło o to Tutsi. Następnie bojówki Hutu zamordowały premier Agathe Uwilingiyimana oraz jej męża. W kolejnych miesiącach podczas łapanek paramilitarne grupy mordowały napotkanych Tutsi. W ciągu 100 dni zginęło od 800 tys. do ponad miliona ludzi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prokuratura umorzyła śledztwo ws. zbiórki na nowy samochód dla Sebastiana K.

Krakowska prokuratura ponownie umarza śledztwo w sprawie zbiórki pieniędzy na zakup seicento dla mężczyzny oskarżonego o spowodowanie wypadku, w którym ucierpiała była premier Beata Szydło – dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Przypomnijmy – Rafał B., Polak mieszkający wtedy w Anglii, rozpoczął zbiórkę w internecie. Deklarował, że cała kwota zostanie przekazana poszkodowanemu. Udało się zebrać prawie 150 tysięcy, jednak pieniądze zniknęły. Okazało się, że organizator zbiórki przekazał je swojej byłej żonie. Ta przeznaczyła je m.in. na spłatę swoich długów.

Śledczy nie dopatrzyli się popełnienia przestępstwa, bo, ich zdaniem, każdy, kto brał udział w zbiórce i wpłacał pieniądze, dokonywał w ten sposób darowizny na rzecz jej organizatora, a nie na rzecz sprawcy wypadku w Oświęcimiu, Sebastiana K.

Z regulaminu serwisu, za pośrednictwem którego przeprowadzono zbiórkę, wynika, że pieniądze cały czas należą do organizatora akcji i on mógł z nimi zrobić, co chciał, mimo wcześniejszych deklaracji o przekazaniu pieniędzy na kupno nowego samochodu.

Prokuratorzy dodają, że kiedy Rafał B. ogłaszał zbiórkę, nie robił tego z zamiarem popełnienia przestępstwa. Oczywiście zachowanie jest naganne i wpłacający mogą dochodzić swoich praw na drodze cywilnej.

W zbiórce wzięło udział ponad osiem tysięcy osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Szwecja: Dwóch Polaków oskarżonych o zabójstwo 70-latka

Dwóch Polaków urodzonych w 1971 r. oskarżonych o zabójstwo 70-letniego mężczyzny w Szwecji. 31 lipca 2019 roku 70-letni Gert-Inge Bertinsson został zamordowana w Markaryd, Småland, w południowo-wschodniej Szwecji.

Ciało mężczyzny zostało znalezione w lesie 10 sierpnia. Policjanci rozpoczęli poszukiwania podejrzanych o zabójstwo. W sierpniu 2019 roku jeden mężczyzna został aresztowany w Polsce. Drugiego udało się zatrzymać w grudniu.

Obaj mężczyźni urodzili się w 1971 roku i zostali oskarżeni o brutalne zabójstwo, próbę zabójstwa oraz kradzież samochodu ofiary. Jeden z mężczyzn jest również oskarżony o próbę oszustwa, próbę wypłaty pieniędzy z konta bankowego zamordowanego.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Ukrainka dostała udaru, szef zostawił ją na ulicy. Prokuratura domaga się surowego wyroku dla Jędrzeja C.

Obrońca mężczyzny, oskarżonego o nieudzielenie pomocy pracującej na czarno w jego firmie Oksanie, chce dla swojego klienta pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Prokuratura uważa, że proponowana kara jest zbyt łagodna.

Sprawa dotyczy Ukrainki Oksany. Kobieta pracowała na czarno w firmie Jędrzeja C. Na początku 2018 r. tuż obok zakładu doznała udaru. Pracodawca zamiast zawieźć ją do szpitala zostawił na przystanku. Potem zadzwonił na policję i udawał, że znalazł ją pijaną. Ukraina w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Zmarła w połowie stycznia 2020 r. – przypomina portal gloswielkopolski.pl.

Prokuratura wszczęła śledztwo wobec pracodawcy Oksany. Mężczyzna został oskarżony o nieudzielenie pomocy oraz narażenie kobiety na utratę życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Łącznie usłyszał dziewięć zarzutów. We wrześniu 2018 r. Jędrzej C. został uznany winnym zarzucanych mu czynów, ale sprawa została umorzona na dwa lata. Od wyroku odwołała się jednak prokuratura.

Sprawa ma zostać ponownie rozpatrzona. Pracodawca Ukrainki złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Chce pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, 20 tys. zł grzywny i 10 tys. zł ewentualne nawiązki na rzecz pokrzywdzonej. Propozycji obrony sprzeciwił się prokurator, który uważa, że jest za niska. Domaga się roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 50 tys. zł grzywny. Kolejna rozprawa odbędzie się 13 marca. Wówczas najprawdopodobniej zapadnie wyrok.
Źródło info i foto: wp.pl