Proces ws. Kajetana P. odroczony. Nowe wątpliwości sądu

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa miał w poniedziałek rozpocząć się drugi proces Kajetana P. Mężczyzna, oskarżony o brutalne zamordowanie lektorki języka włoskiego na warszawskiej Woli, ma także odpowiadać za atak na psycholog w areszcie śledczym. Sąd ma jednak wątpliwości dotyczące poczytalności oskarżonego.

30-letni Kajetan P. jest także podejrzany o to, że w lutym 2016 roku na warszawskiej Woli zamordował lektorkę języka włoskiego Katarzynę J., z którą umówił się na lekcję w jej mieszkaniu. Ciało 30-latki, z odciętą głową, przewiózł do wynajmowanego mieszkania na Żoliborzu i podpalił. Tam odkryli je strażacy wezwani do pożaru. Mężczyzna uciekł i ukrywał się przez prawie dwa tygodnie. Zatrzymano go 17 lutego w stolicy Malty. Dzień później maltański sąd wydał zgodę na ekstradycję Kajetana P. i 26 lutego został on przewieziony do Polski.

Proces w sprawie zabójstwa toczy się od wiosny 2018 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie, ale jawność tego postępowania została wyłączona. Tam również kluczową kwestią jest poczytalność oskarżonego.

Za zabójstwo Kajetanowi P. grozi dożywocie, natomiast za napaść na psychologa do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Zapadnie wyrok ws. polskiego opiekuna Grzegorza W. Zabijał swoich podopiecznych

Nieprzyjemny i leniwy, a w opinii niemieckiej prokuratury także „zimnokrwisty seryjny morderca”. Grzegorz W. oskarżony jest o zabijanie swoich podopiecznych. Sąd w Monachium wyda wyrok w jego sprawie. Polski opiekun Grzegorz W. pracował w co najmniej 69 domach w Niemczech. Prokuratura zarzuca mu zabijanie swoich sędziwych podopiecznych. Miał im aplikować śmiertelne dawki insuliny. Jego wina wydaje się nie do podważenia. Pytanie tylko, czy 38-latek dostanie najwyższy wymiar kary.

Odpychające zachowanie i wygląd

Grzegorz W. dostawał zlecenia za pośrednictwem polskich firm pośredniczących w wysyłaniu opiekunów do Niemiec. Jego podopiecznymi były osoby, które wymagały pomocy, a nie chciały iść do domów opieki. W mowie oskarżycielskiej prokuratura wyraziście nakreśliła sytuację panującą w domach, w których Polak był zatrudniony.

Za każdym razem, gdy Grzegorz W. po raz pierwszy dzwonił do drzwi, wywoływał szok swoim wyglądem i zachowaniem. Zdaniem prokuratury zachowywał się w sposób „naburmuszony i władczy”, a niedbały strój mężczyzny o wzroście 1,62 m i wadze 156 kilo dla niektórych był tak odpychający, że na samym wstępie rezygnowali ze współpracy.

Już wcześniej karany

Negatywne pierwsze wrażenie niemal zawsze potwierdzało się w praktyce. W. wulgarnie ubliżał swoim podopiecznym. Odmawiał wstawania do nich w nocy, dawał im środki nasenne i wyłączał budzik, by móc się wyspać. Zamiast papieru toaletowego używał chusteczek, które następnie rozrzucał w łazience. Opróżniał lodówki i kradł wszystko, co nie było przymocowane na stałe.

38-latek już w Polsce był karany więzieniem za kradzież i oszustwa. Po wyjściu z zakładu karnego skończył 120-godzinny kurs kwalifikujący go do wykonywania zawodu opiekuna. Jego motywacją nie była jednak praca, lecz dostęp do domów w celach rabunkowych. W aktach sprawy odnotowano jego stwierdzenie: „Bogatym Niemcom trzeba kraść ich euro” albo „Forsa jest najważniejsza, bo bez niej umrę”.

Śmiertelne zastrzyki

Prawie zawsze rodziny dążyły do jak najszybszego zakończenia współpracy z Grzegorzem W., w niektórych przypadkach on sam kończył ją po paru dniach. Jednak w sześciu przypadkach było już za późno. W., który przyjmował na stałe insulinę ze względu na cukrzycę, wstrzykiwał swoim pacjentom dawki tej substancji, które prowadziły do zgonu. Kilku osobom udało się przeżyć śmiertelne zastrzyki.

Do serii zarzucanych mu czynów doszło w kilku niemieckich krajach związkowych w ciągu zaledwie 10 miesięcy, od kwietnia 2017 do lutego 2018 roku. Pomoc domowa jednej z ofiar powiedziała w śledztwie, że ofiara w ostatnim dniu swojego życia określiła Grzegorza W. mianem „diabła”. Następnej nocy pacjent już nie żył, najprawdopodobniej zamordowany przez człowieka, który miał być jego opiekunem.

Stawką jest najwyższy wymiar kary

W procesie prokuraturze udało się udowodnić zaledwie trzy zabójstwa, zaś zarzuty co do pozostałych zostały wycofane w imię zasady, że „wątpliwości działają na rzecz oskarżonego”. Nie zmienia to faktu, że prokuratura podtrzymała swoje żądanie: dożywotnie pozbawienie wolności w izolacji. To najwyższy w Niemczech wymiar kary.

Podczas swojej mowy końcowej W. okazał skruchę i prosił rodziny swoich ofiar o przebaczenie. Wielu krewnych po dziś dzień cierpi na traumę. Niektórzy sami popadli w choroby z powodu rozpaczy, że dopuścili tego człowieka do swoich starych rodziców.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest akt oskarżenia ws. brutalnego gwałtu na 15-miesięcznej dziewczynce

Młody mężczyzna został oskarżony o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem 15-miesięcznej dziewczynki i znęcanie się nad nią. Mężczyzna przyznaje się jedynie do spowodowania obrażeń u dziecka. Grozi mu do 12 lat więzienia.

O sprawie gwałtu na niemowlęciu mówiła cała Polska. Do makabrycznych wydarzeń doszło w październiku ubiegłego roku w jednym z bloków przy ul. Polowej w Łomży. 22-letni wówczas mężczyzna, wujek dziewczynki, został poproszony przez swoją kuzynkę o opiekę nad dzieckiem podczas jej nieobecności.

W nocy z soboty na niedzielę rodzice przewieźli swoją córkę do szpitala w Łomży, a stamtąd do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Dziewczynka była hospitalizowana z urazami głowy, kończyn i okolic intymnych.

Personel szpitala po oględzinach dziecka natychmiast zawiadomił policję. Mężczyzna, który miał opiekować się dziewczynką, w chwili zatrzymania był nietrzeźwy. Od tamtego czasu przebywa w areszcie.

Aleksandrosowi M. zarzucono, że „działając ze szczególnym okrucieństwem, znęcał się fizycznie i psychicznie nad piętnastomiesięczną małoletnią w ten sposób, że uderzał wymienioną po całym ciele, przypalał żarem papierosa, a następnie doprowadził małoletnią do poddania się innej czynności seksualnej, w wyniku czego pokrzywdzona doznała obrażeń ciała stanowiących naruszenie czynności narządu ciała na okres poniżej siedmiu dni” – podawało wówczas Polskie Radio Białystok.

27 października 2019 wszczęto śledztwo w tej sprawie. W jego trakcie zlecono kilkutygodniową szpitalną obserwację ówczesnego podejrzanego, by ocenić stan jego poczytalności. Jak poinformował w czwartek rzecznik łomżyńskiej prokuratury okręgowej Rafał Kaczyński, biegli nie stwierdzili w tym przypadku choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego bądź „organicznego uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego”.

„Oskarżony w czasie popełnienia czynu miał zachowaną zdolność rozumienia znaczenia czynu i zachowaną zdolność pokierowania swoim postępowaniem” – dodał prokurator.

Stawiając zarzuty, śledczy zastosowali kwalifikację prawną m.in. z art. 197 par. 1, 197 par. 3 pkt 2 oraz art. 197 par. 4 Kodeksu karnego; mowa jest w nich o gwałcie wobec osoby małoletniej poniżej 15 roku życia oraz o działaniu ze szczególnym okrucieństwem. Zarzuty obejmują też znęcanie się fizyczne i psychiczne nad małym dzieckiem nieporadnym ze względu na wiek (w opisie czynu jest mowa o biciu i przypalaniu papierosem), oraz naruszenie – wskutek tych obrażeń – czynności jego ciała.

W czwartek do Sądu Okręgowego w Łomży trafił akt oskarżenia. Mężczyźnie grozi od 5 do 12 lat więzienia. Aleksandros M. przyznał się do spowodowania obrażeń ciała u dziecka, ale nie do przestępstwa na tle seksualnym.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gubernator stanu Wisconsin apeluje do Donalda Trumpa by nie przyjeżdżał do Kenoshy

Gubernator stanu Wisconsin Tony Evers zwrócił się do prezydenta USA Donalda Trumpa, by odwołał swoją wizytę w mieście Kenosha, gdzie doszło do gwałtownych protestów po postrzeleniu przez policjanta Afroamerykanina. „Obawiam się, że pana obecność tutaj nie poprawi sytuacji” – napisał Evers w liście opublikowanym w nocy z niedzieli na poniedziałek.

Protesty wybuchły w mieście tydzień temu po postrzeleniu przez policjanta Afroamerykanina, 29-letniego Jacoba Blake’a, który jest w ciężkim stanie w szpitalu. W trakcie zamieszek ich uczestnicy podpalali samochody i budynki, plądrowali sklepy. Podczas trzeciej nocy protestów 17-letni Kyle Rittenhouse zastrzelił dwóch demonstrantów. Nastolatek został oskarżony o podwójne zabójstwo. Jego prawnicy twierdzą, że działał w samoobronie.

W ostatnich dniach Donald Trump wielokrotnie podkreślał, że jak najszybciej w mieście należy przywrócić porządek. W weekend Biały Dom poinformował, że we wtorek prezydent poleci do Kenoshy, by spotkać się z przedstawicielami sił porządkowych i na miejscu zapoznać się ze skalą zniszczeń po zamieszkach.
Źródło info i foto: TVP.info

Portland: Strzelanina podczas demonstracji zwolenników Donalda Trumpa

Podczas manifestacji zwolenników Donalda Trumpa w Portland doszło do starć z osobami protestującymi przeciwko brutalności policji. W trakcie zamieszek śmiertelnie postrzelono jedną osobę. Jak czytamy w amerykańskich mediach, policja nie zdradza szczegółów na temat ofiary. Wiadomo tylko, że to mężczyzna. Został postrzelony w klatkę piersiową. „New York Times” podaje nieoficjalnie, że nosił nakrycie głowy z emblematem Patriot Prayer – skrajnie prawicowej grupy działającej na terenie Portland.

Do zdarzenia doszło podczas przejazdu zwolenników Donalda Trumpa przez centrum miasta. Brało w nim udział ok. 600 samochodów, w których szacunkowo znajdowało się ok. 1000 osób.

W trakcie wydarzenia policja informowała, że odnotowano kilka przypadków „przemocy między demonstrantami a kontrdemonstrantami”. Korespondent „NYT” Mike Baker zamieścił w swojej relacji na Twitterze wideo, na którym – według słów dziennikarza – zwolennicy Trumpa strzelali w kontrmanifestantów kulkami do paintballa i rozpylali gaz pieprzowy.

W Portland od wielu tygodni odbywają się demonstracje zwolenników ruchu Black Lives Matter, którzy sprzeciwiają się brutalnym działaniom policji. Protesty miały swój początek po tragicznej w skutkach policyjnej interwencji 25 maja. Wówczas w Minneapolis zginął Afroamerykanin George Floyd. Policjant, który podczas próby obezwładnienia Floyda naciskał kolanem jego szyję, został oskarżony o morderstwo.

Do zajść w Portland doszło zaledwie kilka dni po innej brutalnej interwencji policji. W ubiegłą niedzielę w Kenoshy w Wisconsin Jacob Blake został siedmiokrotnie postrzelony w plecy. Mężczyzna w ciężkim stanie trafił do szpitala, obecnie jest sparaliżowany. Postrzelenie Blake’a wywołało kolejne protesty w USA. Podczas zamieszek w Kenoshy doszło do strzelaniny, w której zginęły dwie osoby (26-latek z Silver Lake w stanie Wisconsin i 36-latek z Kenoshy), a jedna została ranna. Ogień do protestujących miał otworzyć 17-letni Kyle Rittenhouse. Nastolatek został zatrzymany.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Boston: Sześciu policjantów oskarżonych o zabójstwo 41-latka. Oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund

Sześciu bostońskich policjantów zostało oskarżonych o zabójstwo 41-letniego Justona Roota. Strzelili do niego 31 raz w ciągu 3 sekund, gdy ten leżał ranny na ziemi. Po incydencie funkcjonariusze mieli komentować: „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”. Pozew złożyła rodzina zabitego. Do strzelaniny pomiędzy policją a 41-letnim Justonem Rootem doszło w lutym. Policja dostała zgłoszenie o uzbrojonym człowieku w okolicach szpitala Brigham and Women’s Hospital.

Kiedy funkcjonariusz zobaczył mężczyznę miał sięgnąć po broń, na co ten również wyjął pistolet – później okazało się, że był to przezroczysty zabawkowy pistolet do paintballa – i do niego strzelił. Policjant również oddał strzały, ranił Roota, po czym potknął się i upadając strzelił ponownie trafiając szpitalnego woźnego w oko.

Root zdołał wsiąść do samochodu, ale po sześciu minutach rozbił się, wysiadł i upadł na ziemię. Próbowała go opatrzyć ratowniczka medyczna, ale policjanci kazali jej odsunąć się. Chociaż funkcjonariusze nie widzieli broni w rękach 41-latka, a on sam leżał bezbronny, to oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund.

W 35-stronicowym pozwie rodzina oskarża funkcjonariuszy m.in. o użycie nadmiernej siły, napaść i pobicie, spowodowanie śmierci oraz nieprzestrzeganie standardów i zasad. Oskarżą również władze Bostonu o niewłaściwe szkolenie policji i brak nadzoru. Zauważono, że większość funkcjonariuszy, którzy strzelali do leżącego na ulicy mężczyzny nie miało włączonych kamer na mundurach.

– Został zabity bez powodu – powiedział na konferencji prasowej ojciec zabitego Evan Root.

Mężczyzna leczył się psychiatrycznie

Rodzina Roota wyjawiła, że 41-latek był leczony psychiatrycznie, w tym na chorobę afektywną dwubiegunową i zaburzenia schizoafektywne. W pozwie wyjaśniono, że był rozczarowany tym, że nie może zostać policjantem, dlatego czasami nosił pistolet do paintballa z przezroczystego plastiku.

– Funkcjonariusze i policjant stanowy muszą ponieść odpowiedzialność za skandaliczne czyny i złe poprowadzenie sprawy, opróżniając niemal magazynki i strzelając 31 razy, kiedy on leżał ledwo przytomny na ziemi krwawiąc – stwierdziła Jennifer Root, siostra 41-latka.

W pozwie przypomniano, że oskarżeni, w złożonym po incydencie oświadczeniu, nie wspominali nic o tym, by widzieli Roota wymachującego bronią. Funkcjonariusze mieli natomiast krzyknąć do Roota, by się położył, choć ten leżał już ranny na jezdni.

„Tak, zabiłem tego sku…na”

Pozew zawiera również opis nagrania wideo, z którego ma wynikać, że funkcjonariusze nie próbowali udzielić pomocy medycznej po strzelaninie. Mieli natomiast gratulować sobie nawzajem używając zwrotów – jak opisano w pozwie – „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”.

– Juston był miłym, kochającym synem i bratem, a jego śmierć to tragedia. Juston i nasza rodzina zasługują chociaż na ujawnienie prawdy oraz ukaranie odpowiedzialnych za jego śmierć – dodała.

Śledztwo przeprowadzone po zdarzeniu przez prokuraturę okręgową hrabstwa Norfolk ustaliło, że oddanie strzałów przez policjantów było uzasadnione. Zarówno bostońska jak i stanowa policja odmówiły komentarzy w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: 34-latek oskarżony o morderstwo uciekł z aresztu. Do ucieczki z 12. piętra użył związanych ze sobą prześcieradeł

Mężczyzna oskarżony o morderstwo uciekł wcześnie rano w piątek (31 lipca) z celi na 12. piętrze aresztu w Oklahoma City, używając związanych ze sobą prześcieradeł – poinformowała agencja AP, powołując się na miejscowe władze. 34-letni Pablo Robledo i drugi mężczyzna przebywający w tej samej celi wybili szybę i zeszli na dół po prześcieradłach. Na nagraniu z monitoringu Robledo po raz ostatni widać o 5.25 rano przed budynkiem – powiedział rzecznik aresztu Mac Mullings.

Drugi mężczyzna, Jose Hernandez, spadł lub skoczył z prześcieradeł na wysokości około czwartego piętra. Został odnaleziony i aresztowany przez policję. Robledo przebywał w areszcie od czerwca 2019 roku. Jest oskarżony m.in. o morderstwo, napaść, pobicie i przemoc w rodzinie. Nie przyznał się do winy. Początek jego procesu zaplanowano na 31 sierpnia.
Źródło info i foto: interia.pl

Jair Bolsonaro oskarżany o „zbrodnię przeciw ludzkości”

Brazylijskie związki zawodowe pracowników ochrony zdrowia, zrzeszające ponad milion członków, oskarżyły prezydenta Jaira Bolsonaro, o popełnienie „zbrodni przeciwko ludzkości” poprzez lekceważenie klęski, jaką stanowi pandemia koronawirusa. Skargę skierowano do MTK.

Związki, zrzeszone w centrali Unisaude, skierowały skargę do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze nazajutrz po tym, gdy brazylijskie władze stanowe ogłosiły najnowsze dane dotyczące pandemii. Wynikało z nich, że w ubiegłym tygodniu Brazylia jako kraj najsilniej po USA zaatakowany przez koronawirusa przeżyła najgorsze siedem dni pandemii: choroba zaatakowała od 18 do 25 lipca włącznie 51 147 osób; zmarło 1 211 chorych na Covid-19.

Łączna liczba oficjalnie potwierdzonych zachorowań na koronawirusa w Brazylii od początku epidemii to 2 423 798. Zmarło 87 131 chorych.

Unisaude, która skupia większość lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników ochrony zdrowia, w pozwie skierowanym do trybunału haskiego oskarża Bolsonaro o systematyczne „lekceważenie i negowanie zagrożenia, jakie stanowi pandemia”, co miało dla kraju „katastrofalne konsekwencje w postaci całkowitej zapaści systemu szpitalnictwa, pomocy i kontroli zdrowotnej”.

Wszystkie te zaniedbania ze strony rządu Bolsonaro i „nieumiejętność znalezienia właściwej odpowiedzi na pandemię” mogą być według autorów pozwu uznane za „zbrodnię przeciwko ludzkości” i „akt ludobójstwa”.

Na długiej liście oskarżeń wobec prezydenta i jego rządu związkowcy umieścili prowadzoną przezeń kampanię na rzecz powszechnego stosowania hydroksychlorochiny do leczenia koronowirusa, „leku, którego skuteczność nie została zbadana ani potwierdzona”.

W pozwie zarzuca się szefowi państwa także ”zachęcanie do masowych zgromadzeń bez ochrony w postaci maseczek i innych środków ostrożności oraz udział w tego rodzaju zgromadzeniach”, a także „inne nieodpowiedzialne działania”.

Pracownicy systemu opieki zdrowotnej obciążają Bolsonaro współodpowiedzialnością za „tragedię jaką przeżywa kraj”.

Również Brazylijskie Towarzystwo Chorób Zakaźnych (AMIR), zrzeszające najwybitniejszych epidemiologów, wydało oświadczenie krytykujące postawę szefa państwa i rządu wobec tragedii, jaką jest pandemia Covid-19 – podał w poniedziałek CNN.

Wszystkie brazylijskie portale informacyjne opisują szczegółowo pierwsze publiczne pojawienie się Bolsonaro po tym, gdy lekarze uznali, iż jest już wyleczony z koronawirusa. Prezydent jeździł motocyklem po alejkach ogrodu otaczającego jego rezydencję, pałac Planalto w stolicy kraju, Brasilii, i rozmawiał z personelem pałacu oraz ogrodnikami – bez maseczki na twarzy.

Brazylijskie media z okazji wyzdrowienia Bolsonaro przypominają też jego ulubione porzekadło, które często powtarza w czasach pandemii: „śmierć czeka przecież każdego z nas”.
Źródło info i foto: gazetaprawna.pl

Hans G. skazany. Jest winny znieważania polskich pracowników zatrudnionych w swojej firmie

Decyzją Sądu Okręgowego w Gdańsku Hans G. został uznany za winnego znieważania polskich pracowników zatrudnionych w swojej firmie. Mężczyzna był oskarżony o stosowanie wobec nich mowy nienawiści. Natalia Nitek-Płażyńska, występująca jako powódka, jest rozczarowana ogłoszonym wyrokiem.

Sąd Okręgowy w Gdańsku zmienił wyrok sądu niższej instancji ws. Hansa G., niemieckiego przedsiębiorcy, którego Natalia Nitek-Płażyńska – obecna żona posła PiS Kacpra Płażyńska – pozwała za kierowanie wobec niej gróźb karalnych oraz za znieważanie polskich pracowników pracujących w firmie oskarżonego.

Hansa G. uznano winnym znieważenia, jednak gdański sąd nie przychylił się do zarzutów dotyczących stosowania gróźb.

„Sąd uznał, że Hans G. popełnił przestępstwo. Znieważył Polaków! Wyrok jest prawomocny. Jednocześnie nie rozumiem i nie zgadzam się z tym, że nie został skazany za groźby. Jak inaczej rozumieć jego słowa, że „chciałby pozabijać Polaków”? Najważniejsze jednak, że został skazany” – napisała na Twitterze Natalia Nitek-Płażyńska.

W grudniu 2019 roku Sąd Rejonowy w Wejherowie uznał, że Hans G. znieważył pięć pracownic swojej firmy działającej w Pomorskiem i skazał na karę 20 tys. złotych grzywny. Zobowiązał go też do nawiązki na rzecz czterech pozostałych pokrzywdzonych kobiet i wpłaty w wysokości 5 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Sędzia stwierdził wówczas również, że Hans G. będzie musiał zapłacić blisko 40 tys. zł z tytułu opłaty za ekspertyzę fonoskopijną, którą zleciła prokuratura w jego sprawie.

Za używanie gróźb karalnych wobec Nitek-Płażyńskiej niemiecki przedsiębiorca został skazany przez wejherowski sąd na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Nakazano mu też przeprosić oskarżającą go kobietę, sąd zakazał mu także kontaktu z nią.

„Dziękuję wszystkim za wsparcie w mojej kilkuletniej batalii. To nie był dla mnie łatwy czas, ale wiem, że reprezentowałam nie tylko siebie ale i wielu Polaków, którzy nie godzą się na takie traktowanie” – dodała Natalia Nitek-Płażyńska.
Źródło info i foto: wp.pl

Austin Carlile został oskarżony o gwałt i molestowanie seksualne

Były wokalista zespołu Of Mice & Men, Austin Carlile został oskarżony o gwałt i molestowanie seksualne. Sprawa ciągnie się już od kilku lat. Kilkanaście kobiet twierdzi, że wokalista dopuścił się wobec nich molestowania seksualnego. Temat wrócił po wpisie jednej z oskarżających – Caitlin Stiffler. W swoim liście szczegółowo opisała zdarzenie z muzykiem. Zarzuciła także magazynowi „Alternative Press”, że przed laty zatuszował oskarżenia wobec Carlile’a.

Skrytykowała również ich artykuł na temat śmierci George’a Floyda z komentarzem byłego członka Of Mice & Men.

„On nie tylko gwałcił kobiety, których pewnie było jeszcze więcej niż wiemy, ale był też drapieżnikiem szukającym nieletnich dziewczyn, wykorzystując do tego swoją pozycję w branży muzycznej. Zagroził wam pozwem, więc się wycofaliście. Rozumiem, kto by chciał się angażować w tę sprawę, skoro w sumie… nie musi. To był wasz wybór. Wybór, którego my nie miałyśmy” – zarzuca magazynowi kobieta.

Redaktorzy „Alternative Press” odpowiedzieli na list kobiety. „Nie tolerujemy żadnych z tych oskarżeń. Ta historia zostanie usłyszana” – napisali.

Do oskarżeń odniósł się także zespół Of Mice & Men, z którego Carlile odszedł w 2016 roku ze względu na problemy zdrowotne. „Ta osoba nie jest członkiem Of Mice & Men od prawie 4 lat i nikt z nas lub z naszego teamu nie próbował ukrywać artykułu. Potępiamy przemoc seksualną i molestowanie w każdej postaci” – zapewnili.
Źródło info i foto: interia.pl