Ruszył proces Krzysztofa G. Były policjant jest oskarżony o gwałt i wykorzystanie seksualne czterech kobiet

W Sądzie Rejonowym w Brodnicy ruszył proces b. policjanta z tego miasta oskarżonego m.in. o gwałt, do którego miało dojść na komendzie, a także o usiłowanie gwałtu i dwa inne przestępstwa seksualne. W Sądzie Rejonowym w Brodnicy ruszył proces b. policjanta z tego miasta oskarżonego m.in. o gwałt, do którego miało dojść na komendzie, a także o usiłowanie gwałtu i dwa inne przestępstwa seksualne.

Prokuratura oskarża mężczyznę w procesie, który ruszył w piątek, o przestępstwa seksualne wobec czterech kolejnych kobiet. Były policjant miał na komendzie zgwałcić jedną z nich, a wobec dwóch innych – w tym samym miejscu – doprowadzić do tzw. innych czynności seksualnych m.in. całując je, dotykając ich miejsc intymnych oraz władające ręce pod odzież. Czwarty z zarzutów dotyczy usiłowania gwałtu, którego Krzysztof G. miał się dopuścić w mieszkaniu kolejnej z pań.

Do gwałtu w prywatnym mieszkaniu nie doszło, gdyż nagle zadzwonił telefon policjanta i kobieta wyswobodziła się.

W piątek sąd podjął decyzję o wyłączeniu jawności postępowania w tej sprawie. Przed wejściem na salę rozpraw mężczyzna powiedział dziennikarzom, że nie przyznaje się do winy. Na pytanie, czy skrzywdził kobiety, odpowiedział: „nie”.

Za gwałt – najcięższe z czterech przestępstw, o której jest oskarżony – byłemu policjantowi grozi do 12 lat więzienia.

W maju Krzysztof G. został już skazany nieprawomocnie na 2,5 roku więzienia za seksualne „nadużycie stosunku zależności”. Do przestępstwa, o które był wówczas oskarżony, doszło w 2017 roku. Mężczyzna, będąc kierownikiem izby zatrzymań w Komendzie Powiatowej Policji w Brodnicy był oskarżony o zgwałcenie w toalecie zatrzymaną do jednej ze spraw kobietę. Następnego dnia pokrzywdzona złożyła zawiadomienie o przestępstwie.

G. został zawieszony w czynnościach w związku ze wszczętym postępowaniem dyscyplinarnym, a dzień później wydalony z policji „ze względu na interes służby”. Nie przyznał się do winy.

24 maja Sąd Rejonowy w Brodnicy skazał byłego policjanta, ale nie za gwałt, lecz za przekroczenie uprawnień i wykorzystanie zależności. Krzysztof G. usłyszał wyrok 2,5 roku więzienia.

Sąd zakazał mu też zajmowania stanowisk w administracji publicznej jako funkcjonariusz przez okres 15 lat i przyznał częściowe zadośćuczynienie pokrzywdzonej w kwocie 10 tys. zł – przekazał wówczas PAP rzecznik prasowy Prokuratora Okręgowego w Toruniu prokurator Andrzej Kukawski. Prokuratura złożyła apelację w tej sprawie. Nie został jeszcze wyznaczony termin jej rozpatrzenia.

Szefowa Prokuratury Rejonowej w Brodnicy Alina Szram powiedziała PAP, że to śledczy z własnej inicjatywy prześledzili dokumentację związaną z osobami zatrzymywanymi w Brodnicy, które mogły stać się ofiarami b. policjanta.

Po tej pierwszej sprawie miałem wrażenie, że ten mężczyzna robił to zawsze, ale po prostu raz wpadł. On to robił „tak na pewniaka”, że wydawało mi się, iż każda osoba płci żeńskiej, która była w izbie zatrzymań i znajdowała się w sferze zainteresowania tego mężczyzny – mając na uwadze wiek, wygląd i zapach – mogła stać się jego ofiarą. W ramach działań własnych poleciłam więc analizę książki zatrzymań – powiedziała PAP prokurator Szram.

To pozwoliło na dotarcie do osób pokrzywdzonych. Do wszystkich osób, do których mogliśmy dotrzeć, dotarliśmy i dzisiejsza sprawa jest tego pokłosiem – wyjaśniła szefowa brodnickiej prokuratury.

Mężczyzna był także oskarżony w innym procesie o znęcanie się nad żoną. Sąd umorzył jednak postępowania, gdyż uznał, że nie było to znęcanie, a stalking. Znęcanie się jest ścigane z urzędu, a stalking na wniosek, a tego nie złożyła w toku postępowania żona mężczyzny. Prokuratura również w tej sprawie złożyła apelację.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Prokurator, który oskarżał Tomasza Komendę, został zawieszony za jazdę pod wpływem

Wrocławska policja zatrzymała w sobotę samochód, którego kierowca – jak podejrzewali funkcjonariusze – mógł prowadzić po wpływem alkoholu. Według nieoficjalnych informacji to prokurator, który był oskarżycielem Tomasza Komendy. Został zawieszony w obowiązkach.

Policjanci wrocławskiej drogówki zatrzymali kierowany przez mężczyznę samochód, ponieważ jego zachowanie wskazywało, że może być nietrzeźwy. Potwierdziło to badanie alkomatem, które wykazało, że ma 0,59 promila alkoholu w organizmie. Zgodnie z prawem kierowca mający we krwi więcej niż 0,5 promila popełnia przestępstwo i może grozić za to nawet więzienie.

Jak informuje „Gazeta Wrocławska”, kierowca to prokurator, który w 2001 roku wystosował akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi Komendzie. Komenda został skazany niesłusznie, jako okazało się po 18 latach odbywania przez niego wyroku więzienia.

Z kolei wedle informacji wrocławskiej „Gazety Wyborczej” prokurator został zawieszony. Prokuratura we Wrocławiu czeka na wyniki badań toksykologicznych krwi. Jeśli potwierdzą się podejrzenia, to – poza sprawą karną – może mu grozić wydalenie z zawodu.

Sprawa Tomasza Komendy

Komenda został aresztowany w 2000 roku. Postawiono mu zarzuty gwałtu i zabójstwa 15-latki w Miłoszycach na Dolnym Śląsku. Cztery lata później został skazany na karę 25 lat więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Po 18 latach, jego sprawa została ponownie rozpatrzona. Okazało się wówczas, że Komenda jest niewinny. Został uniewinniony przez Sąd Najwyższy w maju 2018 roku.

Tomasz Komenda domaga się od Skarbu Państwa rekordowo wysokiego zadośćuczynienia w wysokości 18 milionów złotych – po milionie za każdy rok spędzony w więzieniu, a także odszkodowania w wysokości ok. 812 tys. złotych – kwoty, którą mógłby zarobić, gdyby przez te lata pracował. Opolski Sąd Okręgowy we wrześniu przesłuchał dwóch więźniów, którzy odsiadywali karę w tych samych zakładach karnych, co Komenda, o czym Onet poinformował Zbigniew Ćwiąkalski, pełnomocnik niesłusznie skazanego. Teraz, powołani biegli mają ocenić, jak te 18 lat wpłynęło na zdrowie Komendy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zmarł mężczyzna, który oskarżał Kevina Spacey’a o molestowanie

Masażysta, który oskarżył Kevina Spacey’a o napaść seksualną, do której miało dojść w 2016 r., zmarł – poinformowali sąd prawnicy pozwanego aktora. Mężczyzna złożył zawiadomienie anonimowo, a jego tożsamość została utajniona. W mediach określany był jako John Doe – imieniem i nazwiskiem używanym w przypadku osób, których personalia są niejawne.

Pan Doe twierdził, że aktor w trakcie sesji masażu w jego rezydencji w Malibu zmuszał go do dotykania jego genitaliów i próbował pocałować.

Jako przyczynę śmierci masażysty podano chorobę nowotworową, choć nie zostało to ujawnione w aktach – opisuje portal variety.com.

W lipcu Spacey został oczyszczony z innych zarzutów o molestowanie i naruszenie nietykalności 18-latka, syna dziennikarki telewizyjnej Heather Unruh. Zgodnie z relacją matki Spacey najpierw upił chłopca, a następnie zaczął rozpinać rozporek jego spodni i dotykać genitaliów.

Aktor od początku zapewniał przed sądem, że jest niewinny.

Na Spacey’u ciąży jednak więcej oskarżeń. Niemal 30 mężczyzn twierdzi, że gwiazdor dopuścił się podobnych czynów. Aktor Anthony Rapp publicznie oskarżył aktora o to, że próbował przemocą skłonić go do czynności seksualnych w 1986 r., gdy miał zaledwie 14 lat. Po pierwszych oskarżeniach Anthony’ego Rappa Spacey opublikował oświadczenie, w którym „szczerze przeprosił” za „głęboko niestosowne zachowanie po pijanemu”, dodając, że nie pamięta całej sytuacji.
Źródło info i foto: TVP.info

Dwóch księży stanie przed Trybunałem Państwa Watykańskiego ws. wykorzystywania ministrantów w internacie

Dwóch księży stanie przed Trybunałem Państwa Watykańskiego pod zarzutem wykorzystywania ministrantów w internacie św. Piusa X. O molestowaniu media poinformował m.in. młody Polak.

Biuro prasowe Stolicy Apostolskiej podało w komunikacie, że promotor sprawiedliwości Trybunału Państwa Watykańskiego wniósł o osądzenie księdza Gabriele Martinellego pod zarzutem nadużyć seksualnych w preseminarium świętego Piusa X w latach poprzedzających rok 2012, a także księdza Enrico Radice – jego rektora w tamtym okresie, oskarżonego o pomocnictwo.

Śledztwo wszczęto w listopadzie 2017 roku po publikacji doniesień w prasie. „Choć ujawnione fakty miały miejsce w okresie, gdy prawo uniemożliwiało proces przy braku doniesienia złożonego przez osobę poszkodowaną w ciągu roku od zgłoszonych czynów, wytoczenie procesu było możliwe dzięki specjalnemu rozporządzeniu Ojca Świętego z 29 lipca” – czytamy w komunikacie.

Watykan wszczął dochodzenie w sprawie wydarzeń w preseminarium w 2017 roku, w odpowiedzi na doniesienia medialne i publikację książki. Jej autorem jest włoski dziennikarz Gianluigi Nuzzi, który przytoczył między innymi relację młodego Polaka, byłego ministranta, który mieszkał w tym watykańskim internacie. Dwudziestolatek miał być świadkiem molestowania seksualnego jego kolegi z pokoju. Polak twierdzi, że poinformował o tym kościelne instytucje, jednak te nie zareagowały.
Źródło info i foto: wp.pl

Belgia: Salah Abdeslam oskarżony o organizacje krwawych zamachów terrorystycznych

Salah Abdeslam, organizator ataków terrorystycznych we Francji z listopada 2015 r., został w poniedziałek formalnie postawiony w stan oskarżenia w Belgii w związku z atakami terrorystycznymi z marca 2016 r. w Brukseli. Belgijska prokuratura, jak podaje AFP, oskarżyła 29-letniego Abdeslama o „udział w działaniach grupy terrorystycznej” w związku z zamachami w stolicy Belgii.

Proces w sprawie ataków terrorystycznych w Brukseli rozpocznie się w przyszłym roku i ma potrwać od 6 do 8 miesięcy. Mohamed Abrini i Osama Krayem, aresztowani w kwietniu 2016 r., są głównymi podejrzanymi w tej sprawie. Jak dotąd w stan oskarżenia postawiono 12 osób. Proces zamachowców z Paryża, jak przekazuje AFP, rozpocznie się najwcześniej w 2021 r. W tym szeroko zakrojonym śledztwie postawiono zarzuty łącznie 14 osobom.

W marcu 2016 r. w serii trzech skoordynowanych zamachów bombowych w Brukseli – dwóch na lotnisku w Zaventem i jednym przy stacji metra Maelbeek – zginęły 32 osoby i trzech zamachowców samobójców, a ok. 340 osób zostało rannych. Do przeprowadzenia zamachów przyznało się tzw. Państwo Islamskie (IS). Był to najkrwawszy atak terrorystyczny w historii Belgii.

Kilka miesięcy wcześniej, w listopadzie 2015 r., w Paryżu doszło do serii skoordynowanych krwawych zamachów terrorystycznych, w tym do ataku na salę koncertową Bataclan, gdzie terroryści przetrzymywali zakładników. W atakach zginęło 130 osób, a ponad 350 zostało rannych. Również do tych zamachów przyznało się Państwo Islamskie. Było to najtragiczniejsze wydarzenie, jakie dotknęło Francję od czasów II wojny światowej.

Po listopadowych zamachach w Paryżu Abdeslam ukrywał się w Brukseli, gdzie mieszkał wcześniej. W marcu 2016 r. domniemany koordynator krwawych ataków w Paryżu, został postrzelony podczas obławy w dzielnicy Molenbeek w Brukseli i schwytany.

W kwietniu br. został skazany przez belgijski sąd na 20 lat pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa policjantów w Brukseli w 2016 roku. Wyrok dotyczy strzelaniny, do której doszło podczas policyjnej obławy po zamachach w Paryżu z 2015 roku.

Abdeslam jest jedynym żyjącym członkiem grupy dżihadystów, która dokonała zamachów terrorystycznych w stolicy Francji. 29-latek jest obywatelem francuskim, urodzonym i wychowanym w rodzinie marokańskich imigrantów w Brukseli.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jelenia Góra: 45-letni Dariusz R. skazany na 15 lat więzienia. Strzelał w mieszkaniu z broni palnej, ranił dwie osoby

Na karę 15 lat więzienia skazał Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze mężczyznę oskarżonego o usiłowanie zabójstwa dwóch osób. Oskarżony strzelał do poszkodowanych z broni palnej.

O wyroku jeleniogórskiego sądu poinformował w sobotę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski. Do zdarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło w kwietniu 2017 r. w Bogatyni (Dolnośląskie). 45-letni Dariusz R. w mieszkaniu jednego z pokrzywdzonych strzelił z broni palnej do dwóch mężczyzn. Jeden z nich odniósł obrażenia zagrażające życiu, drugi zaś został lżej ranny. Mężczyźni przeżyli dzięki pomocy lekarskiej.

R. został zatrzymany nazajutrz po popełnieniu zbrodni. Usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa dwóch osób i na wniosek prokuratury został tymczasowo aresztowany. Prokurator Czułowski poinformował, że mężczyzna „konsekwentnie nie przyznawał się do winy”.

Jeleniogórski sąd uznał R. za winnego popełnienia zarzucanej mu zbrodni i wymierzył mu karę 15 lat pozbawienia wolności – poinformował prok. Czułowski.

Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pułkownik rosyjskiego MSW Dmitrij Zacharczenko skazany za łapówkarstwo

Pułkownik rosyjskiego MSW Dmitrij Zacharczenko, oskarżony o korupcję, został wczoraj skazany na 15 lat więzienia i pozbawiony stopnia. Jego zatrzymaniu w 2016 roku towarzyszyły rewizje, w trakcie których znaleziono rekordowe sumy w gotówce. Zacharczenko sprawował funkcję wicenaczelnika jednostki powołanej do walki z korupcją w sektorze paliwowym.

Zacharczenko w chwili zatrzymania pełnił funkcję wicenaczelnika Zarządu T (do spraw walki z korupcją w sektorze paliwowym) w Głównym Zarządzie Bezpieczeństwa Ekonomicznego i Przeciwdziałania Korupcji MSW Rosji. W jego aucie znaleziono po zatrzymaniu około 20 mln rubli gotówką (obecnie ok. 309 tys. dol.).

Później w mieszkaniu przybranej siostry Zacharczenki odkryto ponad 8 mld rubli (obecnie ponad 123 mln dol.) w różnych walutach, a następnie okazało się, że bliscy krewni i znajomi pułkownika są posiadaczami kont bankowych i 27 nieruchomości w Moskwie.

Sąd uznał, wydając wyrok, że Zacharczenko przyjął łapówkę o wartości 3 mln rubli (około 46,3 tys. dol.) i przeciwdziałał wymiarowi sprawiedliwości. Dziennik „Kommiersant” ocenia wymiar kary jako nieoczekiwany, gdyż jest on niewiele niższy od 15 lat, których żądał prokurator. Tymczasem sąd nie uznał winy Zacharczenki w jednym z przypadków zarzucanej mu korupcji, a te przypadki, które uznał za udowodnione, powinny były według adwokatów pociągnąć za sobą karę 9 lat więzienia.

Zacharczenko w trakcie procesu, rozpoczętego w sierpniu zeszłego roku, nie przyznawał się do winy. Nie precyzował, do kogo należą pieniądze, a jego adwokaci mówili, że ów majątek jest „bezpański”. Zarówno obrona, jak i prokuratura, zapowiedziały w poniedziałek odwołanie się od wyroku.

Tymczasem od chwili aresztowania pułkownika jego sprawę przyćmiła afera z udziałem trzech byłych funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Zatrzymano ich w kwietniu, a w należących do nich mieszkaniach skonfiskowano gotówkę i kosztowności o wartości 12 mld rubli (ponad 185 mln dol.).
Źródło info i foto: onet.pl

Sparaliżowany gangster Arkadiusz K. oskarżony o kolejne przestępstwa

Sparaliżowany warszawski gangster od kilkunastu lat „wymyka się” śledczym, którzy w tym czasie przedstawili mu kilkadziesiąt zarzutów. Chodzi o Arkadiusza K. ps. „Chory”, który zdaniem prokuratury, nawet unieruchomiony w łóżku, nadzorował handel narkotykami w gangu „Szkatuły”. Do sądu trafił kolejny akt oskarżenia przeciwko K., tym razem m.in. za udział w obrocie blisko 5 kg kokainy i 6 kg heroiny.

Arkadiusz K. to największa zmora warszawskich prokuratorów i policjantów. Na przełomie wieków miał należeć do najbardziej zaufanych kompanów Rafała S. ps. „Szkatuła”. W późniejszych latach mówiono, że jest „kapitanem u Szkatuły”. Zdaniem śledczych w tym okresie miał być bardzo aktywny i popełniać szereg przestępstw.

W listopadzie 2003 r. K. umówił się z członkami konkurencyjnego gangu na spotkanie, tzw. rozkminkę, w pobliżu Multikina na warszawskim Ursynowie. Na miejsce przyjechał z dziewczyną, licząc, że gdyby była to pułapka, potencjalni zamachowcy zrezygnowaliby z ataku. To jednak rzeczywiście była zasadzka, a zamaskowani napastnicy otworzyli ogień do K. Jedna z kul trafiła mężczyznę w kręgosłup.

Zamach mieli zorganizować członkowie gangu mokotowskiego. Początkowo wydawało się, że Arkadiusz K. będzie całkowicie sparaliżowany. Mężczyzna wykazał się jednak dużą wolą walki. Po wielomiesięcznych zabiegach mógł poruszać rękoma i jeździć na wózku.

Dwie godziny dziennie, dwa razy w tygodniu

Według śledczych inwalidztwo nie przerwało kariery K., który jakiś czas po postrzeleniu zyskał pseudonim „Chory”. Sparaliżowany gangster miał być jednym z największych handlarzy narkotyków w stolicy. Od 13 lat regularnie stawiane są mu kolejne zarzuty dotyczące jego działalności w stołecznym półświatku.

Procesy Chorego ciągną się latami, ponieważ biegli z Zakładu Medycyny Sądowej uznali, że jest on „trwale niepełnosprawny i może brać udział w czynnościach procesowych w pozycji leżącej, maksymalnie przez dwie godziny dziennie i nie częściej niż dwa razy w tygodniu”. To praktycznie wyklucza przeprowadzenie procesu przeciwko niemu.
Śledczy z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji nie składają jednak broni i oskarżyli Chorego o popełnienie kolejnych przestępstw. W 2002 r., gdy był jeszcze w pełni sprawny, Arkadiusz K. miał m.in. razem ze swoimi szefami Rafałem S. ps. „Szkatuła” i Marcinem K. ps. „Belmondziak” brać udział w próbie porwania znanego stołecznego złodzieja samochodów Ireneusza T. Według skruszonych gangsterów to Szkatuła miał w 2002 r. wpaść na pomysł, aby „zrobić Irka”, czyli porwać go dla okupu.

Panowie znali się z czasów, gdy Rafał S. zajmował się kradzieżami samochodów. Stąd miał wiedzieć, że T. zgromadził znaczne oszczędności. Podczas zebrania bandy ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty” spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował, a wolność odzyska, gdy zapłaci 100 tys. dolarów.

Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „cel” za bardzo się pilnował. Podczas drugiej napastnicy próbowali wciągnąć T. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. Do porwania nie doszło, bo w pewnym momencie zrejterować miał Belmondziak i reszta kompanii musiała odpuścić. Gdy po latach przesłuchano Ireneusza T., ten zaprzeczył, aby kiedykolwiek próbowano go porwać czy napaść.

Heroina od Bukaciaka

Kolejne zarzuty dotyczą okresu, gdy K. był już przykuty do łóżka. Według śledczych w latach 2011-12 wziął udział w obrocie około 5 kg kokainy i 6 kg heroiny. Narkotyki miał dostarczyć Rafał B. ps. „Bukaciak”. Jeden z „gadaczy” (tak często śledczy określają skruszonych przestępców) opowiadał, że kiedy był w domu u Chorego, ten w najlepsze dyrygował narkotykowymi transakcjami.

– Na tej heroinie od „Bukaciaka” zarobiliśmy tyle, że będzie na pomoce dla chłopaków – miał powiedzieć K. swoim gościom.

Arkadiusz K. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Twierdzi, że jest niewinny.

W 2013 r. Arkadiusz K. został oskarżony o to, że w latach 2007-11 miał mieć związek z przemytem i sprzedażą: 806 kg marihuany, 190 kg amfetaminy, około 45 kg kokainy i 42 kg heroiny. Wartość takiej ilości środków odurzających na czarnym rynku przekracza nawet 50 mln zł. Łącznie gangster usłyszał 40 zarzutów, w tym także napadów i uprowadzeń z czasów, gdy był jeszcze pełnosprawny.

W maju 2012 r. K. trafił nawet do aresztu. Warszawscy śledczy próbowali to zrobić od 2006 r., ale opinie biegłych wskazywały, że podejrzany nie może przebywać za kratami. Prokuratorom pomogły filmy z imprez gangu Szkatuły, na których uwieczniono K. Brał on udział w przyjęciach, siedząc na wózku inwalidzkim. Wcześniej zapewniał, że niemal cały czas spędza leżąc w łóżku.

Skruszeni opowiadali, że Chory załatwiał sprawy przez dziesiątki telefonów komórkowych lub odwiedzających go kurierów. W latach 2008-11 miał zajmować się także zbieraniem haraczy od stołecznych prostytutek. Przez blisko dwa lata, od maja 2006 r. do połowy lutego 2008 r., ściągał zdaniem śledczych haracz od trzech praskich dilerów narkotyków, pobierając od każdego z nich 200 zł miesięcznie. „Pokemony”, jak gangsterzy nazywają dilerów, musieli regularnie uiszczać „koncesję”, gdyż w innym wypadku groziło im pobicie i zakaz prowadzenia interesów.
Źródło info i foto: TVP.info

Jarosław B., były mąż Anny Przybylskiej, zatrzymany. Jest oskarżony o przestępstwo na tle seksualnym

Były piłkarz Jarosław B. został zatrzymany przez policję. Jest oskarżony o przestępstwo na tle seksualnym.

– Potwierdzam, że doszło do zatrzymania w kontekście przestępstwa popełnionego w kierunku naruszenia wolności seksualnej. To wszystko co mam w tej chwili do przekazania – cytuje prok. Grażynę Wawryniuk z prok. okręgowej w Gdańsku dziennik „Fakt”.

Póki co nie ujawniono szczegółów zatrzymania. Więcej informacji wkrótce.
Źródło info i foto: sport.radiozet.pl

USA: Alec Baldwin oskarżony o napaść

Aktor Alec Baldwin (60 l.), znany ostatnio najbardziej z prześmiewania prezydenta Donalda Trumpa (72 l.) w satyrycznym programie Saturday Night Live, w tarapatach. Został aresztowany za napaść. Według policji pobił mężczyznę na parkingu na Manhattanie.

NYPD podaje, że aktor chciał zaparkować swojego czarnego cadillaca na Greenwich Village, kiedy na miejsce wciął mu się inny kierowca. Baldwin miał zacząć krzyczeć na drugiego mężczyznę, który wysiadł z samochodu. Obaj zaczęli się ostro kłócić i wtedy aktor miał uderzyć drugiego kierowcę. Skończyło się na tym, że Baldwin został przewieziony na komisariat, na którym spisano raport z napaści. Wypuszczono go, ale musi stawić się w późniejszym terminie w sądzie. W sobotę aktor pisał na Twitterze, że oskarżenia o napaść są nieprawdziwe i nikogo nie uderzył. „Zdałem sobie sprawę, że oskarżanie i naznaczanie osób stało się pewnego rodzaju dyscypliną sportową. Na szczęście nie oznacza to, że jest to prawda” – napisał na Twitterze.
Źródło info i foto: se.pl