Wielka Brytania: 25-letnia Paweł R. oskarżony o gwałt i morderstwo

Paweł R., 25-letni Polak mieszkający w mieście Hull w Wielkiej Brytanii, został oskarżony o zgwałcenie i zamordowanie studentki Libby Squire. 21-latka zaginęła 1 lutego, a jej ciało znaleziono w ujściu rzeki Humber blisko siedem tygodni później. Polak od początku znajdował się w kręgu podejrzanych, a zarzuty postawiono mu po „długim i złożonym śledztwie” – poinformowała prokuratura.

– Decyzja o postawieniu zarzutów została podjęta po dokładnym przejrzeniu wszystkich dowodów przedstawionych przez policję w Humberside – powiedział główny prokurator koronny Gerry Wareham.

Libby Squire ostatni raz widziana była tuż po północy 1 lutego na skrzyżowaniu Beverley Road i Haworth Street w Hull, w pobliżu jej akademika i niespełna kilometr od domu, w którym mieszkał oskarżony o jej morderstwo Paweł R. W jej poszukiwaniach uczestniczyły setki policjantów, śledczy z psami tropiącymi, nurkowie oraz okoliczni mieszkańcy przejęci losem zaginionej studentki.

Ostatecznie 20 marca, po blisko siedmiu tygodniach od jej zniknięcia, ciało Squire odnaleziono w ujściu rzeki Humber. Rodzinie zostało przekazane pod koniec sierpnia, a pogrzeb odbył się 3 października.

Paweł R. od początku śledztwa był w kręgu podejrzanych. Kilka dni po zaginięciu studentki został zatrzymany przez policję, jednak ta po 96 godzinach – maksymalny czas aresztowania, bez postawienia zarzutów w Wielkiej Brytanii – został zwolniony. Brytyjskie media nadały mu przydomek „rzeźnik z Polski”, ponieważ mężczyzna przez pewien czas pracował w rzeźni.

W czasie dochodzenia śledczy ustalili jednak, że Polak zamieszany był także m.in. we włamania – w sumie dziewięć w przestępstw popełnionych w latach 2017-2019. Żadne z nich nie miało jednak związku z zabójstwem 21-letniej studentki.

Rozprawa Pawła R. przed sądem w Hull ma rozpocząć się 30 października.
Źródło info i foto: TVP.info

Holandia: 58-latek przez lata więził 7 osób na farmie

58-letni mężczyzna, zatrzymany na farmie w Holandii, gdzie siedem osób przez lata żyło w zamknięciu, stanie przed sądem oskarżony o bezprawne pozbawienie wolności oraz szkodzenie zdrowiu swych ofiar – poinformowała w środę holenderska prokuratura.

Nie ujawniono tożsamości mężczyzny, który został zatrzymany we wtorek, gdy wyszło na jaw, że sześć osób w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji w Ruinerwold w prowincji Drenthe na północy kraju.

Podejrzany stanie przed sądem już w czwartek – głosi komunikat prokuratury.

Młodzi ludzie, których przetrzymywał przez dziewięć lat, zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Policja otrzymała informację w sprawie sytuacji na farmie w ostatni weekend. Według lokalnych mediów jedno z rodzeństwa uciekło i poprosiło o pomoc w pobliskiej kawiarni. Jej pracownik powiedział telewizji RTV Drenthe, że zaniedbany, zdezorientowany 25-latek przyszedł do kawiarni i powiedział, że nie był na zewnątrz od dziewięciu lat.

„Widać było, że nie miał pojęcia, gdzie jest, ani co robić” – podkreślił szef lokalu Chris Westerbeek. „Powiedział, że uciekł i pilnie potrzebuje pomocy” – dodał.

Kanał telewizyjny RTV Drenthe poinformował we wtorek, że rodzina najprawdopodobniej mieszkała w piwnicy i żywiła się uprawianymi warzywami. Okoliczni mieszkańcy twierdzą, że widzieli mężczyznę kierującego starym samochodem. Utrzymują, że mówił on po niemiecku. W Ruinerwold mieszka około 4 tys. osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Illinois: 9-latek oskarżony o zabójstwo 5 osób

Po tragicznym pożarze w parku przyczep, prokuratorzy ze stanu Illinois postawili 9-letniemu dziecku zarzuty zabójstwa pięciu osób i celowego wzniecenia pożaru. Decyzja śledczych jest krytykowana przez wiele osób – podaje „The Guardian”. Do dramatu w miejscowości Goodfield, znajdującej się ok. 240 km od Chicago, doszło 6 kwietnia. W wyniku pożaru zginęło troje dzieci (roczne dziecko i dwaj dwulatkowie) oraz 34-letni mężczyzna i 69-letnia kobieta. Służby od razu wszczęły śledztwo.

Dziś prokuratura postawiła 9-letniemu dziecku zarzuty zabójstwa pięciu osób oraz celowego wzniecenia pożaru. Nie podano jednak informacji czy dziecko było spokrewnione z ofiarami. Według danych Assosiated Press, USA Today i uniwersytetu Northeastern, to pierwszy przypadek od 2006 roku oskarżenia dziecka o zbrodnię, w której zginęły co najmniej cztery osoby.

„To była bardzo trudna decyzja. To tragedia, że oskarżamy tam młodą osobę o jedno z najgorszych przestępstw, ale myślę, że musiało się tak stać” – stwierdził prokurator stanowy w rozmowie z mediami.

Koroner Tim Ruetsman z hrabstwa Woodford poinformował, że osoba, która podłożyła ogień, wiedziała, że w środku przyczepy są ludzie. Były śledczy, który obecnie jest adwokatem broniącym małoletnich w sądach stwierdził w rozmowie z „The Guardian”, że największym wyzwaniem dla śledczych będzie teraz udowodnienie, że dziecko zaplanowało zabójstwo.

„9-latkowie nie wiedzą nawet, że św. Mikołaj nie istnieje. Nie wiedzą, że jeśli ktoś umrze, to nie wróci do życia. Nie wiem, czy 9-latek może planować zabójstwo” – stwierdził.

Inni specjaliści wskazują, że biorąc pod uwagę to, na jakim poziomie rozwoju jest mózg 9-latka, zarzuty są „niedorzeczne”.

W latach 90. XIX wieku Illinois było jednym z pierwszych miejsc, w których powstał sąd dla nieletnich.
Źródło info i foto: interia.pl

Wznowiono śledztwo ws. Luca Bessona. Znany francuski reżyser oskarżony jest o wielokrotny gwałt

Paryski sędzia śledczy wznowił w piątek śledztwo w sprawie Luca Bessona. Znany francuski reżyser kina akcji oskarżany jest przez swoją byłą dziewczynę o wielokrotny gwałt. Tym razem sprawa będzie się toczyć z powództwa cywilnego.

Pierwsze dochodzenie w tej sprawie, które trwało dziewięć miesięcy, zostało zamknięte 25 lutego. 60-letni Besson został oczyszczony z zarzutów, bowiem prokuratura stwierdziła, że nie ma dowodów na oskarżenia aktorki i nic nie potwierdza, aby reżyser miał wielokrotnie zgwałcić 28-letnią Sandy Van Roy. Kobieta złożyła jednak nowy pozew, tym razem cywilny. Wcześniej jej prawnicy wyrażali rozczarowanie decyzją prokuratury, bowiem twierdzili, że przedstawili wystarczająco mocne dowody na winę Bessona.

„Przyjmujemy do wiadomości wszczęcie dochodzenia sądowego, które jest logiczne w przypadku skargi cywilnej. Mamy nadzieję, że sędzia śledczy, który będzie zajmował się tą sprawą, dojdzie do takich samych wniosków, jak prokurator, który prowadził dochodzenie i wyraźnie stwierdził, że pan Besson nie popełnił żadnego przestępstwa” – oświadczył prawnik reżysera Thierry Marembert.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Daniel M. z wyrokiem. Zamurował 20-latkę w piwnicy i udawał, że uciekła za granicę

W jednym z domów w pomorskim Debrznie odkryto zamurowane w podłodze piwnicy zwłoki kobiety. O zbrodnię od początku podejrzewany był jej mąż, choć on sam utrzymywał, że żona uciekła za granicę, na długie lata zostawiając go samego z córką. Po ponad dwóch latach od makabrycznego odkrycia w sprawie zapadł wyrok.

Wyrok w sprawie Daniela M. zapadł w środę przed południem – 21 lat po zabójstwie 20-letniej Angeliki Jakubowskiej (brat pokrzywdzonej, oskarżyciel posiłkowy wyraził zgodę na publikację danych osobowych). 44-latek oskarżony był też o wyłudzenie alimentów na córkę – łącznie ponad 14,8 tys. zł. Sprawę dokładniej opisywaliśmy w styczniu:

Sąd skazał Daniela M. za zabójstwo na 15 lat pozbawienia wolności, a za wyłudzenie alimentów na 2 lata. Sąd przyjął tu jednak, że z wyłudzenia oskarżony nie uczynił sobie źródła utrzymania i ostatecznie wymierzył mu łączną karę 15 lat pozbawienia wolności.

Co więcej, Daniel M. ma wypłacić 100 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz córki Angeliki, Magdaleny J. i 50 tys. zł na rzecz brata zamordowanej. Wyrok nie jest prawomocny.

Obie strony zapowiedziały wystąpienie o pisemne uzasadnienie orzeczenia i złożenie apelacji od wyroku. „Materiał dowodowy zebrany w tej sprawie nie pozwala na przyjęcie, by oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu” – ocenił obrońca Daniela M. Marek Kobyłecki. Z kolei prokurator Renata Szamiel podkreśliła, że samo uznanie winy i zamiaru bezpośredniego oskarżonego w procesie poszlakowym „to sukces prokuratury”. Natomiast kwestia kary „nie jest kwestią zakończoną”. Prokuratura zamierza wnieść apelację w zakresie wymiaru kary. A domagała się dożywocia.

Daniel M. nie przyznał się do zabójstwa Angeliki

Brat ofiary – oskarżyciel posiłkowy – w imieniu swoim i drugiego z braci wnosił o dożywocie dla Daniela M., możliwość ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 30 latach odbywania kary, odebranie praw obywatelskich na 10 lat, zakaz zbliżania się do córki zamordowanej na odległość mniejszą niż 50 m, zwrot kosztów pogrzebu siostry oraz zadośćuczynienie, nawiązkę i odszkodowanie w kwocie 5 mln zł. Obrona chciała natomiast uniewinnienia dla swojego klienta. On sam stwierdził, że jest niewinny. Podczas procesu nie przyznał się do zabójstwa.

„Sąd ostatecznie uznał, że wina i sprawstwo co do popełnienia dwóch czynów […] nie budzi wątpliwości” – powiedział w środę sędzia Turczyn. 

Wciąż jednak nie wiadomo, jak doszło do zabójstwa. „Nie ma bezpośredniego dowodu, że do zabójstwa doszło przy użyciu kabla elektrycznego” – powiedział sędzia, wskazując, że taka hipoteza pozostaje wersją przedstawioną przez prokuraturę.

Zbrodnia w Debrznie 

Angelika Jakubowska została zamordowana 2 października 1998 r. i – zdaniem sądu – była to zbrodnia zaplanowana. Daniel M. (przyjął nazwisko drugiej żony) po powrocie z pracy do domu miał udusić swoją żonę wcześniej przygotowanym kablem elektrycznym, zaprosić znajomych, ale tylko do kuchni, by nie budzić śpiącej córki, a zyskać dla siebie alibi.

Gdy poszli w przekonaniu, że Angelika wyjechała do rodziny do Piły, jej zwłoki umieścił w torbie podróżnej. Bez butów i bez biżuterii, z którą Angelika się nie rozstawała. Wieczorem torbę z ciałem zniósł do piwnicy, do nieużywanego pomieszczenia. Widziany przez sąsiadkę, późniejszą partnerkę, wyjaśnił, że idzie po węgiel. Zwłoki żony umieścił w pozostałościach średniowiecznej studni, wylał posadzkę, podłogę wyłożył cegłami. Zmienił kłódkę.

Daniel M. różnym osobom podawał różne wersje co do zniknięcia żony. Świadkowie zeznali, że jednym powiedział, że „wyszła jak stała”, innym, że wyjechała do rodziny do Piły, że pojechała do Niemiec i się „tam prostytuuje” lub że go okradła.

Zaginięcie żony zgłosił 18 października, a dzień później wystąpił do sądu z pozwem o rozwód, który ostatecznie został orzeczony, z jednoczesnym wnioskiem o zasądzenie alimentów od Angeliki J. na rzecz ich małoletniej córki. Potem wnioskował też skutecznie o ich podwyższenie. Łącznie Daniel M. niesłusznie pobrał z Funduszu Alimentacyjnego słupskiego oddziału ZUS kwotę ponad 14,8 tys. zł.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zwrot ws. zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów

Dariusz S. — jeden z oskarżonych o uprowadzenie 10-letniego chłopca oraz krakowskiego biznesmena — przyznał, że w 1992 r. brał udział w zabójstwie byłego premiera PRL Piotra Jaroszewicza i jego żony. Była to jedna z najbardziej tajemniczych zbrodni w historii kraju.

O sprawie informuje „Interwencja” Polsatu. Dariusz S. został wydany policji przez Bogusława K. w toku śledztwa dotyczącego porwania 10-letniego Kamila w Krakowie w 2017 r. Bogusław K. zeznał, że w 2013 r. razem z nim uprowadził też krakowskiego biznesmena, 76-letniego Zbigniewa P. Mężczyzna nie przeżył porwania.

Jak przypomina „Interwencja”, Dariusz S. poszedł na współpracę z policją. Okazało się, że już w latach 90. miał konflikty z prawem. Działał w tzw. gangu karateków, zajmujących się napadami na domy. Podczas jednego z przesłuchań wyznał, że brał udział w zabójstwie 83-letniego premiera Piotra Jaroszewicz i jego żony, 67-letniej Alicji Solskiej. Nie wiadomo na razie, jaka była rola Dariusza S. Śledczy nie ujawniają szczegółów.

Kto zabił premiera?

Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w ich willi w podwarszawskim Aninie.

W marcu 2018 r. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro poinformował na konferencji prasowej, że zatrzymano w tej sprawie trzy osoby. – Dwóch [domniemanych] sprawców zabójstwa, którym ogłoszono zarzuty i przesłuchano jako podejrzanych w tej sprawie, przyznało się do popełnienia tej zbrodni i opisało szczegóły przebiegu przestępstwa zabójstwa oraz rabunku – poinformował Ziobro.

Dodał, że trzeci podejrzany nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień.

Kilka dni temu do sądu trafił akt oskarżenia w sprawie dwóch porwań, w których brał udział Dariusz S. Do końca roku prokuratura zapowiada również akt oskarżenia w sprawie Jaroszewiczów – informuje Polsat. Dariusz S. o ma być też oskarżony o dwa inne napady sprzed lat, w tym jeden zakończony zabójstwem.
Źródło info i foto: onet.pl

Niemcy: Dożywocie dla 25-latka, który zaatakował nożem ciężarną Polkę

Wyrok dożywotniego więzienia usłyszał 25-letni mężczyzna, który zaatakował nożem ciężarną Polkę. Do tragedii doszło w styczniu tego roku w miejscowości Bad Kreuznach na zachodzie Niemiec. 25-letnia kobieta została zaatakowana podczas pobytu w szpitalu. Lekarzom udało się ją uratować, ale nienarodzone dziecko zmarło.

Pochodzący z Afganistanu sprawca był ojcem dziecka. Oskarżono go o usiłowanie zabójstwa, ciężkie uszkodzenie ciała oraz próbę przerwania ciąży. Sąd krajowy w Bad Kreuznach przychylił się do wniosku prokuratury, która domagała się kary dożywotniego więzienia.

Wyrok zapadł wczoraj. Oskarżony w czasie procesu nie odniósł się do zarzucanych mu czynów.
Źródło info i foto: onet.pl

Ruszył proces dzieciobójczyni z Ciecierzyna

Ruszył proces Aleksandry J. (27l), która zamordowała czwórkę swoich dzieci. Zeznania kobiety są tak wstrząsające, że włos jeży się na głowie! Wyrodna matka przyznaje się do zabójstw, ale winą obarcza swojego konkubenta.

Aleksandra J. przed sądem w Opolu łkała, że nie chciała skrzywdzić swoich nowo narodzonych dzieci. Tłumaczyła, że zabijała, bo bała się swojego konkubenta, Dawida W. Twierdziła, że mężczyzna wiele razy mówił jej, że jeśli urodzi kolejne dziecko, to zabierze jej ich syna Daniela, a ją wyrzuci z domu.

Dawid W. jest również oskarżony w tej sprawie – o pomocnictwo w zbrodni. Ale mężczyzna twierdzi, że nie wiedział o ciążach partnerki i że ta kłamie, próbując przerzucić na niego całą odpowiedzialność.

Sąd odczytał zeznania kobiety, które złożyła w śledztwie. Są przerażające! Aleksandra J. mówiła m.in., że jedno z dzieci wsadziła do worka i zaniosła do szopy przy domu. Inne, jak pamięta, tuż po urodzeniu złapało ją za palec. Rozpłakała się wtedy i zaczęła je przepraszać za to, że musi zabić. Zwyrodniała matka w śledztwie mówiła takie rzeczy, że aż nie mieszczą się w głowie! Np. o tym, że zakopała dziecko pod jabłonią, bo… lubi jabłka i te przypominałyby jej o dziecku, które zamordowała!

Zarówno Aleksandrze J. jak i Dawidowi W. grozi dożywotnie więzienie.

Przypomnijmy, że sprawa wyszła na jaw w ubiegłym roku. Kobieta wraz z partnerem i synem mieszkali w Ciecierzynie, niewielkiej wsi w Opolskiem. O tym, że coś złego może się tam dziać, służby dowiedziały się od sąsiadów. Ci bowiem widzieli, że kobieta była w ciąży, a później, na pytania „gdzie jest dziecko” odpowiadała w różny sposób. Raz, że w ogóle w ciąży nie była, innym razem, że zostawiła potomka w szpitalu, żeby ktoś adoptował maleństwo.

Szybko okazało się, jaka jest prawda. Policja na terenie posesji znalazła zwłoki czterech dzidziusiów. Jedno z dzieci było schowane w piecu… Wiadomo, że dzieci przychodziły na świat od 2013 do 2018 roku. Wszystkie urodziły się żywe…
Źródło info i foto: se.pl

Odroczono proces Harveya Weinsteina

Proces byłego producenta hollywoodzkich filmów Harveya Weinsteina, oskarżonego o gwałty i nadużycia seksualne, odroczono do 6 stycznia z uwagi na pojawienie się nowych oskarżeń – podał w poniedziałek sąd na nowojorskim Manhattanie. Weinstein twierdzi, że jest niewinny. Nowy akt oskarżenia nie był dostępny – pisze agencja Reutera.

Donna Rotunno, jedna z prawniczek Weinsteina, powiedziała po przesłuchaniu, że Weinstein będzie próbował oddalić akt oskarżenia, nazywając sprawę „słabą”. Prokurator okręgu Manhattan Cyrus Vance oskarża Weinsteina o seksualne napaści na dwie kobiety w 2006 i 2013 roku.

Rotunno powiedziała, że nowy akt oskarżenia ma umożliwić trzeciej kobiecie zeznanie w sprawie.

Wcześniej prokuratorzy ujawnili w tym miesiącu w sądzie, że będą wnosić oskarżenie w sprawie trzeciej kobiety, aktorki Annabelli Sciorry, która twierdzi, że Weinstein zgwałcił ją w 1993 roku.

Prawniczka Gloria Allred podała w poniedziałek w oświadczeniu, że reprezentuje Sciorrę, znaną z roli w serialu HBO „Rodzina Soprano”. Aktorka jest gotowa odpowiadać pod przysięgą – powiedziała.

Weinstein utrzymuje, że jest niewinny

Weinstein, jeden z najpotężniejszych producentów Hollywood, nie przyznał się do pięciu zarzutów karnych z wcześniejszego aktu oskarżenia, w tym gwałtu i napaści na tle seksualnym. Jeżeli zostanie uznany za winnego, grozi mu dożywocie. Prawnicy Weinsteina wnieśli o przeniesienie procesu, być może do hrabstwa Suffolk na Long Island lub do hrabstwa Albany w stanie Nowy Jork, argumentując, że intensywna obserwacja ze strony mediów w Nowym Jorku uniemożliwiłaby mu uczciwy proces.

67-letni producent cały czas twierdzi, że stosunki odbywały się za zgodą drugiej strony. O gwałt oskarża go ponad 80 kobiet, w tym liczne celebrytki.

Oskarżenia, o których doniosły jako pierwsze „New York Times” i „New Yorker”, dały początek społecznemu ruchowi #MeToo skierowanemu przeciw sprawcom seksualnego wykorzystywania kobiet, w tym przede wszystkim osobom zajmującym eksponowane stanowiska w branży rozrywkowej oraz w świecie polityki i biznesu.
Źródło info i foto: interia.pl

Marek Falenta po badaniach przewieziony do właściwej jednostki

Marek Falenta, który został skazany w aferze podsłuchowej przechodził na Białołęce badania psychologiczno-psychiatryczne, które się zakończyły. Następnie przetransportowano go do właściwej jednostki, gdzie odsiaduje karę. To standardowa procedura – powiedziała portalowi tvp.info rzeczniczka prasowa Dyrektora Generalnego Służby Więziennej ppłk Elżbieta Krakowska.

Jak ustaliło Radio ZET, Falenta został nagle przeniesiony z aresztu śledczego Warszawa Białołęka w nieznane miejsce. Według rozgłośni prawnicy skazanego biznesmena nie wiedzieli o przeniesieniu.

Jak ustalił nieoficjalnie portal tvp.info, Falenta został przewieziony do aresztu śledczego na warszawskim Służewcu.

Marek Falenta, biznesmen skazany w tzw. aferze podsłuchowej, odsiaduje wyrok 2,5 roku więzienia, który zapadł w 2016 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Sprawa dotyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych.

Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika. Ujawnione w tygodniku „Wprost” nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska.

Falenta został zatrzymany w Hiszpanii na początku kwietnia. Wcześniej sąd na wniosek policji wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania, ponieważ 1 lutego nie stawił się w zakładzie karnym, by odbyć karę więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info