Korupcja na Słowacji. Były szef policji zmarł po próbie samobójczej w areszcie

Oskarżony o korupcję były szef słowackiej policji Milan Luczanski zmarł w szpitalu, do którego trafił po podjętej w areszcie próbie samobójczej. Opozycja domaga się dymisji minister sprawiedliwości Marii Kolikovej. Luczanski próbował we wtorek po południu powiesić się w swojej celi w areszcie w Preszowie na wschodzie Słowacji. W stanie krytycznym trafił do szpitala. O jego śmierci poinformowała rodzina oraz resort sprawiedliwości.

Jeszcze w środę rano, gdy Luczanski przebywał w szpitalu, do dymisji podał się szef słowackiej służby więziennej Milan Ivan, chociaż zapewniał dziennikarzy, że nie stwierdził uchybień w postępowaniu strażników, którzy kontrolowali celę aresztanta co 30 minut. Przed informacją o śmierci Luczanskiego minister sprawiedliwości zapowiedziała powołanie specjalnej komisji z udziałem przedstawicieli opozycji do zbadania sprawy samobójstwa.

Śmierć byłego szefa policji spowodowała, że opozycja domaga się ustąpienia Kolikovej. Przedstawiciele rządu apele skwitowali stwierdzeniem, że oskarżony o korupcję Luczanski nie trafił do aresztu z woli rządu. Minister sprawiedliwości oświadczyła, że teraz nie poda się do dymisji. Jak powiedziała, na jej ewentualną decyzję w tej sprawie wpłynąć może jedynie poziom zaufania społecznego.

Śmierć byłego szefa słowackiej policji jest w niektórych mediach porównywana z samobójstwem posłanki Sojuszu Lewicy Demokratycznej Barbary Blidy. Zdaniem politologa Juraja Marusziaka z Instytutu Nauk Politycznych Słowackiej Akademii Nauk przypadek Luczanskiego jest „konsekwencją zatrzymywania osób związanych z byłym rządem w obecności dziennikarzy”. W lewicowym dzienniku „Pravda” napisał, że opozycja ma teraz męczennika i argument w kampanii politycznej.

Luczanski piastował stanowisko szefa policji od 2018 do 2020 roku. Podał się do dymisji kilka miesięcy po lutowych wyborach parlamentarnych i objęciu rządów przez premiera Igora Matovicza. W grudniu został oskarżony o przyjmowanie łapówek w wysokości około pół miliona euro. W kilku akcjach policji zatrzymano kilkunastu sędziów, także Sądu Najwyższego, najwyższych dowódców policji, służby finansowej oraz przedsiębiorców.

W areszcie są między innymi była wiceminister sprawiedliwości Monika Jankowska, milioner i wpływowy prawnik Zoroslav Kollar, współwłaściciel jednej z największych grup finansowych Penta, Jaroslav Haszczak, były prokurator zajmujący się najpoważniejszymi przestępstwami Duszan Kovaczik i bezpośredni poprzednik Luczanskiego na stanowisku szefa policji, Tibor Gaszpar.
Źródło info i foto: interia.pl

Proces „króla dopalaczy” znów się nie odbył

Proces Jana S. znanego jako „Król dopalaczy” po raz drugi się nie rozpoczął. Powodem do odroczenia rozprawy w piątek była nieobecność jednego z oskarżonych, który nie stawił się mimo obowiązku stawiennictwa. Kiedy najwcześniej rozpocznie się proces?

Sprawa „Króla dopalaczy” miała rozpocząć się już 17 listopada, ale została odroczona ze względu na niedyspozycję jego obrońcy. Również z tego powodu spadły z wokandy kolejne terminy rozpraw. 11 grudnia proces miał w końcu się rozpocząć. Jan S. został doprowadzony do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga z aresztu śledczego w Piotrkowie Trybunalskim. Oskarżony był skuty zespolonymi kajdankami i ubrany w czerwony strój, którym oznacza się osadzonych uznanych za niebezpiecznych. Na ławie oskarżonych znaleźli się również jego ojciec Jacek S. oraz partnerka Paulina C.

Tym razem sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz nie mogła otworzyć przewodu sądowego z uwagi na nieobecność czwartego z oskarżonych, którego stawiennictwo było obowiązkowe. Chodzi o Tobiasza N., który – zdaniem oskarżyciela publicznego – miał dla Jana S. prać za granicą pieniądze z dopalaczy. W aktach sprawy znalazła się notatka sporządzona 22 listopada przez funkcjonariuszy z Komendy Powiatowej Policji w Kędzierzynie-Koźlu. Sędzia Brygidy-Dorosz poinformowała, że Tobiaszowi N. wezwanie na rozprawę zostało doręczone osobiście, ale odmówił podpisania pokwitowania odbioru tego dokumentu.

„Nie ma wyłączeń z okazji świąt, ani innych sytuacji”

Adwokat Jana S., mecenas Antoni Kania-Sieniawski prosił sąd, by ten wyraził zgodę na rozkucie jego klienta i umożliwienie mu zdjęcia kurtki, bo „jest mu gorąco”, ale sąd się nie zgodził. Sędzia nie wyraziła także zgody na widzenie „Króla dopalaczy” z jego partnerką i członkami rodziny, które miałoby się odbyć po rozprawie na terenie sądu.

Przed świętami już się nie zobaczą – podkreślał mecenas. Do jego wniosku przychylił się nawet prokurator, proponując, że mógłby takie spotkanie osobiście dozorować. Sąd nie znajduje przepisów, które by to uzasadniały. Nie ma wyłączeń z okazji świąt, ani innych sytuacji – podsumowała sędzia.

Proces najprawdopodobniej ruszy 15 stycznia 2021 r.

Prokuratura zarzuca Janowi S. popełnienie 17 przestępstw, w tym kierowanie w latach 2014-2020 zorganizowaną grupą przestępczą produkującą dopalacze, udzielającą środków psychoaktywnych i handlującą nimi, głównie za pośrednictwem sklepu internetowego „Predator-rc”. Jan S. odpowie też m.in. za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób poprzez wprowadzenie do obrotu ponad 350 kilogramów dopalaczy.

Pralna pieniędzy

Jego ojciec Jacek S., z zawodu adwokat, miał dla syna wziąć w leasing luksusowy samochód marki Audi model RS6 Avant Performance. Leasing opiewał na kwotę 567 tys. zł i był spłacany przez użytkownika auta Jana S., choć ten w tym okresie nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami. Według prokuratury, ojciec pomagał w ten sposób „Predkowi” (kolejny pseudonim „Króla Dopalaczy” – PAP) ukryć przestępne pochodzenie pieniędzy. Adwokat miał też użyczać synowi telefon komórkowy zarejestrowany na swoją kancelarię i ostrzegać go, wysyłając linki z informacjami o nowelizacji przepisów dotyczących handlu dopalaczami.

Urodzona w 1992 r. Paulina C., partnerka i matka dziecka Jana S., odpowie przed sądem za wprowadzanie dopalaczy do obrotu i pranie pieniędzy. Oficjalnie bezrobotna i nieposiadająca majątku kobieta miała być prawą ręką Jana S. Ustalono, że C. wielokrotnie dokonywała zakupu za gotówkę biżuterii, odzieży i galanterii. Pieniędzmi z dopalaczy zapłaciła także za operację plastyczną powiększania biustu, co kosztowało 15 ty. zł.

Tobiasz N., który nie stawił się w piątek w sądzie, jest oskarżony o to, że na prośbę Jana S. założył w Czechach spółkę mającą w rzeczywistości być pralnią pieniędzy zarobionych na dopalaczach.

Śledztwo, które zrujnowało imperium „Króla dopalaczy”, zaczęło się od śmierci mieszkańca warszawskiego Targówka. 22 września 2017 r. w mieszkaniu przy ul. Malborskiej w Warszawie rodzina znalazła zwłoki 16-letniego Filipa. Chłopiec siedział przy biurku, wyglądał, jakby zasnął przed komputerem z głową opartą o blat. Chwilę wcześniej dzielił się ze znajomymi przez komunikator wrażeniami po zażyciu dopalaczy.

Przy zwłokach technicy kryminalni znaleźli 1,24 g środków opisanych jako „BUC” oraz inne substancje psychotropowe. Historia transakcji z jego konta bankowego wskazuje, że dopalacze ze strony „Predator-rc” zakupił sześć razy. Pieniądze wysyłał na konta osób powiązanych z „Predkiem”.

Prokuratura ustaliła, że 16-latek zmagał się z zaburzeniami depresyjnymi, leczył się. Zażywaniem dopalaczy chwalił się rówieśnikom, którzy wiedzieli, że „testuje” niebezpieczne używki. Filip zmarł w wyniku zatrucia fentanylem zawartym w „BUC-ach”. Po jego śmierci w sortowni firmy kurierskiej ujawniono kilka nieodebranych paczek, wysyłanych od nadawcy o fikcyjnych danych. W opakowaniach znaleziono m.in. BUC-3 i BUC-8.

Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub w centrum Warszawy, przy ul. Dobrej. Tak udało się namierzyć „centrum dystrybucji dopalaczy”. Na miejscu zabezpieczono kilkadziesiąt kilogramów substancji psychoaktywnych w tym torebki z „BUC-3” i „BUC-8”, wagi, opakowania i komputery, na których ujawniono grafiki i opis 198 substancji sprzedawanych za pośrednictwem serwisu „Predator-rc”.

Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni „Predka” – Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że przychody „Predatora-rc” to kwoty od kilkunastu do 45 tys. zł dziennie. Sami otrzymywali 700-800 zł dniówki.

Płatności kryptowalutą bitcoin

Dzięki wnikliwej pracy operacyjnej przejęto kilka przesyłek z hurtową zawartością dopalaczy z Holandii. Ustalono, że tylko za pośrednictwem jednej z firm kurierskich „Król Dopalaczy” zamówił 700 kg śmiercionośnych substancji, a u chińskiego dystrybutora składał zamówienia na 100-kilogramowe dostawy substancji i prekursorów do tworzenia dopalaczy. Wartość jednego zamówienia wynosiła ponad 100 tys. dolarów. Paczki przychodziły m.in. na adres wirtualnego biura firmy założonej w 2016 r. przez Jana Krzysztofa S. o nazwie „Ball and Roll Sp. z o.o.” z siedzibą w Galerii Ursynów.

Prokuratura ustaliła, że pieniądze z handlu dopalaczami były natychmiast wypłacane bądź przesyłane między rachunkami i trafiały na holenderskie lub czeskie konta Jana S. oraz były inwestowane w kolejne dostawy z Holandii i Chin. Na późniejszym etapie grupa coraz częściej korzystała z płatności kryptowalutą bitcoin, która zapewnia anonimowość transakcji i utrudnia ustalenie kwot przepływających przez wirtualny portfel.

Śledczy nie mają wątpliwości, że grupa „Króla dopalaczy” uczyniła sobie z przestępczej działalności stałe źródło dochodu. Sklep „Predator-rc” był liderem na rynku dopalaczy. Udało się to m.in. codziennym promocjom, zachęcającym do kupowania większych ilości dopalaczy za niższą cenę. „Predator-rc” szukał także chętnych do testowania nowych produktów, które miały być wysyłane bezpłatnie. Zaopatrywał w używki klientów z Europy, ale także z USA, Australii, Meksyku. Z zakupów u „Króla Dopalaczy” skorzystało – według prokuratury – 16 tys. użytkowników.

Od marca 2017 do maja 2018 r. sklep zarobił co najmniej 16,7 mln zł, a prokuratura szacuje, że w pozostałym okresie funkcjonowania grupy, mógł zarobić jeszcze 4 mln zł.

Po zatrzymaniach w 2018 r. „Predator” zawiesił działalność informując klientów o problemach technicznych. Wkrótce wyszło na jaw, że jeszcze w kwietniu 2018 r. Jan S. zorganizował przy ul. Puławskiej kolejną „sortownię” dopalaczy, zlikwidowaną półtora miesiąca później. Zatrzymani tam mężczyźni szczegółowo opisali swoją pracę.

Jeden z nich miał zacząć pracę w sortowni będąc jeszcze nastolatkiem. Według prokuratury „Król dopalaczy” zastraszał podwładnych i instruował, jakie wyjaśnienia powinni złożyć w przypadku zatrzymania przez policję. S. zapewniał im także pełnomocników, którzy – jak ustaliła prokuratura – mieli pilnować, żeby podejrzani nie naprowadzali śledczych na jego osobę.

Czynności Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ zbiegły się ze śledztwem Centralnego Biura Śledczego Policji, które namierzało paczki z dopalaczami wysyłane z Chin do Holandii, a następnie do Polski. Tylko po wejściu nowych przepisów, stawiających handel dopalaczami na równi z narkotykami, „Predek” zamówił 350 kg przesyłek.

Z aktu oskarżenia wynika, że „Król dopalaczy” pośrednio przyczynił się do śmierci 16-letniego Filipa z Warszawy, 15-letniego Damiana z Biłgoraju, 23-letniego Artura z Radomia i dwóch młodych Polaków: Mateusza i Krystiana, których ciała 12 lutego 2018 r. ujawniano w miejscowości Rugby w Wielkiej Brytanii. 18-letni Bartek ze Świdnika i Ania ze Strzelec Opolskich zostali odratowani w szpitalu. Wszyscy zatruli się fentanylem zawartym w „BUC-8”.

„Król dopalaczy” po tym, jak media obiegła informacja o zatruciach sprzedawanym przez niego środkiem, zmienił etykiety do BUC-8 na takie, z których wynikało, że produkt nie nadaje się do spożycia. Dopalacze oficjalnie miały mieć przeznaczenie kolekcjonerskie lub doświadczalne. Według prokuratury, środki chemiczne były bezrefleksyjnie dystrybuowane, bez sprawdzania ich składu, a często wysyłano klientom inne chemikalia niż zamówione. Umieszczenie na opakowaniach informacji, że środek nie nadaje się do spożycia miało stworzyć pozory legalności działalności, a tym samym zniesienie odpowiedzialności sprawców – uważa prokuratura.

Poszukiwany dwoma listami gończymi

Oskarżyciel publiczny zebrał dowody świadczące o tym, że to właśnie Jan S. odgrywał kluczową rolę w grupie, zatrudniał ludzi, dzielił zadania i finanse. Według śledczych, nadzorował swój biznes nawet podczas zatrzymania w 2018 r. w Holandii, gdzie na terenie jednostki penitencjarnej miał dostęp do komunikatorów internetowych. Z notatek Jana S. prokuratura dowiedziała się, że planował zainwestować w mercedesa e63 AMG, bentley’a, stajnię oraz mieszkania „na słupa”. Gotówką – 196 tys. zł – zapłacił za pięć luksusowych zegarków. Za wynajem mieszkania przy ul. Tamka w Warszawie płacił co miesiąc 11 tysięcy.

„Król Dopalaczy” był poszukiwany dwoma listami gończymi, w tym Europejskim Nakazem Aresztowania. Ukrywał się głównie w Holandii. Był tam nawet zatrzymywany w maju 2018 r., ale tamtejszy sąd nie zgodził się na jego aresztowanie i wyznaczył kolejny termin posiedzenia. W międzyczasie „Król” zniknął. Został zatrzymany 3 stycznia 2020 r. w Milanówku, w okolicach domu swoich rodziców.

2 grudnia 2020 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie ruszył inny proces Jana S. Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu oskarżył „Króla dopalaczy” o zlecenie zabójstwa ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia łapówek.

W sumie Jan S. odpowiada za 14 przestępstw. Nie przyznał się do zarzutów stawianych mu w oskarżeniu. „Zrozumiałem te słowa, natomiast treść zarzutów dotyka niedorzeczności” – oświadczył Jan S.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Bartłomiej W., wnuk byłego prezydenta, był skazany za napaść na turystę ze Szwecji. Sąd uchyla wyrok, proces ruszy od nowa

Sąd uchylił wyrok w sprawie Bartłomieja W., wnuka byłego prezydenta RP. Mężczyzna oskarżony był o to, że w 2018 roku razem z dwoma kolegami napadł w centrum Gdańska na turystę ze Szwecji. Teraz sprawą ponownie ma zająć się sąd pierwszej instancji.

Wyrok zapadł w czwartek przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. W czerwcu sąd rejonowy skazał Bartłomieja W. na rok więzienia. Poza tym sąd orzekł od wnuka byłego prezydenta na rzecz pokrzywdzonych nawiązki po 10 tys. zł oraz wpłatę dwóch tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Na poczet orzeczonej kary więzienia sąd zaliczył mężczyźnie tymczasowe aresztowanie od 1 czerwca do 17 grudnia 2018 r.

Najsurowiej Sąd Rejonowy w Gdańsku potraktował oskarżonego Damiana M. – wymierzył mu karę czterech lat i trzech miesięcy więzienia. Najłagodniejszy wyrok – 30 dni aresztu – usłyszał Oskar N. za kradzież turyście telefonu komórkowego.

Od tego wyroku w całości odwołała się Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Śródmieście.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Hongkong: Jimmy Lai zostaje w areszcie

Jimmy Lai, hongkoński magnat medialny znany z poparcia dla ruchu demokratycznego i krytykowania komunistycznych władz Chin, jest oskarżony o oszustwo. Pozostanie w areszcie do zaplanowanej na 16 kwietnia rozprawy – zdecydował sąd. Założyciel krytycznego wobec władz tabloidu „Pinggwo Yatbou” („Apple Daily”) został aresztowany w środę wraz z dwoma innymi członkami kadry kierowniczej jego firmy Next Digital.

Sąd w Hongkongu przychylił się do wniosku prokuratury, która przekonywała, że Lai spędzał w ostatnich latach dużo czasu za granicą i nie ma w Hongkongu „lokalnych koneksji”, więc może zbiec z miasta przed rozprawą – przekazała publiczna stacja RTHK.

Lai, Wong Wai-keung i Royston Chow są oskarżeni o używanie siedziby głównej Next Digital w sposób niezgodny z kontraktem wynajmu, podpisanym w 1995 roku. Mieli zezwolić innej firmie Laia na korzystanie z tego lokum i zaoszczędzić dzięki temu 20 mln dolarów hongkońskich (9,5 mln zł) w ciągu 20 lat.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Nauczyciel z Florydy usłyszał 408 zarzutów. Dotyczą pornografii dziecięcej

Nauczyciel liceum na Florydzie, trener piłki nożnej i opiekun młodzieży kościelnej został oskarżony o 408 przypadków posiadania pornografii dziecięcej – twierdzi szeryf hrabstwa Polk. Nauczyciel liceum na Florydzie, trener piłki nożnej i koordynator młodzieży kościelnej został oskarżony o posiadanie 408 zdjęć dziecięcej pornografii, poinformowały w sobotę władze.

Grady Judd, szeryf hrabstwa Polk, powiedział na konferencji prasowej, że 46-letni Shawn Fitzgerald ma w swoim telefonie komórkowym setki zdjęć pornograficznych.

Śledczy zostali skierowani do Fitzgeralda na wniosek z National Center on Missing and Exploited Children (Narodowe Centrum ds. Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych). Judd powiedział, że nie wyglądało na to, by zdjęcia były produkowane lokalnie ani że Fitzgerald sam skrzywdził jakiekolwiek dziecko. Ale Judd powiedział również, że prawdopodobne jest sformułowanie wobec niego nowych zarzutów.

Zdjęcia przedstawiają dzieci, które są wykorzystywane seksualnie przez dorosłych i angażują się w akty z innymi dziećmi, powiedział szeryf.

Fitzgerald uczy w Lakeland High School, a od 2014 roku jest tam trenerem chłopięcej drużyny piłkarskiej. Jest także dyrektorem ds. Młodzieży w First United Methodist Church w Bartow. Oskarżony jest przetrzymywany w więzieniu hrabstwa Polk, które może opuścić za kaucją w wysokości 2 milionów dolarów.
Źródło info i foto: TVP.info

Rusza proces Mamuki K. Jest oskarżony o zabójstwo Pauliny D.

Zabójstwo Pauliny D. jest jednym z głównych tematów w gruzińskich mediach. „Wstyd dla Gruzji i Gruzinów” – mówi Zurab, prawnik mieszkający w Tbilisi. Podejrzanego o zabójstwo łodzianki na tle seksualnym Mamukę K., 39-letniego obywatela Gruzji, zatrzymano w czwartek ok. godz. 6 rano na jednej z ulic Kijowa. Mężczyzna od 28 października był poszukiwany międzynarodowym listem gończym wydanym przez Prokuraturę Rejonową Łódź-Polesie. Grozi mu dożywocie.

O zatrzymaniu mężczyzny głośno było w gruzińskich mediach. „Gruzin zabił kobietę w Polsce”, „Gruzin oskarżony o zamordowanie kobiety w Polsce” – można było przeczytać na tabula.ge czy imedinews.ge. Media publikowały też zdjęcia zrobione pod Ambasadą Polski w Tbilisi – Gruzini w akcie solidarności przyszli zapalić znicze.

– W mediach społecznościowych i na portalach to bardzo popularny temat. Ludzie są zszokowani. Jest to najszerzej komentowana sprawa, poza wyborami w Gruzji i informacjami o 8-letniej dziewczynce – mówi WP.pl Zurab, prawnik, który na co dzień mieszka w Tbilisi. – Wstyd dla Gruzji i Gruzinów.

„Niewątpliwie dla Gruzinów jest to duży cios. Zdają sobie sprawę z tego, że zabójstwo Pauliny D. przez ich obywatela, mieszkającego w Polsce, może źle wpłynąć na obraz Gruzinów w naszym kraju. Kraju, który od lat postrzegają jako jednego z największych swoich sojuszników”, dodaje też WP.pl.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe wnioski ws. kardynała Henryka Gulbinowicza

Czy kardynał Henryk Gulbinowicz, oskarżony o nadużycia seksualne, straci wiele przyznanych wyróżnień i zaszczytów takich jak Order Orła Białego, Order Uśmiechu albo tytuł Honorowego Obywatela Wrocławia? Jest coraz więcej takich wniosków. Orderem Orła Białego, czyli najstarszym i najwyższym odznaczeniem Rzeczpospolitej Polskiej, Gulbinowicz został odznaczony w 2008 roku przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Teraz grupa posłów Lewicy wystąpiła z wnioskiem o odebranie orderu do Andrzeja Dudy – donosi „Gazeta Wrocławska”.

Jak napisali posłowie we wniosku, „Order Orła Białego (…) nadawany jest za znamienite zasługi cywilne i wojskowe dla Rzeczypospolitej Polskiej (…) najwybitniejszym Polakom oraz najwyższym rangą przedstawicielom państw obcych. Osoba kardynała Henryka Gulbinowicza, niestety, nie gwarantuje podtrzymania wagi i szacunku dla najwyższego państwowego odznaczenia”.

O wszczęciu procedury w sprawie kardynała napisała też w mediach społecznościowych Kapituła Orderu Uśmiechu. Duchowny został nim uhonorowany w 2001 roku.

„Gazeta Wrocławska” cytuje słowa innego wrocławianina odznaczonego tym medalem, mecenasa Krzysztofa Bramorskiego.

„O ile można dyskutować o zasadności odbierania obecnie kardynałowi odznaczeń państwowych czy samorządowych, przyznanych za postawę w latach stanu wojennego i wspieranie solidarnościowego podziemia, o tyle uważam, że w świetle treści komunikatu Nuncjatury dalsze pozostawanie kard. Gulbinowicza w gronie Kawalerów Orderu jest nieuzasadnione” – napisał Bramorski.

Z kolei petycja dotycząca odebrania kardynałowi tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia została przekazana do przewodniczącego wrocławskiej rady miejskiej.

Przypomnijmy, jak poinformowała w piątek Nuncjatura Apostolska w Polsce, kard. Gulbinowicz ma zakaz uczestnictwa w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych i używania insygniów biskupich. Został także pozbawiony prawa do nabożeństwa pogrzebowego i pochówku w katedrze.

„W wyniku przeprowadzenia dochodzenia w sprawie oskarżeń wysuwanych pod adresem kard. Henryka Gulbinowicza oraz po przeanalizowaniu innych zarzutów dotyczących kardynała Stolica Apostolska podjęła w stosunku do niego decyzję o zakazie uczestnictwa w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych oraz używania insygniów biskupich” – czytamy w dokumencie.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest wyrok ws. podpalenia kamienicy w Tczewie. W pożarze zginęły dwie osoby

Sąd Apelacyjny w Gdańsku skazał na 25 lat więzienia 55-letniego mężczyznę, oskarżonego o zabójstwo dwóch osób, które zginęły w pożarze kamienicy w 2018 roku w Tczewie. Sąd Apelacyjny utrzymał w całości w mocy wyrok sądu niższej instancji.

W marcu Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Mirosława Sz. na 25 lat więzienia za zabójstwo dwóch osób. Zginęły one w pożarze w nocy 23 maja 2018 roku w Tczewie. Według śledczych, oskarżony wywołując pożar miał prawdopodobnie zamiar zabić mężczyznę, mieszkającego na drugim piętrze budynku, bo chciał kontynuować romans z jego żoną.

W wyniku zadymienia zmarł 79-letni mężczyzna oraz 2-letnia dziewczynka. W pożarze obrażenia odniosło też osiem innych osób. Szkody spowodowane pożarem oszacowano na co najmniej 600 tysięcy złotych.

Sąd Okręgowy orzekł także, że Mirosław Sz. będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie z więzienia po 20 latach odbycia kary. Ponadto na rzecz kilkorga poszkodowanych oskarżony ma zapłacić ponad 500 tys. zł częściowego odszkodowania.

Od wyroku tego odwołała się prokuratura, domagając się dożywotniego więzienia, a obrońca wniósł o uniewinnienie oskarżonego.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nie zatrzymał terrorysty, bo nie chciał wyjść na rasistę. W ataku na halę Manchester Arena w 2017 roku zginęły 22 osoby

Jeden z ochroniarzy, który pracował w noc ataku terrorystycznego na halę Manchester Arena w 2017 roku, przyznał we wtorek, że miał złe przeczucia co do Salmana Abediego, ale nie interweniował, bo obawiał się, że zostanie oskarżony o rasizm. W ataku po koncercie Ariany Grande zginęły 22 osoby, w tym Polacy.

22 maja 2017 roku Salman Abedi, urodzony w Manchesterze obywatel brytyjski libijskiego pochodzenia, zdetonował ładunek wybuchowy, gdy ludzie wychodzili z odbywającego się w hali Manchester Arena koncertu Ariany Grande. Oprócz sprawcy zginęły 22 osoby, w tym dwoje Polaków. Byli to rodzice dwóch dziewczynek, które uczestniczyły w koncercie.

Od początku września trwa publiczne śledztwo w sprawie ataku terrorystycznego, które ma wyjaśnić, czy władze, policja lub organizatorzy dopuścili się zaniedbań i czy zamachowi można było zapobiec.

Jednym z zeznających we wtorek był Kyle Lawler, 18-letni wówczas pracownik firmy ochroniarskiej Showsec. Na kilka minut przed atakiem jeden z widzów zwrócił uwagę innego ochroniarza na Abediego, a ten przekazał to Lawlerowi i obaj razem zaczęli obserwować późniejszego sprawcę.

Jak zeznawał po zamachu, próbował poinformować główne stanowisko kontroli, ale ponieważ nie mógł się połączyć, zrezygnował. Nie podszedł też do Abediego, choć miał złe przeczucia, bo nie miał żadnych dowodów, które by je uzasadniały i bał się, że jeśli nie ma racji, będzie miał kłopoty. To była ostatnia okazja do zatrzymania terrorysty.

– Nie byłem pewien, co robić. Bardzo trudno jest wskazać terrorystę. Wiedziałem, że może to równie dobrze być niewinny mężczyzna azjatyckiego pochodzenia. Nie chciałem, żeby ludzie myśleli, że go stereotypuję ze względu na jego rasę. Bałem się, że się pomylę i zostanę nazwany rasistą – gdybym się mylił, wpadłbym w kłopoty. To sprawiło, że się wahałem. Chciałem to zrobić dobrze – zeznał po zamachu Lawler. Tamte jego zeznania złożone wówczas policji zostały odczytane we wtorek przed sądem w Manchesterze i Lawler je potwierdził.

Śledztwo potrwa do wiosny. W sierpniu brat sprawcy został skazany na co najmniej 55 lat więzienia za współudział w zabójstwie 22 osób i usiłowanie zabicia kolejnych.
Źródło info i foto: TVP.info

Były policjant oskarżony o śmierć George’a Floyda wyszedł z aresztu

Były policjant Derek Chauvin, oskarżony o zabójstwo Afroamerykanina George’a Floyda w Minneapolis, wpłacił w środę kaucję w wysokości jednego miliona dolarów i wyszedł z aresztu.

Śmierć Floyda 25 maja stała się zarzewiem bezprecedensowych protestów w Stanach Zjednoczonych i poza krajem. W trakcie zatrzymania Chauvin przez prawie 9 minut dusił Floyda, przyciskając mu szyję kolanem do ziemi i nie reagując na okrzyki mężczyzny, że ten nie może oddychać.

Chauvin został oskarżony o morderstwo drugiego stopnia, za co w Minnesocie grozi do 40 lat więzienia. Razem z nim sądzonych będzie trzech innych funkcjonariuszy biorących udział w zatrzymaniu.

Nie jest jasne, skąd Chauvin zdobył pieniądze na uiszczenie kaucji. Miał on możliwość wpłacenia kaucji w wysokości 1,25 miliona dolarów bez warunków lub 1 miliona dolarów z warunkami. Zgodnie z warunkami jego zwolnienia musi uczestniczyć we wszystkich rozprawach sądowych, nie może mieć bezpośredniego ani pośredniego kontaktu, w tym przez media społecznościowe, z członkami rodziny Floyda, nie może pracować w organach ścigania ani w ochronie i nie może posiadać amunicji do broni palnej.

Pozostali trzej funkcjonariusze wpłacili wcześniej kaucję w wysokości 750 000 dolarów. Cała czwórka oczekuje na proces, który ma się rozpocząć w marcu, lecz sędzia rozważa sądzenie ich osobno.
Źródło info i foto: Dziennik.pl