69-latek zabił żonę, z którą przebywał w izolacji

Nie wszyscy radzą sobie z przebywaniem w izolacji wymuszonej epidemią koronawirusa. W Wielkiej Brytanii doszło do prawdopodobnie pierwszego popełnionego w takich okolicznościach zabójstwa – podał w poniedziałek dziennik „The Times”. 69-letni Anthony Williams z Cwmbran w południowej Walii został oskarżony o zabójstwo swojej o dwa lata młodszej żony Ruth, z którą przebywał w izolacji.

„To taki szok. Mieszkali tu od dawna. Nie widziałem ich od dłuższego czasu, ale wygląda, że wszyscy tutaj są w izolacji. Policja była tu przez cały weekend, przeprowadzając rewizje w domu. To prawdziwa tragedia” – powiedział anonimowo jeden ze świadków.

Jak poinformowała rzeczniczka policji, funkcjonariusze otrzymali wezwanie do jednego z domów w sobotę wcześnie rano i znaleźli tam nieprzytomną kobietę, która po przewiezieniu do szpitala zmarła.

Mężczyzna we wtorek stanie przed sądem. Nie podano, od jak dawna małżeństwo przebywało w izolacji.
Źródło info i foto: interia.pl

Stany Zjednoczone oskarżyły Nicolasa Maduro o „terroryzm narkotykowy”

Szef departamentu sprawiedliwości William Barr oświadczył w czwartek, że rząd Stanów Zjednoczonych oskarżył rządzącego Wenezuelą Nicolasa Maduro oraz kilku jego najbliższych współpracowników o „terroryzm narkotykowy”. William Barr poinformował, że Waszyngton oferuje 15 milionów dolarów nagrody za wszelkie informacje, mogące przyczynić się do aresztowania Nicolasa Maduro. Szef departamentu obrony USA oświadczył w czwartek, że Stany Zjednoczone oskarżają przywódcę socjalistycznego reżimu w Wenezueli o „terroryzm narkotykowy”.

„Ich celem jest zalanie Stanów Zjednoczonych kokainą”

Oskarżeniem objęci zostali też: ważny polityk partii rządzącej Diosdado Cabello, minister obrony Vladimir Padrino Lopez i przewodniczący Sądu Najwyższego Maikel Moreno. USA oskarżają ich o „uczestnictwo w strukturze przestępczej, w skład której wchodzi wyjątkowo brutalna organizacja terrorystyczna, jaką są Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii (FARC)”.

– Ich celem jest zalanie Stanów Zjednoczonych kokainą – powiedział Barr na konferencji prasowej. – Przez ponad 20 lat Maduro i wielu wysokiej rangi urzędników w Wenezueli współpracowało z FARC, przez co tony kokainy zostały przerzucone do Stanów Zjednoczonych – dodał.

Podkreślił, że USA nie uznają Nicolasa Maduro jako prezydenta Wenezueli, podobnie jak nie uznały Manuela Noriegi jako prezydenta Panamy, który przez Waszyngton także został oskarżony w 1989 roku o handel narkotykami.

Szef dyplomacji Wenezueli: oskarżenia ukazują desperację elity waszyngtońskiej

W odpowiedzi wenezuelski minister spraw zagranicznych Jorge Arreaza powiedział, że oskarżenia USA ukazują „desperację elity waszyngtońskiej”. Dodał, że decyzja administracji prezydenta USA Donalda Trumpa o zaoferowaniu nagród za aresztowanie Maduro i innych wysokich rangą urzędników jest aktem „obsesji” Waszyngtonu na tle Wenezueli.
Źródło info i foto: tvn24.pl

RPA: Zarażony koronawirusem nie przestrzegał kwarantanny. Oskarżono go o próbę zabójstwa

52-letni biznesmen z Ladysmith w Republice Południowej Afryki zignorował prośby służb i pomimo tego, że był zarażony koronawirusem, poszedł do pracy. Został aresztowany po kilku dniach. Trwają poszukiwania osób, które miały z nim kontakt.

52-latek otrzymał pozytywny wynik testu na koronawirusa w środę 18 marca. Prawdopodobnie zaraził się podczas jednej z zagranicznych podróży. Mężczyzna nie był w poważnym stanie, dlatego też nakazano mu pozostawanie w domu przez dwa tygodnie.

W izolacji chory wytrzymał… trzy dni. Już 21 marca udał się do pracy i obsługiwał klientów swojego lokalu usługowego. W międzyczasie brał też udział w uroczystościach religijnych.

Kontakt z kilkudziesięcioma osobami

Mężczyzna został ostatecznie zatrzymany 24 marca w niedzielę, a następnie przewieziony do szpitala. Służby nie informują o jego stanie.

Policja podejrzewa, że 52-latek mógł mieć kontakt z co najmniej 27 osobami. Za narażenie ich życia i zdrowia na niebezpieczeństwo, postawiono mu zarzut usiłowania zabójstwa. Rzecznik policji Vish Naidoo informuje jednak, że rozprawa zostanie prawdopodobnie odroczona z powodu troski o bezpieczeństwo stron i próbę zahamowania rozprzestrzeniania się wirusa.

Liczba zakażonych koronawirusem w RPA w środę wzrosła do 709. W ciągu doby odnotowano 155 nowych przypadków. W tym kraju nie odnotowano dotychczas zgonów z powodu koronawirusa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były senator PiS Stanisław Kogut zostaje w areszcie. Jest decyzja sądu

Oskarżony o korupcję były senator PiS Stanisław Kogut pozostanie w areszcie – zdecydował sąd. Zdaniem jego obrońcy, mec. Pawła Śliża, Kogut powinien wyjść na wolność m. in. z powodu pogarszającego się stanu zdrowia.

Byłego senatora PiS, Stanisława Koguta, na początku tego roku zatrzymało Centralne Biuro Antykorupcyjne. Po tym, jak Prokuratura Regionalna w Katowicach postawiła mu zarzuty korupcyjne, sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na 3 miesiące. Mec. Paweł Śliż złożył wniosek o uchylenie aresztu, ale sąd go odrzucił.

Jednym z powodów, dla których obrońca uważa, że Kogut nie powinien przebywać w więzieniu jest pogarszający się stan zdrowia byłego senatora PiS. Cierpi on na retinopatię – poważne problemy ze wzrokiem w związku z cukrzycą. Leczenie wymaga codziennych zastrzyków w gałkę oczną. Jak twierdzi mec. Śliż pobyt w więzieniu pogłębia chorobę byłego sanatora, dlatego adwokat nie składa broni:

– Złożyłem wniosek do Prokuratury Regionalnej w Katowicach o uchylenie aresztu. Czekamy na jego rozpatrzenie – powiedział „Wirtualnej Polsce” mec. Śliż. Sprawa, z którą zamieszany jest Kogut toczy się od końca 2017 r. Prokuratura postawiła zarzuty dotyczące wręczania i przyjmowania wielomilionowych łapówek w sumie 14 podejrzanym. Byłemu senatorowi grozi do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Jędrzej C. skazany. Nie udzielił pomocy pracownicy, która doznała wylewu

Na karę roku więzienia z warunkowym jej zawieszeniem na trzy lata skazał w piątek Sąd Rejonowy w Środzie Wlkp. Jędrzeja C. Mężczyzna oskarżony był o nieudzielenie pomocy nielegalnie zatrudnionej w jego firmie obywatelce Ukrainy o zatrudnianie pracowników bez stosownej procedury. O wyroku Sądu Rejonowego w Środzie Wielkopolskiej poinformowało w piątek biuro prasowe poznańskiego Sądu Okręgowego.

Jędrzej C. uznany został winnym zarzucanych mu czynów. Sąd skazał go w piątek na karę łączną roku więzienia z warunkowym jej zawieszeniem na 3 lata; mężczyzna został także zobowiązany do informowania o okresie próby. Na Jędrzeja C. została ponadto nałożona grzywna w wysokości 50 tys. zł.

Do czynów zarzucanych Jędrzejowi C. doszło na początku stycznia 2018 r. koło Środy Wielkopolskiej. Oksana K. mieszkała na terenie zakładu, w którym była nielegalnie zatrudniona. Gdy poza godzinami pracy doznała wylewu, pracodawca nie wezwał pomocy. Zawiózł kobietę i jej siostrę w okolice Środy Wielkopolskiej. Tam zatrzymał się w pobliżu przystanku autobusowego i zadzwonił na numer alarmowy. Przyjechała policja, po chwili pogotowie ratunkowe. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie stwierdzono u niej krwotok do pnia mózgu. Kobieta niedawno zmarła.

Pracodawcy kobiety – Jędrzejowi C. – postawiono łącznie dziewięć zarzutów. Jeden dotyczy nieudzielenia pomocy, zaś osiem pozostałych zatrudniania pracowników bez stosownej procedury. Grozi za to do trzech lat więzienia.

Po zdarzeniu Jędrzej C. zadeklarował pomoc poszkodowanej kobiecie, a jego adwokat złożył wniosek o warunkowe umorzenie sprawy. Pełnomocnik przedsiębiorcy podkreślał m.in., że Jędrzej C. przyznał się do stawianych mu zarzutów, swoje zachowanie tłumaczył „spanikowaniem”. Obrońca wskazał także, że została zawarta ugoda pozasądowa z pełnomocnikiem poszkodowanej Ukrainki. Strony zobowiązały się do zachowania w tajemnicy jej warunków. Wniosek obrony poparł pełnomocnik Ukrainki, a ona podpisała odciskami palców oświadczenie, że „nie żąda ścigania i ukarania Jędrzeja C., gdyż się z nim pojednała”. Na warunkowe umorzenie postępowania nie zgodził się prokurator z uwagi na – jak podkreślił – „wysoki stopień szkodliwości społecznej czynu”.

We wrześniu 2018 r. sąd w Środzie Wielkopolskiej zdecydował jednak o warunkowym umorzeniu postępowania karnego wobec Jędrzeja C. na okres dwóch lat próby. Orzekł także na rzecz pokrzywdzonej nawiązkę w wysokości 10 tys. zł, a także poniesienie przez oskarżonego kosztów sądowych. Apelację od tego wyroku złożyła prokuratura, domagając się uchylenia wyroku w całości, wskazując na błędy w ustaleniach faktycznych i brak podstaw do warunkowego umorzenia postępowania. Pełnomocnicy poszkodowanej kobiety, jak i oskarżonego, wnieśli o odrzucenie apelacji, podkreślając, że strony doszły do porozumienia, pojednały się i zawarły ugodę.

W czerwcu ub.r. Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał prawomocny wyrok – zdecydował o uchyleniu wyroku sądu pierwszej instancji oraz zwrocie sprawy do Sądu Rejonowego w Środzie Wielkopolskiej w celu ponownego rozpoznania.

Ponowny proces Jędrzeja C. ruszył w grudniu ub. roku. Oskarżony przyznał się do stawianych mu zarzutów. Za pośrednictwem swojego obrońcy złożył także wniosek o dobrowolne poddanie się karze.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Słowacja: Zatrzymano cztery osoby w związku z zabójstwem dziennikarza śledczego Jana Kuciaka

Funkcjonariusze słowackiego Krajowego Biura Kryminalnego (NAKA) zatrzymali w środę rano cztery kobiety, które według mediów były w kontakcie z Marianem Kocznerem, oskarżonym o zlecenie zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka.

Wśród zatrzymanych jest była wiceminister sprawiedliwości w rządzie partii Kierunek Socjaldemokracja (SMER-SD) Monika Jankovska oraz jej siostra, a także sędzia Miriam Repakova i sędzia Denisa Cvikova. Wszystkie kobiety utrzymywały bliskie kontakty z Kocznerem, o czym świadczą bilingi ich numerów komórkowych i wiadomości tekstowe z ich telefonów odtworzone przez biegłych w trakcie śledztwa.

Grupa dochodzeniowa „Mgła”, która dokonała zatrzymań, została powołana jesienią 2019 roku. Wchodzący w jej skład funkcjonariusze badają kontakty Kocznera ze światem polityki, wymiarem sprawiedliwości, a także z policją i mediami.

Media przypominają, że telefony komórkowe, które służyły przedstawicielom środowiska sędziowskiego do kontaktowania się z Kocznerem, skonfiskowano jeszcze latem 2019 r. W styczniu br. przeprowadzono zaś przeszukania u Jankovskiej, Cvikovej i innych sędziów oraz przedsiębiorców.

Oczyszczenie środowiska sędziowskiego i wymiaru sprawiedliwości z mafijnych powiązań było jednym z tematów kampanii przed wyborami parlamentarnymi, które odbyły się na Słowacji 29 lutego. Zwyciężyły w nich partie, które obiecywały wyeliminowanie korupcji z życia publicznego. Nieformalne powiązania świata polityki, wymiaru sprawiedliwości i biznesu pozwoliły zleceniodawcy zabójstwa dziennikarza pozostawać w przeświadczeniu o swej całkowitej bezkarności – podkreślali kandydaci opozycji.

W ostatnich wyborach rządząca od 2006 roku partia SMER-SD otrzymała 18,3 proc. głosów, zajmując drugie miejsce za ugrupowaniem Zwyczajni Ludzie i Niezależne Osobistości (OLaNO).

Przeprowadzenie serii aresztowań w środowisku sędziowskim potwierdziła w środę na portalach społecznościowych słowacka policja, której NAKA jest częścią.

Jan Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirova zostali zamordowani 21 lutego 2018 roku. W grudniu 2019 roku urząd specjalnego prokuratora, w którego kompetencjach jest m.in. prowadzenie spraw dotyczących korupcji i przestępczości zorganizowanej oraz przestępstw, których dopuścili się wysocy rangą urzędnicy państwowi, przekazał sądowi akt oskarżenia. O zlecenie zabójstwa oskarżony został przedsiębiorca Marian Koczner.

W grudniu 2019 r. rozpoczął się proces pięciu osób podejrzewanych u udział w morderstwie. Na ławie oskarżonych zasiadł sam Koczner, bezpośredni zabójcy dziennikarza Tomasz Szabo i Miroslav Marczek, Alena Zsuzsova i Zoltan Andrusko, którzy byli pośrednikami. Do tej pory skazany został tylko Andrusko, który zdecydował się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości, co zagwarantowało mu status świadka koronnego. Zsuzsova została oczyszczona z zarzutów.

Kolejna rozprawa odbyła się 13 stycznia. Proces trwa. Kocznerowi grozi kara dożywotniego więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Aktor Charlie Sheen oskarżony o gwałt na nastolatku

Aktor Corey Feldman wyprodukował film dokumentalny, w którym oskarżył kolegów z branży filmowej o molestowanie seksualne oraz pedofilię. Wśród obwinionych jest Charlie Sheen, znany m.in. z ról w filmie „Pluton” i serialu „Dwóch i pół”. „To chore i nieprawdziwe zarzuty. To nigdy nie miało miejsca” – powiedział gwiazdor dla serwisowi „HuffPost”.

Film dokumentalny „(My) Truth: The Rape of Two Coreys” miał premierę w poniedziałek wieczorem. Aktor Corey Feldman podał w nim listę osób, które według niego molestowały w przeszłości jego oraz jego najbliższego przyjaciela, zmarłego w 2010 roku Coreya Haima.

Zgwałcony na planie filmu Spielberga

Wśród ludzi, którym zarzuca niewłaściwe i bezprawne zachowanie, jest nazwisko Charlie’ego Sheena. W jednej ze scen Corey Feldman opisał incydent, do jakiego miało dojść na planie filmu „Lucas” Stevena Spielberga z 1986 roku. Haim miał wówczas 13 lat, a Sheen – 19. – Zgwałcił mnie w biały dzień – miał powiedzieć Corey Haim.

W dokumencie wystąpiły także inne osoby, które potwierdziły, że słyszały o wspomnianych wydarzeniach. Podobne zarzuty padły w kontekście aktora Jona Grissoma, właściciela klub nocnego Alphy’ego Hoffmana i byłego menadżera gwiazd, Marty’ego Weissa.

„Syn nigdy nie wspomniał o Charliem”

W oświadczeniu dla portalu HuffPost Charlie Sheen kategorycznie zaprzeczył tym zarzutom. – To chore i nieprawdziwe zarzuty. To nigdy nie miało miejsca – powiedział.

Gwiazdor dodał także, że wszystkim zainteresowanym poleca pod rozwagę to, co powiedziała matka Haima, Judy. W 2017 roku kobieta miała wskazać, że to ktoś inny zgwałcił jej dziecko.

– Mój syn nigdy nie wspominał o Charliem. Nigdy o nim nie rozmawialiśmy. To wszystko zostało zmyślone – miała powiedzieć.

To kolejny raz, gdy pojawiają się doniesienia ws. domniemanego gwałtu z 1986 roku. Dwa lata temu doszło do ugody pomiędzy aktorem a tygodnikiem „National Enquirer”, którego Sheen oskarżył o zniesławienie po artykule, w którym został nazwany gwałcicielem.

23 lata więzienia dla Weinsteina

W środę na 23 lata więzienia został skazany amerykański producent filmowy Harvey Weinstein. Sąd uznał go winnym gwałtu dokonanego w 2013 roku na początkującej wówczas aktorce Jessice Mann oraz za wymuszenie w 2006 roku aktu seksualnego na asystentce Miriam Haleyi w jego apartamencie.

Winnym został uznany już wcześniej, w środę ustalono jedynie wysokość kary.

Weinstein na ogłoszenie wyroku został wprowadzony na wózku inwalidzkim. Tuż po nim na sali sądowej pojawili się Jodi Kantor i Megan Twohey, reporterzy „New York Times”, którzy opisali historię Weinsteina, wywołując ruch #MeToo.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gwałcił syna razem z kolegami. Sąd w Poznaniu podtrzymał wyroki w głośnej sprawie

Sąd Apelacyjny w Poznaniu podtrzymał wyroki skazujące dla ojca gwałconego chłopca i mężczyzny, który uczestniczył w procederze. W przypadku trzeciego z oskarżony uchylono wyrok sądu pierwszej instancji, a jego przypadek zostanie rozpatrzony raz jeszcze.

Apelację wnosili zarówno obrońcy oskarżonych, jak i prokuratura. Oskarżyciele domagali się wyższego wymiaru kary. Ich zdaniem po łącznym potraktowaniu gwałtu i pozostałych przestępstw można było skazać ojca nawet na 20 lat więzienia. Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał jednak kary wobec dwóch mężczyzn, a sprawę trzeciego odesłał do ponownego rozpatrzenia. W jego przypadku cofnął także decyzję o tymczasowym areszcie.

W trakcie procesu żaden z oskarżonych nie przyznawał się do zarzucanych im czynów. Ojciec chłopca razem ze znajomym oskarżani byli o wielokrotne zgwałcenie, wymuszanie czynności seksualnej, prezentowanie małoletniemu treści pornograficznych w celu własnego zaspokojenia, a przy tym działanie w porozumieniu i ze szczególnym okrucieństwem. Ojciec był też oskarżany o prezentowanie wykonywania czynności seksualnej innym dwóm małoletnim oraz naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji.

Dramat chłopca z Wielkopolski

O tej sprawie pisaliśmy już w 2018, a później także 2019 roku. Tragedia dziecka rozgrywała się w Zborowie pod Dopiewem w powiecie poznańskim. Pierwsze niepokojące sygnały docierały do pracowników socjalnych już w 2013 roku, kiedy u 6-letniego chłopca zaobserwowali napady agresji i niekontrolowane moczenie. Mimo że ojciec chłopca krótko po tym wyprowadził się z domu, to wciąż zabierał dziecko na weekendy. Prokuratura zainteresowała się pokrzywdzonym dopiero wówczas, gdy w 2015 roku, mając 8 lat, symulował stosunek z innym uczniem.

Po tamtej interwencji i wprawieniu w ruch machiny państwowej, dziecko zostało odebrane pijącej matce i w 2016 roku trafiło do emerytowanego policjanta, prowadzącego z żoną pogotowie rodzinne. To tam z czasem zaczęło opowiadać o traumatycznych doświadczeniach z lat poprzednich. Krzysztof Matusiak podkreślał, że nie zetknął się wcześniej z podobnym przypadkiem, choć dziećmi wykorzystywanymi seksualnie opiekował się od lat.

U chłopca rozpoznano zespół stresu pourazowego. Dzięki nagraniom wykonanym przez Matusiaka, historią chłopca znów zainteresowała się prokuratura. Biologicznego ojca dziecka oskarżono o wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem. Stwierdzono, że w procederze tym uczestniczyli także jego znajomi: 38-letni Marcin W. i 35-letni Karol K. W tym czasie ich ofiara miała 7-8 lat.

Jak pisała w 2019 roku „Wyborcza”, sąd pierwszej instancji potwierdził winę wszystkich oskarżonych. Ojciec Wojciech K. skazany został na 15 lat więzienia i pozbawienie praw publicznych na 10 lat. Otrzymał zakaz kontaktowania się z synem i zbliżania się do niego przez 15 lat. Miał również zapłacić mu 100 tys. zł nawiązki.

Marcin W. został skazany na 12 lat więzienia, 15 lat pozbawienia praw publicznych i 100 tys. zł nawiązki. Karola K. skazano na sześć lat więzienia, 10 lat pozbawienia praw publicznych i 50 tys. zł nawiązki. O chłopcu „Wyborcza” pisała, że od dwóch lat przebywał w specjalnym ośrodku terapeutycznym. Miał indywidualny tok nauczania. Jego opiekun Krzysztof Matusiak stwierdzał niestety, iż szanse na normalne funkcjonowanie ma „nikłe”.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Ukrainka dostała udaru, szef zostawił ją na ulicy. Prokuratura domaga się surowego wyroku dla Jędrzeja C.

Obrońca mężczyzny, oskarżonego o nieudzielenie pomocy pracującej na czarno w jego firmie Oksanie, chce dla swojego klienta pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Prokuratura uważa, że proponowana kara jest zbyt łagodna.

Sprawa dotyczy Ukrainki Oksany. Kobieta pracowała na czarno w firmie Jędrzeja C. Na początku 2018 r. tuż obok zakładu doznała udaru. Pracodawca zamiast zawieźć ją do szpitala zostawił na przystanku. Potem zadzwonił na policję i udawał, że znalazł ją pijaną. Ukraina w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Zmarła w połowie stycznia 2020 r. – przypomina portal gloswielkopolski.pl.

Prokuratura wszczęła śledztwo wobec pracodawcy Oksany. Mężczyzna został oskarżony o nieudzielenie pomocy oraz narażenie kobiety na utratę życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Łącznie usłyszał dziewięć zarzutów. We wrześniu 2018 r. Jędrzej C. został uznany winnym zarzucanych mu czynów, ale sprawa została umorzona na dwa lata. Od wyroku odwołała się jednak prokuratura.

Sprawa ma zostać ponownie rozpatrzona. Pracodawca Ukrainki złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Chce pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, 20 tys. zł grzywny i 10 tys. zł ewentualne nawiązki na rzecz pokrzywdzonej. Propozycji obrony sprzeciwił się prokurator, który uważa, że jest za niska. Domaga się roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 50 tys. zł grzywny. Kolejna rozprawa odbędzie się 13 marca. Wówczas najprawdopodobniej zapadnie wyrok.
Źródło info i foto: wp.pl

Elbląg: Ruszył proces Dawida S. 29-latek oskarżony jest o usiłowanie zabójstwa trzymiesięcznego syna

Ruszył proces 29-letniego Dawida S., oskarżonego o usiłowanie zabójstwa syna. Kiedy trzymiesięczny chłopiec trafił do szpitala, miał tak dużo złamań, że – jak mówili lekarze – nie miał już nawet siły płakać. – Sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem – przekazała Iwona Piotrowska z elbląskiej prokuratury. Mężczyzna oskarżony został także między innymi o znęcanie się nad matką dziecka i ich psem.

Proces ruszył po godzinie 9 przed Sądem Okręgowym w Elblągu. Wyłączona została jawność.

– Ojcu dziecka zarzucono popełnienie przestępstwa usiłowania pozbawienia życia dziecka poprzez wielokrotne używanie wobec niego przemocy fizycznej, skutkującej licznymi różnoczasowymi złamaniami kończyn, żuchwy, żeber, stłuczeniem okolicy nerki, czym naraził dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia – mówiła w grudniu 2019 roku Iwona Piotrowska z Prokuratury Okręgowej w Elblągu. – Działał ze szczególnym okrucieństwem z uwagi na wiek pokrzywdzonego i wynikającą z tego jego nieporadność, doznawany ból i cierpienie – dodała.

To jednak nie wszystkie zarzuty, jakie usłyszał 29-latek.

– Oskarżonemu zarzucono również popełnienie przestępstwa znęcania się nad matką dziecka, znęcanie się nad posiadanym psem oraz popełnienie przestępstwa udzielania innej osobie substancji psychotropowych w postaci amfetaminy – dodała Piotrowska.

Łącznie usłyszał więc cztery zarzuty, z czego za najcięższy, jakim jest „usiłowanie zabójstwa człowieka ze szczególnym okrucieństwem” grozi mu dożywocie.

Dawid S. nie przyznał się do żadnego z zarzucanych mu czynów. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: tvn24.pl