USA: 140 osób zostało oskarżonych o atak na Kapitol

Blisko 140 osób zostało już oskarżonych w związku ze szturmem na waszyngtoński Kapitol, jaki 6 stycznia przypuścili stronnicy Donalda Trumpa. Wśród nich jest brat agenta amerykańskich tajnych służb. CNN przypomina, że Scott Fairlamb, brat agenta Prestona Fairlamba III, który niegdyś był w ekipie chroniącej żonę byłego prezydenta Michelle Obamę, uderzył rzekomo w trakcie zamieszek policjanta w głowę. Stoi w obliczu trzech oskarżeń, w tym – napaści na funkcjonariusza federalnego.

Adwokat podejrzanego mężczyzny, Harley Breite, przekonywał, że Preston Fairlamb III nie był świadom czynów brata na Kapitolu.

„Nie był wtajemniczony w nic, co mój klient rzekomo zrobił tego dnia” – mówił cytowany przez CNN prawnik.

Harry Litman asystent prokuratora generalnego w Departamencie Sprawiedliwości latach 1993-1998 tłumaczył w rozmowie z CNN, że nie sposób zawczasu wskazać, jakie będą działania wszystkich osób tylko na podstawie ich przekonań politycznych.

12 stycznia w Nowym Jorku został aresztowany Aaron Mostofsky syn sędziego z Brooklynu Stevena Mostofsky’ego. Ciąży na nim zarzut kradzieży mienia rządowego w czasie zamieszek. Aaron i jego ojciec są zarejestrowani jako wyborcy Demokratów.

„Wykonywał rozkazy prezydenta”

Amerykańskie media zwracają uwagę także na inny przypadek „z rodziną w tle” wiążący się z aresztowaniem Guya Reffitta z Teksasu. Został oskarżony o nielegalne wdarcie się na Kapitol i utrudnianie działań wymiaru sprawiedliwości. O jego sympatiach w ostatnich latach z skrajnie prawicowymi ugrupowaniami powiadomił organy egzekwowanie prawa syn mężczyzny Jackson Reffitt.

„Obawiałem się, że to, co robił to szaleństwo (…) Groził mnie, mojej siostrze, mojej rodzinie i przedstawicielom władz. Miałem już tego dość” – cytuje Jacksona CNN.

Według FBI Guy Reffitt ostrzegał syna i córkę, przed tym co się może stać, jeśli go wydadzą.

„Jeśli mnie wydasz, będziesz zdrajcą, a wiesz co grozi zdrajcom. Zdrajcy są rozstrzeliwani” – ostrzegał.
 
Wśród oskarżonych m.in. o nielegalne wdarcie się do siedziby Kongresu oraz zastraszanie liberalnej członkini Izby Reprezentantów Aleksandrii Ocasio-Cortez znalazł się Garret Miller. Usprawiedliwiał się, że „wykonywał rozkazy prezydenta Donalda Trumpa”. Później przepraszał też parlamentarzystkę za hasło „Assassinate AOC” opublikowane na Twitterze.

Poważne zarzuty

Jak informuje CNN łącznie o czynny udział w zamieszkach oskarżono już niemal 140 osób. Niektórzy podejrzani stoją w obliczu poważnych zarzutów takich jak: udział w spisku lub rebelii oraz planowanie ataku z wyprzedzeniem i rozmysłem. W opinii ekspertów będzie to trudniej udowodnić.

Służby do tej pory nie zidentyfikowały sprawców podłożenia dwóch bomb rurowych na Kapitolu. Nie mają też podejrzanych w związku z śmiercią funkcjonariusza policji na Kapitolu Briana D. Sicknicka. Były agent FBI Petar Licata wyjaśnił CNN, że w przypadku podejrzanych o przestępstwa federalne śledczy chcą najpierw zgromadzić niezbędne dowody, a dopiero później będą dokonywać aresztowań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wyrok ws. zgwałcenia i zabicia 15-latki z Miłoszyc. Ireneusz M. oraz Norbert B. skazani

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok w sprawie głośnej zbrodni w Miłoszycach. Oskarżeni o gwałt i zabójstwo 15-latki Ireneusz M. oraz Norbert B. zostali skazani na 25 lat więzienia i pozbawieni praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. W sprawie wcześniej niesłusznie skazano Tomasza Komendę, który w więzieniu spędził 18 lat. Mężczyzna został uniewinniony.

Prokuratura za brutalny gwałt i zabójstwo 15-letniej dziewczyny żądała dla Ireneusza M. kary dożywocia. Drugiemu z oskarżonych mężczyzn – Norbertowi B. groził natomiast wyrok w wysokości 25 lat pozbawienia wolości.

Sąd okręgowy we Wrocławiu skazał obu mężczyzn na 25 lat więzienia, a także pozbawił ich praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. Wrocławski sąd uznał, że obaj oskarżeni są winni gwałtu ze szczególnym okrucieństwem, w wyniku którego 15-letnia Małgosia zamarła.

„Wina i okoliczności popełnienia czynu przez oskarżonych nie budzą wątpliwości” – powiedział przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Marek Poteralski.

Sędzia uznał ze za skazaniem, oprócz zeznań świadków, bezwzględnie przemawia materiał DNA znaleziony na ubraniu i ciele zgwałconej dziewczyny. Przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości podkreślił, że w tej sprawie udział brały także inne niezidentyfikowane do tej pory osoby.

Podczas odczytywania wyroku, rodzice Małgosi stali z wyciągniętymi rękami. Zaciśnięte pięści kierowali na skazanych. Zaraz po wyroku na sali sądowej od razu zatrzymany został Norbert B., który do tej pory odpowiadał z tzw. wolnej stopy. Mężczyzna nie stawiał oporu.

Ogłoszeniu wyroku przysłuchiwał się także brat Tomasza Komendy.

Do zbrodni doszło w 1996 roku, podczas sylwestrowej zabawy w wiejskiej świetlicy w Miłoszycach koło Wrocławia w województwie dolnośląskim. Według opinii śledczych mężczyźni mieli podać 15-latce środki odurzające, upić ją, a później zgwałcić. Po dokonanej zbrodni sprawcy zostawili dziewczynę na mrozie. Nastolatka zmarła na skutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Tomasz Komenda niewinny

W sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę na 25 lat więzienia. Mężczyzna odsiadywał wyrok w Zakładzie Karnym w Strzelinie. W 2018 roku został przez sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolniony z odbywania kar. Komenda wyszedł na wolność po 18 latach.

Prokuratura, na podstawie nowych materiałów dowodowych w sprawie, uznała, że mężczyzna nie popełnił zbrodni, za którą został skazany. Ostatecznie Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę, uchylając wcześniejszy prawomocny wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki.

Sędzia wskazał, że w krótkim czasie po popełnieniu zbrodni, pojawiły się wskazówki dotyczące potencjalnego sprawcy zbrodni, ale „czynności podjęte wówczas nie doprowadziły do postawienia mu zarzutów”.

Po latach okazało się, że ta wskazana już na początku stycznia 1997 r. osoba, wedle wniosku o wznowienie postępowania, jest w tej chwili osobą podejrzana w tej sprawie – zaznaczył sędzia Andrzej Tomczyk.

Już wówczas było duże prawdopodobieństwo oskarżenia o tę zbrodnię osoby, która niedawno stała się podejrzana. Tak jednak się w tej sprawie nie stało – dodał przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości. Wskazał ponadto, że ekspertyzy śladów z miejsca zbrodni, a także badania DNA włosów znalezionych w pozostawionej na miejscu przestępstwa czapce, wykluczyły Tomasza Komendę.

Decyzję Sądu Najwyższego skomentował w 2018 roku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

„Choć tych utraconych lat życia panu Komendzie nikt nie zwróci, to przynajmniej to orzeczenie przywraca mu poczucie godności jako człowiekowi niewinnemu, człowiekowi niesłusznie skazanemu za okrutną zbrodnię – zabójstwo, gwałt na dziewczynce – którą popełnił inny sprawca” – przyznał Zbigniew Ziobro

Komenda walczy o odszkodowanie

Tomasz Komenda razem ze swoim pełnomocnikiem prof. Zbigniewem Ćwiąkalskim w 2019 roku złożyli do wrocławskiego sądu pozew o zadośćuczynienie i odszkodowanie w wysokości ponad 18 mln zł za niesłuszne skazanie na 25 lat więzienia.

„Nie da się porównać krzywdy Tomasza Komendy z tymi sprawami, w których do tej pory przyznawane było zadośćuczynienie. Ktoś, kto jest skazany za zabójstwo dziecka, w więzieniach jest traktowany drastycznie” – przyznał mecenas Ćwiąkalski. Sprawa nadal jest w toku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo Dżamala Chaszodżdżiego w saudyjskim konsulacie w Stambule. Turcja niezadowolona z wyroku

„Ostateczny werdykt sądu w Rijadzie w sprawie zabójstwa Dżamala Chaszodżdżiego w saudyjskim konsulacie w Stambule nie spełnił oczekiwań Turcji i społeczności międzynarodowej” – napisał na Twitterze rzecznik prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana.

„Nadal nie wiemy, gdzie jest ciało Chaszodżdżiego, kto chciał go zabić lub kim byli ludzie, którzy na miejscu pomagali zabójcom – to podważa wiarygodność postępowania sądowego w Arabii Saudyjskiej” – podkreślił Fahrettin Altun. Wezwał też saudyjskie władze do współpracy w śledztwie prowadzonym w Turcji.

W poniedziałek sąd II instancji w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej, skazał na kary po 20 lat więzienia pięciu oskarżonych o zabicie saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Oznacza to zmianę wyroku sądu I instancji, który w grudniu ubiegłego roku orzekł wobec całej piątki kary śmierci.

Proces był szeroko krytykowany przez organizacje praw człowieka, według których żaden wyższy rangą saudyjski urzędnik ani nikt podejrzany o zlecenie zabójstwa nie został uznany za winnego. Podważono także niezależność saudyjskiego sądu, natomiast sprawozdawczyni ONZ Agnes Callamard nazwała wyrok „farsą”.

Na początku lipca w Stambule rozpoczął się zaoczny proces dwóch byłych doradców saudyjskiego następcy tronu oraz 18 innych Saudyjczyków w związku z zabójstwem Chaszodżdżiego. Sauda al-Kataniego i Ahmeda al-Asiriego, oskarżono o „podżeganie do morderstwa z premedytacją z zamiarem dręczenia (…)”. 18 pozostałym podsądnym postawiono zarzut „dokonania morderstwa z premedytacją z zamiarem dręczenia”.

Rijad odmawia Turcji wydania podejrzanych, uważając, że to saudyjskie sądy są właściwe do sądzenia obywateli tego kraju.

Współpracujący jako komentator z amerykańskim dziennikiem „Washington Post” Chaszodżdżi był krytykiem panujących w Arabii Saudyjskiej stosunków politycznych. W październiku 2018 roku wszedł do saudyjskiego konsulatu w Stambule w celu odebrania dokumentów potrzebnych mu do zawarcia małżeństwa i od tej pory nikt go więcej nie widział.

Zebrany w ramach międzynarodowego niezależnego dochodzenia materiał dowodowy wskazuje, iż Chaszodżdżiego zamordowali obecni w konsulacie agenci saudyjskich służb specjalnych, którzy następnie wywieźli z Turcji jego pokawałkowane zwłoki. Władze Arabii Saudyjskiej konsekwentnie twierdzą, że nie miały nic wspólnego z tą zbrodnią.
Źródło info i foto: TVP.info

Boston: Sześciu policjantów oskarżonych o zabójstwo 41-latka. Oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund

Sześciu bostońskich policjantów zostało oskarżonych o zabójstwo 41-letniego Justona Roota. Strzelili do niego 31 raz w ciągu 3 sekund, gdy ten leżał ranny na ziemi. Po incydencie funkcjonariusze mieli komentować: „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”. Pozew złożyła rodzina zabitego. Do strzelaniny pomiędzy policją a 41-letnim Justonem Rootem doszło w lutym. Policja dostała zgłoszenie o uzbrojonym człowieku w okolicach szpitala Brigham and Women’s Hospital.

Kiedy funkcjonariusz zobaczył mężczyznę miał sięgnąć po broń, na co ten również wyjął pistolet – później okazało się, że był to przezroczysty zabawkowy pistolet do paintballa – i do niego strzelił. Policjant również oddał strzały, ranił Roota, po czym potknął się i upadając strzelił ponownie trafiając szpitalnego woźnego w oko.

Root zdołał wsiąść do samochodu, ale po sześciu minutach rozbił się, wysiadł i upadł na ziemię. Próbowała go opatrzyć ratowniczka medyczna, ale policjanci kazali jej odsunąć się. Chociaż funkcjonariusze nie widzieli broni w rękach 41-latka, a on sam leżał bezbronny, to oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund.

W 35-stronicowym pozwie rodzina oskarża funkcjonariuszy m.in. o użycie nadmiernej siły, napaść i pobicie, spowodowanie śmierci oraz nieprzestrzeganie standardów i zasad. Oskarżą również władze Bostonu o niewłaściwe szkolenie policji i brak nadzoru. Zauważono, że większość funkcjonariuszy, którzy strzelali do leżącego na ulicy mężczyzny nie miało włączonych kamer na mundurach.

– Został zabity bez powodu – powiedział na konferencji prasowej ojciec zabitego Evan Root.

Mężczyzna leczył się psychiatrycznie

Rodzina Roota wyjawiła, że 41-latek był leczony psychiatrycznie, w tym na chorobę afektywną dwubiegunową i zaburzenia schizoafektywne. W pozwie wyjaśniono, że był rozczarowany tym, że nie może zostać policjantem, dlatego czasami nosił pistolet do paintballa z przezroczystego plastiku.

– Funkcjonariusze i policjant stanowy muszą ponieść odpowiedzialność za skandaliczne czyny i złe poprowadzenie sprawy, opróżniając niemal magazynki i strzelając 31 razy, kiedy on leżał ledwo przytomny na ziemi krwawiąc – stwierdziła Jennifer Root, siostra 41-latka.

W pozwie przypomniano, że oskarżeni, w złożonym po incydencie oświadczeniu, nie wspominali nic o tym, by widzieli Roota wymachującego bronią. Funkcjonariusze mieli natomiast krzyknąć do Roota, by się położył, choć ten leżał już ranny na jezdni.

„Tak, zabiłem tego sku…na”

Pozew zawiera również opis nagrania wideo, z którego ma wynikać, że funkcjonariusze nie próbowali udzielić pomocy medycznej po strzelaninie. Mieli natomiast gratulować sobie nawzajem używając zwrotów – jak opisano w pozwie – „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”.

– Juston był miłym, kochającym synem i bratem, a jego śmierć to tragedia. Juston i nasza rodzina zasługują chociaż na ujawnienie prawdy oraz ukaranie odpowiedzialnych za jego śmierć – dodała.

Śledztwo przeprowadzone po zdarzeniu przez prokuraturę okręgową hrabstwa Norfolk ustaliło, że oddanie strzałów przez policjantów było uzasadnione. Zarówno bostońska jak i stanowa policja odmówiły komentarzy w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąd wypuści z aresztu Ireneusza M.? Jest jednym z oskarżonych o zabójstwo 15-latki z Miłoszyc

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu chce wypuścić z aresztu Ireneusza M. (45 l.), jednego z dwóch oskarżonych o zabójstwo 15-letniej Małgosi z Miłoszyc (Dolny Śląsk). Za tę zbrodnię 18 lat odsiedział niewinny Tomasz Komenda (44 l.). Oskarżony o zabójstwo i gwałt nastolatki, odsiaduje obecnie wyrok za skrzywdzenie innej kobiety. Miałby przywitać się z wolnością 6 września.

Tzw. proces miłoszycki rozpoczął się w maju ubiegłego roku. Na ławie oskarżonych zasiadają Ireneusza M. (45 l.) i Norberta Basiura (42 l.). Ten drugi od początku odpowiada z wolnej stopy i wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie w przypadku jego kompana w zbrodni. Po trwającym ponad 3 lata areszcie, Sąd Apelacyjny zdecydował, że wypuści Ireneusza M. na wolność. I to właśnie teraz, gdy biegli udowodnili, że to jego ślady DNA znajdowały się na ubraniu zamordowanej i zgwałconej w Sylwestra 1996 roku Małgosi. Pogrąża go też odcisk szczęki, który miał zostawić na ciele nastolatki.

– Sąd Apelacyjny nie uwzględnił wniosku Sądu Okręgowego o przedłużeniu Ireneuszowi M. aresztu do 5 grudnia. Przesłanki, jakie podniesiono sąd uznał za lakoniczne – wyjaśnia rzecznik wrocławskiej apelacji Małgorzata Lamparska. Rzeczniczka dodała też, że Ireneusz N. jest w areszcie ponad 3 lata i w takich warunkach również odbywa karę. Udało nam się ustali, że chodzi o gwałt.

– Oskarżony odbywa karę w areszcie, a więc jest to surowszy środek zabezpieczający, z poważniejszym reżimem – dodaje sędzia Lamparska. A to oznacza, że Ireneusz N. nie mógł np. ubiegać się o czasowe zwolnienie czy przerwę w odbywaniu kary. – Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka czy Konstytucji areszt nie może zastępować odbywania kary. Sąd Apelacyjny nie doszukał się szczególnych okoliczności, – podkreśla rzecznik. Dodała też, że sąd nie podziela argumentu, iż oskarżony miałby wpływać na postępowanie.

Tą szokującą dla wielu decyzję może jeszcze zaskarżyć prokuratura i wówczas o przedłużeniu aresztu zdecyduje już 3-osobowy skład, a nie, jak teraz, 1-osobowy. Wtedy okaże się czy Ireneusz M. poczeka na wyrok w sprawie zbrodni miłoszyckiej na wolności, czy w areszcie. Od początku nie przyznaje się do winy.

Zbrodnia miłoszycka i sprawa Tomasza Komendy

Tzw. proces miłoszycki dotyczy jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich lat, w której aresztowano i skazano Tomasza Komendę. W sylwestrową noc z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku, w małej miejscowości Miłoszyce (nieopodal Wrocławia) została zgwałcona i zamordowana 15-letnia Małgorzata K. Ciało nastolatki odnaleziono już 1 stycznia 1997 roku, pomiędzy zabudowaniami gospodarskimi. Nastolatka miała na sobie tylko skarpetki, a wokół ciała było pełno krwi. Szybko stało się jasne, że zgwałcona dziewczyna długo konała na śniegu.

Śledczy długo nie potrafili ustalić podejrzanych w tej sprawie, choć już na początku wśród przesłuchiwanych osób był Ireneusz M. Podczas jednego z przesłuchań miał on m.in. wyjawiać szczegóły, które mógł znać tylko sprawca. Sprawa zdawała się tkwić w martwym punkcie aż do 2000 roku, gdy po telewizyjnym programie, w którym pokazano wizerunek mężczyzny, z którym feralnej nocy miała bawić się Małgorzata K. To właśnie po programie na policję zadzwoniła kobieta twierdząca, że osoba na rysunku przypomina Tomasza Komendę. Tak rozpoczął się trwający wiele lat koszmar niewinnego mężczyzny, który został skazany na 25 lat pozbawienia wolności, choć cały czas twierdził, że jest niewinny.

Dopiero po kilkunastu latach sprawa ponownie trafiła pod lupę prokuratury. W 2017 roku wyszło na jaw, iż związek ze sprawą może mieć nie kto inny, a Ireneusz M., który był karany za gwałty. W 2018 roku Tomasz Komenda wyszedł na wolność, a śledczy dalej badali sprawę zbrodni miłoszyckiej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest akt oskarżenia ws. organizacji finału WOŚP, podczas którego zabito Pawła Adamowicza

Jest akt oskarżenia w sprawie organizacji finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku, podczas którego zamordowany został Paweł Adamowicz – dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa. Do sądu skierowała go już Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Zarzuty w tej sprawie w lutym usłyszało 7 osób.

Śledczy podtrzymali wszystkie zarzuty – powiedziała RMF FM Marzena Muklewicz z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. Oskarżonych będzie więc siedmioro.

Dwóch policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku oraz urzędnika z Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Gdańsku śledczy oskarżają o niedopełnienie obowiązków służbowych w związku z wydawaniem zgód na organizację finału WOŚP i o narażenie jego uczestników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. O drugie z tych przestępstw oskarżeni zostali dwaj ochroniarze z agencji Tajfun i dwie osoby z Regionalnego Centrum Wolontariatu w Gdańsku, w tym była prezes centrum.

Gdy w lutym prokuratorzy przedstawiali zarzuty, żadna z podejrzanych osób nie przyznała się do winy.

13 stycznia 2019 r. wieczorem Pawła Adamowicza zaatakował nożem 27-letni Stefan W. Wtargnął na scenę podczas koncertu zorganizowanego w ramach gdańskiego finału WOŚP.

Napastnik został złapany. 53-letni prezydent w bardzo ciężkim stanie trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Lekarzom nie udało się go uratować.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Są wyroki ws. afery mieszkaniowej w Poznaniu

W poznańskim sądzie zapadł wyrok w sprawie afery mieszkaniowej, w której głównymi oskarżonymi byli notariuszka Violetta D. i doradca finansowy Mariusz T. Oszuści podstępem przejęli 165 nieruchomości od niczego nieświadomych ludzi. Sprawa ciągnęła się latami. Samo odczytywanie wyroków trwało trzy godziny!

To jedna z większych afer w Wielkopolsce. Oszuści podstępem przejęli 165 nieruchomości, w tym mieszkania, domy, działki budowlane i gospodarstwa rolne. Głównymi oskarżonymi o oszustwa na 44 mln zł byli notariuszka Violetta D. i doradca finansowy Mariusz T., ale zarzuty w tej olbrzymiej aferze usłyszało łącznie 40 osób. Akt oskarżenia to tysiące stron. Same zarzuty zajęły ich aż 425!

Na czym polegał proceder? Oszuści wyszukiwali osób, które pilnie potrzebowały pieniędzy. Na swoje ofiary wyszukiwali osoby starsze, nieporadne życiowo, którym trudniej byłoby się połapać w oszustwie. Następnie oferowali im pożyczki na atrakcyjnych warunkach, ale pod zastaw nieruchomości. Jednak zamiast umowy kredytowej, wręczali umowy przedwstępne sprzedaży nieruchomości.

– Te osoby najczęściej skupiały się na wizji uzyskania pomocy, były wprowadzane w błąd w sprawie zasad udzielania pożyczek lub niezgodnie z prawdą mówiono im, że pewne zapisy są fikcyjne i nic im nie grozi. Pokrzywdzeni byli nieświadomi, co podpisują. Ich nieruchomości były obciążane. Podpisywali pełnomocnictwa do rozporządzenia ich mieszkaniami, ale te dokumenty były im podsuwane w ciągu różnych dokumentów, nie wiedzieli więc, co podpisują. Istotna była także rola oskarżonej notariusz, która ręczyła za uczciwość innych oskarżonych. Notariusz ponadto nie informowała pokrzywdzonych o szczegółach transakcji, nie upewniła się, że rozumieją, co podpisują. Czynności w kancelarii przebiegały w atmosferze pośpiechu, podczas aktów prowadzono rozmowy odbiegające tematyką od samej czynności – mówił podczas ogłaszania wyroku sędzia Antoni Łuczak.

Gdy pierwsi pokrzywdzeni zaczęli się zgłaszać do prokuratury w 2010 roku, sprawy były umarzane. Dopiero po jakimś czasie śledczy zaczęli kojarzyć fakty i wpadli na trop olbrzymiej afery mieszkaniowej.

Ostatecznie w sprawie skazanych zostało 35 osób. Największe wyroki usłyszeli notariuszka i doradca finansowy. Violetta D. została skazana na 14 lat więzienia, grzywnę w wysokości 480 tys. zł oraz 10 lat zakazu wykonywania zawodu. Mariusz T. usłyszał wyrok 12,5 roku pozbawienia wolności i takie same dodatkowe kary, co Violetta D.

T. był przygotowany na wyrok skazujący. Do sądu przyszedł ze spakowaną torbą z rzeczami osobistymi. Choć wyrok jest nieprawomocny, tuż po procesie trafił do aresztu w ramach środka zapobiegawczego. Violetta D. nie była obecna w sądzie, jednak także ona ma niezwłocznie trafić za kratki. Jej poszukiwaniem zajmuje się policja.

Obrońcy oskarżonych zapowiadają apelację.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ciała 39 wietnamskich migrantów w ciężarówce. Aresztowano 26 osób

Francuska prokuratura poinformowała w środę (27 maja) o aresztowaniu we Francji 13 osób i kolejnych 13 w Belgii w związku ze śmiercią 39 wietnamskich migrantów, których ciała znaleziono w październiku ubiegłego roku w ciężarówce pod Londynem. W ramach śledztwa w sprawie tej tragedii, prowadzonego wspólnie przez Wielką Brytanię, Irlandię, Francję i Belgię, dokonano we wtorek 16 przeszukań głównie w Brukseli i aresztowano 13 osób – 11 Wietnamczyków i dwóch Marokańczyków. 13 osób zatrzymano w rejonie Paryża.

Osoby aresztowane przez policję są również podejrzane o udział w ogromnym handlu ludźmi między Francją, Belgią i Zjednoczonym Królestwem. Francuska prokuratura nie sprecyzowała narodowości osób zatrzymanych, lecz źródło zbliżone do śledztwa twierdzi, że są to głównie Wietnamczycy.

„Podejrzewa się, że sieć utworzona przez handlarzy ludźmi prawdopodobnie transportowała do kilkudziesięciu osób dziennie przez kilka miesięcy” – podkreśla belgijska prokuratura.

„Organizacja skupiła się na transporcie imigrantów z Azji, głównie z Wietnamu” – dodała belgijska prokuratura, podkreślając, że „podejrzewa się, że to ta siatka umożliwiła” przemyt 39 nielegalnych migrantów, którzy zostali znalezieni martwi 23 października w dzielnicy przemysłowej w Grays w Wielkiej Brytanii.

Rozprawa

Maurice Robinson, pochodzący z Irlandii Północnej kierowca ciężarówki, w której znaleziono ciała, przyznał się w kwietniu w Londynie podczas rozprawy wstępnej do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa. Drugi oskarżony w tej sprawie, Gheorge Nica, który ma podwójne obywatelstwo rumuńskie i brytyjskie, nie przyznał się ani do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa, ani do pomocy w nielegalnej imigracji.

W rozprawie uczestniczyło jeszcze trzech innych oskarżonych – jeden mieszkaniec Irlandii Północnej oraz dwóch mieszkających w Wielkiej Brytanii Rumunów. Wszystkim trzem poprzednio postawiono zarzuty udziału w spisku w celu pomocy w nielegalnej imigracji.

Właściwy proces oskarżonych rozpocznie się 5 października.

Tragiczne zdarzenie

W nocy z 22 na 23 października zeszłego roku na terenie parku przemysłowego w Grays w hrabstwie Essex w kontenerze-chłodni na naczepie ciężarówki prowadzonej przez Robinsona odkryto ciała 31 mężczyzn i ośmiu kobiet. Wśród zmarłych było 10 nastolatków, w tym dwóch 15-letnich chłopców. Wszyscy zmarli byli Wietnamczykami. Kontener tej samej nocy przypłynął promem z Zeebrugge w Belgii. W marcu poinformowano, że wszyscy zmarli w wyniku niedoboru tlenu lub wychłodzenia, bądź połączenia tych czynników.
Źródło info i foto: interia.pl

Szwecja: Dwóch Polaków oskarżonych o zabójstwo 70-latka

Dwóch Polaków urodzonych w 1971 r. oskarżonych o zabójstwo 70-letniego mężczyzny w Szwecji. 31 lipca 2019 roku 70-letni Gert-Inge Bertinsson został zamordowana w Markaryd, Småland, w południowo-wschodniej Szwecji.

Ciało mężczyzny zostało znalezione w lesie 10 sierpnia. Policjanci rozpoczęli poszukiwania podejrzanych o zabójstwo. W sierpniu 2019 roku jeden mężczyzna został aresztowany w Polsce. Drugiego udało się zatrzymać w grudniu.

Obaj mężczyźni urodzili się w 1971 roku i zostali oskarżeni o brutalne zabójstwo, próbę zabójstwa oraz kradzież samochodu ofiary. Jeden z mężczyzn jest również oskarżony o próbę oszustwa, próbę wypłaty pieniędzy z konta bankowego zamordowanego.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Sąd w Charkowie wypuścił zamachowców na wolność. Wcześniej skazał ich na dożywocie

Sąd w Charkowie skazał w sobotę trzech mężczyzn na dożywocie za zorganizowanie zamachu terrorystycznego przed miejscowym Pałacem Sportu w lutym 2015 roku. Jednocześnie skazanych uwolniono, ponieważ… mają zostać objęci wymianą jeńców. Skazani to Wołodymyr Dwornikow, Wiktor Tetiucki i Serhij Baszłykow. Zostali oni oskarżeni o przeprowadzenie ataku terrorystycznego, nielegalne użycie broni i współudział w przeprowadzeniu ataku terrorystycznego. Sąd zdecydował także o konfiskacie ich całego mienia.

Ukraiński prokurator Wołodymyr Lymar wyjaśnił, że sąd podjął decyzję o uwolnieniu oskarżonych, ponieważ zostali oni objęci wymianą jeńców między władzami Ukrainy a prorosyjskimi separatystami w Donbasie, do której ma dojść w niedzielę – podała agencja AFP.

Rzucili ładunek w uczestników marszu

Do zamachu doszło w lutym 2015 roku niedaleko Pałacu Sportu w Charkowie, podczas marszu pokojowego z okazji pierwszej rocznicy zwycięstwa prozachodniej rewolucji godności. Pomiędzy uczestników marszu rzucono ładunek wybuchowy, w wyniku czego zginęły cztery osoby. Jeszcze tego samego dnia zatrzymano cztery osoby, a Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) podała, że podejrzani o zamach przeszli szkolenie i otrzymali broń w Rosji.

W niedzielę wymiana jeńców między Rosją a Ukrainą

W niedzielę ma dojść do wymiany jeńców między władzami Ukrainy a prorosyjskimi separatystami w Donbasie. Według Darii Morozowej, mediator ze strony samozwańczej separatystycznej Donieckiej Republiki Ludowej, Ukraina przekaże 87 jeńców z samozwańczych separatystycznych: Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej, natomiast w przeciwną stronę przekazanych zostanie 55 osób.

Wymianę uzgodniono podczas szczytu czwórki normandzkiej (Ukraina, Rosja, Niemcy, Francja) w Paryżu 9 grudnia na temat uregulowania konfliktu w Donbasie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl