Policjanci okazali się gangsterami. Usłyszeli zarzuty

Mają od 33 do 41 lat. Ich misją miała być ochrona prawa i obywateli. Okazało się jednak, że mają to za nic, ponieważ wolą się wzbogacić. Trzej, byli już, policjanci z Bogatyni i Zgorzelca (woj. dolnośląskie) mają sporo na sumieniu. Prokuratura zarzuca im m.in. udział w zorganizowanych grupach przestępczych.

Mężczyźni, którym prokuratura w Jeleniej Górze właśnie postawiła zarzuty, to byli policjanci komisariatu w Bogatyni i komendy powiatowej w Zgorzelcu w wieku od 33 do 41 lat. Zostali zatrzymani w styczniu 2019 roku. Najwyraźniej sumienie ich nie gryzło, ponieważ w tym momencie dwóch z nich nadal pełniło służbę!

Dwóch z oskarżonych, Sławomir N. i Paweł M., usłyszało po 6 zarzutów, a trzeciemu, Pawłowi S. zostało przedstawionych łącznie 10 zarzutów. – Poza udziałem w grupach przestępczych, popełnili szereg innych czynów zabronionych, w tym m.in. przyjmowania korzyści majątkowych w zamian za zaniechanie czynności służbowych oraz przekazywanie informacji o prowadzonych postępowaniach karnych – wyjaśnia Tomasz Czułowski, rzecznik jeleniogórskiej prokuratury okręgowej.

Jak ujawnia prokuratura, policjanci nieźle się na tym wzbogacili. W zamian za porzucenie sprawy odkrytej plantacji marihuany, we trzech zgarnęli okrągłą sumkę 80 tysięcy złotych. To ich najwyraźniej rozzuchwaliło. Dwóch z nich przyjęło 40 tysięcy złotych łapówki w zamian za odstąpienie od ścigania złodziei samochodów. Potem próbowali sprzedać 3,5 kilograma substancji psychotropowych, ale kupiec się rozmyślił, więc do transakcji nie doszło.

Z kolei trzeci z oskarżonych celowo umożliwił poszukiwanemu przestępcy ucieczkę sabotując jego zatrzymanie. W zamian za łapówki miał też ukrywać informacje o pobiciu innej osoby, podawać nieprawdziwe dane w notatce służbowej z interwencji, przekazywać przestępcom informacje o prowadzonych postępowaniach, a nawet nakłaniać kogoś do fałszywego zawiadomienia o przestępstwie, które miał popełnić inny policjant.

– Oskarżeni uczynili sobie z procederu łapownictwa stałe źródło dochodu – podkreśla prok. Czułowski. – Łącznie przyjęli korzyści majątkowe w kwocie około 350 tysięcy złotych – wylicza. Teraz mogą trafić za kratki nawet na 20 lat.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Szczecin: Ruszył proces ws. oszustw przy zamianie mieszkań. Notariusze wśród oskarżonych

W Sądzie Okręgowym w Szczecinie rozpoczął się w czwartek proces w sprawie wyłudzania mieszkań. Oskarżonych jest 11 osób, w tym notariusze, którzy usłyszeli zarzuty pomocnictwa.

Siedem osób zostało oskarżonych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która działała w Szczecinie, Policach i Warniku. Oszukanych miało być 50 osób, a wartość wyrządzonej szkody oszacowano na niemal 4 mln zł.

Grupa – według prokuratury – wyłudzała mieszkania. Oskarżeni mieli doprowadzać pokrzywdzonych do niekorzystnego rozporządzania lokalami – osoby, które oszukali, traciły tytuły prawne do zajmowanych mieszkań i nie otrzymywały w zamian ekwiwalentnych świadczeń. Zdaniem śledczych, grupa wykorzystywała niezdolność pokrzywdzonych do zrozumienia podejmowanych czynności prawnych.

Oskarżeni – według prokuratury – docierali do pokrzywdzonych posiadających mieszkania m.in. przez ich znajomych i odpowiadając na ogłoszenia o zamianie mieszkań. Oferowali zamianę mieszkania na mniejsze z jednoczesną spłatą zadłużenia i ewentualną dopłatą.

Jeżeli pokrzywdzeni nie byli właścicielami lokali, w których mieszkali, ale mieli spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu, oskarżeni mieli im przekazywać pieniądze na sfinansowanie przekształcenia tego prawa w spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu.

Po akceptacji zaproponowanych warunków zamiany oskarżeni mieli pokazywać pokrzywdzonym mieszkania, w których ci mogliby zamieszkać. Jeśli pokrzywdzeni byli zainteresowani, zawierano jedną lub kilka umów cywilnoprawnych; ich treść nie odpowiadała jednak ustaleniom.

Pokrzywdzeni byli zawożeni do współpracujących z oskarżonymi kancelarii notarialnych, gdzie podpisywano dokumenty, na których podstawie ofiary traciły tytuły prawne do dotychczas zajmowanych lokali. Mieszkania, które nabywali, nie były tymi, które im pokazywano: miały znacznie gorszy standard. Zdarzało się też, że pokrzywdzeni po zawarciu umowy byli umieszczani w lokalach, które podejrzani jedynie wynajęli albo w ogóle nie otrzymywali w zamian jakiegokolwiek lokalu, lecz byli dokwaterowywani do innych oszukanych osób.

Czworgu notariuszy (dwóch nie wykonuje już zawodu) prokuratura zarzuca pomocnictwo w oszustwie i niedopełnienie obowiązków funkcjonariuszy publicznych: nie udzielali pokrzywdzonym informacji, których powinni udzielić.

Grupą przestępczą miał kierować Robert M. Jego rola – według aktu oskarżenia – polegała m.in. na „założeniu zorganizowanej grupy przestępczej, wydawaniu poleceń pozostałym członkom grupy, koordynowaniu i nadzorowaniu ich działań, zapewnianiu środków finansowych na realizację poszczególnych czynów zabronionych”.

Robert M. miał m.in. uczestniczyć w rozmowach dotyczących zamiany mieszkań, posługując się przy tym fałszywymi danymi osobowymi. Miał też uczestniczyć w zawieraniu aktów notarialnych, nadzorować przewożenie rzeczy osób, które zamieniły mieszkania, i brać udział w sprzedaży wyłudzonych lokali osobom trzecim.

Mężczyzna nie przyznał się do winy. Podczas czwartkowej rozprawy odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy (oprócz jednego, który odbywa karę więzienia za inną sprawę). Kolejna rozprawa ma się odbyć 10 września.
Źródło info i foto: TVP.info

Bratysława: Wielka bijatyka z udziałem polskich pseudokibiców. Zdemolowano wiele restauracji

W środę wieczorem, w centrum Bratysławy, doszło do gwałtownego starcia piłkarskich pseudokibiców. Według informacji policji i słowackich mediów, wśród walczących byli chuligani Cracovii, Lewskiego Sofia i Ajaksu Amsterdam. W ruch poszły pięści, noże, rzucano ciężkimi przedmiotami, zdemolowano pobliskie restauracje. Jak dowiedział się tvn24.pl, 107 osób zostało zatrzymanych i oskarżonych o chuligaństwo. Wśród nich jest 41 Polaków, 15 Holendrów i 51 Bułgarów. 17 osób zostało rannych.

Jak podaje portal słowackiego dziennika „SME”, pobili się kibice Cracovii (w czwartek Pasy w Dunajskiej Stredzie rozegrają pierwszy mecz eliminacyjny w Lidze Europy) i Lewskiego Sofia (bułgarski zespół będzie rywalizować w Rużomberku). Chuliganów z Polski mieli w pewnym momencie wesprzeć fanatycy Ajaksu Amsterdam. Bijatyka trwała ponad 15 minut.

Stu funkcjonariuszy

„Mimo że policja była przygotowana na możliwość zakłócenia porządku publicznego przez fanów z Bratysławy i z Polski, doszło do przypadkowego starcia między polskimi i bułgarskimi kibicami na ulicy Venturskiej” – podała miejscowa policja na swoim profilu w mediach społecznościowych. Poinformowano także, że w akcji wzięło udział 100 funkcjonariuszy. Bezpośrednio po awanturze na miejscu starć pseudokibiców policja zatrzymała kilkadziesiąt osób, a następne kilkanaście zostało schwytanych nieopodal miejsca zajścia. Z uwagi na bezpieczeństwo przechodniów, zamknięto część ulic.

Jak podano, kilkunastu rannych zabrały karetki. Według źródeł tvn24.pl w słowackiej policji, w sumie zatrzymano 107 osób. O chuligaństwo oskarżono 41 Polaków, 51 Bułgarów i 15 Holendrów.

Środki ostrożności

Słowacka policja była cały dzień w gotowości, ponieważ tego dnia ochraniała mecz miejscowego Slovana z czarnogórskim FK Sutjeska Niksić w 1. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Jak twierdzą źródła policyjne, pseudokibice Ajaksu planowali zakłócić jago przebieg, poprzez starcie z fanami z Bratysławy, ale zostali powstrzymani. Policja wiedziała też, że do miasta przyjadą fanatycy Cracovii, i – jak poinformowano – podjęła szczególne środki ostrożności. Niestety, nie udało się zapewnić całkowitego bezpieczeństwa w centrum miasta, w którym około godziny 21. doszło do bardzo groźnych starć. W ich efekcie zdemolowanych zostało wiele restauracji.
Źródło info i foto: eurosport.tvn24.pl

Wielka Brytania: Renomowana kancelaria broni Polaków skazanych za zabójstwo. Prawdziwy winny jest na wolności?

Dwaj mężczyźni odsiadują w Wielkiej Brytanii wyroki dożywocia za zabójstwo innego Polaka. Jak opisuje „Superwizjer”, skazano ich w procesie poszlakowym, a ławnicy nie byli zgodni. Winny może być trzeci z oskarżonych, który został uniewinniony.

Grzegorz Pietrycki w wieku 25 lat wyjechał do pracy do Wielkiej Brytanii. Po dwóch latach, w sierpniu 2016 roku, został zamordowany wynajmowanym m.in. przez niego mieszkaniu w Londynie – opisuje Superwizjer TVN. O morderstwo oskarżono trzech innych Polaków – Patryka Pacheckę, Grzegorza Szala i Grzegorza G. Pierwsi dwaj zostali uznani za winnych i skazani na dożywocie. Trzeciego uniewinniono.

Teraz prestiżowa kancelaria Carmelite Chambers za darmo broni Pachecki i złożyła w jego imieniu apelację. Także prawnicy Szali odwołują się od wyroku. Według brytyjskiej prawniczki Siobhan Grey znaczenie dla ławników – którzy nie zdecydowali o winie jednogłośnie – miał m.in. fakt, że Pachecka i Szal mieli na koncie wyroki w Polsce, zaś Grzegorz G. teoretycznie nie miał konfliktów z prawem. Jednak reporterzy ustalili, że on także był kiedyś skazany, ale wyrok uległ zatarciu. Ponadto prawnicy mają wątpliwości m.in. co do zeznań świadków, których nie wzięto pod uwagę.

Skazani twierdzą, że słabo znali Grzegorza G. Przed zabójstwem mężczyzna miał być zdenerwowany, ponieważ rzuciła go partnerka. Zażywał amfetaminę i razem z Szalą pił alkohol. W nocy obaj udali się do domu późniejszej ofiary, Grzegorza Pietryckiego. Pachecka wtedy już tam był. Wywiązała się kłótnia między Pietryckim a Grzegorzem G. Skazani mężczyźni twierdzą, że nie byli w pokoju, gdy G. miał wyciągnąć nóż i zaatakować Pietryckiego (choć ich wersje nie są całkowicie spójne).

„W relacji Pachecki, sytuacja wyglądała tak: – Wróciłem się do tego pokoju i zobaczyłem miejsce rzeźni. Zobaczyłem dwie osoby, Grzegorza Pietryckiego, który nie żyje i Grzegorza G, który go trzymał. Trzymali się oburącz, jak zapaśnicy. Cały pokój był we krwi. Z Pietryckiego leciało jak z rynny. Jedyne na co było mnie stać, to po prostu krzyczałem: ‚Weź go zostaw, debilu’. Wybiegłem z tego domu. Nogi same pobiegły” – podaje Superwizjer.

Pachecka został zatrzymany i przeszukany krótko po zdarzeniu. Nie stwierdzono na nim śladów krwi. Grzegorz G. uciekł z miejsca zdarzenia, zmienił numer telefonu i z pomocą byłej dziewczyny wynajmował mieszkanie na fałszywe nazwisko. Zatrzymano go dopiero pięć miesięcy później.

Skazani mężczyźni na początku sprawy zmieniali zeznania i prezentowali różne wersje historii, co także wpłynęło na ich niekorzyść. Tłumaczą to tym, że przez wcześniejsze zatargi z prawem i wyroki na początku nie mówili prawdy. – Siedziałem w kryminale i bym nie potrafił iść na policję i sprzedać – mówił dziennikarzom Pachecka. Z kolei Grzegorz G. odmówił składania wyjaśnień i – według relacji Pachecki – przekonywał, że boi się dwóch pozostałych, ponieważ są kryminalistami. Pachecka zapowiada, że będzie walczył, by udowodnić swoją niewinność i móc wrócić na wolność i do rodziny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Francja: Policjanci zgwałcili turystkę. Grozi im 20 lat pozbawienia wolności

Kobieta miała zostać zgwałcona w pubie niedaleko siedziby głównej policji w Paryżu. Przed sądem staną dwaj funkcjonariusze prestiżowej jednostki BRI. Brygada specjalizuje się w zwalczaniu poważnych przestępstw. Policjanci mieli zgwałcić kanadyjską turystkę w 2014 roku – donosi „The Independent”.

Kobieta twierdzi, że poznała sprawców w pubie. Po wypiciu kilku drinków mężczyźni zaproponowali jej nietypowy sposób na zwiedzanie miasta. Policjanci zaoferowali, że pokażą turystce słynną komendę, która często pojawia się w filmach kryminalnych.

Widziałam to miejsce tyle razy w kinie, byłam nim zafascynowana – mówiła Kanadyjka w wywiadzie dla francuskiej telewizji.

Jak twierdzi, po dotarciu na miejsce, została kilkakrotnie zgwałcona. Początkowo sędziowie odrzucili pozew, jednak paryski prokurator i ofiara złożyli apelację, która została rozpatrzona pozytywnie. Pierwsza rozprawa odbędzie się w poniedziałek.

Funkcjonariuszom grozi do 20 lat więzienia. Chociaż początkowo zatrzymano trzech mężczyzn, tylko dwóch z nich usłyszało zarzuty. Na bieliźnie turystki znaleziono ślady DNA oskarżonych funkcjonariuszy oraz trzeciej osoby, której nie udało się zidentyfikować.
Źródło info i foto: o2.pl

Ruszył proces oskarżonych o zabójstwo Dżamala Chaszodżdżiego

Prokurator generalny Arabii Saudyjskiej formalnie zażądał kary śmierci dla pięciu mężczyzn, oskarżonych o zabicie Dżamala Chaszodżdżiego. W Rijadzie w czwartek rozpoczął się proces z udziałem 11 osób, mających związek z zamordowaniem dziennikarza.

Na ławie oskarżonych zasiadło 11 mężczyzn w asyście ich adwokatów. Po rozprawie wydano oświadczenie, w którym poinformowano, że „prokurator generalny żąda kary śmierci dla pięciu oskarżonych z powodu ich bezpośredniego zaangażowania w morderstwo”.

Opozycyjny wobec władz w Rijadzie dziennikarz Dżamal Chaszodżdżi został zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule, do którego poszedł 2 października, by załatwić formalności związane ze swoim ślubem. Władze saudyjskie przez długi czas twierdziły, że nie mają nic wspólnego z jego zaginięciem, ale ostatecznie przyznały, że doszło do zabójstwa.

Cały czas nie jest jasne, czy saudyjski następca tronu, książę Muhammad ibn Salman, zlecił bądź wiedział o planowanym zabójstwie. Choć część zabójców wywodzi się z bezpośredniego otoczenia księcia, Rijad utrzymuje, że zostało ono przeprowadzone bez jego wiedzy. Jednak według różnych doniesień medialnych CIA ma nagrania rozmów wskazujące, że było inaczej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Turcja: Wydano nakazy aresztowania wojskowych oskarżanych o udział w próbie obalenia rządów Erdogana

Turecka policja rozpoczęła w piątek na polecenie prokuratury w Stambule nową serię aresztowań wśród wojskowych, którym zarzuca się udział w zamachu stanu z 2016 roku. Wydano 103 nowe nakazy aresztowania dotyczące członków sił zbrojnych w całym kraju. Motywem kolejnej czystki w tureckich siłach zbrojnych są podejrzenia o udział w spisku, o którego zorganizowanie z zamiarem obalenia rządu oskarża się islamskiego kaznodzieję zamieszkałego w USA Fethullaha Gulena.

Wpływowe bractwo religijne Gulena było bliskim sojusznikiem Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), która rządzi Turcją od 2002 roku, ale oba ugrupowania od 2013 roku ścierają się ze sobą w walce o władzę. Jak poinformowało tureckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, w ciągu ostatnich dziesięciu dni 500 osób zostało zatrzymanych przez policję pod zarzutem współdziałania ze zwolennikami Gulena. Od czasu nieudanego zamachu stanu usunięto z wojska w związku z podejrzeniami o związki z Gulenem 8500 członków tureckich sił zbrojnych, w tym 150 generałów. Stanowi to 3,5 proc. tureckich sił zbrojnych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Oskarżeni w aferze reprywatyzacyjnej Jakub R. i jego matka wyjdą z aresztu za kaucją

Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł w czwartek, że areszt wobec głównych oskarżonych w związku z tzw. aferą reprywatyzacyjną Jakuba R. i jego matki Aliny D. będzie mógł zostać uchylony po wpłaceniu kaucji – poinformował PAP obrońca Jakuba R. adwokat Artur Pietryka.

W sierpniu Sąd Apelacyjny we Wrocławiu przedłużył Alinie D. i Jakubowi R. areszt do 21 października. Przebywają oni w areszcie od ponad półtora roku. Na początku października do warszawskiego sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko D. i R. oraz siedmiu innym osobom. Pietryka przekazał PAP, że w warszawskim sądzie okręgowym odbyło się w czwartek posiedzenie niejawne „w przedmiocie rozstrzygnięcia o dalszym stosowaniu aresztu wobec Jakuba R. i jego matki”.

Adwokat dodał, że decyzją sądu były urzędnik Biura Gospodarki Nieruchomościami w stołecznym ratuszu Jakub R. będzie mógł wyjść z aresztu po wpłaceniu do 16 listopada 2 mln zł poręczenia majątkowego. Natomiast kwota kaucji wobec jego matki wynosi 500 tys. zł. „Zamiast aresztu obowiązuje wtedy poręczenie majątkowe i inne środki nieizolacyjnie, typu dozór policji, zakaz opuszczania kraju zatrzymanie paszportu” – dodał mecenas Pietryka.

Obrońca przekazał też, że oskarżeni nadal przebywają w areszcie; nie poinformował, czy zamierzają oni wpłacić kaucje.

Jakub R. przebywa w areszcie pod zarzutem m.in. przyjęcia ponad 30 mln zł między innymi w związku z nieuczciwą reprywatyzacją działki na Placu Defilad, tuż przy Pałacu Kultury i Nauki. Natomiast jego matce Alinie D. prokuratura zarzuciła, że wspólnie i w porozumieniu z synem brała udział w oszustwie dot. m.in. reprywatyzacji działki na Placu Defilad, tuż przy Pałacu Kultury i Nauki.

D. miała też – zdaniem prokuratury – wspólnie i w porozumieniu z Jakubem R. oraz adwokatem Robertem N. brać udział w oszustwie dotyczącym wydania decyzji administracyjnych dot. 11 innych nieruchomości położonych w Warszawie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Brazylia: Udana akcja policji. 650 osób oskarżonych o zabójstwa

W piątek brazylijska policja aresztowała w 16 z 27 stanów 650 osób formalnie oskarżonych o zabójstwa. Przestępstwa te motywowane były w większości „dyskryminacją wobec kobiet” – poinformował rząd brazylijski. Brazylijski minister bezpieczeństwa publicznego Raul Jungmann zapowiedział na konferencji prasowej zwołanej w toku akcji policji, że do końca dnia spodziewa się aresztowania w sumie około tysiąca oskarżonych o zabójstwa.

Wśród dotąd aresztowanych jest ponad 60 osób niepełnoletnich.

„Wcielamy właśnie w życie Jednolity System Bezpieczeństwa Publicznego i będziemy dokonywali coraz więcej tego typu operacji” – zapowiedział Jungmann.

Przeprowadzenie piątkowej akcji aresztowań Jungmann zapowiedział już w lipcu na nieoficjalnym spotkaniu szefów policji cywilnej. Powiedział wówczas, że na liście oskarżonych o morderstwa, ale przebywających na wolności, jest wielu sprawców zabójstw na tle seksualnym.
Źródło info i foto: interia.pl

Okrutny samosąd pod Sierakowem. Kto jest winny?

– Tomek wziął kij i zaczął uderzać w krtań. Uderzeń było pięć-sześć – przekonywał Piotr D., jeden z oskarżonych o zabójstwo 26-latka pod Sierakowem. – To nieprawda. Ja i mój brat go nie zabiliśmy – odpierał zarzuty Tomasz D., drugi z oskarżonych.

W środę miały odbyć się mowy końcowe w procesie w sprawie morderstwa 26-letniego Patryka R. z Sierakowa, który półtora roku temu przepadł bez wieści. Po kilku tygodniach policja odkopała w lesie jego zmasakrowane zwłoki.

O zabójstwo oskarżono trzech młodych mieszkańców Sierakowa, w tym dwóch braci – Tomasza i Mateusza D. Ich motywem miała być zemsta, bo zamordowany nie zapłacił za szyby, które wcześniej wybił w ich domu. Zeznający podczas procesu mieszkańcy Sierakowa potwierdzali, że bracia byli zastraszani przez Patryka R., który „był nieobliczalny”.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl