Francuski parlament ostrzega przed islamskimi radykałami

Francuski parlament ogłosił w środę rano raport ostrzegający przed islamskimi radykałami między innymi wśród pracowników transportu publicznego, więziennictwa, oświaty czy klubów sportowych.

Autorzy raportu, deputowani Eric Diard z centroprawicowej partii Republikanie i Eric Poulliat z prezydenckiego ugrupowania La Republique en Marche, zalecają częstsze i bardziej systematyczne kontrole administracyjne zarówno przy zatrudnianiu, jak i wobec już zatrudnionych pracowników.

Deputowani wskazują, że w „przeludnionych więzieniach”, odsiadujący wyroki terroryści islamscy nie są naprawdę oddzieleni od innych więźniów, a do radykalizacji dochodzi również wśród strażników. Autorzy raportu wymieniają przypadek jednego z nich, modlącego się wraz z uwięzionym islamistą. Inny pracownik więzienia, gdy uznano go za „zradykalizowanego”, przeniesiony został do pracy do zakładu dla małoletnich. Według raportu sprawą zradykalizowanych kobiet nikt się nie zajmuje.

W dokumencie zwrócono uwagę na „brak czujności” przy zatrudnianiu pracowników paryskiego transportu publicznego. Jednym z terrorystów, który 13 listopada 2015 roku w Paryżu brał udział w masakrze w sali koncertowej Bataclan, był były kierowca paryskiego autobusu.

Autorzy raportu za „zadziwiające” uważają to, że pracownicy paryskich portów lotniczych, mający kartoteki „zradykalizowanych”, posiadają przepustki do „stref bezpieczeństwa” tych lotnisk.

Według raportu szczególnie niebezpieczna jest sytuacja w „niektórych klubach sportowych”, gdzie pewne sale i urządzenia zakazane są dla kobiet. Tam, gdzie kobiety są dopuszczane, obowiązują zasłony zakrywające włosy. W szatniach odbywają się wspólne modlitwy, w stołówkach i bufetach dostać można jedynie żywność z uboju halal, czyli sporządzoną według muzułmańskich przepisów rytualnych. W planowaniu zawodów bierze się pod uwagę święta muzułmańskie.

Rady miejskie nie badają profili strażników miejskich, jeszcze większa pobłażliwość panuje przy zatrudnianiu ochroniarzy, „co ma szczególne znaczenie przed zbliżającymi się igrzyskami olimpijskimi” w 2024 roku – zauważają komentujący raport dziennikarze.

„Raczej nie ulegają radykalizacji” siły bezpieczeństwa, a więc policja, żandarmeria i wojsko, a to „dzięki skutecznej polityce prewencji i wykrywania” – czytamy w raporcie, cytowanym w środowym numerze dziennika „Le Parisien”. W policji i żandarmerii „jest 30 przypadków wymagających czujności”; procentowo jest to liczba niewielka, ale bynajmniej „nie bez znaczenia w okresie, gdy zagrożeni jesteśmy bardziej niż kiedykolwiek” – dodano.

Komentując raport w dzienniku „Le Figaro” Yves Threard stwierdził, że wskazuje on na sprawę oczywistą, jaką jest coraz szybszy „postęp walczącego i zdobywczego islamu na naszej ziemi”. Publicysta uznał opisywaną przez deputowanych sytuację za „owoc lat tchórzliwej słabości”. Wyraził przy tym nadzieję, że raport „spowoduje wstrząs” w społeczeństwie i „zmusi w końcu prezydenta (Emmanuela) Macrona, by zaprzestał wstydliwego milczenia i potwierdził znaczenie laickości we Francji”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policja ostrzega przed fałszywymi stronami udającymi pośredników szybkich płatności

​Policja ostrzega przed fałszywymi stronami udającymi pośredników szybkich płatności. Na atak narażeni się użytkownicy bankowości internetowej i mobilnej robiący zakupy przez internet. Przestępcy podszywają się pod serwisy takie jak Dotpay, PayU czy Przelewy24. Strony wyłudzają loginy i hasła do bankowości internetowej, a także kody autoryzacyjne zatwierdzające przelewy. Osoby, które nie zachowują ostrożności, mogą stracić swoje oszczędności.

Jak zaznacza policja, takich stron jest wiele. Tylko w marcu odnotowano ponad 100 różnych witryn prowadzonych przez oszustów. Na strony możemy trafić przez linki w SMS-ach, komunikatorach internetowych lub poprzez fałszywe sklepy internetowe.

Policja zwraca uwagę, by uważać na wiadomości o konieczności zapłaty drobnych kwot, które zawierają linki do strony udającej pośrednika płatności. Przed wykonaniem przelewu najlepiej skonsultować się z operatorem, czy sklepem, który figuruje jako nadawca wiadomości, istnieje.

Należy także zwracać uwagę na link w pasku przeglądarki, czy aby na pewno pokrywa się z adresem strony naszego banku. W wypadku, gdy jest inny – powinno się powiadomić swój bank.

Trzeba także zwracać uwagę na treści SMS-ów z kodem autoryzacyjnym. Dla większego bezpieczeństwa najlepiej przejść na autoryzację za pośrednictwem aplikacji mobilnej.

W wypadku, kiedy podejrzewamy, że padliśmy ofiarą oszustwa, należy zgłosić to do naszego banku, a następnie zespołowi reagowania na incydenty CETP.PL oraz najbliższej jednostce policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Oszuści chcą zarobić na aferze GetBack. Policja ostrzega przed fałszywymi maklerami

Nieznane osoby zdobyły dane klientów GetBacku i próbują ich naciągnąć. Poszkodowani zawiadamiają ABW i CBA – pisze we wtorek „Rzeczpospolita”. Oszuści weszli w posiadanie bazy osobowej klientów dużego rodzimego banku, przez który chętnie kupowali obligacje GetBacku. Teraz fałszywi maklerzy proponują inwestycje, dzięki którym można się „odkuć”.

Jednak bardziej niż oszukańcze oferty niepokoi fakt, że dzwoniący znają wrażliwe dane klientów GetBacku – podaje gazeta. – Posiadając bazę danych osobowych klientów z ich imieniem i nazwiskiem, adresem, telefonem, po wybuchu afery GetBack, taki figurant może zrobić wszystko, może zaatakować, dokonać napadu, wyśledzić poszkodowanego obligatariusza – twierdzi Stowarzyszenie Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack SA i zawiadamia służby i prokuraturę krajową.

Obligacje GetBack nabyło około 10 tysięcy klientów za łącznie 2,5 mld zł. Dzisiaj są stratni. – Teraz ktoś do nich dzwoni, żeby wyciągnąć kolejne pieniądze, a jutro może przyjechać do domu lub dokonać porwania dla okupu – powiedział gazecie Artiom Bujan, prezes Stowarzyszenia.

Pierwsze telefony od oszustów klienci GetBack zaczęli odbierać w czerwcu, trwały do około połowy lipca. – Rzekome odkupienie miało polegać na tym, że mam odkupić gotówką dwukrotność tego, co zainwestowałem w GetBack – mówi „Rzeczpospolitej” Artiom Bujan.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Szef FBI ostrzega obywateli przed telefonami Huawei. Dlaczego?

Na przesłuchaniu przed senacką komisją wywiadu, szefowie amerykańskich tajnych służb stwierdzili, że amerykańscy obywatele – ze względów bezpieczeństwa nie powinni używać produktów Huawei i ZTE. Koncern jednak stanowczo odrzuca te oskarżenia.

Władze są głęboko zaniepokojone ryzkiem, jakim jest udostępnienie firmom, współpracującym z zagranicznymi rządami, dostępu do naszej infrastruktury teleinformatycznej. Miały by one wtedy możliwość modyfikowania lub kradzieży informacji oraz prowadzenia operacji szpiegowskich – tak Chris Wray, szef FBI ostrzegał przed produktami Huawei i ZTE senacką komisję ds. wywiadu – informuje portal „The Verge”.

To nie pierwsze takie ostrzeżenie. Już w 2014 władze zablokowały chińskiemu koncernowi możliwość startu w przetargach rządowych, a teraz chcą utrudnić Huawei ekspansję na rynku użytkowników domowych. Senatorowie planują też zakazać urzędnikom używać chińskich produktów do użytku prywatnego.

Tymczasem dla Huawei amerykański rynek to bowiem ostatni element biznesowej układanki. Koncern stał się już drugim światowym producentem smartfonów, spychając Apple na trzecie miejsce. Wejście na rynek USA prawdopodobnie pozwoliło by chińskiej firmie stanąć na najwyższym stopniu podium. W ubiegłym roku wyadawało się jednak, że wreszcie to się im uda. Jednak AT&T, która miałą wprowadzić najnowszy flagowiec Huawei – Mate 10 – na rynek amerykański, w ostatniej chwili wycofała się z kontraktu.

Nic dziwnego, że koncern od razu zareagował na oskarżenia amerykańskich szefów służb. „Huawei jest świadomy szeregu działań rządu USA, które wydają się mieć na celu zahamowanie działalności Huawei na rynku amerykańskim. Nasza firma cieszy się zaufaniem rządów i klientów w 170 krajach na całym świecie i nie stanowi większego ryzyka dla bezpieczeństwa cybernetycznego niż jakikolwiek inny dostawca technologii ICT. Jesteśmy zobowiązani do otwartości i przejrzystości we wszystkim, co robimy. Huawei nadal będzie rozwijał swój globalny biznes poprzez znaczące zaangażowanie w innowacje, badania i rozwój oraz dostarczanie technologii, które pomagają naszym klientom odnosić sukcesy na wszystkich rynkach, gdzie ceni się innowacje i korzyści jakie z nich wynikają” – czytamy w oświadczeniu przysłanym do redakcji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policja prosi o ostrożność. „Pamiętajmy o zabezpieczeniu domu”

​Policja apeluje o ostrożność i przezorność przypominając, że okres przedświąteczny i święta Bożego Narodzenia to czas wzmożonej działalności kieszonkowców, włamywaczy i złodziei samochodów. „Okres przygotowań do świąt to czas, gdy dochodzi do większej liczby włamań i kradzieży kieszonkowych. Pamiętajmy o zabezpieczeniu mieszkania lub domu. Nawet, gdy wychodzimy tylko do pobliskiego sklepu, sprawdźmy, czy drzwi i okna są zamknięte” – mówi rzecznik Komendy Głównej Policji mł. insp. Mariusz Ciarka.

Możemy także poprosić zaufanych sąsiadów, aby zwrócili uwagę na to, co dzieje się z naszym domem czy mieszkaniem w czasie, gdy nas nie ma – dodał.

Podkreślił, że w okresie bezpośrednio poprzedzającym święta dojazd do sklepu, zrobienie zakupów i powrót do domu, zajmuje dużo więcej czasu niż zazwyczaj.

Parkując pojazdy nie pozostawiajmy w nich w widocznym miejscu przedmiotów wartościowych. Pamiętajmy o dokładnym zamknięciu auta. Gdy będziemy pakować do niego zakupy, torebkę połóżmy w bagażniku, nie zostawiajmy jej w wózku, gdyż zajęci pakowaniem możemy nawet nie zauważyć, gdy ktoś ją nam ukradnie – powiedział Ciarka.

Zwrócił uwagę, że należy zachować również ostrożność podczas korzystania z transportu publicznego – w szczególności w pociągach, autobusach i tramwajach, a także na dworcach kolejowych oraz w portach lotniczych.

Zaabsorbowani robieniem zakupów pamiętajmy też o sprawowaniu właściwej opieki nad dziećmi, aby nie doszło do ich zaginięcia, o co nie jest trudno zwłaszcza w zatłoczonych centrach handlowych. Starajmy się unikać miejsc zatłoczonych i stale pilnujmy swojego bagażu. Nie pozostawiajmy go bez opieki, ani pod opieką przygodnie spotkanych osób – powiedział Ciarka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Departament Stanu USA ostrzega obywateli przed możliwymi zamachami w Arabii Saudyjskiej

Departament Stanu USA ostrzegł obywateli, by „brali pod uwagę ryzyka”, na jakie narażają się przy podróżowaniu do Arabii Saudyjskiej w związku z zagrożeniem zamachami terrorystycznymi i wystrzeliwanymi przez jemeńskich rebeliantów rakietami.

Dwa tygodnie temu saudyjskie władze poinformowały o unieszkodliwieniu pocisku balistycznego wystrzelonego w kierunku stołecznego Rijadu z Jemenu przez korzystający ze wsparcia Iranu szyicki ruch Hutich. Atak ten miał być według Hutich odpowiedzią na dokonywane pod kierownictwem Arabii Saudyjskiej uderzenia lotnicze na jemeńskich cywilów, ale rakietę zestrzelono w pobliżu portu lotniczego Rijadu i nie spowodowała ona żadnych ofiar.

Zamachy „gdziekolwiek” w kraju

„Zagrożenia terrorystyczne w Arabii Saudyjskiej utrzymują się, w tym w dużych miastach takich jak Rijad, Dżudda i Dhahran, a do zamachów może dojść bez ostrzeżenia gdziekolwiek na terenie kraju” – głosi opublikowany we wtorek komunikat Departamentu Stanu.

„Ugrupowania terrorystyczne, w tym tak zwane Państwo Islamskie Iraku i Syrii (ISIS) oraz jego odgałęzienia wzięły sobie za cel rządowe interesy zarówno Arabii Saudyjskiej, jak i państw zachodnich, meczety i inne obiekty religijne (zarówno sunnickie, jak i szyickie) oraz miejsca uczęszczane przez obywateli USA i innych państw zachodnich” – dodaje.

Październikowy atak

W październiku dwaj saudyjscy strażnicy zostali zastrzeleni, a trzej ranieni przez napastnika, który podjechał pod bramę pałacu królewskiego w położonej nad Morzem Czerwonym Dżuddzie i otworzył ogień. Arabia Saudyjska przewodzi koalicji państw arabskich, które podjęły w 2015 w Jemenie interwencję przeciwko Hutim, gdy wystąpili oni zbrojnie przeciwko uznawanemu przez wspólnotę międzynarodową prezydentowi Abd ar-Rabowi Mansurowi Al-Hadiemu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rosja ostrzega przed zamachami terrorystycznymi w Europie

MSZ Rosji ostrzegło w piątek swych obywateli przed ryzykiem zamachów terrorystycznych w okresie świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku w dużych miastach Europy i Stanów Zjednoczonych. Dzień wcześniej podobne ostrzeżenie wystosował Departament Stanu USA.

„W Europie i USA istnieje podwyższone prawdopodobieństwo dokonania ataków terrorystycznych w wielkich miastach w okresie świąt od 29 grudnia do 20 stycznia” – głosi komunikat opublikowany na Twitterze MSZ Federacji Rosyjskiej.
 
W czwartek Departament Stanu ostrzegł obywateli USA przed „podwyższonym ryzykiem ataków terrorystycznych w Europie, szczególnie w okresie świątecznym”. Ostrzeżenie to obowiązuje do 31 stycznia przyszłego roku.
 
Departament Stanu wskazał, że ostatnie incydenty we Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Finlandii, a także Rosji dowodzą, iż Państwo Islamskie i dżihadyści związani z innymi siatkami terrorystycznymi „są zdolni do zaplanowania i przeprowadzenia ataków terrorystycznych w Europie”. Amerykański resort przypomniał o zamachach w Berlinie w grudniu zeszłego roku i w klubie nocnym w Stambule w noc sylwestrową.
 
„Uwaga terrorystów nadal skupiona jest na obiektach turystycznych, węzłach transportowych, targowiskach i centrach handlowych oraz lokalnych obiektach rządowych jako możliwych celach. Również hotele, kluby, restauracje, miejsca kultu, parki, uczęszczane imprezy, instytucje oświatowe, lotniska i inne podatne cele pozostają priorytetowymi miejscami potencjalnych ataków” – głosi oświadczenie Departamentu Stanu. Zaleca on sprawdzanie informacji na temat bezpieczeństwa ogłaszanych przez władze lokalne, przygotowanie się do wzmocnionych kontroli bezpieczeństwa i pozostawanie w stałym kontakcie z rodziną.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szef MI5 Andrew Parker ostrzega. Zagrożenie terrorystyczne gwałtownie rośnie

– To zagrożenie jest wielowymiarowe, szybko ewoluuje i przybiera skalę i tempo, jakich dotąd nie widzieliśmy – powiedział dyrektor generalny brytyjskiego kontrwywiadu MI5 Andrew Parker. Podkreślił, że realistycznie rzecz biorąc, służby nie są w stanie zapobiec wszystkim atakom.

Dyrektor generalny brytyjskiego kontrwywiadu MI5 (Służby Bezpieczeństwa) Andrew Parker podczas spotkania z dziennikarzami podkreślił, że jego służba stale rozwija i aktualizuje swoje możliwości działania, ale, realistycznie rzecz biorąc, nie jest w stanie zapobiec wszystkim atakom, których celem są cywile. Zwrócił uwagę na wielkie zagrożenie terrorystyczne ze strony ekstremistów islamskich w Wielkiej Brytanii. – To zagrożenie jest wielowymiarowe, szybko ewoluuje i przybiera skalę i tempo, jakich dotąd nie widzieliśmy – powiedział.

379 zatrzymań w cztery miesiace

Szef MI5 podkreślił, że w ciągu ostatnich czterech lat w Wielkiej Brytanii udaremniono dwadzieścia ataków terrorystycznych. Dodał, że wczesne interwencje MI5 i policji zapobiegły o wiele większej liczbie takich ataków. W okresie od czerwca 2016 do czerwca tego roku dokonano rekordowej liczby 379 zatrzymań mających związek z terroryzmem. Parker wskazał, że z podobnym wzrostem zagrożenia terrorystycznego ma do czynienia Europa kontynentalna, zwłaszcza Francja, Belgia, Niemcy i Hiszpania.

– Skala naszych działań jest większa niż kiedykolwiek – podkreślił. Poinformował, że MI5 prowadzi obecnie ponad 500 śledztw dotyczących ok. 3 tys. osób, o których wiadomo, że są zaangażowane w działania ekstremistyczne. Dodał, że ponad 20 tys. osób sprawdzono w przeszłości pod kątem ewentualnych powiązań z terroryzmem i że nie ma wątpliwości, że są agresywni ekstremiści, których dotąd nie wykryła Służba Bezpieczeństwa. Za czynnik potęgujący zagrożenie terrorystyczne uznał możliwość powrotu do kraju obywateli, którzy przyłączyli się do Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku.

Niemożliwe jest powstrzymanie każdego ataku

Parker podkreślił, że Służba Bezpieczeństwa jest dobrze przygotowana do reagowania na rosnące zagrożenie. W ciągu kilku minionych lat jej personel zwiększył się z 4 tys. do 5 tys. osób. Ostrzegł jednak, że niemożliwe jest powstrzymanie każdego ataku.

– Do ataków będzie czasem dochodzić, ponieważ jesteśmy wolnym społeczeństwem, liberalną demokracją i nie monitorujemy każdego przez cały czas – powiedział.

Szef MI5 zaapelował do firm technologicznych o współpracę z rządem w celu zapobieżenia wykorzystywaniu mediów społecznościowych przez ekstremistów do komunikacji, której nie można monitorować. Jego zdaniem firmy powinny dołożyć większych starań, by uniemożliwić takie wykorzystywanie ich systemów łączności.
Źródło info i foto: TVP.info

Muzułmańscy uchodźcy zislamizują nasz kraj?

„W procesie integracji liczy się nie tylko jak migranci odnoszą się do kultury swojego pochodzenia, ale też to, jak odnoszą się do kultury miejsca, w którym się osiedlają. Innymi słowy: na ile są w stanie praktykować i jedną, i drugą” – mówi w rozmowie z Dziennik.pl dr Marta Penczek, psycholog międzykulturowy z Uniwersytetu SWPS. W jakich krajach się to udało? Jak? I dlaczego?

Muzułmańscy uchodźcy zislamizują nasz kraj, przed czym PiS ostrzega Polaków?

No skąd, przecież 7 tysięcy uciekinierów z Syrii w pond 30 milionowym kraju, to nawet nie jest jeden procent. A na dodatek nie wiadomo, czy tu w ogóle zostaną ani czy wszyscy będą muzułmanami. A i władze mogłyby też wpływać na to, kogo przyjmujemy.

Jak?

Poprzez dopilnowanie, by większość – jeśli nie wszyscy – byli chrześcijanami; wtedy o żadnej islamizacji nie może być już mowy. Jeśli jednak z jakiś powodów nie będzie to możliwe, zawsze możemy rozmawiać. Pokazywać migrantom, czego się od nich oczekuje. Albo np. podobnie jak Niemcy czy Skandynawowie organizować kursy, na których najpierw tłumaczą, jak nasze społeczeństwo działa, a potem sprawdzają, czy uchodźcy się tego nauczyli. Jeśli nie, to nie przedłuża się im prawa pobytu.

W przypadku Syryjczyków to trudne, bo nie do końca wiadomo, gdzie ich potem odsyłać.
Wielu z nich przyjeżdża z Turcji, więc można ich tam z powrotem przekazać – Niemcy podpisały zresztą z Turcją umowy pozwalające właśnie na odsyłanie części osób.

W Polsce już się myśli o takich kursach? Czy to tylko czysto hipoteczny projekt?

Jak na razie to tylko nasza propozycja – nasza, czyli katedry psychologów międzykulturowych z SWPS. Dokładnie to trzy różne propozycje, które się wzajemnie nie wykluczają. Wyszliśmy z założenia, że choć rząd polski nie zgadza się na przyjęcie uchodźców, to jednak prędzej czy później, Syryjczycy i tak do Polski przyjadą. Może więc warto skorzystać z okazji i wybrać tych, którzy pasowałyby nam najbardziej.

Jakie konkretnie rozwiązania mogłyby wchodzić w grę?

Przede wszystkim intensywne szkolenie – nie przez godzinę tygodniowo, a kilka godzin dziennie. Podczas takich warsztatów moglibyśmy nie tylko przekazywać wiedzę, ale też uczyć pożądanych zachowań, jak przepuszczania kobiet w drzwiach – nie jest to oczywiste w większości kultur – czy np. załatwiania spraw urzędowych. Najpierw o tym opowiemy, potem przećwiczymy w sali, w której prowadzący będzie udawał np. urzędnika, a potem faktycznie pójdziemy do urzędu.

Inne rozwiązania?

W grę wchodzą też rozmowy z przywódcami danej społeczni – Syria jak wiele państw arabskich, ale nie tylko, należy do kultur, których ważna jest hierarchia i bycie w grupie. Z reguły jest tam ktoś, kto ma najwyższą pozycję w grupie: imam czy inna starszyzna. Można z nimi uzgodnić zasady i relacje. Kiedy już ich przekonamy, ci będą wywierać naciski na resztę społeczności. To drugi z pomysłów, trzeci – można wrócić do idei, by każdą parafia przyjęła rodzinę uchodźców. Wtedy łatwiej jest ich ingerować, oswoić się z nimi i zaprzyjaźnić, choćby dlatego, że lokalna społeczność ma większe kontakty z ludnością miejscową.

A komuś już się to udało?

Wygląda na to, że najlepiej poradziła sobie Kanada, w której jest stosunkowo mało problemów z wielokulturowością. Oczywiście możemy przyjrzeć się jej rozwiązaniom, ale trzeba też pamiętać, że to społeczeństwo prawie całkowicie imigranckie. Nieduża jest tam grupa inuitów, Eskimosów i Indian. Większość to ludność napływowa, więc i podstawy do rozmów o wielokulturowości są inne niż w Europie, gdzie ludność rdzenna na ogół stanowi większość. Podobnie zresztą jak w Polsce – w gruncie rzeczy Polska jest państwem homogenicznym, co powoduje, że inne mamy oczekiwania i inną gotować do kompromisu z przedstawicielami różnych kultur.

Albo jej brak!

Racja. I dlatego dobrze też będzie oddziaływać na Polaków, by byli gotowi zaakceptować tę odmienność.

Jakie programy wdrożyć, by i ten proces przebiegał bez zakłóceń?

Przede wszystkim dobrze jest pokazać, że nie są akceptowane dziania i wypowiedzi mające znamiona rasistowskie; chociaż niektóre badania np. w USA dowodzą, że poprawność polityczna daleko nas nie zaprowadzi. Co do zasady jednak lepiej mówić, że nie ma zgody dla napaść na osoby innych kultur – inaczej grupa mniejszościowa też się do nas nastawi negatywnie, dojdzie do zaognienia nastrojów, a to może doprowadzić od realnego konfliktu. Dobrze przy tym pokazać grupie większościowej, że uchodźca to też człowiek. Syryjczyk, Ukrainiec, Czeczen – to nie powinno mieć w ogóle znaczenia.

Tylko jak to pokazać?

Na różne sposoby. W telewizji śniadaniowej czy np. serialach, które Polacy tak chętnie oglądają można wprowadzać postaci z innych kultur. Udowadniać, że nie muszą być czarnymi charakterami. Że mają takie same problemy jak my.
Ale równie dobrze mogą to być np. warsztaty kulinarne – jedne z nich prowadzi w Warszawie znajomy Syryjczyk. Kuchnia to dla niego tylko punkt wyjścia do rozmów o tamtejszej kulturze.

Wszystko w myśl zasady, że najbardziej boimy się tego, co nie znamy?

Tak i to też jeden z powodów, dla którego jestem w ogóle zwolenniczką wprowadzania do szkoły zajęć z religioznawstwa. Gdyby się Polacy dowiedzieli, jak wygląda islam, to może mniej by ich przerażał. Bo można się bać Państwa Islamskiego, jest to całkowicie uzasadnione, ale islam ma dużo różnych odmian. Większości wyznawców tej religii nie należy się bać.

Co z tego, skoro 70 proc. Polaków, co pokazują ostatnie sondaże, jest w ogóle przeciwna przyjmowaniu uchodźców.
Nie przesadzajmy z tym biciem się w piersi. To nie jest tak, że wszyscy Polacy tak mają. Proszę spojrzeć na statystyki, które pokazują, jaka była akceptacja dla przyjmowania uchodźców, kiedy kryzys się rozpoczął. Dużo wyższa!

Ale od tej pory dużo się stało – kolejne zamachy, ataki nożowników, rozpędzone furgonetki…

Ale tu nie chodzi tylko o akcje terrorystyczne, którym łatwiej się przebić w mediach. Także kampania wyborcza, której byliśmy świadkami nie służyła otwartości na odmienność. Podobnie jak wygrana partii, która w swój program wyborczy ma wpisany konserwatyzm i która stawia na tradycyjne rozumienie polskości, definiowanej przez katolicyzm i tradycyjne rodzinne. Teraz z parlamentarną większością ma też dużo większą możliwość przekazywania swojej wizji. Nic więc dziwnego, że Polacy powoli zaczynają się przekonywać do tego, co słyszą. Również ci, którzy byli obojętni albo niezdecydowani, albo mieli odmienne zdanie.

Nie sposób nie przywołać w tym kontekście słów szefa MSWiA o Finlandii: Sprowadzono 100 Somalijczyków w 1992 roku, teraz ta społeczność rozrosła się do 26 tysięcy.

Nie każdy argument da się tak łatwo zbić. Przecież jeśli uchodźca się u nas osiedli, to tu też będzie mieć dzieci – i to więcej niż Polacy, bo my prawie ich nie mamy. Tak, ta grupa się powiększy, ale jeśli dobrze się przeprowadzi proces integracji pierwszego pokolenia, to nie będziemy mieli z tego powodu żadnych problemów.

Dobrze, na ulicach będzie kolorowej, ale ci wszyscy ludzie o różnym wyglądzie będą Polakami i będą produktywnymi członkami naszego społeczeństwa.

„To doprowadzi do katastrofy społecznej”, to kolejny fragment wypowiedzi ministra Błaszczaka.
Do katastrofy społecznej to sami doprowadzimy zamykając granice i obniżając wiek emerytalny. Proszę sprawdzić, ile jest osób, które już za chwile – bo 1 października – nabędzie prawo do emerytury. Ile osób płaci ZUS, a ile z tych składek trzeba utrzymać?
Z mojego punktu widzenia migranci są nam potrzebni, a dowiódł tego też np. przyjazd do Polski Ukraińców czy Białorusinów.

Ale przecież pojawiły się też głosy, że zabierają prace Polakom?!
Jeżeli mamy do czynienia z ludźmi, którzy nie znają naszego języka i często nie mają żadnych kwalifikacji – co najwyżej mogą sprzątać w hotelu – to chyba jednak coś nie tak jest z naszymi kwalifikacjami?! A jeśli chodzi o fachowców, to dobrze, żeby przyjeżdżali i pomagali rozwijać gospodarkę, co – z tego co rozumiem – jest planem ministra gospodarki.

A może takiej sytuacji lepiej pełnymi garściami czerpać z doświadczeń Szwecji? Mają najwyższy odsetek migrantów, bo 19 osób na każdy 1 tysiąc mieszkańców.

Byłabym jednak ostrożna – Szwecja to państwo z dużo bardziej rozbudowaną opieką socjalną. To ma duże znaczenie, zwłaszcza na tym pierwszym etapie, kiedy migranci przejeżdżają do kraju, starają się o status uchodźcy i nie wolno im w tym czasie pracować; utrzymują się tylko z zasiłku – a to potrafi trwać latami. Tam da się za to żyć, w Polsce wystarcza tylko na mydło. Nic więc dziwnego, że chętniej uciekną do takiego kraju; poza tym tam są już ich rodacy. U nas prawie nie ma Syryjczyków – w związku z tym trudniej będzie im stworzyć diasporę.

Ale to też pytanie, kogo chcemy przyciągnąć. Bo wyższe zasiłki będą oznaczać, że uchodźców będzie więcej, ale też może się pojawić ryzyko, że będą chcieć żyć tylko z tych pieniędzy.

Gdzie w takim razie szukać dobrych praktyk?

Każdy kraj ma swoje mocne i słabe strony. Ale wygląda na to, że stosunkowo dobrze poradziła sobie Australia, która przyjmuje tylko ludzi z listy UNHCR. Być może to metoda, która i możemy wykorzystać. Uchodźców jest dużo, więc i my moglibyśmy przejrzeć listę osób, które są w obozach dla uchodźców i wytypować fachowców, których nam brakuje.

Z drugiej strony, możemy przyjąć też sieroty – ułatwi to potem ich integrację, bo kultura kraju pochodzenia nie będzie tak mocno zakorzeniona.

To oznacza, że konfliktu między pomaganiem a bezpieczeństwem da się uniknąć? A Polska kulturowo się nie zmieni?

Nie twierdzę, że nigdy się tak nie stanie, ale o tych zmianach możemy mówić w perspektywie kilku lat – tu nam nie grozi islamizacja – albo kilkudziesięciu czy kilkuset – tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Na pewno nie jest tak, jak sądzi większość Polaków, że uchodźcy będą za wszelką cenę dążyć do kompletnej separacji. Że będą się trzymać swojej kultury. Że przyjadą, założą rodziny i nie zechcą przyjąć zasad tutaj panujących.

Skąd to wiadomo?

Jak przekonuje prof. Paweł Boski, w procesie integracji liczy się nie tylko jak migranci odnoszą się do kultury swojego pochodzenia, ale też to, jak odnoszą się do kultury miejsca, w którym się osiedlają. Innymi słowy: na ile są w stanie praktykować i jedną, i drugą.

A my przecież nie zabranialibyśmy im chodzić do meczetu czy nie kazalibyśmy im jeść kiełbasy i pić wódki, choć wiem, że niektórzy mają takie propozycja jako warunek przyjęcia do Polski. Mogliby się nadal trzymać swoich zasad, w tym np. spożywać tylko produkty halal i jednocześnie całkowicie naturalnie funkcjonować w polskim społeczeństwie. Mówić dobrze po polsku. Podejmować lepiej i mniej płatne prace. I np. nie mieć za złe kobietom, że te chodzą w krótkich spódnicach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl