Kraków: Ostrzegali przed pedofilem, nie usunęli danych ofiary!

Wraz z wyrokiem sądu skazującym Pawła J. za pedofilię , Wydział Edukacji Urzędu Miasta Krakowa rozesłał do szkół ostrzeżenia, by szkoły nie zatrudniały mężczyzny. Problem w tym, że w pismach dostarczonych do szkół nie usunięto danych osobowych molestowanego chłopca. Gazeta Wyborcza pisząc o sprawie poinformowała, że matka pokrzywdzonego dziecka pozwała gminę.

Jak informuje Agnieszka Świątek-Druś, rzeczniczka prasowa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, sprawa ta od początku oceniana była negatywnie. Procedury weryfikowania przez szkoły karalności osób, które mają być zatrudnione, zaplanowane na rok 2018/2019 wkrótce się rozpoczną.

Jak twierdzi przedstawiciel magistratu, Dariusz Nowak, wyrok został przekazany do dyrektorów samorządowych w niezmienionej formie skanu dokumentu otrzymanego z sądu. Urzędnik podnosi również, że jest to informacja uzyskana w związku z wykonywaną funkcją, więc w tym zakresie dyrektorzy są zobowiązani do nieujawniania osobom nieuprawnionym i niewykorzystywania w sposób nieuprawniony uzyskanej informacji.

Wiadomość do przedstawicieli placówek została przekazana w sposób pilny, ze względu na to, że dane o skazanym nie zostały ujęte w ogólnodostępnym Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym prowadzonym przez Ministra Sprawiedliwości w systemie teleinformatycznym. Dariusz Nowak informuje też, że w tej sprawie nie było i nie ma kontroli Urzędu Ochrony Danych Osobowych jak również nie wpłynął pozew.

W krakowskim magistracie potwierdzają: 7 lutego 2018 r. do Wydziału Edukacji UMK wpłynęło w formie listu poleconego pismo Sądu Rejonowego dla Krakowa – Śródmieścia, Wydział II Karny wraz z odpisem prawomocnego wyroku. Tyle, że w odpisie wyroku nie ujawnia się danych pokrzywdzonego. Te jednak przekazano dalej. Matka pokrzywdzonego dziecka pozwała gminę. Z pewnością będzie żądała od niej naprawienia szkód wyrządzonych jej rodzinie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Mordercy na trasie Don

„Na trasie Don z Moskwy do Noworossijska grasuje banda zabójców” – od miesięcy ostrzegali się nawzajem internauci na rosyjskich forach dla zmotoryzowanych. Mordercy uderzają w nocy: podkładają na drodze naszpikowane gwoździami gałęzie lub ćwieki. Kierowcy, którzy zatrzymają się, by zmienić koło, giną od strzału z pistoletu. Na podmoskiewskim odcinku trasy M4 zginęło co najmniej 20 osób. Pierwszymi ofiarami bandy byli małżonkowie, których znaleziono w maju na 84. kilometrze trasy „Don”. Jechali z Moskwy do krewnych. Koła ich samochodu były przebite, a ofiary zginęły od kul. Po kilku dniach na tej samej trasie zastrzelono mężczyznę, który zmierzał na daczę.

Do mordów dochodzi głównie w nocy, gdy na popularnej trasie jest mało samochodów, w ostatnich tygodniach jednak napady zdarzają się również w ciągu dnia. Śledczy ustalili, że członkowie bandy podkładają na drodze przeszkody, a sami czekają na ofiarę w krzakach, rosnących wzdłuż pobocza. Atakują kierowców samochodów osobowych lub jeepów, nigdy ciężarówek, które często jeżdżą na tej trasie. Do niedawna policja podejrzewała, że zabójca jest jeden. Z zeznań świadków, którzy przeżyli napad wynika jednak, że napastników jest co najmniej trzech.

Media okrzyknęły zabójców „bandą GTA” – od nazwy popularnej gry komputerowej.

„Mordercy mają na swoim koncie ponad 20 ofiar, ponieważ nie wszystkie ginęły bezpośrednio na trasie – do niektórych zabójstw dochodziło na drogach dojazdowych. Zaledwie kilku osobom udało się uniknąć spotkania z zabójcami dzięki temu, że kontynuowały jazdę na przebitych oponach i wezwały policję” – pisze rosyjski portal gazeta.ru w artykule „Martwy Don”. „Śledztwo toczy się powoli: śledczy nie mają poważnych punktów zaczepienia, a sprawie nie nadano specjalnego statusu” – czytamy.
„Wystrzeliły opony. Jechali dalej, dlatego przeżyli”

Według portalu gazeta.ru, powołującego się na źródła w rosyjskich organach ścigania, napadów było więcej, ale kilku ofiarom udało się przeżyć. Ostatnio uratowała się para młodych ludzi, którzy nie zatrzymali się, gdy nagle wystrzeliły dwie opony w ich samochodzie, którym jechali po trasie Don. „Para wiedziała o zabójstwach na tej trasie. Zadzwonili na policję. W pobliżu był patrol policji, który ruszył z naprzeciwka i zauważył czarny WAZ, który jechał za samochodem pary. Gdy policja podjechała do auta z przebitymi oponami, samochód zniknął” – opisuje portal gazeta.ru.

Organy śledcze nie potwierdzają informacji o śmierci 20 osób – oficjalnie mówi się o 13 ofiarach. Do niedawna jednak rosyjska policja w ogóle nie potwierdzała zabójstw na trasie – ponieważ ludzie ginęli na przestrzeni kilku miesięcy, początkowo nie łączono tych spraw.

Komitet Śledczy przejmuje sprawę

We wrześniu sprawę przejął rosyjski Komitet Śledczy, co wskazuje na powagę sytuacji. Dotychczas śledczy nie udzielili dziennikarzom żadnych informacji. Jak informuje portal, na trasie nie zauważono większej liczby partoli ani wzmocnionych kontroli drogowych. Strach przed zabójcami sprawił, że mieszkańcy okolicznych miejscowości i tzw. streetracerzy (miłośnicy nielegalnie organizowanych wyścigów – red.) utworzyli patrole obywatelskie.

„Przeprowadzili już kilka akcji, w których uczestniczyło ok. 150 osób. Uzbrojeni w broń traumatyczną i białą aktywiści jeździli po strategicznym odcinku – między 45. a 85. km trasy – i straszyli i tak już spiętych kierowców, każąc im pokazywać dokumenty i otwierać bagażniki” – informuje portal.
Śledczy ślęczą nad zabójstwami. Jak podkreśla autor tekstu – powołując się na źródło w policji – śledczy, którzy zajmują się sprawą zabójstw na „Donie” nie zostali zwolnieni z pozostałych obowiązków i muszą równolegle zajmować się bieżącymi sprawami. Zabójstwom nie nadano statusu sprawy nadzwyczajnej wagi.

„Przez ten czas brygada operacyjna zaledwie kilka razy wyjeżdżała na miejsce zdarzenia. Odnosimy wrażenie, że władze nie spieszą się ze znalezieniem zabójców” – mówi źródło gazety. „Niektórzy śledczy przypuszczają, że wśród przestępców jest były policjant. To wyjaśnia fakt, że zabójcy sprytnie unikają spotkań z policją i dobrze posługują się bronią. Pojawiła się nawet wersja, o której już informowały media, że zabójstwa to rytuał przyjęcia do gangu” – informuje gazeta.ru, powołując się na anonimowe źródło.

8 września doszło do kolejnego zabójstwa. Tym razem ofiarą „bandy GTA” padł policjant Oleg Tołmaczow, którego zastrzelono na oczach żony i przyjaciela. Świadkowie opisali zabójców, na podstawie zeznań powstał portret pamięciowy. Policja na podstawie łusek stwierdziła, że policjant został zastrzelony z tej samej broni, co pozostałe ofiary zabójstw na trasie „Don”.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Jak-40 ostrzegał przed mgłą

Rządowy samolot Jak-40 z grupą dziennikarzy na pokładzie lądował w Smoleńsku około godziny 7.20. 60 minut później miał na pasie usiąść Tu-154 wiozący do Katynia parę prezydencką i 94 inne osoby. Załogi obu maszyn rozmawiali ze sobą. Jedni drugich ostrzegali o złej pogodzie. Piloci jaka przekazywali kolegom informacje o pogodzie w Smoleńsku. Mówili, że pogoda z minuty na minutę się pogarsza – twierdzą rozmówcy dziennika. Szczególnie ostrzegali przed gęstniejącą mgłą. Jeden z pilotów twierdzi, że prowadzący tupolewa nie musiał zastosować się do tych ostrzeżeń. „Sam jednak, gdybym usłyszał takie ostrzeżenie, byłbym bardziej ostrożny” – dodał. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Amerykanie ostrzegali Indie przed terrorystami

Amerykański wywiad ostrzegał Indie, że terroryści mogą zaatakować Bombaj od strony morza – poinformowało CNN. Jak dodaje amerykańska telewizja, Waszyngton ostrzegał New Delhi nawet dwukrotnie.
CNN powołuje się przy tym na informację od wysokiego urzędnika amerykańskiego wywiadu. Jednak doniesienia Amerykanów potwierdzają sami Hindusi.
Amerykańska telewizja podaje, że New Delhi było informowane o zagrożeniu nawet dwukrotnie w ciągu miesiąca. Hindusi przyznają, że nawet potraktowali na serio ostrzeżenia CIA i wzmożyli kontrole w Bombaju, ale po tygodniu obostrzenia zniesiono.
Zródlo info: tvn24.pl