Szantażowani studenci porywali samych siebie. Rodzice płacili milionowe okupy

Chińscy studenci z Sydney w Australii byli szantażowani przez grupę przestępców. Oszuści najpierw przekonywali młodych ludzi, że są poszukiwani w związku z popełnieniem przestępstwa w ojczyźnie. Następnie zapewniali, że w sprawie może pomóc duża suma pieniędzy i nakłaniali studentów… do wymuszania okupów od ich rodziców. Łupem złodziei padło blisko 1,5 mln amerykańskich dolarów.

Policja z Nowej Południowej Walii określiła, że na polecenie szantażystów, studenci organizowali „wirtualne porwania”.

Grozili deportacją i aresztem

Schemat w każdym z przypadków wyglądał podobnie. Najpierw oszuści dzwonili do studenta podając się za przedstawicieli ambasady lub policji. By uwiarygodnić przekręt, porozumiewali się jedynie w języku mandaryńskim.

Przekonywali ofiarę, że a jest poszukiwana w związku z przestępstwem popełnionym w kraju, a potem grozili deportacją i aresztem. Oszuści przekonywali, że przykrych konsekwencji można uniknąć tylko po opłaceniu „grzywny”. Studentom, którzy nie mieli wystarczającej sumy pieniędzy radzono, by zerwali kontakt ze swoją rodziną i… upozorowali swoje porwanie. Nagrania, na których widać związanych, przestraszonych młodych ludzi były wysyłane bezpośrednio do ich krewnych z żądaniem okupu.

Miliony za bezpieczeństwo dziecka

Przerażeni rodzice, nie mogąc skontaktować się z dziećmi, najczęściej ulegali i przekazywali „porywaczom” ustaloną kwotę. Wysokość okupów wahała się zwykle od ok. 14 tys. do 214 tys. dolarów USA. Jedna z rodzin sądząc, że płaci za bezpieczeństwo swojego dziecka przekazała porywaczom ponad 1 mln 400 tys. dolarów.

W niektórych przypadkach rodziny oddawały oszustom oszczędności życia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Uwaga na oszustów. Działają metodą „na kwarantannę”

Imiona, nazwiska oraz adresy swoich ofiar sprawcy poznają, podsłuchując kanały policyjne, gdy funkcjonariusze odwiedzają osoby będące w kwarantannie – ostrzega w weekendowym wydaniu „Gazeta Wyborcza”.

„GW” zwraca uwagę, że sposób „na sanepid” ostatnio stał się bardzo popularny wśród złodziei tożsamości. Gazeta przytacza historię mężczyzny, który po powrocie z Belgii musiał przejść dwutygodniową kwarantannę. Zgodnie z procedurą codziennie przychodziła do niego policja. Zaraz po jednej z takich wizyt – jak czytamy – zapukał do jego drzwi młody człowiek, który przedstawił się jako pracownik sanepidu.

„Powiedział, że ma pobrać wymazy do badania na obecność koronawirusa. Wyczytał z listy imię i nazwisko badanej osoby. Ofiara grzecznie wypełniła specjalny formularz: PESEL, numer dowodu itp., dała sobie pobrać wymaz. Gość z ‚sanepidu’ wyszedł. A gospodarz mieszkania zaczął się zastanawiać: skąd ja znam tego człowieka?” – relacjonuje „GW”.

„Nie mógł sobie przypomnieć. Kilka godzin później wpadł z zakupami krewny i powiedział, że na osiedlu są ogłoszenia o osobie podszywającej się pod pracownika sanepidu, przeprowadzającej fałszywe badania w celu wyłudzenia danych osobowych” – pisze gazeta.

To był mieszkaniec osiedla

Dalej – jak czytamy – powiadomiona policja ustaliła, że sprawca zdobył zdobywał imiona, nazwiska i adresy swoich ofiar poprzez podsłuchiwanie kanałów policyjnych, gdy funkcjonariusze odwiedzali osoby w kwarantannie i nadawali te dane przez radio.

„Ofiary nie myliła intuicja, że zna ‚pracownika sanepidu’. Sprawcą okazał się mieszkaniec tego samego osiedla” – wyjaśnia „GW”.

Dane Związku Banków Polskich

Gazeta przywołuje też dane Związku Banków Polskich, z których wynika, że w 2019 r. z banków próbowano wyłudzić 5,1 tys. kredytów na łączną kwotę ponad 280 mln zł.

„W tym samym czasie w międzybankowej bazie danych o skradzionych i zgubionych dokumentach tożsamości, które mogłyby zostać wykorzystane np. do wyłudzenia pożyczki czy kredytu, zastrzeżono 176 554 dowody osobiste, paszporty i prawa jazdy. To rekord w całej historii systemu” – podkreśla „GW”.
Źródło info i foto: interia.pl

Gang vatsterów „oskubał” Skarb Państwa na 41 milionów

Ponad 41 milionów złotych stracił Skarb Państwa na działalności gangu vatsterów wyłudzającego zwrot podatku VAT m.in. na fikcyjnym handlu sprzętem elektronicznym. Podczas działań CBŚP i Podkarpackiego Biura Inspekcji Wewnętrznej Ministerstwa Finansów, zatrzymano cztery osoby zamieszane w te przekręty.

To wspólne śledztwo CBŚP oraz Podkarpackiego Biura Inspekcji Wewnętrznej Ministerstwa Finansów pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie. Z ustaleń służb wynika, że w wyłudzanie VAT zamieszanych było kilka film z całej Polski, oficjalnie zajmujących się handlem sprzętem elektronicznym. W rzeczywistości gros transakcji odbywało się na papierze.

Jedna ze spółek wykorzystywana przy przekrętach zajmowała się wystawianiem dokumentów w ramach tzw. procedury „Tax Free” dla obywateli Ukrainy. Takie fikcyjne dokumenty trafiały do odprawy celnej. A oszuści zyskiwali podstawę do ubiegania się o zwrot VAT lub dzięki „kosztom” zaniżali swoje zobowiązania podatkowe.

Śledczy ustalili również, że straty Skarbu Państwa spowodowane przez działalność tej grupy vatsterów wyniosły ponad 41 mln zł. Jednocześnie oszuści zdążyli „wyprać” ponad 25 mln zł z pieniędzy, które trafiły na ich konta.

Udział Biura Inspekcji Wewnętrznej w śledztwie wskazuje, że przestępcy opłacali funkcjonariuszy KAS, najprawdopodobniej celników, poświadczających rzekomy wywóz sprzętu elektronicznego poza obszar Unii Europejskiej.Podczas ostatniej akcji śledczych, na terenie województwa podkarpackiego i lubuskiego, zatrzymano czterech członków opisywanej grupy i zabezpieczono dokumentację w firmach, wykorzystywanych do wyłudzeń.

W Prokuraturze Regionalnej w Rzeszowie, całej czwórce przedstawiono dotyczące działania w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się m.in. wyłudzaniem zwrotu nienależnego podatku VAT, oszustw, prania pieniędzy oraz przestępstw karnoskarbowych. Dodatkowo dwie osoby usłyszały zarzuty dotyczące niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych. Śledczy nie ujawnili czym dokładnie w strukturach KAS zajmowały się te osoby.

Za zarzucane przestępstwa podejrzanym grozi kara pozbawienia wolności od roku do lat 10. Sąd aresztował jednego z zatrzymanych. Prokuraturze udało się zabezpieczyć majątki podejrzanych o wartości blisko 8 mln zł. Sprawa jest rozwojowa i nie wykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: TVP.info

Są wyroki ws. afery mieszkaniowej w Poznaniu

W poznańskim sądzie zapadł wyrok w sprawie afery mieszkaniowej, w której głównymi oskarżonymi byli notariuszka Violetta D. i doradca finansowy Mariusz T. Oszuści podstępem przejęli 165 nieruchomości od niczego nieświadomych ludzi. Sprawa ciągnęła się latami. Samo odczytywanie wyroków trwało trzy godziny!

To jedna z większych afer w Wielkopolsce. Oszuści podstępem przejęli 165 nieruchomości, w tym mieszkania, domy, działki budowlane i gospodarstwa rolne. Głównymi oskarżonymi o oszustwa na 44 mln zł byli notariuszka Violetta D. i doradca finansowy Mariusz T., ale zarzuty w tej olbrzymiej aferze usłyszało łącznie 40 osób. Akt oskarżenia to tysiące stron. Same zarzuty zajęły ich aż 425!

Na czym polegał proceder? Oszuści wyszukiwali osób, które pilnie potrzebowały pieniędzy. Na swoje ofiary wyszukiwali osoby starsze, nieporadne życiowo, którym trudniej byłoby się połapać w oszustwie. Następnie oferowali im pożyczki na atrakcyjnych warunkach, ale pod zastaw nieruchomości. Jednak zamiast umowy kredytowej, wręczali umowy przedwstępne sprzedaży nieruchomości.

– Te osoby najczęściej skupiały się na wizji uzyskania pomocy, były wprowadzane w błąd w sprawie zasad udzielania pożyczek lub niezgodnie z prawdą mówiono im, że pewne zapisy są fikcyjne i nic im nie grozi. Pokrzywdzeni byli nieświadomi, co podpisują. Ich nieruchomości były obciążane. Podpisywali pełnomocnictwa do rozporządzenia ich mieszkaniami, ale te dokumenty były im podsuwane w ciągu różnych dokumentów, nie wiedzieli więc, co podpisują. Istotna była także rola oskarżonej notariusz, która ręczyła za uczciwość innych oskarżonych. Notariusz ponadto nie informowała pokrzywdzonych o szczegółach transakcji, nie upewniła się, że rozumieją, co podpisują. Czynności w kancelarii przebiegały w atmosferze pośpiechu, podczas aktów prowadzono rozmowy odbiegające tematyką od samej czynności – mówił podczas ogłaszania wyroku sędzia Antoni Łuczak.

Gdy pierwsi pokrzywdzeni zaczęli się zgłaszać do prokuratury w 2010 roku, sprawy były umarzane. Dopiero po jakimś czasie śledczy zaczęli kojarzyć fakty i wpadli na trop olbrzymiej afery mieszkaniowej.

Ostatecznie w sprawie skazanych zostało 35 osób. Największe wyroki usłyszeli notariuszka i doradca finansowy. Violetta D. została skazana na 14 lat więzienia, grzywnę w wysokości 480 tys. zł oraz 10 lat zakazu wykonywania zawodu. Mariusz T. usłyszał wyrok 12,5 roku pozbawienia wolności i takie same dodatkowe kary, co Violetta D.

T. był przygotowany na wyrok skazujący. Do sądu przyszedł ze spakowaną torbą z rzeczami osobistymi. Choć wyrok jest nieprawomocny, tuż po procesie trafił do aresztu w ramach środka zapobiegawczego. Violetta D. nie była obecna w sądzie, jednak także ona ma niezwłocznie trafić za kratki. Jej poszukiwaniem zajmuje się policja.

Obrońcy oskarżonych zapowiadają apelację.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Cyberatak na twitterowe konta znanych osób

Niezidentyfikowani hakerzy zdobyli dostęp do twitterowych kont m.in. Baracka Obamy, Billa Gatesa, Joe Bidena i wielu innych znanych osób. Próbowali naciągnąć internautów na wysłanie oszustom pieniędzy w formie bitcoinów. Z kont osób dotkniętych atakiem hakerzy wysłali tweety zachęcające użytkowników do wysłania tysiąca dolarów w kryptowalucie bitcoin, obiecując w zamian odesłanie 2 tys. dolarów.

Takie wiadomości pojawiły się m.in. na kontach polityków Baracka Obamy, Joe Bidena, miliarderów Elona Muska, Billa Gatesa i Jeffa Bezosa, a także muzyka Kanye’go Westa i jego żony, celebrytki Kim Kardashian. Podobne wiadomości wysłano też z oficjalnych kont firm Apple i Uber.

„Ciężki dzień dla Twittera” – skomentował szef firmy Jack Dorsey, przyznając, że hakerzy uzyskali dostęp do kont użytkowników przez „skoordynowany atak” wymierzony w pracowników Twittera mających dostęp do wewnętrznych systemów i narzędzi.

Jak podało BBC, równocześnie z atakiem na Instagramie utworzono konto „cryptoforhealth”, na którym zamieszczono komunikat przyznający się do ataku.

„To był atak charytatywny. Wasze pieniądze znajdą się we właściwym miejscu” – napisano we wpisie.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci prowadzą śledztwo ws. oszustów, którzy miał węglowy gorszej jakości

Policjanci Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą KWP w Bydgoszczy prowadzą śledztwo nadzorowane przez Prokuraturę Okręgową w Poznaniu dotyczące oszustwa na szkodę Jednostki Wojskowej w Grudziądzu. Sprawa dotyczy dostaw miału węglowego w latach 2013-2014 oraz tzw. zmowy przetargowej.

Jak wynika z materiału dowodowego zgromadzonego przez śledczych oszuści wprowadzili w błąd przedstawicieli jednostki poprzez dostarczenie sfałszowanej dokumentację dot. certyfikatów jakości węgla, co do ilości oraz parametrów jakościowych faktycznie dostarczonego miału węglowego. W wyniku tego oszustwa powstały straty w wysokości ponad 700 tys. złotych.

Ci sami sprawcy usiłowali także dokonać oszustwa na szkodę tej samej jednostki z Grudziądza, w dokładnie ten sam sposób, ale w tym przypadku straty mogły wynieść ponad 600 tys. złotych.

Oszustwo polegało także na fikcyjnych zapisach w dokumentach odnośnie przyjęcia do magazynu jednostki w Grudziądzu miału węglowego, którego faktycznie nie dostarczono. To z kolei spowodowało straty w wysokości ponad 100 tys. złotych.

Mechanizm przestępczego procederu wymagał porozumienia przedstawicieli Jednostki z Grudziądza z przedstawicielem oferenta w tym przetargu dotyczącym dostawy 4000 ton miału węglowego, To działanie dotyczy zarzutu zakłócania przetargu publicznego.

W sprawie zarzuty usłyszało łącznie 6 podejrzanych, których policjanci zatrzymywali w dniach 17-18.06.2020r. Sześciu mężczyzn, wśród których są także byli cywilny pracownicy jednostki, pochodzą z Grudziądza i pobliskich miejscowości.

Trzech podejrzanych trafiło do aresztu na 3 miesiące. W sprawie prokurator zastosował także poręczenia, dozory policji, zakazy opuszczania kraju, a także zakaz kontaktu pomiędzy podejrzanymi.

Na poczet przyszłych kar u podejrzanych zabezpieczono także mienie tj. pieniądze oraz samochody o łącznej wartości ok. 460 tys. złotych, a także zabezpieczenia nieruchomości należących do podejrzanych.

W sprawach dotyczących przestępczości gospodarczej, pozbawianie przestępców majątku, który nabyli dzięki nielegalnym interesom to bardzo ważna część pracy policjantów i prokuratorów.

Za oszustwo grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Uwaga na oszustów działających metodą na „panele słoneczne”

Do redakcji Interwencji zgłosiły się osoby oszukane przez Tomasza D. z Warszawy. Mężczyzna oferował klientom z całej Polski montaż paneli fotowoltaicznych, pomagał nawet w zaciągnięciu kredytów na inwestycję i… zniknął z pieniędzmi. Z oferty Tomasza D. skorzystało m.in. małżeństwo z Łodzi.

– Zgłosił się z internetu, ponieważ szukaliśmy firmy, która by nam zaoferowała panele fotowoltaiczne. Krótki termin wykonania zaoferował i urządzenia, jakie chcieliśmy – opowiadają Ewa i Dariusz Snowaccy, poszkodowani.

Tomasz D. zaoferował małżeństwu nawet załatwienie kredytu w jednym z banków. Po jego otrzymaniu małżeństwo przekazało prawie 28 tys. zł zaliczki Tomaszowi D. Kiedy wykonawca w styczniu 2020 roku otrzymał pieniądze, przepadł jak kamień w wodę.

Małżeństwo złożyło pozew o zapłatę do sądu, powiadomiło również łódzką policję. Para nie liczy już, że uda jej się odzyskać pieniądze. Zdecydowała się też na montaż paneli w innej firmie. A pieniądze z kredytu zaciągniętego na usługi oferowane przez Tomasza D. będzie spłacać jeszcze kilka lat.

„Chcę ostrzec innych”

– Straciłem pieniądze, które nie wiem, czy odzyskam, ale chcę ostrzec innych, żeby również nie dali się wmanewrować w ładną buzię pana i jego obietnice – tłumaczy Dariusz Snowacki.

W podobnej sytuacji jest pan Leszek spod Mińska Mazowieckiego. On także skorzystał z oferty Tomasza D. i po wpłacie pieniędzy, w lutym bieżącego roku kontakt się z nim urwał.

– Zostałem oszukany na ponad 18 tysięcy złotych. Niestety do tej pory instalacja nie została zamontowana. Kiedy się dowiedziałem, że nic z tego nie będzie, powiadomiłem prokuraturę w Mińsku Mazowieckim – mówi pan Leszek.

Oszukany został także pan Łukasz z Warszawy, który był przez jakiś czas wspólnikiem Tomasza D. Kiedy mężczyzna zorientował się, że jego wspólnik nie jest solidny, zerwał współpracę. Pan Łukasz był i tak zmuszony spłacić za swojego byłego wspólnika ponad 100 tysięcy zaległości do urzędów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano oszustów działających metodą „na policjanta”

Po brawurowej akcji i pościgu, w ręce wolskich policjantów wpadło dwóch oszustów. Mieli przy sobie 23 tysiące złotych, które wyłudzili od starszej kobiety. W mieszkaniu jednego z nich znaleziono poza tym narkotyki. Obydwaj trafili na 3 miesiące do aresztu.

Do 80-letniej mieszkanki Woli zadzwonił mężczyzna, podający się za policjanta. Przekonał starszą panią, że jest w trakcie rozpracowywania grupy przestępczej oszukującej starsze osoby. Aby akcja się powiodła, potrzebuje pieniędzy. 80-latka przekonana, że pomaga prawdziwym policjantom, poszła do banku gdzie wzięła kredyt.

O całej sprawie dowiedzieli się wolscy policjanci, którzy postanowili przygotować zasadzkę na oszustów. Do przekazania gotówki miało dojść na ulicy Żywnego na Mokotowie. Po godzinie 13 w wyznaczonym miejscu pojawiła się kobieta, która przekazała kwotę 23 tysięcy złotych, podającym się za policjantów dwóm mężczyznom.

Dalej cała sytuacja rozegrała się błyskawicznie. Do akcji wkroczyli wolscy, prawdziwi policjanci. 21-letni mężczyzna, gdy zobaczył mundurowych, zaczął uciekać. W rękach dzierżył plik banknotów. Jednak policjant był szybszy i po chwili oszust został obezwładniony. W tym samy czasie, drugi mężczyzna rzucił się do zaparkowanego nieopodal audi i chciał uciec. Ta ucieczka również się nie udała i 25-latek wpadł w ręce policjantów.

Oszuści trafili na komendę, a mundurowi przeszukali ich mieszkania i przyjrzeli się życiorysom. Okazało się, że 21-latek miał u siebie tabletki psychotropowe, a jego kolega miał już na swoim koncie oszustwa i udział w grupie przestępczej. Obydwaj trafili na 3 miesiące do aresztu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Seria ataków hakerskich. Tak podszywają się pod Pocztę Polską

SMS-y o rzekomej dezynfekcji paczek, fałszywe maile i podejrzane konkursy. Oszuści od początku epidemii koronawirusa podszywają się pod Pocztę Polską próbując wyłudzić dane i pieniądze Polaków.

Poczta Polska ostrzega przed plagą oszustów podszywających się pod spółkę. W komunikacie informuje, że tylko w pierwszym kwartale tego roku, od początku trwającej epidemii, Poczta Polska odnotowała wzrost informacji od klientów o cyberprzestępstwach.

Spółka przestrzega przed tzw. phishingiem, czyli podszywaniu się po dany podmiot by wyłudzić dane lub pieniądze.

Oszuści podszywają się pod Pocztę Polską na wiele sposobów. Spółka informuje m.in. o fałszywych SMS-ach, których nadawcą miałaby być Poczta Polska. Czytamy w nich o rzekomej dezynfekcji paczek. W wiadomości podany jest link, który przekierowuje do stworzonej na potrzeby przestępstwa nieprawdziwej strony internetowej, rzekomo śledzącej przesyłkę wraz zawartą w niej również nieprawdziwą informacją o wstrzymaniu przesyłki. Aby przesyłka mogła trafić do odbiorcy, ofiara ataku jest zachęcana do dopłaty.

„Po kliknięciu w przycisk PŁACĘ, system przekierowuje do sfałszowanej strony pośrednika w płatnościach, a następnie – po wyborze banku – klient jest kierowany na fałszywą stronę pozornie swojego banku. Atak przygotowany jest tak dobrze, że klient jest przekonany, że loguje się na stronę swojego banku, jednak ta strona również jest fałszywa (link w adresie jest inny niż adres banku – warto sprawdzać literówki w adresie)” – tłumaczy Poczta Polska w komunikacie.

Oszukany klient dokonuje w następnym kroku przelewu, który potwierdzany jest SMS-em. Ten jednak widoczny jest także dla oszusta, a kwota widniejąca w SMS-ie – jak tłumaczy Poczta Polska – w rzeczywistości może być znacznie wyższa. Spółka przypomina w komunikacie, że przesyłki są bezpieczne i nie wymagają dezynfekcji.

Spółka ostrzega też przed fałszywymi mailami, za którymi kryją się linki ze złośliwym oprogramowaniem. – W takiej sytuacji należy zignorować wiadomość, nie klikać w załączniki i linki oraz  powiadomić odpowiednie organy – informuje Poczta Polska.

Inną metodą działań przestępców jest zapraszanie do udziału w konkursie rzekomo organizowanym przez Pocztę Polską. „Także w takich sytuacjach należy nie reagować na podejrzane wiadomości, ignorować załączniki i linki, gdyż mogą one zawierać szkodliwe oprogramowanie” – czytamy w komunikacie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

„Hoss” może wyjść z aresztu. Musi zapłacić kaucję

Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał we wtorek w mocy postanowienie o stosowaniu aresztu wobec Arkadiusza Ł. ps. Hoss, nazywanego „królem mafii wnuczkowej”. Sąd wskazał jednak, że jeżeli do 29 maja wpłaci on 500 tys. zł poręczenia majątkowego – zostanie objęty dozorem policyjnym. We wtorek Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpatrywał zażalenie obrońców Hossa na stosowanie wobec niego tymczasowego aresztowania. Jak poinformowała rzeczniczka prasowa Sądu Apelacyjnego w Poznaniu sędzia Elżbieta Fijałkowska, „sąd utrzymał w mocy postanowienie o tymczasowym aresztowaniu”.

– Natomiast sąd uznał, że jeśli do 29 maja zostanie wpłacone poręczenie majątkowe w łącznej kwocie 500 tys. zł, to będzie (zastosowany – red.), dozór policyjny, związany z obowiązkiem zgłaszania się oskarżonego trzy razy w tygodniu, oraz dodatkowo zakaz opuszczania Poznania, w którym mieszka na stałe, oraz zakaz opuszczania kraju” – powiedziała Fijałkowska.

Proces trwał ponad dwa lata

Arkadiusz Ł. ps. Hoss został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na 7 lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet. Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych „Hoss” zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na 6 lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawnienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

„Hoss” zniknął

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez prokuraturę w Warszawie. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie Hossa.

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Złapali go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu.

18 marca poznański SO umorzył postępowanie wobec Arkadiusza Ł. Sąd uznał, że czyny, jakie mu zarzucono obejmują okres, za który został skazany przez SO w Poznaniu we wrześniu ub. roku. Przyjęto koncepcję czynu ciągłego, czyli w tym przypadku oszustwa popełnionego w jednym czasie. Sąd uznał je za jeden czyn, ponieważ nowy akt oskarżenia wobec „Hossa” obejmuje takie same zachowania, popełnione taką samą metodą, jak te, za które został osądzony. W związku z tym sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu.

Zatrzymano go 10 kwietnia

20 marca Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do Sądu Okręgowego w Poznaniu wniosek o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. tzw. aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku. Zdaniem prokuratury istnieje duże prawdopodobieństwo, że w postępowaniu apelacyjnym wyrok 7 lat więzienia dla Arkadiusza Ł. zostanie utrzymany. Wskazano również na obawę, że oskarżony będzie ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Sąd uwzględnił wniosek prokuratury i wydał decyzję o aresztowaniu „Hossa” na sześć miesięcy.

25 marca poznański Sąd Okręgowy wydał list gończy za Arkadiuszem Ł. po tym, jak policja poinformowała, iż nie zastała go pod wskazanym adresem, gdzie miał przebywać.

„Hoss” został zatrzymany 10 kwietnia w Warszawie przez poznańskich policjantów z Zespołu Poszukiwań Celowych – to tzw. Łowcy Głów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl