Łódź: 82-letnia kobieta oszukana metodą „na policjanta”. Zatrzymano podejrzanego

Do 12 lat więzienia grozi 40-latkowi, który „metodą na policjanta” oszukał jedną z mieszkanek osiedla Dąbrowa w Łodzi. Kobieta – przekonana, że pomaga policji – przekazała mężczyźnie ponad 23 tys. zł. Jeszcze w niedzielę ma zapaść decyzja, czy 40-latek zostanie aresztowany. Poinformował o tym Adam Kolasa z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Jak wyjaśnił, do zdarzenia doszło w piątkowe popołudnie. Policjanci idąc ul. Tatrzańską w Łodzi zauważyli nietypowo zachowującego się mężczyznę. Prowadził on rozmowę przez telefon, rozglądając się przy tym, czy nikt za nim nie idzie. W pewnym momencie podszedł pod jeden z balkonów skąd wyrzucono niewielki pakunek. W pośpiechu wziął torebkę i zaczął się szybko oddalać.

Policjanci nabrali jeszcze większych podejrzeń i zaangażowali do pomocy swoich kolegów. Dotarli do mieszkania skąd chwilę wcześniej wyrzucono paczkę. Okazało się, że były to pieniądze dla rzekomych policjantów, którzy prowadzą jakąś akcję.

Mężczyzna został zatrzymany. W jego plecaku znajdowało się ponad 23 tys. złotych, które 82-letnia kobieta wyrzuciła przez okno. Chwilę przed przekazaniem pieniędzy rozmawiała telefonicznie z osobą podającą się za policjanta. Mężczyzna przekonał ją, że policjanci prowadzą ważną akcję i do jej zakończenia muszą zabezpieczyć gotówkę będącą w dyspozycji pokrzywdzonej. Kobieta zgodziła się przekazać oszczędności. Miała je wyrzucić przez balkon, gdy biorący udział w rzekomej akcji mężczyzna podejdzie pod blok i da sygnał.

Jak poinformował Kolasa zatrzymany 40-latek w przeszłości odpowiadał m.in. za przestępstwa przeciwko mieniu. Teraz odpowie w warunkach recydywy. Grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności. Jeszcze w niedzielę sąd ma zadecydować, czy podejrzany zostanie tymczasowo aresztowany.

Kolasa przypomina również, że prawdziwi funkcjonariusze policji nigdy nie informują o prowadzonych przez siebie działaniach telefonicznie. Nigdy przez telefon nie wypytują o dane personalne oraz o oszczędności i miejsca ich przechowywania. Nigdy nie proszą o przekazanie pieniędzy nieznanym osobom lub pozostawienie ich we wskazanym przez nich miejscu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policja poszukuje oszusta. Opublikowano portret pamięciowy

To przez niego emerytka z Sokołowa Małopolskiego na Podkarpaciu straciła oszczędności życia! Policja przypuszcza, że oprych podający się za śledczego grasuje po całej Polsce. Poszukiwany drań w perfidny sposób okrada starszych ludzi.

79-latka spod Rzeszowa dała się nabrać złodziejskiej szajce, bo ci umiejętnie zagrali na jej emocjach. Najpierw do seniorki zadzwoniła kobieta podająca się za jej córkę. Żaliła się, że spowodowała śmiertelny wypadek i grozi jej więzienie. Wtedy do rozmowy włączył się męski głos. Przekonywał, że jest policjantem i aby wypuścić sprawczynię wypadku, potrzebuje pieniędzy na kaucję.

Dodał też, że za chwilę po nie przyjedzie. Przejęta starsza pani zupełnie straciła czujność. Kiedy zapukał do jej drzwi brodaty blondyn, wręczyła mu kilkadziesiąt tys. zł. Oprych natychmiast się ulotnił, odjeżdżając srebrnym volkswagenem passatem. Zauważyła go córka okradzionej emerytki. To na podstawie jej zeznań mundurowi przygotowali dokładny portret pamięciowy oszusta.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest list gończy za „Hossem”

Jest list gończy za Arkadiuszem Ł. ps. „Hoss”. Sąd Okręgowy w Poznaniu podjął taką decyzję po tym, jak policja nie zastała „króla wnuczkowej mafii” pod wskazanym przez niego adresem.

Sąd został rano poinformowany przez policję, że funkcjonariusze nie zastali Arkadiusza Ł. pod adresem, pod którym miał przebywać, a w związku z tym nie udało się go zatrzymać. Dlatego została podjęta decyzja o wydaniu listu gończego za oskarżonym. W tym momencie każda jednostka policji w kraju, która pozyska informację o miejscu pobytu Arkadiusza Ł., ma obowiązek go zatrzymać i doprowadzić do najbliższego aresztu śledczego – powiedział sędzia Aleksander Brzozowski z Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Poznańskiej policji nie udało się zatrzymać „Hossa”. Funkcjonariusze dziś rano przekazali do sądu materiały wskazujące na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. listem gończym.

Jak poinformował mł. insp. Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, funkcjonariusze we wtorek po otrzymaniu dokumentacji z sądu podjęli próbę zatrzymania „Hossa”.

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił w poniedziałek wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” tymczasowego aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku.

We wrześniu w sprawie Hossa została orzeczona nieprawomocnie kara 7 lat pozbawienia wolności, czyli kara surowa. Obecnie jest rozpoznawana apelacja. Sposób jej rozpoznania będzie miał bezpośrednie przełożenie na postępowanie, które zostało umorzone w ubiegłym tygodniu – wyjaśniła w rozmowie z PAP prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Żeby zabezpieczyć wykonanie kary, prokurator wniósł o zastosowanie międzyinstancyjnego aresztu tymczasowego, uzasadniając wniosek wysokim prawdopodobieństwem prawomocnego orzeczenia kary 7 lat pozbawienia wolności, a także uzasadnioną obawą, że oskarżony będzie uciekał, ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości – dodała prok. Chyr.

Prokurator przypominała, że „Hoss” zachowywał się w opisany sposób „na gruncie sprawy, która została właśnie umorzona”.

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił wniosek. Zgodził się, że to, jak się oskarżony zachowuje w kontaktach z organami ścigania, jest przesłanką do zastosowania tymczasowego aresztowania. Areszt został zastosowany na okres sześciu miesięcy – dodała.

Ten okres aresztowania powinien wystarczyć do rozpoznania apelacji od wrześniowego wyroku, którą wniosły strony.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przygotowuje także zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Poznaniu, podjętą 18 marca.

Jak wyjaśniał w minionym tygodniu sędzia Aleksander Brzozowski, „18 marca sąd umorzył wobec Arkadiusza Ł. postępowanie z uwagi na to, że czyny, które zostały zarzucone oskarżonemu w tym postępowaniu, zawierają się w okresie, który został osądzony przez Sąd Okręgowy w Poznaniu we wrześniu ubiegłego roku. Sąd wówczas przyjął koncepcję czynu ciągłego, czyli dane zachowania, w tym przypadku oszustwa, popełnione w jednym czasie, uznał za jeden czyn. Nowy akt oskarżenia obejmuje takie same zachowania, popełnione tą samą metodą, w tym samym czasie. Jest to okres zamknięty i wszystkie czyny z tego okresu uznaje się za osądzone, nawet jeżeli organy ścigania ujawniły je później. W związku z umorzeniem postępowania sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu” – poinformował sędzia Brzozowski.

Skazany za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”

„Hoss” został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na 7 lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet.

Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na 6 lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez warszawską prokuraturę. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie „Hossa”.

W sprawie głos zabrał także Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podkreślając, że „przestępca, który grasuje ze swoją szajką w całej Europie, okradając starszych ludzi z oszczędności ich życia, nie powinien się dłużej cieszyć wolnością”.

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Ujęli go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Jej finałem była decyzja z 18 marca o umorzeniu postępowania.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci nie zastali w domu bossa „wnuczkowej mafii”. Będzie list gończy

Funkcjonariusze policji w środę (25 marca) rano przekazali do sądu materiały wskazujące na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” listem gończym. „Hoss” specjalizował się w przestępstwach metodą „na wnuczka”. Jak poinformował mł. insp. Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, funkcjonariusze we wtorek, po otrzymaniu dokumentacji z sądu, podjęli próbę zatrzymania „Hossa”.

„Nakaz zatrzymania nie mógł zostać zrealizowany. Arkadiusz Ł. nie przebywał pod adresem wskazanym sądowi. Dlatego w środę rano funkcjonariusze pojechali do sądu, by dostarczyć dokumentację wskazującą na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. listem gończym” – powiedział Borowiak.

Jak wyjaśniał we wtorek sędzia Aleksander Brzozowski z Sądu Okręgowego w Poznaniu, w przypadku braku możliwości zatrzymania „Hossa” w miejscu, w którym miał przebywać, zostanie za nim wydany list gończy.

Areszt międzyinstancyjny

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił w poniedziałek wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” tymczasowego aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku.

„We wrześniu w sprawie ‚Hossa’ została orzeczona nieprawomocnie kara siedmiu lat pozbawienia wolności, czyli kara surowa. Obecnie jest rozpoznawana apelacja. Sposób jej rozpoznania będzie miał bezpośrednie przełożenie na postępowanie, które zostało umorzone w ubiegłym tygodniu” – wyjaśniła w poniedziałek prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

„Żeby zabezpieczyć wykonanie kary, prokurator wniósł o zastosowanie międzyinstancyjnego aresztu tymczasowego, uzasadniając wniosek wysokim prawdopodobieństwem prawomocnego orzeczenia kary siedmiu lat pozbawienia wolności, a także uzasadnioną obawą, że oskarżony będzie uciekał, ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości” – dodała prok. Chyr.

Prokurator przypominała, że „Hoss” zachowywał się w opisany sposób „na gruncie sprawy, która została właśnie umorzona”.

„Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił wniosek. Zgodził się, że to, jak się oskarżony zachowuje w kontaktach z organami ścigania, jest przesłanką do zastosowania tymczasowego aresztowania. Areszt został zastosowany na okres sześciu miesięcy” – dodała.

Ten okres aresztowania powinien wystarczyć do rozpoznania apelacji od wrześniowego wyroku, którą wniosły strony.

Zażalenie na decyzję z 18 marca

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przygotowuje także zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Poznaniu, podjętą 18 marca.

Jak wyjaśniał w minionym tygodniu sędzia Aleksander Brzozowski, „18 marca sąd umorzył wobec Arkadiusza Ł. postępowanie z uwagi na to, że czyny, które zostały zarzucone oskarżonemu w tym postępowaniu, zawierają się w okresie, który został osądzony przez Sąd Okręgowy w Poznaniu we wrześniu ubiegłego roku. Sąd wówczas przyjął koncepcję czynu ciągłego, czyli dane zachowania, w tym przypadku oszustwa, popełnione w jednym czasie, uznał za jeden czyn. Nowy akt oskarżenia obejmuje takie same zachowania, popełnione tą samą metodą, w tym samym czasie. Jest to okres zamknięty i wszystkie czyny z tego okresu uznaje się za osądzone, nawet jeżeli organy ścigania ujawniły je później. W związku z umorzeniem postępowania sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu” – poinformował sędzia Brzozowski.

„Król wnuczkowej mafii”

„Hoss” został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na siedem lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet.

Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na sześć lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

Ponowne zatrzymanie

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez warszawską prokuraturę. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie „Hossa”.

W sprawie głos zabrał także Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podkreślając, że „przestępca, który grasuje ze swoją szajką w całej Europie, okradając starszych ludzi z oszczędności ich życia, nie powinien się dłużej cieszyć wolnością”.

Ukrywał się w wynajętym mieszkaniu

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Ujęli go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Jej finałem była decyzja z 18 marca o umorzeniu postępowania.
Źródło info i foto: interia.pl

Oszukiwał duchownych na terenie całego kraju

Śledczy z wydziału kryminalnego bielskiej komendy, współpracując z prokuraturą, doprowadzili do postawienia w stan oskarżenia 38-letniego oszusta. Mężczyzna prawie 100 razy oszukał kilkanaście osób, głównie księży i zakonników. W ciągu kilku lat wyłudził od nich około 85 tys. złotych, a ze swojej przestępczej działalności uczynił sobie stałe źródło dochodu. Akt oskarżenia w trwającym od blisko roku dochodzeniu trafił do sądu na początku marca. Za popełnione przestępstwa podejrzany może spędzić w więzieniu nawet 12 lat.

Na trop oszusta kryminalni z bielskiej komendy natrafili pod koniec wakacji ubiegłego roku. Policjantów zaalarmowała pracownica oddziału jednego z banków mieszczących się w Bielsku-Białej. Jej uwagę zwrócił klient oddziału, który wypłacał ze swojego rachunku znaczne sumy gotówki. Kobieta podejrzewała, że klient może być ofiarą oszustwa, dlatego powiadomiła stróżów prawa. Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej przyjrzeli się sprawie. Okazało się, że przypuszczenia czujnej pracownicy banku były słuszne.

Klientem był 84-letni ksiądz jednej z parafii. Wyjawił on śledczym, że wypłacał pieniądze, które następnie pożyczał swojemu staremu znajomemu. Dopiero kiedy policjanci zaczęli dopytywać o tę znajomość oraz o to, czy rzekomy dawny znajomy zwracał udzielane pożyczki, ksiądz zorientował się, że padł ofiarą perfidnego oszusta. Okazało się, że 38-latek wyszukał go na stronie internetowej parafii, a następnie zjawił się u niego, twierdząc, że poznali się przed laty i przyjechał do niego w odwiedziny. Oszust tak prowadził rozmowę i wykorzystywał informacje przekazywane przez księdza, aby ten uwierzył, że rzeczywiście są starymi znajomymi. Początkowo wizyty miały charakter typowo koleżeński, a oszust starał się nawiązać jak najbardziej przyjacielskie relacje i powoli zdobywał zaufanie księdza. Kiedy już udało mu się je zdobyć, zaczął prosić o drobne pożyczki. Początkowo były to stosunkowo niewielkie kwoty – „znajomy”prosił o kilkaset złotych. Tłumaczył to swoją bardzo trudną, wręcz krytyczną sytuacją finansową i zdrowotną. Twierdził, że nie ma do kogo zwrócić się o pomoc i duchowny jest jego jedyną deską ratunku.

Później kwoty, o które prosił mężczyzna, były coraz większe i sięgały nawet kilku tysięcy złotych. W sumie oszust wyłudził od duchownego ponad 46 tys. złotych. Śledczy na podstawie zebranych przez siebie informacji ustalili tożsamość oszusta. Z ich informacji wynikało, że prowadzi on wędrowny tryb życia i porusza się po terenie całego kraju. Rozpoczęli jego poszukiwania, powiadamiając o nich inne jednostki Policji.

Taktyka policjantów okazał się skuteczna. We wrześniu ubiegłego roku 38-latek „wpadł” podczas legitymowania przez stołecznych mundurowych na terenie Warszawy. Stamtąd trafił do policyjnego aresztu w Bielsku-Białej, gdzie usłyszał pierwsze zarzuty. Śledczy na tym etapie postępowania podejrzewali, że więcej osób mogło zostać oszukanych w podobny sposób. Policjanci ujawnili, że podejrzewany o oszustwa 38-latek na bieżąco zacierał za sobą ślady popełnianych przestępstw. Zachodziła też obawa, że chcąc uniknąć wysokiej kary, będzie chciał bezprawnie wpływać na osoby, które wcześniej oszukał. Prokurator razem z policjantami wystąpili do sądu z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie. Sąd podzielił zdanie śledczych i prokuratora, a podejrzany trafił do aresztu.

Policyjne dochodzenie prowadzone pod nadzorem prokuratury nabrało impetu. Policjanci dotarli do jeszcze 10 duchownych, którzy również padli ofiarami oszustw mieszkańca województwa pomorskiego. Według ich informacji 38-latek działał od około dwóch lat. Metoda oszustwa była zawsze bardzo podobna. Swoje ofiary wyszukiwał na stronach internetowych parafii. Czasami wybierał księży o takim samym jak on nazwisku, aby podawać się za dalekiego krewnego. Do duchownego – księdza lub zakonnika – dzwonił lub przyjeżdżał osobiście 38-latek. Mówił, że jest starym znajomym, poznali się dawno temu, a on chciałby odnowić znajomość. Kiedy wybrane przez niego ofiary nabierały dostatecznie dużo zaufania, zaczynał zaciągać pożyczki. Część z duchownych została oszukana jednokrotnie, natomiast od kilku innych pokrzywdzonych wyłudził pieniądze wielokrotnie. Jego ofiarą padły także 2 osoby świeckie, które przekazały oszustowi pieniądze na prośbę księdza, który sam nie miał dosyć środków finansowych, aby „pomóc” oszustowi.

Do tej pory kryminalni ustalili 11 oszukanych duchownych w wieku od 61 do 91 lat i 2 osoby świeckie. Oszust wyłudzi w sumie blisko 85 tys. złotych. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia. Mężczyzna usłyszał prawie 100 zarzutów. Za wszystkie przestępstwa, których się dopuścił, może spędzić za kratami nawet 12 lat, ponieważ z przestępczego procederu uczynił sobie stałe źródło utrzymania.
Źródło info i foto: Policja.pl

Fałszywy ksiądz legalizuje pobyt imigrantów w Polsce, kierując ich do nieistniejącego zakonu

Fałszywy ksiądz bierze półtora tysiąca euro od obcokrajowców za legalizację ich pobytu w Polsce, a z Białorusinów i Ukrainek robi braci i siostry w zakonie, który nie istnieje – pisze „Wprost”. Ojciec Leonard ma się przy tym powoływać na wpływy w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim.

Tygodnik ujawnia, że były duchowny przedstawiał się imigrantom jako ojciec Leonard Kokosa i podawał się za prowincjała Zakonu św. Jana Jerozolimskiego (Joannici). Obcokrajowcy mieli płacić mu pieniądze nie tylko dlatego, że „odgrywał przed nimi rolę księdza zatroskanego o ich los”, ale także dlatego, że „powoływał się na wpływy wśród wysoko postawionych urzędników wydających decyzje co do pobytu obcokrajowców w Polsce” – czytamy.

Zdaniem „Wprost” o. Leonard to tak naprawdę Lech Zbigniew Kokosa. Ma 72 lata, jest byłym księdzem Kościoła Polskokatolickiego, został wyświęcony w 1971 r. Służył m.in. w Berlinie, pracował też Polskim Narodowym Kościele Katolickim w Nowym Jorku. Ks. Jerzy Bajorek, rzecznik prasowy Kościoła Polskokatolickiego mówi jednak, że tuż po powrocie ze Stanów został zawieszony. „Teczka z dokumentami Kokosy zaginęła, wyparowała. Nie mam gdzie tego sprawdzić” – mówi o powodach, choć dodaje: „Za to, co Kokosa robił już po tym, jak usunięto go z Kościoła Polskokatolickiego nikt z nas nie bierze odpowiedzialności”.

Głośno o Kokosie było już w 2005 roku, gdy Kuria Metropolitalna we Wrocławiu wystosowała komunikat ostrzegający wiernych przed działalnością fałszywego księdza, który posługiwał się imionami Mateusz oraz Lech.
Źródło info i foto: interia.pl

Gniezno: 28-latek z zarzutem oszustwa i znieważenia zwłok

Zarzuty oszustwa i znieważenia zwłok usłyszał 28-latek z Gniezna. Mężczyzna ukrył zwłoki swojego ojca w piwnicy i przez dwa miesiące pobierał jego zasiłek.

– Biegli ze względu na stan rozkładu zwłok nie potrafili określić bezpośredniej przyczyny zgonu, jednocześnie jednak nie ujawnili śladów wskazujących na działanie osób trzecich – powiedziała prok. Małgorzata Rezulak-Kustosz z Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie.

W piątek policja pojawiła się w jednym z mieszkań w Gnieźnie. Sąsiadów zaniepokoił nieprzyjemny zapach wydobywający się z przynależącej do niego piwnicy. Na miejscu znaleziono rozkładające się zwłoki.

Funkcjonariusze na miejscu zastali 28-latka. Mężczyzna przyznał, że ukrył ciało ojca, który kilka miesięcy temu zamieszkał z nim. – W trakcie wyjaśnień podejrzany wskazał również, że pobierał w okresie stycznia i lutego tego roku zasiłek przyznany ojcu. W związku z tym prokurator uzupełnił zarzut o wyłudzenie zasiłków – dodała prok. Rezylak-Kustosz.

Mężczyzna miał przenieść zwłoki ojca do piwnicy trzy dni po jego śmierci. 28-latek nie może opuszczać kraju, ma dozór policyjny. Grozi mu do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Uwaga na fałszywe linki do płatności. Można stracić majątek

Pan Artur stracił kilka tysięcy oszczędności klikając w fałszywy link do płatności. Wystarczyła chwila nieuwagi, by dane do logowania na jego konto bankowe przechwycił oszust. Choć pan Artur, krakowianin, jest pilotem odrzutowców pasażerskich, od ponad dziesięciu lat pasjonuje się składaniem drewnianych modeli… żaglowców. Jak mówi, to dla niego relaks i odskocznia od służbowych stresów.

Kilka dni temu na OLX wypatrzył okazyjną ofertę na kanadyjski dwumasztowy szkuner z XX wieku. – To była niezwykła gratka. Piękny żaglowiec regatowy, za połowę ceny. Kilka tygodni cierpliwego składania, a potem zdobiłby moją pokazową kolekcję. Wystarczyło tylko kliknąć w link do płatności przesłany przez ogłoszeniodawcę – relacjonuje nam pilot z Krakowa.

Niestety zamiast chluby swojej pokazowej kolekcji, pan Artur dorobił się pustego konta w banku i ogromnego rozczarowania. Jak się okazało, klikając w link do płatności i logując się swoimi danymi do konta bankowego, udostępnił oszustowi swoje dane. – To zjawisko phishingu.

Mechanizm polega na tym, że ktoś wysyła nam link do płatności, który wymaga np. wprowadzenia danych do logowania w bankowości internetowej albo innych naszych danych osobowych – wyjaśnia ekspert serwisu OLX.

– Następnie posługując się tymi danymi czyści nasze konto bankowe albo na nasze dane bierze kredyt gotówkowy – dodaje.

Klikając w linki przesłane przez kogoś w internecie zawsze należy sprawdzać, czy adres strony jest zgodny z oficjalnym, czy sprzedawca nie wysyła nam linka z gotowym tytułem płatności (najczęściej ciągiem liczb lub cyfr). Często sprzedający prosi o wpłacenie małej kwoty zaliczki dla potwierdzenia numeru naszego konta i przesyła gotowy link do uiszczenia opłaty.

– Kiedy idzie o nasze dane czy finanse, należy zachować szczególną czujność, bo sfałszowane strony często do złudzenia przypominają oryginalne, różnią się tylko adresem czy jedną w nim literką – tłumaczy ekspert OLX.

Jeśli dojdziemy do wniosku, że otrzymaliśmy link do strony służącej oszustwom, nie bądźmy obojętni. Warto zgłaszać je niezwłocznie do cert.pl i pomoc.olx.pl.
Źródło info i foto: se.pl

Policjanci zatrzymali oszusta na gorącym uczynku. Chciał wyłudzić pieniądze od 91-latka

Stołeczni mundurowi zatrzymali 34-letniego mężczyznę podejrzanego o oszustwa metodą na „policjanta”. Podejrzany został schwytany na gorącym uczynku, kiedy przyszedł odebrać 25 tysięcy złotych od 91-latka. Do 91-latka zadzwonił mężczyzna podający się za policjant. Przekonywał go, że rozpracowuje zorganizowaną grupę przestępczą i prosi o pomoc. Miała ona polegać na przekazaniu gotówki. Starszemu mężczyźnie podejrzany powiedział, że dzięki temu będzie mógł zatrzymać prawdziwych przestępców. 91-latek był przekonany, że pomaga śledczym. Nieświadomy przekazał 25 tysięcy złotych.

„Gdy policjanci pozyskali informację, że starszy mężczyzna padł ofiarą oszusta, wkroczyli do akcji. Zaczęli typować osoby mogące mieć związek z tym przestępstwem. 34-latek wpadł w ich ręce w momencie, kiedy przyszedł po pieniądze. Mężczyzna trafił do policyjnej celi” – przekazał Piotr Świstak ze stołecznej policji.

Śledczy nadal pracowali nad sprawą 34-latka i zbierali materiał dowodowy. Jak się okazało, podejrzany miał na koncie także inne oszustwa, których dokonał w stolicy. Wyłudzał pieniądze od ludzi. Jeden z pokrzywdzonych stracił nawet 78 tysięcy złotych.

„Podejrzany 34-latek usłyszał łącznie trzy zarzuty oszustwa. Prokurator poparł wniosek policjantów o zastosowanie wobec niego tymczasowego aresztu. Decyzją sądu 34-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące” – poinformował Piotr Świstak.

34-latkowi grozi kara pięciu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Lubin: Pracownik banku zawierał fałszywe umowy. Zatrzymano oszusta

Lubińscy policjanci zatrzymali mężczyznę, który zawierał fikcyjne umowy pożyczek, posługując się przy tym podrobionymi dokumentami – informuje dolnośląska policja. W ten sposób okradł niepełnosprawnego mężczyznę i swojego pracodawcę łącznie na 155 tysięcy złotych. Policjanci opublikowali wizerunki pozostałych osób, które są poszukiwane w związku ze sprawą.

Sprawą zajmowali się funkcjonariusze Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą z Komendy Powiatowej Policji w Lubinie. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że 36-letni mężczyzna zatrudniony w jednym z lubińskich banków bezprawnie wykorzystywał dane klienta placówki. Na swoją ofiarę wybrał osobę niepełnosprawną.

Pracownik banku zawierał fikcyjne umowy

Podejrzany zawierał fikcyjne umowy pożyczek, posługując się podrobionymi dokumentami. Mężczyzna działał w ten sposób co najmniej przez kilka miesięcy, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem instytucję finansową, w której pracował i jej klienta na kwotę blisko 155 tysięcy złotych. Ponadto 36-latek usiłował doprowadzić ten sam bank do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na kwotę 171 tysięcy złotych.

Podejrzany 36-latek usłyszał już zarzuty. Za czyny, których się dopuścił, grozi mu kara nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Z ustaleń śledczych wynika, że zatrzymany mężczyzna nie działał sam. Policjanci opublikowali wizerunki osób występujących w prowadzonym postępowaniu, prosząc o informacje, które mogą pomóc w ich identyfikacji i zatrzymaniu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl