Zatrzymano kobietę, która udawała policjantkę w Toruniu. Grozi jej 8 lat więzienia

Do 8 lat więzienia grozi kobiecie zatrzymanej przez kryminalnych z Komisariatu Policji Toruń – Śródmieście. Oszustka, udając policjantkę, odebrała od seniorki pieniądze. Jej wizytę poprzedził telefon od rzekomego funkcjonariusza CBŚ, który przekonał starszą panią, że jej oszczędności są zagrożone, dlatego należy je powierzyć „mundurowym”. – Przestępcy wciąż próbują, stosując te sam scenariusz, dlatego nie dajmy się zwieść i nigdy nie przekazujmy gotówki czy jakichkolwiek kosztowności nieznajomym – podkreśla podinsp. Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy KMP w Toruniu.

Oszuści wciąż „działają” i nierzadko obierają na cel osoby starsze, które uważają za łatwiejszy cel. W listopadzie 2020 roku, do 81-letniej mieszkanki toruńskich Bielan, na telefon stacjonarny, zadzwonił mężczyzna. Przedstawił się jako funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego. Powiedział starszej Pani, że prowadzi akcję przeciwko oszustom, którzy działają na jej osiedlu. Podstępnie wypytał ją o pieniądze. Poinformował również kobietę, że koniecznie musi sfotografować oraz spisać numery banknotów z oszczędności, które posiada w domu ponieważ są one zagrożone.
Źródło info i foto: se.pl

Zatrzymano oszustkę z gangu fałszywych wnuczków

Agnieszka O. (25 l.) spod Lublina nie ma serca. Razem ze wspólnikami tylko w ciągu ostatnich dni wyłudziła od starszych ludzi aż 180 tys. zł. Za każdego ograbionego dostawała od swoich bossów tysiąc złotych! Wnuczkowe mafie to już prawdziwa plaga. Wykorzystując ufność seniorów, bandyci pozbawiają ich oszczędności życia. Schemat działania jest zawsze podobny.

– Organizatorzy przekrętu dzwonią do starszych ludzi. Wmawiają im, że komuś z ich bliskich stała się krzywda i trzeba zapłacić, by mu pomóc. Po pieniądze zgłasza się „odbierak” – mówi jeden z lubelskich policjantów.

Takim „odbierakiem” była właśnie Agnieszka O. To ona przyjeżdżała do seniorów i zabierała kasę. Potem wymieniała pieniądze w kantorach i wysyłała dalej, najczęściej za granicę. Ale w końcu wpadła. Złapano ją po jednym ze skoków. Miała przy sobie 20 tys. zł. Oszustce grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ruda Śląska: Wyłudziła 2 mln złotych. Usłyszał ponad 10 tys. zarzutów

Policjanci z Rudy Śląskiej zajmujący się przestępczością gospodarczą zakończyli prowadzoną prawie 3 lata sprawę dotyczącą wyłudzenia blisko 2 milionów złotych od różnych firm z terenu całego kraju. 36-letnia katowiczanka prowadząca firmę w Rudzie Śląskiej wprowadzała w błąd przedsiębiorców, pozyskując od nich środki, które zgodnie z jej deklaracją miały pozwolić na zakup pomocy dydaktycznych dla szkół i przedszkoli. W rzeczywistości wpłaty zasilały jej prywatne konto.

Pieniądze miały być przeznaczone na zakup pomocy dydaktycznych

Działalność firmy, którą podejrzana prowadziła na terenie Rudy Śląskiej, opierała się na telemarketingu. Ona sama lub jej pracownicy w trakcie rozmowy z wybranym przedsiębiorcą starali się nakłonić go do dokonania wpłaty pieniężnej, która według zapewnień miała być przeznaczona na zakup pomocy dydaktycznych i artykułów biurowych dla placówek oświatowo-wychowawczych z ich okolicy.

– Policjanci z Rudy Śląskiej ustalili, że prowadzona przez katowiczankę działalność tylko imitowała legalnie działającą firmę, w rzeczywistości ograniczała się wyłącznie do wystawiania faktur, które w znikomym procencie odzwierciedlały rzeczywistości – czytamy na stronie KMP Ruda Śląska.

Wartość zakupionych i przeznaczonych dla ośrodków oświatowych środków rzeczowych stanowiła jedynie około 2% wysokości otrzymanych na ten cel wpłat. Tym samym realizacja deklaracji dotyczących wyposażenia placówek oświatowych w pomoce dydaktyczne ograniczała się wyłącznie do absolutnego minimum, stanowiąc swoistą zasłonę dla faktycznego celu, jakim było pozyskiwanie pieniędzy od przedsiębiorców.

W trakcie ponad 5 lat działalności sprawczyni wyłudziła blisko 2 miliony złotych

Właścicielka firmy nie miała zamiaru wywiązywania się z żadnych zobowiązań zaciąganych wobec wpłacających pieniądze przedsiębiorców. Pracownicy podejrzanej przekonywali pokrzywdzonych, że wpłacane środki przeznaczane będą na zakupy dla konkretnej, a często położonej blisko siedziby przedsiębiorcy placówki oświatowej, do której niejednokrotnie uczęszczali oni sami, lub uczęszczają ich dzieci.

– W trakcie ponad 5 lat działalności sprawczyni wyłudziła blisko 2 miliony złotych, z czego na pomoce dydaktyczne przekazane do szkół i przedszkoli wydała zaledwie 36 tysięcy zł, czyli nawet niecałe 2 procent wpłat otrzymanych od darczyńców. Policjanci z komendy w Rudzie Śląskiej przeszukali mieszkanie i biura 36-latki, zabezpieczając dokumentację finansową firmy, w skład której weszło między innymi prawie 13 tys. faktur VAT – czytamy na stronie KMP Ruda Śląska.

Materiał dowodowy zgromadzony został w 190 tomach akt

W czasie dochodzenia przesłuchano ponad 5500 osób, a całą zabezpieczoną dokumentację w tym historię kont bankowych poddano szczegółowej analizie. Materiał dowodowy w prowadzonym przez 2,5 roku dochodzeniu, zgromadzony został w 190 tomach akt, na które składały się zeznania świadków, analizy rachunku bankowego, przelewów pocztowych oraz analiza 12 930 faktur.

Zwieńczeniem tak ciężkiej i mozolnej pracy rudzkich policjantów było przedstawienie 36-letniej właścicielce firmy łącznie 10 042 zarzutów oszustwa. Sporządzony przez śledczych z Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą rudzkiej komendy akt oskarżenia, został zatwierdzony i przekazany do sądu przez nadzorującego sprawę prokuratora. Nieuczciwej katowiczance grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
Źródło info i foto: rudaslaska.com.pl

Założyła fałszywe biuro podróży i uciekła z pieniędzmi. Oszukała 200 osób

44-latka z Biłgoraja (woj. lubelskie) miała organizować dla swoich klientów wakacje. Jednak okazało się, że nie robiła nawet rezerwacji. Teraz szuka jej policja. Jak ustalili policjanci, 44-letnia kobieta podpisywała umowy i przyjmowała pieniądze na organizowanie wycieczek. Okazało się jednak, że było to oszustwo. Poszkodowani zaczęli zgłaszać się na policję.

Policja ustaliła, że właścicielka biura nie robiła nawet rezerwacji na te wyjazdy. Zabrała pieniądze od klientów i uciekła. Udało się jej oszukać około 180 osób. Trwają poszukiwania właścicielki biura podróży. Dochodzenie wszczęła także prokuratura. Policja nie podaje, o jakie biuro dokładnie chodzi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Poszukiwana oszustka

Wrzesińska policja opublikowała nagranie z wizerunkiem kobiety, która wyłudziła od mieszkańca Chwalibogowa (woj. wielkopolskie) umowę kredytową na sprzęt RTV o wartości 17 tys. zł. Schorowany 73-latek nawet nie potrafi powiedzieć, co się dokładnie stało. Do zdarzenia doszło 1 lipca. Tego dnia do 73-letniego mieszkańca Chwalibogowa przyjechały dwie kobiety. Po krótkiej rozmowie staruszek zabrał z domu dowód osobisty, wsiadł z kobietami do samochodu i wspólnie odjechali w kierunku Wrześni.

Początkowo nie było wiadomo, co się stało ze starszym panem. Rodzina znalazła go kilka godzin później obok ratusza we Wrześni, ale nie potrafił wyjaśnić, skąd tu się wziął. Dopiero kilka dni później okazało się, że jedna z nieznanych mu kobiet namówiła go na zawarcie umowy kredytowej na zakup sprzętu RTV o wartości 17 tys. zł. Sprawa wyszła na jaw, gdy na jego adres przysłano kopie zwartych umów. Rodzina zgłosiła sprawę na policję.

– Ten mężczyzna jest ciężko schorowany, przeszedł udar. Nawet nie potrafił wyjaśnić, co się dokładnie stało, co mówiły mu kobiety, z którymi wsiadł do samochodu i w jaki sposób skłoniły go do podpisania umowy kredytowej – wyjaśnia w rozmowie z Wirtualną Polską Adam Wojciński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji we Wrześni.

Kobietę zarejestrowały kamery monitoringu znajdujące się w sklepie, gdzie doszło do podpisania umowy. Policja opublikowała nagranie i prosi o kontakt osoby, które rozpoznają oszustkę lub mają jakiekolwiek informacje na jej temat. Można zgłaszać się osobiście do Komendy Powiatowej Policji na ul. Szkolnej 23 we Wrześni lub telefonicznie pod czynnym całą dobę numerem 61-437-52-00.
Żródło info i foto: wp.pl

Poszukiwana oszustka z Polski

53-letnia Polka z Rzeszowa oszukała na portalu randkowym 50-letniego Brytyjczyka. Mężczyzna zakochał się i liczył, że wreszcie spotkają się i rozpoczną wspólne życie. Tymczasem kobiecie chodziło jedynie o wyłudzenie od niego pieniędzy. Obecnie szuka jej policja. Polka rozkochała w sobie Brytyjczyka z portalu randkowego. Mieszkaniec Hrabstwa Yorkshire w Anglii rozmawiał ze swoją sympatią codziennie przez 3 miesiące. W Internecie spędzali długie godziny. Mężczyzna snuł plany wspólnej przyszłości. Okazało się jednak, że jej chodziło jedynie o pieniądze.

53-letnia mieszkanka Rzeszowa poprosiła internetowego kochanka o pieniądze na bilet lotniczy, by wreszcie mogli zobaczyć się na żywo. Zakochany Yunus L. dokonał przelewu na kwotę 500 zł. Oszustka zażądała również pieniędzy na utrzymanie dla jej syna. Mężczyzna przelał jej 250 funtów, czyli ok. 1400 złotych. Od tej pory przestała odpowiadać na próby kontaktu z jego strony. Poszedł na policję. Angielscy mundurowi zanadto nie zainteresowali się tą sprawą ze względu na niską szkodliwość społeczną czyny. Podjęcie kroków prawnych w Polsce wiązałoby się z koniecznością przyjazdu do kraju w celu złożenia zeznań. Mężczyzna liczy, że uda się odnaleźć oszustkę, która posługiwała się prawdziwymi danymi.

– Ja już straciłem na tę oszustkę wystarczająco dużo pieniędzy, liczę, że policja brytyjska będzie współpracować w mojej sprawie z polską, a zeznania złożone w UK wystarczą. A dla innych mężczyzn szukających w internecie kogoś bliskiego mam radę: nie ufajcie żadnej kobiecie na tyle, by dawać pieniądze. Nigdy nie wiadomo, jakie naprawdę ma intencje. – mówi w rozmowie z nowiny24.pl pokrzywdzony Brytyjczyk Yunus L.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Oszukała emerytkę na ogromne pieniądze

60-letnia bydgoszczanka straciła 50 tys. zł, bo uwierzyła, że jej córka miała wypadek samochodowy w Anglii. – Mimo naszych apeli bydgoszczanie nadal dają się nabierać na tak prymitywne oszustwa – komentują policjanci. W środę przed południem do 60-latki zadzwoniła kobieta, informując, że przytrafiła się jej stłuczka samochodowa w Wielkiej Brytanii. Bydgoszczanka była przekonana, że to jej córka jest w tarapatach.

Oszustka poinformowała, że została zatrzymana przez policję. Wyjaśniała, że może uniknąć kłopotów, ale pod warunkiem przekazania łapówki dla prokuratora. Do rozmowy włączył się mężczyzna, przedstawił jako policjant. Potwierdził historyjkę o wypadku i potrzebnej gotówce. Oszuści chcieli 50 tys zł. Zdenerwowana bydgoszczanka przyznała, że ma spore oszczędności, ale na koncie w banku. Fałszywa córka zaproponowała spotkanie na ul. Gdańskiej niedaleko banku po tym, jak mama wypłaci pieniądze z konta.

Po odbiór gotówki przyszedł mężczyzna w wieku ok. 35 lat. Bydgoszczanka po powrocie do domu zadzwoniła do córki, by ją uspokoić i zapewnić, że sprawa jest już załatwiona, a pieniądze niebawem zostaną dostarczone do Anglii. – Odebrała prawdziwa córka, kobieta powiedziała, że ma się dobrze i żadnego wypadku nie miała – mówi Przemysław Słomski z biura prasowego bydgoskiej policji.

Żeby nie dać się oszukać przez fałszywego wnuczka, córkę, syna czy policjanta, funkcjonariusze apelowali do starszych osób we wszystkich mediach, w tym w Telewizji Trwam i Radiu Maryja. Poprosili też proboszczów w parafiach, by ostrzegali wiernych przed oszustami. Mimo to nadal starsze osoby padają ofiarami tego typu przestępstw. Przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy czeka proces dwóch mężczyzn oskarżonych o wyłudzenie w podobny sposób kwoty 229 tys. zł.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Oszukała ludzi na 3 mln złotych

Notoryczna oszustka z Poraja na Śląsku – która na ok. 3 mln zł naciągnęła mieszkańców trzech wsi – szydzi sobie z wymiaru sprawiedliwości. Choć została skazana, nadal wyłudza kolejne kredyty! I to jak bezczelnie! – Myślałam, że zwariuję, kiedy dostałam kolejne wezwanie z policji. Nie dwa kredyty wzięła na nasze konto, ale dziewięć! – nie mogą wprost uwierzyć Zofia i Janusz Wróblowie. Wkrótce ruszy kolejny proces perfidnej oszustki. Dostała aż 70 zarzutów. Na razie.

Po raz pierwszy o Annie M. (65 l.) – w Poraju prowadzącej sklep Grosik – pisaliśmy już w maju. Oszustka w wiejskim sklepie sprzedawała sprzęt AGD i przy okazji prowadziła usługi kredytowe. Sprytna naciągaczka bez skrupułów napychała własną kieszeń. Kredyty brała oczywiście nie na siebie, ale mieszkańców trzech okolicznych wsi: głównie Poraja, ale i Choronia oraz Jastrzębia. Swobodnie posługiwała się ich danymi i fałszowała podpisy! Ludzie w Poraju są w szoku – wciąż dostają kolejne wezwania do zapłaty za sprzęty, których nigdy nie brali na kredyt! – Ta baba żyje jak królowa na nasz koszt i śmieje się nam w oczy – mówi oburzona Wróblowa.

Już w styczniu za oszustwa i wyłudzenia kredytów oszustkę skazano na 3 miesiące w zawieszeniu. Ale wyrok niczego jej nie nauczył. Robi to samo, zmieniła tylko… nazwę sklepu na Ania. A lista oszukanych przez Annę M. jest długa. Są na niej wszyscy: niepełnosprawni, głuchoniemi, sąsiedzi, znajomi, a nawet jej własna rodzina! – Nie przeszkadzało jej nawet to, że jesteśmy kuzynkami. Na moje nazwisko, fałszując mój podpis, nabrała kredytów na jakieś 20 tys. zł. Myślałam, że umrę na zawał, nie wiem, czy komornik nie zastawi mojego domu – skarży się kuzynka oszustki Krystyna B. (68 l.).

Na szczęście policja w Myszkowie zakończyła właśnie kolejny etap śledztwa. – Annie M. postawiono 70 zarzutów, głównie oszustwa i podrabiania podpisów na umowach – przyznaje Magda Modrykamien z myszkowskiej policji. – To niestety nie koniec, bo kolejne sprawy do nas wpływają. Tym razem zawiadomienia składają banki i kolejni oszukani. A oszustka za wyłudzone pieniądze żyje sobie jak królowa. Mieszka w okazałej willi w Choroniu, z bramą na pilota i nadal urzęduje w wiejskim sklepie w Poraju. Jej sprawa w sądzie rozpocznie się 27 października o g. 13.50. Mieszkańcy mają nadzieję, że tym razem sąd nie będzie dla niej taki łaskaw jak poprzednio.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Poszukiwana kobieta ukradła emerytce 20 tys. złotych

70-letnia emerytka odebrała telefon od rzekomej wnuczki. Oszustka twierdziła, że potrzebuje pilnie pieniędzy. Ufna kobieta dała się oszukać i straciła w ten sposób 20 tys. złotych! Konińskim policjantom udało się znaleźć złodziejkę na jednej z kamer monitoringu

Mimo apeli o ostrożność i niewpuszczanie do mieszkania nieznajomych, nadal w całej Polsce starsze osoby padają ofiarami gangów oszustów działających tzw. metodą na wnuczka. Do kolejnej tego typu kradzieży doszło 9 lipca w Koninie. 70-letnia kobieta odebrała telefon od rzekomej wnuczki, która poprosiła o pomoc finansową. Dalszy scenariusz wydarzeń był taki jak zawsze – wnuczka nie mogła osobiście odebrać pieniędzy i dlatego poprosiła o to koleżankę, którą okazała się oszustka. 70-letnia mieszkanka Konina przekazała jej 20 tys. zł.

– „Policjantom z Wydziału Kryminalnego udało się zdobyć zdjęcie kobiety, która najprawdopodobniej odebrała pieniądze od staruszki” – informuje Marcin Jankowski, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Koninie. Ktokolwiek rozpoznaje kobietę lub może w jakikolwiek sposób pomóc w ustaleniu jej personaliów, proszony jest o kontakt telefoniczny z policjantami prowadzącymi sprawę pod nr tel. (63) 247-25-58, z Wydziałem Kryminalnym pod nr (63) 247-25-00. Można też zadzwonić pod całodobowy numer 997 lub 112.
Żródło info i foto: Fakt.pl

24-letnia Weronika S. oszukiwała proboszczów

24-letnią mieszkankę Małopolski oskarżono o dokonanie lub usiłowanie dokonania aż 844 przestępstw polegających na wprowadzaniu w błąd proboszczów parafii na terenie całej Polski. Kobieta usiłowała w ten sposób sprzedawać parafiom sprzęt przeciwpożarowy po zawyżonych cenach. Weronika S. była zatrudniona w firmie telemarketingowej zajmującej się sprzedażą sprzętu przeciwpożarowego. Wkrótce założyła własną działalność gospodarczą, w ramach której telefonowała do proboszczów parafii na terenie całej Polski i posługując się fikcyjnymi danymi, podawała się za pracownika Państwowej Straży Pożarnej, Centrum Zabezpieczenia Pożarowego lub firmy zajmującej się kontrolą przeciwpożarową obiektów. Podczas rozmów z przedstawicielami parafii informowała o konieczności nabycia oferowanych przez nią artykułów w postaci gaśnic, kocy gaśniczych lub tablic informacyjnych. Zapewniając, że oferowane przez nią towary są atestowane i mają korzystną cenę, powoływała się na wymogi unijne oraz zalecenia kurii. Wartość oferowanego przez kobietę sprzętu była kilkakrotnie niższa niż cena, za którą sprzedawała ją Weronika S. Żródło info i foto: Gazeta.pl