Rozbito gang oszukujący metodą „na BLIK”

Lubuska Policja rozbiła zorganizowaną grupę przestępczą dokonującą oszustw metodą „na BLIK”. Efektem niesłychanie żmudnej i wytężonej pracy śledczych było dotarcie do hermetycznego środowiska, zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie 7 osób, które przestępczy proceder realizowały na terenie całej Polski. W sprawie, która jest rozwojowa, a nadzorowana przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wlkp. już postawiono ponad 200 zarzutów.

Przestępczy proceder trwał co najmniej od stycznia 2019 do maja 2020 roku. Realizowany był przez zorganizowaną grupę przestępczą, która z wyłudzeń i oszustw uczyniła sobie stałe źródło dochodu. Na czym zatem polegał mechanizm przestępczy? Oszuści wykorzystywali do tego celu aplikację BLIK. A w zasadnie zaufanie i naiwność osób, bo sama aplikacja jest bardzo bezpieczna. W pierwszej kolejności wykorzystywali oprogramowanie do przejmowania kont na Facebooku. Po kliknięciu na sugerowane do obejrzenia filmy zamieszczane na stronach internetowych znanych wydawców następowało przekierowanie na automatyczne przetwarzanie danych teleinformatycznych. Kiedy oszuści już dysponowali loginem i hasłem, nie pozostawało nic innego jak zalogowanie się do określonego konta na Facebooku. A pokrzywdzeni żyli w przekonaniu, że korespondują ze znajomymi. Przestępcy prosili zatem przez komunikator o przesłanie kodu BLIK. Po zdobyciu zaufania i przekonania, że jest to nasz znajomy, nie było większych problemów, aby taki kod przesłać. A co za tym idzie, umożliwić wypłacanie przez oszustów pieniędzy z bankomatów.

Z reguły były to transakcje od tysiąca do 3 tys. zł. Na tę chwilę lubuscy policjanci w sprawie mają ponad 200 pokrzywdzonych. Dotarcie do tej zorganizowanej grupy przestępczej było niezwykle trudne. Do sprawy oddelegowano najbardziej doświadczonych śledczych z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą oraz Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp., którzy wspólnie z Prokuraturą Okręgową krok po kroku zbliżali się do przełomowych ustaleń. Szukali punktów odniesienia, które pozwolą na dotarcie do grupy, w której jej liderzy wykorzystywali tzw. słupy. Żmudna i ciężka praca połączona z doświadczenie rzuciła światło na ten przestępczy proceder.

W październiku 2019 roku doszło do pierwszych zatrzymań na terenie Gorzowa Wlkp. Choć to jedno z wielu punktów na mapie Polski, gdzie oszuści prowadzili swą przestępczą działalność. Ślady zostawili również w Gdańsku, Warszawie, Gryfinie, Poznaniu, Wrocławiu czy Gorzowie Wlkp. oraz innych miastach w kraju. Sześć osób zostało zatrzymanych między październikiem 2019 a styczniem 2020 roku przez policjantów śledczych i zwalczających przestępczość gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. Wszystkie usłyszały zarzuty związane z oszustwem, także komputerowym i zostały tymczasowo aresztowane. Podczas przeszukań policjanci zabezpieczyli specjalistyczny sprzęt służący do tego rodzaju przestępczości. Jak nie trudno się domyślić były to komputery stacjonarne, laptopy, oprogramowania, telefony komórkowe, modemy, routery, zestawy startowe, karty SIM, karty sieciowe, bankomatowe, dyski itp.

21 maja br. na terenie Szczecina funkcjonariusze z Lubuskiej Policji zatrzymują lidera zorganizowanej grupy przestępczej. To osobą kierująca wszystkimi działaniami w grupie, w której istniał swoisty podział na role. 34-latek z województwa zachodniopomorskiego usłyszał łącznie 35 zarzutów związanych z oszustwami oraz wydawaniem poleceń. Bartosz P. kierował zorganizowaną grupą przestępczą, z której wszyscy jej członkowie uczynili sobie stałe źródło dochodu. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. Pozostałej szóstce 8 lat. Sprawa ma charakter rozwojowy i nadzorowana jest przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wlkp. Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. ustalają w tej sprawie kolejnych pokrzywdzonych, przejmując do prowadzenia podobne sprawy z całej Polski.
Źródło info i foto: Policja.pl

„Hoss” może wyjść z aresztu. Musi zapłacić kaucję

Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał we wtorek w mocy postanowienie o stosowaniu aresztu wobec Arkadiusza Ł. ps. Hoss, nazywanego „królem mafii wnuczkowej”. Sąd wskazał jednak, że jeżeli do 29 maja wpłaci on 500 tys. zł poręczenia majątkowego – zostanie objęty dozorem policyjnym. We wtorek Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpatrywał zażalenie obrońców Hossa na stosowanie wobec niego tymczasowego aresztowania. Jak poinformowała rzeczniczka prasowa Sądu Apelacyjnego w Poznaniu sędzia Elżbieta Fijałkowska, „sąd utrzymał w mocy postanowienie o tymczasowym aresztowaniu”.

– Natomiast sąd uznał, że jeśli do 29 maja zostanie wpłacone poręczenie majątkowe w łącznej kwocie 500 tys. zł, to będzie (zastosowany – red.), dozór policyjny, związany z obowiązkiem zgłaszania się oskarżonego trzy razy w tygodniu, oraz dodatkowo zakaz opuszczania Poznania, w którym mieszka na stałe, oraz zakaz opuszczania kraju” – powiedziała Fijałkowska.

Proces trwał ponad dwa lata

Arkadiusz Ł. ps. Hoss został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na 7 lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet. Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych „Hoss” zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na 6 lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawnienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

„Hoss” zniknął

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez prokuraturę w Warszawie. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie Hossa.

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Złapali go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu.

18 marca poznański SO umorzył postępowanie wobec Arkadiusza Ł. Sąd uznał, że czyny, jakie mu zarzucono obejmują okres, za który został skazany przez SO w Poznaniu we wrześniu ub. roku. Przyjęto koncepcję czynu ciągłego, czyli w tym przypadku oszustwa popełnionego w jednym czasie. Sąd uznał je za jeden czyn, ponieważ nowy akt oskarżenia wobec „Hossa” obejmuje takie same zachowania, popełnione taką samą metodą, jak te, za które został osądzony. W związku z tym sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu.

Zatrzymano go 10 kwietnia

20 marca Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do Sądu Okręgowego w Poznaniu wniosek o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. tzw. aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku. Zdaniem prokuratury istnieje duże prawdopodobieństwo, że w postępowaniu apelacyjnym wyrok 7 lat więzienia dla Arkadiusza Ł. zostanie utrzymany. Wskazano również na obawę, że oskarżony będzie ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Sąd uwzględnił wniosek prokuratury i wydał decyzję o aresztowaniu „Hossa” na sześć miesięcy.

25 marca poznański Sąd Okręgowy wydał list gończy za Arkadiuszem Ł. po tym, jak policja poinformowała, iż nie zastała go pod wskazanym adresem, gdzie miał przebywać.

„Hoss” został zatrzymany 10 kwietnia w Warszawie przez poznańskich policjantów z Zespołu Poszukiwań Celowych – to tzw. Łowcy Głów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Udawał prokuratora. Wyłudził ponad 50 tys. złotych

Łódzcy kryminalni zatrzymali 25-latka, który uczestniczył w wyłudzeniu ponad 50 tys. zł od starszego mężczyzny. Trafił już za kraty – na razie na trzy miesiące.

8 maja policjanci patrolowali osiedle Teofilów. Prowadzili działania pod kątem oszustów wyłudzających od ludzi pieniądze metodą „na wnuczka” czy „na policjanta”. Po godz. 13 w rejonie ulicy Aleksandrowskiej zwrócili uwagę na mężczyznę, który zachowywał się dziwnie nerwowo. Rozmawiając przecz telefon obserwował balkony bloków.

W pewnym momencie zauważyli, że na jednym z balkonów pojawił się starszy mężczyzna. Wyrzucił na ziemię reklamówkę. Obserwowany młody człowiek podszedł i ją zabrał. Policjanci nie czekali już dalej. Postanowili go wylegitymować. 25-latek próbował się wyrwać i uciec, ale nie udało mu się. Został obezwładniony i zatrzymany. W torbie było 33 tys. złotych. Funkcjonariusze poszli do mieszkania, z którego ktoś wyrzucił pieniądze. Zastali tam 62-latka, który oświadczył, że pieniądze wyrzucił… na polecenie prokuratora, z którym był w stałym kontakcie telefonicznym! – Powiedział też, że godzinę wcześniej, również przez telefon, otrzymał polecenie wypłacenia z banku kwoty 19.500 zł i pozostawienia ich przy śmietniku. Mężczyzna wykonał to polecenie zgodnie z instrukcją – informuje Radosław Gwis z biura prasowego łódzkiej policji. Policjanci wytłumaczyli pokrzywdzonemu, że padł ofiarą oszustwa i powinien złożyć stosowne zawiadomienie.

19, 5 tys. zł, które mężczyzna zostawił przy śmietniku kryminalni także odzyskali. Były w samochodzie, którym przyjechał 25-latek. Zaparkował go kilka posesji dalej. Zebrane w sprawie dowody pozwoliły na przedstawienie mu zarzutu oszustwa. Grozi mu do ośmiu lat więzienia, a stróże prawa sprawdzają, czy nie ma na koncie innych podobnych przestępstw.

Pomimo licznych apeli nadal dochodzi do oszustw „pod legendą”. Podając się za członków rodziny, policjantów, agentów lub prokuratorów oszuści nakłaniają starsze osoby do przekazywania oszczędności całego życia. Nie dalej jak 8 maja do stojącego na ul. Żeligowskiego radiowozu drogówki w Łodzi podeszła starsza kobieta i oświadczyła, że ma pieniądze dla policjantów. Miała to być kwota 30 tys. złotych, które wypłaciła z banku na polecenie rzekomego prokuratora. Funkcjonariusze uświadomili seniorkę, że została oszukana i odprowadzili ją do banku, aby mogła wpłacić pieniądze z powrotem na konto.

Przestępcy, nieustannie modyfikują metody oszustw, wymyślają wciąż nowe. Podają się za policjantów z Centralnego Biura Śledczego lub komend Policji. Straszą potencjalne ofiary utratą oszczędności w przypadku gdy nie będą z nimi współpracować. Najczęściej wybierają osoby starsze, dzwoniąc na telefony stacjonarne. Przekonują o konieczności przekazania pieniędzy, obiecując, że za chwilę w nienaruszonym stanie zostaną zwrócone. Gdy to potrzebne, oszuści zdobywają adres pokrzywdzonego podając się za pracowników m.in. firm kurierskich i wmawiając seniorom, że mają dla nich przesyłkę, na której adres jest nieczytelny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Uwaga na oszustów. wykorzystują zainteresowanie pandemią. „Czasem od razu wyciągają rękę po pieniądze”

Aż 55 procent Polaków przyznało, że w czasie pandemii otrzymuje więcej fałszywych wiadomości, służących wyłudzeniu ich danych osobowych – wynika z najnowszego sondażu Krajowego Rejestru Długów. Eksperci podkreślają jednak, że sami niewiele robimy, aby je chronić.

Jak wynika z badania przeprowadzonego tuż przed Wielkanocą na zlecenie Krajowego Rejestru Długów przez IMAS International, co ósmy Polak otrzymał w okresie trwającej epidemii podejrzanego SMS-a lub e-maila. Najczęściej były to prośby o kliknięcie w umieszczony w wiadomości link (42 proc. badanych) lub otworzenie załącznika (44 proc. ankietowanych).

– Zastosowanie się do takiej prośby prawdopodobnie równałoby się z instalacją wirusa lub złośliwego oprogramowania, które umożliwiłoby przestępcom dostęp do naszych danych – wskazał PAP Bartłomiej Drozd z serwisu ChronPESEL.pl, partnera Krajowego Rejestru Długów.

Takie informacje, jak przyznał, mogą być wykorzystane np. do wyłudzenia kredytu albo zakupu sprzętu elektronicznego. – Czasem oszuści od razu wyciągają rękę po nasze pieniądze. 25 proc. podejrzanych wiadomości zawierała bowiem bezpośrednią prośbę o wykonanie określonej płatności – zaznaczył.

Wykorzystują zainteresowanie pandemią

Jak wynika z badania, 84 proc. Polaków jest „żywo zainteresowana” tym, co media komunikują na temat epidemii koronawirusa. 61 proc. z nich szuka informacji na własną rękę.

Oszuści, jak powiedział Drozd, chcą wykorzystać to, że jest to obecnie temat numer jeden na świecie – dlatego od momentu pojawienia się pierwszych przypadków zachorowań w Polsce jesteśmy zalewani pojawiającymi się w sieci ofertami kupna produktów, które mają nas uchronić przed COVID-19.

Najpopularniejsze są maseczki, szczepionki i suplementy rzekomo hamujące rozwój choroby. – Przestępcy liczą na to, że nieostrożni internauci ujawnią w ten sposób informacje, takie jak imię i nazwisko, numer PESEL lub adres domowy, które będzie można wykorzysta – przestrzegł ekspert.

Przypomniał, że Prokuratura Krajowa powołała grupę odpowiedzialną za monitorowanie incydentów i przestępstw gospodarczych związanych z koronawirusem w Polsce, a Ministerstwo Cyfryzacji wspólnie z NASK, UKE i największymi telekomami uruchomiło rejestr stron pishingowych.

Polacy pewni swojej wiedzy

Według badania KRD 60 proc. Polaków deklaruje, że jest świadoma tego, że w czasie epidemii są bardziej narażeni na wyłudzenie swoich danych. 88 proc. z nich twierdzi, że wie, jak rozpoznać fałszywą informację z banku, a 69 proc. jest pewna, że podczas zakupów internetowych „z łatwością unikną wszelkich pułapek zastawionych przez cyberprzestępców”.

– To deklaracje. Pytanie, czy większa świadomość oraz pewność swojej wiedzy i umiejętności przekładają się na rzeczywistość, np. na regularną zmianę haseł – powiedział Adrian Figurniak z serwisu ChronPESEL.pl.
Zwrócił uwagę, że zgodnie z badaniem, pomimo wysokiej świadomości zagrożenia, tylko 18 proc. Polaków deklaruje regularną zmianę używanych w sieci haseł, a 8 proc. przyznało, że usunęli swoje konta w serwisach, z których dawno nie korzystali.

Z kolei uruchomienie dodatkowych programów blokujących spam na urządzeniach, których używają na co dzień zadeklarowało 21 proc. – To iluzoryczna ochrona, bo większość internautów korzysta z wersji próbnych lub darmowych aplikacji – podkreślił Figurniak. Według niego ważne jest nie tylko to, by regularnie zmieniać hasła do kont, ale też ograniczać miejsca, w których udostępniliśmy nasze dane do minimum.

– Z konsekwencjami wycieku danych możemy mierzyć się nawet kilka lat po tym, jak przestępcy weszli w ich posiadanie. Stąd bardzo ważne, by zachować czujność i odpowiednio chronić dane – podsumował Drozd.

Badanie przeprowadzono 3-5 kwietnia 2020 r. na reprezentatywnej próbie 510 osób.
Źródło info i foto: tvn24bis.pl

Uwaga na oszustów! „Przebrani w kombinezony podszywają się pod służby sanitarne i proponują dezynfekcję”

Mogą wyczyścić mieszkanie, ale nie z koronawirusa, a z biżuterii i pieniędzy. Lubuska policja ostrzega przed nową formą oszustwa. Oszuści i złodzieje wykorzystują sytuację epidemiologiczną w Polsce. Ucichły przypadki wyłudzeń „na wnuczka” i „na policjanta”. Pojawiły się nowe.

– Mamy sygnały od służb sanitarnych dotyczące nowej formy oszustw w Polsce. Osoby przebrane w kombinezony, okulary ochronne, maseczki podszywają się za służby sanitarne i proponują przypadkowym osobom dezynfekcję ich mieszkań. Tymczasem, kiedy jedna osoba realizuje pseudodezynfekcję, inna plądruje i czyści mieszkanie z wartościowych rzeczy oraz gotówki – informuje nadkom. Marcin Maludy, rzecznik lubuskiej policji.

Funkcjonariusze przypominają, że służby sanitarne nie działają w ten sposób. Jak się upewnić?

– Przede wszystkim zawsze wskazany, a nawet konieczny wydaje się telefon do pracowników sanepidu czy instytucji, na którą powołują się takie osoby. Absolutnie nie wpuszczajmy ich do mieszkania pod żadnym pretekstem. Do tego dochodzą szczególnie kwestie zdrowotne – zwłaszcza dziś. O takich sytuacjach prosimy powiadamiać policję – dodaje Maludy.

Czy policjanci odnotowali już takie przypadki kradzieży?

– Na razie nie mamy w regionie takich oficjalnych zgłoszeń, ale skoro pojawiają się niepokojące sygnały, to postanowiliśmy ostrzec przed potencjalnym niebezpieczeństwem – mówi rzecznik lubuskiej policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

CBŚP rozbiło gang handlujący wirtualną kawą i olejem

Co najmniej 38 milionów złotych mógł stracić Skarb Państwa na działalności grupy zajmującej się wyłudzaniem VAT na handlu m.in. kawą i artykułami chemicznymi. Zdaniem śledczych z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu oszuści działali półtora roku. W ostatnich dniach funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 8 osób związanych z tym gangiem „vatsterów”.

Z ustaleń śledczych wynika, że szajka „vatsterów” zaczęła działać w kwietniu 2015 r. Oszuści znaleźli prosty sposób na wzbogacenie się kosztem państwa.

Poprzez sieć spółek w Polsce oraz Unii pozorowali tzw. wewnątrzwspólnotowy obrót olejem rzepakowym, kawą czy artykułami chemicznymi. W rzeczywistości przestępcy dokonali niewielkiej liczby transakcji, ale głównie dla zachowania pozorów legalnej działalności. A i tak, gdy nawet sprzedawano realny towar, to manipulowano kwotami na fakturach.

Według wstępnych szacunków działalność grupy mogła narazić Skarbu Państwa na uszczuplenia podatkowe w wysokości co najmniej 38 mln zł. Działalność tego gangu „vatsterów” udało się przerwać jesienią 2016 r., kiedy to policjanci przeszukali kilkadziesiąt mieszkań i firm na terenie województw: śląskiego, małopolskiego, wielkopolskiego oraz dolnośląskiego.

Do zatrzymań członków grupy doszło w ubiegłym tygodniu w południowej i południowo-wschodniej Polsce. W Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu ośmiu podejrzanych usłyszało zarzuty „udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i popełnienia przestępstw karnoskarbowych”. Grozi za to do 10 lat więzienia. Jeden z podejrzanych trafił na trzy miesiące do aresztu.

Podczas akcji zabezpieczono gotówkę i samochody zatrzymanych o wartości 180 tys. zł.
Źródło info i foto: TVP.info

W Finlandii rośnie liczba oszustw „na koronawirusa”

Trzej mężczyźni, którzy przedstawiali się jako „inspektorzy do spraw koronawirusa”, pod pretekstem epidemii odwiedzili prywatny dom niedaleko Helsinek. Właściciel zgłosił, że w trakcie „inspekcji” skradziono mu gotówkę oraz kosztowności – poinformowała komenda policji.

Jak podano w komunikacie, zdarzenie miało miejsce w miejscowości Vihti (ok. 50 km na północny zachód od Helsinek), a „podejrzani mówiący po fińsku zapukali do okna mieszkania i poinformowali, że przystępują do inspekcji w związku z koronawirusem”. Jeden z „kontrolerów” rozmową „odwracał uwagę” właściciela, a dwaj pozostali w tym czasie „krążyli po mieszkaniu”.

Następnie – opisuje policja – po rzekomo przeprowadzonej inspekcji, właściciel został poproszony o uiszczenie 10 euro opłaty przez urządzenie przypominające terminal płatniczy. Po tym, gdy mężczyźni wyszli z domu, właściciel zauważył, że skradziono mu m.in. dwa tys. euro w gotówce oraz wiele cennych przedmiotów.

To pierwszy taki zgłoszony na policję przypadek oszustwa dokonanego „na koronawirusa” – podkreśla policja, przestrzegając jednocześnie, aby w obecnej, nadzwyczajnej sytuacji obywatele – a szczególnie osoby samotne i starsze – zachowali czujność i szczególną ostrożność.
Źródło info i foto: interia.pl

Policja przestrzega przed oszustami. Sprzedają środki, które zwalczają koronawirusa

Policja przestrzega przez nieuczciwymi osobami, które wykorzystują epidemię koronawirusa. Oferują oni sprzedaż środków, które rzekomo mają cudowne właściwości i zwalczają wirusa z Wuhan. Oszuści oferują swoje produkty w internecie lub podszywają się pod instytucje i organizacje, które zajmują się zwalczaniem i zapobieganiem rozprzestrzeniania się wirusa.

Po odnotowaniu pierwszych przypadków koronawirusa w Polsce funkcjonariusze policji otrzymali informacje o przypadkach oszustw związanych z leczeniem wirusa.

„W sieci pojawiły się oferty sprzedaży środków m.in. amuletów czy cudownych herbatek, które mają rzekomo uchronić przed zachorowaniem na koronawirusa czy też w przypadku zarażenia spowodować cudowne ozdrowienie. Problem dotyczy nie tylko nieuczciwych sprzedawców, ale i podszywania się pod Służby Sanitarne i Ministerstwo Zdrowia oraz inne instytucje i organizacje, które walczą z rozprzestrzenianiem się i szerzeniem koronawirusa” – przekazała policja.

Jak się okazuje, śledczy odnotowali nieuczciwe przypadki ofert i rozpowszechniania nieprawdziwych informacji dotyczących metod leczenie koronawirusa nie tylko w internecie. Policja przestrzega przez oszustami. „Nie dajmy się zwieść, nie kupujmy cudownych środków mających nas rzekomo uchronić przed zachorowaniem na koronawirusa czy nagle uzdrowić. Nie wpuszczajmy też takich osób do swoich domów i o każdym tego typu przypadku informujmy Policję”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Uwaga na oszustów. Apel policji. Wykorzystują strach przed koronawirusem

Policjanci przestrzegają przed osobami, które wykorzystując epidemię koronawirusa, oferują do sprzedaży środki mające rzekomo cudowne właściwości i zwalczające SARS-CoV-2. Oszuści oferują je w Internecie lub podszywają się pod instytucje i organizacje mające na celu zwalczanie i zapobieganie szerzeniu się wirusa czy też zajmujące się jego leczeniem. Służby apelują do informowania policji o takich przypadkach.

W Polsce odnotowano pierwsze zachorowania na koronawirusa, a policjanci w ostatnim czasie otrzymali sygnały o przypadkach oszustw z tym związanych. W sieci pojawiły się oferty sprzedaży różnych środków, m.in. amuletów czy cudownych herbatek, które mają rzekomo uchronić przed zachorowaniem na koronawirusa, czy też w przypadku zarażenia spowodować cudowne ozdrowienie. Problem dotyczy nie tylko nieuczciwych sprzedawców ale i podszywania się pod Służby Sanitarne i Ministerstwo Zdrowia oraz inne instytucje i organizacje, które walczą z rozprzestrzenianiem się i szerzeniem koronawirusa. Odnotowano przypadki nieuczciwych ofert i rozpowszechniania nie tylko w Internecie nieprawdziwych informacji dotyczących właśnie ewentualnych metod leczenia tego wirusa.

Policjanci przestrzegają przed tego typu oszustami. Apelują, by nie dać się zwieść, nie kupować cudownych środków mających nas rzekomo uchronić przed zachorowaniem na koronawirusa czy nagle uzdrowić. Prosi też, by nie wpuszczać takich osób do swoich domów i o każdym tego typu przypadku informować policję.

Mundurowi przypominają, aby aktualnych informacji na temat koronawirusa szukać tylko na sprawdzonych, oficjalnych stronach:

Ministerstwa Zdrowia
Głównego Inspektora Sanitarnego
Państwowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH
Światowej Organizacji Zdrowia
Narodowego Funduszu Zdrowia

Jednocześnie resort zdrowia wdraża ścisły nadzór nad osobami objętymi kwarantanną domową. Policjanci będą przynajmniej raz na dobę sprawdzać, czy osoby te znajdują się w miejscu kwarantanny oraz czy nie potrzebują pomocy. Zebrane informacje będą przekazywane do służb sanitarnych i wojewodów. Sprawdzenie ma się odbywać głównie telefonicznie. Kontakt z policjantami ma zapewnić bezpieczeństwo zarówno funkcjonariuszom jak i osobom objętym kwarantanną. Czynności wykonywać będą tylko i wyłącznie funkcjonariusze umundurowani.
Źródło info i foto: Wprost.pl

„Gang pruszkowski” przed sądem. 1698 stron aktu oskarżenia

Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka oraz Janusz P. ps. Parasol to główni oskarżeni mającego ruszyć dzisiaj przez Sądem Okręgowym w Warszawie, procesu gangu pruszkowskiego i ochranianej przez niego grupy oszustów wyłudzających VAT. W ławach oskarżonych zasiądzie 50 osób, a prokuratura chce wezwać 69. Samo odczytanie, liczącego 1698 stron, aktu oskarżenia może zająć nawet kilkanaście godzin!

Proces pruszkowskich bossów, ich pomagierów oraz oszustów wyłudzających VAT ma się rozpocząć w poniedziałek w sali 252, największej w stołecznym sądzie okręgowym. Przewinęło się przez nią większość znanych, bardziej lub mniej, członków gangów z Warszawy i okolic. Na razie wyznaczono 33 terminy rozpraw. Proces poprowadzi sędzia Piotr Maksymowicz.

W ławach oskarżonych zasiądzie 50 osób, a prokuratura chce wezwać 69 świadków i odczytać zeznania kolejnych 99 osób. Materiał dowodowy w sprawie to ponad 300 tomów akt głównych oraz ponad 400 tomów załączników. Akt oskarżenia liczy zaś 1698 stron. Odczytanie go może zająć prokuratorowi kilkadziesiąt kilkanaście godzin.

Zamiana referenta

Pierwotnie referentem sprawy był, od 9 września 2019 r., sędzia Krzysztof Ptasiewicz. Przestał nim być 19 grudnia, po tym jak w połowie grudnia cofnięto mu nagle delegację do sądu okręgowego. Według „Rzeczpospolitej” decyzję taką podjęła wiceminister sprawiedliwości Anna Dalkowską, po tym jak sędzia odrzucił wnioski prokuratury o zastosowanie aresztu w „pewnej sprawie karnej o sygn. XVII 246/19”.

Wymieniona sprawa dotyczy właśnie gangu pruszkowskiego. Z ustaleń tvp.info wynika, że sędzia Ptasiewicz wydał postanowienia o możliwości zmiany tymczasowego aresztowania na poręczenie majątkowe – po uiszczeniu określonej kwoty poręczenia. I tak Andrzej Z. ps. Słowik miał zapłacić 400 tys. zł, Leszek D. ps. Wańka – 200 tys. zł, Janusz P. ps. Parasol – 120 tys. zł, Krzysztof O. ps. Kręcony – 150 tys. zł. Termin uiszczenia poręczeń minął 6 grudnia. Do tego dnia, tylko za Leszka D. wpłacono wymaganą sumę i odzyskał on wolność.

Sprawę warunkowego uchylenia aresztów ujawnił 20 listopada portal tvp.info. Co ciekawe, sędzia Ptasiewicz uważany jest przez stołecznych prokuratorów za „dobrego i rzetelnego” przedstawiciela Temidy.

Powrót do przeszłości

Portal tvp.info opisywał część przestępstw, za które mają odpowiedzieć pruszkowscy mafiosi. Jednym z nich była próba wymuszenia miliona złotych haraczu od jednego z przedsiębiorców we wrześniu 2014 r. Zmuszanie biznesmenów do przekazywania gangsterom firm czy płacenia „za ochronę”, to rzeczywistość lat 90. Wtedy to niewiele osób decydowało się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości. W XXI wieku wiele się zmieniło. Zastraszany przez bossów przedsiębiorca nie bał się zawiadomić policji.

Mafiosi odpowiedzą także za przestępstwo, o którym zapewne woleliby zapomnieć. Według prokuratury w czerwcu 2016 r. chcieli okraść rosyjskich gangsterów handlujących narkotykami, ale pomylili samochody i napadli na ojca z dwoma synami. W ataku mieli wziąć udział: „Słowik”, „Wańka” wraz z synem Adamem K. oraz „Parasol”. Bossowie usłyszeli prokuratorskie zarzuty uszkodzenia ciała i usiłowania rozboju. Gangsterzy twierdzą, że są niewinni.

W 2016 r. grupa pruszkowska zrabowała kilkadziesiąt kilogramów bursztynu o wartości 440 tys. zł, ukradła także dwóm kolekcjonerom zegarki o łącznej wartości ponad miliona złotych.

„Pruszków” bierze się za VAT

Według prokuratury nowy gang „Słowika”, bo to jego śledczy wskazują jako lidera grupy, działał od września 2014 r. do września 2018 r. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy boss kierował nim zza krat, m.in. przy pomocy swojej konkubiny. Gang miał zajmować się przestępstwami gospodarczymi, oszustwami podatkowymi, rozbojami, handlem narkotykami czy podrabianiem dokumentów. Śledczy zarzucają także gangsterom handel kokainą.

Na trop pruszkowskich gangsterów wpadli funkcjonariusze CBŚP i śledczy prokuratury regionalnej ze Szczecina, rozpracowując grupę, która wyłudzała podatek VAT. Na jej czele miał stać Sebastian W. Gang działał w latach 2012-2107, a na jego działalności Skarb Państwa miał stracić blisko 193 mln zł.

Z grupą tą, zdaniem śledczych, związali się w 2013 r. „Słowik” i „Wańka”. – Ich rola polegała na zapewnianiu środków pieniężnych w funkcjonowanie tej grupy, zapewnianiu ochrony interesów majątkowych grupy, w tym związanych z rozliczeniami na tle konfliktów z innymi grupami przestępczymi – poinformowała Prokuratura Regionalna w Szczecinie po skierowaniu akt oskarżenia w listopadzie 2018 r.

Drugi gang rozpracowany przez śledczych to już typowa gangsterska ekipa, na czele której miał stać Andrzej Z. ps. Słowik. W jej skład wchodzili m.in. Leszek D. ps. Wańka, Janusz P. ps. Parasol, Krzysztof K. ps. Kręcony, Artur R. ps. Pinokio, Adam K. ps. Młody Wańka czy Sebastian F. Do ekipy tej należeli byli członkowie kilku stołecznych gangów poza „Pruszkowem”, m.in. grupy ożarowskiej i mokotowskiej.
Źródło info i foto: TVP.info