Poszukiwane listami gończymi kobiety zatrzymane we Włocławku

Długie i intensywne działania funkcjonariuszy z Komendy Miejskiej Policji we Włocławku doprowadziły do ustalenia miejsca pobytu oraz zatrzymania matki i jej dwóch córek poszukiwanych listami gończymi przez sądy oraz prokuratury w całym kraju. Krok po kroku funkcjonariusze z kilku wydziałów zbierali i analizowali dane, które pozwoliły ostatecznie na zatrzymanie kobiet. Siostrom przedstawiono łącznie około 300 zarzutów oszustw. Z kolei ich matka, poszukiwana dla celów prawnych przez sąd i prokuratury z innych miast, najprawdopodobniej tam usłyszy wkrótce zarzuty. Zdaniem śledczych sprawa jest rozwojowa i możliwe, że kobiety odpowiedzą także za inne przestępstwa.

Od dłuższego czasu policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą KMP we Włocławku, przy współudziale kolegów z innych wydziałów i pod nadzorem Prokuratury Okręgowej we Włocławku, pracowali nad sprawą wyłudzania pieniędzy poprzez wystawianie na aukcjach internetowych nieistniejących towarów. Były to artykuły różnego typu, od mebli ogrodowych po artykuły spożywcze. Jak ustalili śledczy, oszustw miały dokonywać siostry w wieku 35 i 38 lat, które oferując rzekome produkty, podawały różne adresy na terenie kraju. Zysk ze sprzedaże wpływał zaś na wiele rachunków bankowych założonych przez obie kobiety na fałszywe dane osobowe. W wyniku oszustw, pokrzywdzonych zostało około 300 osób z całej Polski, a ponad 50 prokuratur z kraju wszczęło wobec nich poszukiwania. Kobiety ścigane były także listami gończymi wydanymi przez sądy z różnych województw do odbycia kary pozbawienia wolności za wcześniejsze oszustwa.

Skrupulatna analiza zgromadzonych informacji pozwoliła wytypować miejsce pobytu oszustek. Jak się okazało, kobiety przebywały w jednym domów z matką i nie opuszczały posesji od ponad roku. Z zewnątrz budynek przypominał dobrze obwarowaną i opuszczoną twierdzę, otoczoną szczelnym ogrodzeniem. Stare śmieci, zarośnięty teren i skutecznie zasłonięte okna sprawiały wrażenie, jakby nikt nie przebywał tam od dawna. Mimo to funkcjonariusze ustalili, że posesja jest zamieszkana, a poszukiwane przebywają wewnątrz. Kiedy policjanci weszli na jej teren, okazało się, że budynek posiada dodatkowe zabezpieczenia oraz specjalnie przygotowane, osłonięte przed widokiem sąsiadów miejsca, po których ukradkiem mogli przemieszczać się mieszkańcy.

Ostatecznie funkcjonariusze zatrzymali ukrywające się w domu kobiety. Oprócz sióstr była tam też ich matka (59 l.), która była poszukiwana przez inne jednostki do celów prawnych oraz ścigana listem gończym w celu tymczasowego aresztowania na 14 dni. Jej córki usłyszały łącznie około 300 zarzutów oszustw! Obie także były poszukiwane listami gończymi z uwagi na zasądzone im kary za wcześniej dokonywane przestępstwa tego samego typu. Oznacza to, że na sprawę karną będą oczekiwać za kratami. Starsza z sióstr spędzi tam ponad 3 lata, a młodsza ponad 4.

Śledczy zaznaczają, że sprawa jest rozwojowa i niewykluczone, że kobiety usłyszą kolejne zarzuty.
Źródło info i foto: Policja.pl

Włochy: Policjanci jak mafia. Skonfiskowano posterunek

Tortury, wymuszenia, handel narkotykami, oszustwa – takie zarzuty postawiono w środę siedmiu karabinierom z posterunku w mieście Piacenza na północy Włoch. Wszyscy zostali aresztowani, a posterunek – po raz pierwszy w historii kraju – skonfiskowano.

„Styl Gomorra” – tak włoskie media określają to, co działo się na posterunku w regionie Emilia-Romania, nawiązując do głośnej powieści i filmu o mafii. Okazało się, że żołnierze kontrolowali handel narkotykami i dilerów, którzy zajmowali się nim w mieście.

– Mam kłopot z nazwaniem tych osobników karabinierami, bo zachowywali się jak przestępcy. Na tym posterunku nie działo się nic zgodnego z prawem – powiedziała szefowa prokuratury w Piacenzy Grazia Pradella na konferencji prasowej.

– Wszystkie te najcięższe przestępstwa zostały popełnione w szczytowym okresie zamknięcia kraju z powodu pandemii, przy lekceważeniu najbardziej elementarnych reguł ostrożności wprowadzonych na mocy dekretów prezesa Rady Ministrów – dodała.

– Podczas gdy w mieście liczono kolejnych zmarłych z powodu koronawirusa, ci karabinierzy dostarczali narkotyki dilerom siedzącym w domu w związku z kwarantanną w kraju – wyjaśniła prokurator. Zaznaczyła, że przestępstwa, jakich dopuścili się żołnierze, „są poruszające”.

– To zdarzenia niebywałe i nie do opisania, niedopuszczalne czyny, które grożą splamieniem wizerunku formacji karabinierów – oświadczył minister obrony Włoch Lorenzo Guerini.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Uwaga na oszustów, którzy działają metodą na „bon turystyczny”

Uwaga na oszustów, którzy chcą nas naciągnąć metodą na bon turystyczny! Dopiero wczoraj parlament ostatecznie uchwalił ustawę w tej sprawie, a naciągacze już dzwonią i próbują oszukać ludzi w całej Polsce. Sygnał w tej sprawie dostaliśmy od was na Gorącą Linię RMF FM, pod numer 600 700 800.

Na czym polega to oszustwo? Potencjalne ofiary naciągaczy dostają telefony z następującą ofertą: „Drogi panie, ponieważ rząd wprowadził bon turystyczny, to proponujemy panu 7 dni wypoczynku w luksusowym hotelu. Otrzymane od rządu 500 złotych pokryją panu 3 dni z tych siedmiu”.

Tylko że muszę od razu wpłacić na podany numer konta resztę kwoty za pozostałe 4 dni pobytu – informuje słuchacz. Problem w tym, że taki hotel może nie istnieć. O tym, że jest to oszustwo świadczy fakt, iż ta superoferta kierowana jest przez naciągaczy do osób dojrzałych. Osoba dzwoniąca powiedziała mi, że ta oferta skierowana jest do osób od 40. do 80. roku życia – ostrzega słuchacz.

To więc może być próba naciągnięcia najbardziej podatnych na to seniorów. Przypomnijmy, że wczoraj Sejm ostatecznie odrzucił poprawkę przyznającą bon turystyczny emerytom i rencistom. On ma obowiązywać tylko na dzieci. O tych sygnałach poinformowaliśmy Ministerstwo Rozwoju, koordynujące wprowadzanie bonu turystycznego. Szykowane jest ostrzeżenie.

Dla kogo bon turystyczny?

Bon turystyczny to jednorazowe świadczenie w wysokości 500 złotych na każde dziecko do wykorzystania na wakacje w kraju. Ma formę kodu. Żeby go dostać, rodzic będzie musiał wejść na stronę internetową Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i się zarejestrować. Po weryfikacji rodzic dostanie kod, który może wykorzystać w recepcji hotelowej albo w trakcie rezerwowania obozu, czy kolonii dla dziecka.

Faktycznie ten bon zacznie działać pod koniec lipca.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo dotyczące oszustwa w związku ze sprzedażą maseczek

Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie oszustwa dużych rozmiarów, którego mieli się dopuścić kontrahenci Ministerstwa Zdrowia, sprzedając resortowi maski z Chin – poinformowała w poniedziałek, 18 maja, „Rzeczpospolita”.

Jak podała gazeta, zawiadomienie zostało złożone w ubiegły wtorek (12 maja) po tym, jak trzech kontrahentów odmówiło zwrotu pieniędzy za maski, które okazały się bezwartościowe dla służby zdrowia. „Nie spełniają wymogów stawianych przez WHO, jeśli chodzi o ochronę dla medyków przed koronawirusem. Wykazały to badania w polskim instytucie” – podkreśliła „Rz”.

Sprawa dużej wagi

Gazeta poinformowała też, że śledztwo zostało wszczęte 13 maja, czyli w dniu, w którym do prokuratury wpłynęło zawiadomienie z Ministerstwa Zdrowia. To, według dziennika, świadczy o randze sprawy i powadze, z jaką do niej podeszła prokuratura. Z reguły najpierw inicjuje się postępowanie sprawdzające, jednak – jak zaznaczyła „Rz” – w tym wypadku prokuratorzy najwyraźniej uznali, że dowody wskazujące na przestępstwo są na tyle mocne, a kwota tak duża, że zdecydowali się od razu na śledztwo.

„Śledztwo zostało wszczęte w sprawie wyłudzenia mienia wielkiej wartości w związku ze sprzedażą maseczek ochronnych, czyli mówiąc wprost, postępowanie dotyczy oszustwa” – potwierdziła „Rz” prok. Mirosława Chyr, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Dziennik podał również, że chodzi o oszustwo w tak zwanym trybie kwalifikowanym – ze względu na wartość mienia za to przestępstwo grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

„W złożonej ofercie kontrahenci przedstawili fałszywy, jak się okazało już po finalizacji umowy, certyfikat ICR Polska, wystawiony dla chińskiego producenta masek (firma Dongguan Mars)” – podkreśliła w „Rz”.

Szumowski: Nie spełniają żadnych norm

W zeszłą środę (13 maja) minister zdrowia Łukasz Szumowski przekazał, że wysłano zawiadomienie do prokuratury w sprawie maseczek, które nie spełniają norm. „W związku z tym, że nie uzyskaliśmy deklaracji o zwrocie towaru spełniającego normy, bądź gotówki, dzisiaj wysłaliśmy zawiadomienie do prokuratury w sprawie maseczek, które nie spełniają norm” – poinformował szef resortu zdrowia na konferencji prasowej.

Szumowski podkreślił, że analizowane są wszystkie środki ochronne, które spływają do Polski. „Dostaliśmy 600 tys. maseczek z transzy Unii Europejskiej. Niestety, nie mają one certyfikatu CE, co nas zaniepokoiło, i wysłaliśmy je również do badania, i tutaj muszę niestety przekazać państwu, że te maseczki, które zakupiła Unia Europejska, nie spełniają żadnych norm – ani FFP1, ani FFP2, ani FFP3 – w związku z tym nie mogą być rozdysponowane wśród medyków w tej kategorii FFP” – powiedział Szumowski.
Źródło info i foto: interia.pl

Proponowali pracę ludziom chorym, a później okradali. Grozi im 15 lat więzienia

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko pięciu osobom zarzucając im handel ludźmi. Oskarżeni mieli werbować osoby, które wywozili do Wielkiej Brytanii, a następnie wykorzystywali je do zawierania umów kredytowych oraz wyłudzania świadczeń socjalnych – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik. Jak przekazała rzeczniczka Prokuratury Krajowej, akt oskarżenia przeciwko pięciu osobom skierował do Sądu Okręgowego w Gliwicach Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji PK w Katowicach.

– Prokurator oskarżył Dariusza P., Bożenę P., Krystiana P., Władysława K. i Dariusza B., o handel ludźmi polegający na werbowaniu szeregu osób, celem wywozu ich do Wielkiej Brytanii. Osoby te były następnie wykorzystane do zawierania umów kredytowych oraz wyłudzania świadczeń socjalnych w sposób poniżający ich godności – powiedziała prokurator Bialik.

– Prokurator zarzucił oskarżonym popełnienie łącznie 20 przestępstw handlu ludźmi w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, działającej od 2009 roku na terenie Rudy Śląskiej, Częstochowy, Warszawy – podała.

Według ustaleń śledczych oskarżeni mieli wyszukiwać osoby chcące wyjechać do Wielkiej Brytanii. – Werbowane osoby były bezrobotne i znajdowały się w trudnej sytuacji życiowej, a także finansowej, były nieporadne życiowo, o niskich kwalifikacjach zawodowych, nieznające języka angielskiego, niejednokrotnie z ułomnościami intelektualnymi czy zaburzeniami psychiatrycznymi oraz uzależnione od alkoholu – wyliczyła prokurator.

Wskazała, że takim osobom oskarżeni składali oferty „legalnej, bardzo dobrze płatnej pracy” na terenie Wielkiej Brytanii.

– Dzięki podstępowi werbowników, pokrzywdzone osoby zgadzały się na wyjazd do Wielkiej Brytanii, gdzie na ich dane osobowe i przy ich nieświadomym udziale, organizatorzy rejestrowali fikcyjną działalność gospodarczą, a w bankach zakładali konta bankowe, do których wydano karty kredytowe. Kryminalna działalność organizatorów koncentrowała się jednak w głównej mierze na wyłudzeniach świadczeń i zasiłków socjalnych w Wielkiej Brytanii. Wskutek takich działań przestępcy otrzymywali, na założone uprzednio przez pokrzywdzonych konta bankowe pieniądze z tytułu dopłat i zasiłków rodzinnych – tłumaczyła.

Bez wody i łazienki

– W czasie pobytu poza granicami, obywatele polscy znajdowali się pod nieustannym nadzorem organizatorów. Pokrzywdzeni byli niejednokrotnie lokowani w przyczepach kempingowych, gdzie nie mieli dostępu do bieżącej wody czy toalety. Nadto organizatorzy procederu zwerbowane uprzednio osoby o najgorszej sytuacji życiowej zmuszali do popełnia kradzieży sklepowych i do pracy przymusowej – podkreśliła.

Jak ustalili śledczy, w taki sposób oskarżeni zwerbowali i przetransportowali prawie stu polskich obywateli, a tylko w przypadku jednej osoby, sprawcy byli w stanie wyłudzić równowartość około 35 tysięcy złotych.

Jak ustalił prokurator wydziału zamiejscowego PK w Katowicach, na terenie województwa śląskiego działało kilka zorganizowanych grup przestępczych zajmujących się handlem ludźmi, składających się w przeważającej części z osób narodowości romskiej. Prok. Bialik dodała, że jedna z grup została założona w Nottingham w Wielkiej Brytanii. W jej skład wchodzili: Dariusz P., Bożena P., Krystian P., Władysław K. i Dariusz B.

W trakcie zatrzymań prokurator zabezpieczył u podejrzanych majątek na łączną kwotę ponad 1,2 miliona złotych.

Za zarzucany czyn może grozić do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: onet.pl

Nożownikowi z Gdyni grozi dożywocie

Sąd aresztował na trzy miesiące 39–latka z Gdyni, który śmiertelnie ugodził nożem 33-latka, a 36-latka ciężko zranił – poinformowała PAP w niedzielę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Według policji wszyscy trzej znali się z więzienia. Podejrzany usłyszał zarzuty zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa w zamiarze bezpośrednim. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Prok. Wawryniuk powiedziała PAP, że 39-latek złożył przed prokuratorem wyjaśnienia. „Mężczyzna nie kwestionuje, że doszło do zdarzenia, aczkolwiek inaczej przedstawia całą sytuację” – dodała.

Według policji, zarówno napastnik, jak i zaatakowani mężczyźni znali się z więzienia. Byli karani za różne przestępstwa – oszustwa, kradzieże, uszkodzenia mienia. Jak powiedział PAP asp. szt. Jarosław Biały z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni, mogły to być porachunki między nimi.

Do napaści doszło w piątek na klatce schodkowej w budynku przy ul. Okrzei na Grabówku w Gdyni. Śmiertelnie ranny został 33-letni mężczyzna, a drugi w wieku 36 lat z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala.

Napastnik uciekł z miejsca zdarzenia. Został zatrzymany po kilkudziesięciu minutach; był nietrzeźwy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

39-letnia kobieta planowała sprzedawać „domowe testy na koronawirusa”

39-letnia mieszkanka Trzebini (Małopolskie) planowała handel „domowymi testami na koronawirusa”. Sprawę wykrył policjant podczas przeglądania stron internetowych. Za usiłowanie oszustwa kobiecie może grozić do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Sprawa jest przekazana do prokuratury – powiedziała w czwartek Iwona Szelichiewicz, rzeczniczka prasowa Komendanta Powiatowego Policji w Chrzanowie.

Zgodnie z przekazanymi przez nią informacjami, na ofertę sprzedaży testu na COVID-19 natknął się policjant, który przeglądał strony internetowe. Zgodnie z ogłoszeniem, jakie 39-letnia mieszkanka Trzebini zamieściła na Facebooku, test można było przeprowadzić samodzielnie w domu, miał być dostępny od poniedziałku w cenie od 35 do 50 zł. Kobieta oferowała wysyłkę pocztową, w związku z czym prosiła o kontakt za pośrednictwem podanego przez nią numeru telefonu.

Policja ustaliła, że 39-latka nie miała możliwości dysponowania takimi testami. Jeśli usłyszy zarzut usiłowania oszustwa, to grozić jej będzie do ośmiu lat pozbawienia wolności.

W czasie walki z koronawirusem policja apeluje o rozwagę i zdrowy rozsądek przy zakupie asortymentu mającego chronić przed chorobą. „Mogą pojawić się osoby, które żerując na ludzkiej obawie przed chorobą, próbują czerpać z korzyści z obecnej sytuacji” – czytamy w komunikacie policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

CBŚP zatrzymało 9 osób oszukujących na platformach inwestycyjnych

Na polecenie prokuratora 12 marca 2020 r. funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali kolejnych 9 osób w toku śledztwa, prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie dotyczącego oszustw za pośrednictwem platform inwestycyjnych.

Jak poinformowała prokuratura, zatrzymani działali w ramach wielu podmiotów, w tym zarejestrowanych na Cyprze, Grecji oraz Wielkiej Brytanii – posiadających oddziały z siedzibą w Warszawie i powiązanych z nią spółek.

Zatrzymane osoby wykonywały funkcje pracowników tzw. działów retencji, którzy kontaktowali się z pokrzywdzonymi. To bezpośrednio ich działania doprowadzały klientów do powstania strat z tytułu inwestycji.

Sposób przestępczego działania grupy polegał na tym, że przedstawiciele firmy kontaktowali się z potencjalnymi inwestorami, oferując produkty finansowe, które miały przynieść nawet kilkudziesięcioprocentowy zysk (20-30 %). Początkowo osiągane sukcesy zachęcały klientów do kolejnych inwestycji finansowych. Następnie członkowie grupy proponowali klientom nietrafione inwestycje, które powodowały wyzerowanie kont pokrzywdzonych.

Po pewnym czasie inwestorzy tracili kontakt z przedstawicielami firmy, tracąc także wcześniej zainwestowane pieniądze. Ustalono, że poszczególni inwestorzy na nietrafionych inwestycjach ponosili straty od 3 tys. zł do nawet ponad 2 mln zł.

Prokurator ogłosił podejrzanym zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu prowadzenie działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi bez wymaganego zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego. Zarzucono też im działanie na szkodę osób dokonujących inwestycji środków pieniężnych na platformach inwestycyjnych oraz doprowadzenia kilkudziesięciu osób – inwestorów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie ponad 25 mln zł, poprzez wprowadzenie ich w błąd co do funkcjonowania platform inwestycyjnych, tożsamości osób prowadzących doradztwo inwestycyjne, zasad dotyczących inwestowania środków oraz ryzyka inwestycyjnego.

Prokurator zastosował wobec podejrzanych środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, dozorów Policji oraz zakazów opuszczania kraju.

Poprzednie działania przeprowadzono w listopadzie 2018 r., marcu 2019 r. oraz czerwcu 2019 r. Łącznie w sprawie zarzuty przedstawiono 96 podejrzanym.

Na poczet przyszłych kar na mieniu podejrzanych dokonano zabezpieczeń majątkowych rzędu kilkunastu milionów złotych. Trwają czynności mające na celu ustalenie kolejnych składników majątku sprawców w celu zabezpieczenia na poczet przyszłych obowiązków naprawienia szkody na rzecz pokrzywdzonych.
Źródło info i foto: pb.pl

W Finlandii rośnie liczba oszustw „na koronawirusa”

Trzej mężczyźni, którzy przedstawiali się jako „inspektorzy do spraw koronawirusa”, pod pretekstem epidemii odwiedzili prywatny dom niedaleko Helsinek. Właściciel zgłosił, że w trakcie „inspekcji” skradziono mu gotówkę oraz kosztowności – poinformowała komenda policji.

Jak podano w komunikacie, zdarzenie miało miejsce w miejscowości Vihti (ok. 50 km na północny zachód od Helsinek), a „podejrzani mówiący po fińsku zapukali do okna mieszkania i poinformowali, że przystępują do inspekcji w związku z koronawirusem”. Jeden z „kontrolerów” rozmową „odwracał uwagę” właściciela, a dwaj pozostali w tym czasie „krążyli po mieszkaniu”.

Następnie – opisuje policja – po rzekomo przeprowadzonej inspekcji, właściciel został poproszony o uiszczenie 10 euro opłaty przez urządzenie przypominające terminal płatniczy. Po tym, gdy mężczyźni wyszli z domu, właściciel zauważył, że skradziono mu m.in. dwa tys. euro w gotówce oraz wiele cennych przedmiotów.

To pierwszy taki zgłoszony na policję przypadek oszustwa dokonanego „na koronawirusa” – podkreśla policja, przestrzegając jednocześnie, aby w obecnej, nadzwyczajnej sytuacji obywatele – a szczególnie osoby samotne i starsze – zachowali czujność i szczególną ostrożność.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowe oszustwo na koronawirusa. Ministerstwo Zdrowia ostrzega

Ministerstwo Zdrowia nie rozsyła żadnych smsów dotyczących wsparcia żywieniowego, to fake news – podkreśla w niedzielę resort, prosząc by nie wchodzić na stronę internetową podaną w wiadomości tekstowej. W Polsce obowiązuje stan zagrożenia epidemicznego. W związku z zagrożeniem koronawirusem rząd zdecydował między innymi o ograniczeniu funkcjonowania centrów i galerii handlowych. Sklepy spożywcze, apteki, drogerie i pralnie będą czynne. Inaczej działać będą restauracje i bary – zamówienia możliwe tylko na wynos lub z dowozem.

Oszustwa na koronawirusa

Nadzwyczajną sytuację próbują wykorzystać oszuści. Przed SMS-ami z fałszywą informacją ostrzega Ministerstwo Zdrowia.

„Fake news! Ministerstwo Zdrowia nie rozsyła żadnych smsów dotyczących wsparcia żywieniowego w związku z epidemią koronawirusa. Prosimy nie wchodzić na podaną stronę internetową w smsie” – czytamy we wpisie na Twitterze MZ.

Ostrzeżenie opublikowało również między innymi PKO BP. Największy bank Polski w piątkowym komunikacie wskazał, że oszuści wysyłają SMS-y o rzekomym przekazywaniu środków do rezerw NBP. „Prosimy nie klikać w link i skasować wiadomość” – podkreślono. Przed oszustwem ostrzega również BNP Paribas.

W tym tygodniu policjanci opublikowali ostrzeżenie przed oszustami, którzy wykorzystując epidemię koronawirusa oferują do sprzedaży środki mające rzekomo cudowne właściwości i zwalczające wirusa.

„Oferują je w internecie lub podszywają się pod instytucje i organizacje mające na celu zwalczanie i zapobieganie szerzeniu się wirusa czy też zajmujące się jego leczeniem” – mogliśmy przeczytać w komunikacie.

„Nie dajmy się oszukać i o każdym takim przypadku informujmy Policję” – dodali funkcjonariusze.

Robert Kośla z Ministerstwa Cyfryzacji poinformował w niedzielę na Twitterze, że MC, Urząd Komunikacji Elektronicznej oraz NASK wraz z operatorami telekomunikacyjnymi pracują nad ograniczeniem ataków SMS-owych wykorzystujących epidemię koronawirusa do prób wyłudzenia pieniędzy.
Źródło info i foto: tvn24bis.pl