Włochy: Aresztowano sprawców wybuchu paniki w dyskotece

Pod zarzutem zabójstwa aresztowano we Włoszech siedmiu członków grupy przestępczej, która wywołała panikę w dyskotece w regionie Marche, gdzie w grudniu 2018 roku zginęło pięcioro nastolatków i kobieta.

W wyniku śledztwa ustalono, że grupa z miasta Modena rozpyliła w zatłoczonym lokalu w miejscowości Corinaldo koło Ankony gaz pieprzowy, by okraść uczestników koncertu. Wybuchła tam panika, w wyniku której ludzie tratowali się uciekając na zewnątrz.

Gang z Modeny w czasie licznych napadów przeprowadzanych tą metodą zdobywał łupy w wysokości nawet 15 tysięcy euro – poinformowali śledczy, którzy analizują 60 podobnych ataków we Włoszech i poza granicami tego kraju.

Członkowie gangu mają od 19 do 22 lat. Postawiono im zarzuty wielokrotnego zabójstwa.

Inne tragiczne zdarzenie z użyciem gazu pieprzowego miało miejsce w 2017 roku w Turynie, gdzie został on rozpylony, także z zamiarem dokonania rabunku, w strefie kibica. Zginęły dwie osoby, a ponad 1500 zostało rannych. Sprawcami byli imigranci z Afryki Północnej.
Źródło info i foto: TVP.info

Białystok: Panika na rynku. Krzyczeli „Allahu Akbar”

Dwie osoby przebrane za Arabów podbiegały do przechodniów na Rynku Kościuszki, rzucając im pod nogi plecak z nieznaną zawartością. „Zamachowcy” krzyczeli przy tym: „Allahu Akbar!”. Jak można się spodziewać, wywołali panikę. – Omal nie dostałam zawału, gdy nagle usłyszałam „Allahu Akbar” i zobaczyłam młodego mężczyznę w turbanie, który rzucił plecakiem w moją stronę. Byłam pewna, że zaraz zginę – wyznała „Kurierowi Porannemu”, kobieta, która stała się ofiarą „zamachu”.

Do zdarzenia doszło 7 marca w centrum Białegostoku. Przebranymi za Arabów osobami byli studenci, którzy mieli za zadanie sprawdzić, jak przechodnie zareagują na zamach bombowy. Polecenie dostali od wykładowczyni.

Mieszkańcy miasta o kontrowersyjnym pranku powiadomili straż miejską. – Funkcjonariusze sprawdzili zawartość plecaka i wylegitymowali studentów, którzy od wykładowcy otrzymali zadanie polegające na przeprowadzeniu doświadczenia o tematyce „Wpływ terroryzmu na reakcje ludzi podczas rzucania plecaka” – powiedziała w rozmowie z „Kurierem Porannym” Joanna Szerenos-Pawilcz, rzeczniczka Straży Miejskiej w Białymstoku. Na miejscu była również wykładowczyni, która potwierdziła wersję studentów. Została pouczona, że o tego typu doświadczeniach należy informować wcześniej policję i straż miejską.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Andreas Lubitz zdradzał oznaki psychozy. Pilot celowo rozbił samolot pasażerski w Alpach

Andreas Lubitz, który w marcu ub. r. rozbił celowo samolot pasażerski w Alpach, zabijając oprócz siebie 149 osób, zdradzał oznaki psychozy. Kilka tygodni wcześniej jeden z opiekujących się pilotem lekarzy miał napisać:

„Na Boga, nie chciałbym, by ten człowiek pilotował jakikolwiek samolot”. Fragmenty korespondencji i dokumentacji medycznej w tej sprawie opublikował francuski „Le Parisien”. Materiał „Faktów z zagranicy”. Program od poniedziałku do piątku o 20 w TVN24 Biznes i Świat.

Andreas Lubitz, który w marcu ub. r. rozbił celowo samolot pasażerski, zabijając 149 osób, zdradzał oznaki psychozy. Kilka tygodni wcześniej jeden z opiekujących się pilotem lekarzy miał napisać: „Na Boga, nie chciałbym, by ten człowiek pilotował jakikolwiek samolot”. Dwa tygodnie przed katastrofą niemieckiego samolotu, pilotujący go Andreas Lubitz w mailu do psychiatry napisał: „Sypiam nie więcej niż dwie godziny dziennie, miewam ataki paniki”.

30 konsultacji wciągu trzech miesięcy

Gazeta „Le Parisien” dotarła do korespondencji pomiędzy Lubitzem a jego lekarzami oraz do opinii tych ostatnich. Z dokumentów wynika, że jeden z psychiatrów stwierdził u pilota psychozę; według lekarza stan Lubitza mógł zagrażać bezpieczeństwu innych. W mailu z 10 marca 2015 roku – na dwa tygodnie przed tragicznym lotem – niemiecki pilot skarżył się, że jego depresja rozpoczęła się w grudniu 2014 roku, kiedy dowiedział się, że powoli traci wzrok. Z dokumentów medycznych wynika jednak, że problemy ze wzrokiem miały tło psychologiczne, czego nie chciał zaakceptować.

Według francuskiej gazety, od stycznia do marca ubiegłego roku Lubitz miał zasięgnąć opinii ponad 30 lekarzy, w tym tylko w marcu siedmiu okulistów i lekarzy pierwszego kontaktu. Ostatnia wizyta odbyła się 20 marca – cztery dni przed katastrofą. Jeden z lekarzy, którego Niemiec odwiedził pod koniec lutego zeszłego roku, wyznał policji, że podczas wizyty myślał o tym, że Lubitz nie powinien wsiadać za stery samolotu. Niemiecki pilot 24 marca 2015 roku celowo rozbił maszynę lecącą z Barcelony do Dusseldorfu, należącą do linii German Wings. Zabił jednocześnie 149 pasażerów.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Śledztwo w sprawie tragedii na uczelni w Bydgoszczy

Tragedia w Bydgoszczy. Na UTP doszło do wypadku, w którym zginęła jedna osoba. – Jest nam niezwykle przykro z powodu tego, co się stało – mówił rektor Uniwersytetu Techniczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy dr hab. Antoni Bukaluk, prof. UTP. Na specjalnej konferencji prasowej komentował on wydarzenia na terenie kampusu uniwersyteckiego, gdzie nocą, podczas imprezy studenckiej zginęła jedna osoba. O sprawie dodatkowo informują media. TVN24 informuje, że 11 osób trafiło do szpitala, a TVP INFO mówi, że dwie osoby są obecnie w stanie ciężkim.

Jest śledztwo w sprawie wypadku na UTP

Bydgoska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie tragedii, do której doszło ostatniej nocy na imprezie studenckiej na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy. W wyniku zdarzenia obrażenia odniosło w sumie 11 osób, jedna z nich zmarła.

Jak poinformował dzisiaj zastępca prokuratora rejonowego Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ Adam Lis, śledztwo prowadzone jest pod kątem sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, a także w związku ze spowodowaniem śmierci uczestnika zdarzenia.

– Prokurator przeprowadzał oględziny miejsca zdarzenia. Zlecone zostało też przeprowadzenie sekcji zwłok osoby, która zmarła dziś w nocy w szpitalu. Prokuratura ustala tożsamość wszystkich osób pokrzywdzonych w tej sprawie. Wiemy, że do szpitali trafiło łącznie 11 osób – powiedział.

– W tym momencie dziewięć osób przebywa w bydgoskich szpitalach – powiedziała dziś przed południem dziennikarzom rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak. Jak podkreśliła, policja zabezpiecza dowody, przesłuchiwani są świadkowie, organizatorzy imprezy oraz przedstawiciele firmy ochroniarskiej. Poinformowała, że sprawa jest badana także pod kątem przepisów ustawy o imprezach masowych, wyjaśniane jest m.in. to czy była to impreza odpłatna czy nie.

– Zapis w tej ustawie mówi o pewnych wyłączeniach. Chodzi w szczególności o imprezy nieodpłatne, które są prowadzone na terenach podległych instytucjom takim jak Ministerstwo Edukacji Narodowej bądź instytucje podległe szkolnictwu wyższemu – powiedziała Woźniak.

Prokuratura w chwili obecnej nie chce podawać bliższych danych dotyczących ofiary śmiertelnej zdarzenia.

Wypadek na UTP w Bydgoszczy. Rektor: Jest nam przykro

– Jest nam niezwykle przykro z powodu tego, co się stało. Do tej pory nie zgłaszaliśmy imprez policji, bo mamy ochronę, która zabezpiecza tego rodzaju wydarzenia – podkreślił rektor Bukaluk, odnosząc się do zarzutów, że obowiązkiem uczelni było zgłoszenie wydarzenia, którego liczba uczestników przekroczyła 500 osób.

– Obecnych było tam 15 ochroniarzy i 40 osób wyznaczonych przez organizacje studenckie, które wspomagały prace ochroniarzy – tłumaczył rektor. Zapewnił, że wszystkie wyjścia z łącznika były otwarte. Wcześniej pojawiły się głosy, że tak nie było.
Żródło info i foto: onet.pl

Tragedia na imprezie studenckiej

Jedna osoba zginęła, a sześć zostało rannych po tym, gdy na terenie Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy doszło do wybuchu paniki. Ludzie stłoczyli się w zamkniętym przejściu między dwoma budynkami.

Do zdarzenia doszło w środę w nocy podczas imprezy inaugurującej rok akademicki. Odbywała się na uniwersyteckim kampusie. Brało w niej udział nawet do 1200 osób. Panika miała wybuchnąć po północy, w łączniku pomiędzy dwoma budynkami.

Był wielki ścisk, duchota, wybuchła panika, ludzie zaczęli się tratować, wybijać okna – mówią świadkowie zdarzenia. Z informacji podawanych przez TVN 24 wynika, że „ścisk był tak wielki, że w pewnym momencie zabrakło miejsca. Dodatkowo z gorąca i braku powietrza kilka osób zemdlało”.

Ochroniarze rozpuścili gaz pieprzowy?

Kilku ochroniarzy próbowało kontrolować sytuację. Krążą plotki w portalach społecznościowych, że właśnie oni rozpuścili w powietrzu gaz pieprzowy: „Ludzie napierają z jednej i z drugiej strony, żeby się przepchnąć. Do tego wchodzi ochrona, rozpycha ludzi na ściany i krzyczy, żeby się rozejść, bo kogoś zdeptano. Z jednej strony ochrona przepycha ludzi, a z drugiej używa gazu pieprzowego. Ktoś krzyczy przez mikrofon, żeby się rozejść, bo ludzie walczą o życie. Tłum jest zdezorientowany i nie wie, w którą stronę się udać” – pisał jeden ze świadków. Policja weryfikuje tę informację. Wszczęte zostało śledztwo.

Na miejsce zdarzenia przyjechało 12 karetek, dwa zastępy strażaków i radiowozy policyjne. Siedem osób trafiło do szpitala – podaje TVP Bydgoszcz. Jedna dziewczyna zmarła. Lekarzom nie udało się jej uratować – potwierdził rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy Przemysław Słomski.

Więcej osób, niż przewidywano

Według Słomskiego na imprezie, na którą uczelnia wyraziła zgodę, było „więcej osób, niż przewidywano”. Szacuje się, że przyszło 1200 studentów. Grzegorz Kruszczyński z bydgoskiej straży pożarnej powiedział TVN 24, że „strażacy nie musieli pomagać w udrażnianiu drogi do budynku, bo ludzie z niego wybiegali”. Powiedział również, że strażacy wrócili do bazy dopiero nad ranem. – Spędziliśmy kilka godzin, badając teren i sprawdzając, czy nie ma osób poszkodowanych znajdujących się poza obszarem, na którym doszło do wypadku.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Prokuratura w Duisburgu wszczęła śledztwo w sprawie tragedii na Love Parade

Prokuratura w Duisburgu poinformowała, że wszczęła śledztwo przeciwko 16 osobom w związku z zeszłoroczną tragedią na festiwalu Love Parade w tym mieście. 24 lipca 2010 r. wskutek wybuchu paniki w tunelu prowadzącym na teren imprezy zginęło 21 osób. Wśród podejrzanych są pracownicy miasta, policji oraz organizatora Love Parade, firmy Lopavent. Prokuratura bada, czy można postawić im zarzuty nieumyślnego zabójstwa i nieumyślnego uszkodzenia ciała. Jak zastrzeżono w komunikacie, wszczęcie śledztwa nie oznacza, że podejrzani zostaną postawieni przed sądem. Żródło info i foto: rp.pl