Krzysztof I. wyszedł z więzienia i zabił swoją partnerkę

Krzysztof I. (35 l.) z Łodzi niczego się nie nauczył! Ledwo opuścił mury więzienia za pobicie swojej ukochanej Joanny (†38 l.). Wystarczyły dwa miesiące po wyjściu zza krat, by znów ją pobił. Tym razem tak dotkliwie, że zadane ciosy okazały się śmiertelne.

Prokuratura zarzuca mężczyźnie pobicie ze skutkiem śmiertelnym. – Uderzając pięściami i kopiąc obutymi stopami spowodował ciężki uszczerbek na zdrowiu pokrzywdzonej w postaci rozlanego zapalenia otrzewnej, stłuczenia i rozerwania jelita cienkiego, co stanowiło chorobę realnie zagrażającą życiu, której następstwem była śmierć pokrzywdzonej – mówiła prokurator Kamila Faliszewska podczas odczytywania aktu oskarżenia.

Do tragedii doszło 20 czerwca 2019 r. Zmaltretowana kobieta uciekła z mieszkania, które dzieliła z Krzysztofem I. i jego ciotką w kamienicy przy Limanowskiego. Obrażenia były tak duże, że po czterech dniach kobieta zmarła w szpitalu.

Jej oprawca w sądzie nie przyznał się do winy i podkreślał, że tego dnia przez większość czasu nie było go w mieszkaniu. – Powiedziałem jej: kochanie, będę wieczorem. I wychodząc klepnąłem ją w pośladek – podkreślał przed sądem.

Podczas procesu mówił też o wypadku, który jego kobieta miała mieć w domu. – Dwa tygodnie wcześniej Joanna wpadła na miskę i rozwaliła ją w drobny mak. Przez tą sytuację cały czas leżała w łóżku. Nie chciała ze mną uprawiać seksu. Mówiła, że bolał ją brzuch. Kilka dni wcześniej ktoś ją napadł w przejściu podziemnym, ale nie zgłosiła tego policji – twierdził w sądzie oskarżony.

Według relacji Krzysztofa, w dniu pobicia, kiedy nie było go w domu, Joanna spakowała część rzeczy, wzięła taksówkę i wyniosła się z domu. To miało go zszokować i próbował do niej zadzwonić, by wyjaśnić co się stało. Kobieta nie odebrała już jednak od niego telefonu.

Recydywiście grozi teraz nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sosnowiec: Policjanci zatrzymali mężczyznę, który znęcał się nad 17-miesięcznym dzieckiem swojej partnerki

Sosnowieccy policjanci zatrzymali mężczyznę, który znęcał się nad 17-miesięcznym dzieckiem swojej partnerki i nią samą. To, że dziecko jest pobite, mundurowi zauważyli w trakcie interwencji w jednym z mieszkań. Zatrzymany 26-latek był pijany, miał też przy sobie narkotyki. Jak podał w środę zespół prasowy śląskiej policji, sosnowieccy funkcjonariusze zostali wezwani na interwencję do jednego z bloków w dzielnicy Pogoń. O pomoc mundurowych poprosił 48-letni mężczyzna. Jego syn po awanturze nie chciał wpuścić go do środka.

Sińce, zaschnięta krew…

„Zgłaszający mężczyzna podejrzewał, że po jego wyjściu, mogło tam dojść do pewnych drastycznych wydarzeń. Mundurowi natychmiast poszli do wskazanego mieszkania. 26-latek na początku nikogo nie chciał wpuścić, jednak kiedy osoby obecne wraz z nim zrozumiały, że policjanci nie zrezygnują, brat agresora otworzył drzwi” – opisuje sosnowiecka komenda.

W środku mundurowi zastali pijanego sprawcę awantury, jego konkubinę i jego brata. Kobieta trzymała na rękach malutkie dziecko, które miało obrażenia na twarzy – widoczne sińce i zaschniętą krew. Policjanci wezwali na miejsce służby medyczne, które zaopiekowały się dzieckiem.

Matka musiała uciekać

Okazało się, że matka dziecka również została pobita przez 26-latka. Uciekła z mieszkania chwilę wcześniej. Sprawca został zatrzymany. W organizmie miał blisko promil alkoholu. Policjanci znaleźli w mieszkaniu również należące do zatrzymanego narkotyki. Prokurator, po analizie materiału dowodowego zgromadzonego przez śledczych, zdecydował o przedstawieniu 26-latkowi zarzutów znęcania się, w tym nad osobą nieporadną. Za to przestępstwo może on trafić do więzienia nawet na 8 lat. Podejrzany odpowie również za posiadanie narkotyków. Sąd aresztował go na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Legnica: Nowe informacje dotyczące strzelaniny

Po krótkiej sprzeczce z byłą partnerką 36-letni mężczyzna oddał w jej kierunku dwa strzały – informuje prokuratura. Sam poinformował policję i oddalił się z miejsca zdarzenia. Zatrzymano go po kilku godzinach. Kobieta z raną postrzałową głowy trafiła do szpitala.

We wtorek, około godziny 16.30, w jednym z bloków przy ulicy Wielkiej Niedźwiedzicy w Legnicy padły strzały. Po chwili do dyżurnego legnickiej policji zadzwonił 36-letni mężczyzna. – Oświadczył dyżurnemu, że zabił dziewczynę, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia – informuje Radosław Wrębiak, szef Prokuratury Rejonowej w Legnicy.

Kobieta, z raną postrzałową głowy, w stanie bardzo ciężkim została przetransportowana do szpitala. A policjanci przystąpili do poszukiwań napastnika. Kilka godzin później, około 21, mężczyznę udało się zatrzymać na terenie lasu pomiędzy Chocianowem a Bolesławcem. – Policjanci cały czas namierzali jego telefon komórkowy. W kontakcie ze sprawcą byli policyjni negocjatorzy, którzy skłonili go do poddania się i wyjścia z lasu – relacjonuje prokurator. 36-latek został zatrzymany.

Prokuratura: zerwana znajomość i dwa strzały

Przesłuchanie mężczyzny zaplanowano na środowe popołudnie. Jednak już teraz śledczym udało się ustalić, jak wyglądały chwile przed oddaniem strzałów i jakie relacje łączyły napastnika z kobietą. – Ze wstępnych ustaleń wynika, że znali się. Wspólnie pracowali w jednym z zakładów w legnickiej strefie ekonomicznej. Przez pewien czas byli nawet parą, ale później ich drogi się rozeszły – przekazuje Wrębiak. I dodaje, że 36-latek prawdopodobnie nie pogodził się z zakończeniem znajomości.

W środę pojawił się przed blokiem, w którym mieszkała kobieta. Tam czekał na nią przez kilkadziesiąt minut. Jak przyznaje prokurator – podejrzany miał przy sobie replikę rewolweru z 1912 roku. Między mężczyzną a kobietą miało dojść do krótkiej sprzeczki. Po niej na klatce schodowej padły – jak relacjonowali świadkowie – dwa strzały. Później mężczyzna sam zadzwonił na policję i uciekł.
Źródło info i foto: tvn24.pl

46-letni Tomasz S. zabił partnerkę. Spodziewała się bliźniąt

46-letni Tomasz S. z Gdyni był najbardziej poszukiwaną osobą w Polsce. 24 marca chwycił za nóż i zabił o 10 lat młodszą partnerkę. Później na dwa tygodnie ślad po nim zaginął. Arleta była w ciąży bliźniaczej, ale według prawa mężczyzna będzie odpowiadał za zabicie tylko jednej osoby.

Tomasz S. ma 46 lat. Pochodzi z Gdyni. Z zawodu jest cykliniarzem. Zawsze żył na uboczu. Nigdy nie miał konfliktów z prawem, ale kilka tygodni temu stał się najbardziej poszukiwanym zbiegiem w Polsce.

– „Miałam z nim największy problem. Na skrzynce pocztowej napisał mi k****, wrzucał mi śmieci do skrzynki pocztowej, pod piwnicą mi na przykład wysypał worek ziemniaków, rozbił jajka… takie rzeczy” – opowiada sąsiadka Tomasza S.

Półtora roku temu Tomasz poznał o prawie 10 lat młodszą Arletę. Pracowała jako kasjerka w jednym z pobliskich sklepów. Zaiskrzyło. W grudniu zeszłego roku okazało się, że kobieta jest w ciąży. Arleta i Tomasz zamieszkali więc razem w jednym z wieżowców w Rumi.

– Nie chcę rozmawiać, bo nie wiem co się stało i nie będę nikogo oczerniać, ani nic mówić. Nie mam zielonego pojęcia, co się stało, naprawdę. Wszystko co wiedziałam, powiedziałam policji – mówi znajoma zamordowanej Arlety i Tomasza S.

– Zazdrość, zemsta, poczucie krzywdy, złość, rozżalenie – to wszystko się wpisuje w emocjonalny motyw dokonania tego czynu. W tym przypadku szłabym w kierunku diagnozy zaburzeń osobowości – ocenia Justyna Poznańska, psycholog śledcza.

Jest 24 marca tego roku. Rodzice pani Arlety przez cały dzień nie mogą się do niej dodzwonić. Boją się, że kobieta źle się poczuła. Zaniepokojeni jadą do jej mieszkania. Drzwi są zamknięte. Aby wejść, używają zapasowych kluczy. Chwilę później, zaczyna się horror.

– Była przykryta dwoma poduszkami. Tata ją dotknął… za nogi, mówi, że jest zimna, że się nie rusza. Z tego co się orientuję, to użył noża. Miała rany kłute serca i płuc – wspomina Mariusz Kass, brat Arlety.

– Ile osób zabił, to jest pytanie natury etycznej, natomiast mając na uwadze literę prawa, zarzuca mu się zabójstwo tej kobiety. Faktem jest, że była w ciąży – informuje Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

– To był chłopczyk i dziewczynka – dodaje Mariusz Kass, brat Arlety.

Tomasz S. ukrywał się przez dwa tygodnie. Prokuratura wydała za nim list gończy. Mężczyzna został schwytany w Kołbaskowie – przy przejściu granicznym z Niemcami. Na początku przyznał się do zabójstwa. Potem jednak zmienił zdanie. Dziś twierdzi, że jest niewinny i odmawia składania wyjaśnień.
Źródło info i foto: interwencja.polsatnews.pl

Włochy: Lekarz zamordował pielęgniarkę. 27-latek uważał , że zaraziła go koronawirusem

28-letni lekarz, pracujący na co dzień w jednym z sycylijskich szpitali, udusił 27-letnią pielęgniarkę, a prywatnie swoją partnerkę. Mężczyzna podejrzewał, że kobieta zaraziła go koronawirusem. Niedługo po dokonaniu zbrodni próbował popełnić samobójstwo.

Antonio De Pace zamordował 27-letnią pielęgniarkę, a następnie sam poinformował policję o popełnionej zbrodni. Gdy funkcjonariusze zjawili się na miejscu, zastali ciało kobiety i lekarza, który kilka chwil wcześniej podciął sobie żyły.

De Pace został odratowany w szpitalu, w którym sam pracował. W trakcie przesłuchania przyznał, że zbrodni dokonał w ataku szału. Był przekonany, że 27-latka zaraziła go koronawirusem. Wiadomo jednak, że badania dały wynik negatywny i żadne z nich nie zachorowało na COVID-19.

Śledczy ustalili, że 27-letnia Lorena Quaranta zamieściła w mediach społecznościowych wpis, w którym apelowała do swoich kolegów z pracy, aby w dobie walki z epidemią koronawirusa, zdobyli się na poświęcenie.

„Teraz bardziej niż kiedykolwiek musimy wykazać się odpowiedzialnością i miłością do życia. Musimy okazywać szacunek sobie, swojej rodzinie i krajowi. Musimy myśleć i pamiętać o tych, którzy codziennie poświęcają swoje życie w opiece nad naszymi chorymi” – napisała na Facebooku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Policjanci zatrzymali poszukiwanego 29-latka i jego partnerkę. Mężczyzna trafił do aresztu

Policjanci z Koluszek (Łódzkie) namierzyli mężczyznę, który był poszukiwany przez 15 prokuratur z całego kraju. 29-latek został zatrzymany w Łodzi ze swoja partnerką, również poszukiwaną przez prokuratury w Szczecinku i Piasecznie. Mężczyzna trafił do aresztu.

Jak poinformowała Aneta Kotynia z Komendy Powiatowej Policji powiatu łódzkiego wschodniego, jej koledzy dotarli do jednego z łódzkich mieszkań, w którym ukrywało się małżeństwo 29-latków.

Mężczyzna był poszukiwany listem gończym wydanym w grudniu ubiegłego roku przez łódzką oraz 14 innych prokuratur – z Oświęcimia, Grodziska Mazowieckiego, Siedlec, Bielska-Białej, Piaseczna, Warszawy, Gorlic, Cieszyna, Skierniewic, Będzina, Rudy Śląskiej, Białegostoku, Tych, Nowego Sącza. Z kolei jego żona była poszukiwana przez prokuraturę w Szczecinku i Piasecznie.

Według policji, zatrzymanie przebiegło bez problemów – funkcjonariusze pojechali w ustalone miejsce i obserwowali je przez dłuższy czas. Gdy zapukali do drzwi wytypowanego mieszkania, otworzył je im poszukiwany; wewnątrz była też jego żona, której wystawiono wezwanie do stawiennictwa w stosownych urzędach. Natomiast 29-latek został od razu zatrzymany i doprowadzony do aresztu.
Źródło info i foto: TVP.info

Sprawa brutalnego morderstwa na Nowowiejskiej. Nowe fakty

W mieszkaniu na Nowowiejskiej w Warszawie znaleziono ciało Moniki i jej 3-letniego synka Oskara. Makabrycznej zbrodni dokonał Artur K. (42 l.), który wyszedł na przepustkę. Mężczyzna miał bogatą kartotekę, był już skazany za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki. Przed kilkoma miesiącami zapadł wyrok w tej bulwersującej sprawie. Mordercę skazano na dożywocie z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To jednak nie koniec sądowej batalii. Szykuje się apelacja.

Tragiczne zdarzenia rozegrały się 8 września 2018 roku. Tego dnia Artur K. (42 l.), który odbywał 15-letni wyrok za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki, wyszedł na kolejną przepustkę. Mężczyzna pokierował swe kroki do mieszkania na Nowowiejskiej w Warszawie. Tam mieszkała jego narzeczona Monika († 35 l.) i jej synek Oskar († 3 l.). Para poznała się na portalu społecznościowym i szybko się zaręczyła. Artur K. utrzymywał, że jest zakochany w Monice, dbał o jej synka. Jak więc wytłumaczyć tę okrutną zbrodnię, której się dopuścił 42-latek?

Artur K. – jak ustalił sąd – gołymi rękami udusił swoją narzeczoną. Kiedy Monika straciła przytomność, włożył jej do ust ścierkę i ręcznik. To samo zrobił z 3-letnim Oskarkiem. Po dokonaniu zbrodni 42-latek zgłosił się na policję.

W trakcie śledztwa okazało się, że zwyrodnialec, który udusił swoją poprzednią partnerkę i ma bogatą kartotekę kryminalną, podczas odbywania kary wychodził ponad 90 razy na przepustki. To wtedy zaczął się spotykać z Moniką.

Wyrok dla bestii

Na początku grudnia 2019 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. na karę dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To najwyższa możliwa kara w polskim wymiarze sprawiedliwości. Dodatkowo nakazał wypłacenie odszkodowania dla matki, siostry i brata Moniki oraz ojca zabitego Oskara w kwocie 300 tys. złotych. Wyrok nie jest prawomocny.

Jak podkreślał sąd, Artur K. to wielokrotny morderca, z obszerną kartoteką kryminalną. 42-latek prawie dwie dekady temu należał do jednej z najbardziej brutalnych zorganizowanych grup przestępczych, kierowanej przez Janusza G. ps. „Graf” vel „Dziadunio”, która ma na koncie wymuszenia rozbójnicze czy porwania dla okupu.

Będzie apelacja

Już w czasie mowy końcowej obrończyni Artura K. zwróciła uwagę na to, że oskarżony zaraz po dokonaniu zbrodni poszedł na komisariat, wyraził skruchę i przeprosił rodzinę zabitej kobiety. – Oskarżony podkreślał, że nie był sobą (…) takie zachowanie może świadczyć o rozwijającej się chorobie psychicznej – zaznaczyła aplikant adwokacki Justyna Łusiak.

Jak dowiedziała się Polska Agencja Prasowa, w sprawie wyroku dla mordercy jest apelacja. Pełnomocnik Artura K., adwokat Marek Małecki, przekazał, że przy zbrodni tego kalibru i karze orzeczonej w najsurowszym możliwym wymiarze, tj. dożywotniego pozbawienia wolności, sąd powinien wyjaśnić wszelkie wątpliwości dotyczące stanu zdrowia psychicznego oskarżonego.

– W mojej ocenie opinie zarówno pisemna, jak i ustna opinia uzupełniająca wydane przez powołanych w sprawie biegłych nie sprostały wymaganiom stawianym im przez kodeks postępowania karnego. Opinie są nie tylko niepełne, niejasne i wewnętrznie sprzeczne, ale przede wszystkim sprzeczne z obowiązującą międzynarodową klasyfikacją chorób ICD-10 , w której wyraźnie wyodrębniono objawy pozwalające na rozpoznanie osobowości dyssocjalnej – poinformował PAP adwokat Marek Małecki.

Jak dodał sąd I instancji oddalił wszelkie wnioski dowodowe obrony, zmierzające do przesłuchania w charakterze świadków osób mających bezpośrednią styczność z oskarżonym w okresie jego pobytu w areszcie śledczym w Radomiu. Ich zeznania stanowiłyby dodatkowy, istotny materiał dowodowy, na podstawie którego należałoby przeprowadzić opinię uzupełniającą z udziałem innego zespołu biegłych niż dotychczas.

– W sprawie, gdzie możliwe dotychczasowe błędy diagnostyczne i brak zastosowania skutecznego leczenia wobec osoby, która bezwzględnie tego wymagała, oraz gdzie trzy niewinne osoby zostały pozbawione życia, moim obowiązkiem jako obrońcy, ale także jako człowieka, jest dopełnienie wszelkiej możliwej staranności, aby w zakładzie karnym nie znalazła się osoba, wobec której należy wdrożyć natychmiastowe leczenie psychiatryczne, połączone z odpowiednim leczeniem farmakologicznym, a która może stanowić realne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla funkcjonariuszy zakładu karnego, do którego trafi – przekazał Małecki.

Dodał, że jeżeli okazałoby się Artur K. jest niepoczytalny, to nie można mówić o spełnieniu funkcji resocjalizacyjnej. – Biorąc pod uwagę, że dotychczasowe podejmowane przez niego decyzje świadczą o ich zupełnej irracjonalności, należy wykorzystać wszelkie przewidziane przez prawo możliwości do wyjaśnienia wątpliwości związanych z jego stanem zdrowia psychicznego, a nie tłumaczyć, że przeprowadzenie kolejnych czynności dowodowych w sprawie spowoduje przedłużenie postępowania, tak jak to argumentował sąd orzekający – wyjaśnił pełnomocnik Artura K.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest apelacja ws. wyroku dla Artura K. Mężczyzna na przepustce z więzienia udusił swoją partnerkę i jej synka

Jest apelacja w sprawie wyroku dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach, na który Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. – dowiedziała PAP. Mężczyzna na przepustce z więzienia udusił swoją partnerkę i jej 3-letniego synka.

Jak przekazał PAP pełnomocnik Artura K., przy zbrodni tego kalibru i karze orzeczonej w najsurowszym możliwym wymiarze tj. dożywotniego pozbawienia wolności, sąd powinien wyjaśnić wszelkie wątpliwości dotyczące stanu zdrowia psychicznego oskarżonego.

„W mojej ocenie, opinie zarówno pisemna jak i ustna opinia uzupełniająca wydane przez powołanych w sprawie biegłych nie sprostały wymaganiom stawianym im przez kodeks postępowania karnego. Opinie są nie tylko niepełne, niejasne i wewnętrznie sprzeczne, ale przede wszystkim sprzeczne z obowiązującą międzynarodową klasyfikacją chorób ICD-10 , w której wyraźnie wyodrębniono objawy pozwalające na rozpoznanie osobowości dyssocjalnej” – poinformował PAP adw. Marek Małecki.

Jak dodał sąd I instancji oddalił wszelkie wnioski dowodowe obrony, zmierzające do przesłuchania w charakterze świadków osób mających bezpośrednią styczność z oskarżonym w okresie jego pobytu w areszcie śledczym w Radomiu, a których depozycje procesowe stanowiłyby dodatkowy, istotny materiał dowodowy, na podstawie którego, między innymi, należałoby przeprowadzić opinię uzupełniającą z udziałem zespołu składającego się z innych, niż dotychczasowo opiniujący biegli.

„W sprawie, gdzie możliwe dotychczasowe błędy diagnostyczne i brak zastosowania skutecznego leczenia wobec osoby, która bezwzględnie tego wymagała oraz gdzie trzy niewinne osoby zostały pozbawione życia, moim obowiązkiem jako obrońcy, ale także jako człowieka, jest dopełnienie wszelkiej możliwej staranności, aby w zakładzie karnym nie znalazła się osoba, wobec której należy zostać wdrożone natychmiastowe leczenie psychiatryczne, połączone z odpowiednim leczeniem farmakologicznym , a która może stanowić realne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla funkcjonariuszy zakładu karnego do którego trafi” – poinformował adw. Marek Małecki.

Dodał, że jeżeli okazałoby się Artur K. jest niepoczytalny, to nie można mówić o spełnieniu funkcji resocjalizacyjnej. „Biorąc pod uwagę, że dotychczasowe podejmowane przez niego decyzje świadczą o ich zupełnej irracjonalności, należy wykorzystać wszelkie przewidziane przez prawo możliwości do wyjaśnienia wątpliwości związanych z jego stanem zdrowia psychicznego, a nie tłumaczyć, że przeprowadzenie kolejnych czynności dowodowych w sprawie spowoduje przedłużenie postępowania, tak jak to argumentował sąd orzekający” – przekazał adw. Marek Małecki

Najwyższa możliwa kara

Na początku grudnia ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. na karę dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To najwyższa możliwa kara w polskim wymiarze sprawiedliwości. Dodatkowo nakazał wypłacenie odszkodowania dla matki, siostry i brata Moniki oraz ojca zabitego Oskara w kwocie 300 tys. zł.

Jak podkreślał sąd, Artur K. to wielokrotny morderca, z obszerną kartoteką kryminalną. 42-latek prawie dwie dekady temu należał do jednej z najbardziej brutalnych zorganizowanych grup przestępczych, kierowanej przez Janusza G. ps. „Graf” vel „Dziadunio”, która ma na koncie wymuszenia rozbójnicze, porwania dla okupu itd.

42-latek zabił 8 września 2018 roku. Tego dnia Artur K. wyszedł na przepustkę z więzienia, gdzie odbywał 15-letni wyrok za zabójstwo poprzedniej partnerki. Kobieta została uduszona. Mężczyzna podczas odbywania kary ponad 90 razy wychodził na przepustki i zaczął spotykać się z Moniką K. Para poznała się na portalu społecznościowym i szybko ze sobą zaręczyła.

Feralnego dnia (8 września – PAP) Artur K. przyszedł do mieszkania przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie odwiedzić swoją 35-letnią narzeczoną i – jak ustalił sąd – udusił ją gołymi rękami. Gdy Monika K. straciła przytomność, włożył jej do ust ścierkę i ręcznik. To samo zrobił z 3-letnim synkiem Moniki K. – Oskarem. Po dokonaniu zbrodni zgłosił się na policję.

W uzasadnieniu sędzia Michał Piotrowski wskazał też, że oskarżony działał w zamiarze bezpośrednim oraz, że wykonano cały zespół badań psychologicznych, które potwierdziły, że 41-latek w chwili popełnienia zbrodni był poczytalny. Sam Artur K. twierdził, że jest inaczej.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: Ojciec zabił matkę i został skazany na śmierć. Dzieci błagają o ułaskawienie

66-letni Amerykanin Donnie Lance za zabójstwo byłej żony i jej partnera został skazany na śmierć przez podanie śmiertelnej dawki trucizny. Wyrok ma zostać wykonany w środę. Dorosłe już dzieci pary proszą stan Georgia o ułaskawienie mężczyzny. W 1997 r. Lance śmiertelnie pobił swoją byłą żonę Sabrinę, a jej partnera – Dwighta Wooda – zastrzelił. Mężczyzna w 1999 r. został skazany na karę śmierci.

„Całe życie spędziliśmy z ogromną dziurą w sercu. Ale cały czas mamy tatę. Nie możemy wyobrazić sobie, że i jego może zabraknąć” – napisały dzieci Sabriny i Donniego w piśmie do stanowej komisji Pardons and Paroles w Georgii. Wskazały, że ból po stracie matki pogłębiłby się jeszcze bardziej, gdyby stan zabił im ojca. Do oświadczenia dołączono apel o ułaskawienie 66-latka.

Wcześniej dzieci pary bezskutecznie ubiegały się o ponowne przeprowadzenie testów DNA, by porównać dowody z miejsca zbrodni z materiałem biologicznym ich ojca.

Decyzja we wtorek

W styczniu Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych odrzucił apelację od wyroku skazującego stwierdzając, że obrońca mężczyzny nie przedstawił żadnych okoliczności łagodzących. Trzech sędziów wyraziło zdanie odrębne wskazując, że obrońca powinien przedstawić dowody na upośledzenie funkcji poznawczych swojego klienta. Dzieci Lance’a w swoim apelu przypominają, że mężczyzna cierpiał z powodu wielokrotnych urazów głowy, jakich doznał w wyniku bójek ze swoją byłą żoną i jej partnerem.

Fox News przypomina, że komisja Pardons and Paroles jest jedynym stanowym organem, który może podjąć decyzję o ułaskawieniu skazanego. Kilka tygodni temu komisja zmieniła wyrok skazanego na śmierć Jimmi’ego Medersa na dożywocie, bez możliwości przedterminowego zwolnienia. Decyzja ws. Lance’a ma zapaść we wtorek w nocy czasu polskiego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francja: W ataku nożownika zginął Polak

Tragiczne wieści z Francji. Jak donoszą tamtejsze media, ofiara nożownika, który rzucił się na przechodniów z nożem w Villejuif – to 56-latek o polsko brzmiącym nazwisku, z zawodu elektryk. Mężczyzna zginął ratując swoją towarzyszkę, lub – jak podają niektóre media – żonę. Kobieta z ciężkimi obrażeniami trafiła do szpitala.

Do ataku nożownika w parku Villejuif doszło w piątek, 3 stycznia. Napastnik – 22-letni Nathan C. zaatakował trzy osoby. Jedną z nich ranił śmiertelnie. Według „Ouest-France” zmarły to 56-letni „J. Michalski” – mieszkaniec Villejuif. Mężczyzna zginął, gdy próbował ratować partnerkę – 47-letnią Karine B., na którą rzucił się napastnik. Pomimo reanimacji nie udało się przywrócić mu funkcji życiowych.

Jak powiedział dziennikarzom burmistrz Villejuif – Franck Le Bohellec, ranna kobieta z ciężkimi obrażeniami trafiła do szpitala. Trzecia poszkodowana w ataku nożownika to według doniesień francuskich mediów – 30-letnia Aurora K., która została lekko ranna w plecy.

Mieszkańcy Villejuif są wstrząśnięci po śmierci 56-latka. Mężczyzna i jego partnerka cieszyli się dużą sympatią wśród sąsiadów. Nie wiadomo, czy mieli dzieci. W parku regularnie ćwiczyli jogę. Polscy internauci piszą, że mężczyzna był Polakiem i miał na imię Janusz. Francuskie źródła nie podają jednak jego imienia ani narodowości. Z kolei kilka osób we Francji napisało, że ofiara miała na imie Jean. Nie wspominają jednak ani słowem o tym, że był Polakiem. Być może zamordowany mężczyzna był potomkiem polskich emigrantów.

Kim był nożownik z Villejuif pod Paryżem?

Przedstawicielka francuskiej prokuratury Laure Beccuau opisała 22-letniego sprawcę ataku – Nathana C. jako mężczyznę z długą i poważną historią chorób psychicznych. – Nie można wykluczyć podłoża terrorystycznego tylko dlatego, że ktoś ma problemy psychiczne- – podkreśliła w trakcie konferencji prasowej.

Prokurator dodała, że Nathan C. przeszedł na islam między majem a lipcem 2019 roku, a w czasie ataku krzyczał „Allahu akbar” (Bóg jest wielki). W torbie, którą miał przy sobie 22-latek, znaleziono egzemplarz Koranu i kilka książek o islamie.
Źródło info i foto: Fakt.pl