Włochy: Pijany Polak jechał ciężarówką pod prąd. Kiedy przyjechał patrol policji, wpadł w szał

33-letni kierowca ciężarówki jechał pod prąd obwodnicą w Trydencie. Kiedy na miejsce przybyła włoska policja kierowca odmówił poddaniu się badaniu alkomatem i stał się agresywny. Po przewiezieniu na komisariat, gdzie ustalono, że faktycznie kierował pod wpływem alkoholu, Polaka ukarano wysoką grzywną. Chwilę później rzucił się na funkcjonariuszy, szarpiąc ich i bijąc.

O kierowcy ciężarówki jadącym w poniedziałek wieczorem pod prąd obwodnicą Trydentu policję poinformowali inni przerażeni kierowcy. Na miejscu szybko pojawił się patrol, który zatrzymał tira. Za kierownicą siedział Polak, od którego czuć było alkohol.

Kierowca nie zgodził się jednak na badanie alkomatem, więc zabrano go na komisariat. Tam potwierdzono, że znajduje się pod wpływem alkoholu. Polaka ukarano wysoką grzywną za jazdę w stanie nietrzeźwości, odebrano prawo jazdy i zwolniono.

Ukarany wprawdzie opuścił budynek policji, ale wciąż był agresywny, obrzucał funkcjonariuszy obelgami, a w końcu wspiął się na bramę odgradzającą komisariat od ulicy i wtargnął do budynku, gdzie zaczął szarpać mundurowych. Kiedy w szale zaczął okładać ich pięściami, został obezwładniony i trafił do aresztu.

Polak usłyszał już wyrok. Za czynną napaść na funkcjonariuszy spędzi 5 miesięcy w więzieniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Meksyk: Pijani policjanci zaczęli strzelać do rodziny. Cudem uniknęli linczu

Trzej funkcjonariusze meksykańskiej policji federalnej zostali niemal zlinczowani w stanie Puebla. Media informują, że pod wpływem alkoholu zaczęli strzelać do jednej z rodzin. Do incydentu doszło w środę rano. Członkowie rodziny opuszczali swój dom w mieście Chiconcuautla, gdy przejeżdżający patrol policji zaczął do nich strzelać. Na szczęście nikt nie został ranny.

Funkcjonariusze odjechali około 500 metrów, po czym się zatrzymali. Dobiegli do nich sąsiedzi, którzy otoczyli radiowóz. Mieszkańcy grozili linczem trzem policjantom, którzy mieli być pod wpływem alkoholu i podpalili ich auto.

Otoczeni mundurowi uniknęli linczu dzięki szybkiej interwencji kolegów, którzy przyjechali wezwani na pomoc. Biuro wewnętrzne policji wszczęło dochodzenie w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy i domniemanego bycia na służbie pod wpływem alkoholu. Mieszkańcy złożyli również przeciwko nim pozew. Przedstawiciel Państwowego Sekretariatu ds. Bezpieczeństwa oświadczył, że władze nie pozwolą na zamiecenie sprawy pod dywan. – Nikt nie stoi ponad prawem – zapewnił.
Źródło info i foto: TVP.info

SG zatrzymała ośmiu Turków, Ukraińca i Syryjczyka

Ośmiu Turków, którzy przekroczyli z Ukrainy do Polski tzw. zieloną granicę, oraz Ukraińca, który miał ich przewieźć w głąb Polski, zatrzymała Straż Graniczna. Zatrzymany został także Syryjczyk, który sam przekroczył nielegalnie polską granicę. Jak poinformowała rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej (BiOSG) mjr Elżbieta Pikor, do nielegalnego przekroczenia granicy doszło w miniony weekend.

Partol Straży Granicznej najpierw natknął się w okolicach przejścia granicznego w Krościenku na trzech obywateli Turcji w wieku 20, 21, 23 lat.

– Strażnicy graniczni podejrzewali, że jest to jedynie część grupy. Podjęto więc dalsze czynności, również z wykorzystaniem śmigłowca SG. Już po kilku godzinach funkcjonariusze zatrzymali w Krościenku busa na polskich numerach rejestracyjnych, w którym podróżowało pięciu mężczyzn w wieku 20-36 lat, którzy wspólnie z zatrzymanymi wcześniej cudzoziemcami nielegalnie przekroczyli granicę -– mówiła rzeczniczka.

Kierowcą busa był 21-letni obywatel Ukrainy studiujący w Polsce. Przyznał się, że miał przewieźć obcokrajowców w głąb kraju. Mjr Pikor poinformowała też, że Turcy wyjawili, iż za przerzut do Unii Europejskiej płacili od 6 do 10 tys. dolarów. Celami ich podróży miały być Francja, Niemcy, Austria i Włochy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

19-latek z Polski staranował radiowóz w Holandii

19-letni Polak został zatrzymany przez policję z Holandii. Mężczyzna wcześniej staranował radiowóz na autostradzie A1. Funkcjonariusze podejrzewali, że może być pijany, jednak okazało się, że wszystko spowodowane było przemęczeniem: od 11 godzin prowadził auto.

Policja w środę rano została skierowana na autostradę A1 niedaleko miejscowości Eemnes w Holandii. Patrol wysłano tam po zgłoszeniach dotyczących dziwnie jadącego samochodu dostawczego, który co jakiś czas przejeżdżał linię autostrady – pojawiło się podejrzenie, że kierowca auta może być pijany.

W tamtym rejonie już pojawiły się korki (A1 to autostrada, którą można dotrzeć do Amsterdamu), a auta poruszały się z niewielką prędkością. Gdy policjanci z Eemnes namierzyli samochód dostawczy, próbowali zatrzymać auto. Kierowca jednak nie reagował na ich sygnały i ostatecznie staranował radiowóz. Własnie mała prędkość sprawiła, że nikomu nic się nie stało.

19-letni Polak zatrzymany w Holandii

Jak podaje holenderska policja, kierowcą samochodu był 19-letni Polak. Funkcjonariusze z Eemnes opisują, że od razu został zabrany na komisariat, gdzie sprawdzono go pod kątem obecności narkotyków bądź alkoholu w organizmie. Okazało się, że Polak był trzeźwy, badanie na narkotyki także wyszło negatywnie.

Dopiero po policyjnej kontroli wyszło na jaw, że 19-latek był po prostu wyczerpany, ponieważ od 11 godzin prowadził auto. Stąd też jego dziwne zachowanie na autostradzie, najprawdopodobniej przysypiał za kółkiem. Młody Polak został zatrzymany przez holenderską policję i odpowie za spowodowanie utrudnień i niebezpieczeństwa na drodze.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Orlando: 35-latek wziął czwórkę dzieci jako zakładników. Zabił je, a następnie popełnił samobójstwo

​Uzbrojony napastnik zabarykadował się w mieszkaniu w amerykańskim Orlando. Mężczyzna wziął czwórkę dzieci jako zakładników. Akcja policji skończyła się jednak tragicznie – szaleniec zabił dzieci, a następnie popełnił samobójstwo. Na policję zgłosiła się kobieta, która powiedziała, że jej partner ją regularnie bije. Do ich mieszkania udał się patrol policyjny. W pewnym momencie 35-letni Gary Lindsey Jr postrzelił funkcjonariusza, po czym zabarykadował się w mieszkaniu razem z czwórką dzieci – najmłodsze miało roczek, a najstarsze 12 lat.

Funkcjonariusze przez prawię dobę starali się negocjować z 35-latkiem przez telefon, jednak połączenie było słabe. Zaproponowali, że dadzą mężczyźnie inny aparat, by kontynuować negocjacje. Wtedy zobaczyli, jak Lindsey strzela do jednego z dzieci. Policjanci postanowili wejść do mieszkania.

W lokalu znaleziono ciała czwórki dzieci. Sam Gary Lindsey popełnił z kolei samobójstwo. Sytuacja miała tragiczny i smutny koniec – mówi komendant John Mina. To trudny dzień dla całej społeczności – dodał.

Lindsey był ojcem dwójki z zabitych dzieci. Pozostałych dwoje pochodziło z poprzedniego związku partnerki mężczyzny. Jak informują media, 35-latek był w przeszłości wielokrotnie karany. Był skazywany m.in. za podpalenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wielkopolska: Areszt dla policjanta, który usłyszał zarzut nieudzielenia pomocy i niedopełnienia obowiązków służbowych

​Jest tymczasowy areszt dla policjanta z Pobiedzisk w Wielkopolsce, który usłyszał zarzut nieudzielenia pomocy i niedopełnienia obowiązków służbowych. Te same zarzuty usłyszała jego koleżanka z patrolu – informuje reporter RMF FM Mateusz Chłystun.

Areszt został zastosowany tylko wobec policjanta, ponieważ to on – będący w służbie od trzech lat – dowodził patrolem. Jego młodsza stażem koleżanka, od roku służąca w policji usłyszała te same zarzuty, ale będzie odpowiadała przed sądem z wolnej stopy.

Funkcjonariusze w miniony czwartek interweniowali w sprawie nietrzeźwego mężczyzny i zamiast zawieźć go na izbę wytrzeźwień, zostawili go w lesie. 36-latek zmarł.

Jego zaniepokojona matka zawiadomiła o sprawie policję. To wtedy ruszyły intensywne poszukiwania.

Ciało mężczyzny znaleźli inni policjanci z Pobiedzisk, jak zaznacza rzecznik wielkopolskiej policji – również oni wykryli to, co zrobili ich koledzy. Mieszkańcy Pobiedzisk są wstrząśnięci.

Funkcjonariusz policji podczas przesłuchania nie przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień. Prokurator ze względu na „istniejącą realną obawę matactwa” złożył do sądu wniosek o zastosowanie wobec policjanta tymczasowego aresztowania.

W sobotę wieczorem Mazur-Prus powiedziała PAP, że sąd w Gnieźnie, który rozpatrywał wniosek, przychylił się stanowiska prokuratora i zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego funkcjonariusza tymczasowego aresztowania.

Jak dodała, w trakcie posiedzenia aresztowego funkcjonariusz złożył wyjaśnienia – ich treści jednak prokuratura nie ujawnia.

Funkcjonariuszom za zarzucane im czyny grozi kara do 5 lat więzienia.

Mazur-Prus tłumaczyła PAP w sobotę, że udzielenie pomocy było obowiązkiem funkcjonariuszy. Poza tym – jak wskazała – taka sytuacja i opisany przebieg wydarzeń, w żaden sposób nie narażał bezpieczeństwa samych funkcjonariuszy – co może być przesłanką do odstąpienia od udzielenia pomocy.

Prokurator dodała, że w zarzucie nie ma jednak mowy o tym, „ażeby te osoby były odpowiedzialne za śmierć pokrzywdzonego”. Jak tłumaczyła, „biegli którzy przeprowadzili sekcję zwłok wskazali, że bezpośrednią przyczyną zgonu był uraz głowy; biegły bardzo wyraźnie się wypowiedział, że ten uraz mógł powstać w mechanizmie biernym, czyli w sytuacji kiedy pokrzywdzony sam mógł doprowadzić do tego urazu”. (…) Niewykluczone więc, że ten mężczyzna mógł się np. sam przewrócić. Natomiast nic nie wskazuje na to, ażeby były to działania osób trzecich – więc nie mamy do czynienia z zabójstwem – zaznaczyła Mazur-Prus.

W sobotę rano rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak poinformował PAP, że w czwartek w podpoznańskich Pobiedziskach zgłoszono zaginięcie 36-latka. Mężczyzna miał wyjść w środę z domu, nie było z nim kontaktu. Sprawę zaginięcia zaczęła badać policja. Dzień później, w czwartek po południu, zwłoki mężczyzny znaleziono przy drodze w kompleksie leśnym przy jeziorze Dobre.

Okazało się, że „w dniu zaginięcia 36-latka, była zgłoszona interwencja policjantom, że ten mężczyzna leżał przy ulicy Poznańskiej (…) policjant z trzyletnim stażem służby i policjantka z rokiem służby w policji wzięli tego półprzytomnego mężczyznę, najprawdopodobniej mocno pijanego, i zamiast wezwać pogotowie, czy odwieźć go na izbę wytrzeźwień – zawieźli go do lasu i tam go zostawili; tam również ten mężczyzna zmarł – tłumaczył PAP Borowiak.

Nieoficjalnie ustalono, że kiedy doszło do zdarzenia, policjantom kończyła się tego dnia służba. Najprawdopodobniej funkcjonariusze chcieli jak najszybciej zakończyć służbę i wrócić do domu.

Policjanci są już formalnie wyrzuceni z policji.
Źródło info i foto: interia.pl

Chciał przebić się przez policyjną blokadę. Pościg za 37-latkiem

Pościg drogą krajową „51” za 37-latkiem, który nie zatrzymał się do kontroli drogowej w Bartoszycach w Warmińsko-Mazurskiem. Przed Olsztynem mężczyzna próbował przebić się przez blokadę drogi i uderzył w radiowóz. Udało się go jednak zatrzymać. 37-latek to mieszkaniec Bartoszyc. Wiadomo, że był trzeźwy.

Mężczyzna nie zatrzymał się do kontroli w Bartoszycach około godziny 3:00 nad ranem. Policjanci ruszyli za nim w pościg. Powiadomiony został też patrol z Lidzbarka Warmińskiego, a potem z Olsztyna. W Dywitach ustawiono pierwszą blokadę drogi. 37-latek próbował staranować policjantów, jednego niegroźnie potrącił. Policjanci oddali w jego kierunku cztery strzały.

Druga blokada ustawiona była kilka kilometrów dalej. Mężczyzna nie zwolnił: uderzył w radiowóz, a potem w drzewo. Zaczął uciekać pieszo, ale szybko został zatrzymany.

Śledczy sprawdzają teraz, dlaczego mężczyzna uciekał i czy był pod wpływem narkotyków.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Strzelanina w Zgierzu. Trzy osoby zostały postrzelone. Ranny policjant

Patrol policji ze Zgierza (województwo łódzkie) chciał wylegitymować głośno zachowujących się mężczyzn. Na miejscu – jak informuje prokuratura – policjanci zostali zaatakowani. Jeden z funkcjonariuszy zaczął strzelać do napastników. Do zdarzenia doszło w nocy z czwartku na piątek, około godziny 2. Policja otrzymała zgłoszenie, że na ulicy Rembowskiego w Zgierzu zebrała się grupa agresywnych mężczyzn, którzy zakłócają porządek.

Na miejsce wysłano patrol, który miał – w założeniu – wylegitymować członków grupy i pouczyć ich o tym, że mają zachowywać się ciszej. – Grupa odmówiła wylegitymowania się i zareagowała agresją – relacjonuje prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Według wstępnych ustaleń, funkcjonariusze najpierw usłyszeli wyzwiska, potem w ich kierunku ktoś zaczął rzucać ciężkie przedmioty – w tym płytę chodnikową.

Strzelanina

Jeden z policjantów wyciągnął broń. Potem skierował lufę pistoletu w stronę agresywnych mężczyzn. Padły strzały. – Trzech członków agresywnej grupy zostało ranionych w nogi, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – mówi Kopania. Po kilku chwilach na miejscu były już policyjne posiłki. – Zatrzymanych zostało 13 osób. Wszyscy to Gruzini i Ukraińcy – dodaje rzecznik prokuratory.

Śledztwo

Do szpitala – oprócz mężczyzn z ranami postrzałowymi – trafił też funkcjonariusz policji, który ma obrażenia głowy. Na miejscu zdarzenia aktualnie pracuje 5 prokuratorów. Zabezpieczany jest materiał dowodowy, który pozwoli na odtworzenie przebiegu zdarzenia. Prokuratura i policja będą też wyjaśniać, czy broń była zasadnie użyta. O zdarzeniu jako pierwsze poinformowało Radio Łódź.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Strzały w Bydgoszczy. Policja bada sprawę

Strzały w Bydgoszczy na ulicy Pomorskiej. Informację o tym zdarzeniu dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Sprawą zajęła się już policja. Policjanci zostali wezwani przez świadków na ulice Pomorską, gdzie miało dojść do strzelaniny. Gdy patrol dojechał na miejsce, żadnych podejrzanych osób już tam nie było. Trwają jednak przesłuchania świadków.

Niedługo później funkcjonariusze otrzymali informacje z pobliskiego szpitala, do którego zgłosił się mężczyzna z raną nogi – najprawdopodobniej postrzałową. 29-latek nie chce współpracować z policjantami. Nie ujawnia, dlaczego został ranny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Strzały podczas interwencji policji w Poznaniu

Przed godziną siedemnastą patrol prewencji podjął interwencję w rejonie skrzyżowania Szamarzewskiego i Polnej. W trakcie interwencji padły strzały. Informacje o działaniach policji w rejonie Szamarzewskiego i Polnej przekazali nasi czytelnicy, a rzecznik policji potwierdza te informacje

– W tej chwili trwa zbieranie informacji na temat tego zdarzenia. Mogę jedynie potwierdzić, że patrol prewencji, który pełnił rutynowy patrol w tej okolicy podjął interwencję, w trakcie której padły strzały. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał. Nie znam jeszcze powodów tej interwencji – relacjonuje Andrzej Borowiak.

Otrzymaliśmy kolejne informacje o zajściu na Jeżycach – Patrol prewencji, który pełnił służbę w tym rejonie, został powiadomiony o mężczyźnie, który wybija szyby w zaparkowanych samochodach. Policjanci podjęli interwencję, ale mężczyzna był bardzo agresywny. Doszło do szarpaniny, a mężczyzna próbował uciekać. Ostatecznie został ujęty przez grupę realizacyjną, która bardzo szybko pojawiła się na miejscu zdarzenia. Z wstępnych ustaleń wynika, że mężczyzna jest pod wpływem środków psychoaktywnych, a w związku z tym został przewieziony na toksykologie – wyjaśnia Borowiak. Kwestia oddanych strzałów będzie wyjaśniana. W tej chwili policja nie precyzuje, kto strzelał.
Źródło info i foto: epoznan.pl