Lubuskie: Efekty kontroli wewnętrznych po zabójstwie młodej Ukrainki Kristiny V.

Dymisje, postępowania dyscyplinarne i wyjaśniające w lubuskiej policji – to efekty kontroli wewnętrznych rozpoczętych po zabójstwie młodej Ukrainki Kristiny V. Kobieta szukała ochrony przed jej przyszłym zabójcą, ale jej nie znalazła. Na razie nie wiadomo jednak, czy to wyłącznie błędy ludzkie, czy winny jest system działania policji.

Mordercą 26-letniej Ukrainki był jej równolatek, mieszkaniec Gorzowa Paweł R. Kamery monitoringu pralni, w której pracowała kobieta, zarejestrowały zabójstwo: 11 września mężczyzna wszedł do środka, wyciągnął broń i z bardzo bliskiej odległości strzelił jej w głowę. W trzy godziny po dokonaniu zabójstwa sam został śmiertelnie postrzelony przez niemieckich policjantów na autostradzie pod Berlinem.

– Nie chciała być z Pawłem R., dlatego odgrażał się jej wielokrotnie. On się w niej zakochał na zabój, nagabywał ją, wysyłał SMS-y – relacjonowali dziennikarzom „Uwaga TVN” znajomi Kristiny i Pawła R. Z dotychczasowych ustaleń policji wiadomo, że mężczyzna strzelił z broni „czarnoprochowej”, na którą nie jest potrzebne żadne zezwolenie.

Tylko wykroczenie

Po zabójstwie komendant główny policji generał Jarosław Szymczyk zdecydował, że wszystkie okoliczności działań lubuskiej policji mają wyjaśnić doświadczeni funkcjonariusze z biura kontroli. Poznaliśmy wstępne ustalenia opisane w ich raporcie. Wiadomo, że młoda Ukrainka w połowie czerwca przyszła do komisariatu II w Gorzowie. Prosiła policjantów o pomoc. Tłumaczyła, że czuje się zastraszana przez Pawła R.

– Oficer dyżurny po wysłuchaniu kobiety uznał, że działania Pawła R. to wyłącznie wykroczenie, a nie przestępstwo – mówi nasz rozmówca z lubuskiej policji.

Już następnego dnia komendant komisariatu potwierdził decyzję oficera dyżurnego i skierował sprawę do prowadzenia przez funkcjonariusza referatu do spraw wykroczeń. Chodzi o wykroczenie z artykułu 107 Kodeksu wykroczeń, który mówi o „złośliwym dokuczaniu innej osobie”. Grozi za to kara ograniczenia wolności (np. do ograniczenia pobytu do miejsca zamieszkania) lub grzywna w maksymalnej wysokości 1500 złotych.

Doświadczony funkcjonariusz policji w ten sposób wyjaśnia znaczenie decyzji oficera dyżurnego, którą potwierdził później komendant: – Artykuł 107 Kodeksu wykroczeń jest stosowany najczęściej w przypadku sporów sąsiedzkich. Oficer dyżurny miał wybór, mógł zakwalifikować doniesienie Kristiny jako przestępstwo z artykułu 190 Kodeksu karnego, czyli gróźb karalnych. To otwiera drogę policjantom i prokuraturze do zdecydowanych działań, jak wydania zakazu zbliżania się, kontaktowania, a nawet objęcia ochroną osoby zagrożonej. Nasz rozmówca prosi przy tym o zachowanie anonimowości.

Pomoc policjanta

Postępowanie o wykroczenie szybko trafiło z komisariatu do Sądu Rejonowego w Gorzowie, który już na początku września uznał winę Pawła R. i ukarał go finansowo. Niemal w tym samym czasie w pomoc Kristinie V. zaangażował się funkcjonariusz miejscowego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji.

– Skontaktował się z nim kolega Kristiny, opowiedział o jej problemach z Pawłem R. O rosnącym strachu, kolejnych pogróżkach kierowanych przez SMS-y i poprzez komunikatory. Policjant przejrzał materiały, przejął się sprawą. Wszyscy wspólnie pojechali ponownie do komisariatu – relacjonuje nam osoba znająca kulisy sprawy.

Policjanta z CBŚP, Kristinę V. oraz jej kolegę przyjął zastępca komendanta komisariatu. Ukrainka potwierdziła wtedy, że Paweł R. kieruje wobec niej groźby karalne. Jednak nie złożyła zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa z artykułu 190 tego dnia – policjanci z pionu dochodzeniowego byli zajęci innymi sprawami.

– Następnego dnia policjant z CBŚP osobiście napisał zawiadomienie do prokuratury, skierował wniosek o ściganie Pawła R. Jednak Kristina V. nie złożyła pod tym dokumentem swojego podpisu, bo uznała, że poprzedniego dnia źle została potraktowana na komisariacie – mówi nasz rozmówca.

To ważny moment, gdyż zgodnie z kodeksowymi zapisami przestępstwo groźby karalnej – czyli właśnie artykuł 190 Kk – ścigane jest na wniosek pokrzywdzonego. To znaczy, że ani policja, ani prokuratura bez inicjatywy ze strony osoby zagrożonej nie mogą podejmować żadnych czynności.

W służbie statystyki

Dlaczego Kristina V. tak się zachowała? – Proszę wczuć się w jej sytuację. Imigrantka, starająca się ułożyć sobie życie w nowym kraju. Jej było strasznie ciężko zdecydować się na działania przeciwko Polakowi. Bała się, że straci szansę na stały pobyt, pracę i przyszłość – mówi dziennikarzowi tvn24.pl jeden z jej polskich znajomych. A dlaczego tak się zachowywali funkcjonariusze z komisariatu II w Gorzowie Wielkopolskim?

– Myślę, że minimalne znaczenie miała narodowość dziewczyny. Dla mnie działanie oficera dyżurnego i jego przełożonego to klasyczna ucieczka przed wszczęciem postępowania o przestępstwo. To rzutuje na statystykę przestępczości, która jest ujęta w mierniki. A jak ktoś ma złe wyniki, to obrywa na odprawach, więc najlepiej jest spychać przestępstwa na wykroczenia – mówi doświadczony funkcjonariusz. – Policjant z CBŚP nie ma mózgu opanowanego przez dążenie do sukcesu statystycznego i dzięki temu dobrze ocenił sytuację. Bo Centralne Biuro Śledcze jest w ogromnej mierze wolne od statystyki – dodaje.

– Gdy będą znane pełne wnioski z kontroli w tej sprawie, natychmiast je wdrożymy – deklaruje rzecznik lubuskiej Komendy Wojewódzkiej Policji nadkomisarz Marcin Maludy.

Kontrola kontroli

W Komendzie Głównej Policji potwierdziliśmy oficjalnie odwołania z funkcji komendanta i zastępcy komendanta komisariatu II w Gorzowie Wielkopolskim.

– Dodatkowo prowadzone są postępowania dyscyplinarne wobec funkcjonariusza komisariatu, który prowadził czynności po pierwszym zgłoszeniu o zagrożeniu od Kristiny V. Prowadzone są również czynności wyjaśniające wobec funkcjonariuszy wydziału kontroli komendy wojewódzkiej, którzy jako pierwsi badali sprawę – usłyszeliśmy w KGP.

Udało nam się również potwierdzić, że trwa „postępowanie wyjaśniające” wobec funkcjonariuszy pionu kontroli wewnętrznej z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie, wysłanych na miejsce tuż po zabójstwie. Ich zadaniem było prześwietlenie działań policjantów z komisariatu i przedstawienie raportu przełożonym.

– Mamy podejrzenia, że nie przedstawili prawdziwego przebiegu zdarzeń. Nie tyle chcieli bezstronnie skontrolować działanie policjantów z komisariatu, co je wytłumaczyć – mówi nam oficer komendy głównej policji.

Niezależne od ustaleń kontrolerów Komendy Głównej Policji śledztwo prowadzi także prokuratura wspólnie z Biurem Spraw Wewnętrznych, czyli „policją w policji”. Prokuratorzy będą oceniać działania funkcjonariuszy w kontekście ewentualnej odpowiedzialności karnej – żadne takie decyzje jeszcze nie zapadły, choć np. niedawno na komisariacie II „policja w policji” zabrała wszelkie dokumenty związane ze sprawą Kristiny V. Natomiast ustalenia kontroli wewnętrznej służą komendantowi głównemu policji i komendantom wojewódzkim do podejmowania decyzji personalnych, takich jak dymisje lub nawet wydalenie ze służby, a także do wprowadzania zmian w funkcjonowaniu policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo 26-letniej Ukrainki. Nowe fakty

To się musiało źle skończyć. Ona – ukraińska piękność, za którą mężczyźni wodzili oczami i on – niepozorny blondyn o zaciętym wyrazie twarzy, w dodatku zazdrosny i porywczy. Wprost oszalał na jej punkcie. I nie pogodził się z tym, że powiedziała mu: żegnaj. Najpierw nękał ją w internecie, a gdy sąd ukarał go za to grzywną – zdobył broń, przystawił jej lufę do głowy i pociągnął za spust.

Ona to Kristina V., 26-letnia Ukrainka osiadła w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie znalazła pracę w pralni chemicznej przy ul. Owczej. On to Paweł R., równolatek Kristiny, miejscowy taksówkarz, ale taki z doskoku. I właśnie w taksówce zetknął ich los.

Szybko ze sobą zamieszkali, ale jeszcze szybciej ona kazała mu się wynosić. Powód? Chorobliwa zazdrość. Bo Paweł R. wprost nie mógł znieść, że jego wybranka tak bardzo podoba się mężczyznom. Zamiast być dumnym, że wybrała jego, urządzał jej sceny. Skutek? Wystawiła mu za drzwi manatki. Naiwna, sadziła, że to finał toksycznej miłości, ale to był dopiero początek, bo Paweł R. postanowił się na niej odegrać.

– Nękał ją w internecie, niepokoił, znęcał się psychicznie, aż 7 czerwca dziewczyna zawiadomiła policję – mówi nadkomisarz Marcin Maludy, rzecznik lubuskiej policji. Szybkie śledztwo skończyło się skierowaniem sprawy do sądu, a ten nie miał wątpliwości, że Paweł R. dopuścił się zarzucanych mu czynów i przysolił mu 500 zł grzywny. Stało się to 2 września. W tym momencie Kristina miała przed sobą już tylko dziewięć dni życia, bo wyrok rozjuszył jej prześladowcę.

– Jeszcze nie wiemy, jak zdobył broń, ale wszystko wskazuje na to, że zrealizował drobiazgowo obmyślany plan – dodaje Maludy.

W środę 11 września około 13:00 Paweł R. wszedł do pralni, w której pracowała Kristina. Świetnie znał rozkład pomieszczeń, więc wiedział, gdzie ją znajdzie. Podszedł, przystawił jej lufę do głowy i pociągnął za spust. Potem wskoczył do auta i ruszył w stronę niemieckiej granicy. Czyżby łudził się, że ujdzie pościgowi i zamelinuje się gdzieś na Zachodzie?

Cokolwiek myślał, jego ucieczka zakończyła się po 130 kilometrach tragedią na autostradzie pod Berlinem. Dopadli go tam niemieccy policjanci, zawiadomieni przez polskie służby. A ponieważ wyciągnął broń – nafaszerowali go ołowiem.
Źródło info i foto: se.pl

Zabójstwo w pralni w Gorzowie Wielkopolskim. Napastnik zastrzelony podczas obławy

Do dramatu doszło w środę po południu w pralni przy ul. Owczej w Gorzowie Wielkopolskim. Do środka wszedł 26-letni mężczyzna, który zastrzelił młodą kobietę i uciekł – ustaliła reporterka Polsat News Dorota Wleklik. Według nieoficjalnych informacji, Paweł R. został zastrzelony podczas obławy na terenie Niemiec.

– Czekamy na oficjalne stanowisko w tej sprawie. Z przekazanych nam informacji wynika, że mężczyzna został zatrzymany do kontroli drogowej niedaleko Berlina i kiedy wysiadał z auta sięgnął po broń. Wówczas jeden z niemieckich funkcjonariuszy strzelił do niego. W wyniku postrzału 26-latek zmarł – powiedział Maludy.

Dodał, że prowadzący sprawę czekają na przekazanie przez stronę niemiecką dokładnych informacji na temat przebiegu tego zdarzenia.

„Wszedł, wymierzył z pistoletu i strzelił”

Z relacji świadków wynika, że przed godz. 13 sprawca wszedł, wymierzył z pistoletu i strzelił w jedną z pracownic, a następnie uciekł – poinformował rzecznik lubuskiej policji Marcin Maludy.

– Przebieg zabójstwa wskazuje na to, że było to działanie z premedytacją, wymierzone w konkretną osobę. Świadkami sytuacji byli pozostali pracownicy pralni. Postrzelonej kobiety nie udało się uratować – powiedział Maludy.

Według informacji reporterki Polsat News Doroty Wleklik, kobieta miała 26 lat i była narodowości ukraińskiej. Motywem działania sprawcy miał być zawód miłosny.

– W terenie pracują kryminalni. Osoby będące świadkami tragedii zostaną objęte opieką psychologiczną – zaznaczył Maludy.

Obława

Policja szybko wytypowała podejrzewanego o dokonanie zabójstwa i ruszyła za nim obława. Informacja o jego poszukiwaniach trafiła do wszystkich jednostek w regionie i w ościennych województwach.

– Kryminalni powiadomili również niemiecką policję, gdyż poszukiwany mógł próbować uciec do tego kraju. Po kilku godzinach dotarła do nich (polskich funkcjonariuszy) informacja o zastrzeleniu mężczyzny podczas próby jego zatrzymania niedaleko stolicy Niemiec – powiedział Maludy.

Celował w policjantów

Brandenburska policja poinformowała na Twitterze, że męźczyzna, który poruszał się samochodem marki Mazda, został zatrzymany przez mundurowych na autostradzie A10 o godz. 15.30. Auto miało polskie tablice rejestracyjne i widniało jako poszukiwane w związku z przestępstwem dokonanym w Polsce. Po tym, jak mężczyzna wycelował broń w policjantów, został przez nich śmiertelnie postrzelony. Jak zaznacza policja, nadal trwają czynności w celu potwierdzenia tożsamości mężczyzny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wielka Brytania: 25-letni Paweł R. przyznał się do 9 zarzutów

Przed brytyjskim sądem odbyła się rozprawa z udziałem 25-letniego Pawła R. , który pracował jako rzeźnik w Hull. Początkowo śledczy podejrzewali, że Polak ma związek z zaginięciem 21-letniej Libby Squire, jednak 25-latek nie usłyszał w tej sprawie żadnych zarzutów. Na jaw wyszły jednak inne występki Polaka. Prokuratura oskarżyła go, m.in. o masturbowanie się na ulicy oraz kradzież zabawek erotycznych. Mężczyzna przyznał się do 9 zarzutów.

Mieszkającego z rodziną w Hull Pawła R., aresztowano ponieważ to on prawdopodobnie jako ostatni widział 21-letnią Libby Squire w nocy z 31 stycznia na 1 lutego br. Szczątki 21-latki odnaleziono po trwających siedem tygodni poszukiwaniach. Wyłowiono je z ujścia rzeki Humber, niedaleko portu w Grimsby. Śledczy ze względu na dobro śledztwa nie ujawnili jednak, jak zginęła kobieta.

Według doniesień brytyjskiej prasy studentka religioznawstwa i filozofii zaginęła po imprezie z przyjaciółmi. Z powodu upojenia alkoholowego, nie wpuszczono jej do klubu, dlatego postanowiła wrócić do domu. Ostatnią osobą, która miała ją widzieć był Paweł R.

Po aresztowaniu Polaka, jego siostra ujawniła „Daily Telegraph”, że brat faktycznie widział tej nocy Libby. Dziewczyna miała stać na ulicy i płakać. Zaniepokoił się i postanowił jej pomóc, proponując podwiezienie. Następnie wpisał adres Libby do nawigacji. Nie wiadomo, co stało się później.

W lutym nie znaleziono wystarczających dowodów na oskarżenia Pawła R. o uprowadzanie 21-latki. Na jaw wyszły jednak inne występki Polaka. Początkowo 25-latek usłyszał aż 13 zarzutów niezwiązanych ze sprawą Libby Squire, jednak prokuratura uznała, że nie jest w interesie publicznym osądzanie 25-latka za cztery z nich i ostatecznie Polak odpowiada za 9 przewinień – informuje HullLive.

Według prokuratury w grudniu 2017 r. Paweł R. włamał się do jednego z domów i ukradł trzy wibratory. Podczas kolejnego włamania, w styczniu tego roku, ukradł zabawki erotyczne, prezerwatywy, zdjęcia, ubrania i elektronikę. Polak miał się też dwukrotnie masturbować na ulicy w styczniu ubiegłego roku.

Podczas poniedziałkowej rozprawy w sądzie w Sheffield Paweł R. przyznał się do dziewięciu zarzutów, w tym do czterech przypadków podglądactwa, dwóch przypadków nieobyczajnego zachowania oraz do trzech włamań – informuje mirror.co.uk.

Paweł R. przebywa w areszcie od początku lutego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

„Bomber” z Wrocławia z łagodniejszym wyrokiem

Na 15 lat więzienia wrocławski Sąd Apelacyjny skazał w środę byłego studenta chemii Pawła R. oskarżonego o podłożenie ładunku wybuchowego w autobusie komunikacji miejskiej. To obniżenie kary względem wyroku sądu I instancji, w której mężczyzna skazany został na 20 lat więzienia. Do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu wpłynęły trzy apelacje w tej sprawie. Od wyroku sądu pierwszej instancji odwołali się obrońcy mężczyzny, prokuratura i oskarżyciel posiłkowy – pełnomocnik jednej z pokrzywdzonych kobiet.

Zdaniem obrony sąd w pierwszym procesie dopuścił się szeregu uchybień. Prawnicy Pawła R. zarzucają sądowi między innymi dowolność w ocenie dowodów. Oskarżyciel publiczny domagał się zwiększenia wymiaru kary do 25 lat pozbawienia wolności. A pełnomocnik kobiety, która jako jedyna została lekko ranna, domagał się zadośćuczynienia.

Sąd apelacyjny orzekł w środę, że R. podkładając ładunek wybuchowy w autobusie działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia więcej niż jednej osoby. Zmienił wyrok sądu I instancji, obniżając Pawłowi R. karę z 20 lat na 15 lat więzienia. Wyrok jest prawomocny.

Ograniczona poczytalność

Sędzia Andrzej Kot w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że oskarżony „miał zamiar pozbawienia życia więcej niż jednej osoby, ale nie był to zamiar bezpośredni”. – Kluczowym dowodem dla przyjęcia, że nie był to zamiar bezpośredni, była opinia biegłych psychiatrów i psychologów, która została dziś uzupełniona na rozprawie odwoławczej – mówił sędzia.

Dodał, że biegli wskazali jednoznacznie, iż celem działania oskarżonego nie było pozbawienie życia wielu osób, ale uzyskanie korzyści majątkowych. – Biegli zwrócili uwagę na elementy zaburzenia świadomości i woli oskarżonego (…) nie oznacza to, że oskarżony nie przewidywał możliwości pozbawienia życia wielu osób w wyniku działań, które podjął – powiedział sędzia. Zaznaczał, że społeczna szkodliwość czynu, którego dopuścił się R., była bardzo wysoka. – Terrorystyczny charakter tego zdarzenia oraz możliwe następstwa – to przemawia zdecydowanie na niekorzyść oskarżonego i uzasadnia sięgnięcie po najsurowszą karę (…) ale stopień winy oskarżonego był obniżony wskutek choroby, jaką przyjęli i zdiagnozowali biegli psychiatrzy; poczytalność oskarżonego było ograniczona, ograniczoną miał też zdolność kierowania swoim postępowaniem – mówił sędzia.

Będzie kasacja?

Jeden z obrońców R., mec. Łukasz Wójcik, powiedział po wyjściu z sali sądowej, że apelacja obrony został uwzględniona. – Trudno więc nie kryć pewnej satysfakcji, ale nadal uważamy, że wyrok jest w pewnym sensie niesprawiedliwy, poczekamy na pisemne uzasadnienie – powiedział mecenas podkreślając, że nie wyklucza kasacji. Prokurator Tomasz Krzesiewicz powiedział, że wyrok sądu pierwszej instancji był „bardziej słuszny w zakresie wymiaru kary”. – Sąd przyjął zamiar ewentualny zabójstwa i w tym zakresie nie mogę się zgodzić z tym orzeczeniem, nie wykluczam w tym kontekście kasacji ze strony prokuratury – powiedział prokurator.

Ładunek wybuchowy w żółtej reklamówce

19 maja 2016 roku Paweł R. wszedł do autobusu linii 145. Miał przy sobie żółtą reklamówkę. To w niej ukrył skonstruowany przez siebie ładunek wybuchowy. Pojazd opuścił, ale zostawił w nim torbę. Porzucony tuż obok wózków, w którym siedział trzyletni chłopiec i leżała 9-miesięczna dziewczynka, bagaż zaniepokoił jedną z pasażerek. O sprawie powiadomiła kierowcę, który wyniósł reklamówkę z autobusu. Na przystanku doszło do eksplozji. Odłamki raniły przechodzącą obok kobietę. Przez kilka kolejnych dni policja w całej Polsce szukała mężczyzny, który próbował dokonać zamachu. W końcu zatrzymano go w rodzinnym domu w Szprotawie. Wizyty funkcjonariuszy się nie spodziewał. Zatrzymaniem zaskoczeni byli też znajomi R. – Ja osobiście jestem zszokowany, bo nie spodziewałem się tego. Kiedy ktoś powiedział, że to może być on, to uznałem to trochę za żart i nawet tłumaczyłem właśnie, że jest za granicą w pracy – mówił kolega R. ze studiów. – Nie widziałem w nim osoby, która byłaby w stanie zrobić coś takiego.

Oskarżony o terroryzm

24-latek usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym, usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych i zarzut spowodowania zdarzenia, które zagrażałoby życiu i zdrowiu wielu osób. Później prokuratorzy przedstawili mu kolejny zarzut: usiłowania wymuszenia rozbójniczego. Okazało się, że w dniu eksplozji student zadzwonił na numer 112 i groził, że „zrobi z Wrocławia drugą Brukselę”. Przedstawił ultimatum. Żądał złota. W razie niedostosowania się do jego polecenia w stolicy Dolnego Śląska miały wybuchać bomby. Początkowo Paweł R. przyznał się do winy. Jednak później, przed sądem, wszystkiemu zaprzeczył. Podkreślał: „nie jestem żadnym terrorystą” i wskazywał, że jego celem nie było skrzywdzenie ludzi. Jednak biegli nie mieli wątpliwości, że 19 maja 2016 roku we Wrocławiu mogło dojść do tragedii.

„Zamiarem oskarżonego była chęć dokonania zabójstwa”

W trakcie śledztwa sprawdzono poczytalność Pawła R. Wynik był pozytywny. Stwierdzono jednak, że w momencie popełnienia czynu mężczyzna miał ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem. W listopadzie 2017 roku były student chemii został skazany na 20 lat pozbawienia wolności. – Sąd doszedł do przekonania, że zamiarem oskarżonego była chęć dokonania zabójstwa wielu osób, a wcześniej zdobycia korzyści majątkowej – mówił sędzia. R. groziło dożywocie, ale sąd wziął pod uwagę okoliczności łagodzące: częściową niepoczytalność i młody wiek oskarżonego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania Paweł R. zatrzymany w USA

Policjanci Wydziału Kryminalnego pruszkowskiej komendy, przy ścisłej współpracy z Wydziałem Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP w wyniku działań operacyjnych ustalili miejsce pobytu 38-letniego Pawła R., poszukiwanego w związku z głośną sprawą zabójstwa z 1997 roku w Komorowie. W 2014 roku sąd wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania.

Mężczyzna był poszukiwany od kilku lat za przestępstwo rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia do sprawy głośnego zabójstwa w Komorowie w 1997 roku. W sierpniu 2013 roku nie powrócił z przepustki do zakładu karnego, gdzie odbywał karę pozbawienia wolności.

Policjanci z pruszkowskiej komendy prowadzący poszukiwania mężczyzny ustalili, że przebywa on najprawdopodobniej na terenie Stanów Zjednoczonych. Wszczęto za nim międzynarodowe poszukiwania. Funkcjonariusze z Pruszkowa, przy ścisłej współpracy z Wydziałem Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP w wyniku działań operacyjnych ustali miejsce pobytu mężczyzny, a amerykańcy policjanci dokonali jego zatrzymania.

Policjanci ze Stanów Zjednoczonych poinformowali o zatrzymaniu poszukiwanego ENA mężczyzny. 38-latek został już deportowany do Polski i osadzony w zakładzie karnym.
Źródło info i foto: Policja.pl

Jest wyrok dla bombera z Wrocławia

Na 20 lat więzienia wrocławski sąd skazał byłego studenta chemii Pawła R. Mężczyzna w 2016 r. zostawił ładunek wybuchowy w autobusie komunikacji miejskiej – podaje TVN24.

Paweł R. był oskarżony o terroryzm. Wyrok, który zapadł w środę 8 listopada jest nieprawomocny. Jak podaje stacja TVN24, za usiłowanie wymuszenia rozbójniczego Paweł R. decyzją sądu spędzi w więzieniu 5 lat. Z kolei za pozostawienie ładunku wybuchowego w autobusie komunikacji miejskiej, sąd wymierzył karę 15 lat pozbawienia wolności. W sumie daje to 20 lat więzienia dla oskarżonego.
Bomba w autobusie

W czwartek 19 maja we Wrocławiu, w pobliżu skrzyżowania ul. Dworcowej i Kościuszki eksplodowała bomba domowej roboty. Jedna osoba została ranna. Ładunek szczęśliwie nie wybuchł w autobusie linii 145, w którym go umieszczono, ponieważ w ostatniej chwili na zewnątrz wyniósł go kierowca pojazdu.

W związku ze sprawą zatrzymano Pawła R., wówczas studenta Politechniki Wrocławskiej. 22-latek nie był dotąd karany. Do zatrzymania doszło na terenie województwa lubuskiego, gdzie mieszkają członkowie jego rodziny. W obławie na konstruktora bomby wzięła udział wrocławska policja i antyterroryści. Na terenie osiedla odłączono prąd i zablokowano ulice dojazdowe.

– To na pewno jest inteligentny człowiek. Na pewno był świetnie przygotowany, miał wszystko rozplanowane w szczegółach – ocenił szef MSWiA Mariusz Błaszczak. W opinii ministra spraw wewnętrznych„ mężczyzna był niebezpieczny, jednak na pewno nie był zamachowcem-samobójcą”.
Paweł R. przyznał się do winy

Przesłuchanie Pawła R. Trwało około pół godziny. Mężczyzna przyznał się do winy, ale odmówił składania dalszych wyjaśnień. – Zakończyliśmy czynności procesowe z podejrzanym. Został mu przedstawiony zarzut o charakterze terrorystycznym, zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych, zarzut spowodowania zdarzenia, które zagrażało zdrowiu i życiu wielu osób –mówił po przesłuchaniu Pawła R., Robert Tomankiewicz, naczelnik wydziału dolnośląskiego Prokuratury Krajowej. Za tego typu przestępstwo grozi kara pozbawienia wolności od 12 do 25 lat, a także dożywocie.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Zbigniew Ziobro zapewnia: Sprawa gwałtu na 12-latce spod Warszawy zostanie ponownie zbadana

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiedział, że gdy tylko zostaną spełnione przesłanki formalne, ponownie rozpoznana zostanie sprawa gwałtu na 12-latce spod Warszawy. Za kompromitującą uznał decyzję prokuratury w Wołominie o umorzeniu wcześniejszego postępowania w tej sprawie. Sprawę nagłośnili w zeszłym tygodniu dziennikarze programu „Interwencja” w Polsat News. 13-letnia obecnie Karina w ubiegłym roku miała zostać zgwałcona przez 30-letniego Pawła R. Wołomińska prokuratura postępowanie w sprawie gwałtu umorzyła. Biegli potwierdzili, że R. współżył z Kariną, co ścigane jest z urzędu, ale nawet za to mężczyzna nie został ukarany – informowali autorzy programu.

O umorzenie postępowania przez wołomińskich śledczych Ziobro był pytany na wtorkowej konferencji prasowej. Jak ocenił, ich decyzja jest kompromitująca. – I dlatego też, jak tylko spełnione będą przesłanki formalne, na moje polecenie sprawa będzie ponownie prowadzona. Skorzystam tutaj ze swoich uprawnień jako prokurator generalny – zaznaczył minister sprawiedliwości.

– Uważam, że doszło do rażących błędów po stronie prokuratora referenta prowadzącego to postępowanie, dlatego też wydałem polecenie wszczęcia wobec niego postępowania dyscyplinarnego – dodał Ziobro.

Nie chciał przesądzać, czy postępowanie obejmie również innych prokuratorów. – To zależy od ustaleń postępowania, a mianowicie, czy w decyzji tego prokuratora (referenta) uczestniczyli również inni pracownicy prokuratury. Natomiast nie ulega wątpliwości, że takie sytuacje powinny spotykać się z bardzo stanowczą reakcją – podkreślił szef MS.

Ocenił przy tym, że pierwsze czynności podjęte przez prokuratora referenta w sprawie gwałtu na 12-latce „wydawały się być trafne i prawidłowe”.

– Złożył on wniosek o tymczasowe aresztowanie. Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie sprawcy, więc wydawało się, że sprawa pójdzie właściwą ścieżką. Niestety, potem zaszły zdarzenia, których nie jestem sobie w stanie w żaden sposób wytłumaczyć i zakończyły się one – w mojej ocenie – skandaliczną decyzją o umorzeniu tego postępowania – dodał minister sprawiedliwości.

Dopytywany przypomniał, że konsekwencją postępowania dyscyplinarnego dla prokuratora, jeśli potwierdzone zostanie „naruszenie przez niego obowiązków służbowych”, może być nawet usunięcie z zawodu.
Źródło info i foto: TVP.info

Ruszył proces „bombera” z Wrocławia

Przed wrocławskim sądem rozpoczął się proces 22-letniego studenta Pawła R. oskarżonego o podłożenie w maju ubiegłego roku ładunku wybuchowego w autobusie w centrum stolicy Dolnego Śląska. Mężczyźnie grozi dożywocie.

R. jest oskarżony o wymuszenie rozbójnicze oraz usiłowanie zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych. Oba te czyny, zdaniem prokuratury, miały charakter terrorystyczny.

Na pierwszej rozprawie zaplanowano m.in. przesłuchania trzech świadków. Paweł R. został doprowadzony do sądu z aresztu. Obrońcy oskarżonego złożyli wniosek o wyłączenie jawności rozprawy, argumentując, że jawność procesu może „zakłócić porządek publiczny” oraz że może godzić w dobra osobiste rodziny oskarżonego. Sąd odrzucił ten wniosek.

Paweł R. przyznał się przed sądem do podłożenia ładunku, ale tłumaczył, że nie jest terrorystą. Opowiadał, że skonstruował bombę, zadzwonił na numer 112 żądając złota i podłożył ładunek. Stwierdził, że na idiotyczny pomysł wpadł w połowie kwietnia, gdy walczył z depresją, która zaczęła się jeszcze w gimnazjum. W moim życiu była tylko samotność i rozpacz. Czułem odrzucenie od rówieśników i to mi przeszkadzało – powiedział Paweł R. Myślał, że nagłe wzbogacenie może poprawić jego pozycję wśród kolegów. Podkreślił, że nie chciał nikogo ranić, a tym bardziej zabić.

Wielokrotnie czytałem i słyszałem o fałszywych alarmach, które także miały na celu wyłudzenie pieniędzy. Jednak z tego, co widziałem zawsze taki incydent kończył się fiaskiem ze względu na brak potraktowania poważnie zagrożenia. Byłem zdania, że w sytuacji potencjalnego zagrożenia byłem w stanie zrealizować swój zamiar – tłumaczył Paweł R. Wybór autobusu był przypadkowy. Brałem pod uwagę galerie handlowe, deptaki czy sam przypadek. Równie dobrze mógłbym wybrać parking – mówił.

Paweł R. opowiedział też o szczegółach przygotowań do podłożenia bomby. Szybkowar wybrałem przez internet. Kupiłem go w sklepie. Byłem zdecydowany tylko na ten model. Mogłem wybrać obojętnie który – wszystkie mają mniej więcej te same parametry techniczne – opowiadał. Informacje o tym, jak przygotować bombę, znalazł w internecie.

Przed sytuacją w autobusie nie brałem pod uwagę różnych scenariuszy. Autobus opuściłem spontanicznie. Usłyszałem głos, że zostawiłem torbę i wtedy wiedziałem, że zostanie ona zauważona. Po opuszczeniu autobusu chciałem jak najszybciej wrócić do domu – relacjonował Paweł R. Po powrocie do domu sprawdzałem informacje na ten temat. Już wtedy bardzo żałowałem. Chciałem iść na policję, ale na koniec dnia jednak zrezygnowałem. Od początku do końca planowałem jedno urządzenie wybuchowe – dodał.

„Bomber” podkreślił, że nie przewidział konsekwencji swojego zachowania i bardzo żałuje tego, co zrobił. Nie potrafiłem wszystkiego przeanalizować jeżeli chodzi o moją sytuację życiową – mówił. To czyn absolutnie do mnie niepodobny, niepodobny do mojego charakteru. Zawsze byłem i jestem spokojnym człowiekiem – tłumaczył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wrocław: Bomber planował masakrę

Dziesiątki zabitych i rannych – taki mógł być bilans ofiar, gdyby powiódł się zamysł Pawła R. (23 l.), studenta chemii z Politechniki Wrocławskiej. 19 maja 2016 roku zamachowiec podłożył bombę w autobusie 145. Jechało nim 41 osób. Tylko czujność pasażerki i szybka reakcja kierowcy sprawiły, że ładunek eksplodował na przystanku, a nie w pojeździe. Dziś do sądu trafi akt oskarżenia w tej sprawie.

Bomber szczegółowo wszystko przemyślał i zaplanował. Jasno wynika to z aktu oskarżenia. – 19 maja rano zadzwonił do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Powiedział, że chce dostać 120 kg złota, inaczej „we Wrocławiu zaczną wybuchać bomby”. Zapowiedział, że jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione, stolica Dolnego Śląska „będzie drugą Brukselą” – mówi nam Robert Tomankiewicz (42 l.), szef Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji we Wrocławiu.

Przypomnijmy, po serii trzech zamachów terrorystycznych w marcu 2016 roku stolica Belgii spłynęła krwią. Zginęły tam 32 osoby. – Tego samego dnia, ok. 13.20 wsiadł do autobusu 145, w którym zostawił improwizowany ładunek wybuchowy z zapalnikiem czasowym – dodaje Tomankiewicz. Po jakimś czasie opuścił pojazd. Ok. 13.48 domowej roboty bomba szybkowarowa wybuchła na przystanku. W wyniku eksplozji ucierpiała 82-letnia staruszka.
Żródło info i foto: Fakt.pl