Wielka Brytania: 25-letni Paweł R. przyznał się do 9 zarzutów

Przed brytyjskim sądem odbyła się rozprawa z udziałem 25-letniego Pawła R. , który pracował jako rzeźnik w Hull. Początkowo śledczy podejrzewali, że Polak ma związek z zaginięciem 21-letniej Libby Squire, jednak 25-latek nie usłyszał w tej sprawie żadnych zarzutów. Na jaw wyszły jednak inne występki Polaka. Prokuratura oskarżyła go, m.in. o masturbowanie się na ulicy oraz kradzież zabawek erotycznych. Mężczyzna przyznał się do 9 zarzutów.

Mieszkającego z rodziną w Hull Pawła R., aresztowano ponieważ to on prawdopodobnie jako ostatni widział 21-letnią Libby Squire w nocy z 31 stycznia na 1 lutego br. Szczątki 21-latki odnaleziono po trwających siedem tygodni poszukiwaniach. Wyłowiono je z ujścia rzeki Humber, niedaleko portu w Grimsby. Śledczy ze względu na dobro śledztwa nie ujawnili jednak, jak zginęła kobieta.

Według doniesień brytyjskiej prasy studentka religioznawstwa i filozofii zaginęła po imprezie z przyjaciółmi. Z powodu upojenia alkoholowego, nie wpuszczono jej do klubu, dlatego postanowiła wrócić do domu. Ostatnią osobą, która miała ją widzieć był Paweł R.

Po aresztowaniu Polaka, jego siostra ujawniła „Daily Telegraph”, że brat faktycznie widział tej nocy Libby. Dziewczyna miała stać na ulicy i płakać. Zaniepokoił się i postanowił jej pomóc, proponując podwiezienie. Następnie wpisał adres Libby do nawigacji. Nie wiadomo, co stało się później.

W lutym nie znaleziono wystarczających dowodów na oskarżenia Pawła R. o uprowadzanie 21-latki. Na jaw wyszły jednak inne występki Polaka. Początkowo 25-latek usłyszał aż 13 zarzutów niezwiązanych ze sprawą Libby Squire, jednak prokuratura uznała, że nie jest w interesie publicznym osądzanie 25-latka za cztery z nich i ostatecznie Polak odpowiada za 9 przewinień – informuje HullLive.

Według prokuratury w grudniu 2017 r. Paweł R. włamał się do jednego z domów i ukradł trzy wibratory. Podczas kolejnego włamania, w styczniu tego roku, ukradł zabawki erotyczne, prezerwatywy, zdjęcia, ubrania i elektronikę. Polak miał się też dwukrotnie masturbować na ulicy w styczniu ubiegłego roku.

Podczas poniedziałkowej rozprawy w sądzie w Sheffield Paweł R. przyznał się do dziewięciu zarzutów, w tym do czterech przypadków podglądactwa, dwóch przypadków nieobyczajnego zachowania oraz do trzech włamań – informuje mirror.co.uk.

Paweł R. przebywa w areszcie od początku lutego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

„Bomber” z Wrocławia z łagodniejszym wyrokiem

Na 15 lat więzienia wrocławski Sąd Apelacyjny skazał w środę byłego studenta chemii Pawła R. oskarżonego o podłożenie ładunku wybuchowego w autobusie komunikacji miejskiej. To obniżenie kary względem wyroku sądu I instancji, w której mężczyzna skazany został na 20 lat więzienia. Do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu wpłynęły trzy apelacje w tej sprawie. Od wyroku sądu pierwszej instancji odwołali się obrońcy mężczyzny, prokuratura i oskarżyciel posiłkowy – pełnomocnik jednej z pokrzywdzonych kobiet.

Zdaniem obrony sąd w pierwszym procesie dopuścił się szeregu uchybień. Prawnicy Pawła R. zarzucają sądowi między innymi dowolność w ocenie dowodów. Oskarżyciel publiczny domagał się zwiększenia wymiaru kary do 25 lat pozbawienia wolności. A pełnomocnik kobiety, która jako jedyna została lekko ranna, domagał się zadośćuczynienia.

Sąd apelacyjny orzekł w środę, że R. podkładając ładunek wybuchowy w autobusie działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia więcej niż jednej osoby. Zmienił wyrok sądu I instancji, obniżając Pawłowi R. karę z 20 lat na 15 lat więzienia. Wyrok jest prawomocny.

Ograniczona poczytalność

Sędzia Andrzej Kot w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że oskarżony „miał zamiar pozbawienia życia więcej niż jednej osoby, ale nie był to zamiar bezpośredni”. – Kluczowym dowodem dla przyjęcia, że nie był to zamiar bezpośredni, była opinia biegłych psychiatrów i psychologów, która została dziś uzupełniona na rozprawie odwoławczej – mówił sędzia.

Dodał, że biegli wskazali jednoznacznie, iż celem działania oskarżonego nie było pozbawienie życia wielu osób, ale uzyskanie korzyści majątkowych. – Biegli zwrócili uwagę na elementy zaburzenia świadomości i woli oskarżonego (…) nie oznacza to, że oskarżony nie przewidywał możliwości pozbawienia życia wielu osób w wyniku działań, które podjął – powiedział sędzia. Zaznaczał, że społeczna szkodliwość czynu, którego dopuścił się R., była bardzo wysoka. – Terrorystyczny charakter tego zdarzenia oraz możliwe następstwa – to przemawia zdecydowanie na niekorzyść oskarżonego i uzasadnia sięgnięcie po najsurowszą karę (…) ale stopień winy oskarżonego był obniżony wskutek choroby, jaką przyjęli i zdiagnozowali biegli psychiatrzy; poczytalność oskarżonego było ograniczona, ograniczoną miał też zdolność kierowania swoim postępowaniem – mówił sędzia.

Będzie kasacja?

Jeden z obrońców R., mec. Łukasz Wójcik, powiedział po wyjściu z sali sądowej, że apelacja obrony został uwzględniona. – Trudno więc nie kryć pewnej satysfakcji, ale nadal uważamy, że wyrok jest w pewnym sensie niesprawiedliwy, poczekamy na pisemne uzasadnienie – powiedział mecenas podkreślając, że nie wyklucza kasacji. Prokurator Tomasz Krzesiewicz powiedział, że wyrok sądu pierwszej instancji był „bardziej słuszny w zakresie wymiaru kary”. – Sąd przyjął zamiar ewentualny zabójstwa i w tym zakresie nie mogę się zgodzić z tym orzeczeniem, nie wykluczam w tym kontekście kasacji ze strony prokuratury – powiedział prokurator.

Ładunek wybuchowy w żółtej reklamówce

19 maja 2016 roku Paweł R. wszedł do autobusu linii 145. Miał przy sobie żółtą reklamówkę. To w niej ukrył skonstruowany przez siebie ładunek wybuchowy. Pojazd opuścił, ale zostawił w nim torbę. Porzucony tuż obok wózków, w którym siedział trzyletni chłopiec i leżała 9-miesięczna dziewczynka, bagaż zaniepokoił jedną z pasażerek. O sprawie powiadomiła kierowcę, który wyniósł reklamówkę z autobusu. Na przystanku doszło do eksplozji. Odłamki raniły przechodzącą obok kobietę. Przez kilka kolejnych dni policja w całej Polsce szukała mężczyzny, który próbował dokonać zamachu. W końcu zatrzymano go w rodzinnym domu w Szprotawie. Wizyty funkcjonariuszy się nie spodziewał. Zatrzymaniem zaskoczeni byli też znajomi R. – Ja osobiście jestem zszokowany, bo nie spodziewałem się tego. Kiedy ktoś powiedział, że to może być on, to uznałem to trochę za żart i nawet tłumaczyłem właśnie, że jest za granicą w pracy – mówił kolega R. ze studiów. – Nie widziałem w nim osoby, która byłaby w stanie zrobić coś takiego.

Oskarżony o terroryzm

24-latek usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym, usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych i zarzut spowodowania zdarzenia, które zagrażałoby życiu i zdrowiu wielu osób. Później prokuratorzy przedstawili mu kolejny zarzut: usiłowania wymuszenia rozbójniczego. Okazało się, że w dniu eksplozji student zadzwonił na numer 112 i groził, że „zrobi z Wrocławia drugą Brukselę”. Przedstawił ultimatum. Żądał złota. W razie niedostosowania się do jego polecenia w stolicy Dolnego Śląska miały wybuchać bomby. Początkowo Paweł R. przyznał się do winy. Jednak później, przed sądem, wszystkiemu zaprzeczył. Podkreślał: „nie jestem żadnym terrorystą” i wskazywał, że jego celem nie było skrzywdzenie ludzi. Jednak biegli nie mieli wątpliwości, że 19 maja 2016 roku we Wrocławiu mogło dojść do tragedii.

„Zamiarem oskarżonego była chęć dokonania zabójstwa”

W trakcie śledztwa sprawdzono poczytalność Pawła R. Wynik był pozytywny. Stwierdzono jednak, że w momencie popełnienia czynu mężczyzna miał ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem. W listopadzie 2017 roku były student chemii został skazany na 20 lat pozbawienia wolności. – Sąd doszedł do przekonania, że zamiarem oskarżonego była chęć dokonania zabójstwa wielu osób, a wcześniej zdobycia korzyści majątkowej – mówił sędzia. R. groziło dożywocie, ale sąd wziął pod uwagę okoliczności łagodzące: częściową niepoczytalność i młody wiek oskarżonego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania Paweł R. zatrzymany w USA

Policjanci Wydziału Kryminalnego pruszkowskiej komendy, przy ścisłej współpracy z Wydziałem Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP w wyniku działań operacyjnych ustalili miejsce pobytu 38-letniego Pawła R., poszukiwanego w związku z głośną sprawą zabójstwa z 1997 roku w Komorowie. W 2014 roku sąd wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania.

Mężczyzna był poszukiwany od kilku lat za przestępstwo rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia do sprawy głośnego zabójstwa w Komorowie w 1997 roku. W sierpniu 2013 roku nie powrócił z przepustki do zakładu karnego, gdzie odbywał karę pozbawienia wolności.

Policjanci z pruszkowskiej komendy prowadzący poszukiwania mężczyzny ustalili, że przebywa on najprawdopodobniej na terenie Stanów Zjednoczonych. Wszczęto za nim międzynarodowe poszukiwania. Funkcjonariusze z Pruszkowa, przy ścisłej współpracy z Wydziałem Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP w wyniku działań operacyjnych ustali miejsce pobytu mężczyzny, a amerykańcy policjanci dokonali jego zatrzymania.

Policjanci ze Stanów Zjednoczonych poinformowali o zatrzymaniu poszukiwanego ENA mężczyzny. 38-latek został już deportowany do Polski i osadzony w zakładzie karnym.
Źródło info i foto: Policja.pl

Jest wyrok dla bombera z Wrocławia

Na 20 lat więzienia wrocławski sąd skazał byłego studenta chemii Pawła R. Mężczyzna w 2016 r. zostawił ładunek wybuchowy w autobusie komunikacji miejskiej – podaje TVN24.

Paweł R. był oskarżony o terroryzm. Wyrok, który zapadł w środę 8 listopada jest nieprawomocny. Jak podaje stacja TVN24, za usiłowanie wymuszenia rozbójniczego Paweł R. decyzją sądu spędzi w więzieniu 5 lat. Z kolei za pozostawienie ładunku wybuchowego w autobusie komunikacji miejskiej, sąd wymierzył karę 15 lat pozbawienia wolności. W sumie daje to 20 lat więzienia dla oskarżonego.
Bomba w autobusie

W czwartek 19 maja we Wrocławiu, w pobliżu skrzyżowania ul. Dworcowej i Kościuszki eksplodowała bomba domowej roboty. Jedna osoba została ranna. Ładunek szczęśliwie nie wybuchł w autobusie linii 145, w którym go umieszczono, ponieważ w ostatniej chwili na zewnątrz wyniósł go kierowca pojazdu.

W związku ze sprawą zatrzymano Pawła R., wówczas studenta Politechniki Wrocławskiej. 22-latek nie był dotąd karany. Do zatrzymania doszło na terenie województwa lubuskiego, gdzie mieszkają członkowie jego rodziny. W obławie na konstruktora bomby wzięła udział wrocławska policja i antyterroryści. Na terenie osiedla odłączono prąd i zablokowano ulice dojazdowe.

– To na pewno jest inteligentny człowiek. Na pewno był świetnie przygotowany, miał wszystko rozplanowane w szczegółach – ocenił szef MSWiA Mariusz Błaszczak. W opinii ministra spraw wewnętrznych„ mężczyzna był niebezpieczny, jednak na pewno nie był zamachowcem-samobójcą”.
Paweł R. przyznał się do winy

Przesłuchanie Pawła R. Trwało około pół godziny. Mężczyzna przyznał się do winy, ale odmówił składania dalszych wyjaśnień. – Zakończyliśmy czynności procesowe z podejrzanym. Został mu przedstawiony zarzut o charakterze terrorystycznym, zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych, zarzut spowodowania zdarzenia, które zagrażało zdrowiu i życiu wielu osób –mówił po przesłuchaniu Pawła R., Robert Tomankiewicz, naczelnik wydziału dolnośląskiego Prokuratury Krajowej. Za tego typu przestępstwo grozi kara pozbawienia wolności od 12 do 25 lat, a także dożywocie.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Zbigniew Ziobro zapewnia: Sprawa gwałtu na 12-latce spod Warszawy zostanie ponownie zbadana

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiedział, że gdy tylko zostaną spełnione przesłanki formalne, ponownie rozpoznana zostanie sprawa gwałtu na 12-latce spod Warszawy. Za kompromitującą uznał decyzję prokuratury w Wołominie o umorzeniu wcześniejszego postępowania w tej sprawie. Sprawę nagłośnili w zeszłym tygodniu dziennikarze programu „Interwencja” w Polsat News. 13-letnia obecnie Karina w ubiegłym roku miała zostać zgwałcona przez 30-letniego Pawła R. Wołomińska prokuratura postępowanie w sprawie gwałtu umorzyła. Biegli potwierdzili, że R. współżył z Kariną, co ścigane jest z urzędu, ale nawet za to mężczyzna nie został ukarany – informowali autorzy programu.

O umorzenie postępowania przez wołomińskich śledczych Ziobro był pytany na wtorkowej konferencji prasowej. Jak ocenił, ich decyzja jest kompromitująca. – I dlatego też, jak tylko spełnione będą przesłanki formalne, na moje polecenie sprawa będzie ponownie prowadzona. Skorzystam tutaj ze swoich uprawnień jako prokurator generalny – zaznaczył minister sprawiedliwości.

– Uważam, że doszło do rażących błędów po stronie prokuratora referenta prowadzącego to postępowanie, dlatego też wydałem polecenie wszczęcia wobec niego postępowania dyscyplinarnego – dodał Ziobro.

Nie chciał przesądzać, czy postępowanie obejmie również innych prokuratorów. – To zależy od ustaleń postępowania, a mianowicie, czy w decyzji tego prokuratora (referenta) uczestniczyli również inni pracownicy prokuratury. Natomiast nie ulega wątpliwości, że takie sytuacje powinny spotykać się z bardzo stanowczą reakcją – podkreślił szef MS.

Ocenił przy tym, że pierwsze czynności podjęte przez prokuratora referenta w sprawie gwałtu na 12-latce „wydawały się być trafne i prawidłowe”.

– Złożył on wniosek o tymczasowe aresztowanie. Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie sprawcy, więc wydawało się, że sprawa pójdzie właściwą ścieżką. Niestety, potem zaszły zdarzenia, których nie jestem sobie w stanie w żaden sposób wytłumaczyć i zakończyły się one – w mojej ocenie – skandaliczną decyzją o umorzeniu tego postępowania – dodał minister sprawiedliwości.

Dopytywany przypomniał, że konsekwencją postępowania dyscyplinarnego dla prokuratora, jeśli potwierdzone zostanie „naruszenie przez niego obowiązków służbowych”, może być nawet usunięcie z zawodu.
Źródło info i foto: TVP.info

Ruszył proces „bombera” z Wrocławia

Przed wrocławskim sądem rozpoczął się proces 22-letniego studenta Pawła R. oskarżonego o podłożenie w maju ubiegłego roku ładunku wybuchowego w autobusie w centrum stolicy Dolnego Śląska. Mężczyźnie grozi dożywocie.

R. jest oskarżony o wymuszenie rozbójnicze oraz usiłowanie zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych. Oba te czyny, zdaniem prokuratury, miały charakter terrorystyczny.

Na pierwszej rozprawie zaplanowano m.in. przesłuchania trzech świadków. Paweł R. został doprowadzony do sądu z aresztu. Obrońcy oskarżonego złożyli wniosek o wyłączenie jawności rozprawy, argumentując, że jawność procesu może „zakłócić porządek publiczny” oraz że może godzić w dobra osobiste rodziny oskarżonego. Sąd odrzucił ten wniosek.

Paweł R. przyznał się przed sądem do podłożenia ładunku, ale tłumaczył, że nie jest terrorystą. Opowiadał, że skonstruował bombę, zadzwonił na numer 112 żądając złota i podłożył ładunek. Stwierdził, że na idiotyczny pomysł wpadł w połowie kwietnia, gdy walczył z depresją, która zaczęła się jeszcze w gimnazjum. W moim życiu była tylko samotność i rozpacz. Czułem odrzucenie od rówieśników i to mi przeszkadzało – powiedział Paweł R. Myślał, że nagłe wzbogacenie może poprawić jego pozycję wśród kolegów. Podkreślił, że nie chciał nikogo ranić, a tym bardziej zabić.

Wielokrotnie czytałem i słyszałem o fałszywych alarmach, które także miały na celu wyłudzenie pieniędzy. Jednak z tego, co widziałem zawsze taki incydent kończył się fiaskiem ze względu na brak potraktowania poważnie zagrożenia. Byłem zdania, że w sytuacji potencjalnego zagrożenia byłem w stanie zrealizować swój zamiar – tłumaczył Paweł R. Wybór autobusu był przypadkowy. Brałem pod uwagę galerie handlowe, deptaki czy sam przypadek. Równie dobrze mógłbym wybrać parking – mówił.

Paweł R. opowiedział też o szczegółach przygotowań do podłożenia bomby. Szybkowar wybrałem przez internet. Kupiłem go w sklepie. Byłem zdecydowany tylko na ten model. Mogłem wybrać obojętnie który – wszystkie mają mniej więcej te same parametry techniczne – opowiadał. Informacje o tym, jak przygotować bombę, znalazł w internecie.

Przed sytuacją w autobusie nie brałem pod uwagę różnych scenariuszy. Autobus opuściłem spontanicznie. Usłyszałem głos, że zostawiłem torbę i wtedy wiedziałem, że zostanie ona zauważona. Po opuszczeniu autobusu chciałem jak najszybciej wrócić do domu – relacjonował Paweł R. Po powrocie do domu sprawdzałem informacje na ten temat. Już wtedy bardzo żałowałem. Chciałem iść na policję, ale na koniec dnia jednak zrezygnowałem. Od początku do końca planowałem jedno urządzenie wybuchowe – dodał.

„Bomber” podkreślił, że nie przewidział konsekwencji swojego zachowania i bardzo żałuje tego, co zrobił. Nie potrafiłem wszystkiego przeanalizować jeżeli chodzi o moją sytuację życiową – mówił. To czyn absolutnie do mnie niepodobny, niepodobny do mojego charakteru. Zawsze byłem i jestem spokojnym człowiekiem – tłumaczył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wrocław: Bomber planował masakrę

Dziesiątki zabitych i rannych – taki mógł być bilans ofiar, gdyby powiódł się zamysł Pawła R. (23 l.), studenta chemii z Politechniki Wrocławskiej. 19 maja 2016 roku zamachowiec podłożył bombę w autobusie 145. Jechało nim 41 osób. Tylko czujność pasażerki i szybka reakcja kierowcy sprawiły, że ładunek eksplodował na przystanku, a nie w pojeździe. Dziś do sądu trafi akt oskarżenia w tej sprawie.

Bomber szczegółowo wszystko przemyślał i zaplanował. Jasno wynika to z aktu oskarżenia. – 19 maja rano zadzwonił do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Powiedział, że chce dostać 120 kg złota, inaczej „we Wrocławiu zaczną wybuchać bomby”. Zapowiedział, że jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione, stolica Dolnego Śląska „będzie drugą Brukselą” – mówi nam Robert Tomankiewicz (42 l.), szef Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji we Wrocławiu.

Przypomnijmy, po serii trzech zamachów terrorystycznych w marcu 2016 roku stolica Belgii spłynęła krwią. Zginęły tam 32 osoby. – Tego samego dnia, ok. 13.20 wsiadł do autobusu 145, w którym zostawił improwizowany ładunek wybuchowy z zapalnikiem czasowym – dodaje Tomankiewicz. Po jakimś czasie opuścił pojazd. Ok. 13.48 domowej roboty bomba szybkowarowa wybuchła na przystanku. W wyniku eksplozji ucierpiała 82-letnia staruszka.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Opinia biegłych o 22-letnim Pawle R., który latem podłożył ładunek wybuchowy w autobusie

22-letni student Paweł R. podejrzany o podłożenie w maju tego roku ładunku wybuchowego w autobusie we Wrocławiu, miał w chwili tego czynu ograniczoną poczytalność – wynika z opinii biegłych.

Pogłębiona obserwacja stanu psychicznego Pawła R. trwała kilka tygodni. O jej wynikach poinformował w środę PAP prokurator Robert Tomankiewicz, naczelnik Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu, opinia biegłych nie wyklucza udziału R. w procesie karnym.

„Biegli orzekli, że w chwili czynu Paweł R. miał ograniczoną poczytalność” – powiedział prokurator. Dodał, że oznacza to, iż sąd, wydając wyrok w tej sprawie, może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

„Biegli stwierdzili, że podejrzany miał ograniczoną poczytalność, nie zaś że był niepoczytalny. To oznacza, że R. może brać udział w procesie karnym” – powiedział prokurator.
Eksplozja na przystanku

Niewielki ładunek eksplodował 19 maja na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Wcześniej ładunek wyniósł z autobusu linii 145 jego kierowca. Lekko ranna została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności ok. 3 litrów. W pojemniku były także metalowe śruby.

Podejrzany o podłożenie ładunku w autobusie 22-letni student Paweł R. został zatrzymany 24 maja. Prokuratura postawiła mu zarzut dotyczący przestępstw o charakterze terrorystycznym. Chodzi o usiłowanie zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych. Śledczy zarzucili R. również wymuszenie rozbójnicze. Obecnie mężczyzna przebywa w areszcie. Grozi mu dożywocie. W toku śledztwa prokuratura przeprowadziła eksperyment procesowy polegający na detonacji ładunku w autobusie. Skonstruowano go na wzór tego, który eksplodował w maju we Wrocławiu. Prokurator Tomankiewicz poinformował, że prokuratura czeka jeszcze na opinię biegłych z tego eksperymentu.
Żródło info i foto: interia.pl

Wrocławski bomber z nowym zarzutem

Nowy zarzut: wymuszenia rozbójniczego usłyszał Paweł R. 22-letni student podejrzany jest o podłożenie bomby w autobusie we Wrocławiu. Według prokuratury, to on dzwonił na numer alarmowy i groził detonacją czterech bomb. Za rozbrojenie każdej z nich żądał po 30 kilogramów złota.

W poniedziałek Sąd Okręgowy we Wrocławiu odrzucił zażalenie obrony i utrzymał w mocy postanowienie o trzymiesięcznym areszcie dla Pawła R. O uchylenie aresztu wnioskowała jego obrona, wskazując, że areszt nie może zastępować kary.

Prokuratura Krajowa już wcześniej postawiła mężczyźnie zarzut dotyczący przestępstw o charakterze terrorystycznym. Zarzut dotyczy usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych – informował prokurator Robert Tomankiewicz, naczelnik Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. To właśnie ta jednostka prowadzi śledztwo w tej sprawie. Studentowi grozi dożywocie.

Paweł R. został zatrzymany 24 maja w Szprotawie (woj. lubuskie). Według śledczych, po postawieniu mu zarzutów związanych z podłożeniem ładunku wybuchowego w autobusie we Wrocławiu, mężczyzna przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Jest studentem chemii Politechniki Wrocławskiej. Wcześniej nie był notowany przez policję. Niewielki ładunek eksplodował 19 maja na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Wcześniej wyniósł go z autobusu linii 145 kierowca. Ranna została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności około trzech litrów. Były tam również metalowe śruby. Przez sześć dni do poszukiwania sprawcy zamachu zostało skierowanych ponad 400 dodatkowych policjantów.

Policja opublikowała m.in. portret pamięciowy podejrzanego oraz zapisy z monitoringu, na których widać, jak pozostawia ładunek wybuchowy w autobusie.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Bomber z Wrocławia zostaje w areszcie

Wrocławski Sąd Okręgowy odrzucił zażalenie na areszt dla Pawła R., 22-letniego studenta, który podejrzany jest o podłożenie bomby w autobusie we Wrocławiu. Mężczyzna, decyzją sądu, zostanie w areszcie. – Z uwagi na charakter zarzutów sąd utrzymał decyzję o tymczasowym areszcie – mówi nam Paweł Wójcik, pełnomocnik 22-letniego studenta, który podejrzany jest o to, że 19 maja podłożył własnoręcznie skonstruowany ładunek wybuchowy we wrocławskim autobusie. Po wyniesieniu podejrzanego pakunku z autobusu na przystanku doszło do eksplozji. W jej wyniku ranna została 82-letnia kobieta. Zażalenie na areszt złożyła obrona mężczyzny. Jego samego na posiedzeniu nie było.

Szukali go policjanci, siedział w domu

Pawła R. szukano przez pięć dni. Do stolicy Dolnego Śląska ściągnięto kilkuset dodatkowych policjantów, którzy mieli wytropić mężczyznę zarejestrowanego przez kamery monitoringu. Mężczyznę znaleziono w domu rodzinnym w Szprotawie (woj. lubuskie). Był zdziwiony wizytą policjantów. Po zatrzymaniu przewieziono go do Wrocławia. Usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym, usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych i zarzut spowodowania zdarzenia, które zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób. 22-latek przyznał się do zarzutów. Jednak wyjaśnień składać nie chciał. Obrona bombera twierdzi jednak, że R. mógł nie zrozumieć pytania śledczych. I do zarzutów wcale się nie przyznał. Pełnomocnicy wnioskowali o uchylenie aresztu, bo jak dowodzili, nie zachodzi obawa matactwa i ucieczki podejrzanego.
Żródło info i foto: tvn24.pl