Policjant, który molestował 13-letnią córkę swojego kolegi usłyszał zarzuty

28.09.2019 – Gdansk, Dzien Otwarty Morskiego Odzialu Strazy Granicznej. Spotkanie z mlodzieza i doroslymi prezentujace sprzet i prace strazy granicznej. n/z policja radiowoz bmw ozaczenie samochod wyscigowy policyjny policja znak ilustracja / Fot. Karol Makurat/REPORTER

Jeden ze szczecińskich policjantów miał molestować dziewczynkę. Mężczyzna usłyszał prokuratorski zarzut i przebywa w areszcie. Policja podała, że ma zostać niezwłocznie wydalony ze służby.

– Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód nadzoruje postępowanie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przeciwko wolności seksualnej popełniony na szkodę małoletniej poniżej lat piętnastu – powiedziała w czwartek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Joanna Biranowska-Sochalska. Jak dodała, „w sprawie został zatrzymany mężczyzna, który usłyszał zarzut dotyczący tego, że 6 października br. doprowadził on małoletnią do poddania się innej czynności seksualnej”.

Chodzi o przestępstwo z artykułu 200 par. 1 kodeksu karnego zagrożone karą pozbawienia wolności od 2 do 12 lat.

Molestował 13-letnią córkę kolegi

– Prokurator po przedstawieniu podejrzanemu zarzutu i przesłuchaniu go w tym charakterze skierował do sądu wniosek o zastosowanie wobec mężczyzny tymczasowego aresztowania – powiedziała Biranowska-Sochalska. Decyzją sądu mężczyzna został aresztowany na okres dwóch miesięcy.

Biranowska-Sochalska zastrzegła, że ze względu na charakter sprawy prokuratura nie udziela więcej informacji.

– W związku z prokuratorskimi zarzutami funkcjonariusz został zawieszony w czynnościach służbowych oraz wszczęto procedurę niezwłocznego wydalenia go ze służby – poinformowała z kolei rzecznik prasowy zachodniopomorskiej policji podinspektor Alicja Śledziona.

Jak podał Polsat News, podejrzany miał przebywać u swojego kolegi – także policjanta – z którym spożywał alkohol. To tam doszło do molestowania. Gdy gospodarz zasnął, podejrzany miał wykorzystać jego trzynastoletnią córkę.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sąd skazał księdza, który oskarżony był o przestępstwa seksualne wobec podopiecznych domu dziecka w Częstochowie

Pięć lat więzienia wymierzył dziś sąd księdzu Mirosławowi L., który był oskarżony m.in. o przestępstwa seksualne wobec podopiecznych salezjańskiego domu dziecka w Częstochowie. Ksiądz otrzymał też dożywotni zakaz zajmowania stanowisk związanych z edukacją i opieką nad małoletnimi. Wyrok nie jest prawomocny.

Prokuratura przedstawiła duchownemu 11 zarzutów na szkodę pięciu podopiecznych w wieku od 14 do 17 lat. Informację o treści wyroku przekazał rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie Dominik Bogacz. Sędzia poinformował, że sąd uznał oskarżonego za winnego części czynów, w niektórych przypadkach zmieniając ich opis, kilka czynów połączył w ciąg przestępstw, od niektórych zaś go uniewinnił.

Poza karą więzienia sąd orzekł dożywotni zakaz zajmowania stanowisk i wykonywania działalności związanej z edukacją, wychowaniem, leczeniem i opieką nad małoletnimi, a także środek zabezpieczający w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym.

Sąd wymierzył też L. karę grzywny w wysokości tysiąca złotych i zobowiązał do wypłaty pokrzywdzonym zadośćuczynień w wysokości od 2 do 8 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny. Z uwagi na charakter sprawy proces toczył się z wyłączeniem jawności. Niejawne były także ustne motywy orzeczenia, wygłoszone przez sąd.

Akt oskarżenia w tej sprawie częstochowska prokuratura skierowała do sądu latem 2017 r. Ks. L. był dyrektorem placówki opiekuńczo-wychowawczej od 2012 roku. We wrześniu 2016 roku Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Częstochowie – sprawujący nadzór nad placówką jako organizator pieczy zastępczej nad dziećmi w wieku powyżej 10. roku życia – przeprowadził w ośrodku doraźną kontrolę. Skutkowała ona zawiadomieniem do prokuratury.

W związku z zawiadomieniem o przestępstwie prokurator wszczął w tej sprawie śledztwo oraz wystąpił do sądu rejonowego w Częstochowie o przesłuchanie kilku wychowanków placówki z udziałem biegłego psychologa. We wrześniu 2016 r. dyrektor został zatrzymany i przedstawiono mu zarzuty. Na wniosek prokuratora częstochowski sąd rejonowy go aresztował. W czerwcu 2017 roku Sąd Okręgowy w Częstochowie zwolnił L., stosując zamiast aresztu poręczenie majątkowe w kwocie 50 tys. zł, dozór policji i zakazując mu kontaktowania się z pokrzywdzonymi.

Wśród 11 przestępstw, które znalazły się w akcie oskarżenia znalazły się zarzuty doprowadzenia małoletnich do wykonania i poddania się tzw. innym czynnościom seksualnym, poprzez nadużycie stosunku zależności oraz zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej wychowanków, które polegało na uderzeniu ich w twarz. Według prokuratury, miało do tego chodzić w latach 2014-2016.
Źródło info i foto: onet.pl

Bohater filmu „Tylko nie mów nikomu” wygrał w sądzie z byłym księdzem. Dostanie 400 tys. złotych

– Ten wyrok jest przełomowy, bo pokazuje że odpowiedzialność kościoła za krycie pedofilii jednak istnieje”. Gdański sąd zasądził dziś 400 tys.zł zadośćuczynienia za brak reakcji diecezji pelplińskiej na działalność księdza pedofila – skomentował Marek Mielewczyk, jeden z bohaterów dokumentu Tomasza Sekielskiego.

Sąd apelacyjny w Gdańsku zdecydował, że były ksiądz Andrzej S. musi przeprosić Marka Mielewczyka i jest to sukces byłego ministranta. W 2017 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku nakazał Andrzejowi S. jedynie przeprosiny za „naruszenie dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej”. Po tym Mielewczyk pozwał nie tylko duchownego, ale także parafię i diecezję.

W filmie braci Sekielskich Mielewczyk opowiedział historię z czasów, gdy był ministrantem. Jeden z księży molestował go seksualnie. O tym, jak wygląda życie po filmie braci Sekielskich, Marek Mielewczyk mówił Kamilowi Rakoszy z naTemat.

– Dzwoniła do mnie pani, która opowiadała, że kiedy w jej parafii księdzu spodobała się jakaś dziewczynka lub chłopiec, to nie kładł temu dziecku hostii normalnie na język w czasie rozdawania komunii tylko poruszał nią w buzi. Rozumie pan? Dziewczyna, która do mnie dzwoniła, płakała do słuchawki cały wieczór – mówił Marek Mielewczyk naszemu dziennikarzowi.
Źródło info i foto: natemat.pl

Ojciec z kolegami brutalnie gwałcił 7-letniego syna. Jest wyrok

Dziecko przez długi czas było usypiane tabletkami i brutalnie gwałcone przez swojego ojca i jego kolegów. Zwyrodnialcy stanęli przed sądem, bo były policjant, pod którego skrzydła trafił chłopiec, nagrał jego wstrząsającą relację. Sąd nie miał litości dla bezwzględnych oprawców.

Pierwsze sygnały, że w życiu chłopca ze Zborowa dzieje się coś złego, pojawiły się w 2013 roku, gdy ten miał sześć lat. Wówczas, jak podaje „Gazeta Wyborcza”, pracownicy socjalni zaniepokoili się wybuchami agresji dziecka oraz niekontrolowaniem przez niego potrzeb fizjologicznych.

Mniej więcej w tym czasie ojciec chłopca wyprowadził się z domu, jednak co jakiś czas mężczyzna zabierał syna do siebie na weekendy. Gdy chłopiec miał 8 lat, w 2015 roku, przyłapano go w szkole na alarmującym zachowaniu – dziecko symulowało akt seksualny na uczniu. Szkoła powiadomiła wówczas policję. Śledczy sprawdzali, czy dziecko nie jest wykorzystywane seksualnie, jednak nie znaleźli dowodów.

Pod koniec 2016 roku sąd rodzinny postanowił odebrać chłopca matce, która nadużywała alkoholu i nie interesowała się dzieckiem. Kilkulatek trafił do pogotowia rodzinnego w Mosinie prowadzonego przez byłego policjanta Krzysztofa Matusiaka.

– To była najbardziej dramatyczna historia, z jaką się zetknęliśmy, a trafiały już do nas i wciąż trafiają dzieci wykorzystywane seksualnie. Żadne nie miało jednak takiej traumy – powiedział Matusiak w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Gdy chłopiec trafił do pogotowia rodzinnego, rozpoznano u niego syndrom stresu pourazowego. Dziecko moczyło się, wyszukiwało w internecie treści pornograficzne, bawiło się genitaliami. Jednak dopiero po pewnym czasie Matusiak poznał dokładne przyczyny tego zachowania. Gdy chłopiec zaufał nowym opiekunom, opowiedział im o traumie, jakiej doświadczył. Były policjant wszystko nagrał, zdobywając tym samym dla sądu materiał dowodowy.

Prokuratura oskarżyła ojca chłopca, 50-letniego Krzysztofa K., o wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem. Zarzuty gwałtów na chłopcu postawiono także znajomym mężczyzny – 38-letniemu Marcinowi W. oraz 35-letniemu Karolowi K. Chłopcu pokazywano także treści pornograficzne.

Sąd nie miał litości

Proces mężczyzn był niejawny. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, wszyscy oskarżeni zostali uznani winnymi. Krzysztof K. za wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem otrzymał maksymalny wymiar kary przewidziany za to przestępstwo w polskim prawie, czyli 15 lat więzienia. Marcin W. został skazany na 12 lat więzienia, a Karol K. na sześć lat. Oprócz tego mężczyźni zostali pozbawieni praw publicznych odpowiednio na 10, 15 oraz 10 lat. Mężczyźni mają także wypłacić poszkodowanemu chłopcu nawiązkę w łącznej kwocie 250 tys. zł. Zwyrodnialcy nie mogą się także kontaktować z pokrzywdzonym.

„Wyborcza” podaje, że gwałcony chłopiec przebywał w pogotowiu rodzinnym przez rok. Stamtąd trafił do specjalistycznego ośrodka wychowawczego, gdzie przebywa już od dwóch lat. Jego były opiekun Krzysztof Matusiak twierdzi, że trauma, jakiej doznało dziecko, jest tak ogromna, że najprawdopodobniej nigdy nie będzie ono w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

„Łowcy głów” zatrzymali mężczyznę poszukiwanego ENA. Pedofil wpadł w Łodzi

Poznańscy „Łowcy głów” zatrzymali mężczyznę poszukiwanego europejskimi nakazami aresztowania w śledztwach dotyczących przestępstw seksualnych wobec dzieci. Mężczyzna trafił do aresztu w Łodzi, gdzie będzie oczekiwał na decyzję sądu o przekazaniu go do Irlandii Północnej. Poszukiwany mężczyzna został zatrzymany w Łodzi. Na jego trop wpadli policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych KWP w Poznaniu tzw. „Łowcy głów”.

Rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak wyjaśnił, że „policja z Irlandii Północnej od jakiegoś czasu prowadziła dwa śledztwa w sprawie przestępstw seksualnych na szkodę dzieci oraz osób starszych i nieporadnych”. Podejrzanym okazał się Polak mieszkający na stałe od kilkunastu lat w Irlandii Północnej – dodał.

Mężczyźnie postawionych zostało łącznie ponad 80 zarzutów. Po opuszczeniu policyjnego aresztu zniknął.

Policjanci z Poznania ustalili, że podejrzany sprzedał swoje mieszkanie w Irlandii Północnej za dość dużą sumę pieniędzy. Kilkanaście lat wcześniej służył jako najemnik w Legii Cudzoziemskiej. To mogło wskazywać, że mógł zaszyć się w jakimś zakątku na świecie i odszukanie go nie będzie proste – podkreślił Borowiak.

„Łowcy głów” ustalili, że uciekinier jakiś czas temu poznał kobietę z tego miasta i dwa miesiące temu wprowadził się do jej mieszkania. Tam został zatrzymany.

Trafił do Aresztu Śledczego w Łodzi, gdzie będzie oczekiwał na decyzję sądu o przekazaniu go do Irlandii Północnej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zduńska Wola. Atak 50-letniego pedofila był skrzętnie zaplanowany. 50-latek podejrzany o gwałt

Przejechał blisko 200 kilometrów, miał gotową historyjkę, którą opowiedział dziewczynce ze Zduńskiej Woli. 50-letni mężczyzna jest podejrzany o gwałt. – To było zaplanowane działanie – podkreśla prokuratura, która wystąpi dziś o areszt dla zatrzymanego. Policja zatrzymała 50-latka w czwartek. Mężczyzna został najpierw przewieziony do komendy policji w Zduńskiej Woli, a potem do gmachu prokuratury.

– Prokurator przedstawił mu zarzut zbrodni gwałtu. Podejrzany zasadniczo przyznał się do winy – informuje Jolanta Szkilnik z sieradzkiej prokuratury.

Śledczy jeszcze dzisiaj złożą wniosek o tymczasowy areszt dla 50-latka.

– Sąd pochyli się nad tym wnioskiem najpóźniej w sobotę – dodaje rzeczniczka sieradzkiej prokuratury.

Na tym etapie prokuratorzy nie informują, jak tłumaczył swoje zachowanie zatrzymany.

– Przedmiotem naszego zainteresowania jest przebieg jego dotychczasowego życia, jego karalność.

Biegli będą badali podejrzanego pod kątem zaburzeń preferencji seksualnych i jego poczytalności – mówi Szkilnik.

Plan

Prokuratura informuje, że mężczyzna zwabił dziewczynkę ze Zduńskiej Woli fortelem. Twierdził, że dziecko dopuściło się wykroczenia drogowego, za które grozi surowa kara. Mówił, że konsekwencji nie będzie, jeżeli dziewczynka pójdzie z nim w miejsce ustronne.

Prokuratura podkreśla, że mężczyzna przejechał na miejsce zbrodni blisko 200 kilometrów od domu. – Jego działanie wygląda na zaplanowane. Należy sprawdzić, czy w podobny sposób mogły ucierpieć też inne dzieci – dodaje Szkilnik.

Za stawiane 50-latkowi zarzuty grozi od 3 do 15 lat więzienia.

Wiele sygnałów

Dziewczynka ze Zduńskiej Woli została skrzywdzona 19 września tego roku. W zeszłą środę o pomoc w znalezieniu sprawcy zaapelowała policja. Do mediów zostały przesłane zdjęcia poszukiwanego mężczyzny. Funkcjonariusze przekazali też szczegółowy portret pamięciowy poszukiwanego. – Został on opracowany na podstawie relacji pokrzywdzonej, która bardzo dobrze zapamiętała wygląd mężczyzny – tłumaczyła mł. insp. Joanna Kącka z łódzkiej policji. Od momentu opublikowania materiałów, na policję zgłosiło się wiele osób. – Dziękujemy za zaangażowanie. Wszystkie przekazane sygnały były drobiazgowo sprawdzone – podkreśla Jolanta Szkilnik z sieradzkiej prokuratury.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Koszalin. Bezdomny próbował zaciągnąć 11-latkę do lasu

W Koszalinie 39-letni bezdomny próbował zaciągnąć do pobliskiego lasu 11-letnią dziewczynkę. Przeszkodził mu w tym znajomy jej rodziców, który uratował dziecko. Dzięki szybkiej reakcji policji udało się zatrzymać sprawcę. 11-letnia dziewczynka około godziny 16 jechała rowerem ulicą Zwycięstwa. W pewnym momencie drogę zagrodził jej nieznajomy mężczyzna, który chwycił ją za gardło. Siłą oraz groźbą zmusił ją, by poszła z nim w kierunku pobliskiego lasu.

Na szczęście w tym momencie, ulicą przejeżdżał znajomy rodziców dziewczynki. Jego interwencja uchroniła 11-latkę przed nieszczęściem. Na jego widok napastnik puścił dziecko i rzucił się do ucieczki.

Pies tropiący i poszukiwania

– Natychmiast na miejsce skierowani zostali policjanci. To były działania na szeroką skalę. To był nasz priorytet – powiedziała stacji TVN24 sierż. sztab. Beata Gałka z Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie. W poszukiwania podejrzanego zaangażowano również psa tropiącego.

Starania przyniosły upragniony efekt. W schronisku dla bezdomnych zatrzymano 39-letniego mężczyznę, który został osadzony w policyjnym areszcie. Niebawem powinien usłyszeć zarzuty.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zduńska Wola. Podejrzewany o zgwałcenie dziecka zatrzymany

Mężczyzna, który jest podejrzewany o wykorzystanie seksualne małoletniej w Zduńskiej Woli, został zatrzymany w województwie opolskim. Policja i prokuratura podejrzewają, że ofiar mogło być więcej i apelują o zgłaszanie podobnych przypadków. Od kilku dni policja ze Zduńskiej Woli poszukiwała mężczyzny, który 19 września miał wykorzystać seksualnie małoletnią dziewczynkę i odjechać na rowerze. Podejrzewany o to 50-latek został zatrzymany w czwartek 26 września na terenie województwa opolskiego.

Aby go odnaleźć, policja m.in. zabezpieczyła nagrania z monitoringu oraz stworzyła portret pamięciowy. Wizerunek podejrzanego został również przekazany mediom. „Podjęte czynności doprowadziły do zatrzymania 50-letniego mieszkańca województwa opolskiego. Aktualnie pod nadzorem prokuratury trwają czynności w tej sprawie” – czytamy na stronie Komendy Powiatowej Policji w Zduńskiej Woli.

Policja nie wyklucza, że ofiar może być więcej

Mężczyzna, który wykorzystał seksualnie małoletnią w Zduńskiej Woli, poruszał się rowerem, do którego przymocowane były torby turystyczne. Na kierownicy znajdowała się również torba, najprawdopodobniej z mapnikiem. Według policji i prokuratury mógł on być uznany za podróżnika. Z tego też wysnuto wniosek, że ofiar może być więcej w różnych częściach kraju.

– To człowiek o charakterystycznym wyglądzie. Poruszał się rowerem, sprawiał wrażenie podróżnika. Inicjował rozmowę z dzieckiem, informując, że popełniło ono wykroczenie drogowe, naruszyło zasady bezpieczeństwa ruchu drogowego, że grozi mu wysoki mandat. Jednocześnie manipulował dzieckiem, podawał, że można uniknąć takich konsekwencji, jeśli dziecko pójdzie z nim w ustronne miejsce – przedstawiła modus operandi podejrzanego Jolanta Szkilnik z sieradzkiej prokuratury w rozmowie z TVN 24.

Zarówno policja i prokuratura apelują do dorosłych, aby zgłaszali inne przypadki molestowania, którego mógł dopuścić się podejrzany.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ksiądz pedofil Roman B. miał zostać w Kościele?

Ksiądz pedofil Roman B. brutalnie wykorzystywał seksualnie 13-letnią dziewczynę. Jak dowiedział się „Głos Wielkopolski” po jego wyjściu z więzienia, w 2013 roku, władze Zakonu Chrystusowców wysłały pismo do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary pisząc m.in. o nawróceniu skazańca.

„Wspólnota zakonna jest dla niego nieodzownym wsparciem i umocnieniem w przemianie życia i dążeniu ku dobremu” – pisał do Watykanu ksiądz Tomasz Sielicki, ówczesny generał zakonu.

Jak podaje „Głos Wielkopolski” Roman B. pozostawał księdzem jeszcze kilka kolejnych lat. Został wykluczony dopiero w 2017 roku, ponad 9 lat po aresztowaniu. Wówczas, gdy sprawą interesowały się media, a sąd zajmował się pozwem jego ofiary o rekordowe odszkodowanie, które ma wypłacić zakon.

Jego ofiarą była 13-latka pochodząca z rodziny patologicznej. Zdobył zaufanie jej i jej rodziny i zabrał do innej miejscowości. Gdy dziewczyna protestowała przed tym, co jej robił, miał straszyć, że odeśle ją do rodziców alkoholików. Jak opowiadała gwałcił ją również na terenie plebanii oraz domów zakonnych.

Romana B. skazano na 8 lat więzienia, ale ostatecznie zmniejszono wyrok na 4. Okolicznością łagodzącą były zaburzenia byłego księdza. Psychiatrzy stwierdzili, że jest poczytalny, ale stwierdzili u niego ograniczoną zdolność kierowania postępowaniem. On sam przyznał się częściowo do winy, ale zeznał m.in., że nie dochodziło do pełnych stosunków.

Jak pisze „Głos Wielkopolski” w czasie odbywania kary był regularnie odwiedzany w więzieniu. Jego ofiara nie miała wsparcia ze strony Kościoła, a przez jedną z wychowawczyń w Domu Dziecka, do którego trafiła, była namawiana do wycofania zeznań.

Roman B. wyszedł na wolność w 2012 roku. Trafił do domu zakonnego w Puszczykowie pod Poznaniem, ale przez bardzo długi okres nie został wydalony z kapłaństwa i z zakonu.

„Głos Wielkopolski” dotarł do nowych faktów, z których wynika, że w 2013 roku ówczesny generał Chrystusowców wysłał pismo do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Pytał w nim o dalszy sposób postępowania ze skazanym zakonnikiem.

„W więzieniu Roman B. korzystał z kapelana, zabiegał o kontakt z przełożonymi, zawsze podporządkowywał się ich decyzjom. Prosił o możliwość pozostania w zakonie, rozpoczął proces naprawiania winy przez pokorną służbę. Obecnie posługuje w Puszczykowie starszym współbraciom i jest przez nich wysoko ceniony. Może odprawiać msze św. Przeszedł długą drogę nawrócenia, uznał winę i chciał odpokutować. Jest nadzieja, że jego postawa przyniesie oczekiwane owoce. Jego obecna sytuacja stanowi szansę dla rozwoju wiary. Wspólnota zakonna, przy wsparciu przełożonych, jest dla niego nieodzownym wsparciem w utrwalaniu przemiany i dążeniu ku dobremu” – pisał ks. Tomasz Sielicki.

Obecny rzecznik prasowy Towarzystwa Chrystusowego wyjaśnia dziennikarzom „Głosu Wielkopolskiego”, że list jest z 2013 roku i „w żaden sposób nie odzwierciedla on stanowiska w tej sprawie obecnych władz zgromadzenia”. – Całość dokumentacji została przesłana do Stolicy Apostolskiej i ostatecznie przez nią rozstrzygnięta w roku 2018 – wskazuje ks. Marek Grygiel.

Jak dowiedział się „Głos Wielkopolski” ksiądz pedofil Roman B. został wydalony z kapłaństwa dopiero dekretem z 19 grudnia 2017 roku, a z zakonu decyzją z czerwca 2018 roku. Dlaczego do wydalenia doszło dopiero 9 lat po jego aresztowaniu?

„Z Kodeksu Prawa Kanonicznego wynika, że to Kongregacja Nauki Wiary zajmuje się przestępstwem naruszenia przez duchownego szóstego przykazania z osobą poniżej 18 lat. Przepisy nie podają czasu trwania takiego postępowania. Kara wydalenia ze stanu duchownego w tym przypadku nie jest karą obligatoryjną. Przy czym kongregacja zwykła wymierzać w tych przypadkach właśnie takie kary. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie z zachowaniem stosownych procedur i zgodnie z przepisami prawa kanonicznego. Nie ma czegoś takiego jak +szybki tryb+. Jest prawo, jest procedura kanoniczna, które muszą być respektowane, przecież podobnie jest też w sprawach cywilnych” – odpowiada ksiądz Grygiel.

Odwiedzanie Romana B. w areszcie nazywa „uczynkiem miłosierdzia”, a o „kolejnej szansie” mówi, że „Roman B. należał wciąż do zgromadzenia, był zobowiązany ślubami zakonnymi, nie mógł sam nabywać środków i żyć poza obowiązującymi go ślubami wieczystymi, do momentu wydania ostatecznego wyroku”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Henryk Kukuła wychodzi na wolność. Seryjny morderca i pedofil wciąż niebezpieczny

Henryk Kukuła, polski seryjny morderca i pedofil, zwany Monstrum z Chorzowa kończy wyrok 25 lat więzienia. Jak informuje katowicka ”Gazeta Wyborcza”, wciąż nie wiadomo, czy mężczyzna trafi do specjalnego ośrodka zamkniętego. 

Henryk Kukuła od najmłodszych lat sprawiał problemy wychowawcze. Był agresywny wobec rówieśników. W 1980 roku, gdy miał 14 lat, zamordował 5-letnią dziewczynkę. Po śmierci zbezcześcił zwłoki, wkładając palce do jej pochwy. 

Kukuła został umieszczono w zakładzie wychowawczym w Krupskim Młynie. W czasie pobytu w ośrodku skatował na śmierć i zgwałcił 9-letniego syna wychowawcy. Za zbrodnię został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. 

Na mocy amnestii z grudnia 1989 roku wyrok obniżono do 10 lat. W kwietniu 1990 roku Kukuła opuścił zakład karny, a w lipcu 1990 roku zgwałcił i zamordował w Rudzie Śląskiej dwóch braci. Za tę zbrodnię został skazany na 25 lat więzienia. Do wyroku doliczono mu 3 lata i 9 miesięcy pozbawienia wolności, które pozostały do odbycia z wcześniejszego wyroku. Dodatkowy rok pozbawienia wolności, Kukuła otrzymał za napaść na strażnika więziennego. 

Henryk Kukuła, monstrum z Chorzowa, zostanie objęty ustawą o bestiach? 

Henryk Kukuła w 2020 roku skończy odbywać karę w więzieniu w Rzeszowie. ”Gazeta Wyborcza” przypomina, że seryjny morderca z Chorzowa może zostać objęty tzw. ustawą o bestiach i skierowany do specjalnego zamkniętego ośrodka w Gostyninie. 

Wniosek do sądu o przeniesienie Kukuły do Gostynina musi złożyć dyrektor zakładu karnego na osiem miesięcy przed zakończeniem kary. Tomasz Mucha z Sądu Okręgowego w Rzeszowie poinformował, że do czwartku, 12 września takie pismo nie wpłynęło.

Roman Hula, który zatrzymał Kukułę po jego pierwszym morderstwie przestrzega, by do sprawy podejść poważnie. – Jeśli ten człowiek wyjdzie na wolność, będzie zabijał dalej – mówi w rozmowie z ”GW”. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl