Sprawa uprowadzenia 14-letniej Roksany ma drugie dno?

Rodzice 14-letniej Roksany drżeli z obawy o swoją córeczkę, która nagle zniknęła. Nie wiedzieli, że od pewnego czasu dziewczynka planuje ucieczkę. Pomóc jej w tym miała „rówieśniczka” z Dolnego Śląska. Kiedy nastolatka pojawiła się na bolesławieckim peronie, spotkała… 37-latka. To właśnie on przez trzy miesiące pisał z 14-latką. Mężczyzna, choć miał okazję, nie skrzywdził Roksany. – „Rasowy” pedofil wykorzystałby sytuację pokusy, nie pohamowałby się – ocenia w rozmowie z Fakt24 dr Jerzy Pobocha, psychiatra i biegły sądowy. Dlaczego 37-latek działał inaczej? Biegły kreśli szokujący scenariusz zdarzeń!

14-letnia Roksana z Bielska Podlaskiego (woj. podlaskie) to spokojna dziewczyna, która dotychczas nie sprawiała problemów rodzicom. Ostatnimi czasy nastolatka coraz więcej czasu spędzała w internecie. Kiedy w poniedziałkowy ranek, 7 września, 14-latka wyszła do szkoły, nikt się nie spodziewał, że może stać się coś złego. Roksana zniknęła…

Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania dziewczyny. Policja ustaliła, że nastolatka pojechała pociągiem do Bolesławca na Dolnym Śląsku. To tam uchwyciły ją kamery monitoringu. Na nagraniach był widoczny także nieznany mężczyzna, za którym szła Roksana. Rozesłano rysopis podejrzanego, a sprawę nagłośniły media. Po prawie tygodniu mężczyzna sam zgłosił się na policję i przekazał informację, gdzie znajduje się 14-latka. W sobotę odnaleziono ją w pustostanie ukrytym w lesie na terenie powiatu lwóweckiego. Roksana była cała i zdrowa.

Tymczasem 37-letni mieszkaniec okolic Bolesławca trafił na trzy miesiące do aresztu. Prokuratura zarzuca mężczyźnie, że za pośrednictwem internetu, podając się za rówieśniczkę Roksany, nawiązał kontakt z dziewczynką (poniżej 15. roku życia) i podstępem skłonił ją do spotkania w celu wykorzystania seksualnego. Podejrzany naraził też zdrowie, a nawet życie nastolatki poprzez „ukrywanie jej w pustostanach, gdzie była narażona na negatywne oddziaływania warunków atmosferycznych, w szczególności niskiej temperatury”.

Wobec Roksany nie była jednak stosowana żadna przemoc. Podejrzany utrzymywał, że nie chciał zrobić jej krzywdy, ani tym bardziej wykorzystać seksualnie. Z drugiej strony nie potrafił wyjaśnić, dlaczego zwabił Roksanę do Bolesławca…

Zaginięcie 14-latki z Bielska Podlaskiego. Podejrzany nie jest pedofilem?

– To nie jest typowe działanie pedofila, jest to absolutnie wyjątkowe – podkreślił w rozmowie z Fakt24 dr Jerzy Pobocha, psychiatra i biegły sądowy, odnosząc się do zachowania 37-latka. – „Rasowy” pedofil wykorzystałby sytuację pokusy. Był sam na sam z dziewczynką w odludnym miejscu, miał poczucie bezpieczeństwa, ale nie wykorzystał jej. Pedofil nie pohamowałby się, nie wytrzymałby takiej sytuacji.

– Być może mężczyzna nie jest w ogóle pedofilem albo ma bardzo silne mechanizmy kontrolne – zaznaczył nasz rozmówca. – Może działał dla kogoś, na czyjeś zlecenie i nie chciał spłoszyć ofiary. Może miał ją tylko gdzieś dostarczyć, a w takim przypadku musiał być ostrożny, w grę mogły wchodzić duże pieniądze – powiedział dr Pobocha.

Ekspert z zakresu psychiatrii sądowej zaznaczył też, że zastanawiające jest zachowanie dziewczynki.

– Nie uciekała, czekała na coś, co jej obiecano, nie miała poczucia zagrożenia. To musiała być jakaś atrakcyjna propozycja, może pod względem finansowym. Mężczyzna mógł też podać jej środek uspokajający, który ją zobojętnił na całą tę sytuację – tłumaczył dr Pobocha. – Trzeba też wspomnieć o tym, że podejrzany „pracował” nad nią przez trzy miesiące. Musiał być bardzo przekonywający w wiadomościach przesyłanych nastolatce – przyznał nasz rozmówca. Jak dodał, początki ich „znajomości” są typowe dla pedofila.

Dlaczego więc mężczyzna później zgłosił się na policję?

– Najprawdopodobniej liczył, że to mu pomoże i może nawet uniknie aresztu, a jego zeznania będą korzystniejsze. Nieważne, jak bardzo bajkowe i różowe światło na nie rzuci, to liczy się tu to, co powie nastolatka – podkreślił biegły psychiatra.

Na 37-latka mogła mieć wpływ także inna osoba, doradca. – Być może ktoś mu doradził, że powinien zgłosić się na policję i w ten sposób uniknie większych problemów – wskazał dr Pobocha.

Jak działa pedofil?

– Na początku, jak w omawianej historii, pedofil upatruje sobie ofiarę, najczęściej z najbliższych kręgów, np. znajomych, krewnych. Do takiej ofiary łatwiej jest dotrzeć. Pedofil może też szukać ofiary w miejscach publicznych, ogólnie dostępnych, np. na placach zabaw. Wtedy przekonuje dzieci do siebie za pomocą np. słodyczy, pokazania czegoś ciekawego – wyjaśnił Fakt24 dr Pobocha. – Zdarza się też i tak, że pedofil napada na ofiarę, obezwładnia ją i wykorzystuje, czasem powodując uszkodzenia ciała lub nawet śmierć – zaznaczył nasz rozmówca.

Jak działa później? To wszystko zależy od jego „pomysłowości”, tzw. modus operandi, czyli sposobu działania przestępcy.

– Pedofil rzadko skupia się na jednej osobie – podkreślił ekspert psychiatrii sądowej. Trzeba też pamiętać, jak przyznał dr Pobocha, że pedofil to osoba, która często ma zaburzenia osobowości (osobowość dysocjacyjną).
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest list gończy za ukrywającym się pedofilem. Poszukiwany to 47-letni Andrzej Ziębicki

Pedofil z Łodzi ukrywa się od czterech lat. Sąd wydał za nim list gończy. Skazany za pedofilię Andrzej Ziębicki nie stawił się w więzieniu. Szuka go policja w całej Europie. Andrzej Ziębicki (47 l.) z Łodzi od 2016 roku jest nieuchwytny, choć ściga go policja niemal na całym świecie. Sąd skazał go na 2,5 roku więzienia za pedofilię i posiadanie pornografii dziecięcej.

Andrzej Ziębicki został zatrzymany przez policję i aresztowany przez sąd w lipcu 2014 roku, a w marcu 2015 roku zwolnił z aresztu jeszcze przed ogłoszeniem wyroku. Ten zapadł 29 czerwca 2015 r. Sąd Rejonowy Łódź Śródmieście uznał oskarżonego winnym popełnienia zarzucanych przez prokuraturę czynów i za pedofilię oraz posiadanie pornografii dziecięcej skazał oskarżonego na dwa i pół roku więzienia i czteroletni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną. Kiedy w grudniu 2015 roku po apelacji sąd okręgowy utrzymał wyrok skazujący, oskarżony powinien zgłosić się do więzienia, by odbyć co najmniej dziewięć miesięcy kary (sąd zaliczył mu na poczet kary 9–miesięczny pobyt w areszcie, a po 18 miesiącach mógłby ubiegać się o zwolnienie warunkowe).

Pedofil na wolności oczekiwał na prawomocny wyrok. Musiał tylko raz w tygodniu meldować się w komisariacie policji. On jednak nie zamierzał trafić do celi. Uciekł i od czterech lat się ukrywa. – Oskarżony nie stawił się w wyznaczonym terminie do właściwej jednostki penitencjarnej celem odbycia kary pozbawienia wolności – informuje nas sędzia Damian Krakowiak rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi. – Postanowieniem z dnia 23 czerwca 2016 r. zarządzono poszukiwania Andrzeja Z. listem gończym. Z uwagi na bezskuteczność poszukiwań oraz informację, że oskarżony przebywa poza granicami kraju Sąd Rejonowy dla Łodzi – Śródmieścia w Łodzi wystąpił o wydanie europejskiego nakazu aresztowania. Takie orzeczenie w listopadzie 2019 r. wydał Sąd Okręgowy w Łodzi.

Policja prosi o kontakt osoby, które wiedzą, gzie przebywa poszukiwany. Osobom, które pomogą w ujęciu groźnego pedofila policja zapewnia anonimowość.

List gończy na stronie łódzkiej policji

Na stronie internetowej łódzkiej policji czytamy: – Wszelkie informacje mogące mieć znaczenie w zatrzymaniu poszukiwanego proszę kierować do I Komisariatu Policji KMP w Łodzi ul. Sienkiewicza 28/30. Telefon 42 6651485 (Zespół Poszukiwań i Identyfikacji Osób I KP KMP w Łodzi), na telefon 42 6651401 (oficer dyżurny I KP KMP w Łodzi) albo całodobowo na numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zambrów: Rusza proces byłego proboszcza. Sprawa dotyczy przestępstw seksualnych wobec małoletniego

Przed Sądem Rejonowym w Zambrowie (Podlaskie) rozpoczął się w czwartek proces byłego proboszcza parafii katolickiej w Grądach-Woniecku (woj. podlaskie), oskarżonego o przestępstwa o charakterze seksualnym wobec małoletniego i rozpijanie go. Zarzuty dotyczą lat 2012-2015. Ze względu na charakter sprawy, proces odbywa się z wyłączeniem jawności, które objęło również akt oskarżenia. Sąd w Zambrowie potwierdza jedynie, że proces ruszył. Kolejny termin zaplanowano na koniec sierpnia.

Sprawę zgłosił pokrzywdzony

Prokuratura Okręgowa w Łomży podawała w swoich komunikatach, że oskarżony – nadużywając stosunku zależności i zaufania małoletniego – kilka razy doprowadził go do „poddania się innym czynnościom seksualnym”, za które udzielił tej osobie korzyści majątkowych. Drugi zarzut dotyczy rozpijania osoby małoletniej.

Śledztwo w sprawie trwało ponad rok i zostało wszczęte po zawiadomieniu osoby pokrzywdzonej.

W połowie października 2018 r. kuria diecezjalna w Łomży (w tej diecezji leży parafia Grądy-Woniecko) informowała w komunikacie, że do delegata biskupa łomżyńskiego ds. ochrony dzieci i młodzieży wpłynęło zgłoszenie dotyczące proboszcza tej parafii. Duchowny zrezygnował po tym z urzędu proboszcza, a jego rezygnacja została przyjęta.

Poprosił papieża o tzw. dyspensę

Z kolejnych komunikatów kurii wynikało, że księdzu nie został powierzony żaden inny urząd czy funkcja „o charakterze duszpasterskim” i miał on przebywać w ośrodku w Czerwonym Borze. Tam mógł jedynie prywatnie odprawiać mszę w kaplicy znajdującej się na terenie tego ośrodka. Kiedy jednak w mediach pojawiły się informacje, że duchowny pełni obowiązki kapłańskie we wskazanym przez biskupa miejscu pobytu, kuria podała, że w tej sytuacji wobec b. proboszcza z parafii w Grądach-Woniecku wprowadzony został zakaz pełnienia wszystkich funkcji kapłańskich oraz noszenia stroju duchownego.

Jesienią ub. roku rzecznik kurii potwierdził lokalnym mediom, że b. proboszcz poprosił papieża o tzw. dyspensę od pełnienia obowiązków wynikających z przyjęcia święceń kapłańskich i o przeniesienie do stanu świeckiego, a ta prośba została przez Watykan zaakceptowana.

Po postawieniu zarzutów ówczesny ksiądz złożył wyjaśnienia. Prokuratura stosowała wobec niego tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze: zakaz opuszczania kraju, dozór policji połączony z zakazem kontaktowania się z pokrzywdzonym oraz z zakazem organizowania spotkań z udziałem małoletnich i uczestniczenia w takich spotkaniach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Molestował córeczkę od 3. miesiąca życia. Był częścią największej siatki pedofilskiej w kraju

W sądzie w niemieckiej Kolonii ruszył proces 43-letniego kucharza i menadżera hotelu, który wielokrotnie wykorzystywał seksualnie swoją małą córkę. Gdy został aresztowany w październiku ubiegłego roku w Bergisch Gladbach niedaleko Kolonii, wyszło na jaw, że jest częścią siatki pedofilskiej działającej w internecie. W sumie w całych Niemczech policja ustaliła dotąd tożsamość 87 pedofilów, którzy kontaktowali się ze sobą przez komunikatory społeczne.

Dziewczynka urodziła się w 2017 roku. Według śledczych, jej koszmar zaczął się, gdy miała niespełna trzy miesiące. Trwał do października 2019 roku, gdy policja przeszukała dom w Bergisch Gladbach. Sąsiedzi opisywali ich jako normalną, miłą rodzinę – opowiada Lisa Wagner, policjantka, która uczestniczyła w tym przeszukaniu.

Zgotował piekło na ziemi z bezwzględną rutyną
Zgodnie z aktem oskarżenia Jörg L. przeważnie znęcał się nad córką rano, kiedy jego żona pracowała w szpitalu. Mówi się, że z bezwzględną rutyną zgotował dziecku piekło na ziemi. „Czyn miał miejsce zwykle około ósmej rano” – napisano w akcie oskarżenia. Gdy sprawa wyszła na jaw, żona Jörga L. zdecydowała się zeznawać przeciwko niemu.

Proces toczy się za zamkniętymi drzwiami. Ma potrwać 11 dni. Mężczyźnie grozi 15 lat więzienia.

Według śledczych molestował swoją córkę razem z 27-letnim byłym żołnierzem. Bastian S. przyprowadzał na spotkania swoją córkę i syna swojej partnerki. Obaj molestowali swoje dzieci. 27-latek został skazany na 10 lat więzienia.

Materiały tak drastyczne, że trzech śledczych musiało iść na zwolnienie lekarskie

Jörg L. publikował w internecie pornograficzne nagrania z własną córką. Według policji widziały je dziesiątki tysięcy osób. Mimo że mężczyzna został aresztowany 10 miesięcy temu, nadal 130 śledczych przegląda terabajty filmów i zdjęć zgromadzone w tej sprawie.

Te materiały są tak drastyczne, że trzech śledczych musiało iść na zwolnienie lekarskie. Takie nagrania i zdjęcia zawsze odciskają piętno na osobach, które muszą je oglądać – nawet jeżeli są to doświadczeni śledczy – mówi Lisa Wagner, która sama jest matką. Przyznaje, że jest w stanie znieść oglądanie tych makabrycznych rzeczy tylko dlatego, iż chce wymierzyć sprawiedliwość osobom, które skrzywdziły te dzieci.

30 tys. użytkowników pedofilskich chatów

Dzięki materiałom pornograficznym, które znaleziono w domu Jörga L., udało się namierzyć największą siatkę pedofilów w historii Niemiec. Do tej pory zatrzymano 87 osób. Siatka, korzystając z komunikatorów internetowych, wymieniała się dziecięcą pornografią. Członkowie umożliwiali także innym gwałcenie własnych dzieci. W sumie policja dotarła do 50 dzieci, w wieku od trzech miesięcy do 15 lat, które padły ofiarą swoich ojców pedofilów.

Według policji w internetowych chatach pedofilów brało udział w sumie ok. 30 tys. osób. Podczas jednej rozmowy było równocześnie nawet 1,8 tys. uczestników. Śledczy chcą ustalić tożsamość jak największej liczby pedofilów. Jak pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, na tych forach przeważają mężczyźni. Prawie wszyscy podejrzani, których tożsamość do tej pory ustalono, wiedli teoretycznie „zwykłe” mieszczańskie życie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ruda Śląska: 50-latek chciał zwabić dziewczynkę słodyczami. Ojciec dziecka powstrzymał pedofila

Policjanci z Rudy Śląskiej zatrzymali 50-letniego mężczyznę, który słodyczami zwabiał dziewczynkę do swojego mieszkania. Prosił ją, żeby nikomu nie mówiła, co działo się w mieszkaniu. Mężczyznę nakrył ojciec dziewczynki. Ojciec nakrył nagiego 50-latka, który przebywał w mieszkaniu z jego dzieckiem. O tym, że dziewczynka poszła do mieszkania sąsiada i długo z niego nie wychodziła, ojca powiadomiły koleżanki. Niedługo potem mężczyzna został zatrzymany przez policjantów z Rudy Śląskiej.

„Zwabił dziewczynkę do swojego mieszkania, częstując ją słodyczami. Prosił, żeby nikomu nie mówiła o tym, co dzieje się w mieszkaniu” – opisują sytuację funkcjonariusze.

Sąd zdecydował, że 50-latek trafił o aresztu, w którym spędzi 2 miesiące. Mężczyzna usłyszał już zarzuty. „Na podstawie zebranego materiału dowodowego, prokurator przedstawił podejrzanemu zarzut dopuszczania się innych czynności seksualnych wobec małoletniej poniżej 15 roku życia” – informuje śląska policja.

Za to przestępstwo grozi mu kara od 2 do 12 lat więzienia. Jednak teraz policjanci będą sprawdzać czy mężczyzna dopuszczał się podobnych przestępstw wcześniej. Wykorzystywanych dzieci mogło być więcej, niewykluczone więc, że kara będzie wyższa.
Źródło info i foto: wp.pl

Pedofil znów chce wyjść na wolność. Domaga się krótszej odsiadki

Jacek P. (54 l.) z Hrubieszowa domaga się od sądu krótszej odsiadki. Zwyrodnialec siedział za gwałt i morderstwo na 17-letniej dziewczynce, a gdy wyszedł, wykorzystał 10-letnie dziecko…

Bestialskie zgwałcenie i zamordowanie 17-letniej uczennicy wstrząsnął Polską w 1988 roku. Bestia z Hrubieszowa (woj lubelskie) została skazana na 25 lat więzienia i po odsiedzeniu wyroku wyszła na wolność. Niestety ćwierć wieku w więzieniu nie odmieniło plugawej natury zbrodniarza. Na wolności Jacek P. związał się z kobietą i prowadził pozornie normalne życie. Tylko przypadek sprawił, że światło dzienne ujrzała jego kolejna plugawa tajemnica.

Mężczyzna zgubił telefon i wtedy wszystko się wydało. Osoby, które go znalazły, odkryły w nim filmy, na których mężczyzna gwałci dziecko. Funkcjonariusze szybko ustalili, że tym obleśnym pedofilem jest Jacek P. Okazało się, że zboczeniec wykorzystał córkę swoich znajomych, która miała wówczas 10 lat. Recydywista stanął przed Sądem Rejonowym w Hrubieszowie i znów został skazany na ćwierć wieku. Jednak Jacek P. nie zgadza się z wyrokiem i chce jego zmiany. Chce wyjść jak najszybciej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Mężczyzna ułaskawiony przez prezydenta zarzucał córce kłamstwo. Sąd nie miał wątpliwości dotyczących jego winy

Mężczyzna, skazany w 2013 roku za wieloletnie znęcanie się nad córką i molestowanie jej od 11. roku życia, którego w marcu tego roku ułaskawił prezydent Andrzej Duda, nigdy nie przyznał się przed sądem do winy: twierdził, że jego konkubina i córka kłamią – donosi „Rzeczpospolita”, która w ubiegłym tygodniu nagłośniła sprawę ułaskawienia. Gazeta podkreśla równocześnie, że sądy dwóch instancji nie miały wątpliwości co do jego winy.

Przypomnijmy, mężczyzna skazany został na 4 lata więzienia za znęcanie się nad bliskimi i molestowanie seksualne córki. Karę odbył w całości, na wolność wyszedł w 2015 roku. Za to jednak, że w trakcie odbywania kary złamał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi – dzwonił do nich i wysłał co najmniej 12 listów – został skazany na rok więzienia. Również tę karę odbył w całości – a po opuszczeniu zakładu karnego w marcu 2018 roku zamieszkał razem z pokrzywdzonymi – choć zakaz zbliżania się do córki i jej matki miał go obowiązywać przez 6 lat od dnia opuszczenia więzienia po pierwszym wyroku.

To sprawiło, że kurator sądowy zawiadomił prokuraturę o złamaniu zakazu. Wtedy konkubina mężczyzny i ich córka – obecnie już dorosła – zwróciły się do prezydenta z prośbą o ułaskawienie, czyli skrócenie zakazu zbliżania.

Zarzucał córce i konkubinie kłamstwo, składał wnioski o przebadanie ich wariografem

Według dzisiejszej publikacji „Rzeczpospolitej”, która powołuje się na sądowe wyroki, mężczyzna nigdy nie przyznał się przed sądami do winy, a konkubinie i córce zarzucał kłamstwo.

W cytowanym przez gazetę uzasadnieniu prawomocnego wyroku, jaki zapadł przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku w 2013 roku, czytamy: „Oskarżony bezsprzecznie był agresorem w domu, wykorzystując przewagę fizyczną, często stosował wobec nich (partnerki i córki – red.) przemoc, znieważał je i zastraszał”.

Obrońca mężczyzny złożył apelację, całkowicie odrzucając dowody jego winy, a w czasie procesu dwukrotnie – jak podaje „Rz” – składał wnioski o przebadanie konkubiny i córki wariografem, bowiem podważał ich prawdomówność.

Dziennik cytuje argumentację obrońcy: „Oskarżony nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów i nigdy nie doprowadzał (…) do innych czynności seksualnych. Być może zbyt surowo traktował (…) wyzywając ją od ‘głąbów’, jednak tak prymitywnie rozumiał proces wychowawczy (…). Potwierdzają to opinie sądowo-psychiatryczne i psychologiczno-seksuologiczne, w których stwierdzono u A. W. zaburzenia psychiczne i uzależnienie od alkoholu przy jednoczesnym braku zaburzeń preferencji seksualnych pod postacią parafilii”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rodzina mężczyzny ułaskawionego przez Andrzeja Dudę apeluje

Nie milkną echa wokół tematu ułaskawienia przez prezydenta mężczyzny, który molestował swoją córkę. TVP Info dotarło do ofiar – konkubiny i molestowanej córki – sprawcy. – O to prosiliśmy i to pan prezydent spełnił. Dajcie spokój normalnym ludziom, dajcie żyć – zaapelowały. Konkubina sprawcy w rozmowie z TVP Info (materiał wyemitowały też Wiadomości) podkreśliła, że apel do prezydenta o ułaskawienie dotyczył jedynie zakazu zbliżania się mężczyzny do rodziny.

– To był apel do prezydenta o ułaskawienie zakazu zbliżania się. Żadnego innego. Wyłącznie to. O nic więcej nie prosiliśmy, tylko żeby zniósł zakaz zbliżania się, żebyśmy mogli być rodziną. O to prosiliśmy i to pan prezydent spełnił. Dajcie spokój normalnym ludziom, dajcie żyć – zaapelowała.

Kobieta zaznaczyła też, że ma pełne zaufanie do partnera. – W 100 proc. Jakbym mu nie ufała, nie byłoby tego. Każdy popełnia błędy. Zmienił się, udowodnił to. Trochę czasu to trwało, by odbudować zaufanie i i odbudowaliśmy zaufanie, ufamy sobie. Żyjemy jak normalna rodzina i chcemy żyć jak normalna rodzina. Nie boję się, że coś się stanie – oznajmiła.

Matka ofiary dodała też, że jest wdzięczna prezydentowi za zniesienie zakazu.

– Jestem wdzięczna panu prezydentowi, że zniósł zakaz, że pozwolił nam normalnie żyć. Przez parę miesięcy tak było, ale teraz, przez tą nagonkę, to będzie niemożliwe. To była polityczna zagrywka, a my jesteśmy jej ofiarami. My, zwykli ludzie, jesteśmy ofiarami. Po to pisaliśmy pisma, żeby razem zamieszkać. Dostał drugą szansę. Popełnił błąd, ale zrobił wszystko, by go naprawić. My to widziałyśmy. Razem żyliśmy, pracowaliśmy i było dobrze – wyznała matka ofiary.

Dziennikarze TVP Info rozmawiali także z samą pokrzywdzoną. Pełnoletnia dziś kobieta przyznała, że wybaczyła ojcu.

– Gdybyśmy nie zaufały i nie przebaczyły, całej sprawy by nie było. Myślałam, że wszystko będzie dobrze, a tu nagle takie „bum”, wszystko wraca. To coś nie do uwierzenia. Ludzie, którzy dopuścili się ujawnienia tego wszystkiego, naprawdę nie zdawali sobie sprawy z naszego punktu widzenia. Że to jest zagrywka polityczna, że chcieli oczernić pana prezydenta. My po prostu dostaliśmy tzw. strzał w łeb – wyznała.

TVP Info w swoim materiale zmieniło głosy ofiary i jej matki, a ich twarze zostały zamazane.

Afera wokół prezydenckiego ułaskawienia

Przypomnijmy. W marcu 2020 roku prezydent zastosował prawo łaski wobec mężczyzny, który odsiedział wyrok za znęcanie się nad konkubiną i córką, w tym za seksualne molestowanie córeczki. Dzięki podpisowi prezydenta wygasł sądowy zakaz zbliżania się kata do ofiar. Prezydent Duda i jego ministrowie tłumaczyli, że w tej sprawie „gwałtu nie było”, a do ułaskawienia doszło nie tylko na prośbę przestępcy, lecz także jego konkubiny i pełnoletniej dziś córki. Prezydent Andrzej Duda i jego otoczenie przekonują, że w rodzinie doszło do autentycznego pojednania i działał na prośbę jego rodziny.

Informację o ułaskawieniu podała „Rzeczpospolita”, natomiast Fakt dotarł do akt sądowych sprawy. Nasza publikacja wywołała olbrzymią medialną burzę. Ujawniliśmy, że ułaskawiony Piotr C. (53 l., dane zmienione – red.) był przez lata rodzinnym katem. Po pijaku wszczynał domowe awantury, w czasie których znęcał się nad partnerką i córeczką. Bezbronne dziecko wykorzystywał seksualnie, w sposób wielokrotny i długotrwały. Tak uznały ponad wszelką wątpliwość sądy. Sądy obu instancji nie znalazły dla niego żadnego usprawiedliwienia i skazały na 4 lata więzienia i 6 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do ofiar. Zza krat mężczyzna wyszedł w kwietniu 2015 roku i od razu zaczął łamać zakaz zbliżania się do córki i żony. Trzy lata później zwrócił się o akt prezydenckiej łaski, żeby bez przeszkód kontaktować się z ofiarami.

Chcielibyśmy podkreślić, że w naszych publikacjach konsekwentnie chroniliśmy anonimowość rodziny, nie podawaliśmy nazwy miejscowości, z której pochodzi, a także zmieniliśmy inicjały zarówno sprawcy, jak i pokrzywdzonych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Skandal pedofilski w diecezji kaliskiej. Arcybiskup Grzegorz Ryś wystosował list do wiernych

„Zderzamy się z grzechem ciężkim i skrywanym, dramatycznie uderzającym w dzieci i młodzież, gorszącym i deprawującym kościół od środka” – napisał do wiernych diecezji kaliskiej arcybiskup Grzegorz Ryś, który został administratorem diecezji kaliskiej po odsunięciu z urzędu biskupa Edwarda Janiaka w zw. z aferą pedofilską.

W niedzielę we wszystkich kościołach diecezji kaliskiej odczytywany jest list do wiernych, adresowany przez arcybiskupa Grzegorza Rysia. Metropolita łódzki decyzją Watykanu został administratorem diecezji po odsunięciu z urzędu biskupa Edwarda Janiaka.

W liście abp. Grzegorz Ryś porusza problem utraty zaufania do kościoła katolickiego w związku z aferą pedofilską w diecezji kaliskiej. Zderzamy się z grzechem ciężkim i skrywanym, dramatycznie uderzającym w dzieci i młodzież, gorszącym i deprawującym Kościół od środka – napisał.

Podkreślił, że należy skupić się na dobru człowieka. Zwłaszcza osoba skrzywdzona i wykorzystana. Zwłaszcza osoba, która nie ma możliwości dochodzenia i ochrony swoich praw. Dobro osoby jest najwłaściwszym uzasadnieniem poddania się najpierw Bożym przykazaniom, a potem także wszystkim przepisom i regulacjom ustanowionym przez Kościół – oświadczył metropolita łódzki.

„Macie prawo pytać”

Poinformował wiernych, że do końca grudnia wyznaczył 16 dni swojej obecności w Kaliszu. Tu proszę o zrozumienie; na co dzień muszę pozostawać w archidiecezji łódzkiej, która przygotowuje się właśnie do jubileuszu 100-lecia powstania. Oczywiście w ciągu tych 16 dni będę przyjmował wszystkich, którzy potrzebują się ze mną spotkać – poinformował abp. Ryś.

Metropolita łódzki przyznał, że w wyniku zdarzeń w diecezji kaliskiej ludzie mogli utracić zaufanie do kościoła.

Macie więc prawo pytać: „Kościele Święty, czy to naprawdę Ty?” Macie to prawo, zwłaszcza Wy, którzy podobnie jak Jan postawiliście w życiu wszystko na Kościół, utrzymujecie go swoją ofiarnością, budujecie gorliwością i radykalizmem wiary, świadczycie o chrześcijaństwie w świecie, który mu wcale nie sprzyja, a nierzadko czyni przedmiotem drwin i ataków – poinformował.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Była partnerka miliardera Jeffrey’a Epsteina została aresztowana przez FBI. Miała mu pomagać w „wybieraniu” dziewcząt

Była partnerka skazanego za pedofilię miliardera Jeffrey’a Epsteina została aresztowana przez FBI – poinformowały amerykańskie media. Śledczy twierdzą, że Ghislaine Maxwell przyczyniła się do wykorzystywania przez Epsteina nieletnich dziewcząt, m.in. pomagając mu w ich wybieraniu. Epstein nie doczekał procesu ws. zarzutów o handel ludźmi – zmarł w sierpniu zeszłego roku w więzieniu.

FBI aresztowało Ghislaine Maxwell – długoletnią współpracownicę i byłą partnerkę Jeffrey’a Epsteina, amerykańskiego miliardera oskarżonego o przestępstwa seksualne. Jak podaje BBC, kobieta została oskarżona o czynny udział w procederze werbowania nastoletnich dzieci do świadczenia usług seksualnych przedstawicielom biznesowego i politycznego establishmentu. Miał z nich korzystać m.in. syn królowej Elżbiety II.

Była partnerka Epsteina aresztowana przez FBI. Zarzuty o „pomaganie w procederze pedofilii”

Maxwell postawiono łącznie sześć zarzutów. Cztery z nich odnoszą się do lat 1994-1997, kiedy to Maxwell była jedną z najbliższych współpracowniczek Epsteina, a także pozostawała w nim w intymnej relacji. Pozostałe dwa to zarzuty krzywoprzysięstwa w 2016 roku.

Śledczy twierdzą, że Maxwell „pomogła, ułatwiła i przyczyniła się do wykorzystywania przez Jeffrey’a Epsteina nieletnich dziewcząt, między innymi pomagając w ich rekrutacji” – podaje BBC. Kobieta miała m.in. nakłaniać i oszukiwać nieletnie, zatajając przed nimi fakt, że będą musiały świadczyć usługi seksualne.

„Próbowała nawiązać z nimi więź, pytała o ich życie i rodziny. Następnie ona i Epstein nawiązywali z dziewczętami przyjaźnie i wzbudzali w nich zaufanie, zabierając je do kina czy na drobne zakupy” – cytuje BBC.

Ghislaine Maxwell jest córką kontrowersyjnego brytyjskiego medialnego magnata i polityka Roberta Maxwella, który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach podczas rejsu jachtem w 1991 roku. Jest również bohaterką 4-odcinkowego serialu Netfliksa pod tytułem „Obrzydliwie bogaty”.

Wkrótce Maxwell ma stanąć przed sądem federalnym. Do jej aresztowania doszło blisko rok po aresztowaniu Epsteina. Miliarder miał odpowiadać przed sądem za handel nieletnimi. Nie doczekał procesu – w sierpniu zeszłego roku zmarł. Według oficjalnej wersji popełnił w celi samobójstwo. Miał 66 lat. Według śledczych oprócz kierowania szajką handlarzy ludźmi sam molestował co najmniej 40 nieletnich dziewczynek. Zaraz po umieszczeniu go w areszcie pojawiły się wątpliwości, czy dożyje procesu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl