Australijski kardynał George Pell skazany za pedofilię trafił do najbardziej strzeżonego więzienia w stanie Wiktoria

Australijski kardynał George Pell, skazany na 6 lat więzienia za czyny pedofilii, został przeniesiony z więzienia w Melbourne do najpilniej strzeżonego zakładu karnego w Barwon w stanie Wiktoria- podała miejscowa prasa.

Gazety z Australii wyjaśniły, że decyzję tę podjęto po tym, gdy nad więzieniem w Melbourne, w którym przebywał od prawie roku Pell, zauważono drona. Został tam puszczony, jak się przypuszcza, by zrobić zdjęcia skazanemu hierarsze. Ujawniono, że 78-letni kardynał Pell dostał pracę w więzieniu; zajmuje się podlewaniem roślin w ogrodzie.

Były wpływowy purpurat oczekuje na orzeczenie australijskiego Sądu Najwyższego, który w najbliższych miesiącach rozpatrzy odwołanie, jakie złożył od wyroku za czyny pedofilii w połowie lat 90. Miał się ich dopuścić wobec dwóch 13-letnich chłopców w zakrystii katedry w Melbourne, gdy był metropolitą tego miasta.

Były prefekt watykańskiego Sekretariatu ds. Ekonomii i b. doradca papieża Franciszka przebywa w zakładzie karnym od marca zeszłego roku i od początku postępowania karnego twierdzi, że jest niewinny. W sierpniu zeszłego roku wyrok 6 lat utrzymał sąd apelacyjny stanu Wiktoria. Akt oskarżenia sporządzono na podstawie zeznań jednej z ofiar; drugi mężczyzna zmarł przed kilkoma laty.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Seryjny morderca i pedofil Henryk Kukuła nie wyjdzie na wolność

Henryk Kukuła trafi do ośrodka dla „bestii” w Gostyninie. Ta decyzja to wielki sukces Faktu, który jako pierwszy przypomniał po latach zbrodnie zapomnianego groźnego mordercy. To dziennikarz Faktu, który nadał Kukule jego pseudonim, interweniował w Ministerstwie Sprawiedliwości, pytając o możliwość odizolowania go od społeczeństwa w Gostyninie. Po latach te starania zostały uwieńczone sukcesem. Bliscy pierwszej ofiary, którzy o wszystkim dowiedzieli się od nas, nie kryli wzruszenia.

– Henryk Kukuła to morderca, pedofil o odchyleniu sadystyczno-nekrofilskim i gwałciciel. Lekarze opisują go jako osobę, która już zawsze będzie zagrożeniem dla innych. Zabił czwórkę dzieci, troje z nich gwałcąc, wielokrotnie przejawiał agresję m.in. atakując za kratami więźniów, a nawet strażnika i chwalił się przestępstwami, za które go nie skazano. Pomimo tego, już niedługo może wyjść na wolność – tymi słowami zaczynał się reportaż Fakt24 z czerwca 2017 roku, który przybliżał sylwetkę czterokrotnego mordercy, Henryka Kukuły.

To właśnie w tym artykule Henryk Kukuła został określony mianem „Monstrum z Chorzowa”, które przylgnęło do niego, gdyż dokładnie opisywało jego osobę. Choć Kukuła starał się zablokować dziennikarskie śledztwo, m.in. zakazując strażnikom udzielania Maciejowi Molendzie informacji na jego temat, to nie udało mu się zablokować publikacji. Po pierwszej części materiału o Kukule pojawiła się druga, w której informowano o piśmie dziennikarze do Ministerstwa Sprawiedliwości, a także odpowiedzi, jaką ministerstwo udzieliło.

„Skazany Henryk K. odbywa karę 25 lat pozbawienia wolności. Z uwagi na zdiagnozowane zaburzenia odbywa ją w oddziale terapeutycznym. Koniec kary przypada na rok 2020. W ocenie psychologa po zakończeniu odbywania kary konieczne będzie prowadzenie wieloletnich, kompleksowych oddziaływań terapeutycznych, z uwzględnieniem psychoterapii oraz farmakoterapii (zgodnie z zaleceniami z opinii seksuologicznej) w stacjonarnej placówce leczniczej. Dyrektor zakładu karnego może wystąpić z wnioskiem do sądu o umieszczenie Henryka K. w ośrodku dopiero na 8 miesięcy przed przewidywanym końcem kary. Sąd po wydaniu opinii biegłych psychiatrów i seksuologa może skierować skazanego do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym lub orzec zastosowanie nadzoru prewencyjnego sprawowanego przez policję” – czytaliśmy w odpowiedzi ministerstwa na pismo Faktu.

Oto druga część reportażu o Henryku Kukule

Po latach okazało się, że ministerstwo przychyliło się do tej prośby i Henryk Kukuła zostanie odizolowany od społeczeństwa, trafiając do ośrodka w Gostyninie. Decyzję taką podjął Sąd Okręgowy w Rzeszowie na wniosek dyrektora zakładu, w którym przebywa Kukuła. W rozmowie z Fakt24, siostrzenica pierwszej ofiary nie kryła radości. „Bardzo dziękujemy. To naprawdę wspaniała wiadomość” – powiedziała w rozmowie z Faktem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Oskarżony o pedofilię gwiazdor R. Kelly chciał przekupić brata, by wziął winę na siebie

Na światło dzienne wychodzą nowe szczegóły afery pedofilskiej z udziałem R. Kelly’ego. Brat amerykańskiego piosenkarza opowiedział, że gwiazdor próbował przekupić go, by wziął na siebie udział w filmie pornograficznym z udziałem dziecka. 27-minutowe nagranie, na którym piosenkarz muzyki soul uprawia seks z nieletnią dziewczynką, jest jednym z dowodów w sprawie przeciwko Kelly’emu. Film pochodzi z 2002 r.

W nowym dokumencie brat upadłego gwiazdora Carey Kelly opowiedział, że był przez niego namawiany, by przyznał się, iż to on jest bohaterem filmu. – Prosił mnie: musisz powiedzieć, że to byłeś ty (na nagraniu) – opowiadał Carey.

– Powtarzał: człowieku, kupię ci samochód, załatwię ci umowę z wytwórnią płytową, dam ci 50 tys. dolarów. Odpowiedziałem mu: posłuchaj, nie masz wystarczająco dużo pieniędzy, żeby mnie namówić, bo nic nie jest warte tego, żebym sprzedał moją duszę – mówił brat podejrzanego o pedofilię artysty.

R. Kelly, który śpiewał m.in. znaną na całym świecie piosenkę „I believe I can fly”, od blisko 20 lat oskarżany jest o napaści seksualne i gwałty na nieletnich, ale dotychczas nigdy nie został skazany. Media wskazują, że pobłażliwość wymiaru sprawiedliwości najpewniej zawdzięczał przekupywaniu rodzin ofiar, by wycofywały zarzuty.

W 2018 r. po procesie dotyczącym nagrań wideo aktów seksualnych między nim a 14-latką został uniewinniony. Ostatni akt oskarżenia dotyczy m. in. zatrudniania nieletnich dziewcząt do działalności seksualnej i tworzenia dziecięcej pornografii.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: W mieszkaniu pedofila znaleziono chłopca, który zaginął dwa lata temu

Nastolatek, który zaginął dwa lata temu w Niemczech, został odnaleziony w domu mężczyzny podejrzanego o pedofilię – informują niemieckie media. Marvin K. miał na sobie te same ubrania, w których był widziany po raz ostatni przed swoim zaginięciem. Marvin tymczasowo mieszkał w domu dziecka w Duisburgu po tym, jak zmarł jego ojciec. W czerwcu 2017 roku powiedział swoim opiekunom, że wychodzi spotkać się z przyjaciółmi. Swoją ostatnią wiadomość wysłał o godzinie 11:37, a potem jego telefon był już wyłączony.

Rozpoczęły się poszukiwania. Matka chłopca zasięgnęła nawet porady jasnowidza. Wszystko jednak bez skutku. O odnalezieniu nastolatka zdecydował przypadek.

W piątek rano policjanci weszli do domu 44-letniego Larsa H. w Recklinghausen, nieopodal Dortmundu. Mieli bowiem podejrzenie, że mężczyzna posiada dziecięcą pornografię. W mieszkaniu znaleźli worki pełne zużytych pieluch. Zapach moczu unoszący się w lokalu był tak ostry, że policjanci musieli pracować w maskach. Kiedy otworzyli szafę zobaczyli w niej 15-letniego Marvina K. Chłopiec miał na sobie te same ubrania, w których był widziany po raz ostatni dwa lata temu.

Policja ustala na razie okoliczności całej sytuacji. Jak informują funkcjonariusze, nic nie wskazuje na to, że chłopiec był przetrzymywany wbrew własnej woli. Nie jest też jasne, jak długo się tam znajdował, a także nie wiadomo, czy Lars H. wyrządził mu jakąkolwiek krzywdę.

Sąsiedzi 44-latka mówią, że nie widzieli nastolatka, ale słyszeli krzyki mężczyzny dochodzące z mieszkania.

„Mamusiu, zabierz mnie do domu”

Po odnalezieniu nastolatka zawiadomiono jego matkę. Pozwolono jej zobaczyć się z dzieckiem. Powiedział: „mamusiu, byłem zamknięty przez 2,5 roku, nie miałem dostępu do świeżego powietrza”. Przytulił mnie mocno i zaczął się trząść. „Mamusiu, zabierz mnie do domu” – mówił – wspomina matka nastolatka.

Lars H. i jego 77-letni ojciec zostali zatrzymani. Starszy mężczyzna został później zwolniony. Jak podają niemieckie media, 44-latek w 2018 roku otrzymał wyrok w zawieszeniu w związku z posiadaniem dziecięcej pornografii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Świebodzice: Atak pedofila na jednym z osiedli

„To nie było tak, jak mamusia mnie całuje na dobranoc” – wyznała Ania w czasie procesu. Została skrzywdzona na jednym z osiedli w Świebodzicach (woj. dolnośląskie). Tam, gdzie czuła się zawsze najbezpieczniej. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, Bogdan Nowacki to pedofil, który od lat molestuje małe dzieci, ale konsekwentnie odmawia leczenia. Państwo jest bezradne?

Wszystko wydarzyło się 17 sierpnia 2010 roku. To wtedy roztrzęsiona mama 7-letniej Ani zawiadomiła policję, że jej córka została skrzywdzona, gdy bawiła się z koleżanką na podwórku w Świebodzicach. Najpierw próbował z Olą, której torebka wkręciła się w szprychy roweru. Gdy mu się nie udało, zaciągnął do bramy Anię. „Powiedział jej, że jest bardzo grzeczną dziewczynką. Potem ją pogłaskał po głowie i powiedział: Otwórz buzię, to dam ci cukierka. A następnie pocałował, wkładając swój język w jej usta” – relacjonowała 28-letnia matka.

Zapłakanej dziewczynce udało się wyrwać i uciec „starszemu panu”, ale okazało się, że nie ją jedną ma na sumieniu. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, 58-letni wówczas bezrobotny Bogdan Nowacki swoją pedofilską karierę zaczął już w wieku 18 lat. A przynajmniej wtedy został skazany po raz pierwszy. Okazało się, że mężczyzna praktycznie nie wychodził z więzienia. Tym razem wypuszczono go kilka miesięcy wcześniej. Jego matka wiedziała, że to kwestia czasu, zanim znowu zostanie złapany. Dlaczego więc nic nie zrobiła?

Po raz pierwszy Nowacki został skazany w 1970 r. na karę grzywny. Potem były kolejne wyroki więzienia (w sumie było ich aż 17). Wychodził i niedługo później wracał. Za kratkami spędził aż 37 lat. Wciąż go wypuszczano, choć czyny, jakich się dopuszczał były coraz bardziej drastyczne (np. dwoje małżonków pobił młotkiem, za co odsiedział 10 lat). Do molestowania dzieci nigdy się nie przyznał. Za każdym razem twierdził, że chciał im „pomóc” i „pocieszyć”.

Zeznał, że Ani też chciał tylko pomóc. – Nie zmienię tego, że jak widzę dziecko biednie ubrane, tak latające, zawsze pomogę chętnie, czymś poczęstuję. To mi sprawia przyjemność i dziecku też. Tak samo zachowuję się do ludzi starszych i zwierząt – mówił. – Gdyby Bóg mógł przemówić, to by pani usłyszała prawdę – przekonywał.

Biegli stwierdzili, że Nowacki wykazuje cechy osobowości psychopatycznej i jest uzależniony od alkoholu. Nie mieli też wątpliwości, że ujawnia zaburzenia popędu seksualnego o typie pedofilii. Co więcej, nie odróżnia dziewczynki od dorosłej kobiety! Kiedy jednak w 2010 roku sąd chciał skierować mężczyznę na badania do seksuologa, ten zaczął krzyczeć, że jest zdrowy. Powtarzał, że nie jest pedofilem i że fałszywie go oskarżono. Nie miał zamiaru zgodzić się na badanie, a co dopiero leczenie.

Ostatecznie w 2011 r. Bogdan Nowacki został skazany na 4,5 roku więzienia. Gdy w 2016 r. wyszedł na wolność, mieszkańcy Wałbrzycha zaczęli go zauważać, jak pod szkołami nagabuje wychodzące z nich dzieci. Proponował im pójście z nim w krzaki. Choć zaczepiał w ten sposób 11 dzieci, sąd skazał go jedynie za 3 przypadki „nagabywania dzieci w celu doprowadzenia ich do tzw. innych czynności seksualnych”.

Pedofil miał wtedy 65 lat. Na wolność wyjdzie już za około cztery lata i zapewne wróci do starych zwyczajów. Czy naprawdę musi dojść do tragedii, by sąd wysłał go na przymusowe leczenie?
Źródło info i foto: Fakt.pl

Pedofil ze Świdnicy skazany na 12 lat więzienia za gwałt na 5-letnim chłopcu

Ten groźny i obrzydliwy zboczeniec długo pozostanie za kratami! Wczoraj Sąd Okręgowy w Świdnicy (woj. dolnośląskie) skazał Tomasza Ł. (29 l.) na 12 lat więzienia za skrzywdzenie 5-letniego chłopczyka. To już drugi wyrok dla pedofila.

O Tomasz Ł. głośno było dwa lata temu. Wtedy ujawniliśmy, że pedofil, skazany na 6 lat więzienia za gwałt na dziecku, przebywa na wolności. Stało się tak dlatego, że mężczyzna jest chory na stwardnienie rozsiane, porusza się na wózku i podobno nie było w w Polsce więzienia, w którym mógłby być skutecznie leczony. Dlatego został wypuszczony zza krat. Litowanie się nad bestią skończyło się tragicznie. Bo wkrótce po opuszczeniu zakładu karnego, Tomasz Ł. zgwałcił 5-letniego chłopczyka. To był syn sąsiadki. Zboczeniec skrzywdził chłopca, wszystko nagrał na telefon, a gwałtem chwalił się w sieci innym zwyrodnialcom. Dopiero, kiedy opisaliśmy ten skandal, znalazło się więzienie (z opieką medyczną), do którego trafił Tomasz Ł.

A wczoraj Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał go na 12 lat więzienia za gwałt na 5-latku. – To surowy i sprawiedliwy wyrok – mówi prokurator Marek Rusin, który oskarżał zboczeńca. – Oprócz tego, że Tomasz Ł. trafi do więzienia, to po jego wyjściu przez 10 lat nie będzie mógł zbliżać się do swojej ofiary. Tak długi wyrok daje też szansę na to, że ten człowiek już nigdy nikogo nie skrzywdzi – dodaje.

A nawet, jak minie mu kara, to wcale nie będzie oznaczało, że wyjdzie na wolność. Sąd wtedy zastanowi się, czy Tomasza Ł. nie umieścić w specjalnym ośrodku dla bestii, gdzie pozostałby do końca swych dni.
Źródło info i foto: se.pl

Jeffrey Epstein znaleziony martwy w celi. Był oskarżony o molestowanie i nakłanianie do prostytucji nieletnich dziewcząt

Dwóch strażników więziennych, którzy pilnowali przebywającego w areszcie miliardera Jeffreya Epsteina, usłyszało we wtorek zarzuty zaniedbania obowiązków i fałszowania dokumentów, by zatuszować nieprawidłowości. W sierpniu amerykański finansista, oskarżany o molestowanie i nakłanianie do prostytucji nieletnich dziewcząt, został znaleziony martwy w swojej celi. Powiesił się.

Strażnicy nie sprawdzali co pół godziny, w jakim stanie jest Epstein, chociaż wymagał tego rygor specjalnego oddziału o podniesionym poziomie bezpieczeństwa, na którym przebywał finansista, a ponadto, aby ukryć swoje zaniedbania, sfałszowali dokumentację aresztu. Prokurator generalny William Barr uznał, że w nowojorskim Metropolitan Correctional Center, gdzie przetrzymywano Epsteina w oczekiwaniu na proces, doszło do „poważnych zaniedbań”. Epsteina pozostawiono samego w celi, podczas gdy zawsze miały w niej być przynajmniej dwie osoby, nie przestrzegano też zarządzonych kontroli.

Śmierć w celi

Epstein, oskarżony o nakłanianie do prostytucji i wykorzystywanie seksualne nieletnich dziewcząt, zmarł w sobotę 10 sierpnia. W sprawie śmierci miliardera toczą się dwa śledztwa – inspektora generalnego ministerstwa sprawiedliwości oraz Federalnego Biura Śledczego (FBI). Wyjaśnień w tej sprawie zażądali członkowie komisji sprawiedliwości Izby Reprezentantów USA. 66-letniemu Epsteinowi, który utrzymywał, że jest niewinny, groziło do 45 lat pozbawienia wolności. Jego proces miał rozpocząć się w czerwcu 2020 roku. Sędzia nie zgodził się na wypuszczenie go za kaucją – choć adwokat Epsteina proponował 100 mln dolarów – nie tylko z obawy, że miliarder z łatwością zorganizuje sobie ucieczkę, ale również dlatego, że według ustaleń śledczych w ostatnich miesiącach Epstein usiłował przekupić świadków, którzy mogliby zeznawać w jego sprawie.

Miliarder seksualnym predatorem

Oprócz dowodów na próby uciszenia świadków śledczy odkryli w rezydencjach Epsteina obsceniczne fotografie nieletniej dziewczyny, określanej jako „seksualna niewolnica” miliardera. Amerykańskie kanały telewizyjne obiegło odnalezione niedawno nagranie początku przyjęcia w 1992 roku, w którym udział wzięło 28 młodych kobiet i tylko dwóch mężczyzn: obecny prezydent USA Donald Trump i Epstein. Trump nazwał sprowadzone na przyjęcie kobiety „dziewczętami z kalendarza”.

Zgodnie z aktem oskarżenia Epstein miał w latach 2002-2005 ściągać nieletnie dziewczyny do swych rezydencji, m.in. na Manhattanie oraz w Palm Beach na Florydzie, płacić niektórym dziewczynom i swoim współpracownikom za werbowanie kolejnych ofiar i zmuszać je do kontaktów seksualnych ze swymi znajomymi.

W 2007 roku Epstein został oskarżony na Florydzie o namawianie nieletnich do prostytucji, ale udało mu się zawrzeć ugodę pozasądową, dzięki której zamiast na dożywocie skazano go tylko na 13 miesięcy więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Milion złotych zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila. Sprawa w Sądzie Najwyższym

Grupa 16 tys. osób domaga się wycofania skargi kasacyjnej, jaką do Sądu Najwyższego skierowało Towarzystwo Chrystusowe. Petycję w tej sprawie złożyły dziś cztery kobiety. Przyjął je rzecznik zakonu ks. Marek Grygiel, który stwierdził, że „sprawca działał na swoje własne konto, godząc w dobre imię naszego zgromadzenia”.

prawa miliona zł zadośćuczynienia dla ofiary byłego już księdza Romana B. jest obecnie w Sądzie Najwyższym. Skarga kasacyjna złożona przez Towarzystwo Chrystusowe, które musiało wypłacić pieniądze Katarzynie, zostanie rozpatrzona 20 grudnia. Osoby, które wspierają Katarzynę mają jednak nadzieję, że zakon skargę do tego czasu wycofa. Dzisiaj w siedzibie zakonu w Poznaniu złożyli oni dwie petycje wraz z podpisami osób je popierających.

Petycje złożyły cztery kobiety, wśród których była poznańska aktywistka Agnieszka Ziółkowska. Przyjął je rzecznik zakonu ks. Marek Grygiel.

– Zebraliśmy łącznie 16 tys. podpisów pod wnioskiem o wycofanie przez państwa skargi kasacyjnej. Jedną z petycji złożyliśmy w Sądzie Najwyższym. Oprócz wycofania skargi domagamy się również sprawiedliwego składu orzekającego dla Katarzyna – mówiła Ziółkowska.

– Jestem apostatką, ale wychowałam się w rodzinie chrześcijańskiej, w duchu zadośćuczynienia za krzywdy. Mamy nadzieję, że państwo wezmą pod uwagę głos obywateli, wśród których są również wierni – podkreślała.

Co na to rzecznik zakonu? – Jest nam niezmiernie przykro za zaistniałą sytuację. W naszym zgromadzeniu nigdy nie było i nie będzie przyzwolenia na tego typu działania. Przypomnę, że sprawca działał na swoje własne konto, godząc w dobre imię naszego zgromadzenia – mówił ks. Grygiel.

Zapowiedział, że Towarzystwo Chrystusowe „pochyli się nad petycją” i w najbliższym czasie wyda w tej sprawie oświadczenie.
Źródło info i foto: onet.pl

Australia: Sąd Najwyższy rozpatrzy odwołanie kardynała George’a Pella skazanego za pedofilię

Sąd Najwyższy Australii zgodził się rozpatrzyć odwołanie, złożone przez kardynała George’a Pella, skazanego na 6 lat więzienia za czyny pedofilii w połowie lat 90. Były prefekt watykańskiego Sekretariatu ds. Ekonomii przebywa w zakładzie karnym od marca br.

Decyzję Sądu Najwyższego w Canberze ogłoszono w środę miejscowego czasu. Zaznacza się, że tym samym były watykański „minister finansów”, który od początku zapewnia, że jest niewinny, otrzymał ostatnią szansę.

Według lokalnych mediów rozprawa odbędzie się zapewne w przyszłym roku, a australijski kardynał, do niedawna bliski współpracownik papieża Franciszka, będzie czekał na nią w więzieniu w Melbourne.

78-letni kardynał Pell jest najwyższym dostojnikiem Kościoła, skazanym za pedofilię. Otrzymał wyrok, gdy uznano go winnym napaści seksualnej na dwóch 13-letnich chłopców z chóru w zakrystii katedry w Melbourne w 1996 roku. Był wtedy metropolitą tego miasta.

W sierpniu wyrok 6 lat, wydany na początku tego roku, utrzymał sąd apelacyjny stanu Wiktoria. Akt oskarżenia sporządzono na podstawie zeznań jednej z ofiar; drugi mężczyzna zmarł przed kilkoma laty.

Sąd pierwszej instancji orzekł w marcu, że kardynał Pell będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie w październiku 2022 r., gdy będzie miał 81 lat.

Dostojnik, urodzony w 1941 r. w australijskim Ballarat, był biskupem pomocniczym Melbourne w latach 1987-1996, a następnie do 2001 r. metropolitą tego miasta. W latach 2001-2014 był arcybiskupem metropolitą Sydney, mianowanym kardynałem przez Jana Pawła II. Franciszek mianował go w 2013 roku członkiem Rady Kardynałów, a rok później prefektem Sekretariatu ds. Ekonomii Stolicy Apostolskiej.

Początkowo australijski wymiar sprawiedliwości prowadził śledztwo w jego sprawie w związku z zarzutami tuszowania czynów wykorzystywania i wysłuchał jego zeznań, w których zapewniał, że nie wiedział o takich zdarzeniach w swojej diecezji. W 2017 roku kardynał Pell został formalnie oskarżony o czyny seksualnego wykorzystania nieletnich. Papież urlopował go na czas procesu, a później zdymisjonował go.

Gdy na początku tego roku purpurat został uznany jednomyślnie winnym pedofilii przez ławę przysięgłych sądu pierwszej instancji, otrzymał od Franciszka zakaz publicznego pełnienia posługi i kontaktów z nieletnimi. Jak tłumaczył wtedy Watykan, są to „środki zapobiegawcze”, zastosowane w oczekiwaniu na definitywne potwierdzenie faktów. Wyjaśniono, że Stolica Apostolska przyjmuje do wiadomości wyrok pierwszej instancji.

Gdy latem odrzucono apelację kardynała Pella, Watykan oświadczył, że z decyzją w jego sprawie czeka na zakończenie całego postępowania sądowego. Rzecznik Matteo Bruni podkreślił też, że Watykan potwierdza swój szacunek dla australijskiego wymiaru sprawiedliwości.

Bruni zaznaczył wówczas: Stolica Apostolska wraz z Kościołem w Australii potwierdza swoją bliskość z ofiarami wykorzystywania seksualnego i zaangażowanie na rzecz tego, by za pośrednictwem właściwych władz kościelnych ścigać członków duchowieństwa, którzy są za nie odpowiedzialni.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Animator kultury Marek M. skazany za 35 przestępstw pedofilskich. Wyrok podtrzymany

Wyrok 25 lat więzienia dla animatora kultury skazanego za pedofilię utrzymany przez gdański sąd apelacyjny – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. 40-letni Marek M. miał dopuścić się 35 drastycznych przestępstw pedofilskich.

Marek M. miał od sierpnia 2015 do października 2016 roku w Bydgoszczy i okolicznych miejscowościach cyklicznie wykorzystywać seksualnie siedmiu chłopców w wieku od 6 do 12 lat i kilkuletnią dziewczynkę. Swe ofiary odurzał i filmował telefonem komórkowym. W mieszkaniu skazanego znaleziono kilkaset plików z dziecięcą pornografią.

Markowi M. zarzucono przestępstwa z art. 200 Kodeksu karnego, mówiącego o seksualnym wykorzystaniu małoletnich, art. 202 dot. utrwalania treści pornograficznych z udziałem małoletnich i art. 197 Kodeksu karnego, mówiącego o podstępnym doprowadzaniu małoletnich do obcowania płciowego.

Od wyroku odwołali się obrońca i prokuratura

Od wyroku sądu pierwszej instancji w tej sprawie odwołali się zarówno obrońca Marka M., jak i prokuratura rejonowa w Bydgoszczy, która prowadziła śledztwo w tej sprawie. Obrońca wskazywał na błędy natury proceduralnej, jakich miał dopuścić się sąd pierwszej instancji, i domagał się m.in. częściowego umorzenia postępowania oraz częściowego uchylenia wyroku, a w pozostałej części – orzeczenia łagodniejszej kary.

Prokurator domagał się zaś m.in. wymierzenia surowszych tzw. kar jednostkowych – czyli orzeczonych za poszczególne przypisane oskarżonemu przestępstwa.

Jak ustalił dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, Sąd Apelacyjny w Gdańsku nie przychylił się do apelacji obrońcy, uwzględnił natomiast częściowo apelację prokuratora: wymierzył oskarżonemu surowsze kary jednostkowe.

Kara łączna jednak się nie zmieniła.

Oprócz 25 lat więzienia wobec Marka M. orzeczono także zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zbliżania do nich oraz dożywotni zakaz zajmowania stanowisk, wykonywania zawodów i działalności związanych z wychowaniem, edukacją i leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi.

Sąd podtrzymał również postanowienie, że po zakończeniu odbywania kary 25 lat więzienia Marek M. ma zostać umieszczony w zakładzie psychiatrycznym dla sprawców przestępstw przeciw wolności seksualnej popełnionych w związku z zaburzeniem preferencji seksualnych.

Wyrok jest już prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl