Arcybiskup Grzegorz Ryś publikuje oświadczenie i zdradza dane ofiary molestowania

W oświadczeniu arcybiskupa Grzegorza Rysia na zarzuty, iż miał nie zareagować na ukrywanie księdza pedofila przez bp. Dziubę, pojawiło się imię i nazwisko osoby wykorzystywanej seksualnie przez duchownego. – To pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem z jego strony – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

W reportażu dziennikarzy OKO.press Daniela Flisa i Sebastiana Klauzińskiego opublikowanym 2 września dotyczącym historii pana Janusza pojawił się zarzut, że abp. Ryś już w maju 2019 roku otrzymał od prymasa Wojciecha Polaka zawiadomienie o skardze na “ukrywanie przez ks. biskupa Andrzeja Dziubę sprawy księdza pedofila, księdza Piotra S.” i nic z tą informacją nie zrobił.

„Dochodzenie w sprawie biskupa Dziuby abp Ryś wszczął dopiero w czerwcu 2020 roku, gdy Janusz zwrócił się do niego bezpośrednio” – piszą autorzy reportażu.

W środę rano na stronie archidiecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, który stwierdził, że Interpretację faktów dziennikarzy OKO.press uważa on „za stronniczą, świadomie krzywdzącą i godzącą w moje dobre imię”. Metropolita łódzki przedstawił też bieg wydarzeń dotyczący ks. Piotra S. prezentując pismo, jakie dotarło do niego od Prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka.

Problem w tym, że z pisma nie usunięto nazwiska osoby pokrzywdzonej, natomiast usunięto nazwisko księdza, który miał się dopuścić wykorzystywania seksualnego. Po kilku godzinach błąd został naprawiony.

„Z pisma tego wynika jednoznacznie, iż Ksiądz Prymas poinformował Pana Janusza S. o tym, że powinien się zwrócić do mnie z zawiadomieniem o możliwych zaniedbaniach ze strony bpa Andrzeja Dziuby. Wskazuje na to jednoznacznie także i fakt, że kancelaria Księdza Prymasa nie przekazała mi żadnego kontaktu do Pana S., żadnego adresu, nawet e-mail. Miałem więc słuszne prawo oczekiwać, iż pokrzywdzony wkrótce zwróci się do mnie z odpowiednim zawiadomieniem. Nie uczynił tego jednak przez cały rok” – tłumaczy swoje zachowanie abp Ryś.

„To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane”

– Mam nadzieję, że to niedopatrzenie, a nie świadome działanie. Jednak nazwisko pokrzywdzonego poszło w eter. To potęguje brak zaufania do Kościoła – uważa Artur Nowak, który zajmuje się m.in. obroną osób pokrzywdzonych przez duchownych.

Jego zdaniem, znamienne jest to, że w pierwotnej wersji komunikatu dane ofiary zostały upublicznione, natomiast w dane sprawcy wykorzystywania seksualnego nie.

– To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane. Uważam, że gdyby nie presja mediów, biskupi dalej byliby bezkarni. Arcybiskup Ryś zamiast opowiadać, że dziennikarze naruszają jego dobra osobiste, powinien wziąć się do roboty. Na razie sam naruszył dobra osobiste ofiary – dodaje w rozmowie z Onetem Nowak.

– Nie wierzę w takie przypadki. W takich sytuacjach oświadczenie zwykle jest pisane przez prawnika kurii, sprawdza je kanclerz, przechodzi przez rzecznika prasowego, a na koniec podpisuje je biskup. Nie sądzę, by nikt nie wyłapał takiego błędu – dodaje inny prawnik, który od lat zajmuje się tematem pedofilii w kościele katolickim.

Poprosiłem o komentarz również pana Janusza, bohatera reportażu OKO.press, ale ten nie chciał się wypowiedzieć w tej sprawie.

Faktem jest, że arcybiskup Grzegorz Ryś oraz kuria archidiecezji łódzkiej nie tylko naruszyła dobra osobiste pokrzywdzonego, ale również naruszyła zapisy instrukcji motu proprio Vos estis lux mundi, wydanej w 2019 r. przez papieża Franciszka w celu ochrony osób wykorzystywanych seksualnie przez osoby duchowne.

W art. 5 ust. 1 czytamy: „Władze kościelne są zobowiązane, aby ci, którzy twierdzą, że są poszkodowani, wraz ze swoimi rodzinami, byli traktowani z godnością i szacunkiem”.

Natomiast w ust. 2 przykazano: „Należy chronić wizerunek i sferę prywatną zaangażowanych osób, jak również poufność danych osobowych”.

– Oświadczenie arcybiskupa jest dla mnie pokrętną formą uzasadniania swojej bierności w sprawie pana Janusza. Opublikowanie jego nazwiska i tłumaczenie, że nie podjęło się żadnych działań w sprawie przez rok, pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem ze strony. Skoro ofiara się nie zgłaszała, to właśnie abp Ryś mógł sam nawiązać taki kontakt – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

Przypomnijmy, że w niedawnym liście skierowanym do wiernych diecezji kaliskiej abp Ryś pisał, że w obliczu skandali wykorzystywania seksualnego trzeba skupić się na dobru człowieka. „Zwłaszcza osoba skrzywdzona i wykorzystana. Zwłaszcza osoba, która nie ma możliwości dochodzenia i ochrony swoich praw. Dobro osoby jest najwłaściwszym uzasadnieniem poddania się najpierw Bożym przykazaniom” – przekazał wtedy metropolita łódzki.

Arcybiskup nie odpowiada na pytania, ale przeprasza

Zadzwoniłem do rzecznika prasowego kurii archidiecezji łódzkiej ks. Pawła Kłysa z pytaniem, dlaczego abp Ryś opublikował personalia ofiary księdza pedofila. Dowiedziałem się od niego jedynie, że w oświadczeniu nie padło słowo „ofiara”. Drogą mailową zapytałem, czy ordynariusz łódzki zdaje sobie sprawę z krzywdy, jaką wyrządził panu Januszowi. Do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymałem odpowiedzi.

Po godz. 17.30 na stronie diecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, w którym przeprosił pana Janusza.

„W pierwotnym tekście mojego oświadczenia zamieszczonego na stronie Archidiecezji Łódzkiej i innych mediach znalazło się nazwisko osoby poszkodowanej. Nie powinno się tak stać. Bardzo przepraszam. Nie chciałem naruszyć niczyich dóbr osobistych ani – tym bardziej – pomnażać już doznanych cierpień. Chciałem jedynie udzielić szczegółowych wyjaśnień w związku z postawionymi mi zarzutami. Jeszcze raz przepraszam” – napisano.

Papież wyznaczył arcybiskupa Grzegorza Rysia na administratora apostolskiego diecezji kaliskiej
Grzegorz Ryś w lipcu br. przejął obowiązki bp. Edwarda Janiaka, jednego z negatywnych bohaterów filmu braci Sekielskich o pedofilii w Kościele. Był to efekt decyzji papieża Franciszka, który wyznaczył abp. Rysia na administratora apostolskiego sede plena diecezji kaliskiej.

– Rozwiązanie sytuacji w diecezji kaliskiej jest warunkiem dalszego i owocnego podjęcia tego, do czego powołany jest Kościół, to znaczy ewangelizacji – mówił krótko po tym metropolita łódzki.

– Prawo, tak kanoniczne, jak i państwowe, jest tu jasne: otrzymawszy zgłoszenie, biskup ma obowiązek uruchomić dochodzenie wstępne i jego wyniki przekazać do Stolicy Apostolskiej, i następnie postępować zgodnie z poleceniami Kongregacji Doktryny Wiary. Jeśli natomiast mówimy o państwowym wymiarze prawnym, to biskup ma obowiązek zgłoszenia do prokuratury możliwości popełnienia przestępstwa – przypomniał abp Ryś.

Onet ujawnił z kolei, że nie tylko biskup Janiak jest podejrzewany o tuszowanie przestępstw.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest list gończy za ukrywającym się pedofilem. Poszukiwany to 47-letni Andrzej Ziębicki

Pedofil z Łodzi ukrywa się od czterech lat. Sąd wydał za nim list gończy. Skazany za pedofilię Andrzej Ziębicki nie stawił się w więzieniu. Szuka go policja w całej Europie. Andrzej Ziębicki (47 l.) z Łodzi od 2016 roku jest nieuchwytny, choć ściga go policja niemal na całym świecie. Sąd skazał go na 2,5 roku więzienia za pedofilię i posiadanie pornografii dziecięcej.

Andrzej Ziębicki został zatrzymany przez policję i aresztowany przez sąd w lipcu 2014 roku, a w marcu 2015 roku zwolnił z aresztu jeszcze przed ogłoszeniem wyroku. Ten zapadł 29 czerwca 2015 r. Sąd Rejonowy Łódź Śródmieście uznał oskarżonego winnym popełnienia zarzucanych przez prokuraturę czynów i za pedofilię oraz posiadanie pornografii dziecięcej skazał oskarżonego na dwa i pół roku więzienia i czteroletni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną. Kiedy w grudniu 2015 roku po apelacji sąd okręgowy utrzymał wyrok skazujący, oskarżony powinien zgłosić się do więzienia, by odbyć co najmniej dziewięć miesięcy kary (sąd zaliczył mu na poczet kary 9–miesięczny pobyt w areszcie, a po 18 miesiącach mógłby ubiegać się o zwolnienie warunkowe).

Pedofil na wolności oczekiwał na prawomocny wyrok. Musiał tylko raz w tygodniu meldować się w komisariacie policji. On jednak nie zamierzał trafić do celi. Uciekł i od czterech lat się ukrywa. – Oskarżony nie stawił się w wyznaczonym terminie do właściwej jednostki penitencjarnej celem odbycia kary pozbawienia wolności – informuje nas sędzia Damian Krakowiak rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi. – Postanowieniem z dnia 23 czerwca 2016 r. zarządzono poszukiwania Andrzeja Z. listem gończym. Z uwagi na bezskuteczność poszukiwań oraz informację, że oskarżony przebywa poza granicami kraju Sąd Rejonowy dla Łodzi – Śródmieścia w Łodzi wystąpił o wydanie europejskiego nakazu aresztowania. Takie orzeczenie w listopadzie 2019 r. wydał Sąd Okręgowy w Łodzi.

Policja prosi o kontakt osoby, które wiedzą, gzie przebywa poszukiwany. Osobom, które pomogą w ujęciu groźnego pedofila policja zapewnia anonimowość.

List gończy na stronie łódzkiej policji

Na stronie internetowej łódzkiej policji czytamy: – Wszelkie informacje mogące mieć znaczenie w zatrzymaniu poszukiwanego proszę kierować do I Komisariatu Policji KMP w Łodzi ul. Sienkiewicza 28/30. Telefon 42 6651485 (Zespół Poszukiwań i Identyfikacji Osób I KP KMP w Łodzi), na telefon 42 6651401 (oficer dyżurny I KP KMP w Łodzi) albo całodobowo na numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawa zaginięcia Madeleine McCann. Przyjaciel podejrzanego, jest przekonany o jego winie

Przyjaciel pedofila przerywa milczenie! Michael Tatschl, który przez osiem miesięcy siedział w więzieniu z głównym podejrzanym w sprawie zaginięcia Madeleine McCann, potwierdza podejrzenia policjantów. – Wiem, że on to zrobił, powinien się przyznać – wyznaje Tatschl w wywiadzie dla „The Telegraph”.

Siedzili razem w więzieniu przez długich osiem miesięcy, a kiedy wyszli na wolność, mieszkali w jednym domu. Przez ten czas Michael Tatschl zdążył doskonale poznać swojego kumpla z więziennej celi, Christiana Bruecknera. Dziś opowiada, że już rok temu był przesłuchiwany przez policję, a teraz udzielił wywiadu „The Telegraph”. – Wiem, że on to zrobił – wyznaje dziś kryminalista, skazywany zresztą za kradzieże, nie za pedofilię. – Mówił o porywaniu dzieci i sprzedawaniu ich do Maroka. Najpierw myślałem, że to żart – dodaje.

– Wszyscy wiedzieli, że to zboczeniec. Cały czas siedział na dark webie. Widziałem też jego kampera, to była droga rzecz, Myślałem najpierw, że kupił go za pieniądze z umowy narkotykowej, ale potem doszedłem do wniosku, że to pieniądze ze Maddie. Powinien się przyznać policji i zamknąć tę całą sprawę – podsumowuje dawny przyjaciel niemieckiego pedofila. Brueckner siedzi teraz w więzieniu w związku z innymi przestępstwami. Utrzymuje, że nie ma nic wspólnego ze zniknięciem Maddie. 4-latka zniknęła z pokoju hotelowego w portugalskim kurorcie w 2007 roku.
Źródło info i foto: se.pl

Toruń: Ofiara księdza pedofila domaga się od diecezji 1 mln złotych

W czwartek ruszył w Sądzie Okręgowym w Toruniu proces cywilny ws. zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila. Mariusz Milewski domaga się od diecezji toruńskiej 1 mln zł, gdyż był ofiarą molestowania przez ks. Jarosława P. Duchowny został prawomocnie skazany w 2016 r.

W 2016 r. Sąd Rejonowy w Nowym Mieście Lubawskim skazał Jarosława P. za molestowanie małoletniego Milewskiego (zgadza się na podanie swojego nazwiska – red.) w latach 2000-2009 na trzy lata więzienia. Według Milewskiego, wyrok uprawomocnił się w 2107 r., a od 2018 r. ks. Jarosław P. odbywa wyrok. W zeszłym roku Sąd Najwyższy nie uwzględnił kasacji wniesionej przez skazanego.

Proces jest niejawny i toczy się za zamkniętymi drzwiami.

– Mogę potwierdzić rozpoczęcie procesu – powiedział po wyjściu z sali rozpraw pełnomocnik Milewskiego adwokat Laszlo Schlesinger.

Sam Milewski powiedział, że postępowanie zostało odroczone do 5 maja ze względów formalnych.

– Kuria umywa ręce, tak jak to było do tej pory. Jest to dla mnie bardzo stresujące. Myślałem, że Kościół, tak jak to głosi wszem i wobec, będzie kierował się miłosierdziem, ale widać, iż staje on po drugiej stronie chcąc, aby mój stan psychiczny był jeszcze gorszy – podkreślił Milewski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Świebodzice: Atak pedofila na jednym z osiedli

„To nie było tak, jak mamusia mnie całuje na dobranoc” – wyznała Ania w czasie procesu. Została skrzywdzona na jednym z osiedli w Świebodzicach (woj. dolnośląskie). Tam, gdzie czuła się zawsze najbezpieczniej. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, Bogdan Nowacki to pedofil, który od lat molestuje małe dzieci, ale konsekwentnie odmawia leczenia. Państwo jest bezradne?

Wszystko wydarzyło się 17 sierpnia 2010 roku. To wtedy roztrzęsiona mama 7-letniej Ani zawiadomiła policję, że jej córka została skrzywdzona, gdy bawiła się z koleżanką na podwórku w Świebodzicach. Najpierw próbował z Olą, której torebka wkręciła się w szprychy roweru. Gdy mu się nie udało, zaciągnął do bramy Anię. „Powiedział jej, że jest bardzo grzeczną dziewczynką. Potem ją pogłaskał po głowie i powiedział: Otwórz buzię, to dam ci cukierka. A następnie pocałował, wkładając swój język w jej usta” – relacjonowała 28-letnia matka.

Zapłakanej dziewczynce udało się wyrwać i uciec „starszemu panu”, ale okazało się, że nie ją jedną ma na sumieniu. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, 58-letni wówczas bezrobotny Bogdan Nowacki swoją pedofilską karierę zaczął już w wieku 18 lat. A przynajmniej wtedy został skazany po raz pierwszy. Okazało się, że mężczyzna praktycznie nie wychodził z więzienia. Tym razem wypuszczono go kilka miesięcy wcześniej. Jego matka wiedziała, że to kwestia czasu, zanim znowu zostanie złapany. Dlaczego więc nic nie zrobiła?

Po raz pierwszy Nowacki został skazany w 1970 r. na karę grzywny. Potem były kolejne wyroki więzienia (w sumie było ich aż 17). Wychodził i niedługo później wracał. Za kratkami spędził aż 37 lat. Wciąż go wypuszczano, choć czyny, jakich się dopuszczał były coraz bardziej drastyczne (np. dwoje małżonków pobił młotkiem, za co odsiedział 10 lat). Do molestowania dzieci nigdy się nie przyznał. Za każdym razem twierdził, że chciał im „pomóc” i „pocieszyć”.

Zeznał, że Ani też chciał tylko pomóc. – Nie zmienię tego, że jak widzę dziecko biednie ubrane, tak latające, zawsze pomogę chętnie, czymś poczęstuję. To mi sprawia przyjemność i dziecku też. Tak samo zachowuję się do ludzi starszych i zwierząt – mówił. – Gdyby Bóg mógł przemówić, to by pani usłyszała prawdę – przekonywał.

Biegli stwierdzili, że Nowacki wykazuje cechy osobowości psychopatycznej i jest uzależniony od alkoholu. Nie mieli też wątpliwości, że ujawnia zaburzenia popędu seksualnego o typie pedofilii. Co więcej, nie odróżnia dziewczynki od dorosłej kobiety! Kiedy jednak w 2010 roku sąd chciał skierować mężczyznę na badania do seksuologa, ten zaczął krzyczeć, że jest zdrowy. Powtarzał, że nie jest pedofilem i że fałszywie go oskarżono. Nie miał zamiaru zgodzić się na badanie, a co dopiero leczenie.

Ostatecznie w 2011 r. Bogdan Nowacki został skazany na 4,5 roku więzienia. Gdy w 2016 r. wyszedł na wolność, mieszkańcy Wałbrzycha zaczęli go zauważać, jak pod szkołami nagabuje wychodzące z nich dzieci. Proponował im pójście z nim w krzaki. Choć zaczepiał w ten sposób 11 dzieci, sąd skazał go jedynie za 3 przypadki „nagabywania dzieci w celu doprowadzenia ich do tzw. innych czynności seksualnych”.

Pedofil miał wtedy 65 lat. Na wolność wyjdzie już za około cztery lata i zapewne wróci do starych zwyczajów. Czy naprawdę musi dojść do tragedii, by sąd wysłał go na przymusowe leczenie?
Źródło info i foto: Fakt.pl

Henryk Kukuła wychodzi na wolność. Seryjny morderca i pedofil wciąż niebezpieczny

Henryk Kukuła, polski seryjny morderca i pedofil, zwany Monstrum z Chorzowa kończy wyrok 25 lat więzienia. Jak informuje katowicka ”Gazeta Wyborcza”, wciąż nie wiadomo, czy mężczyzna trafi do specjalnego ośrodka zamkniętego. 

Henryk Kukuła od najmłodszych lat sprawiał problemy wychowawcze. Był agresywny wobec rówieśników. W 1980 roku, gdy miał 14 lat, zamordował 5-letnią dziewczynkę. Po śmierci zbezcześcił zwłoki, wkładając palce do jej pochwy. 

Kukuła został umieszczono w zakładzie wychowawczym w Krupskim Młynie. W czasie pobytu w ośrodku skatował na śmierć i zgwałcił 9-letniego syna wychowawcy. Za zbrodnię został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. 

Na mocy amnestii z grudnia 1989 roku wyrok obniżono do 10 lat. W kwietniu 1990 roku Kukuła opuścił zakład karny, a w lipcu 1990 roku zgwałcił i zamordował w Rudzie Śląskiej dwóch braci. Za tę zbrodnię został skazany na 25 lat więzienia. Do wyroku doliczono mu 3 lata i 9 miesięcy pozbawienia wolności, które pozostały do odbycia z wcześniejszego wyroku. Dodatkowy rok pozbawienia wolności, Kukuła otrzymał za napaść na strażnika więziennego. 

Henryk Kukuła, monstrum z Chorzowa, zostanie objęty ustawą o bestiach? 

Henryk Kukuła w 2020 roku skończy odbywać karę w więzieniu w Rzeszowie. ”Gazeta Wyborcza” przypomina, że seryjny morderca z Chorzowa może zostać objęty tzw. ustawą o bestiach i skierowany do specjalnego zamkniętego ośrodka w Gostyninie. 

Wniosek do sądu o przeniesienie Kukuły do Gostynina musi złożyć dyrektor zakładu karnego na osiem miesięcy przed zakończeniem kary. Tomasz Mucha z Sądu Okręgowego w Rzeszowie poinformował, że do czwartku, 12 września takie pismo nie wpłynęło.

Roman Hula, który zatrzymał Kukułę po jego pierwszym morderstwie przestrzega, by do sprawy podejść poważnie. – Jeśli ten człowiek wyjdzie na wolność, będzie zabijał dalej – mówi w rozmowie z ”GW”. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Dziennikarz ujawnił nazwisko muzyka, który miał seksualnie molestować dzieci

„Nie ma już żadnych wątpliwości. Krzysztof Sadowski, wielka postać jazzu, wieloletni prezes Polskiego Towarzystwa Jazzowego, współtwórca »Tęczowego Music Box«, działacz Jazz Jamboree i innych programów, nauczyciel setek, a może i tysięcy dzieci, był pedofilem” – napisał na Facebooku dziennikarz Mariusz Zielke. Poinformował, że po zebraniu materiału skieruje doniesienie do prokuratury. Była żona muzyka Liliana Urbańska staje w jego obronie i twierdzi, że oskarżenia pochodzą od osoby chorej psychicznie.

Według dziennikarza „ta sprawa będzie bardzo bolesna dla całego środowiska, które w dużej części wiedziało i kryło pedofilię”.

Dalej wskazuje, że jest „przerażony myślą, co musi dziś czuć rodzina, bliscy i znajomi pana Krzysztofa, ale nie mam wyjścia, nie mogę tego ukryć, to obiecałem i czytelnikom i ofiarom”.

„Ofiary zasługują na współczucie i prawdę. Ich relacje są bardzo mocne. Relacji jest zbyt wiele, żeby były nieprawdziwe. Krzysztof Sadowski zniszczył życie wielu utalentowanym ludziom, wielu innym próbował. Po zebraniu materiału skieruję doniesienie do prokuratury” – czytamy w jego wpisie.

Z relacji Zielkego wynika, że dziewczynki miały być gwałcone w domu muzyka, gdzie zamykano je w piwnicy na noc. Wśród wymienionych miejsc, w których miało dochodzić do tego czynu, pojawiają się też samochód oskarżanego artysty i siedziba jednego z najważniejszych polskich stowarzyszeń muzycznych.

Była żona Sadowskiego Liliana Urbańska w rozmowie z wp.pl twierdzi, że oskarżenia pochodzą od osoby „chorej psychicznie”. – Próbowała wyciągnąć od nas pieniądze. Mąż płacił za jej leczenie – mówi Urbańska.

– Uważam, że to są pomówienia. Oskarża dziewczynka sprzed 25, prawie 30 lat. Leczyła się psychiatrycznie i teraz jako osoba dorosła chce wyłudzić od nas pieniądze – dodaje.

Ofiary, o których mówi dziennikarz, miały „więcej niż 10 lat, ale mniej niż 15”. Muzyk miał kontakt z setkami dzieci.
Źródło info i foto: TVP.info

75-letni pedofil molestował 6-letnią córkę znajomych. Twierdzi, że dziecko go uwiodło

75-letni pedofil molestował córeczkę znajomych. Całą winą obarczył dziecko i uważa, że jest „dobrym chrześcijaninem”.

Pedofil molestował córkę znajomych

75-latek pochodzący z południowej Afryki – Cornelus Bezuidenhout – molestował 6-letnią córkę znajomych. Mężczyzna nie widzi swojej winy tłumacząc, że jest przykładnym chrześcijaninem, a dziecko świadomie go uwiodło. Należy podkreślić, iż Bezuidenhout również jest ojcem pięciorga dzieci. Fakt ten nie powstrzymał go jednak przed notorycznym molestowaniem córki nowych znajomych, którą się opiekował.

Okoliczności przestępstwa

Do zdarzenia doszło w Melbourne, w Australii, gdzie obecnie mieszka Cornelus. Mężczyzna zajmował się wówczas 6-letnią córeczką nowopoznanych znajomych. Podczas nieświadomości rodziców wielokrotnie molestował dziewczynkę po odebraniu z przedszkola, podczas wspólnych wycieczek do parku i zabaw lalkami. Sytuacja wyszła na jaw dopiero, gdy przerażone dziecko zaczęło błagać rodziców, by zabronili 75-latkowi zbliżać się do ich domu. Z początku próbowała wyjaśnić, iż opiekun „nie jest tak miły, jak się wydaje”. Dopiero później przyznała, że Cornelus Bezuidenhout dotykał ją w niewłaściwy sposób.

Pedofil nie widział swojej winy

75-latek z początku nie przyznawał się do winy. Dopiero z czasem potwierdził, że dopuścił się napaści seksualnej na dziecku w wieku poniżej 16 lat. Pedofil próbował przekonywać policjantów, że jest „dobry chrześcijaninem”, całe zdarzenie były zabawą, a dziewczynka „dobrze wiedziała, co robi”. Według informacji podanych przez „Daily Mail” mężczyzna został skazany na 22 miesiące więzienia. O warunkowe zwolnienie może się ubiegać po 10 miesiącach, jednak wcześniej (za ok 7 miesięcy) ma zostać deportowany do RPA. Żona Bezuidenhouta złożyła już papiery rozwodowe.
Źródło info i foto: wp.pl

Pedofil Mariusz Trynkiewicz uhonorowany na festiwalu w Łodzi!

3 listopada w Łodzi odbędzie się festiwal tatuażu Tattoo Days. Organizatorzy reklamują wydarzenie możliwością spotkania ponad 300 tatuatorów z Polski i Europy, pokazami mody, burleską, koncertami a także wystawą pt.: „Twórczość zza krat”. W ramach tego wydarzenia, uczestnicy będą mogli „podziwiać” obrazy autorstwa Mariusza Trynkiewicza – skazanego za zabicie i molestowanie czterech chłopców z Piotrkowa Trybunalskiego. Co ciekawe, organizator zapewnia, że Tattoo Days jest „imprezą dla całych rodzin”, także dla najmłodszych.

3 listopada do Hali Expo w Łodzi zjadą tatuażyści z całej Europy. To właśnie tam odbędzie się 11. edycja Tattoo Days. Wydarzenie będzie obfitować w wiele atrakcji: pokazy mody, burleskę, mistrzostwa w strzyżeniu bród oraz koncerty (gwiazdą będzie Quebonafide). Nas jednak zainteresowała wystawa organizowana przez Polskie Muzeum Tatuażu, na której zostaną zaprezentowane prace polskich więźniów.

W zbiorach znalazły się także dzieła Mariusza Trynkiewicza. Organizator nie precyzuje, czy chodzi o „szatana z Piotrkowa”, być może mamy do czynienia ze zbieżnością nazwisk. Przy czym sam fakt wspominania o pedofilu, który z zimną krwią zabił czterech chłopców, a ich ciała spalił w lesie, jest kiepskim pomysłem na rozreklamowanie imprezy. Tym bardziej, że jeśli wierzyć opisowi – mogą w niej uczestniczyć całe rodziny.

Warto nadmienić, że w 2014 roku pod ostrzałem opinii publicznej znalazła się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która jak ustalił dziennik.pl, sprzedawała na swoich aukcjach obrazy więźniów zakładu karnego w Strzelcach Opolskich, gdzie karę odbywał Trynkiewicz. Na licytację miały trafić także obrazy jego autorstwa, które namalował podczas zajęć arteterapii (wykorzystywanej w resocjalizacji). Fundacja tłumaczyła później, że obrazy przekazane przez zakład karny są zazwyczaj anonimowe. Nie wiadomo również przez kogo zostały kupione i za ile.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Australia: Scott Morrison oficjalnie przeprosił ofiary pedofilii

Szef australijskiego rządu Scott Morrison oficjalnie przeprosił w imieniu narodu osoby, które jako dzieci stały się ofiarami przestępstw seksualnych. W przemówieniu w siedzibie parlamentu w Canberze Morrison podkreślił, że cały naród musi zdać sobie sprawę z ich cierpień i powiedzieć „przepraszam”. Morrison przemawiał po zakończeniu długotrwałego śledztwa specjalnej komisji, która badała zakres tego zjawiska i reakcje na nie odpowiednich instytucji państwa. Jak wskazał szef rządu, „nadszedł czas aby Australia, jako naród, zdała sobie sprawę z tego, że nie słuchaliśmy, nie wierzyliśmy i nie wymierzaliśmy sprawiedliwości (sprawcom – red.)”. – Mówimy: przepraszam – dodał.

„Australia mierzy się dziś z traumą”

– Wasza podróż do miejsca, w którym dziś jesteście była długa i bolesna, niezależnie od tego, czy siedzicie tutaj z nami w tej sali, w innym miejscu w stolicy kraju, w swoim salonie, w swoim łóżku, nie mogąc dziś wstać i odezwać się do innej osoby – mówił Morrison do zgromadzonych. – Zdajemy sobie z tego sprawę i witamy was dziś, gdziekolwiek jesteście – dodał.

Morrison mówił, że „Australia mierzy się dziś z traumą i wstrętem, ukrywając się na widoku za długo, o wiele za długo”. Deputowani do parlamentu po przemówieniu wstali i uczcili ofiary minutą ciszy. Jak informuje agencja Associated Press, wygłoszonej w poniedziałek mowie premiera przysłuchiwały się setki ofiar. Rząd australijski ogłosił plany powołania muzeum i ośrodka badawczego, które będą poświęcone podnoszeniu świadomości i znaczenia problemu przestępstw seksualnych wobec dzieci.
Źródło info i foto: tvn24.pl