Jak Kościół zamiata sprawę pedofilii pod dywan

Przedstawiamy nagranie dziennikarza Marka Radziszewskiego z kwietnia 2019 roku, na którym zarejestrowano, jak siostra zakonna wyraźnie sugeruje mu, by odpuścił sprawę tuszowania pedofilii przez biskupa Edwarda Janiaka. Mówi, że jeśli posłucha jej rady i zostawi temat to „wtedy będzie niebo dla niego szeroko otwarte”.

Marek Radziszewski opowiada nam, że w kwietniu 2019 roku chciał dostać się do biskupa Edwarda Janiaka, by zweryfikować doniesienia prasowe na temat ks. Edwarda P., który został w 2002 r. skazany za molestowanie chłopców. W kwietniu 2019 roku portal OKO.Press ujawnił, że skazany od kilku miesięcy odprawiał msze i spowiadał w Sobótce na Dolnym Śląsku. Prowadził też wielkopostne rekolekcje dla dzieci.

Radziszewski chciał ustalić, czy biskup Janiak, kiedy przebywał w diecezji wrocławskiej, ma coś wspólnego z tuszowaniem czynów Edwarda P., jak sam mówi na nagraniu: najprawdopodobniej nie wszczęto wówczas postępowania.

– W budynku kurii diecezjalnej przyjął mnie rzecznik, wysłuchał pytań, odpowiedzi nie otrzymałem. Nie umożliwiono mi spotkania z biskupem. Ustaliłem jednak, że biskup często przebywa w budynku przy katedrze kaliskiej. Informacja pochodziła od kaliskiego dziennikarza, a wykonujący na miejscu pracę remontowe potwierdzili ją. Po wejściu do budynku natknąłem się na siostrę, która spytała się, o co chodzi – opowiada.

Radziszewski mówi siostrze, że chodzi o pedofilię i wyjaśnia, że kiedy biskup Janiak był jeszcze w diecezji wrocławskiej, najprawdopodobniej nie wszczęto postępowania przeciwko Edwardowi P. Siostra poprawia dziennikarza, mówiąc, że chodzi o Juliusza (zapewne mając na myśli zmarłego Juliusza Peatza), natomiast gdy Radziszewski podkreśla, że chodzi o Wrocław, ta zdaje się rozumieć, o co chodzi.

„Zostawmy to Panu Bogu”
– No i co, chcecie rozdmuchać to? A Pan Jezus co na to powie? – pyta i zaczyna sugerować, że dziennikarz powinien temat zostawić.

– Zostawmy to Panu Bogu – proponuje. – Będzie pan kiedyś niebo miał za to – obiecuje oraz dodaje, że szef dziennikarza również „będzie miał niebo”.

– No co zrobić, jak człowiek jest słaby? I ja jestem grzeszna, i pan, i ten biskup też. No i co zrobić, czy to trzeba rozdmuchiwać? Nie. Bo on może już sto razy żałował za te grzechy. Nie wiemy tego. Ja bym tak radziła panu: jest wielki post i pan może być apostołem wspaniałym. Powiedzieć, że jedna siostra powiedziała: czy możemy jednak tak zrobić, żeby to zostawić panu Bogu i nie rozdmuchiwać – sugeruje Radziszewskiemu.

– Wie pan, jaką pan będzie miał zasługę w niebie kiedyś? Pan jest młodziutki, ale za sto lat, pan odejdzie kiedyś. I wtedy będzie niebo dla pana otwarte szeroko. Naprawdę, mówię to z całą przyjemnością. Dobrze, że pan na mnie trafił – dodaje i kontynuuje w tonie, który może sugerować, że siostra wie o zaniechaniach biskupa.

– Co z tego, że biskup panu odpowie, bo może pod presją być (…) i będzie pan miał smutek w sercu, że tak powyciągaliście – mówi i znów sugeruje, żeby odpuścić. – Ja gwarantuję panu, że pan pracy nie straci. Pan będzie miał za to niebo otwarte kiedyś i może ten dyrektor – mówi o przełożonych Radziszewskiego.

Siostra mówi jasno: (…) pan to zostawi, spraw brudnych nie rozdmucha i naprawdę pan zobaczy, po dzisiejszym dniu, jak pan Bóg będzie panu błogosławił. (….) Warto. Z mojej strony, z mojego punktu widzenia, warto – zapewnia i dodaje, że może za odpuszczenie sprawy wziąć odpowiedzialność.

– Ja wiem, że pan jest narażony, tak. Bo to jest sprawa poważna, ale(…) może pan wszystko na mnie zwalić, tak – mówi.

Czy siostra zna sprawę?

Gdy Radziszewski odpowiada, że chce jedynie zadać biskupowi pytania, siostra zmienia nieco ton.

– Pan chce się dostać do tego człowieka, który brzydko postępował, tak? – pyta siostra.

– Ja nie wiem, czy brzydko, może to jest nieprawda. Może trzeba tylko sprostować – odpowiada dziennikarz.

Aha, bo pan jedzie w celu weryfikacji? – dopytuje i stwierdza: – Ja myślałam, że pan jest (…) nastawiony na to, że to się stało.

– Ja bym postawiła wszystko na Pana Boga. I bym pominęła. Naprawdę, ja bym tak zrobiła – kończy rozmowę siostra.

– Z tego co ustaliłem, siostra ma na imię Klaudia. Jej następczyni poinformowała mnie w sobotę, że siostra Klaudia już tam nie pracuje i gdzieś wyjechała – mówi nam. Odpowiedzi na swoje pytania dot. biskupa Janiaka nigdy nie uzyskał.

„Milczeć dla dobra wszystkich”

Z Markiem Radziszewskim spotkaliśmy się w sobotę pod kaliską Katedrą, gdy usiłowaliśmy dotrzeć do biskupa Napierały przed uroczystościami wyświęcania nowych diakonów. Napierała zastępował Janiaka, który po naszych publikacjach został odsunięty.

Nie udało nam się porozmawiać z biskupem ani przed uroczystościami, ani tuż po nich. Zalecał nam modlitwę i wejrzenia we własne sumienia. W samych uroczystościach niedane nam było uczestniczyć. Katedrę zamknięto przed nami na cztery spusty, pozdrowiono nas środkowym palcem. Homilii oraz nauk dla młodych diakonów wysłuchaliśmy następnego dnia, za pośrednictwem telewizji diecezjalnej.

Po wyświęceniu diakonów biskup przytoczył przypowieść o cudzołożnicy. Dlaczego akurat tę? By pokazać młodym księżom, jak odpowiadać na pytania „nieraz podstępne, bardzo obłudne, pełne hipokryzji”

– Ja nie spotkałem jeszcze nikogo, komu zależy na Kościele, żeby o kapłanach mówił źle – stwierdził. – Ktoś, komu na Kościele zależy – według hierarchy – „bardzo boleje, gdy jakiemuś księdzu potknie się noga, gdy dopuści się grzechu, ale nie potępia”.

Ale dlaczego nie potępia?

– Ponieważ chce być w prawdzie. A prawda mu mówi, że on też jest grzechem dotknięty – wyjaśnił Napierała.

– Człowiek nieraz sięga po grzech, bo mu się wydaje, że będzie miał przyjemność, że tak będzie dobrze. Ale skoro grzech popełni, zwłaszcza grzech obłudy – podkreślił biskup – a ma jeszcze trochę uczciwości w sobie, to zamilknie – kontynuował, zmierzając do opowieści o Jezusie i cudzołożnicy.

Przypomniał, że gdy przyprowadzono kobietę przed oblicze Jezusa i żądano, by ją ukamienować, On milczał, mimo że naciskano, by zajął jasne stanowisko.

– Co mówisz, co powiesz? – opowiadał Napierała i od razu tłumaczył intencje tłumu: – Im nie chodziło o dobro tej kobiety. Im w ogóle nie chodziło o dobro. Im chodziło o to, żeby uderzyć w Pana Jezusa – argumentował. – A Pan Jezus milczał. Bo są sytuacje, że trzeba milczeć dla dobra wszystkich. Dla dobra wszystkich – podkreślił stanowczo, mówiąc, że gdy wszyscy odeszli, Jezus kobiety nie potępił.

– Taki jest nasz Pan. Taki jest Bóg, ten, któremu zależy na człowieku. Ten, któremu naprawdę zależy na dobru. Taki jest nasz Bóg. Kocha, wszystkich kocha. I oskarżycieli też, bo mu na nich zależy – spuentował biskup.
Źródło info i foto: onet.pl

Premier powołał Elżbietę Malicką jako członka komisji ds. zwalczania pedofilii

„Nic się nie stało” zostało wyemitowane w środę. W czwartek premier powołał członka, który z jego ramienia znajdzie się w państwowej komisji ds. wyjaśnienia przypadków pedofilii. To Elżbieta Malicka. Zespół ma liczyć 7 osób. Swojego przedstawiciela wskazali już prezydent i RPD.

„Nic się nie stało” swoją premierę miało w środę. Po raz kolejny poruszony został problem pedofilii. Kształtów nabiera Państwowa Komisja do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15. Ustawa określająca kompetencje komisji weszła w życie pod koniec września 2019 r. Pierwszy raport z prac ma być gotowy po roku od wprowadzenia przepisów. Dopiero w tym tygodniu zespół zaczął kompletować członków.

Premier Mateusz Morawiecki powołał ze swojego ramienia Elżbietę Malicką, która przez wiele lat zawodowo była związana ze służbą zdrowia. Pracowała w oświacie jako nauczycielka i wychowawczyni, była również dziennikarką m.in. „Tygodnika Solidarność”. 71-latka działała w opozycji demokratycznej. Była odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”.

W skład komisji ma wejść 7 członków. Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak wyznaczył dra Błażeja Kmieciaka. Z kolei Andrzej Duda powołał Justynę Kotowską. Swoich przedstawicieli nie wytypował jeszcze Senat oraz Sejm, który musi obsadzić trzy osoby. Komisja ma m.in. identyfikować zaniedbania i zaniechania w wyjaśnianiu przypadków nadużyć seksualnych czy zawiadamiać odpowiednie organy o podejrzeniu popełnienia przestępstwa pedofilii.
Źródło info i foto: wp.pl

„Przez rok nie udało się nawet powołać komisji do spraw pedofilii”

Rządząca partia dzisiaj nie ma interesu w tym, żeby rozliczać Kościół, bo Kościół jest jej w jakimś stopniu politycznym sojusznikiem – mówił w TVN24 Marek Sekielski, jeden z twórców filmu „Zabawa w chowanego” o pedofilii w polskim Kościele. Jego zdaniem przez rok od poprzedniego filmu na ten temat „politycy nie zrobili nic w tej sprawie”.

Film braci Tomasza i Marka Sekielskich „Zabawa w chowanego” miał premierę w sobotę 16 maja. 21 maja (czwartek) o godzinie 21.35 wyemituje go stacja TVN. To druga produkcja braci Sekielskich, która dotyczy pedofilii wśród księży. Film przedstawia historię trzech chłopców molestowanych przez księdza Arkadiusza H. Poruszono także kwestię przenoszenia księży, podejrzewanych o molestowanie seksualne nieletnich, do innych parafii.

„Zapowiedzi po poprzednim filmie były bardzo szumne”

W czwartek rano na antenie TVN24 o filmie opowiadał jeden z jego twórców, Marek Sekielski. Wspomniał o tym, że minął rok od powstania poprzedniego filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, a wciąż nie powstała zapowiadana przez polityków komisja do spraw pedofilii.

– To jest wstrząsające tak naprawdę, jak politycy w Polsce zamiast zajmować się realnymi i trudnymi problemami, a przypomnę, że tutaj nie chodzi o jakieś pospolite przestępstwo albo jakieś przekręty tylko o dramat najmłodszych, najbardziej niewinnych osób, o dramat dzieci gwałconych, molestowanych, i ci politycy nie zrobili nic. Zapowiedzi po poprzednim filmie były bardzo szumne, bardzo głośne, a przez rok nie udało się nawet powołać komisji, która miała powstać. Winię za to tutaj nie tylko rządzących obecnie, ale wszystkie inne ugrupowania, bo wszystkie ugrupowania ten temat brały na sztandary rok temu, a po kampanii wyborczej, po wyborach do europarlamentu, wszystkie solidarnie o tym temacie zapomniały – powiedział Sekielski.

Jego zdaniem „rządząca partia dzisiaj nie ma interesu w tym, żeby rozliczać Kościół, bo Kościół jest jej w jakimś stopniu politycznym sojusznikiem”. Ocenił, że to „się pewnie nie wydarzy dopóki nie zmieni się być może władza, która będzie miała na tyle odwagi, żeby po prostu wykonywać swoje obowiązki i po prostu traktować duchownych przestępców i świeckich przestępców na równi”.

„To było zawsze wszystko organizowane z zimną krwią”

Sekielski opowiadał na antenie, co można zobaczyć w filmie „Zabawa w chowanego”. – Pokazujemy w tych filmach kolejny raz, jak w pigułce, jak w Kościele wygląda ta taka chora, korporacyjna lojalność, która nakłania duchownych, i jak widać nie tylko księży, ale również siostry zakonne czy zakrystianki, do tego, żeby przede wszystkim słuchać się proboszcza, biskupa, a nie żyć w prawdzie przed Bogiem, do czego przecież Kościół nawołuje – powiedział.

Marek Sekielski mówił też, że bohaterowie filmu, którzy opowiedzieli w nim o swoich doświadczeniach molestowania, czują się po jego premierze doskonale. – Każdy na swój sposób sobie z tym radzi, natomiast są wszyscy zadowoleni, czują się szczęśliwi, że zrzucili to z siebie, że odważyli się stanąć jakby publicznie i opowiedzieć o swoich historiach – powiedział.

Sekielski zwrócił uwagę, że w rożnych przypadkach molestowania przez księży zawsze powtarzał się ten sam modus operandi – „ksiądz, który był oprawcą, wypracowywał sobie jakiś model postępowania właśnie, żeby się doskonale kryć, model łowienia też tych ofiar, wyciągania ich powoli, cierpliwie”. – To było zawsze wszystko organizowane z zimną krwią, to było przemyślane – dodał.

– Widać było, że ksiądz nabiera doświadczenia z każdą kolejną ofiarą – stwierdził Sekielski. – W zasadzie nigdy się nie dzieje tak, że jakaś osoba, która krzywdzi dzieci, krzywdzi jedną osobę. Na ogół to jest proces, który jak się zaczyna, to on już później nie ma końca. Jak ten ksiądz jest przenoszony z jednej parafii do drugiej, to robi to znowu od początku – wyjaśnił.

Dodał, że schemat przenoszenia księży pedofilów nie jest specyfiką polskiego Kościoła, a podobne historie dzieją się na całym świecie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Po premierze filmu „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Powstanie specjalny zespół, który zajmie się pedofilią w sopockich klubach.

Wiceminister sprawiedliwości zapowiada powołanie specjalnego zespołu, który zajmie się analizą wydarzeń przedstawionych na filmie „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Obraz opowiada o licznych przypadkach pedofilskich, do których miało dochodzić w sopockich klubach. W środę wieczorem TVP wyemitowała film „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Według zapowiedzi, dokument miał obnażyć mechanizmy działania pedofilów związanych z polskim show-biznesem.

W rzeczywistości obraz Latkowskiego skupił się na sprawie samobójstwa 14-letniej Anaid z Gdańska, która w 2015 roku rzuciła się pod pociąg po tym, jak wyznała koleżance, że została zgwałcona. Miała wpaść w sidła stręczycieli z sopockiego klubu „Zatoka Sztuki”. W lokalu nastolatki miały być wykorzystywane seksualne, którym podawano narkotyki i zastraszano je.

To była przykrywka do działań pedofilskich, stręczycielskich czy produkcji prostytutek – wypowiadał się w filmie prezydent Sopotu Jacek Karnowski.

Wśród oskarżonych w sprawie przestępstw w sopockich klubach jest Krystian W., ps. „Krystek”, medialnie nazywany „łowcą nastolatek”. Sąd skazał go do tej pory jedynie na trzy lata więzienia za brutalne zgwałcenie 16-latki. Oskarżony jest jednak także o szereg przestępstw na 33 młodych dziewczynach. Miało do nich dojść między 2006 a 2015 rokiem, m.in. w Trójmieście, Pucku, Wejherowie i Władysławowie. „Krystkowi” przedstawiono także zarzut w związku z samobójstwem Anaid.

Razem z „Krystkiem” oskarżonych jest także czterech mężczyzn w tym Marcin T., ps. „Turek”, zarządca m.in. „Zatoki Sztuki”. Prokuratura zarzuciła mu popełnienie przestępstw seksualnych wobec pięciu nieletnich dziewczyn. Nie wnioskowano jednak o jego areszt ani nie dostał zakazu opuszczania kraju.

W filmie pokazane jest, że do klubów „Turka” przychodziły znane gwiazdy. Wśród gości lokali wskazano m.in. Kubę Wojewódzkiego z ówczesną partnerką Renatą Kaczoruk, Adama „Nergala” Darskiego, Krzysztofa Skibę, Piotra „Liroya” Marca, Natalię Siwiec czy Blankę Lipińską. Marcin T. miał niektórych znać, a nawet być „przyjacielem”. Nie przedstawiono jednak żadnych dowodów, że którakolwiek z wymienionych osób wiedziała, co dzieje się w lokalu.

Sylwester Latkowski oskarża

Po emisji filmu podczas dyskusji z dziennikarzami TVP Sylwester Latkowski zwrócił się do Borysa Szyca, Kuby Wojewódzkiego i Jarosława Majdana z apelem, by opowiedzieli, co naprawdę działo się w sopockich klubach.

Borys, może czas nie tłumaczyć się tak, jak mi się tłumaczyłeś, że byłeś pijany, że ćpałeś. Chcę, żebyś powiedział, czego byłeś świadkiem? Co robiłeś? Czego nie? Jesteś dobrym aktorem. Czas żebyś powiedział prawdę. Ta sama prośba do Majdana, Wojewódzkiego, do tych dziewczyn i pań, które mignęły w filmie. Co tam się działo? – pytał Latkowski.

Dziennikarz śledczy wymienił także nazwisko reżysera tzw. kina moralnego niepokoju Krzysztofa Zanussiego.

To nie może być tak, jak udało się Krzysztofowi Zanussiemu w 2005 roku, który wybrnął ze sprawy Dworca Centralnego – mówił Latkowski.

Sprawą zajmie się specjalny zespół śledczy

Jak poinformował wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, po emisji filmu zadzwonił do niego minister sprawiedliwości-prokurator generalny Zbigniew Ziobro i polecił powołanie zespołu w Prokuraturze Krajowej, który zajmie się sprawą pedofilii w sopockich klubach.

Taki zespół powstanie w Prokuraturze Krajowej, który przeanalizuje to, co znalazło się w filmie, jak również to co mówił pan po filmie – powiedział Wójcik.

Zapewnił także, że w tej sprawie nie będzie „zamiatania pod dywan”.

Za tej władzy rozpoczęliśmy walkę z pedofilią i w tej konkretnej sprawie zostały postawione zarzuty, skierowane akty oskarżenia i trwają sprawy. Natomiast jeśli gdziekolwiek było jakieś zaniechanie, to obiecuję, że nikt niczego zamiatać pod dywan nie będzie – mówił.

Kuba Wojewódzki zapowiada pozew

Prezenter Kuba Wojewódzki zabrał głos w sprawie emisji filmu. W poście na Facebooku napisał, że Latkowski „w sposób haniebny i kłamliwy” wmieszał go w aferę „Zatoki Sztuki”.

Próba przekonania świata, że bywając tam stawałem się uczestnikiem tamtejszych patologii, tudzież ich cichym wspólnikiem, to absurd i zwykłe przestępstwo. Przez lata bywałem też w budynkach TVP1, co nie czyni ze mnie waszego wspólnika, kłamcy, lokaja władzy i aferzysty – napisał.

Celebryta nazwał Latkowskiego „płatnym medialnym zabójcą” i zarzucił TVP odciąganie uwagi od filmów braci Sekielskich dot. pedofilii w Kościele. Wojewódzki zapowiedział także pozew. Postaram się wyrwać z 2 miliardów złotych dotacji dla tak zwanej telewizji publicznej tyle ile się da – napisał.

Celebryci komentują

Również Natalia Siwiec wydała oświadczenie, w którym zaprzecza, jakoby miała związek z wydarzeniami przedstawianymi w filmie. Użycie naszego wizerunku i sugerowanie nieprawdziwych i kłamliwych informacji na nasz temat ma na celu wywołanie kontrowersji i sensacji, co w konsekwencji ma na celu promocję dokumentu „Nie się nie stało” – podkreślono.

Celebrytka tłumaczy, że w klubie „Zatoka Sztuki” organizowały eventy znane marki, które ich tam zapraszały i udział „miał charakter komercyjny”.

Do oskarżeń odniósł się także były piłkarz Radosław Majdan, który zaprzeczył kontaktom z właścicielami „Zatoki Sztuki” lub osobami oskarżanymi powiązanymi z klubem.

„Co więcej, nie byłem bywalcem tego miejsca. Pan Sylwester Latkowski w sposób kłamliwy i bez żadnych podstaw wplątał mnie w tak bulwersującą sprawę. Zakładam, że wymienienie mojego nazwiska w trakcie łączenia na żywo po emisji filmu wynikało z rozemocjonowania i stanowiło oczywistą pomyłkę” – napisał Majdan.

„Zaznaczył, że oczekuje sprostowania. W innym razie kieruję sprawę na drogę sądową” – napisał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

71,4% Polaków krytykuje działania rządu ws. pedofilii w Kościele

71,4 proc. Polaków uważa, że działania rządu ws. pedofilii w Kościele są niewystarczające. Jak wynika z najnowszego sondażu IBRiS, najmniej krytyczni są wyborcy Prawa i Sprawiedliwości oraz osoby wierzące i regularnie praktykujące. W sobotę swoją premierę miała „Zabawa w chowanego”, drugi film braci Sekielskich o pedofilii w Kościele. Wywołał on ponowną dyskusję na ten temat.

Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Onetu wynika, że 71,4 proc. badanych uważa, że działania rządu w kwestii pedofilii wśród księży są niewystarczające. Pozytywnie działania władz oceniło 11,1 proc. uczestników badania. 17,5 proc. respondentów nie ma zdania na ten temat.

Sondaż wskazał również, że ocena działań rządu ws. pedofilii w Kościele ma związek z poparciem danej partii politycznej. I tak 90 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-u i Konfederacji ocenia negatywnie pracę rządu w tym temacie. Wśród głosujących na Prawo i Sprawiedliwość 40 proc. twierdzi, że działania władz są niewystarczające, 24 proc. uważa je za wystarczające, a 36 proc. nie chce odpowiadać.

Niewierzący najbardziej krytyczni wobec działań rządu

Z badania wynika, że najmniej krytyczni wobec aktywności rządu dot. pedofilii wśród księży są osoby, które oglądają „Wiadomości” TVP, TVP Info, „Wydarzenia” Polsatu i słuchają radia. Najbardziej krytyczni są natomiast widzowie „Faktów” TVN, TVN24 i Polsat News.

Wśród osób wierzących i regularnie praktykujących 50 proc. uważa, że podejmowane działania są niewystraszające, a 23 proc., że są wystarczające. Najbardziej krytyczne są osoby niewierzące. Aż 96 proc. negatywnie ocenia działania rządu.

Badanie zostało zrealizowane w sobotę 16 maja 2020 roku metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na ogólnopolskiej próbie 1100 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Po premierze filmu braci Sekielskich biskup Edward Janiak zostanie usunięty z urzędu?

„Zabawa w chowanego” – nowy film braci Sekielskich wywołał reakcję prymasa Polski, który zwrócił się do Watykanu o wszczęcie postępowania ws. „zaniechania działania”. W dokumencie pokazany jest m.in. Edward Janiak, ordynariusz diecezji kaliskiej. Grozić mu może usunięcie z urzędu.

„Zabawa w chowanego” – nowy film braci Sekielskich, podobnie „Jak nie mów nikomu”, wywołał dyskusję o problemie pedofilii wśród duchownych. Prymas polski abp Wojciech Polaki ocenił, że dokument pokazuje łamanie standardów wobec dzieci w Kościele, dlatego postanowił zwrócić się do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie postępowania dotyczącego zaniechania działania.

Hierarchą, którego pokazano w filmie Tomasza i Marka Sekielskich jest Edward Janiak, ordynariusz diecezji kaliskiej, a przedstawione relacje wskazują na tuszowanie i ukrywanie przypadków molestowania seksualnego dzieci przez księdza.

„Zabawa w chowanego” – nowy film braci Sekielskich. Możliwe usunięcie z urzędu

W prawie kościelnym nie ma dokładnie przewidzianej kary, jaka może grozić biskupowi, który ukrywał przypadki pedofilii innych osób duchownych – zauważa RMF FM, analizując możliwe decyzje Watykanu po emisji filmu „Zabawa w chowanego” i dotyczące dochodzenia wobec bp Edwarda Janiaka. Stacja przypomina jednak, że o takich karach wspominał papież Franciszek w – szeroko komentowanym – liście apostolskim z 2016 roku.

Franciszek wskazał wówczas, że na skutek zaniedbania wobec wyjaśniania przypadków pedofilii w Kościele hierarcha może zostać usunięty z urzędu. Papież zastrzegał też, że nie chodzi tylko o „poważną winę moralną”, ale również brak sumienności.

W swoim oświadczeniu po emisji filmu braci Sekielskich abp Polak zaznaczył również, że w wyjaśnianiu przypadków molestowania nieletnich konieczna jest współpraca Kościoła i prokuratury. Zaapelował do tych, którzy wiedzą o przypadkach molestowania nieletnich, by złożyli zawiadomienie.

O działaniach prokuratury w oświadczeniu wydanym w sobotę po południu odniosła się Kuria Diecezjalna w Kaliszu. Wyjaśniono, że o wszczęciu postępowania przez prokuraturę w sprawie ks. Arkadiusza H. kurię zawiadomiono w grudniu 2018 roku.

„Od samego początku – mając na uwadze dobro pokrzywdzonych, którzy nie zgłosili się do kurii oraz widząc konieczność wyjaśnienia sprawy – podjęta została współpraca z prokuraturą zgodnie z przepisami prawa karnego – zaznaczono, podkreślając, że ksiądz został został suspendowany i zawieszony w pełnieniu posługi kapłańskiej.

„Zabawa w chowanego” – nowy film braci Sekielskich

Reporter WP Piotr Barejka rozmawiał z twórcami filmu. – Teraz tylko ktoś, kto chce być ślepy i głuchy, pozostanie ślepy i głuchy – powiedział Tomasz Sekielski. Dokument „Zabawa w chowanego” miał premierę w sobotę (16 maja) w internecie i jest kontynuacją filmu „Tylko nie mów nikomu”. Tym razem bracia Tomasz i Marek Sekielscy przedstawiają trzy ofiary tego samego księdza z Wielkopolski.

Dwaj bohaterowie to bracia, którzy oskarżają o molestowanie seksualne księdza, który w latach 90. był wikariuszem w ich parafii pw. Ścięcia Świętego Jana Chrzciciela w Pleszewie. Trzeci z bohaterów opowiedział, że był molestowany przez tego samego księdza, ale już po zmianie parafii w innej miejscowości.
Źródło info i foto: wp.pl

Co z państwową komisją dotyczącą pedofilii w Kościele?

Choć od ośmiu miesięcy formalnie funkcjonuje państwowa komisja ds. wyjaśnienia przypadków molestowania nieletnich oraz urząd ją obsługujący, to do tej pory rząd nie powołał ani jednego członka. Politycy obozu rządzącego, którzy zapewniali, że zajmą się problemem pedofilii na poważnie, powołali komisję widmo i zamietli sprawę pod dywan. I trudno oczekiwać, że ten zespół zacznie kiedykolwiek działać.

Morawiecki: ani mundur, ani koloratka…

– Zdecydowaliśmy o powołaniu państwowej komisji do zbadania wszelkich przypadków pedofilii – mówił w maju ub.r., krótko po premierze filmu „Tylko nie mów nikomu” premier Mateusz Morawiecki, podkreślając, że nikt nie uniknie odpowiedzialności za czyny pedofilskie.

– Ani mundur, ani koloratka, ani fartuch lekarski, ani waciak, ani Nagroda Nobla, ani żadne inne tytuły, czy stroje nie mogą służyć jako zasłona dymna – zapewniał wówczas premier, wskazując, że pedofilia nie jest jedynie problemem Kościoła i osób duchownych, lecz całego społeczeństwa.

Jednak na szumnych zapowiedziach rządzących podjęcia skutecznej walki z molestowaniem nieletnich się skończyło.

PR-owe alibi dla rządzących

Co z tego, że zaostrzono przepisy karne i przyjęto ustawę powołującą specjalną państwową komisję do badania spraw pedofilii, skoro jej działania zostały ewidentnie storpedowane. Można odnieść wręcz wrażenie, że ta komisja nigdy nie miała rozpocząć swojego funkcjonowania. Miała być jedynie PR-owym alibi dla partii rządzącej, by nikt nie mógł powiedzieć, że nic w tej sprawie nie zrobiono.

Reakcja na film Sekielskich

Prace nad ustawą powołującą komisję ds. pedofilii rozpoczęły się w Kancelarii Premiera pod okiem wicepremiera Jacka Sasina w reakcji na gorącą dyskusję, jaką wywołał ubiegłoroczny film braci Sekielskich pt. „Tylko nie mów nikomu”.
Została ona uchwalona wręcz w błyskawicznym tempie, nie zważając na uwagi m.in. Sądu Najwyższego, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka, czy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, które zwracały uwagę na niejasności uprawnień komisji, dublowanie kompetencji komisji i które zgłaszały zastrzeżenia konstytucyjne związane z umieszczaniem przez komisję podejrzanych w rejestrze przestępców seksualnych.

Duże uprawnienia komisji

Jak wskazano już na początkowym rządowym etapie tworzenia ustawy, celem państwowej komisji miało być wyjaśnienie przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich we wszystkich środowiskach społecznych. Do zadań komisji – według ustawodawcy – należeć ma m.in. wskazywanie zaniedbań i zaniechań instytucji państwowych, organizacji pozarządowych, podmiotów i instytucji prowadzących działalność kulturalną, wypoczynkową, wychowawczą, opiekuńczą oraz edukacyjną.

Ponadto komisja otrzymała uprawnienia do informowania organów śledczych o podejrzeniu popełnienie przestępstwa pedofilii, a także o możliwych przypadkach zaniechania lub zatajania tego rodzaju przestępstw. Członkowie komisji otrzymali także uprawnienia do wydawania postanowień o wpisie do państwowego rejestru sprawców na tle seksualnym.

Według uchwalonej ustawy Komisja miała liczyć siedem osób i być całkowicie niezależna od innych organów państwowych.

Nieposzlakowani członkowie

Jej członkowie powinni cieszyć się nieposzlakowaną opinią, nie być politykami, oraz posiadać w najwyższym stopniu wiedzę merytoryczną i bogate doświadczenie zawodowe.

Wśród podmiotów, które mogły zgłaszać kandydatów na członków Komisji, wskazano w ustawie: Naczelną Radę Adwokacką, Krajową Radę Radców Prawnych, Krajową Radę Sądownictwa, Krajową Radę Prokuratorów, Naczelną Izbę Lekarską, Krajową Izbę Psychologów oraz organizacje pozarządowe, których zadania statutowe przez co najmniej dwa lata obejmowały działania związane z prawami dzieci, w tym szczególnie związane z ochroną i przeciwdziałaniem przemocy seksualnej.

Członkowie komisji mieli zostać wybrani przez Sejm (trzech – większością 3/5 głosów), Senat (jeden – większością 3/5 głosów), prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka.

Dlaczego komisja nie działa? Państwo nie potrafi wyjaśnić

Dość szybko okazało się, że nie ma politycznej woli, aby tę procedurę przeprowadzić, a państwowe instytucje w korespondencji z Onetem nie potrafią wyjaśnić, dlaczego po upływie tylu miesięcy komisja wciąż nie może rozpocząć działalności.

„Do Kancelarii Sejmu jak dotąd nie wpłynęły formalne kandydatury do uczestnictwa w Komisji wskazanej w zapytaniu. Złożona została inicjatywa uchwałodawcza (druk 270) grupy posłów w celu zmiany regulaminu Sejmu, co jest niezbędne do powołania Komisji. Marszałek Sejmu nadała inicjatywie bieg i w marcu br. skierowała ją do I czytania w Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych. Obecnie ze względu na koronawirusa i aktualne priorytety działania Parlamentu, prace zostały wstrzymane” – odpowiedziała nam kancelaria Sejmu, w korespondencji datowanej na 14 maja.

Z tymi samymi pytaniami zwróciliśmy się także do Kancelarii Senatu, która w przesłanej odpowiedzi poinformowała, że do tej pory trzy podmioty zgłosiły kandydatów na członków Państwowej Komisji ds. wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej 15 lat. Uczyniły to: Naczelna Rada Adwokacka, Fundacja Opowiemy Wszystkim oraz Fundacja Arrow-Instytut Przywództwa. Jak podkreśla Kancelaria Senatu, „przeprowadzenie wyboru kandydata do przywołanej Komisji wymaga zmiany Regulaminu Senatu”.

Zmiana została zaproponowana w projekcie uchwały, który senackie komisje przyjęły w dniach 25 lutego i 10 marca. Projekt ten czeka obecnie na dopuszczenie pod obrady na posiedzeniu plenarnym Senatu. Dlaczego przez osiem miesięcy Senat nie był w stanie zmienić swojego regulaminu? To pytanie pozostaje, jak na razie bez odpowiedzi.

Kancelarie premiera i prezydenta milczą

Z kolei wody w usta nabrała Kancelaria Premiera, która w odpowiedzi na nadesłane pytania zacytowała nam treść ustawy, powołującej komisję. I przyznała jednocześnie, że 26 września ub.r. zarówno państwowa komisja, jak i obsługujący ją urząd zostały powołane i formalnie funkcjonują. Na pytania, ile osób zatem urząd zatrudnia, jakim dysponuje budżetem oraz gdzie się mieści siedziba urzędu, KPRM od tygodni milczy.

Na pytania Onetu nie odpowiedziała w ogóle Kancelaria Prezydenta.

Rzecznik Praw Dziecka prowadzi konsultacje

Z pytaniami zwróciliśmy się także do Rzecznika Praw Dziecka, czyli do instytucji powołanej w polskim porządku prawnym właśnie do ochrony praw nieletnich. W odpowiedzi czytamy, że Rzecznik Praw Dziecka wciąż prowadzi konsultacje w sprawie wyboru kandydata. „Jak tylko zostanie wyłoniony kandydat, Rzecznik Praw Dziecka poinformuje o tym opinię publiczną” – podkreślono.

Politycy władzy rozkładają ręce

Wielu polityków z kręgów władzy w rozmowach z Onetem bezradnie rozkładało ręce, wskazując na zapisy w ustawie, które nie określają żadnych terminów zgłaszania członków, czy ich powołania.

Autorzy jednak nie zapomnieli dość szczegółowo rozpisać założeń finansowych, według których roczne wynagrodzenie członków komisji kosztowałoby podatnika ok. 1 mln zł, a powołany specjalny urząd tylko w pierwszym roku otrzymał 8 mln zł na swoją działalność. Zatrudniać miałby on w sumie 44 pracowników: dyrektora, zastępcę, 32 pracowników merytorycznych, 4 pracowników administracji, 4 sekretarki i 2 kierowców.

Jak pisał dziennik „Rzeczpospolita”, wynagrodzenie dyrektora określono na 13 tys. zł brutto, zastępcy na 11 tys. zł, pracowników merytorycznych i administracyjnych oraz kierowców średnio na 9 tys. zł, a sekretarek na 5,5 tys. zł. Łącznie na wynagrodzenia przewidziano 4,6 mln zł oraz 1 mln zł na dodatki motywacyjne.

– Ta komisja powinna już dawno funkcjonować. Ta sprawa jeszcze przysporzy nam wielu kłopotów i będzie dużym wyrzutem sumienia dla całej Zjednoczonej Prawicy – mówi Onetowi jeden z liderów koalicji rządzącej.

Tego się nie da zamieść pod dywan

Mimo tej świadomości w obozie władzy, zarówno Sejm, jak i Senat, prezydent, premier i Rzecznik Praw Dziecka od miesięcy świadomie blokują prace komisji. A przecież deklarację współpracy z nią złożyli przedstawiciele Kościoła w Polsce, w tym m.in. prymas abp Wojciech Polak.

Dzieje się tak zapewne nie bez powodu, a dobro dzieci, które rok temu było na ustach wszystkich polityków dobrej zmiany, szybko przestało być politycznie potrzebne tak, jak uchwalone martwe prawo. Ale tego problemu, jakim jest pedofilia, której sprawcami są nie tylko duchowni, lecz i świeccy nie da się zwyczajnie zamieść pod dywan.
Źródło info i foto: onet.pl

Kościelna komisja zbada zarzuty wobec ks. Henryka Jankowskiego

Metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź powołał na życzenie Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie komisję, która zbada zarzuty stawiane zmarłemu w lipcu 2010 r. ks. prałatowi Henrykowi Jankowskiemu. Dotyczą one wykorzystywania seksualnego nieletnich.

O tym, że w gdańskiej kurii zostanie powołana kościelna komisja, dowiedziała się Barbara Borowiecka, którą jako dziecko miał molestować prałat Jankowski. 17 kwietnia otrzymała ona pismo z kurii archidiecezji gdańskiej. Jej kanclerz, ks. Rafał Dettlaff, poinformował w nim, że Nuncjatura Apostolska w Warszawie „uznając, iż zasadnym jest wyjaśnienie sprawy ks. Jankowskiego w trybie przewidzianym przez wytyczne Konferencji Episkopatu Polski”, zwróciła się do metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia.

Zostanie powołana komisja wyjaśniająca sprawę wieloletniego proboszcza kościoła św. Brygidy. Jak tłumaczy w liście ks. Dettlaff, jej zadaniem będzie „jedynie zebranie informacji, w aspekcie historycznym, a także moralnym, dotyczących zarzutów stawianych ks. Henrykowi Jankowskiemu”, zaś „zgromadzony materiał zostanie przekazany Nuncjaturze Apostolskiej w Warszawie”.

Kanclerz kurii przypomniał, że zgodnie z orzeczeniem Kongregacji Nauki Wiary, niemożliwe jest rozpoczęcie postępowania karnego wobec zmarłego prałata.

O sprawie jako pierwszy poinformował serwis internetowy kwartalnika „Więź”. Barbara Borowiecka była bohaterką reportażu Bożeny Aksamit „Sekret św. Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?” opublikowanego w grudniu 2018 r. w „Dużym Formacie”, magazynie „Gazety Wyborczej”. Borowiecka twierdziła w reportażu, że padła ofiarą przemocy seksualnej ze strony ks. Jankowskiego.

Po publikacji materiału kobieta zgłosiła sprawę do gdańskiej kurii, ale nie otrzymała żadnej odpowiedzi. W marcu złożyła do Sądu Okręgowego w Gdańsku pozew przeciwko kurii. Kobieta domaga się przeprosin i pół miliona złotych zadośćuczynienia.

W lutym 2019 r., po oskarżeniach kapelana Solidarności o wykorzystywanie seksualne nieletnich, trzej mężczyźni przewrócili pomnik prałata Henryka Jankowskiego stojący na skwerze niedaleko kościoła świętej Brygidy. Prokuratura złożyła w sądzie akt oskarżenia przeciwko nim. Mężczyzn oskarżono o znieważenie pomnika i uszkodzenie mienia, za co grozi do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Uchylono wyrok skazujący kardynała George’a Pella za pedofilię. „Cierpiałem z powodu niesprawiedliwości”

Sąd Najwyższy Australii uchylił we wtorek wyrok skazujący kardynała George’a Pella na 6 lat więzienia za czyny pedofilii. Tym samym Sąd przyjął odwołanie złożone przez 78-latka. Po ponad roku w więzieniu ma wyjść na wolność.

Były doradca papieża Franciszka i były watykański „minister finansów” został skazany przez sądy dwóch instancji w swoim kraju za czyny pedofilskie , do jakich miało dojść w 1996 roku, gdy był metropolitą Melbourne. Skazano go na 6 lat więzienia za napaść na dwóch 13-letnich chórzystów w zakrystii w katedrze. Akt oskarżenia sporządzony został na podstawie zeznań jednego z mężczyzn. Drugi z nich zmarł w 2014 roku z przedawkowania narkotyków.

Od początku swojego procesu kardynał Pell powtarzał, że jest niewinny. Był najwyższym dostojnikiem Kościoła, skazanym w sprawie dotyczącej pedofilii. W więzieniu spędził ponad 400 dni. Wkrótce ma zostać zwolniony z zakładu karnego koło miasta Geelong, niedaleko Melbourne.

Australijski Sąd Najwyższy rozpoczął 11 marca rozpatrywanie złożonego przez niego odwołania. W trakcie tego wysłuchania obrona kardynała argumentowała między innymi, że nie mogło dojść do napaści seksualnej na chłopców po niedzielnej mszy w zawsze pełnej innych osób zakrystii katedry świętego Patryka.

Sąd pierwszej instancji skazując go w marcu ub. roku na 6 lat orzekł, że będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie w październiku 2022 r. W sierpniu 2019 roku wyrok ten utrzymał sąd apelacyjny.

George Pell, urodzony w 1941 r. w australijskim Ballarat, był biskupem pomocniczym Melbourne w latach 1987-1996, a następnie do 2001 r. metropolitą tego miasta. W latach 2001-2014 był arcybiskupem metropolitą Sydney, mianowanym kardynałem przez Jana Pawła II.

Franciszek mianował go w 2013 roku członkiem Rady Kardynałów, a rok później prefektem Sekretariatu ds. Ekonomii Stolicy Apostolskiej.

Początkowo australijski wymiar sprawiedliwości prowadził śledztwo w jego sprawie w związku z zarzutami tuszowania czynów wykorzystywania i wysłuchał jego zeznań, w których zapewniał, że nie wiedział o takich zdarzeniach w swojej diecezji. W 2017 roku kardynał Pell został formalnie oskarżony o czyny seksualnego wykorzystania nieletnich. Papież urlopował go na czas procesu, a później zdymisjonował.

Gdy na początku 2019 roku kard. Pell został uznany jednomyślnie winnym pedofilii przez ławę przysięgłych sądu pierwszej instancji, otrzymał od Franciszka zakaz publicznego pełnienia posługi i kontaktów z nieletnimi. Jak tłumaczył wtedy Watykan, są to „środki zapobiegawcze”, zastosowane w oczekiwaniu na definitywne potwierdzenie faktów. Wyjaśniono, że Stolica Apostolska przyjmuje do wiadomości wyrok pierwszej instancji.

Po tym, kiedy następnie odrzucono apelację kardynała Pella, Watykan oświadczył, że z decyzją w jego sprawie czeka na zakończenie całego postępowania sądowego.

„Stolica Apostolska wraz z Kościołem w Australii potwierdza swoją bliskość z ofiarami wykorzystywania seksualnego i zaangażowanie na rzecz tego, by za pośrednictwem właściwych władz kościelnych ścigać członków duchowieństwa, którzy są za nie odpowiedzialni” – oświadczył wtedy rzecznik Watykanu Matteo Bruni.

We wtorek rano należy oczekiwać oświadczenia Watykanu w tej sprawie.

Kardynał Pell: Cierpiałem z powodu niesprawiedliwości

Stale utrzymywałem swoją niewinność, gdy cierpiałem z powodu poważnej niesprawiedliwości – oświadczył kardynał George Pell po tym, gdy Sąd Najwyższy Australii przyjął jego odwołanie od wyroku 6 lat więzienia za czyny pedofilii. W więzieniu spędził ponad rok.

Podkreślił w nim, że wielka niesprawiedliwość „została naprawiona wraz z jednomyślną decyzją sądu”.

Nie żywię złych uczuć wobec mojego oskarżyciela. Nie chcę aby mojego uniewinnienia dodawać do cierpienia i goryczy, jakie wielu odczuwa. Jest ich wystarczająco dużo – napisał były doradca papieża Franciszka i były watykański minister finansów, który trafił do więzienia ponad rok temu.

Następnie oświadczył: Mój proces nie był referendum w sprawie Kościoła katolickiego, ani w kwestii tego, jak władze kościelne w Australii podeszły do przestępstwa pedofilii.

Chodziło o to, czy ja popełniłem te okropne przestępstwa, czy nie. A ja ich nie popełniłem – dodał.

Kardynał George Pell podziękował za modlitwy i „tysiące listów z wyrazami wsparcia”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Katowice: 34-latek podejrzany o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki

Katowicka policja zatrzymała 34-letniego mężczyznę, podejrzanego o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki. Sąd zdecydował już o jego aresztowaniu. O podejrzeniu seksualnego wykorzystywania dziewczynek policję zawiadomiła matka – była partnerka podejrzanego. Kobieta nabrała podejrzeń po tym, jak przeczytała esemesy, jakie mężczyzna wysyłał do jednej z jej córek.

Z ustaleń policjantów wynika, że 34-letni mężczyzna przez cztery lata miał się dopuszczać wielokrotnie aktów pedofilii wobec córek swojej ówczesnej partnerki. Został zatrzymany w swoim domu. Był zaskoczony wizytą funkcjonariuszy.

Policjanci znaleźli w jego mieszkaniu narkotyki.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił przedstawić mu łącznie pięć zarzutów: dwa dotyczą zgwałcenia osoby małoletniej poniżej lat 15 w czynie ciągłym z jednoczesnym znęcaniem się nad ofiarą, kolejne dwa – prezentowania treści pornograficznych osobie małoletniej w czynie ciągłym oraz ostatni – posiadania znacznej ilości narkotyków.

34-latek został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl