Przemycili 160 tysięcy paczek papierosów pontonami

Co najmniej 160 tysięcy paczek papierosów przemyciła z Ukrainy do Polski grupa kierowana przez Grzegorza K. z Chełma. Kontrabandę przewożono pontonami przez Bug, ładowano do samochodów terenowych i wywożono w głąb kraju. Lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej skierowały właśnie do sądu akt oskarżenia przeciwko bossowi i czterem jego współpracownikom.

Kolejny akt oskarżenia przeciwko przemytnikom papierosów ze Wschodu jest pokłosiem innego dużego śledztwa w sprawie gangów zajmujących się tego typu działalnością. Tym razem postępowanie dotyczyło kilku miesięcy z roku 2014, gdy od czerwca do października grupa kierowana przez Grzegorza K. miała brać udział w przerzuceniu do Polski z Ukrainy co najmniej 160 tys. paczek papierosów. Ustalono, że w proceder są zamieszani mieszkańcy powiatów chełmskiego i hrubieszowskiego.

Kontrabandę przemycano do naszego kraju przez Bug na pontonach. Na polskim brzegu na pakunki z kartonami papierosów czekali członkowie grupy. Pakowali je do samochodów terenowych i wywozili w głąb kraju. Najczęściej od razu do klientów czekających na dostawę. Auta miały mieć podrasowane silniki, a ich członkowie grupy często korzystali z noktowizorów, żeby uniknąć wpadki.

Według prokuratury, na działalności gangu Skarb Państwa stracił ponad trzy miliony złotych.

Skorumpowany pogranicznik

Śledczy z lubelskich „pezetów” i CBŚP ustalili, że grupa opłacała minimum jednego funkcjonariusza Straży Granicznej. Co najmniej czterokrotnie przyjął on łapówki w wysokości od 6 do 12 tysięcy złotych. Miał za te pieniądze przekazywać przemytnikom informacje o rozmieszczeniu patroli pograniczników.

Prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi K. i czterem innym osobom. Podejrzanym zarzucono między innymi kierowanie i udział w zorganizowanej grupie przestępczej, udzielanie korzyści majątkowych oraz popełnienie przestępstw skarbowych. Przemytnikom grozi do 10 lat więzienia.

W czasie śledztwa udało się zabezpieczyć mienie oskarżonych o łącznej wartości blisko 2,5 miliona złotych. To głównie nieruchomości zakupione między innymi z zysków z przemytu papierosów.
Źródło info i foto: TVP.info

25 lat grozi ośmiu „vatsterom”. Wyłudzili ponad 20 milionów złotych

Nawet 25 lat więzienia grozi ośmiu członkom gangu wyłudzającym zwrot VAT na fikcyjnym, tzw. karuzelowym obrocie towarami spożywczymi. Z aktu oskarżenia, które lubelskie „pezety” skierowały do sądu wynika, że przestępcy narazili Skarb Państwa na uszczuplenie podatków w kwocie co najmniej 20 milionów złotych. Rozbicie gangu „vatsterów” było możliwe m.in. dzięki powołaniu międzynarodowego zespołu śledczego.

Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko ośmiu osobom. Odpowiedzą one za szereg przestępstw związanych z fikcyjnym karuzelowym obrotem towarami spożywczymi z grupy FMCG, tzw. szybko zbywalnymi jak np. napoje energetyczne czy kawa.

Grupa działała na terenie Polski oraz kilku państw Unii Europejskiej w latach 2015-2017. W jej skład wchodziły osoby kontrolujące sieć firm uczestniczących w wirtualnym handlu. Polskie przedsiębiorstwa wykazywały wewnątrzwspólnotową dostawę towarów do innych krajów Unii, uzyskując z tego tytułu prawo do odliczenia podatku VAT. Najpierw towar miał być sprowadzony do naszego kraju bez zgłoszenia tego fiskusowi. Potem wędrował między spółkami kontrolowanymi przez „vatsterów”, by w końcu ponownie trafić do krajów UE. Przynajmniej na papierze. Oskarżeni podszywali się m.in. pod istniejące już przedsiębiorstwa.

Śledczy z lubelskich „pezetów” ustalili, że „vatsterzy” wyłudzili oraz usiłowali wyłudzić podatek VAT w kwocie co najmniej 20 milionów złotych, a także narazili Skarb Państwa na uszczuplenie należności publicznoprawne o wartości przeszło 20 milionów złotych. Prokuratorom udało się zabezpieczyć mienie przestępców oszacowane na prawie dwa miliony złotych. Za tzw. zbrodnię vatowską oskarżonym grozi kara nawet 25 lat więzienia.

Rozbicie gangu było możliwe m.in. dzięki współpracy z organami ścigania państw Unii Europejskiej i wymianie informacji w ramach powołanego w tej sprawie międzynarodowego zespołu śledczego. Prokuratura zapowiada kolejne akty oskarżenia przeciwko kooperantom oskarżonych.
Źródło info i foto: TVP.info

„Masa” zwolniony z aresztu po 3 latach

Jarosław Ł. ps. Masa odzyskał wolność po trzech latach za kratami – dowiedział się portal tvp.info. Decyzję o uchyleniu tymczasowego aresztowania wobec świadka koronnego, podjął 13 maja br. Sąd Okręgowy w Łodzi. Wkrótce ruszy proces „Masy” oskarżonego przez lubelskie „pezety” o 17 przestępstw m.in. oszustwa znacznej wartości, wręczanie łapówek, a także paserstwo towarów.

Informację o wypuszczenia Jarosława Ł. ps. „Masa” z aresztu, potwierdziliśmy w Sądzie Okręgowym w Łodzi. – Nieprawomocnym postanowieniem z 13 maja 2020 roku (…) Sąd uchylił wobec oskarżonego Jarosława Ł. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Jednocześnie zastosowano wobec oskarżonego środki zapobiegawcze w postaci: zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu; dozoru policji z obowiązkiem stawiennictwa właściwiej jednostce trzy razy w tygodniu połączonego z zakazem opuszczania miejsca pobytu oraz zakazem kontaktowania się z osobami występującymi w charakterze oskarżonych i pokrzywdzonych – poinformował portal tvp.info sędzia Damian Krakowiak, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi.

Sąd uznał, że „wolnościowe środki zapobiegawcze skutecznie zabezpieczą prawidłowy tok procesu, a w szczególności powstrzymają oskarżonego od podejmowania działań destabilizujących tok procesu”. Nie bez znaczenia było także to, że „Masa” przebywał w areszcie ponad trzy lata, a w czasie śledztwa współpracował z lubelskimi „pezetami” Prokuratury Krajowej, składając m.in. obszerne wyjaśnienia.

Proces, najbardziej znanego świadka koronnego rozpocznie się prawdopodobnie na przełomie czerwca i lipca, o ile pandemia nie pokrzyżuje planów Temidy.

Licytacja

Sprawy uchylenia aresztu Jarosławowi Ł. nie komentują śledczy Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. To właśnie lubelskie „pezety” oskarżyły w styczniu tego roku „Masę” o popełnienie 17 przestępstw.

Świadek koronny, który pogrążył mafię pruszkowską, odpowie m.in. za oszustwa co do mienia znacznej wartości, korupcję, składanie fałszywych zeznań, przywłaszczenie powierzonego mienia, wyłudzenia odszkodowań komunikacyjnych z tytułu sfingowanych kolizji drogowych, zawiadomienia o przestępstwach niepopełnionych i paserstwo. „Masie” grozi do 10 lat więzienia.

Oskarżeniem objęto jeszcze 21 osób, w tym Zbigniewa G., byłego naczelnika wydziału wywiadu kryminalnego łódzkiej policji i przyjaciela byłego gangstera.

Co ciekawe, Jarosław Ł. po zatrzymaniu poszedł na współpracę ze śledczymi i składał obszerne wyjaśnienia. Prawdopodobnie liczył, że dzięki takiej postawie szybko odzyska wolność. Prokuratura nie chciała jednak zwolnić go z aresztu. Śledczy uważali, że „Masa” umniejsza swój udział w niektórych przestępstwach. Nie zgodzili się także na zaproponowany przez koronnego wyrok w ramach dobrowolnego poddania się karze.

Według źródeł portalu tvp.info, Jarosław Ł. był gotów zgodzić się na karę trzech lat więzienia. Teoretycznie gdyby prokuratura, a potem sąd zgodziły się na to, byłby wolny, zanim ruszyłby proces jego współoskarżonych. Prokuratura chciała jednak surowszego wyroku, prawdopodobnie od pięciu do siedmiu lat odsiadki. Pobyt w areszcie miał „przekonać” Ł. do zweryfikowania swojej propozycji.

Teraz „Masa” ma lepszą pozycję przetargową. Tym bardziej, że jego proces może ciągnąć się nawet latami.

Jarosław Ł. nie stracił statusu świadka koronnego. Wciąż przysługuje mu ochrona, a wszystko co dotyczy jego samego jest utajnione. Żadne z przestępstw, o które jest obecnie oskarżony, nie ma także związku z byciem świadkiem koronnym.

Wyłudzenia, łapówki i śledzie w oleju

Jarosław Ł. jest podejrzany o to, że między sierpniem a wrześniem 2012 r. wyłudził w ośmiu bankach kwotę 668 515 zł. Miał także – od 3 czerwca 2014 r. do 1 lipca 2015 r. – wielokrotnie wręczyć korzyści majątkowe Zbigniewowi G., naczelnikowi Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Ponadto „Masa” razem ze swoim synem i pewnym przedsiębiorcą mieli wręczyć 2 tys. zł łapówki Grzegorzowi S., urzędnikowi II Urzędu Celnego w Łodzi. W zamian za pieniądze S. miał załatwić sprawę niezapłaconego podatku w związku ze sprowadzeniem Audi Q5. Jarosławowi Ł. zarzucono również, że dwukrotnie złożył fałszywe zeznania w sprawie o wykroczenie drogowe. Były gangster odpowie też za oszustwo na szkodę właściciela firmy budowlanej, który nie otrzymał 160 tys. zł wynagrodzenia za położenie kostki brukowej na terenie posesji świadka koronnego.

„Masa” miał także w latach 2008-14 zlecać łódzkiemu złodziejaszkowi kradzieże potrzebnych mu artykułów. „Zaopatrzeniowiec” ukradł dla zleceniodawcy m.in. artykuły spożywcze np. konserwy rybne, maszynki do golenia, szampony, dezodoranty oraz 149 butelek wódki i whisky. Towary nie pochodziły z luksusowych delikatesów, ale z Biedronki, Lidla czy Rossmanna.
„Masa” pogrąży byłego senatora? Show skruszonego gangstera przed sądem

– Uciszyłem dziennikarza – tak według Jarosława Sokołowskiego ps. Masa, Aleksander Gawronik miał się przechwalać pod koniec lat 90. Dla krakowskiej…

Przyjaciel z policji

Dla lubelskich „pezetów” równie ważnym oskarżonym co „Masa” jest wspomniany już Zbigniew G. Mężczyzna ten był świadkiem na ślubie byłego gangstera i ponoć obaj się przyjaźnili. Prokuratura oskarżyła go o popełnienie 10 czynów. Były naczelnik usłyszał zarzuty ujawnienia Ł. informacji z prowadzonych postępowań. Policjant miał przyjąć od „Masy” lub za jego pośrednictwem m.in. sterydy anaboliczne o wartości co najmniej 13 tys. zł, alufelgi za 1,5 tys. zł, portfel skórzany znanej firmy, pióro marki Montblanc czy nalewki cytrynowe.

Prokuratura wyliczyła wartość wszystkich łapówek na ok. 68 tys. za pomoc w różnych drobniejszych sprawach. Obaj zainteresowani przekonywali, że nie były to łapówki, ale prezenty, bo są przyjaciółmi.

Były naczelnik jest też podejrzany o przyjęcie od „Masy” oraz Marka K. i Daniela M. „110 tys. zł w zamian za zapewnienie ww. pomocy i przychylności przy podejmowaniu czynności służbowych w stosunku do osoby podejrzewanej o paserstwo”. Oficerowi także grozi 10 lat więzienia.

Pozostali oskarżeni są podejrzani m.in. o oszustwa oraz korupcję.

Wpadli w sidła BSW

Śledztwo, w którym pojawiło się nazwisko Jarosława Ł. ps. „Masa”, wszczął we wrześniu 2015 r. lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. To wielowątkowe postępowanie, dotyczące szeregu przestępstw, w tym „wymuszeń rozbójniczych i oszustw popełnianych na terenie całego kraju przez osoby biorące udział w zorganizowanej grupie przestępczej”.

Z postępowania tego w listopadzie 2017 r. wyłączone zostały materiały dotyczące „oszustw dokonanych przez ustalonych sprawców, wręczenia i przyjmowania korzyści majątkowych, powoływania się na wpływy”. Jeden z wątków śledztwa dotyczy załatwiania pracy w policji w zamian za łapówki.

W maju 2018 r. funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymali „Masę” i pięć innych osób, w tym Zbigniewa G. oraz urzędnika łódzkiej delegatury Urzędu Celno-Skarbowego. Funkcjonariusze przeszukali kilkanaście domów, mieszkań i biur na terenie województw: mazowieckiego, łódzkiego i opolskiego. Z informacji portalu tvp.info wynika, że w śledztwie zgromadzono ogromną ilość podsłuchów oraz zdjęć i materiałów wideo z inwigilacji figurantów.

Jarosław Ł. to bardzo kontrowersyjny świadek koronny. Nie ma wątpliwości, że to za jego sprawą udało się zlikwidować mafię pruszkowską. „Zdrada” tak wysoko postawionego w hierarchii „Pruszkowiaka” przyczyniła się do przerwania zmowy milczenia przez gangsterów niższego szczebla.

Przed kilku laty, razem z dziennikarzem Arturem Górskim wydali serię książek o mafii „Masa o…”, które stały się bestsellerami. Jako pierwszy „koronny” zaczął się udzielać w mediach społecznościowych. Krytykowano go za zarabianie na gangsterskiej przeszłości.
Źródło info i foto: TVP.info

Bułgar oskarżony o sutenerstwo. Ścigany był za handel ludźmi i czerpanie korzyści z prostytucji

Po pięciu latach poszukiwań udało się namierzyć i zatrzymać Bułgara Kadira D., ściganego za handel ludźmi i czerpanie korzyści z prostytucji. Śledczy z pomorskich „pezetów” Prokuratury Krajowej ustalili, że mężczyzna wraz ze swoim bratem i synem „kontrolowali” dwie swoje rodaczki i Polkę, którym zabierano niemal cały zarobek, a często brutalnie „dyscyplinowano”.

Sprawa miała swój początek jesienią 2014 roku, gdy pogranicznicy Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku i śledczy z miejscowych „pezetów” przerwali działalność szajki bułgarskich sutenerów działających w północnej Polsce. Liderem tej ekipy miał być Kadir D., którego w zależności od sytuacji zastępował syn Sasho S. lub brat Pavel P.

Śledczym udało się zebrać dowody, że mężczyźni zarabiali na przydrożnej prostytucji dwóch swoich rodaczek oraz Polki. Każdy z członków klanu „opiekował” się jedną kobietą. Prostytutki musiały im oddawać większą część zarobku, a często i cały utarg. Kobiety były tak podporządkowane swoim alfonsom, że mieszkały razem z nimi i ponosiły wszystkie koszty utrzymania mężczyzn oraz wynajmu mieszkania. Nie mogły nic odłożyć dla siebie na przyszłość, za to ich „opiekunowie” żyli pełnią życia.

Brutalne „dyscyplinowanie”

Według śledczych Kadir D. był głównym nadzorcą prostytutek. Herszt miał bardzo często brutalnie „dyscyplinować” kobiety, kiedy te wykazały się choćby najmniejszym nieposłuszeństwem. Normą było poniżanie ofiar.

Szczególnie miał się znęcać nad jedną z rodaczek, która prawdopodobnie podstępem została zwerbowana do uprawiania przydrożnej prostytucji. Według herszta szajki, „nie przykładała się do pracy” i zarabiała najmniej ze wszystkich kobiet. Karą za to miało być jej regularne głodzenie i groźby zabójstwa. Kadir D. wykorzystywał to, że nie znając języka polskiego, nie mając także pieniędzy na powrót do ojczyzny kobieta była całkowicie zależna od swoich oprawców.

Koszmar Bułgarki i podły los jej towarzyszek niedoli miał trwać co najmniej rok. W końcu jedna z kobiet powiadomiła o wszystkim śledczych. Zatrzymano Sasho S., jednak jego ojciec i wuj zniknęli.

Europejski nakaz aresztowania

Za Kadirem D. i jego bratem Pavlem P. wydano europejski nakaz aresztowania. Herszt rodzinnej szajki sutenerów wpadł w grudniu ubiegłego roku w Bułgarii. Przewieziono go do Polski, gdzie usłyszał zarzuty, a po kilku miesiącach Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Gdańsku akt oskarżenia przeciwko niemu.

Kadir D. odpowie za handel ludźmi oraz czerpanie korzyści z prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Pod koniec 2016 roku na mocy wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku syn herszta został skazany na karę trzech lat więzienia i sześć tysięcy złotych grzywny. Pavlo P. wciąż figuruje na stronach policji jako poszukiwany.
Źródło info i foto: TVP.info

Ponad 800 kg haszyszu przemycił przez Polskę rosyjski gang

Ponad 800 kg haszyszu o wartości 41 mln zł, przemycił z Hiszpanii przez Polskę do Rosji, gang rozpracowywany przez lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej. Trzech kurierów tej grupy zostało właśnie oskarżonych o przerzut narkotyków przez przejście graniczne w Terespolu. Śledczy są przekonani, że za nielegalną operacją stali członkowie rosyjskiej mafii, rezydujący w Petersburgu.

Według oficjalnej wersji, na trop rosyjskich przemytników śledczy wpadli po tym jak 31 sierpnia 2018 roku na przejściu w Terespolu, Straż Graniczna zatrzymała do kontroli kię Sorento, którą jechało dwóch Rosjan. Okazało się, że Mikhail P. i Alli P., próbowali przemycić 86 kg haszyszu. Narkotyk ukryty był w specjalnych schowkach w tylnej części bagażnika i nad fotelami. Kurierzy, trafili do aresztu.

Sprawą zajął się Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, który wspomagali pogranicznicy. Wiele wskazuje na to, że udało im się złamać zmowę milczenia zatrzymanych Rosjan. Okazało się wtedy, że dwaj Rosjanie należeli do gangu, który kupował hurtowe ilości haszyszu w Hiszpanii. Półwysep Iberyjski z Maroka. Mafiosi przemycali później narkotyk przez Polskę i Białoruś do Rosji. Haszysz trafiał przede wszystkim do Petersburga lub Moskwy.

W rozmowie z portalem tvp.info, jeden ze śledczych powiedział, że udało się ustalić „osoby, odpowiedzialne za organizowanie przerzutu narkotyków”. Część z nich jest już poszukiwana listami gończymi.

200 kg haszyszu w jeden dzień

Efektem pracy „pezetów” i pograniczników, było przechwycenie na przejściu w Terespolu, kolejnego transportu haszyszu. 9 marca 2019 roku zatrzymano do „rutynowej” kontroli Mikhaila B., jadącego Volvo XC90. Pogranicznicy odkryli, że auto zostało wcześniej „stuningowane”. W specjalnych skrytkach znaleziono 167 pakunków zawierających haszysz, o wadze prawie 120 kilogramów. Rosjanin usłyszał zarzuty i trafił do aresztu.

Co ciekawe, tego samego dnia na przejściu w Terespolu zatrzymano innego Rosjanina – Andreia P. W smarcie, którym chciał wjechać na teren Białorusi, ukryto 80 pakunków haszyszu o wadze ponad 84 kilogramów. Wiele wskazuje na to, że mógł być on członkiem rosyjskiego gangu, do którego należeli opisani wyżej kurierzy. Wiadomo jednak, że Andrei P. nie został objęty aktem oskarżenia, który w sierpniu br. skierowała do sądu Prokuratura Krajowa.
Źródło info i foto: TVP.info