Policja ściga groźnego pedofila. Piotr Boszko ścigany listem gończym

Policjanci z Piekar Śląskich poszukują Piotra Boszko (nazwisko rodowe: Robok). 58-latek jest poszukiwany listem gończym wydanym przez sąd.

Piotr Boszko jest osobą poszukiwaną na podstawie listu gończego wydanego przez sąd. Mężczyzna został skazany za przestępstwa zawarte w art. 200 kk w zw. 12 („obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszczanie się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadzanie jej do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania”) oraz art 191§1 kk w zw. 92§1 kk. Są to artykuły związane z pedofilią. Mężczyznę czeka ponad 5-letni pobyt w więzieniu.

Mężczyzna waży ok. 70-89 kg. Ma 171-175 cm. To łysiejący mężczyzna o prostych ciemnych włosach. Ma ciemne oczy, średnie czoło, owalną twarz i nie posiada zarostu.

Wszystkie osoby mogące pomóc w ustaleniu miejsca pobytu osoby poszukiwanej proszone są o kontakt z Komendą Miejską Policji w Piekarach Śląskich pod nr tel. (32) 3936 200 bądź z najbliższą jednostką Policji.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Piekary Śląskie: Z policyjnego konwoju uciekło dwóch nastolatków. Trwają poszukiwania

Alarm w komendzie policji w Piekarach Śląskich. To tam z policyjnego konwoju uciekło dwóch nastolatków. Jeden z uciekinierów ma 15, a drugi 16 lat. W konwoju jechało trzech policjantów – dwóch z komisariatu w Radzionkowie i jeden z Tarnowskich Gór.

Radiowóz przyjechał przed budynek komendy w Piekarach Śląskich. Tam miało się odbyć przesłuchanie i w trakcie wysiadania jeden z policjantów został odepchnięty. Nastolatkowie, mimo że byli razem spięci jedną parą kajdanek, zdołali zbiec. Teraz trwają poszukiwania uciekinierów. Natomiast policjantów, którzy ich konwojowali, czeka wewnętrzne postępowanie wyjaśniające.
Źródło info i foto: interia.pl

Piekary Śląskie: 4 lata mieszkała ze zwłokami

Zwłoki mężczyzny znaleziono w jednym z mieszkań w Piekarach Śląskich. 75-letnia lokatorka powiedziała policjantom, że to jej znajomy, który nie żyje od czterech lat. Tłumaczyła, że obawiała się kosztów pogrzebu i związanych z tym formalności, dlatego przykryła zwłoki kocem i zostawiła na wersalce. Makabrycznego odkrycia dokonała we wtorek pasierbica kobiety, która przyszła posprzątać w mieszkaniu. Okoliczności śmierci mężczyzny wyjaśniają teraz policjanci oraz piekarska prokuratura.

– Wiadomo, że zgon nastąpił w listopadzie 2013 roku, a zmarły był znajomym kobiety. Ciało, które znalazła pasierbica, jest w stanie daleko posuniętego rozkładu, dlatego identyfikacja meżczyzny nie jest na razie możliwa – powiedział polsatnews.pl st. sierż. Dariusz Dobrzański, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Piekarach Śląskich.

Policjanci będą teraz ustalać, czy do śmierci mężczyzny mogły przyczynić się osoby trzecie.

Nie było niepokojących sygnałów

– Na razie nic na to nie wskazuje. Lokatorka zeznała, że postanowiła pozostawić ciało w mieszkaniu, bo bała się, że nie będzie jej stać na pogrzeb. Nie wiedziała też, jak załatwić formalności, które są związane z pochówkiem – powiedział st. sierż. Dobrzański. Budynek, w którym dokonano makabrycznego odkrycia, to kamienica. Policja nie miała wcześniej żadnych sygnałów na temat niepokojącego zapachu, który wydzielały rozkładające się zwłoki.

– Będziemy także ustalać, jak to możliwe, że przez cztery lata nikt nie zorientował się, że w mieszkaniu znajduje się ciało. Sprawdzane będzie również to, czy w ciągu tego czasu nie było żadnych zgłoszeń dotyczących zaginięcia zmarłego – powiedział rzecznik piekarskiej policji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Złodzieje wykoleili pociąg z węglem w Piekarach Śląskich

Siedem wagonów wykoleili w Piekarach Śląskich złodzieje okradający pociąg, który miał zawieźć węgiel z tamtejszej kopalni do Warszawy. Nikomu nic się nie stało. Jeden wagon przewrócił się, a towarowy tor będzie zablokowany kilka dni, do czasu naprawy infrastruktury.

Jak poinformowało w sobotnim porannym raporcie działające przy wojewodzie śląskim Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego, pociąg wykoleił się ok. 3 nad ranem w Piekarach Śląskich. Skład wiózł miał węglowy z miejscowej kopalni Julian (obecnie część należącego do spółki Węglokoks-Kraj zakładu Bobrek-Piekary) do Warszawy.

„Sprawcami zdarzenia byli złodzieje, którzy okradając pociąg przewożący urobek wysypali miał na tory. Siedem wagonów zostało wykolejonych (jeden przewrócił się), a infrastruktura kolejowa – zniszczona. Brak osób poszkodowanych” – podały służby kryzysowe wojewody.

Szlakiem w Piekarach Śląskich nie kursują pociągi osobowe. Prowadzi on do połączenia z tzw. magistralą węglową w Radzionkowie. Tor, na którym złodzieje wykoleili pociąg, będzie zablokowany kilka dni, do czasu uprzątnięcia tego miejsca i usunięcia wszystkich uszkodzeń.

Złodzieje przewożonych koleją towarów i kolejowej infrastruktury dają znać o sobie w woj. śląskim często. Kradną przeważnie węgiel, koks i metalowe elementy linii kolejowych, łącznie z szynami. Tylko niektóre kradzieże towarów wiążą się ze zniszczeniami infrastruktury, jak w sobotę. To zwykle następstwa kradzieży trakcji.

W piątek Straż Ochrony Kolei podała, że w ub. roku odnotowała blisko 50 proc. mniej kradzieży elementów infrastruktury kolejowej, niż w 2015 r. – dzięki coraz skuteczniejszej prewencji wspieranej przez nowy sprzęt i coraz lepiej wyszkoloną kadrę. Od stycznia 2016 r. do końca listopada ujęto ponad 160 złodziei infrastruktury; co trzeci wpadł dzięki kontrolom skupów złomu.

Kradzieże doprowadzają do wykolejeń towarowych składów, najczęściej na bocznych szlakach i bocznicach, po kilka razy w roku. Powstałe wskutek tego straty liczone są w milionach złotych. Kradzieże węgla szczególnie nasilają się w sezonie zimowym.
Żródło info i foto: interia.pl

Piekary Śląskie: Nie żyje 2-letnie dziecko. Matka i konkubent na przesłuchaniu

Okoliczności śmierci 2,5-letniej dziewczynki bada policja w Piekarach Śląskich. W sobotę wieczorem do dziecka wezwano pogotowie, a lekarz zawiadomił policję. – Zgłoszenie o śmierci dziewczynki otrzymaliśmy od lekarza pogotowia, który przybył na miejsce zdarzenia w sobotę po godz. 21. Dziecko miało siniaki, nie były to jednak obrażenia świeże. Przyczynę śmierci określi zarządzona przez prokuratora sekcja zwłok. Przesłuchania matki i ojczyma również będą odbywały się jutro – powiedziała tvp.info st. aspirant Dagmara Wawrzyniak z piekarskiej policji.

W mieszkaniu była 24-letnia matka dziewczynki, jej 32-letni konkubent oraz 5-letnia siostra zmarłej, którą przekazano pracownikom Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Badanie stanu trzeźwości mężczyzny wykazało 2 promile alkoholu.

– Podczas policyjnej interwencji kobieta właściwie się nie odzywała, być może była w szoku – relacjonowała policjantka. Dziewczynka miała na ciele liczne siniaki a także urazy głowy.
Żródło info i foto: TVP.info

Piekary Śląskie: Policjant zastrzelił się z broni służbowej

Tragedia w komendzie policji. Policjant zginął na służbie w komendzie w Piekarach Śląskich. Ok. godz. 13.30 w komendzie policji w Piekarach Śląskich przy ul. Kalwaryjskiej doszło do śmiertelnego postrzału funkcjonariusza. Policja mówi o wypadku z bronią. Oto szczegóły.

Tragedia na komendzie w Piekarach Śląskich – 46-letni policjant zmarł. W chwili zdarzenia funkcjonariusz był sam w pokoju. Mimo szybkiej reakcji kolegów z pracy, którzy udzielili mu pomocy przedmedycznej i prowadzili resuscytację, nie udało się go uratować – informuje st. asp. Dagmara Wawrzyniak, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Piekarach Śląskich. Zmarły funkcjonariusz był doświadczonym policjantem. Pracował w wydziale ds. walki z przestępczością gospodarczą.

– Rodzina policjanta została otoczona opieką psychologów. Na miejscu zdarzenia trwają czynności śledcze, jest obecny prokurator. Śledztwo ma ustalić okoliczności i przyczyny tego zdarzenia – dodaje Dagmara Wawrzyniak.
Żródło info i foto: dziennikzachodni.pl

Śledczy twierdzą, że nie było próby zamachu na prezydenta Andrzeja Dudę

Mężczyzna zatrzymany w Piekarach Śląskich w związku z podejrzeniem próby ataku na prezydenta został zwolniony do domu. Nie usłyszał żadnych zarzutów – informuje Radio ZET. Prokuratura uznała, że mężczyzna nie jest groźny, jest osobą głęboko religijną, a nóż przydaje mu się podczas częstych wędrówek po lesie. Na kartce, którą miał przy sobie, wypisane były pytania do prezydenta Andrzeja Dudy. Śledczy jednoznacznie stwierdzili, że nie miał on żadnych złych zamiarów wobec głowy państwa.

Wczoraj po południu funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu zatrzymali w Piekarach Śląskich mężczyznę, który zachowywał się podejrzanie i uznano, że może on chcieć zaatakować prezydenta. Do zatrzymania doszło jeszcze przed przyjazdem do miasta Andrzeja Dudy.

40-letni Aleksander C. miał przy sobie nóż myśliwski i strzykawkę. Przed zatrzymaniem, funkcjonariusze policji i BOR obserwowali mężczyznę przez półgodziny. Podejrzany w pewnym momencie schował się w prezbiterium bazyliki w Piekarach Śląskich i jak opisują służby, zachowywał się dziwnie i nerwowo. Przez całą noc trwały czynności śledcze związane z zatrzymaniem 40-latka, które wykazały, że mężczyzna nie stanowi zagrożenia.
Żródło info i foto: dorzeczy.pl

Ten mężczyzna czekał z nożem i strzykawką na prezydenta

Gliwicka prokuratura okręgowa wszczęła śledztwo w sprawie narażenia na prezydenta Andrzeja Dudę na niebezpieczeństwo. Zatrzymany w Piekarach Śląskich 40-letni mężczyzna może usłyszeć zarzuty. Miał nóż i podejrzaną ciecz w strzykawce i chciał dostać się w pobliże prezydenta. Mężczyzna będzie przesłuchany jeszcze dzisiaj. Do późnej nocy przeszukiwano jego mieszkanie i przesłuchiwano znajomych.

– W związku z tymi przeszukaniami, których dokonali policjanci w Bytomiu, w miejscu zamieszkania 40-latka, zatrzymaliśmy zarówno komputer jak i telefony komórkowe i będziemy teraz sprawdzali zawartość tych sprzętów – poinformowała podinspektor Aleksandra Nowara ze Śląskiej Komendy Policji. Jak dodaje, sanepid ma zbadać ciecz w zabezpieczonej strzykawce. Wiadomo, że nie był to narkotyk.

Jak relacjonuje śląska policja w środę około godziny 13.30 policjanci z katowickiego oddziału prewencji zabezpieczający teren Bazyliki w Piekarach Śląskich, przed wizytą prezydenta Andrzeja Dudy, zauważyli mężczyznę, który dziwnie się zachowywał. Mężczyzna rozglądał się, wracał w to samo miejsce, sprawdzał wejścia do Bazyliki. Policjanci zauważyli, że mężczyzna wyciąga z saszetki strzykawkę i chowa ją do kieszeni kurtki.

„Policjanci zatrzymali 40-latka po wejściu do Bazyliki, przed bramkami pirotechnicznymi. Znaleźli przy nim nóż, strzykawkę. Zatrzymany mieszkaniec Bytomia noc spędził w policyjnym areszcie” – czytamy na stronie śląskiej policji.

Funkcjonariusze opublikowali zdjęcia przedmiotów, które miał przy sobie mężczyzna.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Planował atak na Andrzeja Dudę? Miał przy sobie nóż i strzykawkę

Zatrzymano mężczyznę w czasie wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Piekarach Śląskich. Jak dowiedział się reporter RMF FM, zatrzymany miał z sobą nóż i strzykawkę. Najpewniej czekał na prezydenta. W tej chwili jest on przesłuchiwany. Policjanci zatrzymali około 40-letniego mężczyznę w bazylice, na tyłach prezbiterium. Zwrócono na niego uwagę, gdyż miał się dziwnie zachowywać. Najpewniej czekał na prezydenta.

Mężczyzna został wyprowadzony. Jak się okazało, miał przy sobie nóż i strzykawkę. Teraz trwa jego przesłuchanie w komendzie w Piekarach Śląskich.

BOR potwierdza, że zatrzymano mężczyznę

Biuro Ochrony Rządu przyznaje, że doszło do zatrzymania mężczyzny, który miał przy sobie „niebezpieczne narzędzie”. Funkcjonariusze przekonują, że nie było bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia prezydenta. 40-latka schwytano zanim Andrzej Duda zjawił się w bazylice, więc nawet nie znalazł się w pobliżu głowy państwa.

Program wizyty prezydenta w Piekarach Śląskich i procedury bezpieczeństwa nie zostały zmienione.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Szajka złodziei działająca na Śląsku rozbita

Koniec śledztwa w sprawie trzyosobowej szajki okradającej mieszkania w Śląskiem. Złodzieje działali co najmniej w sześciu miastach na terenie województwa. W sumie okradli 17 mieszkań. Złodziejska szajka działała w Chorzowie, Bytomiu, Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej, Rudzie Śląskiej i Piekarach Śląskich. 32-latka wraz ze swoimi znajomymi w wieku 20 i 33 lat chodziła od mieszkania, do mieszkania i naciskała na klamki. Tam gdzie drzwi były otwarte, złodzieje wchodzili niepostrzeżenie do środka i plądrowali pomieszczenie, albo kradli wszystko, co leżało na szafkach w przedpokojach, m.in. portfele, pieniądze, biżuterię i inne wartościowe rzeczy. W ten sposób przez rok obłowili się na ponad 100 tysięcy złotych.

Policjanci z Chorzowa szczegółowo pracowali nad wyjaśnieniem sprawy. Ustalenia śledczych i zgromadzony materiał dowodowy pozwoliły na ujęcie i postawienie zarzutów szajce. Każdemu z podejrzanych grozi do 5 lat więzienia.
Żródło info i foto: RMF24.pl