Napad na stację paliw w Sędzinku. Po pościgu zatrzymano 30-latka

Policjanci podczas pościgu postrzelili mężczyznę, który w nocy napadł na stację benzynową w Sędzinku koło Szamotuł w Wielkopolsce. 30-latek jest w szpitalu. Życiu mieszkańca Świebodzina nic nie grozi. Mężczyzna nie był notowany przez policję.

30-latek około 2 w nocy wszedł z nożem na stację benzynową i zażądał pieniędzy. Pracownicy uciekli – on wygarnął z kasy gotówkę i odjechał.

Policjanci zauważyli jego samochód w okolicach Nowego Tomyśla Próbowali zatrzymać pojazd, na sygnale gonili go ulicami miasta. Po wyjeździe poza zabudowany teren zdecydowali się użyć broni. Strzelali w opony. Jedna z kul niegroźnie zraniła ściganego w łopatkę.

Teraz pilnowany przez funkcjonariuszy 30-latek czeka w szpitalu na przesłuchanie. Okoliczności sprawy będą szczegółowo wyjaśniane przez policję i prokuraturę. Za rozbój kodeks karny przewiduje do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

27-latek miał w domu 1000 porcji narkotyków, pieniądze i broń

27-letni mężczyzna miał w mieszkaniu prawdziwą hurtownię: śródmiejscy policjanci znaleźli tam ponad 1000 porcji różnych narkotyków. Trafił do aresztu, grozi mu do 10 lat więzienia. Policjanci ze śródmiejskiego wydziału operacyjno-rozpoznawczego namierzyli mężczyznę, który mógł mieć w mieszkaniu znaczne ilości narkotyków. Kiedy zapukali do drzwi, 27-latek był mocno zaskoczony.

W jego mieszkaniu policjanci znaleźli woreczki foliowe z mefedronem, kokainą, heroiną i amfetaminą. Poza tym znaleźli reklamówkę marihuany, wagę elektroniczną służącą do porcjowania środków odurzających, pieniądze mogące pochodzić z przestępstwa oraz przedmioty przypominające broń palną oraz pneumatyczną, które zostaną poddane badaniom przez biegłego – poinformował nadkom. Robert Szumiata ze śródmiejskiej KRP.
Źródło info i foto: se.pl

Zapadł pierwszy wyrok w związku z aferą GetBack

Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał pierwszy wyrok w sprawie afery GetBack. Dotychczas zarzuty w śledztwie prowadzonym przez warszawską prokuraturę usłyszało 60 osób. Pierwotnie poznański sąd miał ogłosić wyrok w poniedziałek, ale ze względu na „skomplikowany charakter sprawy” przełożył to na 6 marca 2020 r.

Sąd uznał, że zawarta przez jedną z poszkodowanych osób umowa jest nieważna. Orzekł też, że za straty klientki odpowiada zarówno biuro maklerskie sprzedające obligacje GetBacku, jak i bank, którego pracownik je zaoferował.

– Jestem bardzo zadowolona z takiego rozstrzygnięcia. Moja klientka odzyskała wszystkie wpłacone pieniądze (red. około 100 tys. złotych) – mówi radca prawny Beata Strzyżowska, pełnomocniczka klientki GetBacku, cytowana przez „Głos Wielkopolski” po rozprawie.

Po wybuchu afery GetBack do sądów w całej Polsce trafiły pozwy cywilne poszkodowanych przeciw pośrednikom sprzedającym obligacje. Poszkodowanych w całym kraju jest kilkanaście tysięcy osób. Już na początku 2018 r. zaapelowali oni o utworzenie specjalnego funduszu, który miałby zabezpieczyć pieniądze na wypłaty przyszłych rekompensat.

Były już prezes spółki GetBack Konrad K. przebywa w areszcie.

O co chodzi w aferze GetBack?

GetBack to jedna z największych afer finansowych ostatnich lat. W połowie kwietnia 2018 roku spółka windykacyjna GetBack, kierowana wówczas przez Konrada K., poinformowała w komunikacie giełdowym o rzekomych rozmowach z Polskim Funduszem Rozwoju oraz PKO BP. Negocjacje miały dotyczyć wsparcia finansowego dla GetBacku o wartości do 250 mln zł. Obie instytucje natychmiast zdementowały te informacje, a Giełda Papierów Wartościowych zawiesiła obrót akcjami GetBacku. Do gry wkroczyła też Komisja Nadzoru Finansowego.

Niedługo potem aresztowano Konrada K., zarzucając mu popełnienie ośmiu przestępstw, m.in. usiłowanie oszustwa na kwotę 250 mln zł, wyrządzenie spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach – co najmniej ponad 185 mln zł i podejmowanie działań zmierzających do utrudnienia postępowania karnego i uniknięcia odpowiedzialności karnej.

W kolejnych miesiącach na jaw wychodziły oszustwa, do jakich dochodziło w spółce windykacyjnej oraz firmach z nią współpracujących: fałszowanie sprawozdań finansowych, wyprowadzanie pieniędzy ze spółki, nieprawidłowości przy serwisowaniu funduszy wierzytelności, rolowanie portfeli długów, czy wreszcie misselling, który jest głównym argumentem poszkodowanych inwestorów w walce o odszkodowanie.

GetBack finansował bowiem swoją działalność poprzez emisję obligacji w ofertach prywatnych. Po wybuchu afery okazało się, że spółka ma ogromne problemy z płynnością i nie jest w stanie spłacić inwestorów.

Pokrzywdzonych obligatariuszy jest prawie 10 tys. w tym większość to osoby prywatne (instytucji jest 178). Stowarzyszenie Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack szacuje, że w skali kraju straty poniesione w aferze GetBack przez osoby fizyczne sięgają nawet 2,5 mld zł.

Obligatariusze GetBack starają się odzyskać całość środków zainwestowanych w obligacje, ale nie od GetBack, tylko od banków, które te instrumenty w nierzadko nieuczciwy sposób oferowały (m.in. od Idea Banku). Tym bardziej, że 25 stycznia 2019 roku Zgromadzenie wierzycieli GetBacku przyjęło układ dla spółki. W myśl układu, Obligatariusze, którzy stracili na obligacjach upadającej firmy, mają szanse odzyskać zaledwie jedną czwartą zainwestowanych pieniędzy.

Tymczasem w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie powstał specjalny zespół cywilny ds. GetBack, który ma walczyć o odszkodowania dla pokrzywdzonych. Śledczy przeanalizują kilkaset przypadków pod kątem m.in. możliwości unieważnienia umów lub wytoczenia pozwów o odszkodowanie od instytucji finansowych, które oferowały obligacje, zapewniając, że są pozbawione ryzyka.

W listopadzie 2018 roku Idea Bank został wpisany na listę ostrzeżeń publicznych KNF w związku z prowadzeniem działalności maklerskiej bez zezwolenia w zakresie oferowania instrumentów finansowych.

Z kolei Domowi Maklerskiemu Mercurius KNF cofnęła zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej w zakresie oferowania instrumentów finansowych i nałożyła na niego karę pieniężną w wysokości 430 tys. zł. To pokłosie współpracy z GetBackiem. Wcześniej podobną karę dostał Polski Dom Maklerski.

Dotychczas w aferze GetBack zarzuty usłyszało już kilkanaście osób, m.in. prezes Polskiego Domu Maklerskiego, któremu zarzuca się, że wspólnie z Konradem K. wyprowadzał pieniądze z GetBacku (poprzez łańuszek spółek).

Piotr B., wiceprezes Anna P., Marek P., Bożena S., jej brat Dariusz S. oraz Kinga M.-J. oskarżeni są z kolei m.in. o wyrządzenie GetBackowi szkody majątkowej wielkich rozmiarów, przywłaszczenia ponad 2 mln zł, próbę realizacji pozornej umowy na ponad 4 mln zł oraz posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami.

W związku z aferą GetBacku sąd aresztował także dwóch byłych członków zarządu Altus TFI: Piotra Osieckiego i Jakuba Rybę. Chodzi o EGB Investments, które GetBack kupił od Altusa za 207,6 mln zł w maju 2017 r. (oficjalne zamknięcie transakcji nastąpiło w sierpniu). Transakcja ta jest kwestionowana zarówno przez nowy zarząd windykatora, jak i KNF oraz prokuraturę. Śledczy twierdzą, że doszło do zmowy szefów firm, której efektem było zawyżenie ceny. Zdaniem prokuratury rzeczywista wartość EGB wynosiła 47 mln zł, z czego przedstawiciele Altusa i szef GetBacku mieli sobie doskonale zdawać sprawę.

W związku z tą transakcją Piotr Osiecki i Jakub Ryba mają postawione zarzuty wyrządzenia szkody GetBackowi wielkich rozmiarów. Dodatkowo, Altus TFI utracił licencję.
Źródło info i foto: businessinsider.com

Uwaga na fałszywe linki do płatności. Można stracić majątek

Pan Artur stracił kilka tysięcy oszczędności klikając w fałszywy link do płatności. Wystarczyła chwila nieuwagi, by dane do logowania na jego konto bankowe przechwycił oszust. Choć pan Artur, krakowianin, jest pilotem odrzutowców pasażerskich, od ponad dziesięciu lat pasjonuje się składaniem drewnianych modeli… żaglowców. Jak mówi, to dla niego relaks i odskocznia od służbowych stresów.

Kilka dni temu na OLX wypatrzył okazyjną ofertę na kanadyjski dwumasztowy szkuner z XX wieku. – To była niezwykła gratka. Piękny żaglowiec regatowy, za połowę ceny. Kilka tygodni cierpliwego składania, a potem zdobiłby moją pokazową kolekcję. Wystarczyło tylko kliknąć w link do płatności przesłany przez ogłoszeniodawcę – relacjonuje nam pilot z Krakowa.

Niestety zamiast chluby swojej pokazowej kolekcji, pan Artur dorobił się pustego konta w banku i ogromnego rozczarowania. Jak się okazało, klikając w link do płatności i logując się swoimi danymi do konta bankowego, udostępnił oszustowi swoje dane. – To zjawisko phishingu.

Mechanizm polega na tym, że ktoś wysyła nam link do płatności, który wymaga np. wprowadzenia danych do logowania w bankowości internetowej albo innych naszych danych osobowych – wyjaśnia ekspert serwisu OLX.

– Następnie posługując się tymi danymi czyści nasze konto bankowe albo na nasze dane bierze kredyt gotówkowy – dodaje.

Klikając w linki przesłane przez kogoś w internecie zawsze należy sprawdzać, czy adres strony jest zgodny z oficjalnym, czy sprzedawca nie wysyła nam linka z gotowym tytułem płatności (najczęściej ciągiem liczb lub cyfr). Często sprzedający prosi o wpłacenie małej kwoty zaliczki dla potwierdzenia numeru naszego konta i przesyła gotowy link do uiszczenia opłaty.

– Kiedy idzie o nasze dane czy finanse, należy zachować szczególną czujność, bo sfałszowane strony często do złudzenia przypominają oryginalne, różnią się tylko adresem czy jedną w nim literką – tłumaczy ekspert OLX.

Jeśli dojdziemy do wniosku, że otrzymaliśmy link do strony służącej oszustwom, nie bądźmy obojętni. Warto zgłaszać je niezwłocznie do cert.pl i pomoc.olx.pl.
Źródło info i foto: se.pl

Lublin: Trwają poszukiwania sprawcy, który powiesił psa na drzewie

W Lublinie nieznany sprawca powiesił na drzewie psa. Policjanci poszukują osoby odpowiedzialnej za bestialski czyn. Obrońcy zwierząt zbierają pieniądze na nagrodę za pomoc w ujęciu oprawcy – donosi „Dziennik Wschodni”. Zwłoki psa znajdowały się w zagajniku u zbiegu ulic Świętochowskiego, Żeglarskiej i Powojowej. Jak pisze „Dziennik Wschodni”, widok był makabryczny.

„Pies został uduszony za pomocą dwóch opasek uciskowych. Sprawca zawiesił zwierzę na drzewie za pomocą przytwierdzonego do opasek odblaskowego cienkiego sznurka” – czytamy.

Sprawą zajmuje się policja, przeprowadzono oględziny i zabezpieczono ślady. Zostanie przeprowadzona sekcja zwłok psa. Nie wiadomo bowiem, czy pies jeszcze żył, kiedy oprawca wieszał go na drzewie, czy też zabił zwierzę wcześniej.

Policja apeluje o pomoc w wykryciu sprawcy. Informatorom zapewnia się anonimowość.

W ustaleniu i zatrzymaniu sprawcy stara się pomóc Fundacja EX LEGE, która zbiera pieniądze na nagrodę za wskazanie sprawcy. Zbiórka 10 tysięcy zł jest prowadzona poprzez internetowy portal ratujemyzwierzaki.pl (pod tytułem „Egzekucja”).

Za zabicie psa grozi kara do 3 lat więzienia, a w przypadku dokonania tego czynu ze szczególnym okrucieństwem – do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Warszawa: Trwa policyjna obława za sprawcami wysadzenia bankomatu

W sobotę nad ranem przy alei Lotników doszło do wysadzenia bankomatu. Sprawcy ukradli pieniądze i uciekli. Są poszukiwani. Policja poinformowała, że eksplozja miała miejsce około godziny 4 nad ranem. Złodzieje podjechali przed sklep spożywczy przy bankomacie, a następnie podłożyli ładunek wybuchowy.

Po wysadzeniu maszyny wzięli pieniądze i odjechali. Na miejsce zdarzenia wezwano funkcjonariuszy. Gdy policjanci przyjechali na aleję Lotników, bankomat był całkowicie zniszczony.

– Na miejscu pracuje grupa funkcjonariuszy z wydziału dochodzeniowo-śledczego oraz pies tropiący. Ustalamy okoliczności tego zdarzenia – mówi podkom Piotr Świstak z Komendy Stołecznej Policji cytowany przez portal se.pl.

Nie wiadomo, jaka suma została skradziona. Na ulicach Warszawy trwa obława i poszukiwanie sprawców.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Służby specjalne chcą więcej pieniędzy. Najwięcej domaga się CBA

O 104 mln złotych więcej chcą dostać polskie służby specjalne w porównaniu z poprzednim roku. Na największy kawałek tortu liczyło Centralne Biuro Antykorupcyjne, ale przeciwna temu była nawet Komisja Finansów Publicznych, w której większość ma PiS.

– Poprawka o zwiększenie budżetu CBA została odrzucona. Przeciwna przyznaniu tej służbie dodatkowych pieniędzy była nie tylko opozycja, ale i posłowie koalicji rządzącej – mówi posłanka Krystyna Skowrońska (KO) w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. W jej ocenie Senat także odrzuci pomysł poprawki.

Dziennik informuje, że CBA liczyło na dodatkowe 37,4 mln złotych z budżetu państwa. Jak wyjaśnił gazecie rzecznik CBA Temistokles Brodowski, dodatkowe fundusze miałyby pójść na podwyżki pensji związanych z podwyżką płacy minimalnej, a także „dostosowaniem zakupionych i pozyskanych nieruchomości do wymogów służb specjalnych”.

Na komisji finansów dofinansowanie Biura wzbudziło najwięcej emocji wśród posłów opozycji. Dariusz Rosati z Koalicji Obywatelskiej przypomniał o aferze z wyprowadzaniem pieniędzy z CBA przez jedną z pracownic.

– Potrzeba gruntownej kontroli w CBA, a nie dosypywania pieniędzy – grzmiał Rosati, cytowany przez „Rz”.

Dodatkowych funduszy chce również Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. 8,5 mln złotych miałoby pójść na „remonty, materiały i wyposażenie”. Agencja Wywiadu liczy z kolei na 32 mln złotych. Nowe środki poszłyby na „zadania operacyjne”, które są związane „z bieżącą sytuacją międzynarodową”.

O niecałe 27 mln poprosiła Służba Wywiadu Wojskowego na „rozbudowę zdolności służby do prowadzenia wywiadu elektronicznego”. W praktyce oznacza to dodatkowe środki na podsłuchy.

Komisja finansów uznała, że AW żąda zbyt dużo i zgodziła się na 15 mln złotych. Wniosek ABW zaakceptowała. Dodatkowe fundusze mają pochodzić z rezerwy na realizację projektów z budżetu Unii Europejskiej.
Źródło info i foto: Money.pl

Nastolatek próbował wyłudzić od seniorki 100 tys. zł. Zatrzymano go na gorącym uczynku

Podejrzanie zachowującego się młodego mężczyznę wypatrzył w tłumie policjant. 19-latek czekał na swoją ofiarę, 81-letnią kobietę, która była gotowa przekazać mu oszczędności swojego życia. Oszust usłyszał już zarzut i decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu tymczasowego. Grozi mu nawet do ośmiu lat więzienia.

19-latek użył popularnej wśród oszustów metody „na policjanta”. Zadzwonił do 81-letniej kobiety i podał się za funkcjonariusza. Ostrzegł seniorkę, że oszuści chcą przejąć jej oszczędności, a następnie nakłonił do wypłaty wszystkich pieniędzy. Kobieta miała później przekazać wszystko „policjantowi”. Na szczęście kiedy seniorka udała się do banku, a oszust czekał w pobliżu na pieniądze, wypatrzył go prawdziwy policjant.

Mundurowych zaalarmował jeden z pracowników banku. Oszust został wypatrzony w tłumie przechodniów w centrum Zielonej Góry. Zwrócił na siebie uwagę podejrzanym zachowaniem. Jak się okazało, to właśnie on próbował przejąć oszczędności 81-latki.

Zatrzymany mężczyzna to 19-letni mieszkaniec woj. podkarpackiego. – Mężczyzna usłyszał zarzuty usiłowania oszustwa. Policjanci sprawdzają, czy 19-latek nie ma na swoim koncie innych podobnych przestępstw – informuje podinsp. Małgorzata Stanisławska z zielonogórskiej policji.

Oszustowi grozi od sześciu miesięcy do nawet ośmiu lat więzienia.
Źródło info i foto: onet.pl

Duże pieniądze wypływały z kasy CBA od lat?

Pani Kasia, była pracownica CBA, która miała ukraść z instytucji 5 mln zł, cieszyła się bezgranicznym zaufaniem przełożonych i nikt jej nie kontrolował – wynika z ustaleń „Pulsu Biznesu”. Dziennik dodaje, że przekręt mógł mieć związek z nałogiem hazardowym męża kasjerki. Wyprać pieniądze miała pomóc firma bukmacherska.

Piątkowy „Puls Biznesu” rzuca nowe światło na aferę ujawnioną w połowie stycznia. Wówczas ten sam dziennik ujawnił, że jedna z pracownic Centralnego Biura Antykorupcyjnego jest odpowiedzialna za manko w kasie instytucji na ponad 5 mln zł. Katarzyna G. miała wręcz wynosić pieniądze w reklamówce. CBA zaprzecza, jakoby straciło jakiekolwiek środki, ale kasjerka została natychmiast zwolniona. Ona i jej mąż zostali rownież aresztowani.

Jak wynika z najnowszych ustaleń „Pulsu Biznesu”, gotówka z funduszu operacyjnego w CBA mogła wypływać od dawna. Pani Kasia – jak była określana kasjerka w centralni instytucji – miała cieszyć się bezgranicznym zaufaniem szefostwa i właściwie nikt jej nie kontrolował. Kobieta miała nie tylko pobierać gotówkę bezpośrednio z kasy CBA, ale także księgować fikcyjne rozchody. Przełożeni nie mieli wątpliwości i podpisywali podsunięte im przez panią Kasię dokumenty.

Gazeta informuje także, że możliwym motywem przestępstwa mogło być uzależnienie od hazardu męża Katarzyny G. O motywie hazardowym kilka dni temu pisał też „Super Express”.

CBA miało zabezpieczyć część brakujących środków na kontach jednego z bukmacherów, która mógł pomagać w wypraniu pieniędzy. Chodzi o wartość transakcji, które wbrew prawu nie zostały zaraportowane Głównemu Inspektorowi Informacji Finansowej (czyli transakcje na ponad 15 tys. euro).

Ile pieniędzy zniknęło z CBA?

W mediach przewijają się różne kwoty, które mogły zostać wyprowadzone z CBA. Może chodzić nie o 5 mln zł, ale nawet 10 albo i 15 mln zł. Jak tłumaczy „Puls Biznesu”, CBA bada obecnie rozliczenia z poprzednich lat sprawdzając, czy zgadzają się ze stanem kasy. W związku z wybuchem afery do dymisji miał się podać szef CBA Ernest Bejda, ale nie została ona przyjęta. Opozycja oczekuje wyjaśnień od Bejdy i ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego przed sejmową komisją ds. służb specjalnych.

W CBA miało dochodzić także do innych nadużyć. W maju 2019 r. „Wyborcza” pisała, że w trakcie operacji specjalnej wymierzonej w skorumpowanego urzędnika zniknął milion złotych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

W jaki sposób pieniądze zniknęły z CBA?

Gotówka z kasy centrali służby antykorupcyjnej mogła być wyprowadzana od dawna. Idąc jej śladem, CBA nakryła bukmachera na nieprawidłowościach – informuje piątkowy „Puls Biznesu”.

„Kasjerki, pracującej w biurze od lat, nikt nie kontrolował – tak w kasie CBA, którym kieruje Ernest Bejda, powstało manko na minimum 5 mln zł. Motywem działania malwersantki mógł być nałóg męża. Służby trafiły na trop bukmachera, który pozwolił wyprać pieniądze” – informuje na pierwszej stronie gazeta.

„Puls Biznesu” podaje, że manka udałoby się uniknąć, gdyby pracownica kasy była właściwie nadzorowana. Źródła gazety twierdzą, że niemal jednoosobowo rozliczała pieniądze z funduszu operacyjnego.

„Brak krzyżowej kontroli stanu rachunków otwierał pole do nadużyć. Według naszych ustaleń istniały co najmniej dwie metody wyprowadzania pieniędzy z CBA” – podaje gazeta. Pierwszy – jak informuje „PB” miał polegać na księgowaniu rozchodów, których nie było; zaś drugi – na pobieraniu gotówki wprost z kasy.

„Jak CBA może twierdzić, że nie utraciła żadnych pieniędzy? Wyjaśnienia mogą być dwa. Po pierwsze, manko dotyczy pieniędzy z funduszu operacyjnego, który na rok 2019 został rozdysponowany i zwroty, który zniknęły z kasy, to nadwyżka, z różnych względów niewydatkowana” – podaje gazeta.

„Po drugie, CBA twierdzi, że możliwym motywem dopuszczenia się malwersacji finansowych przez byłą kasjerkę jest uzależnienie od hazardu jej małżonka. Według medialnych informacji biuro zabezpieczyło pieniądze na kontach jednego z bukmacherów, u którego mąż podejrzanej miał obstawić zakłady” – wskazuje gazeta.

„Puls Biznesu” informuje, iż sytuacja jest bardziej złożona. „Otóż na zakład nie została przeznaczona cała suma brakująca w kasie CBA” – wskazano w artykule.

Gazeta zauważa, że wykrycie ścieżek wypływu gotówki w centrali daje odpowiedź co do mechanizmu przekrętu, ale wciąż nie jest jasne, ile pieniędzy w ten sposób wyciekło.
Źródło info i foto: Dziennik.pl