Posts Tagged “pieniądze”

Przed sądem w Nowym Jorku rozpoczął się proces meksykańskiego barona narkotykowego Joaquina Guzmana zwanego „El Chapo”. Zarzuca mu się m.in. międzynarodowy handel narkotykami, spisek w celu zamordowania rywali i pranie pieniędzy. Prokuratorzy będą się starali dowieść m.in., że zabił lub nakazał zamordowanie ponad 30 rywali i funkcjonariuszy organów ścigania. Mowy oskarżycielskie zostały jednak odłożone ze względu na niedyspozycję jednej z ławniczek.

Telewizja ABC porównała gmach federalnego sądu okręgowego na Brooklynie, gdzie rozpoczął się proces, do fortecy. Aby przetransportować „El Chapo” z najpilniej strzeżonego nowojorskiego wiezienia Metropolitan Correctional Center do sądu, wyłączono z ruchu most Brookliński i kilka ulic. Uzbrojonym funkcjonariuszom federalnym towarzyszą tam policjanci z psami szkolonymi do wykrywania ładunków wybuchowych.

Swój narkotykowy proceder Guzman zaczął w wieku kilkunastu lat od uprawiania marihuany. Później stanął na czele kartelu narkotykowego Sinaloa. W ciągu kilkudziesięciu lat zarobił na swym procederze 14 miliardów dolarów. Był chroniony m.in. przez sieć skorumpowanych funkcjonariuszy policji i polityków.

Numery zamiast nazwisk

Zważywszy na przeszłość Guzmana, uważanego za największego na świecie handlarza narkotyków, prowadzący sprawę sędzia Brian Cogan nakazał, aby nazwiska osób zasiadających w ławie przysięgłych zostały utajnione. Każdy otrzymał swój numer. Do sądu przewozić ich będą uzbrojeni policjanci. W trakcie wtorkowego postępowania jedna z ławniczek niedobrze się poczuła. Dlatego też wstępne oświadczenia zostały odłożone.

Wcześniej jeden z obrońców oskarżonego, Eduardo Balarezo argumentował, że anonimowość przysięgłych i przewożenie ich pod strażą byłyby szkodliwe dla jego klienta; stwarzałyby wrażenie, że jest winny i niebezpieczny. Ekipa obrońców Guzmana skarżyła się też, że nie miała wystarczająco dużo czasu, aby przejrzeć obszerny materiał dowodowy, w tym ponad 100 tys. nagrań dźwiękowych i 14 tys. stron otrzymanych niedawno nowych dokumentów.

Sprawa przeciwko Guzmanowi zostanie częściowo oparta na zeznaniach kilkunastu współpracujących z organami ścigania świadków, w tym byłych wspólników kartelu. Niektórzy są uwięzieni. Inni otrzymali nowe dowody tożsamości i znajdują się pod specjalną ochroną służb federalnych.

Prokuratorzy federalni zwrócili się do sądu, by zakazał odwoływania się do niedawnych komentarzy prezydenta Donalda Trumpa na temat współpracujących z sądem świadków. Potępił on praktykę polegającą na tym, że zeznając przeciwko tym, z którymi popełniali przestępstwa, mogą otrzymać złagodzone wyroki. Jego zdaniem powinno to być nielegalne.

Ucieczki z więzień

Prowadzenie procesu przeciw Guzmanowi w Nowym Jorku uzasadnia się m.in. nieskutecznością meksykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Zanim został zatrzymany i trafił do USA, dwukrotnie zdołał zbiec z meksykańskich więzień. W USA „El Chapo” jest oskarżany m.in. o liczne zabójstwa, kierowanie gangiem, pranie pieniędzy i organizowanie stałych przerzutów dużej ilości narkotyków do Stanów Zjednoczonych.

Obława na Guzmana nabrała tempa, kiedy w 1993 roku występujący przeciw handlowi narkotykami meksykański kardynał Juan Jesus Posadas Ocampo został zamordowany na lotnisku w mieście Guadalajara. Guzman został uwięziony, ale w osiem lat później uciekł ukryty w wózku przewożącym pranie.

Zaangażował setki uzbrojonych po zęby ochroniarzy, zbudował wyrafinowaną sieć komunikacyjną z zaszyfrowanymi urządzeniami. Wykorzystywał tajne lotniska i łodzie podwodne mogące transportować do sześciu ton kokainy. Otoczył się profesjonalnymi zabójcami, którzy mordowali jego konkurentów.

Aresztowany ponownie, uciekł z więzienia przez ok. półtorakilometrowy tunel wykopany pod prysznicem celi. Ostatecznie w styczniu 2016 r. wpadł jednak w ręce organów ścigania, a w styczniu 2017 r. władze Meksyku wydały go Stanom Zjednoczonym.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Mężczyzna i dwie kobiety z Pomorza z zarzutami w sprawie handlu ludźmi i prania brudnych pieniędzy. Chodzi o co najmniej 4,5 mln złotych i nawet pół tysiąca pracowników, którzy zmuszani byli do niewolniczej pracy.

Zatrzymany w tej sprawie mężczyzna od 2016 roku werbować miał do pracy w Szwecji i Polsce obywateli Gruzji, Mołdawii, Ukrainy i Białorusi. Ogłoszenie umieszczane były na polskich oraz ukraińskich serwisach, dotyczyły głównie branży budowlanej.

Po sprowadzeniu do Polski zwerbowane osoby były kierowane do prac budowlanych. Części z nich zabierano paszporty. Zarówno na terenie Polski, jak i Szwecji nie miały zapewnionych godnych warunków zamieszkania. Pracowały bez formalnych warunków zatrudnienia. Wynagrodzenie nie było wypłacane, a jeżeli było to w kwotach nie wystarczających na zaspokojenie potrzeb życiowych. Pracownikom potrącano za mieszkanie, rzekome ubezpieczenie, odzież roboczą. W celu zmuszenia do wykonywania poleceń, stosowano groźby kar finansowych, wydaleniem z kraju, a w razie ucieczki, odnalezieniem ich oraz ich rodzin – informuje Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która nadzorowała śledztwo prowadzone w tej sprawie przez Morski Oddział Straży Granicznej.

To właśnie pogranicznicy w październiku ubiegłego roku wpadli na trop tej grupy. W firmie należącej do zatrzymanego mężczyzny, działającej w okolicy Wejherowa, prowadzili wtedy kontrolę związaną z zatrudnianiem cudzoziemców.

Z pracownikami nie podpisywano umów lub sporządzano je w języku dla nich niezrozumiałym, zabierano im paszporty, umowy, oświadczenia o pracy. Gdy upominali się o zapłatę, grożono im deportacją lub fałszywie oskarżano o kradzież, wysyłając zawiadomienia do organów ścigania. Z ustaleń śledczych wynika, że 42-latek organizował obowiązkowe odprawy pracownicze, na których zastraszał pracowników, poniżał ich, ubliżał, a nawet bił. Często wykorzystywał też krytyczne położenie przyjezdnych, którzy nie mieli już własnych środków do życia i musieli polegać wyłącznie na wynagrodzeniu, jakie miała wypłacać firma 42-latka. Wstępnie szacuje się, że sprawcy mogli wykorzystać do pracy przymusowej przeszło 540 osób – opisuje proceder Andrzej Juźwiak, rzecznik prasowy Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku.

Pieniądze za pracę wykorzystywanych ludzi zatrzymany mężczyzna dostawał od wielu firm. W trakcie śledztwa ustalono, że były one przelewane na konta dwóch kobiet, a potem wielokrotnie transferowane między różnymi rachunkami. Według prokuratury w ten sposób wyprano co najmniej 4,5 miliona złotych.

Mężczyźnie prokurator zarzucił popełnienie przestępstwa handlu ludźmi. Przestępstwo to jest zbrodnią, zagrożoną karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata. Zatrzymanym kobietom prokurator zarzucił popełnienie przestępstwa prania brudnych pieniędzy. To przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności od roku do lat 10. Wobec kobiet prokurator zastosował środki wolnościowe w postaci poręczenia majątkowego w kwotach 200000 oraz 100000 złotych, dozoru policji połączonego z zakazem kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zakazem opuszczania kraju – mówi Grażyna Wawryniuk. Śledczy w tej sprawie chcieli także tymczasowego aresztowania mężczyzny podejrzanego o handlu ludźmi. Sąd zgodził się na takie rozwiązanie i na trzy miesiące aresztował 42-latka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

CBA prowadzi śledztwo dotyczące wyłudzania pieniędzy z Urzędu Miasta Inowrocław na podstawie fikcyjnych faktur.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w proceder trwający w latach 2015-2017, byli zaangażowani pracownicy Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej urzędu i prywatni przedsiębiorcy. Śledztwo jest prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe. Cała sprawa rozpoczęła się równo rok temu, 11 października 2017 r. kontrolą, a w jej efekcie zawiadomieniem CBA do prokuratury i zabezpieczeniem dowodów

Teraz zarzuty usłyszała była naczelnik Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia – Agnieszka Ch. Urzędniczka pełniła także funkcję rzecznika prasowego Prezydenta Miasta Inowrocławia. Przedstawiono jej 80 zarzutów związanych z wyłudzeniem pieniędzy na łączną kwotę 253 tys. złotych.

Jak wskazują ustalenia bydgoskich agentów CBA, w tym procederze w celu ukrycia wyłudzenia posługiwano się fałszywymi fakturami, którymi tuszowano zabór mienia. Poświadczające nieprawdę faktury opisywano jako prawdziwe, potwierdzając wykonanie fikcyjnych prac, celem wypłaty pieniędzy za rzekomo wykonane usługi lub celem przedłożenia w kasie urzędu, aby rozliczyć wcześniej pobraną i wyłudzoną zaliczkę gotówkową.

Początkowo w celu zagarnięcia mienia posługiwano się fałszywymi fakturami, a w miarę upływu czasu wchodzono w porozumienie z przedsiębiorcami z Inowrocławia i okolic, którzy za udział w nielegalnych zyskach godzili się wystawiać fikcyjne faktury i rachunki za niewykonane usługi i dostawy na rzecz Urzędu Miasta Inowrocławia. W proceder byli zaangażowani przedsiębiorcy z różnych branż: hotelarka, która miała dostarczać catering na imprezy na wydarzenia kulturalne; fryzjerka, która fikcyjnie roznosiła ulotki, czy elektryk na niby naprawiający instalacje.

W sumie w śledztwie 16 osobom – 4 urzędnikom i 12 przedsiębiorcom – przedstawiono 187 zarzutów oszustwa i posługiwania się fałszywymi lub poświadczającymi nieprawdę fakturami, przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.

Śledztwo nadal jest w toku, niewykluczone poszerzenie listy zarzutów. Kolejne osoby mogą uzyskać status podejrzanego. Badane są nowe wątki związane z ewentualnym przywłaszczeniem przez urzędników składników majątkowych inowrocławskiego ratusza, takich jak sprzęt biurowy, czy nagród rzeczowych, które powinny trafić do młodych mieszkańców Inowrocławia.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Comments Brak komentarzy »

“Największa podatkowa kradzież w historii Europy”. “Miliardy euro wyciągnięte z państwowych kas”. To cytaty z zachodnioeuropejskich mediów. Kilka dni temu, o aferze nazwanej “cum-ex files” mogliście dowiedzieć się ogólnikowo również z mediów w Polsce. To była informacja z zagranicy. Nie dowiedzieliście się jednak, że dziennikarskie śledztwo kilkunastu renomowanych redakcji wskazuje, że ta afera może dotyczyć również… Polski.

Prywatne odrzutowce i wysepki na ciepłych morzach, ekskluzywne jachty i luksusowe apartamenty na najwyższych piętrach wieżowców. Superbogacze kupują je częściowo za… Wasze pieniądze. Za kasę którą, zapłaciliście w podatkach za nich, bo ich doradcy potrafią podatki omijać.

Autorzy śledztwa, przeprowadzonego przez dziennikarzy kilkunastu europejskich redakcji, podają, że przeprowadzili prowokację przypominającą scenariusz sensacyjnego filmu, a także przejrzeli 180 tysięcy stron dokumentów. Jak twierdzą, mają dowody na to, że bardzo bogaci klienci siatki prawników i speców od finansowej inżynierii, uzyskali w ciągu kilkunastu lat dziesiątki miliardów euro nienależnych im podatkowych ulg. Upraszczając, wyciągnęli z państwowych kas pieniądze, zapłacone przez miliony biednych podatników, ściganych przez równie biednych urzędników podatkowych za każdy błąd w PIT.

To pieniądze, które zamiast na rezydencje, biżuterię i samochody z limitowanych edycji, mogły trafić na szpitale, szkoły, uczelnie, przedszkola, drogi, czy pomoc społeczną.

Według szacunków dziennikarskiej grupy, w której uczestniczyły m.in. redakcje Thomson Reuters, La Repubblica, Le Monde czy Die Zeit, dzięki wykorzystaniu arbitrażu dywidendowego, czyli obrotu papierami wartościowymi w czasie wypłaty związanych z nimi zysków, uzyskano nienależne korzyści finansowe o wartości co najmniej 55 miliardów euro, z czego większość pochodziła z państwowej kasy Niemiec.

Dla zobrazowania skali wyłudzeń: to odpowiada kosztowi polskiego programu 500 plus przez 10 lat albo polskich wydatków na szkolnictwo przez ponad dwa lata. Albo inaczej: każdy z pół miliarda mieszkańców Unii Europejskiej zapłacił na te zwroty dla bogatych 500 złotych w swoich podatkach.

Jak działa diabelska machina?

Cum-ex, to nazwa zaczerpnięta z żargonu magików inżynierii finansowej. Pochodzi od łacińskich słów “z”-”bez”. Ten termin oznacza w uproszczeniu mechanizm szybkiego obrotu papierami wartościowymi w czasie wypłaty związanej z nimi dywidendy. Dywidendy obłożone są tzw. podatkiem u źródła. W różnych krajach regulacje i stawki są różne, a kraje Unii wiążą umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Mechanizm pozwala nie tylko nie płacić podatku, ale też uzyskiwać nienależne jego zwroty i to nawet w kilku krajach jednocześnie.

Według niemieckiej prokuratury siatka bankierów i prawników w tym celu wykorzystywała przez lata luki w prawie oraz brak właściwego przepływu informacji podatkowej między krajami. Śledcza grupa dziennikarzy twierdzi zaś, że zdobyła dowody na to, że ta “diabelska maszyna” do pomnażania pieniędzy wciąż działa.

Dzięki radom tzw. sygnalisty, skruszonego uczestnika procederu, dwaj dziennikarze mieli zyskać zaufanie siatki, podając się za spadkobierców niemieckiej fortuny stalowej.

Udawaliśmy niemieckich spadkobierców miliardowej fortuny. Do nawiązania kontaktu użyliśmy firmy zarejestrowanej dziesięć lat temu w raju podatkowym – mówi mi jeden z dziennikarzy. Potem po prostu staraliśmy się zachowywać i wyglądać jak bardzo bogaci inwestorzy, choćby wynajmując na spotkanie drogi apartament w Londynie.

Na spotkaniu, zorganizowanym w najwyższym wieżowcu w Unii Europejskiej, udawani miliarderzy mieli uzyskać propozycję skorzystania z finansowej usługi, która miała im dać kilkadziesiąt procent zwrotu. Bez ryzyka, bez wysiłku, chociaż oczywiście za opłatą dla siatki złożonej z prawników i bankierów.

O jakich bankierów chodzi?

Według zachodnich mediów w śledztwie niemieckiej prokuratury dotyczącym procederu cum-ex przewijają się nazwy z pierwszej światowej bankowej ligi: Deutsche Bank, Commerzbank, Warburg, JPMorgan, Meryll Lynch, Morgan Stanley, UBS, BNP Paribas i Santander.

Prokuratorzy w ostatnich dniach przeszukiwali bankowe biura w Niemczech i zabezpieczali dokumenty. Władze banków albo nie komentują sprawy albo zapewniają, że nie wiedziały o procederze i że będą w współpracować z prokuratorami. Pełną współpracę deklaruje choćby bank Santander, który prowadzi interesy również w naszym kraju, przeprowadzając właśnie efektowną kampanię rebrandingu, czyli zmiany nazwy kupionego przed siedmioma laty BZ WBK.

Polski oddział co najmniej jednego międzynarodowego banku zaangażowany był w uzyskiwanie ulg od niemieckich władz podatkowych – twierdzi tymczasem Frederik Richter, jeden z dziennikarzy którzy zorganizowali prowokację.

Na moją prośbę o podanie nazwy tego banku odpowiada, że na to jest za wcześnie. Połowa z wymienionych banków ma od jakiegoś czasu oddziały w Polsce.

Czy stracili na tym też polscy podatnicy?

W Polsce od wielu miesięcy słyszymy o uszczelnianiu podatków, a dokładniej o tym że udało się ograniczyć proceder wyciągania z budżetu nienależnych zwrotów podatku VAT. To była walka ze średniakami. Teraz czas na wielkich. Władze zapowiadają, że przychodzi czas na uszczelnienie systemu podatku od firm. Zastrzegają, że to będzie trudniejsze, bo przeciwnikami będą tym razem najlepsi prawnicy, zatrudniani przez wielkie, międzynarodowe firmy.

Jeden z najbardziej szanowanych specjalistów od podatków w Polsce mówi mi wprost, że to będzie bardzo nierówna walka, bo politycy nie ma pojęcia, jak działa globalny system finansowy, a doświadczeni specjaliści, którzy mogliby zrozumieć międzynarodowe pułapki i odpowiednio uszczelnić system podatkowy, wolą pracować w bankach albo kancelariach.

Wróćmy jednak do afery, bo jak się dowiedziałem – wspomniane dziennikarskie śledztwo wskazuje, że sprzedawcy mechanizmu cum-ex oferowali superbogatym klientom wykorzystywanie również polskiego budżetu.

Dysponujemy dowodami na to, że sprzedawcy cum-ex oferują inwestycje oparte na zwrotach podatkowych w szeregu krajów, w tym w Polsce. Udało nam się to uzyskać podczas naszej tajnej operacji w Londynie – twierdzi Frederik Richter.

Czy możliwe, że polscy podatnicy również stracili na tym procederze? O jakie sumy może chodzić?

Zapytane o to Ministerstwo Finansów twierdzi, że nasze przepisy są szczelne, różnią się od zachodnioeuropejskich i gwarantują bezpieczeństwo państwowej kasy. Jak tłumaczy specjalizujący się m.in. w podatkach międzynarodowych wiceminister Filip Świtała: Wstępna analiza prowadzi do wniosku, że tego typu wyłudzenia oparte o strukturę tzw. “cum-ex” są w Polsce systemowo niemożliwe.

Jednocześnie wysoki urzędnik resortu przyznaje, że nieprawidłowości nie można wykluczyć, o ile w grę wchodziłyby nieuczciwie wystawione dokumenty. Ale to byłoby fałszerstwo – podsumowuje.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Śledztwo w sprawie willi w Kazimierzu Dolnym, którą mieli kupić Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy, nie zakończy się przed wyznaczonym terminem. Śledczy złożą wniosek o przedłużenie postępowania z powodu “rozległej analizy rachunków bankowych” – wynika z informacji tygodnika “Gazeta Polska”.

Tygodnik podaje, że do tej pory w związku ze sprawą willi Kwaśniewskich przesłuchano ponad 50 osób i przeanalizowano kilkaset rachunków bankowych. Kolejne czekają. “Dotychczasowe ustalenia pokazują ogromną skalę przeprowadzonych operacji finansowych” – czytamy.

Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach Waldemar Łubniewski powiedział “GP”, że postępowanie prowadzone jest “w sprawie”. Jak na razie nikt nie usłyszał zarzutów.

“Według śledczych na obecnym etapie postępowania nie wiadomo, kiedy zostaną przesłuchani Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy” – dodaje tygodnik.

“GP” ustaliła, że prokuratura bada m.in. operacje finansowe, których dokonano na różnych rachunkach bankowych, w tym znajomych i współpracowników Kwaśniewskich.

Potwierdzam, że w toku postępowania są badane przepływy środków finansowych na kilkudziesięciu rachunkach bankowych prowadzonych na rzecz osób fizycznych pozostających w zainteresowaniu śledztwa – powiedział Waldemar Łubniewski cytowany w tygodniku. Ze względu na ilość i zakres poddawanych analizie informacji obecnie nie sposób precyzyjnie określić ostatecznego terminu opracowania analizy kryminalnej – dodał.

Jak obracano pieniędzmi?

Według informacji “GP” prokuratura, badając konta bankowe, chce ustalić dokładny obrót pieniędzmi i sprawdzić, czy poprzez operacje finansowe nie doszło do tzw. prania brudnych pieniędzy. “Postępowanie jest bowiem prowadzone w sprawie uchylania się ustalonych osób zobowiązanych od opodatkowania oraz podejmowania, wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, działań mogących utrudnić stwierdzenie przestępczego pochodzenia środków płatniczych. Czyli dotyczy ono prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa” – czytamy.

Tygodnik przypomina, że śledztwo w sprawie tzw. “willi Kwaśniewskich” ponownie podjęto w grudniu w 2016 r., a przedłużone zostało w maju tego roku.

“Pierwsze postępowanie zostało wszczęte 11 lat temu. Prokuratura rozpoczęła wtedy śledztwo, które miało wykazać legalność posiadanego przez Kwaśniewskich majątku. Prokuratorzy sprawdzili, jak zakupione były domy w Wilanowie i Kazimierzu Dolnym oraz inne nieruchomości byłej pary prezydenckiej” – czytamy w “GP”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Policjanci z gdańskiej komendy wojewódzkiej zatrzymali pięć osób w wieku od 27 do 55 lat podejrzanych o czerpanie korzyści majątkowych z prostytucji. Sprawcy działali na terenie Trójmiasta, organizując tzw. „domówki”. Za tego typu przestępstwa grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Sprawa jest rozwojowa.

Od kilku miesięcy policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku gromadzili materiały dot. sprawców zajmujących się czerpaniem korzyści majątkowych z cudzego nierządu. Mając informację, że osoby uczestniczące w tym procederze są niebezpieczne i mogą posiadać broń, do działań zaangażowano policyjnych antyterrorystów.

Realizując tę sprawę kryminalni oraz dochodzeniowcy jednocześnie weszli do kilku mieszkań na terenie województwa pomorskiego, tam zatrzymali łącznie 5 osób. W trakcie przeszukań policjanci zabezpieczyli ponad sto telefonów komórkowych, które wykorzystywane były do kontaktów z klientami, dwa egzemplarze broni gazowej oraz kilkanaście tysięcy złotych w gotówce. W jednym z mieszkań kryminalni zabezpieczyli również narkotyki. Według informacji policjantów, osoby zatrzymane działały w grupie przestępczej, która zajmowała się prowadzeniem tzw. „domówek”. Każda z osób miała swoją rolę w przestępstwie. Zatrzymani odpowiadali za organizację mieszkań, dowożenie kobiet do klientów, wprowadzanie ogłoszeń na portale internetowe, odbieranie telefonów i umawianie kobiet z klientami. Sprawcy, od świadczących usługi kobiet przyjmowali 50% ich dziennego zarobku. Szacujemy, że w ten sposób mogło zostać wykorzystanych kilkanaście kobiet.

Zatrzymane osoby zostały doprowadzone do prokuratury, gdzie usłyszały zarzuty czerpania korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego prokurator z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku przedstawił zatrzymanym zarzut czerpania korzyści z cudzego nierządu, z czego sprawcy uczynili sobie stałe źródło dochodu. Jeden z zatrzymanych dodatkowo usłyszał zarzut posiadania narkotyków.

W trakcie prowadzonego postępowanie dwóm kolejnym kobietom prokurator przedstawił zarzuty dot. ułatwiania prostytucji. Łącznie do tej sprawy zarzuty usłyszało 7 osób, sprawa ma charakter rozwojowy.

Prokurator, po zapoznaniu się z całością materiału dowodowego, skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie 40-letniego mężczyzny. Sąd przychylił się do tego wniosku i zastosował wobec niego areszt tymczasowy na 3 miesiące. Wobec pozostałych osób zastosowany został dozór Policji.

Czerpanie korzyści majątkowej z cudzego nierządu to przestępstwo zagrożone karą do 5 lat pozbawienia wolności. Jeżeli sprawca z przestępstwa uczynił sobie stałe źródło dochodu kara ta może zostać zwiększona o połowę.

Sprawa jest rozwojowa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Poszkodowana przez księdza Katarzyna otrzymała już zasądzony jej milion złotych i zaległą rentę. Roman B. przez kilkanaście miesięcy więził i gwałcił wówczas 13-letnią dziewczynę. Został za to skazany na 4 lata pozbawienia wolności.

Kobieta wytoczyła proces Towarzystwu Chrystusowemu dla Polonii Zagranicznej, żądając miliona złotych odszkodowania i dożywotniej renty. Wymiar sprawiedliwości przychylił się do tego stanowiska, a sąd apelacyjny kilka tygodni temu utrzymał wyrok w mocy.

“Wirtualna Polska” poinformowała, że Chrystusowcy przelali już na konto pokrzywdzonej całą zasadzoną kwotę, co potwierdził także reprezentujący duchownych prawnik.

To nie kończy jednak sprawy. Mecenas Krzysztof Wyrwa zapowiedział złożenie kasacji do Sądu Najwyższego.
Źródło info i foto: epoznan.pl

Comments Brak komentarzy »

Około 100 tysięcy złotych ukradł 33-latek właścicielowi kantoru w Tychach. Wcześniej go po pobił i poparzył. Sprawca został już złapany. Do napadu doszło na klatce schodowej, kiedy właściciel kantoru wyszedł z mieszkania. 33-latek dotkliwie go pobił, oblał gorąca wodą z termosu, ukradł torbę z gotówką i uciekł.

57-letni mężczyzna z obrażeniami głowy, poparzoną twarzą i klatką piersiową trafił do szpitala. Dzięki informacjom od świadków policji udało się złapać napastnika. Oprócz skradzionych pieniędzy miał przy sobie nóż. 33-latek był już notowany, teraz grozi mu nawet 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Śledczy ze stołecznej prokuratury zajmujący się przestęczością zorganizowaną razem z CBŚP rozbili gang, który przemycił do Polski z Niemiec ponad 445 kg narkotyków o wartości 5,5 mln zł. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że przestępcy zajmowali się także wyłudzaniem od starszych ludzi pieniędzy metodą na „oficera CBŚ”. Zyski inwestowali w kupno narkotyków, głównie marihuany i amfetaminy.

We wtorek rano funkcjonariusze radomskiego CBŚP wkroczyli do kilkunastu mieszkań i domów na terenie Łodzi i Płocka. Zatrzymali 12 członków gangu, który rozpracowywali wspólnie ze śledczymi Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Na przesłuchanie dowieziono także jednego z mężczyzn, który odsiadywał wyrok w zakładzie karnym. W rozbitej grupie było kilka młodych kobiet.

Podczas akcji policjanci zabezpieczyli trzy samochody i pewną ilość gotówki. Zatrzymani usłyszeli zarzuty „przemytu do Polski znacznych ilości narkotyków, a także handlu znacznymi ilościami narkotyków”. Większość członków gangu jest dobrze znana policji, choć nie należeli do żadnego z „liczących” się w półświatku gangów.

Inwestycja

Cała trzynastka jest podejrzana o hurtowy handel narkotykami. Przestępcy zaopatrywali się w towar w Niemczech. Śledczy nie chcą jednak na razie ujawnić, czy ich dostawcami była polska czy zagraniczna grupa przestępcza.

– W okresie objętym zarzutami podejrzani przemycili i wprowadzili do obrotu, co najmniej 385 kg marihuany o szacunkowej wartości 4,6 mln zł, 54,4 kg amfetaminy o szacunkowej wartości 388 tys. zł, 5 kg heroiny o szacunkowej wartości 520 tys. zł, 20 g kokainy o szacunkowej wartości 2,8 tys. zł, a także 6,8 tys. sztuk tabletek ecstasy o szacunkowej wartości 28 tys. zł – wylicza prok. Arkadiusz Jaraszek, z Prokuratury Krajowej.

Z informacji portalu tvp.info wynika, że rozbity gang parał się od kilku lat wyłudzaniem pieniędzy od starszych osób metodą „na policjanta” czy „oficera CBŚ”. Grupa oszukiwała tak mieszkańców Polski jak i Niemiec. Z ustaleń śledczych wynika, że „zarobione” w ten sposób pieniądze przestępcy inwestowali w zakup narkotyków, które dalej wprowadzali do obrotu na terenie Mazowsza.

Śledczy zapowiadają już kolejne zatrzymania członków gangu. Wiele wskazuje na to, że w ciągu kilku tygodniu przestępcy usłyszą także nowe zarzuty związane z wyłudzeniami pieniędzy od starszych osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Informacja jaką zdobyli policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy okazała się „na wagę złota”. Przygotowana obserwacja i szybkie działanie pozwoliły na zatrzymanie „odbieraka” – jednego z oszustów. Szajka, do której należał, oszukiwała starsze osoby metodą „na policjanta CBŚP”. Policjanci odzyskali łącznie ponad 30 tys. złotych. Policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy pracujący nad rozpracowywaniem grup przestępczych zajmujących się oszustwami „na wnuczka” i „na policjanta CBŚ” zdobyli cenną informację.

Wynikało z niej, że dojdzie do oszustwa na terenie Szwederowa. Rola przebywającego w naszym województwie jednego ze sprawców miała polegać na odbiorze pieniędzy bezpośrednio od starszej osoby, która sądziła że zadzwonił do niej policjant CBŚP. Ta wiedza pozwoliła na przygotowanie obserwacji.

Policjanci czekali pod jednym z banków na Szwederowie. W pewnym momencie zaobserwowali starszą kobietę, która weszła do placówki. Jej zachowanie było nerwowe i nieco nienaturalne. Kobieta cały czas rozmawiała z kimś przez telefon komórkowy, jednocześnie odwracała się w różnych kierunkach, jakby chciała sprawdzić czy ktoś za nią idzie lub ją obserwuje. Zdobyte w tego typu sprawach doświadczenie pozwoliło na wytypowanie tej właśnie 85-latki jako potencjalnej pokrzywdzonej w wyniku działania oszustów.

Po pewnym czasie kobieta opuściła bank i zaczęła przemieszczać się ulicami. Na wysokości targowiska miejskiego przy ul. Konopnickiej w Bydgoszczy podszedł do niej mężczyzna, który po krótkiej rozmowie przejął pakunek i zaczął odchodzić. Kobieta cały czas prowadziła rozmowę przez telefon komórkowy z nieustaloną osobą.

W związku z zaistniałą sytuacją policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy podjęli decyzję o zatrzymaniu mężczyzny. Wymieniony zatrzymany został około 300 metrów od miejsca przekazania pakunku, w bocznej ulicy w chwili, gdy się przebierał. Pod zdjętym ubraniem miał kolejne, co wskazywało, że zdjęty wcześniej strój służył do zakamuflowania i uniemożliwienia ewentualnej identyfikacji jego osoby. W trakcie przeszukania tego mężczyzny policjanci znaleźli kopertę, w której znajdowała się gotówka. Po przeliczeniu okazało się, że było to 20 tys. złotych.

Zatrzymanym okazał się 56-latek bez stałego miejsca zameldowania na terenie kraju. Ustalono, iż Bogdan Z. wynajmował pokój w hostelu w Bydgoszczy, który policjanci przeszukali. Znaleźli tam i zabezpieczyli gotówkę: ponad 1.300 dolarów amerykańskich oraz 9.700 złotych pochodzących z niezgłoszonego wcześniej przestępstwa oszustwa.

W trakcie pracy policjanci uzyskali informację, iż do Komisariatu Policji Bydgoszcz-Szwederowo wpłynęło zawiadomienie o oszustwie metodą „na policjanta CBŚP”, gdzie straty wyniosły 20 tys. złotych.

Zatrzymany decyzją Sądu Rejonowego w Bydgoszczy został aresztowany na 3 miesiące. Z ustaleń policjantów wynika, że podejrzany, wraz z innymi osobami, mógł dopuścić się co najmniej kilku innych tego typu oszustw na terenie całego kraju, gdzie straty przekroczyć mogą kwotę 100 tys. złotych. Trwają czynności mające na celu ustalenie pozostałych członków zorganizowanej grupy. Sprawa ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »