Gorzów Wielkopolski: Ukradli pieniądze zbierane dla chorych z hospicjum

Trzech młodych mężczyzn ukradło skrzynkę z gotówką zbieraną dla chorych z hospicjum. Po ich zatrzymaniu okazało się, że jeden z nich ma na koncie więcej przestępstw. 27-latek miał włamywać się także do kościołów – w tym do gorzowskiej kaplicy katedralnej – i ukraść stamtąd pieniądze i laptopa.

Jak informują policjanci, do kradzieży doszło w czwartek przed godziną 19. W centrum handlowo-usługowym przy ul. Witosa w Gorzowie Wlkp. trzy osoby miały zabrać skrzynkę z gotówką i wybiec poza obiekt.

Rozpoczęły się poszukiwania sprawców. Informacje trafiły do patroli w mieście, zabezpieczono także monitoring. Na jednym z nagrań widać jak sprawcy wchodzą do obiektu, a następnie jeden z nich podnosi skrzynkę z pieniędzmi dla chorych z hospicjum. Po chwili widać, jak sprawcy uciekają w stronę znajdujących się obok bloków mieszkalnych. W ich pobliżu mieli rozbić szybę w skarbonie i zabrać znajdujące się w środku pieniądze. Jak informuje policja, wyrządzone straty to około 2 tys. złotych.

Kradzież skarbony

Dzień później około godz. 23 funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie dotyczące mężczyzn, którzy mogli być odpowiedzialni za kradzież pieniędzy. Na stacji paliw przy ul. Warszawskiej zatrzymano trzech poszukiwanych. Byli to mężczyźni w wieku 18, 21 i 27 lat. Wszyscy zostali przewiezieni do gorzowskiej komendy, by następnie usłyszeć zarzuty kradzieży z włamaniem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano kolejne osoby z gangu, który odpowiedzialny jest za napady na placówki bankowe

Policjanci wydziału kryminalnego częstochowskiej komendy zatrzymali kolejne trzy osoby podejrzewane o związek ze sprawą napadów na placówki bankowe. Grupa działała od kilku lat i poza samymi napadami zajmowała się również kradzieżami bankomatów. Jak dotąd, w tej sprawie sąd zastosował cztery areszty oraz dwa dozory policyjne.

O sprawie zatrzymania trzech sprawców, którzy usiłowali skraść pieniądze z jednej z placówek bankowych w Częstochowie informowaliśmy kilka dni temu. Zdarzenie miało miejsce w miniony piątek 26 czerwca br. około godz.14.00 w jednej z placówek bankowych w dzielnicy Północ. Dwaj zamaskowani mężczyźni weszli do banku i przedmiotem przypominającym broń oraz siekierą sterroryzowali kasjera, żądając wydania pieniędzy. Swojego celu nie osiągnęli z uwagi na zdecydowaną postawę pracownika. Uciekli samochodem osobowym, którym kierował trzeci ze sprawców. Policjanci już kilka minut po zdarzeniu zatrzymali sprawców. To mieszkańcy Częstochowy w wieku 32, 34 i 43 lat.

Jak się okazało, to nie jedyne przewinienia zatrzymanych. Policjanci ustalili, że dwóch z nich na początku kwietnia napadło również na inną częstochowską placówkę bankową oraz pocztową. Tam także skradziona została gotówka.

Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty, a sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu sprawców.

Policjanci z wydziału kryminalnego w toku prowadzonego postępowania ustalili kolejnych mężczyzn związanych ze sprawą. Na wniosek prokuratora, w poniedziałek rano stróże prawa zatrzymali 40-latka z Częstochowy, 30-latka z okolicy tego miasta oraz 30-letniego mieszkańca powiatu kłobuckiego. Zatrzymani usłyszeli zarzut kradzieży i usiłowania kradzieży bankomatu. Dwóch z nich zostało objętych policyjnym dozorem oraz zastosowano poręczenie majątkowe, trzeci natomiast został tymczasowo aresztowany.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zamaskowany napastnik zmasakrował pracownika i okradł lokal

Mieszkaniec Konstancina wtargnął do lokalu z grami, pobił pracownika do nieprzytomności i zabrał wszystkie pieniądze. Kilka godzin później dorwali go policjanci. Został aresztowany na 3 miesiące. Grozi mu 12 lat więzienia.

Zamaskowany mężczyzna wtargnął do lokalu z grami losowymi. Zaatakował pracownika i zaczął okładać go pięściami aż stracił przytomność. Potem ukradł z lokalu pieniądze i wyszedł. Na miejsce wezwano policję. Funkcjonariusze natychmiast rozpoczęli działania. Zabezpieczyli monitoring z pobliskich ulic i dokonali analizy kryminalnej sprawcy. Ważny był każdy szczegół. Już kilka godzin po napadzie 32-letni mieszkaniec osiedla Grapa w Konstancinie-Jeziornie został zatrzymany. Policjanci dopadli go w mieszkaniu i przekazali w ręce prokuratury. Mężczyzna został aresztowany na 2 miesiące. Za rozbój i doprowadzenie ofiary do stanu nieprzytomności grozi mu do lat 12 więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Uwaga na oszustów działających metodą na „panele słoneczne”

Do redakcji Interwencji zgłosiły się osoby oszukane przez Tomasza D. z Warszawy. Mężczyzna oferował klientom z całej Polski montaż paneli fotowoltaicznych, pomagał nawet w zaciągnięciu kredytów na inwestycję i… zniknął z pieniędzmi. Z oferty Tomasza D. skorzystało m.in. małżeństwo z Łodzi.

– Zgłosił się z internetu, ponieważ szukaliśmy firmy, która by nam zaoferowała panele fotowoltaiczne. Krótki termin wykonania zaoferował i urządzenia, jakie chcieliśmy – opowiadają Ewa i Dariusz Snowaccy, poszkodowani.

Tomasz D. zaoferował małżeństwu nawet załatwienie kredytu w jednym z banków. Po jego otrzymaniu małżeństwo przekazało prawie 28 tys. zł zaliczki Tomaszowi D. Kiedy wykonawca w styczniu 2020 roku otrzymał pieniądze, przepadł jak kamień w wodę.

Małżeństwo złożyło pozew o zapłatę do sądu, powiadomiło również łódzką policję. Para nie liczy już, że uda jej się odzyskać pieniądze. Zdecydowała się też na montaż paneli w innej firmie. A pieniądze z kredytu zaciągniętego na usługi oferowane przez Tomasza D. będzie spłacać jeszcze kilka lat.

„Chcę ostrzec innych”

– Straciłem pieniądze, które nie wiem, czy odzyskam, ale chcę ostrzec innych, żeby również nie dali się wmanewrować w ładną buzię pana i jego obietnice – tłumaczy Dariusz Snowacki.

W podobnej sytuacji jest pan Leszek spod Mińska Mazowieckiego. On także skorzystał z oferty Tomasza D. i po wpłacie pieniędzy, w lutym bieżącego roku kontakt się z nim urwał.

– Zostałem oszukany na ponad 18 tysięcy złotych. Niestety do tej pory instalacja nie została zamontowana. Kiedy się dowiedziałem, że nic z tego nie będzie, powiadomiłem prokuraturę w Mińsku Mazowieckim – mówi pan Leszek.

Oszukany został także pan Łukasz z Warszawy, który był przez jakiś czas wspólnikiem Tomasza D. Kiedy mężczyzna zorientował się, że jego wspólnik nie jest solidny, zerwał współpracę. Pan Łukasz był i tak zmuszony spłacić za swojego byłego wspólnika ponad 100 tysięcy zaległości do urzędów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ruda Śląska: Wyłudziła 2 mln złotych. Usłyszał ponad 10 tys. zarzutów

Policjanci z Rudy Śląskiej zajmujący się przestępczością gospodarczą zakończyli prowadzoną prawie 3 lata sprawę dotyczącą wyłudzenia blisko 2 milionów złotych od różnych firm z terenu całego kraju. 36-letnia katowiczanka prowadząca firmę w Rudzie Śląskiej wprowadzała w błąd przedsiębiorców, pozyskując od nich środki, które zgodnie z jej deklaracją miały pozwolić na zakup pomocy dydaktycznych dla szkół i przedszkoli. W rzeczywistości wpłaty zasilały jej prywatne konto.

Pieniądze miały być przeznaczone na zakup pomocy dydaktycznych

Działalność firmy, którą podejrzana prowadziła na terenie Rudy Śląskiej, opierała się na telemarketingu. Ona sama lub jej pracownicy w trakcie rozmowy z wybranym przedsiębiorcą starali się nakłonić go do dokonania wpłaty pieniężnej, która według zapewnień miała być przeznaczona na zakup pomocy dydaktycznych i artykułów biurowych dla placówek oświatowo-wychowawczych z ich okolicy.

– Policjanci z Rudy Śląskiej ustalili, że prowadzona przez katowiczankę działalność tylko imitowała legalnie działającą firmę, w rzeczywistości ograniczała się wyłącznie do wystawiania faktur, które w znikomym procencie odzwierciedlały rzeczywistości – czytamy na stronie KMP Ruda Śląska.

Wartość zakupionych i przeznaczonych dla ośrodków oświatowych środków rzeczowych stanowiła jedynie około 2% wysokości otrzymanych na ten cel wpłat. Tym samym realizacja deklaracji dotyczących wyposażenia placówek oświatowych w pomoce dydaktyczne ograniczała się wyłącznie do absolutnego minimum, stanowiąc swoistą zasłonę dla faktycznego celu, jakim było pozyskiwanie pieniędzy od przedsiębiorców.

W trakcie ponad 5 lat działalności sprawczyni wyłudziła blisko 2 miliony złotych

Właścicielka firmy nie miała zamiaru wywiązywania się z żadnych zobowiązań zaciąganych wobec wpłacających pieniądze przedsiębiorców. Pracownicy podejrzanej przekonywali pokrzywdzonych, że wpłacane środki przeznaczane będą na zakupy dla konkretnej, a często położonej blisko siedziby przedsiębiorcy placówki oświatowej, do której niejednokrotnie uczęszczali oni sami, lub uczęszczają ich dzieci.

– W trakcie ponad 5 lat działalności sprawczyni wyłudziła blisko 2 miliony złotych, z czego na pomoce dydaktyczne przekazane do szkół i przedszkoli wydała zaledwie 36 tysięcy zł, czyli nawet niecałe 2 procent wpłat otrzymanych od darczyńców. Policjanci z komendy w Rudzie Śląskiej przeszukali mieszkanie i biura 36-latki, zabezpieczając dokumentację finansową firmy, w skład której weszło między innymi prawie 13 tys. faktur VAT – czytamy na stronie KMP Ruda Śląska.

Materiał dowodowy zgromadzony został w 190 tomach akt

W czasie dochodzenia przesłuchano ponad 5500 osób, a całą zabezpieczoną dokumentację w tym historię kont bankowych poddano szczegółowej analizie. Materiał dowodowy w prowadzonym przez 2,5 roku dochodzeniu, zgromadzony został w 190 tomach akt, na które składały się zeznania świadków, analizy rachunku bankowego, przelewów pocztowych oraz analiza 12 930 faktur.

Zwieńczeniem tak ciężkiej i mozolnej pracy rudzkich policjantów było przedstawienie 36-letniej właścicielce firmy łącznie 10 042 zarzutów oszustwa. Sporządzony przez śledczych z Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą rudzkiej komendy akt oskarżenia, został zatwierdzony i przekazany do sądu przez nadzorującego sprawę prokuratora. Nieuczciwej katowiczance grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
Źródło info i foto: rudaslaska.com.pl

Łukasz Szumowski odpiera atak jakoby miał czerpać korzyści majątkowe z zakupu maseczek ochronnych

– To totalny absurd. (…) Nie czerpałem korzyści z żadnej transakcji – oświadczył minister zdrowia Łukasz Szumowski, pytany w Polsat News o to, czy czerpał korzyści z zakupu 5 milionów maseczek. Szumowski podkreślił, że na początku epidemii koronawirusa, gdy były problemy z zaopatrzeniem w sprzęt ochronny, „wiele osób, w tym politycy, wysyłali SMS-y do Ministerstwa Zdrowia. – Uważam, że robili to w dobrej wierze – dodał.

– To totalny absurd. (…) Nie czerpałem korzyści z żadnej transakcji – oświadczył minister zdrowia Łukasz Szumowski, pytany w Polsat News o to, czy czerpał korzyści z zakupu 5 mln maseczek.

– Gdybym nie kupił maseczek i poumieraliby medycy, natychmiast zostałbym oskarżony, że mam krew na rękach – mówił szef MZ.

Minister zapewniał, że przez objęciem stanowiska w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego poinformował ówczesnego ministra Jarosława Gowina o działalności swojego brata. – Nie dotykałem się żadnej sprawy związanej z NCBiR. (…) NCBiR nie leżał w moich kompetencjach – podkreślał.

„Awanturnictwo” posłów PO

Szumowski był też pytany o pojawienie się posłów PO na środowej konferencji wiceministra Cieszyńskiego. – Zadziwia mnie brak kultury. Takie zachowania posłów, wchodzenie na cudzą konferencję, blokowanie wejścia do ministerstwa to trochę jest awanturnictwo – powiedział minister zdrowia.

„Będą wybuchały ogniska koronawirusa”

Szumowski był też pytany o środowy wzrost nowych przypadków zakażeń koronawirusem. – Jeślibyśmy pominęli ognisko w kopalniach, to w pozostałych regionach epidemia zaczyna wygasać. (…) Jeśli zakończymy wymazywanie wśród górników, liczby spadną gwałtownie – powiedział minister.

Szumowski został też zapytany o wybuch ogniska zakażeń koronawirusem w zakładach meblarskich w powiecie kępińskim, w Wielkopolsce i o to, czy należy spodziewać się wybuchu kolejnych takich ognisk.

– Będą wybuchały ogniska i tak będzie nie tylko w najbliższych dniach, ale będzie tak w najbliższych miesiącach, dopóki nie zlikwidujemy koronawirusa. Te ogniska będą się pojawiały – odpowiedział minister.

„Biała księga epidemii COVID-19”

Szumowski w Polsat News został zapytany też o „białą księgę epidemii COVID-19″. Chodzi o deklarację prezydenta Warszawy i kandydata Koalicji Obywatelskiej Rafała Trzaskowskiego, który zapowiedział, że jeżeli zostanie prezydentem RP, to przeprowadzi niezależny audyt działań prowadzonych – m.in. przez rząd – w walce z epidemią koronawirusa.

Odpowiadając na pytanie, czy jako członek rządu i szef MZ, boi się wyników takiego raportu, Szumowski odpowiedział: – Skądże. Ja chętnie będę współpracował przy powstawaniu takiego raportu, bo myślę, że ten raport pokaże jedno (…) – taka księga powinna wyraźnie powiedzieć, że bardzo szybkie decyzje rządu, odważne decyzje premiera (…) doprowadziły do tego, że każdy pacjent chory na COVID-19 w Polsce ma prawo do leczenia, ma szanse na leczenie, ma czekający na niego respirator i nie ma możliwości, żeby komuś odmówiono”. „To są efekty tych działań” – dodał.
Źródło info i foto: interia.pl

Prokuratura umorzyła śledztwo ws. zbiórki na nowy samochód dla Sebastiana K.

Krakowska prokuratura ponownie umarza śledztwo w sprawie zbiórki pieniędzy na zakup seicento dla mężczyzny oskarżonego o spowodowanie wypadku, w którym ucierpiała była premier Beata Szydło – dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Przypomnijmy – Rafał B., Polak mieszkający wtedy w Anglii, rozpoczął zbiórkę w internecie. Deklarował, że cała kwota zostanie przekazana poszkodowanemu. Udało się zebrać prawie 150 tysięcy, jednak pieniądze zniknęły. Okazało się, że organizator zbiórki przekazał je swojej byłej żonie. Ta przeznaczyła je m.in. na spłatę swoich długów.

Śledczy nie dopatrzyli się popełnienia przestępstwa, bo, ich zdaniem, każdy, kto brał udział w zbiórce i wpłacał pieniądze, dokonywał w ten sposób darowizny na rzecz jej organizatora, a nie na rzecz sprawcy wypadku w Oświęcimiu, Sebastiana K.

Z regulaminu serwisu, za pośrednictwem którego przeprowadzono zbiórkę, wynika, że pieniądze cały czas należą do organizatora akcji i on mógł z nimi zrobić, co chciał, mimo wcześniejszych deklaracji o przekazaniu pieniędzy na kupno nowego samochodu.

Prokuratorzy dodają, że kiedy Rafał B. ogłaszał zbiórkę, nie robił tego z zamiarem popełnienia przestępstwa. Oczywiście zachowanie jest naganne i wpłacający mogą dochodzić swoich praw na drodze cywilnej.

W zbiórce wzięło udział ponad osiem tysięcy osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Afera w Poczcie Polskiej. Chodzi o 20 mln złotych

Przestępczej szajce udało się autoryzować wpłatę blisko 20 milionów złotych w systemie informatycznym Poczty Polskiej. Choć w rzeczywistości kasa nie przyjęła nawet złotówki. Wirtualne miliony rozesłano następnie do siedmiu różnych banków, a jeden z nich wypłacił przestępcom 3 miliony złotych gotówce – wynika z informacji dziennikarzy tvn24.pl.

Agencja pocztowa na osiedlu Górna w Łodzi. Tutaj rozpoczęła się przestępcza operacja. Pierwszym etapem była fikcyjna wpłata 20 milionów złotych do kasy agencji pocztowej prowadzonej przez prywatną osobę, ajenta Poczty. Fortuna została zaksięgowana w systemie informatycznym poczty i już chwilę później przelana na siedem różnych rachunków bankowych w kilku bankach.

3 miliony na „słupa”

Bankowe konta zostały wcześniej założone. – W przypadku naszego banku okazało się, że właściciel konta jest klasycznym słupem, osobą do wynajęcia – mówi nam pracownik jednego z banków.

Po otworzeniu konta, „słup” poinformował, że spodziewa się dużego przelewu, który będzie chciał wypłacić w gotówce. Tymczasem wypłata milionowych kwot w każdym z banków jest obwarowana licznymi procedurami bezpieczeństwa – nie można tego zrobić z dnia na dzień. Banki wymagają uprzedzającej informacji, gdyż muszą oddelegować pracowników, zorganizować konwój, ochronę.

Ustaliliśmy, że „słup” odebrał z banku Pekao SA 3 miliony złotych w gotówce w piątek, 17 kwietnia.

– Nie będziemy w tej sprawie udzielać komentarza – powiedział nam jeden z rzeczników banku, Marcin Starkowski.

Z naszych informacji wynika, że w pozostałych bankach ten szwindel nie powiódł się. Choć przyszedł autoryzowany przelew z systemu pocztowego, to przestępcom nie udało się podjąć gotówki. Sygnał o podejrzanych operacjach przekazano także do łódzkiej policji, która rozpoczęła śledztwo razem z prokuraturą.

Prokuratura Regionalna w Łodzi informuje, że przestępcom skutecznie udało się także wypłacić 270 tysięcy złotych na szkodę Poczty Polskiej.

Czerpali chochlą

Z naszych rozmów z prokuratorami i policjantami wynika, że sam mechanizm przestępstwa nie jest nowością.

– Podobne oszustwa miały już miejsce wielokrotnie w całej Polsce. Tutaj uwagę zwraca skala przedsięwzięcia. Ktoś postanowił czerpać dużą łyżką, chochlą wręcz – komentuje łódzki karnista, mecenas Bronisław Muszyński. Według niego ta metoda działania oszustów nie wymaga przełamywania zabezpieczeń teleinformatycznych.

– Ktoś współpracujący z przestępcami zaświadcza w systemie przyjęcie środków, których de facto nie przyjął do kasy – komentuje mecenas Muszyński.

Poszukiwania mózgu kradzieży

Właśnie takie poświadczenie sprawiło, że ogromna kwota pojawiła się w systemach bankowych. Tym samym mogła następnie zostać przelana do innych banków. Ustalony przez nas mechanizm potwierdziliśmy w Prokuraturze Regionalnej w Łodzi, która od wtorku przejęła nadzór nad śledztwem.

– W tej sprawie zatrzymane zostały cztery osoby, które usłyszały zarzuty oszustwa oraz usiłowania oszustwa – mówi Krzysztof Bukowiecki, rzecznik prokuratury regionalnej.

Prokurator poinformował także, że zatrzymani byli powiązani z agencją pocztową na łódzkim osiedlu. Ustaliliśmy, że były to m.in osoby, które usiłowały wypłacić gotówkę z banków.

Ze względu na dobro sprawy nie będziemy informować, czy czterech zatrzymanych podejrzanych przyznało się do winy. Sprawa jest rozwojowa, spodziewamy się kolejnych zatrzymań

mówi rzecznik Prokuratury Regionalnej Krzysztof Bukowiecki

Dowiedzieliśmy się także, że wciąż nieuchwytna jest osoba, która rzekomo wpłaciła w agencji blisko 20 milionów złotych. – Szukamy mózgu przedsięwzięcia. Nie ma go wśród dotychczas zatrzymanych – usłyszeliśmy w Komendzie Głównej Policji.

„Wielka afera w Poczcie Polskiej”

Senator Koalicji Obywatelskiej Krzysztof Brejza w poniedziałek za pośrednictwem mediów społecznościowych alarmował o „wielkiej aferze w Poczcie Polskiej”.

Polityk napisał, że doszło do „przejęcia kodów wewnętrznych Poczty” umożliwiających przesyłanie pieniędzy. Wskazał, że Poczta Polska miała właśnie w ten sposób stracić 20 milionów złotych. Do wpisu Brejza załączył pismo skierowane do premiera Mateusza Morawieckiego.

W odpowiedzi na publikację senatora Poczta Polska wydała oświadczenie, w którym informowała, że do próby wyłudzenia 20 milionów złotych doszło, ale została ona „błyskawicznie udaremniona”.

W oświadczeniu spółki znalazła się wypowiedź jej wiceprezesa Grzegorza Kurdziela. Zapewnił on, że systemy bezpieczeństwa poczty nie zostały złamane: „Nie doszło do przejęcia żadnych kodów, o których wspomina senator Krzysztof Brejza, ani tym bardziej kwoty 20 mln złotych”.

Spółka chwaliła się, że powstrzymanie grupy przestępczej było możliwe „dzięki obowiązującym w Poczcie Polskiej sprawdzonym i skutecznym procedurom bezpieczeństwa obrotu pieniędzmi i przetwarzania danych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Gdańsk: Tomasz D. oferował „lek na koronawirusa”. Grozi mu kara 8 lat więzienia

Policja zatrzymała mężczyznę, który oferował „lek na koronawirusa”. Teraz jest podejrzany o oszustwo i grozi mu 8 lat więzienia. O sprawie informuje RMF FM. 49-letni Tomasz D. oferował za pośrednictwem przez Internetu i portali społecznościowych „leki na koronawirusa”. Substancja miała zwalczać COVID-19.

Najmniejsza dawka substancji kosztowała 350 zł, a pieniądze ze sprzedaży trafiały na konto fundacji prowadzonej przez 49-latka. Tomasz D. oszukał co najmniej sześć osób, a na koncie pojawiło się łącznie 11 tys. złotych.

Mężczyzna „leczył nie tylko na koronawirusa”. Policjanci znaleźli w jego mieszkaniu znaczne ilości tabletek i płynów, które miały zwalczać takie nieuleczane choroby jak cukrzyca, autyzm, nowotwory, czy udar.
Źródło info i foto: wp.pl

21-letni złodziej włamywał się do domów na Śląsku. Okradł 30 domów

Włamał się do 30 domów na terenie różnych miast województwa śląskiego, kradł i uciekał. 21-latkowi zarzuca się łącznie 31 przestępstw, podczas których kradł biżuterię, zegarki i gotówkę, ale nie tylko. Jego łupem padał też na przykład sprzęt komputerowy czy AGD. Łącznie uzbierał pokaźną sumę pieniędzy!

Zdarzały się włamania, podczas których niczego nie ukradł, ponieważ został spłoszony lub w środku nie było żadnych wartościowych rzeczy. Podczas innych kradł przedmioty nawet za ponad 40 tys. zł. Mowa o 21-letnim mężczyźnie, który włamał się do 30 domów na terenie województwa śląskiego. Kradł wszystko, co wpadło mu w ręce!

– Zawsze wybierał osiedla domków jednorodzinnych blisko dworców kolejowych. Wcześniej analizował układ ulic i wybierał ewentualną drogę ucieczki. Służyły mu do tego dostępne w sieci mapy i zdjęcia. Zaopatrzony w rękawiczki, kominiarkę i łom, wyruszał w podróż. Bywał na małych stacjach znajdujących się blisko Częstochowy, Wrocławia, Opola, Katowic i Pszczyny – relacjonują policjanci.

Będąc w Kobiórze, 21-latek miał ponownie w szybki sposób wzbogacić się cudzym kosztem. Ale plan się nie powiódł. Zareagowali świadkowie, którzy poinformowali o podejrzeniu włamania policjantów z komendy w Pszczynie i przekazali im dokładny rysopis sprawcy.

– Jak w wielu takich przypadkach, nie obyło się bez pościgu. Ostatecznie 21-latek trafił w ręce mundurowych. Okazało się jednak, że podczas ucieczki wyrzucił torbę ze swoim sprzętem i łupem w pobliskie krzaki. Po kilku kwadransach policjanci zlokalizowali jego kryjówkę wraz z dowodami, których próbował się pozbyć. W zabezpieczonej torbie znaleźli: biżuterię, portfel, telefon komórkowy, kominiarkę i rękawiczki – wyliczają w komendzie.
Źródło info i foto: se.pl