Kraków: Złodzieje z Polski ukradli Ukraińcowi 24 tys. złotych

56-letni Ukrainiec zatrzymał się za potrzebą na jednej ze stacji benzynowych w Krakowie. Pech chciał, że mężczyzna zostawił w toalecie saszetkę ze sporą sumą pieniędzy. W środku znajdowała się równowartość ok. 24 tys. złotych w dolarach i euro. Oprócz gotówki w środku był także portfel Ukraińca i jego dokumenty. Kiedy mężczyzna wrócił na stację po zgubę, pieniądze zniknęły.

Tuż po Ukraińcu z tej samej toalety skorzystał taksówkarz, który znalazł saszetkę z pieniędzmi i postanowił oddać ją 21-letniemu kasjerowi. Mężczyzna przy taksówkarzu wyjął z portfela kartę i przeczytał dane osobowe właściciela – obywatela Ukrainy. Podziękował taksówkarzowi i zapewnił, że właściciel na pewno zgłosi się po zgubę.

Niedługo potem chytry kasjer znów sięgnął do saszetki. Kiedy zorientował się, że jest tam ogromna suma pieniędzy, opowiedział o wszystkim swojej 40-letniej koleżance z pracy. Oboje postanowili przywłaszczyć sobie pieniądze.

21-latek spakował gotówkę do kieszeni i zadzwonił do kolegi, żeby ten przyjechał na stację i pomógł mu je przechować.

Niedługo potem na krakowską stację benzynową wrócił zmartwiony Ukrainiec. Najpierw sprawdził, czy saszetka nie została w toalecie. Potem poprosił o pomoc kasjera. 21-latek oddał mężczyźnie zgubę, ale bez gotówki w środku. Kiedy Ukrainiec zapytał, co się stało z pieniędzmi, usłyszał, że może zabrał je inny klient stacji.

Wtedy 56-latek postanowił zawiadomić policję. Mundurowi z Krakowa, którzy dotarli na miejsce, przeanalizowali monitoring i szybko wywnioskowali kto stoi za kradzieżą.

Jak poinformował Sebastian Gleń – rzecznik małopolskiej policji, 21-letni kasjer i jego 40-letnia koleżanka z pracy usłyszeli zarzuty przywłaszczenia pieniędzy. 19-letni kolega kasjera odpowie za pomoc w ukrywaniu gotówki.
Źródło info i foto: Fakt.pl

32-latek zaatakował babcię maczetą

Policja w Darłowie potwierdza, że doszło do zatrzymania 32-letniego mieszkańca tego miasta. Miał on zaatakować maczetą swoją babcię po tym, jak odmówiła przekazania mu pieniędzy, których żądał. Do zdarzenia, o którym donosi „Dziennik Bałtycki”, doszło w piątek w jednym z mieszkań w Darłowie (woj. zachodniopomorskie). 32-latek miał zażądać od swojej babci 20 zł, a gdy tak nie wyraziła zgody, wrócił z maczetą w ręku i uderzył ją w twarz. 

– Mogę potwierdzić, że został zatrzymany 32-latek podejrzewany o dokonanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u dwóch osób – powiedziała w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” mł. asp. Kinga Warczak, rzecznik prasowy powiatowego komendanta policji w Sławnie.

Według informacji „DB”, 74-latka doznała dotkliwych obrażeń, w wyniku których trafiła do szpitala. Cudem udało jej się przeżyć. W całym zdarzeniu brała również udział żona 32-latka, która także została ranna.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Policja ostrzega przed oszustami matrymonialnymi w internecie. Panie tracą przez nich ogromne pieniądze

Podają się za amerykańskich żołnierzy lub biznesmenów, rozkochują w sobie kobiety i wyłudzają od nich pieniądze. Policja ostrzega, że oszustów matrymonialnych działających w internecie jest coraz więcej. Kilka dni temu mieszkanka gminy Trzemeszno straciła w ten sposób kilkadziesiąt tys. zł.

Jak tłumaczyła asp. sztab. Anna Osińska z KPP w Gnieźnie, w internecie łatwo stworzyć zupełnie wirtualną, idealną, czułą, doświadczoną przez życie, szukającą miłości postać. Do gnieźnieńskich policjantów już nie raz docierały informacje o internetowych oszustach matrymonialnych. Oszuści często wzbudzają zaufanie, są niezwykle czuli i obiecują wspólną przyszłość, nierzadko małżeństwo, a problem pojawia się w momencie, gdy nagle brakuje im pieniędzy – dodała.

Do takich sytuacji, jak wskazuje policja, dochodzi coraz częściej. Ostatnie tego typu zgłoszenie policja w Gnieźnie otrzymała kilka dni temu. Poszkodowaną okazała się mieszkanka gminy Trzemeszno, która pod koniec 2018 r. na jednym z popularnych portali społecznościowych poznała mężczyznę podającego za Amerykanina. Oszust pisał, że jest biznesmenem, że się zakochał, obiecał małżeństwo. Dość szybko zdobył zaufanie kobiety i zauroczył ją. Nagle zaczął twierdzić, że jego firma ma chwilowe kłopoty finansowe. Prosił o pożyczenie pieniędzy. Obiecywał oddać je szybko z nawiązką. Kobieta w kilku przelewach przekazała mu na konto kilkadziesiąt tysięcy złotych – podkreśliła Osińska.

Policjanci przestrzegają kobiety, by nie dały się nabrać na amory internetowych oszustów. Może w ten sposób uda się ustrzec trochę kobiet marzących o księciu zza wielkiej wody z dużymi pieniędzmi – dodała Osińska.

Do podobnej sytuacji doszło także kilka miesięcy temu w Wolsztynie – 66-latka straciła 23 tys. zł. Jak tłumaczył wówczas aspirant sztabowy Wojciech Adamczyk z KPP w Wolsztynie, na podstawie relacji kobiety ustalono, że w październiku ubiegłego roku na portalu społecznościowym zaakceptowała zaproszenie do grona znajomych, przesłane jej przez mężczyznę przedstawiającego się jako generał armii amerykańskiej stacjonujący w Iraku.

Jak dodał Adamczyk, w trakcie następnych tygodni wolsztynianka za pośrednictwem komunikatora internetowego przeprowadziła z nim kilka rozmów wideo. Podczas tych rozmów mężczyzna siedział za biurkiem, na tle amerykańskiej flagi. Równolegle kobieta korespondowała z nim, wysyłając wiadomości tekstowe. Mężczyzna pisał, że jest wdowcem i szuka uczucia. Podczas jednej z takich rozmów poprosił o przesłanie danych kontaktowych, ponieważ – jak to określił – chce zrobić kobiecie niespodziankę – relacjonował Adamczyk.

Niespodzianką tą miała być wysłana do kobiety z Iraku paczka z biżuterią oraz pieniędzmi otrzymanymi rzekomo od prezydenta USA jako nagroda za dobrą służbę. Miały się w niej znaleźć również dokumenty emerytalne „generała”.

Po pewnym czasie wolsztynianka otrzymała informację z firmy kurierskiej, z której wynikało, że wysłana do niej przesyłka jest do odebrania w Belgii, jednak wcześniej konieczne jest uiszczenie opłaty w wysokości około 10 tys. zł. Kobieta zgodnie z dyspozycją przelała żądaną kwotę na wskazane konto. Po kilkunastu dniach otrzymała kolejną wiadomość, z której wynikało, że paczka jest już na terenie Niemiec, ale jej dalszy transport do Polski uzależniony jest od wniesienia kolejnej opłaty w wysokości 13 tys. zł. Kobieta ponownie przelała żądaną sumę na wskazane konto – opowiedział funkcjonariusz.

Jak dodał, wpłacenie pieniędzy nie rozwiązało jednak wszystkich kłopotów z przesyłką, ponieważ w kolejnym mailu z firmy kurierskiej znajdowało się następne żądanie przelewu, na które kobieta już się nie zgodziła.

Na konieczność wpłaty pieniędzy wskazywał też +generał+, który roztaczał przed kobietą wizję wspólnego życia w nowym domu, który zamierza kupić w Polsce. Wolsztynianka mając poważne wątpliwości poinformowała +generała+, że nie przekaże żadnych pieniędzy, ponieważ ich nie ma. Nastawienie szarmanckiego dotąd obcokrajowca zmieniło się diametralnie. Mężczyzna zagroził kobiecie zgłoszeniem sprawy do ONZ i więzieniem, a także publikacją zdjęć, które wcześniej od niej dostał – podkreślił Adamczyk.

Kobieta zawiadomiła o oszustwie Prokuraturę Rejonową w Wolsztynie, która przekazała materiały sprawy do realizacji wolsztyńskim policjantom.

Policja wskazuje, że do kontaktów nawiązywanych w mediach społecznościowych i tego typu sytuacji warto podejść z dużą ostrożnością i zawsze zachować czujność. Jeśli zorientujemy się, że padliśmy ofiarą oszusta, należy jak najszybciej powiadomić o tym policję.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest akt oskarżenia wobec Stanisława G. Chodzi o łapówki

Stanisław G. jako wiceminister środowiska w zamian za przychylność i pomoc przyjął pieniądze, drogie zegarki i nieruchomości w Chorwacji – wynika z informacji przekazanych PAP przez Prokuraturę Krajową. Śledczy oskarżyli go też o plagiat pracy doktorskiej i nakłanianie do wręczenia łapówki.

Jak podała prokuratura, obszernym aktem oskarżenia – liczącym ponad 1100 stron – objęto 32 osoby, które zostały oskarżone łącznie o 94 czyny. Wobec dziewięciu oskarżonych skierowano wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Z informacji przekazanych przez PK wynika, że akt oskarżenia dotyczy nieprawidłowości przy 26 inwestycjach realizowanych przez Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie.

„Prokurator Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Szczecinie akt oskarżenia przeciwko posłowi na Sejm RP Stanisławowi G., jego żonie Renacie L.–G., członkom jego rodziny oraz innym osobom. Materiały w tym zakresie zostały wyłączone z postępowania dotyczącego tzw. afery melioracyjnej, które jest nadal prowadzone, aktualnie pozostaje w nim 42 podejrzanych” – podała prokuratura.

Jak dodała PK, „zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na to, że w związku z pełnioną w rządach PO-PSL funkcją sekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska poseł Stanisław G. przyjął jako łapówki co najmniej 733 tys. zł w gotówce, a także dwa zegarki o łącznej wartości prawie 26 tys. zł oraz nieruchomości w Chorwacji”. „Ponadto zarzuty dotyczą nakłaniania do wręczenia łapówki w wysokości co najmniej 200 tys. zł oraz ujawnienia informacji niejawnej i plagiatu pracy doktorskiej. Prokuratura oskarżyła posła również o pranie brudnych pieniędzy” – przekazała PAP prokuratura.

Za przyjęcie łapówek Stanisławowi G. grozi do 12 lat więzienia.

Z informacji przekazanych PAP przez prokuraturę wynika, że Stanisław G. w okresie od stycznia 2011 roku do końca czerwca 2013 roku jako wiceminister środowiska w rządzie PO-PSL przyjął co najmniej 405 tys. zł łapówki w gotówce od przedsiębiorcy Krzysztofa B. „W zamian, wykorzystując swoją pozycję wiceministra, oferował przedsiębiorcy przychylność, poparcie oraz pomoc w zdobywaniu wielomilionowych kontraktów od Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie” – podała PK.

Jak podali śledczy, wiceminister miał nakłaniać także przedsiębiorcę do wręczenia dyrektorowi Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji co najmniej 200 tys. zł łapówki. „Argumentował, że to warunek, aby firma przedsiębiorcy funkcjonowała i utrzymała się na rynku. Pieniądze zostały przekazane, a dyrektor Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji Tomasz P. jest obecnie jednym z głównych podejrzanych w śledztwie dotyczącym tzw. afery melioracyjnej” – zaznaczyła prokuratura.

Śledczy przekazali także, że w 2011 r. Stanisław G. przyjął od Bogdana K. jako łapówkę 100 tys. zł oraz apartament w Chorwacji o wartości 48 tys 432 euro. „W zamian oferował on Bogdanowi K. przychylność, poparcie i pomoc w kontaktach w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, w tym w kontaktach z przedstawicielami Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie organizujących przetargi opiewające niejednokrotnie na dziesiątki milionów złotych” – podkreśliła PK.

Stanisław G. oskarżony jest też łapówki w postaci dwóch zegarków Tag Heuer wartych łącznie prawie 26 tys. zł. G. jako wiceminister środowiska otrzymał zegarki od zastępcy dyrektora do spraw Administracji, Informatyki, Marketingu i Współpracy z Zagranicą w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej Łukasza L. W zamian miał zadeklarować utrzymanie przez Łukasza L. stanowiska zastępcy dyrektora. Jak przekazała prokuratura, Łukasz L. miał otrzymać maila z konkretnymi modelami zegarków przeznaczonych na łapówkę.

W akcie oskarżenia poseł PO został oskarżony także o popełnienie plagiatu w pracy doktorskiej, którą obronił w 2011 r. w Społecznej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi. W konsekwencji G. uzyskał tytuł doktora nauk ekonomicznych. „Z zeznań świadków, a także z opinii biegłych wynika, że przygotowując pracę doktorską, przywłaszczył sobie autorstwo cudzych utworów” – wskazała prokuratura.

W sprawie oskarżona została również żona posła Renata G. Renata L. Prokuratura zarzuciła jej pranie brudnych pieniędzy, które miało polegać na działaniach zmierzających do utrudnienia stwierdzenia pochodzenia przyjętej wcześniej jako łapówki nieruchomości w Chorwacji.

Wśród oskarżonych w tej sprawie są również: były starosta koszaliński Roman Sz., były dyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie Mieczysław O., byli pracownicy Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie, przedstawiciele i właściciele firm realizujących inwestycje melioracyjne

Wobec oskarżonego posła PO zastosowano poręczenie majątkowe w kwocie 500 tys. zł dozór policji oraz zakazem kontaktowania się z innymi podejrzanymi w tej sprawie. „Wobec pozostałych oskarżonych stosowane są środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, zakazów opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu oraz dozorów Policji” – podała PK. Prokuratura dokonała też zabezpieczenia majątkowego na mieniu wszystkich oskarżonych na łączną kwotę blisko 2,6 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policja poszukuje oszusta. Działał metodą „na wnuczka”

Policjanci z V Komisariatu Policji w Łodzi poszukują sprawcy, który odebrał pieniądze od kobiety przeznaczone rzekomo na pomoc wnuczkowi.

Do starszej pani 16 listopada ub. roku zadzwonił mężczyzna. Mówił, że jest jej wnukiem, że ma kłopoty finansowe. Podstępem wyłudził od niej pieniądze. Po odbiór przyszedł mężczyzna, którego portret pamięciowy udało się sporządzić. Miał 35 lat, około 175 cm wzrostu. Był szczupły, o trójkątnej twarzy, śniadej cerze, z długimi ciemnymi włosami, z przedziałkiem po prawej stronie. W chwili zdarzenia ubrany był w jasną, beżową kurtkę i granatowe dżinsy.

Osoby mogące pomóc w ustaleniu sprawcy tego zdarzenia proszone są o kontakt z V Komisariatem Policji w Łodzi ul. Organizacji WiN 60. telefon 42 665 15 58/15 66 oraz całodobowy 42 665 15 56.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Blisko 300 portugalskich policjantów oskarżonych o wyłudzenia

Prokuratura generalna w Lizbonie oskarżyła już blisko 300 policjantów za oszustwa dotyczące wyłudzania pieniędzy od jednej z firm transportu miejskiego – poinformowały portugalskie media. Według dziennika „Observador” funkcjonariuszom postawiono dwa zarzuty: defraudacji środków i fałszowania dokumentów.

Według dziennika schemat oszustwa polegał na nielegalnym porozumieniu policjantów z kasjerami sprzedającymi bilety miesięczne na przejazdy autobusami jednej ze spółek transportu publicznego. Obsługuje ona połączenia m.in. w południowej części aglomeracji lizbońskiej oraz w Setubalu.

Według lizbońskiej gazety oskarżeni funkcjonariusze mieli wyłudzać środki od przewoźników poprzez ponowne wprowadzanie do sprzedaży przysługujących im bezpłatnie biletów na przejazdy.

Z akt śledztwa wynika, że trwający kilka lat proceder prowadzony był w kilku portugalskich miastach, w tym m.in. w Lizbonie, Almadzie, Setubalu i Seixalu. W proceder uwikłani byli również niektórzy wyżsi rangą policjanci, w tym szefowie miejscowych komisariatów.

Dziennik „Observador” przypomina, że choć proceder wyłudzania środków ujawniony został już w 2015 r., dotychczas nie udało się osadzić w więzieniu żadnego członka grupy nieuczciwych policjantów.

Prawo policjantów do bezpłatnego biletu na komunikację miejską to ostatni z transportowych przywilejów tej grupy zawodowej w Portugalii. W przeszłości w efekcie oszustw przy sprzedaży tańszego paliwa przysługującego funkcjonariuszom pozbawiono ich tego prawa.

Szacuje się, że proceder prowadzony przez nieuczciwych policjantów mógł narazić portugalski budżet na straty sięgające kilku milionów euro.
Źródło info i foto: TVP.info

Jakub A. mówił o swoich planach. Znały je dwie osoby z Gliwic

Mrowiny próbują otrząsnąć się po tragedii, a na jaw wychodzą nowe informacje. Okazuje się, że o planach zabójcy Kristiny wiedziały aż dwie osoby. Mężczyzna nie tylko proponował 10 tys. zł za morderstwo dziewczynki, ale wskazywał dokładne miejsce, gdzie ma się to wydarzyć.

Morderca Kristiny już miesiąc temu kontaktował się ze znajomym z Gliwic i oferował pieniądze za zabójstwo. „Robił to za pomocą komunikatorów internetowych. Znajomemu złożył kilka propozycji, a następnie je ponawiał” – informuje w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” osoba związana ze sprawą.

Dodaje, że Jakub A. miał w głowie gotowy plan. Wskazywał nawet dokładne miejsce, gdzie chciał, aby doszło do morderstwa Kristiny. To las pomiędzy Imbramowicami a Domanicami, leżący w pobliżu Mrowin, gdzie dziecko mieszkało.
Kto wiedział o planach mężczyzny. Jak ustalili śledczy, co najmniej dwie osoby, czyli znajomy Jakuba A. z Gliwic oraz koleżanka tego mężczyzny – także z woj. śląskiego. Gdy doszło do tragedii, zeznania tej pary bardzo pomogły policji w ustaleniu zabójcy i dotarciu do niego. Dlaczego o zagrożeniu nie poinformowali wcześniej. Osoby zbliżone do sprawy twierdzą, że nie uwierzyli oni iż Jakub A. naprawdę zdolny jest do morderstwa. Myśleli, że młody mężczyzna jest bardzo zazdrosny o matkę Kristiny i będzie szukał z nią głębszej relacji, ale nie wierzyli, że jest gotów posunąć się do zbrodni.

Mrowiny. „Jakub A. mógł to zrobić z zemsty”

Jakub A. miał nie zabić Kristiny z Mrowin dlatego, że go nie lubiła, tylko z zemsty na matce dziewczynki. To miała być kara za odtrącenie jego miłości przez matkę dziewczynki. Mężczyzna podejrzany o morderstwo 10-latki często spędzał z nią czas. – Był opiekuńczy i Kristina by się do niego przekonała – twierdzą znajomi matki w rozmowie z „Super Expressem”.
Źródło info i foto: wp.pl

Opole: 42-letnia zakonnica przywłaszczyła prawie pół miliona złotych

W Opolu policja zatrzymała 42-letnią siostrę zakonną, która jest podejrzana o przywłaszczenie 460 tysięcy złotych z kasy Domu Pomocy Społecznej. Oprócz kobiety funkcjonariusze zatrzymali 43-letniego mieszkańca Opola. Według ustaleń prokuratury, to on miał namówić siostrę do zabrania pieniędzy z kasy DPS.

Na początku czerwca na policję zgłosiła się siostra przełożona zakonu prowadzącego Dom Pomocy Społecznej w Dobrzeniu Wielkim i poinformowała, że z konta zniknęło 460 tys. zł. To pieniądze należące do tamtejszego DPS oraz pensjonariuszy, którzy zdeponowali tam swoje fundusze. W tym samym czasie zniknęła jedna z sióstr zakonnych tam pracujących. Policja połączyła te dwa fakty.

Kobieta została zatrzymana w jednej z miejscowości Dolnego Śląska. Z kolei w Opolu wpadł 43-letni mężczyzna, znajomy zakonnicy. Według ustaleń prokuratury, to on miał namówić siostrę do zabrania pieniędzy z kasy DPS.

W sumie siostra dała mu ponad pół miliona złotych, bo oprócz środków z DPS przekazała mu własne oszczędności. Ze względu na dobro prowadzonego śledztwa prokuratura nie ujawnia więcej szczegółów zdarzenia.

42-letnia siostra zakonna jest w areszcie domowym, natomiast wobec mężczyzny Sąd Rejonowy w Opolu zastosował trzymiesięczny areszt. Obojgu grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wciąż nie wiadomo gdzie są pieniądze zrabowane w „skoku stulecia”

Sprawa odwoławcza nic nie zmieniła – sąd utrzymał wyroki dla czterech mężczyzn oskarżonych w tzw. skoku stulecia czyli napadzie na konwój z pieniędzmi pod Swarzędzem (Wielkopolskie). Szajka zrabowała wtedy prawie 8 mln zł. Do dziś udało się odzyskać niewielką część – kilkaset tysięcy złotych. Wciąż nie wiadomo, gdzie jest reszta gigantycznej kwoty

Do skoku stulecia doszło 10 lipca 2015 roku. Zatrzymani wskazują, że całą akcję wymyślił Grzegorz Ł. (53 l.). Zasugerował Adamowi K. (48 l.), swojemu koledze, z którym razem wstępowali do policji, że można obrabować konwój wprowadzając do firmy „kreta”. Znaleźli Krzysztofa W. (50 l.). Stworzyli dla niego fałszywą tożsamość. Nazwali Mirosławem Dudą i zatrudnili w firmie. 10 lipca w konwoju była duża suma. Mirosław Duda, twierdząc, że boli go noga, przekonał dyspozytora, by siąść za kierownicą bankowozu. Potem wysłał tylko krótki sygnał do wspólników: – Jestem kierowcą. Możemy robić. Kiedy załoga bankowozu opuściła kabinę, Krzysztof W. vel Mirosław Duda po prostu odjechał z pozostałymi pieniędzmi. W lesie pod Poznaniem wspólnicy przepakowali pieniądze do innego samochodu i rozjechali się. W garażu pod Łodzią zrabowany łup podzielili – część rozdali sobie, drugą jak twierdził Adam K. razem z Grzegorzem Ł. zakopali w lesie za jego działką. – Po pewnym czasie sprawdziłem to miejsce w lesie i zastałem tylko wykopany, pusty dół. Pieniędzy nie było – mówi Adam K.

Zniknął też Grzegorz Ł. Był poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Początkowo pojawiła się hipoteza, że został ograbiony ze swojej doli i zamordowany przez wspólników. Jak się jednak okazało w listopadzie 2017 roku wytropili go w Odessie „łowcy głów” z poznańskiej policji. Grzegorz Ł. został zatrzymany i zeznawał w procesie odwoławczym. – Słyszałem, że zakopałem 4 miliony złotych, że uciekłem, że mnie zabito i nie żyję. Żyję, nie uciekłem, a pieniędzy nie miałem i nie mam. Wyjechałem na Ukrainę legalnie, z moim paszportem na zaproszenie miasta Truskawiec. Nie ukrywałem się. Wypoczywałem w towarzystwie pięknych kobiet. zajmowałem się też uprawą warzyw na Ukrainie – mówił przed obliczem sądu.

Sąd Apelacyjny w Łodzi czekał na te wyjaśnienia. Dlatego nawet była przerwa w prowadzonej sprawie odwoławczej. Teraz, mając komplet materiałów, wydał wyrok. Rozpatrując odwołanie obrońców oskarżonych, ale i prokuratury, uznał, że ustalenia w pierwszej instancji były trafne, słuszne i nie można ich podważyć. Nie zgodził się także z prokuratorem, który chciał złagodzić karę dla dwóch skazanych, uważając że dzięki ich zeznaniom udało się doprowadzić do zatrzymań w tej sprawie. Jak stwierdziła uzasadniając wyrok sędzia Barbara Augustyniak nie może być w tej sprawie mowy o tzw. małym świadku koronnym, czyli nadzwyczajnego złagodzenia kary, bo oskarżeni, szczególnie Adam K. nie byli szczerzy, dozowali informacje.

Prawomocnym już wyrokiem Krzysztof W. został skazany na 8 lat i dwa miesiące więzienia. Marek K., który zwerbował do pracy fałszywego konwojenta, na siedem lat więzienia, Adam K. na 6 lat i dwa miesiące, natomiast Dariusz D. – pomocnik grupy, który zajął się przerzuceniem pieniędzy z ciężarówki do innego auta, na 6 lat. Oprócz tego zostali oni zobowiązani do zapłacenia ponad 3,2 mln złotych w ramach napraw szkody.

Wciąż pozostaje nierozwiązana zagadka zniknięcia pieniędzy. Według śledczych to niedorzeczne, że przy tak drobiazgowo zaplanowanym napadzie, „rozwiała się” w powietrzu cała zrabowana suma. Czy uczestnicy skoku wkalkulowali sobie odsiadkę w koszty? Czy jeszcze jakieś nowe okoliczności wyjdą na jaw przy sprawie Grzegorza Ł., która jest wyodrębniona do osobnego postępowania?
Źródło info i foto: Fakt.pl

„Polishbandit” zatrzymany. Chodzi o pranie pieniędzy

W śledztwie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Kraków Nowa Huta małopolscy policjanci rozpracowali proceder internetowych oszustw oraz prania pieniędzy przy pomocy Bitcoinów.

Policjanci z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Kraków Nowa Huta prowadzą śledztwo w sprawie oszustw dokonywanych na portalach internetowych i prania pieniędzy pochodzących z przestępczego procederu przy pomocy kryptowaluty w postaci bitcoinów.

Dzięki specjalistycznej wiedzy i umiejętności policjantów pracujących w ww. wydziale możliwe stało się rozpracowanie przestępczego procederu, w którym do prania pieniędzy wykorzystywane były wirtualne płatności, kryptowaluty oraz inne zaawansowane metody transferu środków oraz maskowanie się sprawcy w sieci TOR.

28.05.br., policjanci zatrzymali 22-letniego mieszkańca Bochni, który w latach 2015-2016, będąc aktywnym uczestnikiem przestępczego forum internetowego ToRepublic o nicku „polishbandit”, prał pieniądze na zlecenie innych osób pochodzące z oszustw na jednym z portali aukcyjnych.

Sprawcy przejmowali konta użytkowników portalu, wystawiając w ich imieniu oszukańcze aukcje (głównie elektronikę) oraz podmieniając numery rachunków bankowych, na które trafiały pieniądze od osób pokrzywdzonych.

Konta bankowe, których dysponentem był zatrzymany, zakładane były na tzw. słupy. Z tych kont środki transferowane były za pośrednictwem firm pośredniczących w płatnościach na rachunki giełd kryptowalutowych z przeznaczeniem na zakup wirtualnej waluty BTC (Bitcoin). W ten sposób sprawca ukrywał źródło pochodzenia pieniędzy i dalszą drogę ich przemieszczania. W celu ukrycia swojej tożsamości logując się do kont bankowych i portfeli bitcoinowych wykorzystywał specjalne oprogramowanie do maskowania własnego adresu IP oraz sieć TOR. Za swoje „usługi” pobierał stały procent wypranej kwoty. W tej sprawie występuje ponad 100 osób pokrzywdzonych, które zostały oszukane na kwotę około 100 tys. złotych. Śledczy udowodnili „wypranie” co najmniej 150 tys. złotych.

Prokurator w prowadzonym śledztwie przedstawił podejrzanemu 68 zarzutów oszustwa (art. 286 § 1 kk.), z którego uczynił sobie stałe źródło dochodu (art. 65 § 1) oraz prania pieniędzy (art. 299 § 1 kk.). Zgromadzony materiał dowodowy, pomimo stosowania przez sprawcę zaawansowanych metod ukrywania własnej tożsamości w sieci oraz znacznego upływu czasu nie pozostawiał żadnej wątpliwości, dlatego podejrzany przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Wobec podejrzanego prokurator zastosował policyjny dozór, zakaz opuszczania kraju i poręczenie majątkowe.
Źródło info i foto: Policja.pl