Policja z Poznania ustaliła podejrzanego o śmiertelne pobicie 29-letniego zapaśnika Dominika Sikory

Poznańska policja ustaliła podejrzanego o śmiertelne pobicie 29-letniego zapaśnika Dominika Sikory. W styczniu sportowiec trafił do szpitala, po pięciu dniach zmarł. Policjanci poinformowali w mediach społecznościowych, że ustalili podejrzanego w sprawie śmierci zawodnika KS Sobieski Poznań Dominika Sikory. Funkcjonariusze rozpoczynają procedurę uzyskania listu gończego. Na razie nie informują o szczegółach.

Według wstępnych ustaleń, zapaśnik został pobity w nocy z 25 na 26 stycznia po tym, gdy wyszedł z lokalu na Starym Rynku w Poznaniu. Z obrzękiem mózgu 29-latek trafił do szpitala, zmarł w miniony piątek.

Mamy już wyniki sekcji zwłok, ale dla dobra śledztwa nie możemy mówić o szczegółach. Cały czas prowadzimy czynności wyjaśniające, każdego dnia jest postęp w tej sprawie – mówił we wtorek Onetowi mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Sportowiec był jednym z czołowych zapaśników stylu klasycznego KS Sobieski Poznań. Zdobył wiele medali indywidualnych i drużynowych mistrzostw Polski. Był także medalistą mistrzostw Europy kadetów.

Poznańskie środowisko sportowe jest bardzo poruszone śmiercią zapaśnika. Kanadyjkarz i dwukrotny olimpijczyk Tomasz Kaczor zainicjował zbiórkę pieniędzy, która miała być gestem solidarności z rodziną zmarłego. Do tej pory zebrano ponad 20 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Służby specjalne chcą więcej pieniędzy. Najwięcej domaga się CBA

O 104 mln złotych więcej chcą dostać polskie służby specjalne w porównaniu z poprzednim roku. Na największy kawałek tortu liczyło Centralne Biuro Antykorupcyjne, ale przeciwna temu była nawet Komisja Finansów Publicznych, w której większość ma PiS.

– Poprawka o zwiększenie budżetu CBA została odrzucona. Przeciwna przyznaniu tej służbie dodatkowych pieniędzy była nie tylko opozycja, ale i posłowie koalicji rządzącej – mówi posłanka Krystyna Skowrońska (KO) w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. W jej ocenie Senat także odrzuci pomysł poprawki.

Dziennik informuje, że CBA liczyło na dodatkowe 37,4 mln złotych z budżetu państwa. Jak wyjaśnił gazecie rzecznik CBA Temistokles Brodowski, dodatkowe fundusze miałyby pójść na podwyżki pensji związanych z podwyżką płacy minimalnej, a także „dostosowaniem zakupionych i pozyskanych nieruchomości do wymogów służb specjalnych”.

Na komisji finansów dofinansowanie Biura wzbudziło najwięcej emocji wśród posłów opozycji. Dariusz Rosati z Koalicji Obywatelskiej przypomniał o aferze z wyprowadzaniem pieniędzy z CBA przez jedną z pracownic.

– Potrzeba gruntownej kontroli w CBA, a nie dosypywania pieniędzy – grzmiał Rosati, cytowany przez „Rz”.

Dodatkowych funduszy chce również Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. 8,5 mln złotych miałoby pójść na „remonty, materiały i wyposażenie”. Agencja Wywiadu liczy z kolei na 32 mln złotych. Nowe środki poszłyby na „zadania operacyjne”, które są związane „z bieżącą sytuacją międzynarodową”.

O niecałe 27 mln poprosiła Służba Wywiadu Wojskowego na „rozbudowę zdolności służby do prowadzenia wywiadu elektronicznego”. W praktyce oznacza to dodatkowe środki na podsłuchy.

Komisja finansów uznała, że AW żąda zbyt dużo i zgodziła się na 15 mln złotych. Wniosek ABW zaakceptowała. Dodatkowe fundusze mają pochodzić z rezerwy na realizację projektów z budżetu Unii Europejskiej.
Źródło info i foto: Money.pl

CBA zapewnia, że nie straciło tylu pieniędzy. Jednak podejrzana w sprawie kasjerka została natychmiast zwolniona

CBA zapewnia, że nie straciło pieniędzy, ale Katarzyna G., kasjerka, podejrzana o przywłaszczenie milionów złotych, została zwolniona – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

Afera wybuchła w połowie stycznia, gdy media opisywały, że Centralne Biuro Antykorupcyjne mogło stracić od pięciu do dziesięciu milionów złotych w wyniku malwersacji finansowych. Pieniądze miała wyprowadzić pracownica CBA, jak później się okazało Katarzyna G., kasjerka Biura.

Mimo tych doniesień CBA przekazało jedynie lakonicznie, że nie będzie informować o decyzjach kadrowych wobec pracowników. „Nie jest prawdą, jakoby CBA utraciło jakiekolwiek środki finansowe” – padło w krótkim komunikacie służby.

Spora liczba wątpliwości doprowadziła do tego, że szef CBA Ernest Bejda ma stawić się przed sejmową komisją ds. specsłużb, by przekazać „stosowne informacje” na temat sprawy. Z kolei parlamentarna opozycja chce uzyskać wyjaśnienia także od Mariusza Kamińskiego, szefa MSWiA i ministra koordynatora ds. służb specjalnych, nadzorującego m.in. właśnie CBA.

Pracownica CBA zwolniona po aresztowaniu. Biuro nie komentuje

Nowe światło na sprawę rzuca wtorkowa publikacja „Rzeczpospolitej”, w której wskazano, że Katarzyna G. od miesiąca jest tymczasowo aresztowana razem z mężem pod zarzutem przywłaszczenia mienia znacznej wartości – pieniędzy należących do CBA. Według informacji dziennika gdy tylko kasjerka trafiła do aresztu, CBA zwolniło ją z pracy. Pytany o te doniesienia Temistokles Brodowski, rzecznik CBA, powtórzył to, co już wcześniej padało w komunikatach Biura: – Nie informujemy o decyzjach kadrowych wobec funkcjonariuszy i pracowników Biura.

„Rzeczpospolita” konkluduje, że ponieważ G. była cywilnym pracownikiem CBA, to najprawdopodobniej „pozbycie się jej uzasadniono utratą zaufania w związku postawieniem jej prokuratorskich zarzutów i tymczasowym aresztowaniem”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kasjerka wyniosła z kasy CBA 5 mln złotych. Ogromna kompromitacja służb

Wyszkoleni do łapania złodziei i łapowników agenci sami dali się okraść! I to przez kasjerkę, która w sklepowej reklamówce miała wynieść po kawałku 5 mln zł z kasy CBA. Po tej kompromitacji służb pracę straciło dwóch ważnych dyrektorów, ale afera obnażyła słabość fundamentów, na których stoi nasze państwo.

Według nieoficjalnych informacji kasjerka CBA Katarzyna G. najpewniej przez lata wynosiła pieniądze przeznaczone na fundusz operacyjny CBA. Pieniądze miała upychać w zwykłej reklamówce z marketu. Według osoby powiązanej z biurem, która udzieliła wywiadu Onetowi, kasjerka mogła ukraść w ten sposób nawet 5 mln zł! Jak to możliwe, że służby tego nie widziały?

Według informacji „Rzeczpospolitej”, Katarzyna G. była zaufaną dyrektora pionu finansów w CBA. Dzięki temu zarządzała gotówką z funduszu operacyjnego biura. Teraz kasjerka odpowie za kradzież i trafiła na trzy miesiące za kratki. Pracę w CBA stracili dyrektorzy pionu finansowego i pionu bezpieczeństwa wewnętrznego.

A jak na aferę we własnych szeregach zareagowało CBA? Zaprzeczeniem i wyparciem… – Nie jest prawdą, jakoby CBA utraciło jakiekolwiek środki finansowe – powtarza rzecznik Temistokles Brodowski.

Jednak minister Zbigniew Ziobro (50 l.) oświadczył, że sprawa jest i jest wyjaśniania.

W środę na komisji ds. służb specjalnych z afery miał się tłumaczyć szef CBA Ernest Bejda (47 l.), ale… nie przyszedł. Jak dowiedział się Fakt, przysłał tylko oszczędny w słowach list. – Sprawa jest bardzo poważna. Domagamy się wyjaśnień – mówi Faktowi poseł Adam Szłapka (36 l.) z Nowoczesnej.

To nie wszystkie wpadki w ważnych państwowych instytucjach.

Miał kontrolować przepływy finansowe, a trafił na ławę oskarżonych i grozi mu nawet 10 lat więzienia! Byłemu szefowi Komisji Nadzoru Finansowego, Markowi Chrzanowskiego (39 l.) prokuratura zarzuca próbę wymuszenia łapówki od milionera Leszka Czarneckiego (58 l.), właściciela Getin Noble Banku. W zamian za 40 mln zł Komisja miałaby być przychylna bankowi Czarneckiego.

Jakby tego było mało, NIK w najnowszym raporcie ostro krytykuje działania KNF wobec spółki GetBack. Kupcy jej obligacji stracili w aferze 2,5 mld zł! KNF nie wykryła żadnych zagrożeń i przez pierwsze 5 lat działalności GetBacku nie przeprowadziła w spółce ani jednej kontroli. A kiedy w końcu to zrobiła, to nierzetelnie.

Trzeba zmienić ten system

– To jest państwo z tektury i z dykty i mówię o tym od lat – komentuje Paweł Kukiz (57 l.), klub Kukiz-PSL.– Zaskakuje mnie tylko przyzwolenie społeczne na takie działania. Nie krytykuję programu 500+, ale czy nie jest tak, że w cieniu tych 500 zł kradnie i marnuje się miliony? Do tego cokolwiek władza zrobi, naród nie może jej odwołać. Dlatego trzeba zmienić system i dać ludziom więcej władzy.

W NIK rządzi skompromitowany prezes

Tekturowe fundamenty naszej administracji widać doskonale na przykładzie Najwyższej Izby Kontroli i rządzącego nią skompromitowanego Mariana Banasia (65 l.). Wychwalany początkowo przez PiS za swą rzekomą uczciwość miał stać na straży państwowych pieniędzy. Szybko jednak okazało się, że problemem jest jego własny majątek. W jego krakowskiej kamienicy – którą miał dostać w prezencie od ubogiego emeryta – gangsterzy prowadzili dom schadzek. Prokuratura na wniosek CBA prowadzi też śledztwo w sprawie błędów w jego oświadczeniach majątkowych. Według śledczych na kontach Banasia miały pojawić się też tajemnicze przelewy. Od kogo i za co? To ma ustalić prokuratura, bo sam Banaś odmawia odpowiedzi na te pytania.

Mimo tych wszystkich podejrzeń Banasia z funkcji prezesa NIK nie można usunąć, bo zabraniają tego przepisy. A on sam gra wszystkim na nosie i sam ustąpić nie zamierza.

Tak źle jeszcze nie było

– Państwo upadło tak nisko jak nigdy w ciągu ostatnich 30 lat – mówi Tomasz Siemoniak (53 l.), PO. – Afera goni aferę i nikt nie wyciąga z tego wniosków. To, co się dzieje obecnie w CBA, to kropla, która przelewa czarę goryczy. Służby odpowiedzialne za walkę z korupcją są bezradne. Do odpowiedzialności nie poczuwają się ani szef CBA, ani minister koordynator służb Mariusz Kamiński. Szewc bez butów chodzi.

– Nasze państwo jest niestety dziurawe jak durszlak, albo sito – mówi Krzysztof Śmiszek (41 l.) Lewica. – Jeśli znajdzie się tylko ktoś, kto ma trochę sprytu, to potrafi wyciągać państwowe pieniądze jak chce i ile chce. Jak widać na przykładzie CBA, pieniądze można wyciągnąć nawet z samych służb specjalnych. Takich afer jest dużo. Tak dalej być nie może!
Źródło info i foto: Fakt.pl

Znikające miliony w CBA. Kasjerka miała być uzależniona od hazardu

Okazuje się, że CBA nie jest w stanie dopilnować swoich pieniędzy.
– Zabrakło nadzoru i stosowania zasady ograniczonego zaufania – mówią nasi informatorzy. I jak dodają, z funduszu operacyjnego, z którego miały zniknąć miliony złotych, nie miała prawa zniknąć ani złotówka. CBA nadal twierdzi, że nic złego się nie stało i zaprzecza, by utraciło pieniądze.

W czwartek TVN24 podał, że szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernest Bejda nagle odwołał i wysłał na emerytury dwóch kluczowych dyrektorów – szefa pionu finansów i szefa pionu bezpieczeństwa wewnętrznego. Według onet.pl, miało to związek z tym, iż jedna z pracownic CBA wyprowadzała pieniądze z funduszu operacyjnego Biura. W sumie mogło to być blisko 5 milionów złotych. Inne szacunki wskazują, że kwota sięgała nawet 15 milionów złotych.

Kasjerka z CBA miała być uzależniona od hazardu. Została zatrzymana razem z mężem, szczegóły operacji utajniono. Nieoficjalnie oboje zostali aresztowani, a śledztwo ma prowadzić w tej sprawie jedna z warszawskich prokuratur.

Rzecznik CBA Temistokles Brodowski wydał w poniedziałek oświadczenie. „W związku z ostatnimi publikacjami prasowymi dotyczącymi Centralnego Biura Antykorupcyjnego informuję, że Szef CBA przedstawi Sejmowej Komisji do spraw Służ Specjalnych stosowne informacje” – zapowiedział. Podkreślił, że „nie jest prawdą, jakoby Centralne Biuro Antykorupcyjne utraciło jakiekolwiek środki finansowe”.

W związku z aferą do dymisji miał podać się szef Biura Ernest Bejda, ale nie została ona przyjęta. Według byłych wysoko postawionych funkcjonariuszy CBA, z którymi rozmawialiśmy, odpowiedzialność za zniknięcie z kasy milionów złotych ponosi bezpośrednio Bejda. To on odpowiada za nadzór nad funduszem operacyjnym.

– Pieniądze na fundusz przydziela się na niejawnym posiedzeniu kierownictwa CBA, w wąskim gronie. Szczegółowe przepisy dotyczące wydatkowania środków również są niejawne. To pieniądze m.in. na utrzymanie informatorów, Osobowych Źródeł Informacji (OZI), na akcje specjalne pod przykryciem – mówi nam były funkcjonariusz CBA znający kulisy sprawy.

– W ramach Funduszu nie stosuje się zamówień publicznych czy oficjalnych dostaw. Co nie oznacza, że pieniądze z takiego Funduszu nie powinny być rozliczane, pilnowane i wydatkowane zgodnie z przeznaczeniem. Wszystko powinno być odnotowane. Dla kogo i na co pieniądze idą. Problem tkwi w dowolności w dysponowaniu i i braku kontroli nad kasą – opowiada nasz rozmówca.

– W tym przypadku okazało się, że to górka pieniędzy bez żadnej kontroli. Odpowiedzialność poniósł za to jeden ze zwolnionych dyrektorów: dyrektor biura finansów Daniel Art. Akurat ten urzędnik w CBA pracował od wielu lat, był bezstronnym fachowcem. Najwyraźniej trzeba było jednak znaleźć winnego – uważa były funkcjonariusz Biura. Przypomnijmy, że razem z nim ze stanowiskiem pożegnał się Wiesław Flak – szefa pionu bezpieczeństwa wewnętrznego

Jak więc pieniądze mogły zniknąć? Według drugiego naszego rozmówcy, również byłego funkcjonariusza Biura – pieniądze były najprawdopodobniej wynoszone partiami. – Goście, którzy wchodzą do CBA, mają prześwietlaną zawartość torby. Pracownicy już nie. W papierach wszystko musiało się zgadzać. Najwyraźniej nikt nie sprawdzał, czy faktycznie się zgadza – mówi nam b. oficer służb.

– Akurat przy tym Funduszu powinna funkcjonować zasada ograniczonego zaufania. Tymi środkami powinny się zajmować minimum 3 osoby – uważa nasz informator.

Według TVN24, jeszcze trzy lata temu kasę prowadziły dwie pracownice. W czasach obecnego szefa CBA Ernesta Bejdy zmieniono wewnętrzne regulacje i w kasie zaczęła pracować tylko jedna osoba.

CBA jednak konsekwentnie twierdzi, że pieniędzy nie utraciło. Nieoficjalnie tylko dlatego, że „pewne kwoty udało się zablokować u bukmacherów, stąd kierownictwo wywodzi, że nie straciło pieniędzy”.
Źródło info i foto: wp.pl

Wpadł kolejny oszust działający metodą „na policjanta”. Usiłował wyłudzić pieniądze od starszej osoby

W policyjną zasadzkę wpadł 23-letni łodzianin, który działał tzw. metodą na policjanta. Tym razem podając się za funkcjonariusza CBŚ usiłował wyłudzić od 81-latka 10 tysięcy złotych, obcą walutę i biżuterię.Przekonywał, że w związku z działalnością pewnej grupy przestępczej tylko u niego będą bezpieczne te pieniądze! Senior o dziwnej rozmowie telefonicznej powiadomił sąsiadkę a ta prawdziwych policjantów. Sprawca wpadł kiedy przyszedł po pieniądze. Jak wynika ze wstępnych ustaleń oszukanych przez niego osób może być więcej.

17 stycznia 2020 roku policjanci otrzymali informację, że 81-letni mieszkaniec bloku na osiedlu Retkinia w Łodzi prowadzi właśnie rozmowę telefoniczną z osobą, która podaje się za funkcjonariusza CBŚ. O niepokojącej sytuacji zaalarmowała sąsiadka seniora. Przekazała, że policjant wypytuje o różne rzeczy: o majątek, z kim mieszka starszy pan, czy ktoś go odwiedza, jak się czuje, czy ma oszczędności i gdzie je trzyma. Natychmiast skierowano tam patrol.

– Dalszą część rozmowy nadzorowali już prawdziwi policjanci. Pokrzywdzony powiedział, że ma w domu 10 tys. złotych, 1000 euro i biżuterię. Jego rozmówca twierdził, że wszystko to będzie najbardziej bezpieczne u niego, bo grupa przestępcza ma go okraść i tylko tak uniknie utraty oszczędności całego życia. Cały czas pozostawał z seniorem w łączności telefonicznej. W pewnym momencie nakazał mu wyrzucenie pieniędzy i biżuterii przez okno. Z uwagi na stan zdrowia starszego pana było to niemożliwe. Dotarł więc do drzwi mieszkania. W momencie kiedy oszust odbierał saszetkę został obezwładniony przez czekających już na niego prawdziwych policjantów – informuje Joanna Kącka, rzecznik łódzkiej policji.

Jest to 23 – letni mieszkaniec Łodzi. Usłyszał zarzuty usiłowania oszustwa. – Zebrany materiał dowodowy pozwolił także na przedstawienie mu zarzutu oszustwa tą samą metodą. Jak bowiem ustalono, w dniu 14 stycznia 2020 roku 23 – latek wprowadził w błąd 85 – letnią kobietę, która przekazała mu 62 tys złotych – mówi prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie mężczyzny. Grozi mu kara do ośmiu lat więzienia.

Policjanci uczulają starsze osoby na działania oszustów. UWAGA:

Policja nigdy nie prosi o przekazanie pieniędzy i nigdy nie dzwoni z takim żądaniem!

Policja nigdy nie informuje telefonicznie o prowadzonych działaniach! Jeżeli odebrałeś taki telefon bądź pewien, że dzwoni oszust!

Nigdy w takich sytuacjach nie przekazuj pieniędzy, nie podpisuj dokumentów, nie zakładaj kont w banku i nie przekazuj nikomu swoich danych, numerów PIN i haseł!

Po takiej rozmowie natychmiast zadzwoń do kogoś bliskiego na znany Ci numer i opowiedz o tym zdarzeniu. Poinformuj Policję.

Poproś rodzinę o wyposażenie drzwi w wizjer, czyli tak zwanego judasza i blokadę drzwi w postaci łańcucha. Nie wpuszczaj do domu nieznanych Ci osób.

Wszystkie wizyty instalatorów i innych przedstawicieli administracji są zawsze zapowiadane na tablicy ogłoszeń. Jeżeli mieszkasz na wsi, takie informacje mogą być przekazywane za pomocą pism urzędowych.

Nie bój się legitymować przychodzących do Ciebie osób przed wpuszczeniem do domu. Zapewnij sobie przy takiej wizycie obecność zaufanego sąsiada lub kogoś z rodziny.

Najlepszym miejscem przechowywania pieniędzy jest konto bankowe. Nie trzymaj większych sum gotówki w domu. Takie miejsca ukrycia pieniędzy jak szafka z bielizną, skrytka pod materacem, puszka po kawie czy schowanie pieniędzy pomiędzy kartki książki są także sprawdzane przez złodziei.

Jak działają oszuści:

– Oszuści często posługują się książkami telefonicznymi, z których wybierają osoby o imionach często charakterystycznych dla osób starszych, następnie dzwonią na wybrany numer telefonu. Rozmowa prowadzona jest w taki sposób, aby oszukiwana osoba uwierzyła, że rozmawia z kimś ze swojej rodziny i sama wymieniła jego imię oraz inne dane, pozwalające przestępcom wiarygodnie pokierować dalszą rozmową.

– Dla wywarcia większego wrażenia oszuści wmawiają również starszym osobom, że są policjantami, a pieniądze są potrzebne na „wykupienie z problemów” członka ich rodziny lub prowadzą sprawę oszustw i wyłudzania pieniędzy.

– W rozmowie oszuści zawsze proszą o dyskrecję.

– Po wyrażeniu zgody na przekazanie pieniędzy, zgłasza się po nią ktoś inny, zapowiedziany przez oszusta, jako osoba godna zaufania, która w imieniu rzekomego stróża prawa odbiera pieniądze. Często oszuści umawiają się na spotkanie pod bankiem, aby szybko zabrać gotówkę.

O wszystkich próbach wyłudzenia pieniędzy natychmiast poinformujmy Policję, korzystając z numeru alarmowego 112
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policjanci CBŚP odzyskali pieniądze skradzione 94-letniej kobiecie

Funkcjonariuszom CBŚP udało się odzyskać ponad 90 tys. zł wyłudzone od mieszkanki Warszawy. – Kobieta była przekonana, że rozmawiała z córką, na prośbę której spakowała i oddała oszczędności całego życia – powiedziała dziś rzeczniczka CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz. Błyskawiczne działanie policjantów CBŚP pozwoliło jeszcze tego samego dnia odzyskać pieniądze. Policjanci CBŚP dotarli do adresata paczki, który został zatrzymany. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga w Warszawie.

Policjanci z Zarządu w Warszawie Centralnego Biura Śledczego Policji wykonując czynności służbowe, ustalili że do 94-letniej mieszkanki Warszawy zadzwoniła kobieta podająca się za jej córkę i poinformowała ją, że ma problemy, znajduje się w sądzie i pilnie potrzebuje pieniędzy na adwokatów. Oszustka, zdobywając zaufanie pokrzywdzonej, przekonała ją do przekazania pieniędzy, instruując jednocześnie jak je przygotować i komu oddać.

Czynności podjęte przez policjantów warszawskiego CBŚP, doprowadziły do ustalenia adresata paczki zawierającej wyłudzone pieniądze. Jak się okazało, przesyłka miała zostać dostarczona do 47-letniego mieszkańca województwa śląskiego. Błyskawiczne działania oraz współpraca z policjantami z Zarządu w Katowicach CBŚP doprowadziły do zatrzymania mężczyzny podczas odbioru paczki. Wówczas to również odzyskano pieniądze pokrzywdzonej. Podejrzany nie spodziewał się zatrzymania i był całkowicie zaskoczony akcją funkcjonariuszy.

Dzięki zdecydowanej i szybkiej reakcji policjantów CBŚP, oszczędności życia kobiety zostały uratowane, a podejrzany o przestępstwo zatrzymany. Aktualnie policjanci ustalają inne osoby mogące mieć związek z tym oszustwem, a także analizują zabezpieczone dowody. Śledztwo nadzorowane jest przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga w Warszawie.

Policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji przypominają, żeby zachować bardzo dużą ostrożność w trakcie rozmów telefonicznych z osobami podającymi się za krewnych lub funkcjonariuszy służb, co do których nie mamy całkowitej pewności, że są faktycznie tymi osobami, za które się podają. Należy pamiętać także, aby nigdy nie przekazywać pieniędzy osobom, których nie znamy, bez wcześniejszego dokładnego sprawdzenia.
Źródło info i foto: onet.pl

Poszukiwani sprawcy, którzy wysadzili bankomat w Biedronce w Płotach

Siła wybuchu była ogromna! Uszkodzony został nie tylko sam bankomat, ale także przedsionek sklepu Biedronka w Płotach przy ulicy Grunwaldzkiej. W nocy z poniedziałku na wtorek nieznani sprawcy wysadzili urządzenie w powietrze ukradli z niego sporą sumę pieniędzy.

Do zdarzenia doszło między godziną 3:00 i 4:00. Eksplozja całkowicie zniszczyła bankomat. W przedsionku sklepu uszkodzone zostały szyby w oknach i sufit, w związku z czym zdecydowano się nie otwierać go dla klientów. Sprawców nie udało się odnaleźć, podobnie jak gotówki, która została wyciągnięta z wnętrza bankomatu. Według nieoficjalnych informacji mogło to być kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Obecnie policja prowadzi czynności mające na celu ustalenie sprawców kradzieży.
Źródło info i foto: se.pl

USA: Oskarżony o pedofilię gwiazdor R. Kelly chciał przekupić brata, by wziął winę na siebie

Na światło dzienne wychodzą nowe szczegóły afery pedofilskiej z udziałem R. Kelly’ego. Brat amerykańskiego piosenkarza opowiedział, że gwiazdor próbował przekupić go, by wziął na siebie udział w filmie pornograficznym z udziałem dziecka. 27-minutowe nagranie, na którym piosenkarz muzyki soul uprawia seks z nieletnią dziewczynką, jest jednym z dowodów w sprawie przeciwko Kelly’emu. Film pochodzi z 2002 r.

W nowym dokumencie brat upadłego gwiazdora Carey Kelly opowiedział, że był przez niego namawiany, by przyznał się, iż to on jest bohaterem filmu. – Prosił mnie: musisz powiedzieć, że to byłeś ty (na nagraniu) – opowiadał Carey.

– Powtarzał: człowieku, kupię ci samochód, załatwię ci umowę z wytwórnią płytową, dam ci 50 tys. dolarów. Odpowiedziałem mu: posłuchaj, nie masz wystarczająco dużo pieniędzy, żeby mnie namówić, bo nic nie jest warte tego, żebym sprzedał moją duszę – mówił brat podejrzanego o pedofilię artysty.

R. Kelly, który śpiewał m.in. znaną na całym świecie piosenkę „I believe I can fly”, od blisko 20 lat oskarżany jest o napaści seksualne i gwałty na nieletnich, ale dotychczas nigdy nie został skazany. Media wskazują, że pobłażliwość wymiaru sprawiedliwości najpewniej zawdzięczał przekupywaniu rodzin ofiar, by wycofywały zarzuty.

W 2018 r. po procesie dotyczącym nagrań wideo aktów seksualnych między nim a 14-latką został uniewinniony. Ostatni akt oskarżenia dotyczy m. in. zatrudniania nieletnich dziewcząt do działalności seksualnej i tworzenia dziecięcej pornografii.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: Pranie pieniędzy na ogromną skalę. Setki milionów euro trafiały do Turcji

Uderzenie niemieckich służb w nielegalną finansjerę. Kilkuset funkcjonariuszy w kilkudziesięciu miejscach jednocześnie wkroczyło w świat nielegalnego transferu pieniędzy, zwanego hawala. Zatrzymano osoby, które prowadziły „niewidzialne banki”, przez które „przelano” – głównie do Turcji – nawet 200 milionów euro.

850 funkcjonariuszy niemieckiej policji, prokuratury i skarbówki wkroczyło jednocześnie do 62 budynków w kilku landach: Nadrenii Północnej-Westfalii, Hesji, Hamburgu, Berlinie i Badenii-Wirtembergii.

Zarekwirowano gotówkę, biżuterię, złoto oraz inne metale szlachetne warte prawie 14 milionów euro. Wszystko to, by rozbić nielegalny proceder finansowy zwany hawala. Zatrzymano 27 osób w wieku od 23 do 61 lat, które w przeciągu ostatnich dwóch lat miały przelać przez ten nielegalny system bankowy 213 milionów euro – głównie do Turcji.

Hawala – system bankowy rodem z Orientu

System hawala jest w Niemczech nielegalny. Na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowej funkcjonuje od setek lat. To sieć niewidzialnych banków, dzięki którym za granicę bez śladu przenikają pieniądze. Z systemu, który opiera się przede wszystkim na zaufaniu, korzystają Turcy, Arabowie, ale także Pakistańczycy i Filipińczycy.

Polega to na tym, że Turek czy Pakistańczyk pracujący np. w Niemczech nie wpłaca zarobionych tam pieniędzy na konto bankowe, nie robi też przelewów internetowych. Idzie do „niewidzialnego banku” – punktu, często zlokalizowanego w sklepie albo lokalu gastronomicznym prowadzonym przez swojego krajana w Londynie, Berlinie czy Rzymie i oddaje pieniądze. W zamian dostaje numer, coś w rodzaju PIN-u. Numer ten przekazuje rodzinie w kraju. Ktoś w Turcji czy Pakistanie idzie do działającego w podobny sposób miejsca, podaje numer i dostaje gotówkę – równowartość pieniędzy wpłaconych przez krewnego tysiące kilometrów dalej. Pośrednicy odliczają sobie oczywiście prowizję.

Europol podkreśla, że system hawala wykorzystywany jest przez przestępców do prania brudnych pieniędzy pochodzących na przykład z handlu narkotykami. W ten sposób przekazywane są pieniądze także terrorystom.

W 2016 roku Europol, w ramach operacji wymierzonej w siatkę przestępczą zajmującą się praniem pieniędzy z handlu narkotykami poprzez system hawala, zatrzymał we Francji, Belgii oraz Holandii 36 osób. Przejęto wtedy ok. 5,5 mln euro, 800 tys. euro w złocie, 10 kg kokainy i 785 kg konopi.
Źródło info i foto: RMF24.pl