30-latek z zarzutem zabójstwa 17-latka na imprezie urodzinowej w Mędrzechowie

30-letni Piotr R. usłyszał zarzut zabójstwa 17-latka podczas imprezy urodzinowej w Mądrzechowie. Mężczyzna twierdzi, że nie pamięta, co się stało. 17-latek został zabity nożem w sobotę, w czasie imprezy urodzinowej w wynajętym domku letniskowym w Mądrzechowie w powiecie bytowskim (woj. pomorskie). W poniedziałek w Prokuraturze Rejonowej w Bytowie przesłuchiwany był w charakterze podejrzanego 30-letni Piotr R. Przedstawiono mu trzy zarzuty. Zarzut zbrodni zabójstwa 17-letniego mężczyzny oraz spowodowania u innego 17-letniego uczestnika imprezy obrażeń ciała na czas poniżej 7 dni, a u kolejnego z uczestników, 19-latka, naruszenia nietykalności cielesnej – relacjonował Ryszard Krzemianowski, prokurator rejonowy w Bytowie. Jak dodał, podejrzany nie odniósł się do stawianych zarzutów i stwierdził, że „nie pamięta przebiegu zdarzenia”.

Jeszcze w poniedziałek prokuratura ma skierować do Sądu Rejonowego w Bytowie wniosek o tymczasowe aresztowanie Piotra R. na trzy miesiące. Za zabójstwo grozi mu nawet kara dożywocia. Czterech uczestników imprezy urodzinowej zostało już przesłuchanych w charakterze świadków. Prawdopodobnie jeszcze w poniedziałek śledczy wysłuchają piątego, który został ranny.

W sobotę około godz. 21 policja otrzymała zgłoszenie o awanturze na imprezie urodzinowej w Mądrzechowie. Miało tam dojść do ugodzenia nożem. Policjanci pojechali na miejsce i znaleźli zwłoki 17-latka, jednego z siedmiu uczestników imprezy. Kolejny trafił do szpitala. Do późnych godzin nocnych policja przeprowadzała oględziny i zabezpieczała ślady pod nadzorem prokuratora.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ruszył proces ws. zabójstwa Piotra R.

21 września w Sądzie Okręgowym w Kaliszu (woj. wielkopolskie) rozpoczął się proces ws. zabójstwa 34-letniego Piotra R. Zmarły był właścicielem fermy drobiu w Zadowicach, na której zatrudnił swojego 54-letniego znajomego wraz z jego konkubiną. Pozwolił im także mieszkać w budynku na terenie gospodarstwa. To właśnie Krzysztof K. wpakował w kolegę cały magazynek od pistoletu. W sądzie tłumaczył się psychozą i prześladowaniami

Rozpoczął się proces w sprawie śmierci Piotra R. Właściciel fermy drobiu z Zadowic w woj. wielkopolskim zginął we wrześniu 2019 roku od siedmiu strzałów z nielegalnie posiadanej przez niego broni. Do zabójstwa przyznał się Krzysztof K., który pracował na fermie wraz ze swoją konkubiną. Rodzina R. pozwoliła im także mieszkać w jednym z budynków na terenie gospodarstwa.

Znali się z rodzinnej miejscowości

54-latek zeznał, że znał Piotra R. od siedmiu lat z rodzimego Wałcza w woj. zachodniopomorskim. Oboje mieli zatargi z prawem. Zmarły miał być notowany m.in. za przemoc, groźby i narkotyki. Krzysztofa K. karano za rozboje, włamania, kradzieże i uszkodzenia ciała.

Kilka miesięcy przed śmiercią Piotr R. kupił wspomnianą fermę i przeprowadził się na nią wraz z rodziną: żoną, córkami (obecnie w wieku 9 i 3 lat) i teściową.

– Znaliśmy się od 7 lat. Żyliśmy w zgodzie. Mieliśmy do siebie zaufanie. Wiedziałem, gdzie trzyma broń i pieniądze. Kiedy Piotrek kupił w Zadowicach fermę za 700 tys. zł, to mnie i konkubinę zatrudnił u siebie – mówił oskarżony Krzysztof K.

Właściciele mieli dokuczać ukochanej sprawcy

Nieporozumienia między zamordowanym a oskarżonym miały zacząć się wtedy, gdy jak twierdzi Krzysztof K., właściciele zaczęli dokuczać jego konkubinie, poniżać ją, a także grozić jej śmiercią. 54-latek przekonywał, że „do tragedii nie doszło z chęci zysku, kłótni ani porachunków”. – Przyczyny to psychoza i prześladowanie pracowników przez właścicieli firmy – mówił.

Podczas jednej z awantur oskarżony miał stracić panowanie nad sobą. – Poszedłem do garażu i wróciłem do kurnika. Kiedy Piotrek zobaczył, co trzymam w ręku, zaczął biec w moim kierunku. Wystraszyłem się go, bo to rosły i wysportowany mężczyzna; zacząłem strzelać – powiedział oskarżony.

Wystrzelił cały magazynek

Zeznał, że wystrzelił cały magazynek, oddał łącznie 7 strzałów. Kiedy poszkodowany upadł, zdjął mu z szyi łańcuch z krzyżem o wartości 15 tys. zł i uciekł z gospodarstwa. W lombardzie dostał za zrabowany przedmiot 600 zł; pieniądze te planował przeznaczyć na podróż do innego miasta. Został jednak zatrzymany niedługo potem na terenie pustostanu.

Mężczyzna nie przyznał się do usiłowania zabójstwa żony 34-latka i żądania 150 tys. zł. – Chciał strzelić do kobiety, ale broń się zacięła – informował po zatrzymaniu oskarżonego rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Maciej Meler. Krzysztofowi K. grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ksiądz podejrzany o seksualne wykorzystanie dwóch 17-latek

Zarzuty dotyczące doprowadzenia dwóch 17-latek do poddania się tzw. innym czynnościom seksualnym usłyszał w prokuraturze ksiądz z diecezji gliwickiej Piotr R. Według prokuratury, do przestępstw doszło osiem lat temu podczas wakacyjnego wyjazdu do Świnoujścia. Duchowny nie przyznaje się do winy.

Po zatrzymaniu i przesłuchaniu prokuratura domagała się aresztowania podejrzanego. – Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratora i odroczył wydanie uzasadnienia. Będzie zażalenie na tę decyzję – powiedziała w poniedziałek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi od grudnia 2018 r. Prokuratura Rejonowa Gliwice-Wschód po zawiadomieniu złożonym wtedy przez delegata biskupa gliwickiego ds. ochrony dzieci i młodzieży. Wskazał on, że w sierpniu w 2011 r. jeden z duchownych diecezji gliwickiej przemocą doprowadził siedemnastoletnią uczestniczkę wakacyjnego wyjazdu do poddania się innej czynności seksualnej oraz przetrzymywał ją w pokoju wbrew jej woli.

Według śledczych, podczas wyjazdu organizowanego przez parafię i księdza Piotra R. pokrzywdzona została także inna 17-latka. Ksiądz miał dotykać jej miejsc intymnych. Jak podaje prokuratura, obie pokrzywdzone złożyły „wyczerpujące i jasne zeznania”, które biegły psycholog uznał za wiarygodne.

„Pełni posługę w szpitalu”

Pierwszy zarzut wobec księdza dotyczy pozbawienia wolności i doprowadzenia przemocą nastolatki do poddania się innej czynności seksualnej, a drugi doprowadzenia do poddania się innej czynności seksualnej drugiej 17-latki przez nadużycie stosunku zależności.

Duchowny nie przyznaje się do winy. W złożonych wyjaśnieniach zaprzeczył, by zarzucane mu przestępstwa miały miejsce.

– Wobec księdza toczyło się również postępowanie kanoniczne, które zostało zakończone. W jego toku potwierdzono zarzuty stawiane duchownemu. Obecnie Piotr R., zgodnie z decyzją władz kościelnych, nie pracuje z dziećmi i młodzieżą, pełni posługę kapelana w szpitalu – podała prokuratura.

Według prokuratury, sprawa wpłynęła do kurii już w 2012 r., po tym jak jedna z dziewczynek zwierzyła się babci, że została skrzywdzona. Jak wynika z pisma do prokuratury, kuria nie zawiadamiała od razu prokuratury, uznając, że sprawa nie dotyczy przestępstw seksualnych na szkodę osób poniżej 15. roku życia, więc nie ma obowiązku o tym informować. Jak zaznacza prokuratura, kuria miała informację o jednej z molestowanych dziewczynek. Drugi czyn zarzucany księdzu został ujawniony podczas śledztwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Piotr R. zatrzymany. Mężczyzna sterroryzował policjanta i zbiegł ze szpitala

Warszawska prokuratura zdradziła kulisy ucieczki Piotra R. 26 maja, aresztowany mężczyzna – wielokrotny recydywista, został doprowadzony do prokuratury na przesłuchanie, które przerwano ponieważ źle się poczuł. 43-latka zabrano do szpitala. Tam sterroryzował pilnującego go funkcjonariusza bronią przekazaną przez kolegę i zbiegł.

Recydywista Piotr R. ma bardzo bogatą kartotekę. Do aresztu trafił w 2014 roku w związku z oszustwami, których miał się dopuścić. W 2016 roku poznał Rafała M. Do ich spotkania doszło w celi na terenie Sądu Okręgowego w Warszawie. To właśnie Rafał M., który wyszedł na wolność w styczniu 2017 roku, pomógł Piotrowi R. w ucieczce – jak dowiedziało się Metro Warszawa. W akcję zaangażowana była także partnerka zbiega – 38-letnia Katarzyna B., która przy udziale osób trzecich, przekazała 43-latkowi kartę SIM oraz krople rozszerzające źrenice.

Piotr R. włożył kartę do zegarka, który był jednocześnie telefonem, dzięki czemu mógł komunikować się ze światem zewnętrznym. To pomogło mu w przygotowaniu planu ucieczki. Opracowanie akcji zajęło mu kilka miesięcy.

26 maja mężczyznę doprowadzono do prokuratury na przesłuchanie. W pewnym momencie zapytał, czy może pójść do toalety na, co mu pozwolono. Gdy został sam, wkropił do oczu krople przekazane przez Katarzynę B., czego skutkiem było rozszerzenie źrenic. Zadzwonił również do Rafała M., by powiadomić go, że akcja się odbędzie. Wcześniej B. przekazała koledze partnera broń oraz amunicję.

Po wyjściu z toalety, Piotr R. przekazał swojemu obrońcy i prokuratorowi, że źle się czuje i ma problemy z widzeniem. Prokurator nie zgodziła się na wezwanie karetki, ale adwokat zignorował ją i sam to zrobił.

Aresztowanego zabrano do szpitala przy ul. Banacha, gdzie przeprowadzono badania. Te wykazały, że nic mu nie jest. Gdy Piotr R. oczekiwał na korytarzu, jeden z dwóch pilnujących go funkcjonariuszy powiedział, że idzie do samochodu. Po jego odejściu na korytarzu zjawił się Rafał M. i przekazał koledze broń, którą ten sterroryzował policjanta i uciekł.

Piotr R. nie cieszył się długo wolnością. Zatrzymano go tydzień później w jednym z gdańskich hoteli. Zameldował się w nim używając fałszywego dowodu. Przy 43-latku znaleziono również broń oraz wspomniany wcześniej zegarek. Niedługo potem aresztowano także jego wspólników – Rafała M. oraz Katarzynę B., a także taksówkarza Adama B.

Podczas przesłuchań, Piotr R. wielokrotnie zmieniał zeznania, w końcu jednak przyznał się do winy. Rafał M. także, ale jak zaznaczył, kolega z celi oszukał. Za pomoc w ucieczce miał bowiem otrzymać znaczną sumę pieniędzy. Partnerka zbiega i taksówkarz nie przyznali się natomiast do winy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Poszukiwany oszust zatrzymany przez „łowców głów”

To była jedna z najbardziej brawurowych ucieczek z więzienia w XXI wieku. Znany oszust Piotr R. przy pomocy swojej ukochanej, kompana poznanego w areszcie sądowym oraz dwóch adwokatów i taksówkarza z gangsterską przeszłością wykiwał w ciągu jednego dnia prokuraturę, policję oraz sąd i służbę więzienną. Pomogły mu m.in. telefon w zegarku, dowód wykradziony z akt i lekarstwo, które dostarczyli mu, ponoć nieświadomi wszystkiego, prawnicy.

Portal tvp.info dotarł do szczegółów aktu oskarżenia w sprawie jednej z najbardziej spektakularnych ucieczek z polskiego więzienia lub aresztu w ostatnich latach. Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Warszawie potrzebowali niespełna roku, by oskarżyć uciekiniera – Piotra R. oraz jego konkubinę i dwóch innych mężczyzn zamieszanych w całą sprawę. O współpracę z R. byli podejrzani także dwaj jego adwokaci. Ostatecznie śledczy nie znaleźli mocnych dowodów, że prawnicy świadomie pomagali oszustowi.

Przygotowania

43-letni Piotr R. to jeden z najbardziej znanych stołecznych oszustów i przestępców gospodarczych. W 2017 roku miał do odsiadki 12 lat, a przed warszawskim sądem toczył się jego kolejny proces. W tej sprawie pozostawał formalnie aresztowany od trzech lat. W styczniu 2017 roku R. miał powiedzieć Rafałowi M., kompanowi z aresztu sądowego, że ma już dość odsiadki. Mężczyźni poznali się zaledwie rok wcześniej.

Gdy M. opuścił areszt jego łącznikiem z kompanem była Katarzyna B., partnerka oszusta. Kobieta nie miała poważniejszych problemów z dostarczaniem grypsów, ponieważ odpowiadała przed sądem w tej samej sprawie, co jej ukochany. Listy z instrukcjami były przekazywane za pośrednictwem dwóch adwokatów.

Piotr R. odpowiadał na pisma np. robiąc notatki na drugich stronach kserokopii akt. Od marca do maja przekazał w ten sposób wspólnikom szczegółowe plany ucieczki. Polecił także ukochanej kupno specjalnego leku, który powoduje rozszerzenie źrenic oraz broni palnej lub atrapy. Medykament dotarł do oszusta za pośrednictwem prawnika.

Jakby tego było mało, Katarzyna B. dostarczyła kochankowi specjalny zegarek z telefonem oraz kartę sim. Z tego aparatu Piotr R. kontaktował się z uczestnikami spisku.

Przedstawienie

15 maja ubiegłego roku Piotr R. został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ, gdzie miał być przesłuchany jako świadek. Odmówił składania zeznań. Tłumaczył, że nie zrobi tego bez swojego adwokata. Jedenaście dni później został ponownie dowieziony z aresztu do prokuratury. Tym razem czekał już na niego mec. Daniel G.

W czasie przesłuchania Piotr R. poprosił o przerwę, argumentując, że chce skorzystać z toalety. Jak tylko został sam, zadzwonił z telefonu w zegarku do Rafała M. i powiedział, że ma być gotowy na akcję w szpitalu przy ul. Banacha. Mężczyzna wiedział, że w razie problemów zdrowotnych aresztanta trzeba go zawieźć do najbliższego szpitala, zaś placówka przy ul. Banacha mieści się kilkaset metrów od prokuratury. Po rozmowie R. zakroplił sobie oczy specjalnym lekiem.

W pokoju przesłuchań R. odegrał całą scenę. Przekonywał, że ma silne bóle głowy i przestaje widzieć. Prokuratorka uznała, że nie ma podstaw do wzywania karetki, ale po pogotowie zadzwonił już mec. Dawid G. Załoga kartki zabrała R. do szpitala przy ul. Banacha.
Źródło info i foto: TVP.info

Rozbito grupę oszustów. Działali metodą „na policjanta”

Trzech młodych mężczyzn – Piotr R. (22 l.), Adrian Z. (22 l.), Patryk Ś. (25 l.) wymyślili sobie „biznes” na którym chcieli zbić kokosy. Szkoda tylko, że nie chcieli zarobić pieniędzy legalnie, a perfidnym oszukiwaniem seniorów metodą „na policjanta”. Na szczęście wpadli w ręce policji i teraz będą mieli dużo czasu, aby wymyślić sobie legalny biznes, bo grozi im nawet 8 lat więzienia.

Ich plan działania był bardzo prosty. Adrian Z. (22 l.) i Patryk Ś. (25 l.) kierowali grupą. Oni też zamykali się w wynajętym mieszkaniu i po kolei dzwonili d osób, których numery telefonów znaleźli w starej… książce telefonicznej. Gdy już im się kogoś przekonać, że są z „policji” i prowadzą tajną akcję przeciwko oszustom wtedy wkraczał do akcji 22-letni Piotr R, który w strukturach gangu był „kurierem”. To właśnie on odbierał pieniądze od ofiar oszustwa.

Tak też miało to wyglądać kilka dni temu. Przestępcy dodzwonili się do 82-letniego mieszkańca Mokotowa. Zgodził się oddać im 20 tysięcy złotych. Z fałszywym policjantem miał się spotkać przy jednym z banków przy Odyńca. Policjanci jednak juz wcześniej namierzyli oszustów i obserwowali całą transakcję. – W okolicach banku do 82-latka podszedł „kurier”, który odebrał od niego kopertę z pieniędzmi. Policjanci zatrzymali go chwilę później – mówi asp sztab Robert Koniuszy z mokotowskiej policji. – Tego samego dnia, do cel trafili Adrian Z. i Patryk Ś. – dodaje policjant.

Przestępcy najbliższe 3 miesiące spędzą w areszcie. Późnej stana przed sądem. Policjanci natomiast sprawdzają jak wiele osób obrabowali. asp sztab Robert Koniuszy z mokotowskiej policji

Byli dobrze zorganizowani

W trakcie przeszukania mieszkania, z którego telefonowali podejrzani, kryminalni znaleźli dwa laptopy, telefon komórkowy, karty SIM, książkę telefoniczną oraz zapiski, na których znajdowało się również nazwisko pokrzywdzonego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Lublin: Zakrwawione ciało kobiety pod blokiem. Sprawca zatrzymany

Monika R. (41 l.) odeszła od męża tyrana Piotra R. (47 l.) i zaczęła układać sobie życie od nowa. Ten jednak nie pozwalał jej o sobie zapomnieć. Nie mógł przeżyć, że go zostawiła. Kobieta została zabita, a jej ciało leżało pod blokiem, w którym mieszkała.

Monika i Piotr pobrali się 21 lat temu. Mieszkali w wiosce Bystrzyca niedaleko Lublina. Niedługo potem na świat przyszedł ich pierwszy syn. Byli szczęśliwi, mieli plany, marzenia. Na początku wszystko układało się dobrze. Piotr był jednak chorobliwie zazdrosny o żonę i z roku na rok w ich małżeństwie robiło się coraz gorzej. Jakieś pięć lat temu sytuacja w domu zaczęła się robić nie do wytrzymania. Piotr znęcał się nad żoną psychicznie. Kontrolował ją na każdym kroku, gdzie idzie i z kim rozmawia. Gdy Monika zaczęła pracować na stacji benzynowej w Lublinie odżyła, bo wyszła do ludzi.

Zaczęła się częściej uśmiechać, była szczęśliwsza. I to było powodem do awantury. W końcu zaczął jej wyliczać pieniądze na paliwo, kontrolował przejechane kilometry, a powodem do kłótni była nawet pozostawiona w gniazdku ładowarka do telefonu. Pasowało mu, gdy żona pracowała jako opiekunka do dzieci u ich sąsiadów, bo mógł ją mieć na oku. Monika ze strachem przed kolejną awanturą bała się wracać do domu. Piotr był zakompleksiony, stale przekonany, że nie dorównuje swojej pięknej, młodszej o kilka lat żonie. Do tego Monika zarabiała więcej niż on, co też wpędzało go w kompleksy.

Gdy wspominała mężowi, że od niego odejdzie, ten straszył ją że się zabije. I tak przez wiele lat Monika żyła jeszcze u boku męża, głównie dla ich dwóch synów. Chciała, by mieli normalną rodzinę.

– Na zewnątrz wyglądali na dobrą rodzinę. Pieniędzy im nie brakowało. Oboje pracowali. Monika od kilku lat na stacji benzynowej w Lublinie, Piotr był kierowcą betoniarki. Mieli też dochody z rolnictwa. Tylko te stałe kłótnie – mówi krewna Moniki.

Po jednej z awantur, dwa lata temu Monika nie wytrzymała i odeszła od męża. Wciąż pracowała. Próbowała na nowo sobie poukładać życie. Już nie musiała się obawiać awantury, gdy wróci z pracy. Wynajęła mieszkanie w jednym z bloków przy ulicy Gęsiej w Lublinie. Zaczęła się spotykać z kolegą z pracy, była szczęśliwa. Jej mąż nie mógł pogodzić się z tym, że go zostawiła. Śledził ją, przyjeżdżał do pracy i przesiadywał pod jej blokiem, wysyłał esemesy z pogróżkami.

20 lutego o godzinie 6 rano ciało Moniki zostało znalezione w kałuży krwi pod klatką schodową bloku, w którym mieszkała. Zginęła od uderzenia tępym narzędziem w głowę. Śledczy podejrzewali, że związek z jej śmiercią miał mąż. Rozpoczęły się jego poszukiwania. Znaleziono go następnego dnia. Leżał w bagażniku pod stertą ubrań w płonącym samochodzie.

– Na jednym z parkingów w Kraśniku doszło do pożaru osobowego volvo. Wewnątrz samochodu znajdował się mężczyzna. Ja się okazało, był to poszukiwany przez nas 47 latek – informuje Renata Laszczka-Rusek z KWP w Lublinie.

Prawdopodobnie chciał popełnić samobójstwo. W ciężkim stanie został przetransportowany do szpitala w Łęcznej. Jeśli potwierdzą się przypuszczenia policji i prokuratury, za zabójstwo może dostać dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Piotr R. i jego wspólnicy w rękach policji. Mężczyzna 10 dni temu uciekł ze szpitala

Stołeczni policjanci zatrzymali Piotra R. – mężczyznę, który w spektakularny sposób uciekł funkcjonariuszom, gdy 10 dni temu z prokuratury pod ich eskortą trafił do stołecznego szpitala na Banacha – dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM. Wraz z Piotrem R. wpadli jego trzej wspólnicy. Piotr R., który na koncie ma oszustwa i wyłudzenia, był ścigany w całej Polsce, także przez „łowców cieni” – specjalny wydział CBŚP.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Są już pierwsze wyroki po zadymie na Legii

Osiem miesięcy ograniczenia wolności, prace społeczne i zakaz udziału w imprezach masowych – to pierwsze wyroki po niedzielnym meczu na stadionie przy Łazienkowskiej. Po zadymach podczas spotkania Legii Warszawa z Jagiellonią Białystok zatrzymano 38 osób. Mecz został przerwany. 29-letni Piotr R., 31-letni Tomasz B. oraz 20-letni Przemysław R. usłyszeli zarzuty zakłócenia imprezy masowej oraz udziału w bójce. Sprawy rozpatrywane były we wtorek w trybie przyspieszonym – podała stołeczna policja. Wszyscy trzej usłyszeli takie same wyroki: kary ośmiu miesięcy ograniczenia wolności, polegające na nieodpłatnym obowiązku wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie oraz dwuletnie zakazy wstępu na imprezy masowe. Żródło info i foto: tvnwarszawa.tvn24.pl

Zwłoki 16-latki na bagnie

Makabrycznego odkrycia dokonali policjanci. Z pokładu śmigłowca wypatrzyli leżące w bagnie półnagie zwłoki dziewczyny. Nie wiadomo jeszcze jak i dlaczego znalazła się na mokradłach, pięć kilometrów od rodzinnego domu. Policja pod nadzorem prokuratury stara się rozwikłać zagadkę śmierci nastolatki. Ewa P. (†16 l.) z Ostrowina, maleńkiej wsi pod Ostródą na Mazurach zaginęła w nocy z piątku na sobotę, kiedy wracała do domu ze znajomymi. Szli piechotą przez las, przez który przepływa wartka rzeka Drwęca. Jej wody tworzą tu bagniste, bardzo niebezpieczne zalewiska. Do najbliższych zabudowań jest kilka kilometrów. Właśnie w tym miejscu zaginęła Ewa. Jak zginęła? Tego jeszcze nie wiadomo. Trzeba będzie poczekać na wyniki sekcji zwłok. Wczoraj prokurator postawił Piotrowi R. zarzut pozostawienia Ewy P. bez pomocy w sytuacji zagrożenia życia. Żródło info i foto: Fakt.pl