Wybuch w banku PKO BP w centrum Bierutowa

Eksplozja w placówce banku PKO BP w centrum Bierutowa na Dolnym Śląsku. Wysadzono tam bankomat. „Słychać było tylko głośny huk i po chwili pisk opon szybko odjeżdżającego samochodu” – relacjonuje jeden z okolicznych mieszkańców. W placówce banku uruchomił się alarm. Siła wybuchu spowodowała, że zostały uszkodzone drzwi oraz wyleciały szyby z okien, które znajdują się na pobliskich chodnikach i parkingu. Okolica została odgrodzona taśmą przez policję.

Potwierdzam, że doszło do wysadzenia bankomatu. Obecnie funkcjonariusze policji prowadzą w tej sprawie czynności – informuje asp. Bernadeta Pytel z Komendy Powiatowej Policji w Oleśnicy.

Nie wiadomo, czy sprawcom udało się zabrać gotówkę. Mundurowi proszą natomiast świadków zdarzenia o kontakt, najlepiej dzwoniąc na numery alarmowe 997, 112 lub bezpośrednio z najbliższym dyżurnym policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kara dla Polski. Więźniowie musieli trzymać oszczędności na książeczce

Europejski Trybunał Praw Człowieka nakazał we wtorek polskiemu rządowi wypłatę zadośćuczynienia dwóm Polakom, którzy podczas odsiadywania wyroków więzienia zostali zmuszeni do gromadzenia oszczędności na książeczce PKO BP z oprocentowaniem wynoszącym 0,1 proc. Trybunał w Strasburgu uznał to za naruszenie art. 1 protokołu dodatkowego nr 1 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który gwarantuje poszanowanie prawa własności. Z tego powodu polski rząd ma wypłacić obu poszkodowanym po dwa tys. euro, a jednemu z nich – także pokryć koszty sądowe.

Nie mogli wybrać konta

Obu mężczyznom podczas przyjmowania do więzienia założono w PKO BP konta bankowe z książeczką oszczędnościową płatną na żądanie, na których mieli oszczędzać podczas odsiadywania kary. Przy czym jeden z nich nie został nawet poinformowany, że oprocentowanie wynosi 0,1 proc., czyli mniej niż stopa inflacji i jest najniższe na rynku. Środki tam zgromadzone miały stanowić tzw. fundusz akumulacyjny, potrzebny na pokrycie podstawowych wydatków po odbyciu kary.

Jeden z więźniów, Marek S., od 2000 do 2012 roku zgromadził na książeczce 1600 złotych. Wielokrotnie skarżył się przy tym władzom więziennym na niskie oprocentowanie. Władze jednak nie zgodziły się na przeniesienie oszczędności ani na przepustkę w celu wizyty w banku, aby mógł założyć bardziej odpowiadające mu konto. Dopiero w marcu 2012 roku, po przeniesieniu do innego zakładu karnego, doprowadzono go do agencji PKO BP, w której mógł otworzyć konto z lepszym oprocentowaniem i przelać zgromadzone środki.

Źle zarządzali mieniem

Z kolei drugi więzień, Jan O., przyjęty do zakładu karnego w 2002 roku, dopiero pięć lat później przy okazji przeniesienia do innego więzienia dowiedział się, że zdeponowane przez niego 1700 złotych jest oprocentowane na 0,1 proc. Bezskutecznie skarżył się wymiarowi sprawiedliwości na złe zarządzanie jego mieniem przez władze więzienne i PKO BP, a nawet próbował wytoczyć w tej sprawie procesy cywilne.

Do ich spraw w Strasburgu przyłączyła się Fundacja Helsińska, podkreślając, że więźniowie nie powinni być pozbawiani dostępu do usług bankowych. Obliczyła, że w okresie od 2005 do 2010 roku oprocentowanie wkładów na polskim rynku bankowym wynosiło od 0,7 do 4 proc. – z wyjątkiem zakładanych więźniom książeczek PKO BP z oprocentowaniem 0,1 proc.

Osadzeni mają prawo do rachunku w banku

Zdaniem Fundacji polski Kodeks karny wykonawczy „nie pozostawia wątpliwości, że osadzonym wolno jest przekazać środki pieniężne pozostające do ich dyspozycji na wybrany rachunek bankowy. Jedyna komplikacja dotyczy kwestii technicznej, ponieważ warunki izolacji więziennej ograniczają swobodę podejmowania decyzji i ich realizacji, niemniej zakład karny powinien stworzyć warunki umożliwiające zdeponowanie środków na dowolnie wybranym rachunku bankowym. Prawo własności jest wykonywane m.in. poprzez swobodne rozporządzanie mieniem”.

Trybunał w Strasburgu jednogłośnie uznał zasadność argumentów obu skarżących oraz Fundacji Helsińskiej. W ciągu trzech miesięcy polski rząd może odwołać się od wyroku.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Konwojent, który ukradł 8 mln złotych wpadł, bo podpisał się „Duda”

Słynny konwojent, który zniknął bez śladu z 8 mln zł, wpadł, bo musiał podpisywać godziny pracy. To wystarczyło, by zidentyfikował go grafolog. Latem 2015 r. Polskę obiegło zdjęcie brodatego mężczyzny w okularach. Był to pracownik firmy ochroniarskiej, która przewoziła 8 mln zł przeznaczone do uzupełnienia w bankomatach PKO BP. Podczas pierwszego postoju, kiedy dwóch kolegów brodacza poszło z kasetką pieniędzmi, z piskiem opon odjechał furgonetką.

Nie zostawił po sobie żadnych śladów. Samochód miał GPS – złodziej włączył jego wygłuszanie. A kiedy w końcu znaleziono porzuconą ciężarówkę, okazało się, że jest wyczyszczona chlorem.

Podobnie było w miejscu pracy poszukiwanego, w którym zatrudnił się kilka miesięcy wcześniej. Nie zostawił żadnych odcisków palców, do pracy zwykł przychodzić w rękawiczkach. Równie „czyste” okazało się wynajmowane przez konwojenta mieszkanie.

Zbrodnia doskonała? Prawie. Nigdy nie jest tak, że przestępca nie zostawia żadnych śladów. Kwestią jest, kiedy zostaną one znalezione i jak wykorzysta je policja. A dla niej sprawa bezczelnego konwojenta stała się kwestią honoru.

W lutym 2016 r. policjanci i prokuratorzy z Poznania ogłosili sukces. Złapano złodzieja, którym okazał się pewien krawiec z Łodzi. Jak wpadnięto na jego trop? Tutaj śledczy okazali się wyjątkowo oszczędni w podawaniu szczegółów.

Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, kluczowa okazała się analiza grafologiczna. Podpisy składane w momencie przyjścia i wyjścia z pracy były wystarczające, by zidentyfikować podejrzanego. I to mimo iż posługiwał się skradzioną tożsamością (jako Mirosław Duda) i próbował zmienić swój podpis (to niemożliwe, pewne cechy są niezmienne).

Jednak, że krawiec nie był „samotnym strzelcem”, tylko częścią większej grupy. Jej do końca nie udało się jeszcze rozpracować. Wiadomo jednak, że w sprawę zamieszani są byli i obecni funkcjonariusze policji.

Na ten trop śledczy wpadli analizując karierę konwojenta w firmie ochroniarskiej Servo. Początkowo pracował on w Łodzi, gdzie spółka nie transportuje jednak znacznych ilości gotówki. Poprosił więc o przeniesienie do Poznania. I tu pojawia się pierwszy trop, bo podanie „Dudy” wzmacnia rekomendacja policjanta z łódzkiego komisariatu.

Następnie w jednym z łódzkich banków pojawił się starszy mężczyzna, który zdeponował na koncie 250 tys. zł. Policja zidentyfikowała go, jako teścia jednego z byłych łódzkich funkcjonariuszy.

Policjanci zaczęli przyglądać się bilingom podejrzanych. Okazało się, że kilka razy dziennie dzwonili do swojego kolegi, Grzegorza Łuczaka. Znali się jeszcze z czasów wspólnej pracy w policji. Teraz Łuczak sprawował funkcję wiceszefa ochroniarzy z Servo. Co ciekawe, wszelkie kontakty między nim a kolegami z policji całkowicie urwały się zaraz po wielkim skoku.

Policja, po dwóch miesiącach po skoku, aresztuje byłego i obecnego policjanta, żonę jednego z funkcjonariuszy i teścia (tego samego, który wpłacił w banku ćwierć miliona). Chce także zatrzymać Łuczaka, ale ten znika. Zorientował się, że jest śledzony, podczas jazdy po Łodzi gubił ogon i robił tzw. obcinkę, czyli sprawdzał, kto za nim jeździ. Do dziś nie udało się go znaleźć.

Analizując związki podejrzanych, oraz dzięki wykorzystaniu informatorów, policja dowiaduje się o istnieniu rzeczonego krawca. Zniknął on na parę miesięcy, rzekomo wyjechał do pracy za granicą, ale od początku policjantom coś nie gra. Termin wyjazdu dziwnie pokrywa się z okresem pracy w Servo poszukiwanego konwojenta. W końcu krawiec wpada dzięki grafologom.

Kiedy policjanci go zatrzymują, wygląda zupełnie inaczej. Jest chudy, nie ma brody, za to zwisają mu długie włosy. Do skoku przygotowywał się kilka miesięcy. Przybrał na wadzę i zapuścił bujny zarost. Prokuratura postawiła mu zarzut kradzieży i uczestnictwa w gangu. Zarówno on, jak i pozostali zatrzymani nie przyznają się do winy. Zrabowanych pieniędzy dotychczas nie udało się odnaleźć.
Żródło info i foto: Newsweek.pl

PKO BP i inne banki na celowniku cyber oszustów

Oszuści internetowi podszywający się pod PKO BP wciągają nieostrożnych klientów w pułapkę. Maile z linkiem odsyłającym do fałszywej strony banku żądają podania personaliów, kodów i haseł dostępu do konta. Renomowana firma jaką jest PKO BP, nie może narzekać na brak zainteresowania nawet ze strony oszustów posiłkujących się zaawansowaną technologią. Policja i wspomniany bank ostrzegają przed atakami phishingowymi*. Przestępcy starają się wyzyskać zaufanie klienta podstawiając mail mogący przypominać korespondencję z PKO BP. W ten sposób następuje próba wyłudzenia personaliów i innych danych mających posłużyć do logowania, korzystania z haseł dostępu i w konsekwencji do realizacji transferu środków zgromadzonych na koncie nieostrożnego posiadacza rachunku. Żródło info i foto: Wiadomości24.pl

Cyberatak na klientów PKO BP

Do skrzynek mailowych polskich użytkowników internetu zaczęły ponowie trafiać przesyłki rzekomo wysyłane przez bank PKO BP. Niewinnie wyglądający mail może skutkować utratą całości środków zgromadzonych na naszym koncie bankowym. Jest to kolejna już próba przejęcia loginów i haseł do kont bankowych w Polsce. Mail, którego nadawcą jest rzekomo bank PKO BP rozsyłany jest z polskiej domeny, która nie ma nic wspólnego z ww. bankiem. W treści maila znajdziemy informację, że otrzymaliśmy ważną wiadomość od banku oraz link prowadzący do strony logowania. Co ciekawe, tym razem przestępcy użyli poprawnie języka polskiego i zadbali o obecność polskich znaków diakrytycznych. Nie zgadza się jednak adres nadawcy. Przestępcy dobrze też osadzili atak w czasie, ponieważ rzekoma akcja banku dotyczy konieczności złożenia deklaracji na temat Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE). Żródło info i foto: wp.pl

Policja zatrzymała jednego ze złodziei

Policja zatrzymała jednego z dwóch rabusiów, którzy około godziny 12 napadli na agencję PKO BP w Bydgoszczy. Mężczyzna jest ranny. W kierunku bandytów strzelał jeden z pracowników placówki. Jak poinformował nadkom. Maciej Daszkiewicz, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy, wieczorem policjanci zatrzymali na Osiedlu Leśnym jednego z napastników. Jest nim 29-letni bydgoszczanin, który z raną pleców siedział w poszukiwanym dziś srebrnym samochodzie z przestrzeloną szybą. Żródło info i foto: kontakt24.tvn.pl

Kielce: poszukiwany sprawca napadu na bank

Do agencji bankowej PKO BP przy ulicy Dewońskiej tuż po godzinie dziewiątej rano wszedł młody mężczyzna. Ubrany był w ciemną odzież. Wyciągnął pistolet lub coś co było jego atrapą i zażądał od kasjerki wydania gotówki. Doszło do krótkiej szarpaniny, ale kobieta, obawiając się o swoje życie, ustąpiła. Bandyta zabrał banknoty z kasetki i uciekł. Na miejscu po kilku minutach zjawiła się policja. Jeszcze dokładnie nie wiadomo jaką sumę ukradł przestępca. W Kielcach i okolicy szuka go policja. W ciągu ostatnich kilku miesięcy to już trzeci podobny przypadek w stolicy województwa świętokrzyskiego. Żródło info i foto: Fakt.pl

Wyłudziły z banku ponad 3 mln zł.

O wyłudzenie ponad 3 mln złotych jest podejrzana kasjerka z oddziału banku PKO BP w Łodzi, która trafiła w ręce policji – podaje TVP.info
51-latka, która wraz ze swoją przełożoną fałszowała dokumentację, trafiła już do aresztu. Obu podejrzanym grożą kary do 10 lat więzienia. W czerwcu w ręce policjantów wpadła 40-latka, która – według śledczych – przez cztery lata wykorzystywała swoje stanowisko doradcy kredytowego i dostęp do danych osobowych klientów, tworząc fikcyjne umowy kredytowe. Podrabiała m.in. zaświadczenia o zarobkach i fałszowała podpisy rzekomych kredytobiorców. Żródło info i foto: TVP.info

Napad na bank tuż przy komisariacie policji

Około godziny 14.30 mężczyzna w kominiarce wszedł do placówki banku PKO BP na Bielanach przy ulicy Perzyńskiego. Sterroryzował pracowników przedmiotem przypominającym broń, ale Ci nie wydali mu pieniędzy i włączyli alarm. Przestępca wybiegł z banku bez pieniędzy – opisuje tvnwarszawa.pl
Zdaniem podekscytowanych mieszkańców był to już drugi napada na tę placówkę, jednak policja zdementowała te rewelacje. – Owszem niedawno doszło do napadu na placówkę banku PKO BP w tej okolicy, jednak chodzi o placówkę przy ulicy Zabłocińskiej – informuje biuro prasowe stołecznej policji.
Zródlo info: tvnwarszawa.pl

Bank przy Wołoskiej obrabowany

Trzej zamaskowani mężczyźni obrabowali placówkę banku PKO BP przy ul. Wołoskiej, następnie udali się w nieznanym kierunku – podaje portal tvnwarszawa.pl
Informację dostaliśmy od anonimowej osoby.
– Do banku po godzinie 17 wtargnęło trzech zamaskowanych mężczyzn – potwierdziła portalowi tvnwarszawa.pl Izabela Świderek-Kowalczyk, rzecznik prasowy PKO BP. W momencie napadu w banku znajdowali się pracownicy i klienci. Nikomu nic się nie stało.
Na razie nie wiadomo ile pieniędzy ukradli napastnicy. – Ten bank ma już nowoczesne zabezpieczenia. Większa gotówka jest przechowywane w miejscu, do którego pracownicy nie mają dostępu – informuje Świderek-Kowalczyk. – Myślę, że straty finansowe nie są zbyt wielkie – dodaje.
Zródlo info: tvnwarszawa.pl