Lublin: Nowe zatrzymania w śledztwie przeciwko „Masie”

Osiem kolejnych osób zostało zatrzymanych w sprawie przeciwko Jarosławowi Ł. ps. ”Masa” – poinformowała Prokuratura Krajowa. Podejrzani usłyszeli m.in. zarzuty korupcyjne i dotyczące płatnej protekcji.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie. „Masa” oraz 15 innych osób usłyszało zarzuty. Jarosław Ł. został zatrzymany w maju ubiegłego roku. Wśród podejrzanych byli wówczas Zbigniew G., naczelnik wydziału wywiadu kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi oraz przedsiębiorca z Łodzi Wojciech Z.

O kolejnych zatrzymaniach poinformował PAP dział prasowy Prokuratury Krajowej. Realizacja odbyła się w połowie ubiegłego tygodnia.

– Po przeprowadzeniu czynności na terenie województw mazowieckiego, łódzkiego, wielkopolskiego i podlaskiego zatrzymano osiem osób, w tym Wojciecha Z. Oraz Zbigniewa G. – podała prokuratura.

– Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty m.in. popełnienia czynów o charakterze korupcyjnym, oszustw kredytowych, płatnej protekcji, wyłudzeń odszkodowań komunikacyjnych, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem innych – poinformowała PK. Przedmiotem przestępstw korupcyjnych miały być głównie alkohol, środki anaboliczne, leki, zegarki, pióra i produkty grzewcze.
Źródło info i foto: onet.pl

4 osoby zatrzymane ws. oszustw i płatnej protekcji usłyszały prokuratorskie zarzuty

Cztery osoby, zatrzymane przez CBA w śledztwie dotyczącym oszustw, płatnej protekcji i przywłaszczenia sobie funkcji publicznej, usłyszały w katowickiej Prokuraturze Regionalnej zarzuty. Późnym wieczorem nadal trwały przesłuchania dwóch z czterech podejrzanych. Wśród podejrzanych jest Andrzej K., minister w rządzie Marka Belki.

Podejrzani to b. minister sprawiedliwości w latach 2004-2005, obecnie radca prawny, Andrzej K., jego współpracownik z kancelarii Piotr K., gdański biznesmen Marek S. i b. funkcjonariusz Wojskowych Służb Informacyjnych Jerzy K. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach prok. Waldemar Łubniewski, do środowego wieczoru zakończyły się czynności prokuratorskie z udziałem Jerzego K. i Marka S. Obaj złożyli wyjaśnienia.

– Wobec obu podejrzanych prokurator zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 10 tys. zł, dozoru policji oraz zakazu opuszczania kraju – powiedział rzecznik.

Późnym wieczorem wciąż trwały przesłuchania Andrzeja K. i jego współpracownika Piotra K. Obaj usłyszeli już zarzuty. O zastosowanych wobec nich środkach zapobiegawczych prokuratora ma poinformować w czwartek rano.

Jak podała wcześniej Prokuratura Krajowa, stawiane zatrzymanym zarzuty dotyczą m.in. usiłowania dokonania oszustw (art. 13 par. 1 kodeksu karnego w związku z art. 286 par. 1 kk), płatnej protekcji (art. 230 par. 1 kk) i przywłaszczenia sobie funkcji publicznej (art. 227 kk).

Ostatnie zatrzymania przeprowadzono w ramach śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach, w którym już w styczniu br. zarzuty przedstawiono ośmiu osobom.

Jak podała prokuratura, z ustaleń śledztwa wynika, że osoby podejrzane oraz inne biorące udział w tej grupie przestępczej, kontaktowały się z wybranymi przez siebie przedstawicielami instytucji państwowych oraz firm działających przeważnie w branży paliwowej i farmaceutycznej, podając się za agentów służb specjalnych: SKW, ABW i CBA.

Członkowie grupy m.in. deklarowali, że w zamian za korzyści majątkowe lub ich obietnicę, podejmą się załatwiania spraw i roztoczą nad takimi firmami swoisty „parasol ochronny”. W ramach tej ochrony zapewniali, że względem współpracującego z nimi podmiotu nie zostaną wszczęte przez organy skarbowe i policję postępowania kontrolne i karne.

Według informacji PK do popełnienia tych przestępstw doszło od lipca 2015 r. do grudnia 2017 r. w Warszawie i kilku innych miejscowościach.

Zatrzymanym w tej sprawie pod koniec stycznia br. prokurator zarzucił udział w zorganizowanej grupie przestępczej (art. 258 par. 1 kk) i popełnienie innych przestępstw, w tym o charakterze korupcyjnym. Na wniosek prokuratora sąd tymczasowo aresztował pięciu zatrzymanych. Wobec pozostałych trzech podejrzanych zastosowano poręczenia majątkowe, dozór policji i zakaz opuszczania kraju.
Źródło info i foto: onet.pl

Korea Południowa: Prokuratura chce nakazu aresztowania byłej prezydent

​Południowokoreańska prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o wydanie nakazu aresztowania byłej prezydent kraju Park Geun Hie w ramach śledztwa związanego ze skandalem korupcyjnym – poinformowały południowokoreańskie media. Park nie sprawuje urzędu od 9 grudnia 2016 roku, gdy parlament opowiedział się za jej odsunięciem od władzy w związku z oskarżeniami o płatną protekcję i korupcję.

10 marca Trybunał Konstytucyjny Korei Południowej podjął decyzję o utrzymaniu w mocy decyzji o impeachmencie prezydent Park Geun Hie. Byłej prezydent zarzuca się nadużycie konstytucyjnych uprawnień poprzez zmowę z przyjaciółką Czoi Sun Sil, która jest oskarżona o wywieranie nacisków na duże przedsiębiorstwa, by wpłacały pieniądze na fundacje wspierające inicjatywy polityczne Park. Czoi zarzucono próby wyłudzenia olbrzymich sum pieniędzy od czołowych koncernów południowokoreańskich, m.in. Samsunga. Kobieta zaprzecza i twierdzi, że nie działała w zmowie z Park. Południowokoreańska prokuratura uważa, że obie były zamieszane w skandal.

65-letnia Park, która została odsuniętą od władzy jako pierwszy demokratycznie wybrany południowokoreański szef państwa, w ubiegły wtorek, po przyjeździe na przesłuchanie do siedziby prokuratury, wygłosiła krótkie oświadczenie. Przepraszam naród. Będę uczciwie współpracować podczas śledztwa – zapewniła. Była to jej pierwsza publiczna wypowiedź od usunięcia z urzędu.

Park może grozić ponad 10 lat więzienia, jeśli zostanie uznana za winną przyjmowania łapówek od szefów wielkich konglomeratów w zamian za przysługi. Ujawniony w ubiegłym roku w Korei Południowej wielki skandal korupcyjny wyprowadził na ulice miliony ludzi, którzy domagali się odejścia Park. Doszło praktycznie do paraliżu prac rządu w Seulu.

Przedterminowe wybory prezydenckie w Korei Południowej odbędą się 9 maja.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wystartował proces ws. afery podkarpackiej

Przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu rozpoczął się w czwartek proces oskarżonych o korupcję i płatną protekcję w tzw. aferze podkarpackiej Mariana D. – szefa firmy paliwowej Maante z Leżajska oraz b. wiceministra infrastruktury i rozwoju w rządzie PO, posła tej partii Zbigniewa R.

Oskarżeni nie przyznali się do winy. Proces toczy się z wyłączeniem jawności. Sąd zakazał publikacji nazwisk i wizerunków podsądnych.

Marian D. usłyszał w sumie 12 zarzutów dotyczących głównie wręczania łapówek w postaci sztabek złota, gotówki i drogich alkoholi. Prokuratura przyjęła, że D. poprzez wręczanie łapówek m.in. prokuratorom z Podkarpacia chciał uniknąć płacenia podatków. W akcie oskarżenia odczytano, że D. wręczał znaczne kwoty pieniężne byłemu dyrektorowi Lasów Państwowych w Krośnie w zamian za korzystną zamianę działek. Właściciel firmy paliwowej miał korumpować także byłą szefową rzeszowskiej prokuratury apelacyjnej Annę H., której sfinansował m.in. zakup samochodu i remont domu.

Były poseł PO Zbigniew R. został oskarżony o podjęcie się załatwienia spraw z korzyścią dla szefa firmy paliwowej z Leżajska, w zamian za łapówki w kwocie 120 tys. zł i drogie alkohole. R. powołując się na wpływy miał pomóc w zamianie działek firmy Maante z Lasami Państwowymi. Były poseł i wiceminister z PO został także oskarżony o załatwienie na polecenie bliskiej biznesmenowi D. nominacji sędziowskiej i delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Poseł R. – zasiadający wówczas w radzie nadzorczej Banku Gospodarstwa Krajowego – jest też oskarżony o to, że w zamian za łapówki, podjął się załatwienia kredytu dla firmy Maante na 70 mln zł. W prowadzonym przez prokuraturę śledztwie, oprócz urzędników wysokiego szczebla przewijają się też rzeszowscy prokuratorzy oraz była szefa rzeszowskiej delegatury UOP. Zarzuty usłyszeli również inni przedsiębiorcy związani ze spółką paliwową Maante.

W lipcu 2014 r. CBA dokonało przeszukań pod kontem przyjęcia korzyści majątkowych m.in. gabinetu, służbowego samochodu i pomieszczeń użytkowanych przez Zbigniewa R. oraz drugiego podejrzanego, ówczesnego szefa klubu PSL Jana Burego.

W związku z aferą podkarpacką w lipcu ubiegłego roku na ławie oskarżonych zasiedli były dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie Edward B. oskarżony o przyjęcie korzyści majątkowej i były proboszcz katedry polowej Wojska Polskiego ks. płk Robert M. W sprawie tych dwóch oskarżonych wyrok ma zapaść w przyszłą środę. Akt oskarżenia obejmował jeszcze jednego duchownego – Jana C. – jednak ten zmarł przed rozpoczęciem procesu.

Inne wątki afery podkarpackiej bada Prokuratura Apelacyjna w Katowicach. Zarzuty w tej sprawie usłyszała m.in. była szefowa prokuratury apelacyjnej w Rzeszowie Anna H., której śledczy zarzucają przyjęcie korzyści majątkowych, powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych, a także przekroczenie uprawnień. H. została dyscyplinarnie usunięta z prokuratury.

W listopadzie 2015 roku katowicka prokuratura postawiła też sześć zarzutów korupcyjnych byłemu posłowi PSL Janowi Buremu. Później Bury usłyszał w katowickiej prokuraturze trzy kolejne zarzuty, dotyczące niezgodnego z prawem wpływania na obsadę stanowisk w Najwyższej Izbie Kontroli. Według prokuratury nakłaniał on pracowników NIK do przekroczenia uprawnień i manipulowania wynikami konkursów w Izbie. Bury nie przyznaje się do żadnego z tych przestępstw. W wątku dotyczącym NIK prokuratura postawiła także zarzuty prezesowi Izby Krzysztofowi Kwiatkowskiemu, który także odrzuca zarzuty.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe zatrzymanie w sprawie Józefa Piniora

Policja i CBA zatrzymały w Krakowie przedsiębiorcę Tomasza G. Jego zatrzymanie ma związek ze sprawą korupcyjną, w której zarzuty usłyszał m.in. b. senator Józef Pinior. Informację potwierdził PAP naczelnik wydziału zamiejscowego PK w Poznaniu Piotr Baczyński. B. senatora i dziesięć innych osób CBA zatrzymało 29 listopada. Wszyscy zatrzymani usłyszeli zarzuty popełnienia przestępstw o charakterze korupcyjnym. Ujęty 13 grudnia w Krakowie Tomasz G. jest 12. osobą zatrzymaną w tej sprawie.

„To osoba, której nie zdołano zatrzymać w trakcie realizacji 29 listopada. Mężczyzna był od 2010 roku poszukiwany listem gończym do odbycia kary dwóch lat pozbawienia wolności za przestępstwa przeciwko mieniu i przeciwko dokumentom” – podał PAP prok. Baczyński.

„Głos Wielkopolski” napisał w czwartek, że Tomasz G., w zamian za wpłaty na konto polityka, miał liczyć na pomoc dotyczącą otwarcia galerii handlowej w Jeleniej Górze.
46 tys. zł domniemanych łapówek

Józef Pinior jest podejrzany o przyjęcie wiosną zeszłego roku 40 tys. zł za załatwienie w instytucjach państwowych i samorządowych korzystnego rozstrzygnięcia spraw biznesmena inwestującego na Dolnym Śląsku. Śledczy zarzucają mu także przyjęcie 6 tys. zł za podjęcie się załatwienia koncesji na wydobywanie kopalin oraz powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych.

1 grudnia Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto nie uwzględnił wniosków prokuratury ws. aresztów dla b. senatora, jego asystenta Jarosława Wardęgi i biznesmena Krystiana S. Nie zastosował też wobec nich żadnych innych środków zapobiegawczych. Pinior po wyjściu z sali sądowej zapewniał o swej niewinności. Rzecznik Sądu Okręgowego w Poznaniu, informując o podstawach decyzji SR, podkreślił, że w ocenie sądu brak było przesłanek do stosowania tymczasowego aresztowania.
Przyspieszenie posiedzenia

Od decyzji sądu odwołała się prokuratura. Informację o zmianie terminu rozpatrzenia jej zażalenia, który wcześniej został ustalony na 11 stycznia, potwierdziła PAP w czwartek rzeczniczka Sądu Okręgowego w Poznaniu sędzia Joanna Ciesielska-Borowiec. Posiedzenie odbędzie się 20 grudnia.

Jak mówiła, decyzja została podjęta „w ramach nadzoru przez prezesa Sądu Okręgowego, który z urzędu podjął czynności zmierzające do ustalenia, dlaczego wyznaczono tak odległy termin rozpatrzenia tego zażalenia”.

Wyjaśniła, że „istnieje przepis, dotyczący terminu instrukcyjnego, który mówi, że takie posiedzenie w przedmiocie rozpoznania zażalenia w kwestii tymczasowego aresztowania rozpoznaje się w terminie siedmiu dni”. Dodała, że termin ten stosuje się najczęściej w sytuacji, kiedy sąd pierwszej instancji podejmuje decyzję o zastosowaniu aresztu.

„Sąd, ustalając termin na 11 stycznia, uznał, że ponieważ aresztu nie zastosowano, ten przepis nie znajduje tutaj zastosowania. Prezes uznał jednak, że należałoby w tej sprawie również go zastosować i potraktować go szerzej. Dlatego w ramach nadzoru porozmawiał z przewodniczącym, który przychylił się do jego poglądu i ten termin został zmieniony” – powiedziała Ciesielska-Borowiec.

Sędzia pytana przez PAP, czy decyzja prezesa sądu może mieć kontekst polityczny lub czy były w tej sprawie wydane jakiekolwiek instrukcje dla prezesa, odpowiedziała: absolutnie nie. „Jeszcze nie ma władza wykonawcza wpływu na władzą sądowniczą” – podkreśliła.

„Prezes oczywiście nie wie o każdym terminie każdej jednej sprawy, ale ta jest na tyle głośna i medialna, że prezes o niej wie i się nią zainteresował” – dodała.
Argumenty prokuratury

W zażaleniu do sądu okręgowego prokuratura zarzuciła SR błędy w ustaleniach faktycznych, przyjętych za podstawę orzeczenia o odmowie aresztu wobec podejrzanych, i wniosła o zmianę tego postanowienia przez zastosowanie aresztu. Prokuratura wskazała także na niekonsekwencję sądu I instancji, który w uzasadnieniu odmowy aresztowania potwierdził, że materiał dowodowy „w pewnym stopniu uprawdopodobnił” treść stawianych Piniorowi zarzutów, ale jednocześnie odrzucił to prawdopodobieństwo jako przesłankę do zastosowania aresztu.

W ocenie prokuratury, sąd bezpodstawnie przyjął, że Pinior mógł nie być świadomy udziału w korupcyjnym procederze, mimo że materiał dowodowy wskazuje, iż podejrzany sam inicjował niektóre działania o przestępczym charakterze, a stan jego świadomości jest wyłącznie niczym niepopartym domniemaniem, ponieważ odmówił złożenia wyjaśnień.

Prokuratura przekazała, że w uzasadnieniu zażalenia przytoczyła bardzo obszerny materiał dowodowy, który nie pozostawia żadnych wątpliwości co do zasadności postawienia podejrzanym zarzutów korupcyjnych. Wskazała również w zażaleniu, że sąd pierwszej instancji w żaden sposób nie uzasadnił, na jakiej podstawie wykluczył możliwość matactwa ze strony podejrzanych.

Zdaniem śledczych, przebywanie podejrzanych na wolności w sytuacji gdy poznali treść i wagę stawianych im zarzutów, może prowadzić do podjęcia przez nich działań zakłócających bieg śledztwa.
Żródło info i foto: interia.pl

Pinior złożył zażalenie na formę zatrzymania przez CBA

– Złożyłem zażalenie na formę zatrzymania mnie przez CBA. Biorąc pod uwagę wielkość zarzutu oraz okoliczności mojej sprawy, te środki były niesymetryczne w stosunku do sytuacji – poinformował były senator Józef Pinior.

Pinior, jeden z historycznych liderów dolnośląskiej „Solidarności” w latach 80., podejrzany jest o płatną protekcję i korupcję. W ubiegłym tygodniu, wraz z 10 osobami, został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Prokuratura wnioskowała o areszt dla byłego senatora, ale sąd się na to nie zgodził.

W niedzielę we wspólnym programie Radia ZET oraz Polsatu News Pinior podkreślił, że chce być traktowany w tej sprawie jak wszyscy obywatele. „Biorąc pod uwagę wielkość tego zarzutu – do którego ja się nie przyznaję oczywiście – to nie miało sensu używać tych środków, których użyto przeciwko mnie. Po prostu te środki były niesymetryczne w stosunku do tej sprawy” – ocenił Pinior.
Władza pokazuje siłę i moc

Jego zdaniem potraktowano go inaczej, niż „potraktowano by innego obywatela w tej sprawie”. Działania CBA miały pokazać „siłę i moc w stosunku do obywatela” – ocenił.

Pinior poinformował, że złożył zażalenie na formę zatrzymania przez CBA. „Chodzi o różne elementy tej sytuacji. Tak, to jest generalnie zażalenie na to zatrzymanie. Można to było zrobić bez tego show” – wyjaśnił.

„Jednak ta szósta rano, te prawie trzy dni na koszt skarbu państwa, wydaje mi się, były niepotrzebne. Bez sensu” – powiedział. Zapewnił, że stawiłby się na wezwanie. „To jest oczywiste, przecież ja mieszkam w Polsce, pracuję w Polsce, we Wrocławiu, jestem bardzo łatwo dostępny dla kogokolwiek” – dodał.

Józef Pinior jest podejrzany o przyjęcie wiosną zeszłego roku 40 tys. zł za załatwienie w instytucjach państwowych i samorządowych korzystnego rozstrzygnięcia spraw biznesmena inwestującego na Dolnym Śląsku. Śledczy zarzucają mu także przyjęcie 6 tys. zł łapówki za podjęcie się załatwienia koncesji na wydobywanie kopalin oraz powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych.
Pinior: Nie przyznaję się do winy

Piniorowi grozi do ośmiu lat więzienia. Podejrzany nie przyznał się do stawianych mu zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Poznański sąd rejonowy nie uwzględnił wniosków prokuratury o zastosowanie wobec niego i dwóch pozostałych w sprawie podejrzanych aresztu. Nie zastosował też wobec nich żadnych innych środków zapobiegawczych.

Józef Pinior jest jednym z historycznych liderów dolnośląskiej „Solidarności” w latach 80. Po 1989 r. był związany z różnymi formacjami lewicowymi. W latach 1998-99 był wiceszefem Unii Pracy. W 2004 r. z ramienia Socjaldemokracji Polskiej dostał się do Parlamentu Europejskiego. W 2011 r. jako bezpartyjny kandydat został senatorem z listy PO. Zarówno w PE, jak i w Senacie angażował się m.in. w wyjaśnianie sprawy więzień CIA w Polsce. W 2015 r. przegrał w wyborach do Senatu.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Józef Pinior nie trafi do aresztu

– Wymiar sprawiedliwości okazał się sprawiedliwy. Nie przyznałem się do zarzucanych mi czynów, bo są one absurdalne – powiedział Józef Pinior po odrzuceniu przez poznański sąd wniosku prokuratury o tymczasowy areszt. Były opozycjonista jest podejrzany o przyjęcie łapówki i płatną protekcję. Sąd w Poznaniu po siedmiogodzinnym posiedzeniu zdecydował, że b. senator Józef Pinior nie trafi do aresztu. Były senator PO i eurodeputowany Józef Pinior wcześniej usłyszał zarzuty korupcyjne. Prokuratura Krajowa podejrzewa go o przyjęcie łapówki (40 tys. zł) „w zamian za załatwienie w instytucjach państwowych i samorządowych korzystnego rozstrzygnięcia spraw biznesmena inwestującego na Dolnym Śląsku”.

– Przyjmuję tę decyzję sądu w Poznaniu jako dobrą oznakę stanu wymiaru sprawiedliwości, myślę, że możemy polegać na sędziach, prawnikach w walce o polską demokrację – powiedział Pinior. – Nie zgadzałem się z materiałem przygotowanym przez CBA i prokuraturę. Nie przyznałem się do winy, uznaję to za absurdalne. Przez ostatnie trzy dni czułem się jak w świecie Kafki – dodał polityk.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, za polityka poręczyło ok. 20 osób, w tym m.in. Henryk i Ludwika Wujcowie, Danuta Kuroń, były koordynator ds. służb specjalnych Janusz Pałubicki, senator PO Jan Filip Libicki.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wniosek o areszt dla Józefa Piniora

Do sądu trafił wniosek o areszt dla Józefa Piniora, byłego senatora Platformy Obywatelskiej. Jest on podejrzany o przyjęcie łapówki i płatną protekcję. Konferencja, na której prokurator przekazał te informacje była wyjątkowo emocjonalna. – Bardzo przepraszam, ale proszę o zrozumienie. Sprawa dotyczy osoby, którą osobiście uważam za bohatera z przeszłości naszej ojczyzny – powiedział prokurator Piotr Baczyński. Obrońca senatora będzie dowodził przed sądem, że wniosek aresztowy jest bezzasadny.

Naczelnik wydziału poznańskiej delegatury Prokuratury Krajowej, która zajmuje się sprawą Józefa Piniora (zgodził się na podawanie swoich danych osobowych – przyp. red.) miał poinformować media o wniosku aresztowym jaki, w sprawie byłego senatora PO, został złożony w sądzie. Piotr Baczyński zszedł do dziennikarzy. Nie powiedział nic poza słowem „przepraszam” i odszedł. Po kilku chwilach wrócił i poinformował, że do sądu skierowano trzy wnioski o tymczasowe aresztowanie Piniora, pracownika jego biura i jeszcze jednej osoby, która usłyszała zarzuty. Powiedział jeszcze „przepraszam” i ponownie zniknął na kilka minut. Czekający na informacje dziennikarze nie wiedzieli co się stało.

W końcu prokurator pojawił się ponownie. – Bardzo przepraszam państwa, ale proszę o zrozumienie emocji. Sprawa dotyczy osoby, którą osobiście uważam za bohatera z przeszłości naszej ojczyzny – mówił wyraźnie poruszony Baczyński. Podkreślał jednak, że to z czym śledczy mają do czynienia w prowadzonym przez nich postępowaniu nakazuje podjęcie decyzji, „która jest bardzo trudna”. – I ta decyzja została podjęta – powiedział prokurator, odnosząc się do wniosku o tymczasowe aresztowanie Piniora. Uzasadnieniem takiej decyzji, jak wyjaśniał Baczyński, jest obawa matactwa procesowego związana „z koniecznością przeprowadzenia czynności procesowych o charakterze osobowym, a także gromadzenia dokumentów i ich analiz oraz badań”. Prokurator po raz trzeci tego poranka powiedział „przepraszam” i odszedł. Nie chciał odpowiadać na pytania dziennikarzy.

Obrońca senatora: wniosek bezzasadny

Obrońca Józefa Piniora w rozmowie z reporterem TVN24 poinformował, że jego klient chce, by jego dane osobowe były publikowane. – Senator chce z otwartą przyłbicą stawać przed sądem i opinią publiczną – argumentował Jacek Dubois. I podkreślił, że Pinior będzie dowodził swojej niewinności przed sądem.

– Wychodzimy z założenia, że prokuratura w sposób błędny interpretuje dowody. Będziemy przekonywać, że mój klient swoim zachowaniem nie wypełnił znamion czynu zabronionego – wyjaśniał mecenas. Jakie to są dowody? Przede wszystkim podsłuchy rozmów telefonicznych. Dubois pytany o uzasadnienie wniosku aresztowego wobec jego klienta nie ukrywał irytacji. – Prokuratura chyba nie zna akt sprawy, którą prowadzi. Nagle dziś mówi, że są świadkowie, których trzeba przesłuchać. Albo nie wykonuje swoich obowiązków albo nie wykonuje ich świadomie żeby znaleźć powód dla aresztu i będzie dezinformować sąd – twierdzi Dubois. Jego zdaniem powołanie się na obawę matactwa, w sytuacji gdy śledczy zabezpieczyli wszystkie dowody, jest nieporozumieniem.

– Wydaje się, że cała otoczka tej sprawy to powrót do najgorszego etapu naszej historii prawa karnego – podkreślił mecenas. Dubois będzie dowodził przed sądem, że tymczasowy areszt w sprawie Józefa Piniora jest rzeczą zbędną. – Mamy do czynienia z bohaterem. Jemu nie zależy na tym żeby się chować i uciekać, ale na tym by jak najszybciej zmyć plamę, która powstała na jego honorze – przekazał prawnik.

Popierający Piniora: nie ma zgody na takie metody

Jak relacjonował reporter TVN24 przed salą rozpraw w której odbędzie się posiedzenie sądu aresztowego zebrała się grupa przedstawiciele wielkopolskiego Komitetu Obrony Demokracji i „Solidarności”, którzy wyrażą swoje poparcie dla Józefa Piniora. Zgromadzeni w sądzie pokazują plakaty z napisem „Nie ma zgody na takie metody”. – Z nieoficjalnych informacji wiemy, że w Poznaniu ma pojawić się także Karol Modzelewski i Danuta Kuroń. Będą też obserwatorzy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. To sprawa która budzi wielkie emocje – mówił Aleksander Przybylski.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Były senator PO nie przyznaje się do zarzutu płatnej protekcji

Józef P. – były senator Platformy Obywatelskiej, eurodeputowany lewicy i opozycjonista w czasach PRL-u – nie przyznał się do stawianych mu zarzutów korupcyjnych. Wcześniejsze informacje Radia Merkury potwierdził dziś naczelnik Prokuratury Krajowej w Poznaniu Piotr Baczyński. Polityk odmówił też składania wyjaśnień.

Oprócz Józefa P. zatrzymany został jego asystent i dziewięć innych osób. Wszyscy zostali przesłuchani, ale część jest przesłuchiwana po raz kolejny, zeznania niektórych są ze sobą konfrontowane. Kilka przesłuchanych osób zwolniono już do domu, stosując wcześniej wolnościowe środki zapobiegawcze takie jak poręczenie majątkowe czy dozór policyjny. Prokurator Baczyński nie chciał powiedzieć, czy wobec byłego senatora zastosowano te środki, czy prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowy areszt.

Józef P. został zatrzymany wczoraj przez Centralne Biuro Antykorupcyjne we Wrocławiu. Został on przewieziony do Poznania. Zarzuty dotyczą przyjmowania lub oferowania pieniędzy w zamian za obietnicę załatwienia spraw w instytucjach państwowych i samorządowych. Były senator i działacz opozycji w czasach PRL usłyszał zarzuty płatnej protekcji i uzyskiwania korzyści w związku z zajmowanym stanowiskiem. Miał przyjąć w sumie 46 tysięcy złotych. Prokuratora podała, że materiał dowodowy zbierała od kwietnia ubiegłego roku.
Żródło info i foto: onet.pl

Były senator PO Józef P. zatrzymany przez CBA

Józef P. i jego asystent Jarosław W. zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy CBA. Były senator PO jest podejrzany o płatną protekcję – informuje TVP Info. Do zatrzymania polityka doszło we Wrocławiu. Piotr Kaczorek z Wydziału Komunikacji Społecznej CBA potwierdził w rozmowie z PAP, że sprawa dotyczy przestępstwa korupcji. Do zatrzymań doszło dziś rano. Łącznie zatrzymano dziewięć osób.

Więcej informacji CBA nie udziela ponieważ czynności trwają. Sprawa jest prowadzona pod nadzorem Prokuratury w Poznaniu.

„Nasze źródła znające sprawę są zdumione postępowaniem byłego parlamentarzysty Platformy” – czytamy na stronie tvp.info. Według nich, w okresie, którego dotyczą zarzuty Józef P. miał kłopoty finansowe. „Ciężko uwierzyć, że połakomił się na w sumie niezbyt wygórowane kwoty. Niestety zgromadzony materiał dowodowy nie pozostawia wątpliwości” – napisano dalej.

P. zasiadał w Senacie w latach 2011-2015 jako kandydat bezpartyjny wybrany z list Platformy Obywatelskiej. W ostatnich wyborach nie udało mu się uzyskać poparcia wyborców. Wcześniej, w latach 2004-2009 był posłem do Parlamentu Europejskiego. Trafił tam z list Socjaldemokracji Polskiej.

W czasach PRL był jedną z legend opozycji. W 1980 roku Józef P. był jednym z działaczy, którzy organizowali struktury „Solidarności” na Dolnym Śląsku. Brał też udział w głośnej akcji podjęcia z bankowego konta 80 milionów złotych, które należały do związku. Miała ona miejsce tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Akcja ta została przedstawiona w filmie „80 milionów” Waldemara Krzystka.
Żródło info i foto: onet.pl