Tragedia na Śląsku. Znaleziono zatopiony samochód. Nie żyje 60-latek

Tragedia nad zalewem Pogoria w Będzinie w Śląskiem. Rowerzysta zauważył tam rano zatopiony samochód. Wezwani na miejsce strażacy wyciągnęli z wody mężczyznę. 60-latka nie udało się uratować. Rano nad zalewem Pogoria w Będzinie rowerzysta zauważył zatopiony samochód. Na miejsce zostali wezwani strażacy, oni rozpoczęli akcje ratunkową. Niestety – nie udało się uratować 60-letniego mężczyzny.

Nie wiemy, jak doszło do tego zdarzenia. W tej chwili trudno ocenić, czy był to nieszczęśliwy wypadek czy np. celowe działanie samobójcze – powiedział PAP oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Będzinie kom. Paweł Łotocki.

Samochód znajdował się ok. 20 metrów od brzegu zbiornika, w pobliżu ścieżki przeznaczonej dla pieszych i rowerzystów, zamkniętej dla ruchu kołowego. Auto ma częściowo zgnieciony dach. Płetwonurkowie sprawdzali, czy ktoś jeszcze mógł znajdować się w zatopionym aucie. Na miejscu pracowało ok. 20 strażaków z siedmiu zastępów, a także policjanci i załoga pogotowia ratunkowego. Postępowanie w tej sprawie będzie prowadzone pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poszukiwania zaginionego Kacpra wciąż nie przyniosły efektów. Płetwonurkowie ponownie sprawdzą odcinek rzeki

Policyjni płetwonurkowie wznowili w niedzielę rano poszukiwania 3,5-letniego chłopca, który w poniedziałek wieczorem zaginął w Nowogrodźcu. W niedzielę sprawdzane są okolice tamy na rzece Kwisa w Nowogrodźcu oraz koryto rzeki do Nowogrodźca do miejscowości Parzyce. Oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Bolesławcu asp. sztab. Anna Kublik-Rościszewska powiedziała w niedzielę rano, że policyjni płetwonurkowie wznowili poszukiwania w Kwisie w okolicach tamy w Nowogrodźcu. Ponownie przeszukiwany będzie też odcinek rzeki od Nowogrodźca do Parzyc.

– Równolegle prowadzone są poszukiwania na brzegu rzeki. Policjanci z psami przejdą od Nowogrodźca do Parzyc – powiedziała policjantka. W akcji poszukiwawczej wykorzystywany jest m.in. dron i łódź straży pożarnej.

Przebywał ze swoim ojcem

Poszukiwania 3,5-latka rozpoczęły się w poniedziałek wieczorem, po tym, gdy około godz. 19 wpłynęło zgłoszenie o jego zaginięciu. Przed zaginięciem chłopiec przebywał razem ze swoim ojcem na terenie ogrodów działkowych w Nowogrodźcu, które znajdują się niedaleko rzeki.

– Ojciec w trakcie przesłuchania wyjaśniał, że stracił dziecko z oczu. Gdy nie mógł go odnaleźć, zawiadomił policję. Był pod wpływem alkoholu, badanie potwierdziło zawartość 0,7 promila. Mężczyzna został zatrzymany, ponieważ był poszukiwany do odbycia kary za przestępstwa przeciwko mieniu – mówiła we wtorek oficer prasowa bolesławieckiej policji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ze stawu wyłowiono ciało 57-latka

Płetwonurkowie wydobyli ze stawu w Zabrzu ciało 57-latka, który poszedł popływać ze swoją 6-letnią córką. Matka, która czekała na nich przy brzegu, miała we krwi ponad 2 promile alkoholu.

– Ojciec wziął dziewczynkę na plecy, wszedł do wody i zaczął płynąć. Kiedy był mniej więcej na środku zbiornika, zniknął pod powierzchnią wody – powiedziała w rozmowie z dziennikzachodni.pl st. sierż. Agnieszka Żyłka. Mężczyzna chciał przepłynąć na drugi brzeg.

– Dziewczynce udało się utrzymać na powierzchni stawu, a z pomocą ruszyli jej 14-letni brat, a także jeden ze świadków zdarzenia – dodaje st. sierż. Żyłka. Z nieoficjalnych informacji portalu wynika, że dziewczynka zawdzięcza życie młodemu chłopakowi, który przechodził obok i ruszył jej na pomoc. Jej ojca nie udało się uratować.

Matka była kompletnie pijana

Na brzegu czekała matka. Kobieta miała ponad 2 promile alkoholu we krwi. Rodzina mieszka w lokalu socjalnym, dzień przed wypadkiem zarówno ojciec, jak i matka mieli pić alkohol. Świadkowie twierdzą, że podobnie było w dniu, kiedy przyjechali nad staw. Akcja ratunkowa mężczyzny rozpoczęła się jeszcze we wtorek, kiedy doszło do zdarzenia, ale została przerwana ze względu na burzę.
Źródło info i foto: wp.pl

Zakończono poszukiwania zaginionej Sary. Ciało 23-latki wyłowiono z Rusałki

Zakończono poszukiwania zaginionej Sary R., 23-letniej studentki z Poznania. Grupa Specjalna Płetwonurków RP wyłowiła jej ciało z jeziora Rusałka.

Ciało Sary R. wyłowiono około godziny drugiej rano we wtorek 19 kwietnia. Na specjalną prośbę Aleksandra Sawczuka, szefa Posterunku Policji Wodnej w Poznaniu, i najbliższej rodziny zaginionej, Grupa Specjalna Płetwonurków RP od kilku dni przeszukiwała poznańską Rusałkę. Badania dna rzeki specjalistycznym sprzętem przyniosły rezultaty. Niestety, finał tych poszukiwań jest tragiczny.

– Jesteśmy w Poznaniu, żeby szukać w Warcie ciała zaginionej Ewy Tylman. Jednak w tej sprawie niewiele możemy już zrobić. W przypadku zaginięcia Sary mogliśmy natomiast pomóc, dlatego zrobiliśmy to. Zawsze jest nam niezmiernie przykro, gdy poszukiwania kończą się tragicznym finałem. W tym wypadku było nam wyjątkowo ciężko. Dziewczyna była niezwykle drobna, sympatyczna. Nasi chłopacy aż popłakali się, gdy znaleziono jej ciało – powiedział w rozmowie z Fakt24.pl Maciej Rokus, szef GSPRP.

23-letnia Sara po raz ostatni widziana była w niedzielę 10 kwietnia na ul. Turkusowej 3. Pochodziła z Małopolski, w Poznaniu studiowała na Uniwersytecie Przyrodniczym. Poszukiwania dziewczyny rozpoczęto od razu po zgłoszeniu zaginięcia. Przeczesywano głównie tereny jeziora Rusałka oraz Parku Sołackiego, ze względu na częstą obecność Sary w tych regionach.

W trakcie poszukiwań pojawił się trop, że 23-latka mogła chcieć popełnić samobójstwo. Na chwilę obecną płetwonurkowie, którzy wyłowili jej ciało, oraz policja, nie potwierdzają, czy przyczyną śmierci dziewczyny było targnięcie się na swoje życie.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Agenci FBI szukają twardego dysku sprawców masakry w San Bernardino

Płetwonurkowie z FBI i policji przeczesują jezioro niedaleko San Bernardino (Kalifornia), gdzie w zeszłym tygodniu dwójka napastników zastrzeliła 14 osób. Przedstawiciele służb nie chcą powiedzieć, czego szukają, jednak telewizja CNN donosi, że może chodzić o zaginiony twardy dysk z komputera sprawców masakry. W zeszłym tygodniu dwoje sprawców otworzyło ogień do kilkuset ludzi zgromadzonych na przyjęciu świątecznym w Inland Regional Center, stanowym ośrodku pomocy niepełnosprawnym w San Bernardino (Kalifornia). Zginęło 14 osób, a 21 zostało rannych, w tym dwóch policjantów. Napastnicy zostali zabici w policyjnej obławie.

Jak ustalono, byli to 28-letni Syed Farook, obywatel amerykański urodzony w Stanach Zjednoczonych w rodzinie pakistańskich imigrantów i jego żona, 27-letnia Tashfeen Malik, która mieszkała w USA legalnie na wizie pakistańskiej. Do USA przyjechali razem w lipcu 2014 roku (Malik jako narzeczona Farooka) z podróży, która obejmowała Pakistan i Arabię Saudyjską, gdzie Malik mieszkała przez ponad 20 lat. Pobrali się już w USA. Oboje byli muzułmanami. Nie byli wcześniej notowani przez policję. Para miała półroczną córkę.

Płetwonurkowie w akcji

W czwartek płetwonurkowie z FBI i policji rozpoczęli prace na dnie jeziora w okolicach San Bernardino, około 3 km od miejsca zbrodni. Przedstawiciele FBI nie chcieli zdradzić, czego szukają. Poinformowano jedynie, że para była nad jeziorem niedługo przed lub po dokonaniu masakry. Telewizja CNN podaje, że poszukiwania mogą dotyczyć twardego dysku pochodzącego z komputera małżeństwa. Wiadomo, że przed strzelaniną para zniszczyła telefony komórkowe i elementy komputerów. Zbrodnia wywołała szok w Stanach Zjednoczonych. Doprowadziła do kolejnej odsłony dyskusji na temat dostępu do broni. Wywołała także wiele pytań dotyczących tego, jak osobom, które nie od kilku lat nie ukrywały swoich radykalnych poglądów udało się wjechać do USA.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Trwają poszukiwania drugiego z zaginionych braci

Płetwonurkowie, strażacy i policjanci szukają 12-latka z Mokobód koło Siedlec. Wczoraj – wczesnym popołudniem – płetwonurkowie znaleźli w rzece Liwiec ciało jego starszego o trzy lata brata. Chłopcy zaginęli w poniedziałek. Płetwonurkowie, podobnie jak w wczoraj, przeszukują dno rzeki Liwiec, skupiając się na wskazanych przez mieszkańców i rodzinę miejscach. To są miejsca często uczęszczane. Starszego z braci znaleziono przy kładce dla pieszych, która znajduje się na rzece Liwiec. Jest to miejsce ogólnodostępne, i dlatego w takich miejscach poszukiwaliśmy – mówi podinspektor Jerzy Długosz z siedleckiej policji. W środę najprawdopodobniej będzie wiadomo, jak zginął 15-latek. Wtedy śledczy przeprowadzą sekcję zwłok.

Zaginęli w poniedziałek

Nastoletni bracia – 12 i 15-latek – wyszli z domu w Mokobodach w poniedziałek około godz. 13. Kilka godzin później rodzina zawiadomiła policję o ich zaginięciu. Od samego początku przyjmowano, że chłopcy mogli utonąć – powiedzieli rodzicom, że idą nad rzekę się poślizgać. Początkowe poszukiwania na rzece Liwiec nie przyniosły jednak efektu. Wczoraj – na prośbę rodziny – przeprowadzono je jeszcze raz, w okolicy domu chłopców.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Znaleziono ciało jednego z poszukwianych braci

Płetwonurkowie przeszukujący rzekę Liwiec natrafili na ciało jednego z poszukiwanych nastolatków z miejscowości Mokobody na Mazowszu. To najprawdopodobniej starszy z braci, którzy zaginęli w poniedziałek. Na ciało natrafiono kilkaset mentów na północ od Mokobód. W tym miejscu na rzece znajduje się mostek łączący miejscowości Kapuściaki i Zaliwie. Po rozpoznaniu przez dziadka, okazało się, że jest to ciało starszego z braci, 15-latka. Poszukiwania 12-latka trwają – powiedział bryg. Adam Dziura z siedleckiej straży pożarnej.

Nurkowie będą przeszukiwać koryto rzeki dopóki nie zapadnie zmrok. Służby nie wykluczają wersji, w której jeden z braci mógł przeżyć. Dwaj nastoletni bracia – 12 i 15-latek – wyszli z domu w Mokobodach w poniedziałek około godz. 13. Kilka godzin później rodzina zawiadomiła policję o ich zaginięciu. Od samego początku przyjmowano, że chłopcy mogli utonąć – powiedzieli rodzicom, że idą nad rzekę się poślizgać. Początkowe poszukiwania na rzece Liwiec nie przyniosły jednak efektu. Dziś – na prośbę rodziny – przeprowadzono je jeszcze raz w okolicy domu chłopców.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Makabryczne odkrycie na Costa Concordii

Płetwonurkowie wydobyli ludzkie szczątki z wraku włoskiego wycieczkowca Costa Concordia. To prawdopodobnie jedyna nieodnaleziona do tej pory ofiara tragedii, jaka rozegrała się u wybrzeży wyspy Giglio. Testy DNA mają potwierdzić, czy jest to ciało Hindusa Russela Rebello, który pracował na statku jako steward. Znaleziono je na trzecim pokładzie wraku, który obecnie stoi w porcie w Genui. Został tutaj przyholowany w lipcu z miejsca wypadku i czeka na utylizację. Rodzina Russela Rebello została już poinformowana o prawdopodobnym odnalezieniu jego ciała.

Niepewność w identyfikacji zwłok

Jest też możliwe, że to ciało Włoszki Marii Grazii Trecarichi. Zwłoki kobiety odnaleziono we wraku już w październiku, ale nie było do tej pory pewności, że to ona. Jej rodzina również została powiadomiona o znalezieniu szczątków. Luksusowy włoski wycieczkowiec Costa Concordia w wyniku brawury i lekkomyślności kapitana wpadł na skały u wybrzeży Toskanii w styczniu 2012 roku. Zginęły wówczas 32 osoby.
Żródło info i foto: TVP.info

Nurkowie wznowili poszukiwania dwóch chłopców

Wznowiono akcję poszukiwania dwóch chłopców w wieku 9 i 10 lat, którzy prawdopodobnie utonęli w piątek wieczorem w zbiorniku wodnym Miedźna w powiecie opoczyńskim w Łódzkiem – informuje RMF.fm
Płetwonurkowie ze straży pożarnej już wczoraj przeszukali część zbiornika, ale nie znaleźli ciał. Do wypadku doszło w piątek wieczorem. Policję zawiadomił mężczyzna, którego o pomoc poprosił 14-letni chłopiec. Z informacji nastolatka wynikało, że w miejscowym zbiorniku retencyjnym prawdopodobnie utonął jego młodszy brat i kolega. Jak powiedział chłopak, kiedy w pewnym momencie oddalił się od zbiornika, usłyszał krzyki i odgłos wpadania do wody. Gdy dobiegł nad zbiornik, znalazł tylko rowery; dzieci nie było. Żródło info i foto: RMF.fm

Nastolatkowie wpadli do rzeki. Trwa akcja poszukiwawcza

Trwają poszukiwania pary nastolatków, którzy wpadli do rzeki – czytamy na TOK.fm
Płetwonurkowie, policjanci i helikopter z kamerą termowizyjną szukają pary nastolatków, którzy wczoraj wieczorem wpadli do rzeki w Broszkowicach k. Oświęcimia.
Para nastolatków wybrała się na spacer nad rzekę Sołę. Około godz. 23 17-letnia dziewczyna poślizgnęła się przechodząc przez betonowy element progu wodnego i wpadła do wody. Na pomoc ruszył jej kolega, który próbując wyciągnąć dziewczynę sam stracił równowagę i wpadał do rzeki.
Akcja ratownicza, w której brali udział policjanci strażacy i płetwonurkowie została przerwana o godz. 2 w nocy. Poszukiwania wznowiono o 9 rano. W akcji pomaga policyjny helikopter z kamerą termowizyjną.
Żródło info: TOK.fm