36-letni Krzysztof S. odpowie za okrutne zabójstwo

Tragiczny finał nieodwzajemnionej miłości. Krzysztof S. (36 l.) z Dąbrówki (woj. kujawsko-pomorskie) nie mógł znieść, że dziewczyna jego marzeń wybrała innego. Zaplanował więc straszliwą zemstę na rywalu. Najpierw zapłacił bandytom, aby go pobili, a potem poderżnął nieszczęśnikowi gardło przed jego domem.

Artur C. (†32 l.) chciał ułożyć sobie życie z Mileną M. (20 l.). Oboje się kochali. Na drodze ich szczęścia stanął jednak Krzysztof S., który zadurzył się w Milenie. Nie rozumiał, dlaczego dziewczyna odrzuca jego zaloty. Nie mógł znieść, że woli innego. Dlatego postanowił pozbyć się rywala.

Ukochanemu Mileny ktoś ukradł tablice rejestracyjne. Artur zamieścił więc w internecie ogłoszenie z prośbą o pomoc w ich odnalezieniu. Krzysztof postanowił wykorzystać okazję.

Wynajął sześciu bandziorów, którym zapłacił podobno 120 tys. zł. Zwabił Artura do lasu, gdzie bandyci dotkliwie go pobili. To jednak nie wystarczyło oszalałemu z chorej miłości Krzysztofowi. Finał tragedii rozegrał się w sobotę, kiedy odtrącony amant przyszedł pod dom Artura, wsiadł z nim do samochodu i kilkakrotnie dźgnął go nożem. Potem poderżnął mu gardło.

Morderca został zatrzymany i usłyszał już zarzuty. Za podżeganie do zbrodni i zabójstwo grozi mu dożywocie.

Milena, która straciła ukochanego, nie może uwierzyć w to, co się stało. Na swoim profilu w internecie zamieściła poruszający wpis, zapewniając, że zawsze będzie kochała Artura.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Seria pobić sędziów w najniższych ligach piłkarskich

– Pobicie to bandytyzm, który powinien być karany przez państwo. Apeluję, by sędziowie zgłaszali nawet drobne akty przemocy. Pomóc mogłoby uznanie sędziego funkcjonariuszem publicznym. Surowe kary odstraszyłyby tchórzy – opowiada Szymon Marciniak.

Skandaliczną sprawę pobicia młodego sędziego piłkarskiego opisaliśmy w poniedziałek na łamach WP SportoweFakty. Do zdarzenia doszło w Jarosławsku (powiat Choszczno) podczas meczu klasy B: Pomorzanka Jarosławsko – Zorza II Dobrzany. Podczas amatorskiego grania na najniższym poziomie ligowym w naszym kraju 17-letni, dopiero stawiający pierwsze kroki w sędziowskim fachu arbiter Szymon Pawłowski został uderzony głową w twarz przez jednego z gospodarzy. Inny gracz zespołu z Jarosławska chwilę później opluł arbitra.

Wszystko działo się w końcówce meczu. Sędzia na sekundy przed ostatnim gwizdkiem ukarał miejscowego zawodnika żółtą kartką za wulgarne zachowanie. A ten, w odwecie, rozpędził się i z pełnym impetem uderzył głową arbitra w twarz. Sędzia padł zamroczony na murawę. Sprawa trafiła do prokuratury. Z naszych informacji wynika, że 17-latek ma złamany nos.

W ostatnich miesiącach o podobnych zdarzeniach informowaliśmy już wielokrotnie. Nie ma weekendu z piłkarskimi rozgrywkami, w którym nie dochodzi do bardziej bądź mniej poważnych incydentów. W ostatnich dniach nagromadzenie tak skandalicznych zdarzeń było jednak wyjątkowe, w najniższych klasach rozgrywkowych pobitych zostało co najmniej kilku sędziów. Solidarność z kolegami z niższych klas rozgrywkowych wyraził Szymon Marciniak, aktualnie najlepszy polski arbiter, regularnie prowadzący mecze na poziomie Ligi Mistrzów.

– Przemoc jest absolutnie niedopuszczalna i nie mam tu na myśli tylko przemocy fizycznej. Pobicie to bandytyzm, który powinien być karany przez państwo. W tym aspekcie mogłoby pomóc uznanie sędziego piłkarskiego za funkcjonariusza publicznego. To rozwiązania stosowane już na świecie, chociażby we Francji. Surowe kary na pewno odstraszyłyby tchórzy. Nie waham się tak nazwać tych ludzi. Uderzenie młodego człowieka, dopiero uczącego się sędziowania, nie potrafiącego i nie mogącego się bronić to tchórzostwo! – mówi nam Marciniak. I za naszym pośrednictwem przekazuje swoim kolegom ważne słowa.

– Apeluję do sędziów, by zgłaszali wszystkie, nawet drobne przypadki przemocy. Oraz by wydziały dyscypliny lokalnych związków surowo traktowały agresorów – dodaje najlepszy polski sędzia. Słowa Marciniaka nie biorą się znikąd. Dotychczas bardzo często zdarzało się, że przerażeni, młodzi sędziowie, którzy doświadczyli na boisku przemocy, zastraszeni nie zgłaszali sprawy ani przełożonym, ani policji. Znane są niestety także przypadki, w których agresorzy karani byli żenująco niskimi karami.

Według Marciniaka osobnym aspektem jest przemoc psychiczna. – Wyzwiska, szyderstwa, zastraszanie, a jest to na stadionach normą – czy o to chodzi w sporcie? Niech każdy zastanowi się, dlaczego gra w piłkę i jakie emocje powinien budzić sport. Jakie postawy i zachowania budować. Jaki przykład chcemy dawać młodzieży? Przyzwolenie na traktowanie młodych sędziów jako obiektu drwin i osób, na których można się wyżyć za wszystkie prawdziwe i urojone krzywdy, musi się skończyć! Rugby, sport który jest dużo bardziej kontaktowy, nie ma tego typu problemu. Może czas na analizę, z czego to wynika? – zauważa Marciniak.

Problem agresji wobec sędziów znany jest w środowisku od zawsze. W ostatnich latach przybrał jednak na sile. Do tego stopnia, że arbitrzy z najniższych lig utworzyli przy facebookowej stronie „Zawód-Sędzia” specjalną grupę wsparcia.

– Nasz kolega Paweł Aptowicz z Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej jest sędzią piłkarskim, ale prywatnie także prawnikiem. Zdeklarował pomoc wszystkim sędziom, którzy doznali agresji i przemocy na boisku. Jest w stanie pomóc poprzez przygotowanie odpowiednich dokumentów i skierowanie do odpowiednich organów. Z kolei my jako prowadzący stronę zapewniamy wsparcie mentalne i chcemy nagłaśniać pozytywną ideę – mówi nam Tomasz Szpunar, sędzia prowadzący mecze na piątym poziomie rozgrywkowym w Polsce.

Idea to pozytywna i szczytna, ale czas, by sprawą poważnie zainteresował się także Polski Związek Piłki Nożnej.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Olsztyn: 40-letni mężczyzna zaatakował dwie kobiety i 10-latka

W Olsztynie około 40-letni mężczyzna miał zaatakować dwie kobiety i 10-latka. Policja obserwuje okolice, w których doszło do zdarzeń, a tymczasem Olsztynianka, która miała styczność z mężczyzną półtora roku temu, dotarła do jego matki i dowiedziała się, że napastnik jest chory.

Serwis olsztyn.wm.pl informuje o agresywnym mężczyźnie, który od jakiegoś czasu „bez powodu bije ludzi po twarzach” i ucieka. Pierwszy atak miał mieć miejsce 14 stycznia, kiedy nieznany mężczyzna spoliczkował dwie kobiety. Następny – 25 stycznia, kiedy zaatakował dziesięciolatka. Jak relacjonuje matka chłopca, 10-latek i jego kolega szli w kierunku dyskontu, mężczyzna szedł przed nimi. Nagle odwrócił się, dwa razy powiedział „Ty tępa świnio” i uderzył chłopca, na tyle mocno, że rozciął mu wargę.

Zaatakowany zapamiętał, że napastnik był grubszym mężczyzną po czterdziestce i „miał coś z okiem” tj. „albo go nie miał, albo miał zszyte”.

Śledztwo Olsztynianki

Matka chłopca i inne poszkodowane osoby zaczęły się ze sobą kontaktować i niebawem odezwała się też kobieta, która twierdzi, że spotkała tego człowieka półtora roku temu. Mężczyzna miał wyglądać „jakby był wściekły”, szedł w jej stronę i wymachiwał torbą. Olsztynianka zrobiła mu zdjęcie i choć – „wkurzył się jeszcze bardziej” – to po chwili zniknął.

Kobieta złożyła zawiadomienie, ale ponieważ uznała, że działania policji nie przynoszą efektów, sama wszczęła śledztwo. Udało jej się zdobyć numer telefonu do matki napastnika, która miała powiedzieć, że syn jest chory na schizofrenię, a jeśli zaś chodzi o jego oko – ma tik nerwowy i wciąż je mruży.

Co zrobić z niebezpiecznym chorym?

Co na to policja? Obserwuje teren i czeka na sygnały. Jak wyjaśnił oficer prasowy olsztyńskiej policji, jeśli okaże się, że mężczyzna jest chory, lekarz uzna, że nie stwarza zagrożenia, a jednak przesłanki powiedzą co innego, prokurator ma kilka opcji. – Może wyznaczyć kuratora sądowego, który będzie nadzorował jego zachowanie. Może również przydzielić pracownika socjalnego, który też będzie sprawdzał, jak mu się żyje. Ostatecznie może skierować mężczyznę na badania psychiatryczne, na podstawie których będzie można przedsięwziąć kolejne kroki. Na przykład umieścić go w zakładzie zamkniętym – powiedział rzecznik.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Olsztyn: 48-latek bił żonę w obecności dzieci. Policjantka po służbie obezwładniła oprawcę

Zapłakana dziewczynka siedziała na klatce schodowej, bo w mieszkaniu ojciec bił jej mamę. Natychmiast zareagowała policjantka, która wracała po służbie do domu. Po szarpaninie obezwładniła agresywnego 48-latka. Decyzją sądu mężczyzna został tymczasowo aresztowany.

Policjantka Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie, wracając do domu po służbie, zauważyła na klatce schodowej zapłakaną dziewczynkę, która poprosiła ją o pomoc. Sytuacja miała miejsce 30 sierpnia. Jak relacjonowała sierżant sztabowa Katarzyna Folgiert, dziecko powiedziało, że ojciec będący pod wpływem alkoholu bije jej mamę, a dwóch braci dziewczynki wybiegło z mieszkania, czekając na przyjazd policji. Policjantka natychmiast powiadomiła oficera dyżurnego policji i ruszyła kobiecie na pomoc.

Uderzał w twarz i głowę

– Przedstawiłam się, powiedziałam, kim jestem. Poprosiłam mężczyznę, żeby się uspokoił, żeby usiadł i razem poczekamy na patrol policji – opowiadała w TVN24 Folgiert.

48-letni mężczyzna uspokoił się, ale tylko na chwilę. „W obecności policjantki zaczął ponownie szarpać i uderzać w głowę swoją małżonkę. W tej sytuacji nie pomogły już prośby słowne, policjantka musiała użyć siły fizycznej” – przekazała olsztyńska policja. „Doszło do poważnej szarpaniny, w której obie kobiety zostały ranne. Agresor uderzał obie w twarz i w głowę powodując chwilową utratę świadomości” – czytamy w komunikacie.

Jak dodano, po ataku agresji mężczyzna uciekł z mieszkania, ale policjantka nie dała za wygraną. Wstała z podłogi i ruszyła za agresywnym mężczyzną. Była tak zdeterminowana, że obezwładniła mężczyznę, używając siły fizycznej w postaci chwytów obezwładniających, a także duszenia – przekazała policja.

– Byłam po służbie, więc do dyspozycji miałam tylko i wyłącznie siłę fizyczną. Można powiedzieć: gołe ręce. Ale ponieważ na co dzień spotykam się z takimi interwencjami, już kilka lat pracuję w wydziale interwencyjnym, więc obezwładniłam go za pomocą chwytów i duszenia – wyjaśniła sierżant sztabowa. Okazało się, że podczas awantury domowej w mieszkaniu znajdowało się troje dzieci w wieku od około 8 do 12 lat. Czwarte, najmłodsze dziecko, przebywało w przedszkolu.

Trafił do aresztu

48-letni mężczyzna został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Według ustaleń policji do podobnych sytuacji z jego udziałem dochodziło już wcześniej. Poszkodowana żona złożyła zawiadomienie.

Mężczyzna usłyszał trzy zarzuty: znęcania się nad rodziną, stosowania gróźb karalnych oraz naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego. 
Na wniosek policji sąd wobec 48-latka zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu. Jak przekazał reporter TVN24, policjantka została nagrodzona przez swoich przełożonych za skuteczną interwencję.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Piaseczno: Zatrzymana pobiła partnera tłuczkiem do mięsa. Bo zamknął drzwi do mieszkania

34-letnia mieszkanka Piaseczna pod Warszawą dotkliwie pobiła swojego konkubenta – informuje policja. Po zatrzymaniu kobiety przez funkcjonariuszy okazało się, że była ona wcześniej poszukiwana do odbycia kary więzienia. Do zdarzenia doszło we wtorek w późnych godzinach nocnych. Jak dowiedział się portal onet.pl, wracając do domu kobieta nie mogła wejść do mieszkania, bo drzwi były zamknięte, a ona nie miała klucza. Zdenerwowało ją to i kiedy drzwi otworzył partner, zaatakowała go pięściami, a później tłuczkiem do mięsa.

– Otrzymaliśmy zgłoszenie o awanturze domowej. Na miejscu zastaliśmy pobitego mężczyznę, który wskazał, kto dokonał pobicia – powiedział polsatnews.pl kom. Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie.

Pobity zgłosił się do placówki medycznej, gdzie opatrzono mu obrażenia. Najprawdopodobniej nie był to pierwszy raz, kiedy został pobity przez partnerkę.

Skazana za znęcanie się

Po kilku godzinach na głównym skrzyżowaniu w Piasecznie funkcjonariusze zatrzymali podejrzewaną o pobicie kobietę.

Podczas sprawdzania jej danych w policyjnym systemie informacyjnym okazało się, że 34-latka jest poszukiwana do odbycia 15 miesięcznej kary pozbawienia wolności. – Kobieta była wcześniej notowana za znęcanie się nad bliskimi i za zniszczenie mienia – powiedział oficer prasowy.

Jeszcze w środę kobieta została przewieziona do jednego z zakładów karnych. Kobiecie może grozić nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Neapol: Manifestacja przeciw przemocy gangów młodzieżowych

Ponad 2 tys. osób przeszły w środę ulicami Neapolu, protestując przeciwko eskalacji przemocy ze strony młodzieżowych gangów.

– Nie możemy być dalej bezradni wobec gangów, które terroryzują całe miasto – mówili manifestanci. Dominowali wśród nich młodzi ludzie, w tym bliscy i koledzy ofiar pobić i napaści. Demonstrację zorganizowano w reakcji na najnowszy akt przemocy – ciężkie pobicie 15-letniego chłopca przez jedną z młodzieżowych band.

Uczniowie z „trudnej” neapolitańskiej dzielnicy Scampia, owianej złą sławą kolebki mafijnej przestępczości, podkreślali w rozmowach z dziennikarzami, że nie wystarczy nawet obecność wojska na ulicach. – Na miejscu potrzebne są też instytucje państwa – zauważyli.

Przypomina się, że z gangów tych wywodzi się wielu mafiosów tamtejszej mafii, kamorry.

Przypadkowi przechodnie atakowani

W przeddzień manifestacji szef włoskiego MSW Marco Minniti zapowiedział wysłanie do Neapolu kolejnych 100 funkcjonariuszy sił porządkowych. W czasie wtorkowej wizyty w tym mieście Minniti oświadczył, że gangi nieletnich „stosują metody o charakterze terrorystycznym”, atakując przypadkowych ludzi.

Na łamach włoskiej prasy przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości oceniają, że negatywny wpływ na młodzież mają również seriale na temat mafii, na przykład kolejne ekranizacje głośnej książki „Gomorra” Roberto Saviano. Jak twierdzą, w przeciwieństwie do książki analizującej zjawisko mafii, na ekranie dominują wzorce wręcz podżegające do przemocy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Atak na policjantów we Wrocławiu

Dwaj wrocławscy policjanci zostali zaatakowani podczas nocy sylwestrowej przez grupę mężczyzn. Jeden z funkcjonariuszy trafił do szpitala. Napastników nie udało się jeszcze zatrzymać.

Policjanci zostali poturbowani przed północą na ul. Traugutta, niedaleko komisariatu Wrocław Rakowiec. Mundurowi zwrócili uwagę na dwóch mężczyzn, którzy odpalali racę zbyt blisko zaparkowanych samochodów. Funkcjonariusze chcieli im zwrócić uwagę na niebezpieczne zachowanie i wylegitymować.

Odpalający fajerwerki zaczęli jednak uciekać. Dwaj policjanci ruszyli w pościg i wtedy zostali zaatakowani przez grupę innych mężczyzn. Do napadu doszło w bramie kamienicy. Sprawcy uciekli, a mundurowi wezwali pomoc. Jednego z poturbowanych trzeba było przewieźć do szpitala.
Źródło info i foto: wp.pl

Wielka Brytania: Polscy neonaziści skazani za pobicia i malowanie swastyk

Sąd w Liverpoolu skazał trzech Polaków na kary bezwzględnego więzienia, czwartemu dał wyrok w zawieszeniu. W zeszłym roku mężczyźni zaatakowali uczestników antyfaszystowskiej manifestacji.

31-letni Marcin R.,36-letni Paweł S., 28-letni Łukasz P. i 33-letni Michał N. 27 lutego 2016 roku na Lime Street w Liverpoolu zaatakowali uczestników antyfaszystowskiej kontrmanifestacji. Ciężko ranili kilka osób, m.in. policjanta, który został pobity do utraty przytomności, kobietę, która do końca życia będzie miała blizny na twarzy oraz mężczyznę, któremu złamali nos.

Koktajle Mołotowa i kamienie

Polacy jako grupa Polish Hooligans przyjechali tego dnia na antyimigrancką manifestację. Jednocześnie w Liverpoolu odbywała się antyfaszystowska kontrmanifestacja. Polacy dołączyli do neonazistowskiej bojówki North West Infidels, która w pewnym momencie zaatakowała kontrmanifestantów.

W trakcie manifestacji Polacy machali neonazistowskimi flagami i unosili ręce w nazistowskim pozdrowieniu. W końcu zaczęli napierać na uczestników kontrmanifestacji. Rzucali kamieniami i koktajlami Mołotowa, co policja potwierdziła dzięki nagraniom z monitoringu. Neonaziści spowodowali szkody na 25 tys. funtów: namalowali swastyki na ścianach St George’s Hall, zdemolowali pomnik oraz wejście do jednego z pobliskich budynków.

Posiedzą za kratkami

Marcin R., przez sąd wskazany jako dowódca grupy Polish Hooligans, był wcześniej karany za handel heroiną i kokainą. W takcie procesu mężczyźni przyznali się do winy. Marcin R. został skazany na 23 miesiące więzienia, Paweł S. oraz Łukasz P. na 20 miesięcy, zaś Michał N. usłyszał wyrok 20 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata. Wszyscy dostali pięcioletni zakaz wjazdu do Liverpoolu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policjanci pobili wolontariuszkę w Szczecinie?

Policja i prokuratura prowadzą postępowania dot. interwencji policji wobec wolontariuszki z Komitetu „Ratujmy Kobiety”, która przechodziła przez ulicę na czerwonym świetle – podała w piątek Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie. Według kobiety, została ona pobita przez funkcjonariuszy.

Jak informuje policja, w Komisariacie Szczecin-Śródmieście toczy się postępowanie dotyczące „znieważenia funkcjonariuszy, zmuszania przemocą do zaniechania prawnej czynności, jaką jest zatrzymanie oraz naruszenie nietykalności cielesnej policjanta”; równolegle toczy się postępowanie dotyczące wykroczenia w ruchu drogowym.

Policja informuje również, że „w związku z doniesieniami medialnymi prokurator Prokuratury Rejonowej Szczecin – Śródmieście wszczął postępowanie z art. 231 k.k. (nadużycia uprawnień przez funkcjonariuszy – PAP), jednak do dnia dzisiejszego kobieta ani jej pełnomocnik nie złożyli zawiadomienia w tej sprawie. Również sąd nie rozpoznał zażalenia na zatrzymanie złożone przez podejrzaną w tej sprawie” – pisze policja.

W środę w centrum Szczecina policyjny patrol zatrzymał Danutę Sobczak-Domańską, wolontariuszkę Komitetu „Ratujmy Kobiety”, która przechodziła przez pasy na czerwonym świetle. O przebiegu zdarzenia w komunikatach poinformował Komitet „Ratujmy Kobiety”, według którego zachowanie policji było spowodowane względami światopoglądowymi oraz Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie.

Relacja wolontariuszki

Według relacji działaczki, gdy wyciągnęła telefon, aby nagrać moment zatrzymania, policjanci mieli szarpać ją i wyzywać. Następnie została skuta kajdankami i przetransportowana do komendy. Podczas jazdy radiowozem miała być dwukrotnie uderzona kajdankami w głowę.

„Na komisariacie, prawdopodobnie w wyniku urazu głowy, kilkukrotnie wymiotowała, miała zawroty głowy. Nasza wolontariuszka skarżyła się również na ból m.in. głowy i barku. Miała obrażenia oka oraz spuchnięty nos” – można przeczytać w komunikacie przesłanym w piątek mediom przez Komitet „Ratujmy Kobiety”. Podkreślono w nim, że policjanci nie wezwali pogotowia, mimo że objawy wskazywały na wstrząśnienie mózgu. Pomocy medycznej udzielono po 3 godzinach od zdarzenia, po interwencji adwokata kobiety.

„Adwokat naszej wolontariuszki skarży się również, że nie miał możliwości kontaktu ze swoją klientką na osobności, do czego obydwoje mają prawo. Z początku policjanci tłumaczyli się brakiem warunków technicznych, ale okazało się, że na służbie nie ma żadnej kobiety, która mogłaby przeprowadzić przeszukanie pani Danuty” – napisano w komunikacie.

Zdaniem adwokata wolontariuszki Pawła Hałaczkiewicza „fakt pobicia Danuty Sobczak-Domańskiej przez funkcjonariusza, spowodowany względami światopoglądowymi, może skutkować jego odpowiedzialnością karną, a także dyscyplinarną”.

Z kolei według stanowiska Wojewódzkiej Komendy Policji w Szczecinie kobieta po zatrzymaniu przez funkcjonariuszy użyła wobec nich słów obelżywych. „Z uwagi na jej zachowanie policjanci przystąpili do legitymowana. Kobieta nie reagowała jednak na polecenia funkcjonariuszy, starała oddalić się z miejsca interwencji mimo wezwania do zachowania zgodnego z prawem. (…)

Funkcjonariusze złapali kobietę za ręce, celem udaremnienia jej ewentualnej ucieczki lub ponownego wbiegnięcia na pasy. W trakcie interwencji kobieta szarpała się z policjantami, kierując w stosunku do nich inwektywy” – można przeczytać w komunikacie umieszczonym na stronie internetowej zachodniopomorskiej komendy.

„Po wykonaniu dokumentacji zatrzymana złożyła zażalenie na zatrzymanie, w którym stwierdziła, że została pobita przez funkcjonariuszy. Do komisariatu przybył adwokat zatrzymanej. Kierownictwo jednostki skontaktowało się w związku z powyższym z prokuratorem rejonowym właściwym terenowo i poinformowało o zdarzeniu. Przetransportowano wymienioną do szpitala celem wykonania badań lekarskich” – relacjonuje policja.

„Kobieta została zwolniona do domu otrzymując równocześnie wezwanie do stawienia się w komisariacie, na które ostatecznie nie stawiła się” – podano.

Komitet „Ratujmy Kobiety” przypomina, że 1 września br. wystosował apel do Komendanta Głównego Policji, z wezwaniem do zapewnienia działaczom bezpieczeństwa podczas publicznej zbiórki podpisów pod projektem ustawy liberalizującej prawo aborcyjne. Działacze domagają się reakcji ze strony ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka oraz policji.
Źródło info i foto: interia.pl

Irlandczycy pobili kelnera w Krakowie

Grupa turystów z Irlandii pobiła kelnera i zdemolowała jedną z krakowskich restauracji – donosi „Gazeta Krakowska”. Powodem pobicia był zbyt wysoki rachunek. Do zdarzenia doszło kilka dni temu na krakowskim Rynku. Sześciu Irlandczyków nie chciało zapłacić rachunku opiewającego na 400 zł. Kiedy kelner zaczął się upominać o uregulowanie należności, mężczyźni dotkliwie go pobili i zniszczyli lokal.

Jak czytamy w „Gazecie Krakowskiej”, jeden z gości przyłożył kelnerowi do szyi szkło z rozbitej szklanki i groził pozbawieniem życia. Irlandczycy zostali już zatrzymani. Wszyscy byli pijani. Usłyszeli zarzuty pobicia, zniszczenia mienia oraz kierowania gróźb karalnych.
Źródło info i foto: interia.pl