Operator TVP Gdańsk pobity przed domem Ryszarda K.

W piątek po południu zostanie przesłuchany operator TVP Gdańsk pobity przed domem zatrzymanego przez CBA biznesmena Ryszarda K. Według TVP Info, operatora zaatakował syn K. Operator po uderzeniu upadł i został kopnięty, miał rozbitą głowę. Policja nie ma jeszcze formalnego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa w tej sprawie.

Jak powiedziała PAP w piątek oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Gdyni Jolanta Grunert, policja nie ma jeszcze formalnego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.

Na miejscu nie doszło do wylegitymowania w związku z tym, że sprawcy nie było. Sprawca na razie nie jest ustalony, bo świadkowie i poszkodowany w piątek po popołudniu zgłoszą się na komisariat i tam będą składać zeznania. W czwartek wieczorem na miejscu zdarzenia była przeprowadzona interwencja funkcjonariuszy – dodała w rozmowie z PAP Grunert.

Funkcjonariuszka powiedziała, że trwają w tej sprawie czynności, które pozwolą na szczegółowe ustalenia.

Będzie ściągany zapis z monitoringu. Informacje z naszej strony są okrojone, bo w czwartek była podjęta interwencja po zgłoszeniu na policję – tłumaczyła oficer prasowa gdyńskiej policji.

Do zdarzenia przed domem Ryszarda K. w Gdyni na Kamiennej Górze doszło w czwartek ok. godz. 20.

Od godz. 15 na Kamiennej Górze w Gdyni przed domem Ryszarda K. było kilkunastu dziennikarzy z różnych ogólnopolskich mediów. Przeszukanie CBA w domu biznesmena trwało kilka godz. O godz. 19.15 agenci wyprowadzili z domu Ryszarda K. i zawieźli do prokuratury.

Dziennikarze powoli zaczęli odjeżdżać spod domu biznesmena. Ok. godz. 20, 35-letniego operatora kamery TVP Gdańsk zaatakował, jak podaje TVP Info, syn Ryszarda K. Uderzył go w twarz i kopnął. Operator ma obrażenia głowy.

Jeśli już skończyliście to wypad – miał powiedzieć mężczyzna.

Operator po uderzeniu upadł i został kopnięty. Ma rozbitą głowę. Wezwaliśmy policję. Nasz operator jest na miejscu opatrywany przez lekarzy pogotowia. Ma trafić na badania do szpitala – opowiadała PAP dziennikarka TVP Gdańsk Małgorzata Rakowiec.

Biznesmen Ryszard K. i adwokat Roman Giertych zostali zatrzymani w czwartek przez CBA w związku ze sprawą wyprowadzenia ok. 92 mln zł z giełdowej spółki deweloperskiej – podała w czwartek prokuratura. Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Poznaniu prok. Anna Marszałek poinformowała, że funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali na polecenie prokuratury grupę osób zamieszanych w sprawę wyprowadzenia pieniędzy ze spółki. Wśród nich są byli członkowie zarządu firmy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowy Jork: Żydowski dziennikarz pobity na Brooklynie

Na nowojorskim Brooklynie społeczność ortodoksyjnych Żydów kontynuowała protesty przeciw restrykcjom narzuconym z powodu rozszerzenia pandemii. Tłum pobił politycznego reportera pisma „Jewish Insider”.

Atak na dziennikarza Jacoba Kornbluha odbił się szerokim echem w amerykańskich mediach. Jak informował dziennik „USA Today” powiedział on, że został „brutalnie zaatakowany, uderzony w głowę i kopnięty przez wściekły tłum złożony z setek członków społeczności”. Nazwano go „nazistą” i „Hitlerem”.

Według lokalnej telewizji NY1, zdaniem Kornbluha, zajście zainicjował aktywista Heshy Tischler, który nakazał ludziom zaatakować reportera. Tischler uważa, że wzrost liczby przypadków koronawirusa to mistyfikacja.

W chwili, gdy pan Tischler podszedł do mnie i przyszpilił mnie do ściany, bez maski, plując na mnie, poczułem, że (…) cała ciężka praca, którą włożyłem od marca, dla bezpieczeństwa mojego i mojej społeczność jest w tym momencie doszczętnie unicestwiona – zaznaczył Kornbluh.

Twittował później, że został „uratowany przez bohaterskich policjantów i kilku przywódców społeczności”, którzy wyciągnęli go z tłumu.

O zajściu pisał także m.in. „Washington Post”.

Byli to członkowie mojej własnej społeczności z nienawiścią w oczach, wskazujący na mnie palcem, nazywający mnie nazistą, mówiąc, że zasługuję na śmierć – przytoczył wypowiedź dziennikarza waszyngtoński dziennik.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Napad na Viki Gabor i jej ojca. Mężczyzna odniósł obrażenia

Policjanci z warszawskiego Mokotowa zatrzymali dwóch podejrzanych o usiłowanie rozboju na 49-letnim mężczyźnie oraz jego córce – powiedział rzecznik mokotowskiej policji podkom. Robert Koniuszy. W zdarzeniu pokrzywdzonym został ojciec znanej nastoletniej piosenkarki Viki Gabor, która m.in. zwyciężyła w 17. konkursie piosenki Eurowizji dla Dzieci.

Do incydentu doszło na warszawskim Mokotowie w piątek wieczorem. 13-letnia Wiktoria (Vika Gabor) razem z ojcem Dariuszem i matką Eweliną wybrali się do jednego ze sklepów przy ul. Konstruktorskiej. Do sklepu wszedł tylko ojciec nastoletniej piosenkarki. Natomiast Viki miała zostać z mamą przed budynkiem.

W tym samym momencie przed sklepem stała grupka mężczyzn, wśród których był Kamil T. (17 l.) i o rok starszy Dominik P. Młodzi mężczyźni na widok 13-letniej piosenkarki użyli wobec niej wulgaryzmów, kazali jej oddać pieniądze.

Gdy piosenkarka z matką odeszły na bok, ze sklepu wyszedł ojciec 13-latki i zwrócił uwagę agresorom. Ci rzucili się na 49-latka, powalili go na ziemię i zaczęli kopać. Całe zdarzenie zauważył pracownik ochrony, który pobiegł pomóc bitemu mężczyźnie. Ochroniarz o zdarzeniu poinformował też policję. Kamil T. i Dominik P. zdążyli uciec.

Jak przekazał rzecznik mokotowskiej policji podkom. Robert Koniuszy, policjanci pojawili się na miejscu kilka minut po zgłoszeniu. – Ustalili okoliczności zajścia oraz rysopisy podejrzanych – powiedział policjant.

– Pobitemu mężczyźnie została udzielona pomoc medyczna przez ratowników medycznych. Nie wymagał on hospitalizacji – dodał. Rzecznik wskazał, że po kilku minutach funkcjonariusze zatrzymali 17-latka oraz jego o rok starszego wspólnika. – Obaj byli pod działaniem alkoholu – poinformował.

– Rozpoznani przez pokrzywdzonego napastnicy trafili do policyjnych cel. Obaj usłyszeli zarzuty usiłowania rozboju. Prokurator zastosował wobec nich środki zapobiegawcze w postaci policyjnego dozoru oraz zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego oraz jego rodziny – podkreślił.
Źródło info i foto: TVP.info

Prezes Związku Polaków na Białorusi dotkliwie pobity

Od niedzieli na Białorusi trwają protesty po zwycięstwie Aleksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich. Demonstranci są brutalnie pacyfikowanymi przez służby bezpieczeństwa. Wśród osób pobitych przez oddziały OMON-u są również Białorusini polskiego pochodzenia, jak chociażby Aleksander Jarmoszuk, prezes oddziału Związku Polaków na Białorusi w Kobryniu. – Został dotkliwie pobity, ma wybite zęby – relacjonuje w rozmowie z Fakt24 Andżelika Borys, szefowa ZPB.

– Pan prezes został brutalnie pobity, ma wybite zęby. Trafił do szpitala, na szczęście jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – relacjonuje w rozmowie z nami prezes Związku Polaków na Białorusi, Andżelika Borys.

Brutalne pobicia na Białorusi

9 sierpnia na Białorusi miały miejsce wybory prezydenckie. Według oficjalnych danych, podanych przez CKW, wygrał je po raz kolejny Aleksander Łukaszenka, zdobywając ponad 80 proc. poparcie. Jego konkurentka, Swietłana Cichanouska miała zdobyć 10,09 proc. poparcia. Zdaniem wielu obserwatorów, wybory na Białorusi zostały sfałszowane. Ich wynik oburzył również mieszkańców kraju, którzy wyszli na ulicę. Doszło do starć z milicją i oddziałami OMON-u m.in. w Grodnie, Mińsku czy Brześciu.

Wśród osób, które zostały pobite przez służby jest m.in. Jan Roman, współautor nadawanych przez Biełsat i TVP Polonia programów historycznych. Dziennikarz stracił cztery zęby, ma złamany nos i kość policzkową. Obecnie przebywa w szpitalu.

– Codziennie tysiące osób jest zatrzymywanych, dziś po dwóch dniach dostałam wiadomość od koleżanki, która prowadzi salon kosmetycznych. Jak się okazało, była w areszcie. Skala tych zatrzymań i pacyfikacji jest szeroka – dodaje Andżelika Borys.

Dwaj Polacy już opuścili areszt

W czwartek areszt opuściło dwóch obywateli Polski, którzy zostali zatrzymani podczas protestów w Mińsku. Mężczyźni zostali ukarani grzywnami za udział w nielegalnym zgromadzeniu.

– Dwaj poszukiwani przez nas mężczyźni, obywatele polscy, zostali skazani w procesie administracyjnym na kary grzywny w wysokości 600 rubli białoruskich (ok. 900 zł) i 800 rubli białoruskich (ok. 1200 zł) – poinformował PAP rozmówca w wydziale konsularnym, który od wtorku podejmuje działania na rzecz uwolnienia obywateli RP.

Wiadomo, że jeden z mężczyzn przyjechał na Białorusi w odwiedziny do swojej dziewczyny. Drugi jest fotografem freelancerem. Polscy dyplomaci nadal podejmują wysiłki w celu potwierdzenia miejsca przebywania dwóch innych zatrzymanych obywateli RP.

7 tysięcy osób zatrzymanych, areszty przepełnione

W związku z zatrzymaniem na Białorusi w ciągu ostatnich dni blisko 7 tys. ludzi, areszty są przepełnione. Wsparcia prawnego udzielają aktywiści centrum praw człowieka Wiasna, a także wolontariusze, którzy w aresztach ręcznie spisują listy zatrzymanych, a następnie umieszczają je w internecie. Bliscy zatrzymanych koordynują swoje poszukiwania za pomocą komunikatorów i portali społecznościowych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Polski dziennikarz pobity pod komisariatem w Grodnie. Trafił do szpitala

– Dziennikarz Jan Roman, który jest współpracownikiem TV Polonia, został w poniedziałek pobity pod komisariatem w Grodnie i przebywa obecnie w szpitalu – powiedział we wtorek działacz Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut.

– Wczoraj mieli wypuścić z aresztu jego aresztowanych kolegów dziennikarzy. Przyszedł pod komisariat, żeby ich spotkać, tylko i wyłącznie. Nagle podjechał samochód wojskowy Hummer, z którego wyskoczył specnaz i zaczął wszystkich pałować – relacjonował Poczobut.

Roman, który nie był jedynym czekającym przed aresztem, „został kopnięty butem w twarz i wybito mu cztery przednie zęby” – powiedział Poczobut. Dodał, że Roman spędził noc w areszcie i we wtorek rano został skazany na karę grzywny, a obecnie przebywa w szpitalu. Zdjęcia pobitego dziennikarza pojawiły się w mediach społecznościowych.

Wybito mu zęby, dostał grzywnę

Telefon Romana nie odpowiada.

Wcześniej powiedział on niezależnemu Związkowi Dziennikarzy Białoruskich (BAŻ), że był pod aresztem w grupie około 100-150 osób, gdy ok. godz. 17 w poniedziałek do zgromadzonych wyszedł zastępca komendanta dzielnicowej milicji i uprzedził, że jest to wydarzenie nielegalne. W trakcie interwencji służb specjalnych nie tylko wybito mu zęby, ale też zbito okulary i leżącego uderzano pałkami.

Według BAŻ dostał grzywnę wysokości 382 rubli białoruskich (680 zł).
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Skatowali i porzucili w lesie 34-latka. 19-latce i jej partnerowi grozi do 8 lat więzienia

Cztery dni spędził w lesie pobity do nieprzytomności 34-latek z Suchej Beskidzkiej. Jak się okazało w ten sposób „policzyła” się z nim jego była dziewczyna i jej nowy partner. Teraz grozi im do ośmiu lat więzienia. 19-latce nie podobało się, że jej były chłopak nadal ją adoruje. Postanowiła więc ze swoim nowym 17-letnim partnerem dać mu nauczkę.

Nastolatkowie zwabili 34-latka w umówione wcześniej miejsce. Tam uderzyli go kilka razy drewnianym kijem w głowę. Nieprzytomnego mężczyznę była dziewczyna z nowym chłopakiem zaciągnęli do lasu w rejonie Makowa Podhalańskiego.

Zaniepokojona zniknięciem 34-latka rodzina po kilku dnia zawiadomiła policję. Przy jednym z drzew znaleźli półprzytomnego mężczyznę. Jego stan okazał się na tyle poważny, że został przewieziony do specjalistycznego szpitala w Krakowie. Prawdopodobnie nigdy nie wróci w pełni do zdrowia.

Policjanci już po kilku dniach złapali młodych sprawców pobicia. Sad aresztował ich na trzy miesiące.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjant z Komendy Powiatowej Policji w Żurominie z zarzutem pobicia

Zarzut pobicia usłyszał policjant z Komendy Powiatowej Policji w Żurominie na Mazowszu – dowiedział się reporter RMF FM. Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Mławie. Funkcjonariusz nie przyznał się do zarzutów. Złożył też wyjaśnienia, które będą teraz weryfikowane.

Śledczy nie ujawniają szczegółów. Wiadomo natomiast, że w tym pobiciu uczestniczył jeszcze jeden napastnik. Osoba poszkodowana, którą kopano i uderzano pięściami, nie ma poważniejszych obrażeń. To zdarzenie – jak dodaje prokuratura – miało podłoże obyczajowe i nie ma związku z pełnieniem przez policjanta służby. Zostało też zarejestrowane przez kamery miejskiego monitoringu.

Do tej pory udało się też przesłuchać świadków pobicia. Szefostwo policji wszczęło wobec funkcjonariusza wewnętrzne postępowanie. Zapadła też decyzja o zawieszeniu policjanta.
Źródło info i foto: interia.pl

Ruszył proces 27-letniego Patryka K. 50 razy uderzył ekspedientkę w głowę

Wszedł jakby nic do sklepu i zaczął okładać kamieniem bezbronną sprzedawczynię. Zmasakrowana kobieta osunęła się na podłogę, a wtedy bandzior ruszył do sklepowej kasy po pieniądze. Patryk K. (27 l.) został właśnie skazany na 15 lat więzienia.

Dramat rozegrał się w maju 2019 roku. Wiecznie będący bez pieniędzy Patryk K., postanowił obrabować osiedlowy spożywczak. Aby obezwładnić Urszulę D., zmasakrował ją kamieniem. Bił przede wszystkim po głowie. Ostatecznie celu nie osiągnął, bo nie udało mu się otworzyć sklepowej kasy. Uciekł, ale szybko został schwytany. Jego ofiara przeżyła, ale jest dziś kłębkiem nerwów.

– Nie jest w stanie podjąć pracy. Boi się bez opieki wyjść z domu – uzasadniał wyrok sędzia Michał Ziemniewski. I wlepił bandziorowi 15 lat. Poznański sąd uznał, że bandyta musiał wiedzieć, że uderzając ekspedientkę co najmniej 50 razy w głowę, mógł ją zabić.

– Tylko i wyłącznie taki wyrok mógł zapaść. Nie jest to ani wygórowana, ani zbyt łagodna kara. Wina Patryka K. ponad wszelką wątpliwość została udowodniona. Sąd nie ma wątpliwości, że działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia – argumentował s. Ziemniewski, podkreślając, że skazany odpowiednio wcześniej planował swój atak.

– Tego dnia cztery razy był w sklepie. Przemyślał swoje zachowanie, nie podjął decyzji w ostatniej chwili – wyjaśniał sędzia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zmarła wójt gminy Zgierz. Kobieta została ciężko pobita przez syna

Zmarła Barbara Kaczmarek, wójt gminy Zgierz. W sobotę (22 stycznia) w krytycznym stanie trafiła do szpitala. Informację o śmierci kobiety podał prezydent miasta Zgierza. – Na zawsze w naszej pamięci- informację o śmierci wójt gminy Zgierz podał w poniedziałek (24 lutego) Przemysław Staniszewski, prezydent Zgierza.

Wyrazy współczucia najbliższym złożyła posłanka Agnieszka Hanajczyk:

Syn usłyszał zarzuty

Do dramatu doszło w nocy z 21 na 22 lutego. Syn wójt gminy Zgierz wezwał pogotowie. Twierdził, że kiedy wrócił do domu, Barbara Kaczmarek leżała w łóżku nieprzytomna. Zaczął więc ją reanimować. Ratownikom udało się przywrócić kobietę do życia, ale jej stan był bardzo ciężki. Jak się szybko okazało medycy określili, że obrażenia są skutkiem pobicia, a nie np. nieszczęśliwego wypadku. Potwierdzili to biegli. W domu zabezpieczono liczne ślady krwi. Krzysztof K. został zatrzymany.

Kiedy jego matka w stanie krytycznym leżała w szpitalu on był przesłuchiwany przez policję i prokuraturę pod zarzutem spowodowania uszczerbku na zdrowiu i choroby realnie zagrażającej jej życiu. Za to groziło mężczyźnie do 15 lat więzienia.

Sąd na wniosek prokuratury aresztował go na trzy miesiące. Zatrzymany nie przyznał się do winy. Teraz, po sekcji zwłok, śledczy podejmą decyzję do do zmiany zarzutów. Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym grozi już nawet kara dożywotniego więzienia!
Źródło info i foto: Fakt.pl

34-letni Polak pobity i dźgnięty nożem w holenderskim Roosendaal

W holenderskiej miejscowości Roosendaal doszło do bójki między dwoma mężczyznami, poszło o pokój. Jeden z nich z ranami kłutymi trafił do szpitala. Policjant podczas patrolu ulicami Roosendall na południu Holandii został zaalarmowany przez ludzi, że w jednym z domów doszło do awantury. Funkcjonariusz po chwili napotkał na ulicy mężczyznę, który utrzymywał, że został pobity przez kilka osób, a co więcej – został dźgnięty nożem.

Na miejsce wezwano ambulans, ranny trafił do szpitala. Jeszcze w trakcie udzielania mu pomocy, 34-latek wyjawił, kto, jego zdaniem, mógł zadać mu ciosy nożem. Policjanci we wskazanym mieszkaniu zobaczyli m.in. ślady krwi na ścianach i zatrzymali tam 20-latka, wskazanego przez rannego.

Awantura o pokój w Holandii. 34-letni Polak ranny

Holenderska policja opisuje, jak według poszkodowanego, doszło do całej awantury. 34-latek na kilka dni wyjechał do Polski w związku z pogrzebem, a gdy wrócił do mieszkania w Roosendaal, w swoim pokoju zastał „nowego” lokatora. Doszło do kłótni między nim, a innymi mieszkańcami. Wtedy zaczęto go bić, a jeden z mężczyzn w lokum wyciągnął nóż i dźgnął go kilka razy.

Policja obecnie ustala wszystkie szczegóły zajścia. Holenderskie służby nie wskazały narodowości pozostałych uczestników zajścia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl