Ciało mężczyzny znalezione w toalecie pociągu

Ciało mężczyzny zostało znalezione w ubikacji pociągu relacji Warszawa-Hel. Skład został zatrzymany we Władysławowie. Śledczy ustalają tożsamość i przyczyny śmierci pasażera. Nieoficjalnie jechał nad morze z inną osobą. Jak podało Polskie Radio Koszalin, zwłoki odnalazła jedna z podróżnych w składzie jadącym ze stolicy na Hel. Po makabrycznym odkryciu pociąg został zatrzymany we Władysławowie, gdzie odczepiono wagon z ciałem mężczyzny.

– Pracują w nim policjanci, prokurator i lekarz sądowy – poinformował asp. sztab. Janusz Mandziuk z policji w Pucku, cytowany przez Polskie Radio Koszalin. Ze wstępnych ustaleń wynika, że denat miał około 30-35 lat.

Nieoficjalnie wiadomo, że jechał na wakacje z inną osobą. – Niewykluczone, że mógł popełnić samobójstwo, ale na razie za wcześnie, żeby wykluczyć działanie osób trzecich – dodał aspirant Mandziuk. Wstrzymany ruch kolejowy pomiędzy Trójmiastem i Helem został wznowiony.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Niemcy: Imigrant miał zostać deportowany. Chwycił cudze dziecko i rzucił się pod pociąg

Pięcioletni chłopiec, stojący z rodziną na dworcu kolejowym w Wuppertal na zachodzie Niemiec, został chwycony przez 23 letniego imigranta, który rzucił się z nim pod pociąg. Obydwaj nie odnieśli poważnych obrażeń. Hindus miał zostać tego dnia deportowany. Do zdarzenia doszło w piątek 13 kwietnia. Maszynista kierujący pociągiem gwałtownie hamując starał się zatrzymać pojazd, lecz było już na to za późno. Pociąg przejechał nad mężczyzną i dzieckiem.

Obaj wyszli ze zdarzenia bez poważniejszych obrażeń. Świadkowie całej sytuacji schwytali napastnika i przekazali go w ręce policji. Jest to 23 letni Hindus, który starał się o azyl w Niemczech i był wcześniej znany organom ścigania. Tego dnia miał być deportowany. Niewykluczone, że chodziło o uniknięcie deportacji. Według policji imigrant nie podał motywów swojego postępowania. Trafił do szpitala psychiatrycznego, gdzie miał powiedzieć, że od jakiegoś czasu słyszy głosy.
Źródło info i foto: TVP.info

Francuska policja ostrzega przed zamachem terrorystycznym

Opierając się na analizie propagandy dżihadystycznej z ostatnich trzech miesięcy, służby wydały we wrześniu poufną notę ostrzegającą przed aktami sabotażu w celu wykolejenia pociągu.

„Z racji niedawnych zachęt propagandy dżihadystycznej do zaplanowania wykolejenie pociągu, szczególną uwagę należy skierować na pojawienie się informacji dotyczącej nieuprawnionego wejścia lub próby sabotażu na terenie obiektów związanych z ruchem pociągów” – napisano w siedmiostronicowej nocie dyrekcji generalnej policji, do której dostęp uzyskała redakcja gazety.

Inne nowe sposoby zamachów, do jakich zachęca ostatnio dżihadystyczna propaganda, to podpalenia lasów albo zatrucie żywności. Adeptów dżihadyzmu instruuje się, by ukrywali swoją radykalizację przed „niewiernymi” i w ten sposób zyskiwali ich zaufanie, potrzebne do przeprowadzenia zamachu. Policja zwraca uwagę, że apele te kierowane są do zamachowców, którzy działają jako tzw. samotne wilki, a nie w kilkuosobowych komórkach łatwiejszych do namierzenia przez służby bezpieczeństwa.

Dyrekcja generalna policji podkreśla w nocie, że analiza propagandy wskazuje, że „zagrożenie atakami we Francji pozostaje bardzo wysokie”.

Z dokumentu wynika, że poza siecią kolejową, szczególna czujność ma dotyczyć szkół i uczelni – nie tylko jako celów zamachów, ale jako potencjalne źródło substancji, które dżihadyści mogą ukraść w laboratoriach w celu skonstruowania ładunków wybuchowych.

Wśród celów najbardziej narażonych na ataki wymienia się też atrakcje turystyczne, jakimi są zabytki, zwłaszcza kościelne, które są „symbolem zachodniego sposobu życia”.

Wreszcie, policyjna nota przypomina o zagrożeniu, jakim pozostają zamachy, w których tłum ludzi jest atakowany z użyciem rozpędzonego samochodu. Zalecono, by wypożyczalnie pojazdów sprawdzały tożsamość wszystkich klientów, natychmiast zgłaszały policji każdorazowe niepokojące zachowanie i przypadki kradzieży.
Źródło info i foto: radioem.pl

Zmarła 17-latka zaatakowana przez nożownika w Szwajcarii

– Zmarła 17-letnia dziewczyna, druga ofiara napastnika, który przed ponad dwoma tygodniami w jadącym w Szwajcarii pociągu wzniecił pożar i rzucił się na pasażerów z nożem w ręku – poinformowała w środę policja kantonu Sankt Gallen.

Nastolatka zmarła w nocy z wtorku na środę w szpitalu na skutek odniesionych obrażeń – dodano. Agencja dpa przypomina, że według wcześniejszych doniesień mediów doznała ona ciężkich poparzeń. To druga ofiara śmiertelna ataku z 13 sierpnia; dzień po zamachu na skutek odniesionych ran zmarła 34-letnia kobieta. Nie żyje także sam sprawca. Sześć osób zostało rannych, gdy 27-letni Szwajcar podpalił łatwopalny płyn i zaatakował nożem pasażerów w wagonie pociągu w pobliżu stacji Salez w kantonie Sankt Gallen, między miastami Buchs a Sennwald przy granicy z Liechtensteinem.

Sześcioletnia dziewczynka, która została poważnie raniona, nadal przebywa w szpitalu – poinformował rzecznik prokuratury kantonu Sankt Gallen. Pozostali ranni wrócili już do domów. Sprawca ataku zmarł, zanim policja miała szansę go przesłuchać, jednak policja na razie nie znalazła przesłanek świadczących, że był to akt terroru lub przestępstwo motywowane politycznie.
Żródło info i foto: interia.pl

Szwajcaria: Kim był napastnik z pociągu?

Napastnik ze szwajcarskiego Salez, który wzniecił pożar w pociągu i ranił nożem kilka osób, był bohaterem skandalu w liceum – donosi dziennik „Basler Zeitung”. Nastoletni wówczas Simon S. miał grozić nauczycielce historii ze względu na jej lewicowe poglądy. Policja przeszukiwała wówczas jego dom, by sprawdzić, czy nie ma broni.

W sobotę po południu 27-letni Szwajcar wtargnął do pociągu na stacji kolejowej w Salez przy granicy z Liechtensteinem i rozlał łatwopalną ciecz, która – jak twierdzi policja – uległa samozapłonowi. Mężczyzna rzucił się także na pasażerów z nożem. W wyniku ataku rannych zostało sześć osób, w tym dziecko. 34-letnia ciężko ranna kobieta zmarła w niedzielę rano w szpitalu. Kilka godzin później zmarł także w wyniku poparzeń sam napastnik, policja nie zdążyła go przesłuchać. Na razie nie wiadomo, co było motywem napaści w pociągu.

Przeprowadził się do Liechtensteinu

Szwajcarski dziennik „Basler Zeitung” we wtorek pisze, że 27-latek zidentyfikowany przez media jako Simon S. pochodził z kantonu Schwyz w środkowej Szwajcarii, ale trzy lata temu wyprowadził się do Eschen w Liechtensteinie. Wynajmował parter w domu jednorodzinnym. Właścicielka budynku i jej synowie nie chcieli – jak twierdzi dziennik – rozmawiać z mediami. Dziennikarze spotkali się jednak z ekspedientką ze sklepu spożywczego. Kobieta opisuje Simona S. jako młodego, wychudzonego mężczyznę, który próbował ją podrywać, kiedy pojawił się w sklepie po raz pierwszy. Miał ją zapytać, czy ma chłopaka, ale kiedy odpowiedziała, że tak, dał jej spokój.

Inna ekspedientka twierdzi, że mężczyzna sprawiał komiczne wrażenie. Powiedziała, że niemal codziennie kupował to samo: mrożoną pizzę i napoje energetyczne.

Dostawca i student

„Basler Zeitung” pisze, że Simon S. pracował na pół etatu jako kierowca samochodu dostawczego. Jednocześnie studiował na Uniwersytecie w Buchs. Jego znajomy twierdził, że 27-latek był samotnikiem od dziecka, bo miał zeza, co sprawiało, że inne dzieci się z niego śmiały i gnębiły. Osoba ta twierdzi, że operacja nie była możliwa i wada wzroku była od lat ogromnym kompleksem mężczyzny. Znajomi twierdzą, że Simon S. od lat poszukiwał dziewczyny, ale wszystkie mu odmawiały.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Szwajcaria: Atak nożownika w pociągu. Ofiary z poparzeniami i ranami kłutymi

27-letni Szwajcar uzbrojony w nóż zaatakował w pociągu w kantonie St. Gallen na północnym wschodzie kraju. Mężczyzna wtargnął do wagonu, rozlał jakąś ciecz i ją podpalił, ranił kilkoro pasażerów nożem. Sześć osób z poparzeniami i ranami kłutymi trafiło do szpitala. Ranny jest także napastnik. Napastnik zaatakował ok. godz. 2.20 w pociągu relacji Buchs – Sennwald w mieście Salez na wschodzie kraju, w pobliżu granicy z Liechtensteinem. „Zgodnie z najnowszymi informacjami 27-letni Szwajcar wylał łatwopalną ciecz. Był także uzbrojony w co najmniej jeden nóż. Ciecz uległa podpaleniu” – poinformowała w komunikacie policja kantonu St. Gallen.

Wśród ofiar 27-latka są kobiety i mężczyźni w wieku od 17 do 50 lat oraz 6-letnie dziecko. Według policji napastnik również odniósł obrażenia. Śledztwo Ranni zostali przetransportowani do szpitali śmigłowcami i karetkami. Na miejsce ściągnięto duże oddziały policji z kantonu St. Gallen, strażaków, ekspertów ds. kolejnictwa – informuje szwajcarski dziennik „Tages Anzeiger”. Prokurator kantoru St. Gallen wszczął śledztwo. Stacja kolejowa w Salez, gdzie doszło do ataku, jest otoczona policyjnym kordonem. Uszkodzenia pociągu policja oszacowała na 100 tys. franków szwajcarskich.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Zamachowcy, którzy zaatakowali w Niemczech mieli instruktorów?

Zamachowiec, który zaatakował w pociągu pod Würzburgiem i bomber, który wysadził się w Ansbach mieli swoich instruktorów, którzy uczyli ich jak przeprowadzić zamachy. Niemieckie media donoszą, że z zamachowcy dostawali informacje z numerów telefonów zarejestrowanych w Arabii Saudyjskiej. Wśród nich były zalecenia dotyczące sposobu przeprowadzania ataków.

17-latek z Afganistanu, który zaatakował współpasażerów w pociągu pod Würzburgiem przed zamachem dostawał smsy od jednego z członków tzw. Państwa Islamskiego. Wiadomości były wysyłane z numeru telefonu zarejestrowanego w Arabii Saudyjskiej. Do ich treści dotarli dziennikarze „Der Spiegel”. Człowiek, z którym kontaktował się Afgańczyk, miał radzić mu, żeby do przeprowadzenia zamachu użył samochodu, którym mógłby wjechać w tłum ludzi. W podobny sposób zamachowiec z Nicei zabił 85 osób. Siedemnastolatek z Afganistanu miał odmówić swojemu instruktorowi. Stwierdził, że nie ma prawa jazdy, dlatego zaproponował, że zaatakuje w pociągu. Gdyby posłuchał rad swojego instruktora, w Niemczech mogłoby zginąć o wiele więcej osób.

Drugi zamachowiec, 27-letni Syryjczyk który zaatakował 24 lipca w niemieckiej miejscowości Ansbach, także kontaktował się z intruktorem, który pisał do niego z saudyjskiego numeru telefonu. Z wiadomości, które wysłano do niego przed zamachem wynikało, że przedstawiciel IS oczekiwał od niego, że nagra moment eksplozji i po wykonaniu zadania wyśle do niego wideo. Prawdopodobnie więc Syryjczyk, który wysadził się w Ansbach, nie planował popełnić samobójstwa, ale ładunek, który miał ze sobą, eksplodował za wcześnie.

Afgańczyk, który zaatakował w Würzburgu, zabił w pociągu cztery osoby, trzy kolejne ciężko ranił. Bomba, którą miał ze sobą 27-letni Syryjczyk, raniła 15 osób. Zamachowiec, który nie został wpuszczony na festiwal w Ansbach, wysadził się pod tamtejszą restauracją.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Atrapa bomby w pociągu

Podejrzany pakunek znaleziono we wtorek wieczorem w pociągu Intercity jadącym z Bremy do Oldenburga w Niemczech. „To była świetnie wykonana atrapa bomby” – poinformowała policja po sprawdzeniu pakunku w Hanowerze. Policja poszukuje mężczyzny, który zostawił ten pakunek w pociągu. Pasażerowie zwrócili mężczyźnie uwagę, gdy ten wstał i ruszył do wyjścia, że czegoś zapomniał zabrać.

– Mężczyzna nie zareagował, wysiadł z pociągu i uciekł – powiedziała rzeczniczka policja federalnej Sandra Perlebach. W Hanowerze do pociągu weszli policyjni saperzy, którzy zabrali podejrzaną paczkę.

Zagrożenie zamachem na stadionie

Ze względu na groźbę zamachu bombowego ze strony islamistów odwołano mecz piłkarski Niemcy – Holandia, który miał zostać rozegrany we wtorek wieczorem w Hanowerze. Na trybunach stadionu miała zasiąść kanclerz Angela Merkel, wicekanclerz Sigmar Gabriel i kilku ministrów koalicyjnego rządu. Mecz w Hanowerze, cztery dni po krwawych zamachach w Paryżu, miał być symbolicznym gestem przeciwko terroryzmowi. Minister spraw wewnętrznych Dolnej Saksonii Boris Pistorius powiedział, że dotąd nikt nie został zatrzymany. Nie znaleziono także żadnych ładunków wybuchowych. Hanower jest stolicą tego niemieckiego kraju związkowego.
Żródło info i foto: TVP.info

Dwaj islamiści planowali wykolejenie pociągu. Skazani na dożywocie

Dwaj mężczyźni, korzystając ze wsparcia Al-Kaidy, planowali wykolejenie pociągu pasażerskiego w Kanadzie. W środę zostali skazani w Toronto na kary dożywotniego więzienia. W przypadku jednego ze skazanych, obywatela Tunezji Chiheba Esseghaiera, są to dwie równoczesne kary dożywocia i jeszcze 18 lat pozbawienia wolności.

Dożywocie z nawiązką

Drugi ze skazanych, Palestyńczyk Raed Jaser, urodził się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale nie ma obywatelstwa tego kraju. Miał prawo stałego pobytu w Kanadzie. Został skazany na dożywocie i dodatkowo na 13 lat więzienia.

Mężczyźni planowali wykolejenie pociągu pasażerskiego na trasie Nowy Jork – Toronto, chcąc tym aktem terroru zmusić Stany Zjednoczone i Kanadę do wycofania wojsk z krajów muzułmańskich. Reuters pisze, że ważną rolę w procesie odegrał materiał dowodowy zebrany przez działającego pod przykryciem agenta FBI, który zaprzyjaźnił się z obu mężczyznami i nagrywał rozmowy na temat planów wykolejenia pociągu i innych działań, takich jak zamachy na przywódców politycznych.
Żródło info i foto: TVP.info

Zatrzymany pociąg z uchodźcami

Coraz gorsza staje się sytuacja uchodźców uwięzionych od wczoraj w pociągu na węgierskiej stacji Bicske. Ludzie są na skraju wytrzymałości. Nie mogą wyjść poza peron, który szczelnie obstawiła węgierska policja. Część uchodźców jest jeszcze w pociągu, do którego policja nikogo nie dopuszcza. Powiesili w oknach rozpaczliwe apele o pomoc: „Wolność”, „Tu są dzieci”, „Nie chcemy obozu”, „Pomóżcie nam”. Od czasu do czasu uderzają butelkami, i skandują „No camp, no camp”, czyli „Nie chcemy obozu”.

Ci, którym udało się wydostać z pociągu mówią, że sytuacja w nim jest co raz bardziej napięta. Zobacz, mnóstwo ludzi, wiele narodów, kobiety z mężczyznami. Ja myślę, że to nie jest dobre. Władze jak najszybciej powinny znaleźć jakieś rozwiązanie tego problemu. To możliwe, to przecież proste – Syryjczycy tutaj, a Irakijczycy tutaj – mówią naszemu reporterowi.

Uchodźcom powoli puszczają nerwy. Są coraz bardziej agresywni. Krzyczą, a niektórzy nawet plują na policjantów.

Chcemy połączyć się z naszymi rodzinami, które zostały w mieście Győr. Chcemy tam wrócić, ale oni nas tutaj trzymają – mówi jeden z syryjskich uchodźców. Dodaje, że nie chce jechać do obozu dla imigrantów. Tam jest 3, 4 , a nawet 6 tys. ludzi stłoczonych na małej powierzchni. Z jedną toaletą. Dadzą trochę chleba… To jest niehumanitarne. My nie potrzebujemy takiej pomocy. Mamy pieniądze i chcemy jechać dalej – dodaje. Celem uchodźców jest przedostanie się do Niemiec.

W Budapeszcie demonstracja poparcia dla uchodźców

Wczoraj wieczorem ok. 2-3 tys. ludzi uczestniczyło w centrum Budapesztu w demonstracji poparcia dla uchodźców i przeciwko planowanemu zaostrzeniu prawa w celu powstrzymania nielegalnej imigracji. Zebrani przeszli od dworca kolejowego Nyugati do Placu Kossutha w pobliżu parlamentu. Niektórzy mieli ze sobą transparenty z hasłem: „Nie w moim imieniu”.

Przedstawicielka organizacji Migration Aid, która udziela pomocy imigrantom, Zsuzsanna Zsohar oświadczyła w przemówieniu, że zebrani proszą parlament, by nie przyjmował „44 stron braku człowieczeństwa” i wycofał się z planów ustaw zaostrzających prawo. Zaapelowała, by Węgry w swej polityce migracyjnej wsparły system kwotowego przyjmowania imigrantów, proponowany przez UE. Węgierscy deputowani w przyszłym tygodniu mają głosować m.in. nad wysłaniem armii do kontroli granicznych i przepisami uznającymi nielegalne przekroczenie granicy za przestępstwo. Fidesz premiera Viktora Orbana chce także m.in. utworzenia specjalnych stref tranzytowych dla uchodźców.
Żródło info i foto: RMF24.pl