Noworodek zginął we wsi Osiny. Matce i córce grozi dożywocie

Noworodek zginął we wsi Osiny (między Kielcami a Radomiem). Dwóm kobietom z województwa świętokrzyskiego grozi dożywocie. Stanęły w środę przed Sądem Okręgowym w Kielcach, gdzie rozpoczął się proces. Podejrzane o zabójstwo to matka i babcia zamordowanego chłopca.

Po rozpoczęciu rozprawy sąd w Kielcach częściowo wyłączył jej jawność. Jak podaje „Wyborcza Kielce”, prosili o to obrońcy kobiet. Argumentowali to m.in. innymi „interesem prywatnym”.

Prokuratura oskarżyła 38-letnią Katarzynę K. o zabójstwo noworodka w wyniku motywacji „zasługującej na szczególne potępienie”. Matce kobiety, 59-letniej Małgorzacie B., przedstawiono zarzut współudziału w zbrodni w Osinach w województwie świętokrzyskim. W trakcie śledztwa kobiety nie przyznały się do popełnienia zarzucanego im czynu.

Do zdarzenia doszło w nocy z 15 na 16 stycznia w Osinach. Z ustaleń śledczych wynika, że 38-letnia Katarzyna K. urodziła w domu dziecko. Tuż po porodzie, przy pomocy swojej matki, zabiła noworodka.

„Bezpośrednio po porodzie umieściły go w wiadrze z nieczystościami, zanurzając w nim jego głowę, a następnie umieściły [niemowlę – red.] w worku foliowym” – powiedziała Agnieszka Ptak z Prokuratury Rejonowej w Starachowicach cytowana przez „Wyborczą Kielce”.
Źródło info i foto: o2.pl

Bydgoszcz: Agresywni pseudokibice zatrzymani. Zniszczyli 13 aut

Policjanci z bydgoskich Wyżyn zatrzymali cztery osoby podejrzane o uszkodzenie mienia. Mężczyźni zdewastowali 13 samochodów, przęsło ogrodzenia oraz pojemniki na śmieci. Przestępstwa te mają charakter chuligański. Do zdarzenia doszło w minioną sobotę wieczorem w pobliżu ulicy Śliwińskiego w Bydgoszczy. Wówczas dyżurny z bydgoskich Wyżyn otrzymał zgłoszenie o zakłócaniu spokoju przez grupę młodych osób. Na miejsce został skierowany patrol. Tam funkcjonariusze wylegitymowali trzy osoby.

W trakcie interwencji mundurowi usłyszeli od strony ulicy Bohaterów Westerplatte hałasy i odgłosy tłuczonego szkła. Funkcjonariusze poszli to sprawdzić. Przy „orliku” zauważyli grupę agresywnych osób, które krzyczały i próbowały wyłamać płot. Następnie grupa rozdzieliła się.

Mundurowi pobiegli za większą grupą, która szła w kierunku ulicy Śliwińskiego. Tam agresorzy zaczęli kopać i wyłamywać lusterka w zaparkowanych pojazdach. Na widok policjantów zaczęli uciekać przez teren zielony w stronę lasu, który prowadzi przez skarpę do ulicy Toruńskiej.

Po krótkim pieszym pościgu mundurowi zatrzymali dwóch agresywnych mężczyzn. Do pomocy przyjechały następne patrole. W trakcie sprawdzania okolicznych ulic, w ręce funkcjonariuszy wpadły kolejne dwie osoby.

– Wszystkie zatrzymane osoby miały emblematy jednego z bydgoskich klubów piłkarskich. 34, 28, 23 i 20-latek trafili do policyjnego aresztu. Pierwsze dwie zatrzymane osoby są doskonale znane bydgoskim policjantom. 34 i 28-latek są ściśle powiązani ze środowiskiem pseudokibiców jednego z bydgoskich klubów piłkarskich. Obaj notowani – mówi Przemysław Słomski z KWP w Bydgoszczy.

Dalej sprawą zajęli się śledczy z bydgoskich Wyżyn. Kryminalni ustalili, że sprawcy uszkodzili łącznie 13 pojazdów, a także płot oraz pojemniki na śmieci. Funkcjonariusze dotarli do prawie wszystkich pokrzywdzonych i przyjęli od nich zawiadomienia.
Źródło info i foto: se.pl

Policjanci rozbili kolejną dziuplę samochodową

Policjanci zlikwidowali na terenie powiatu krakowskiego dwie „dziuple” złodziei samochodów. Zatrzymano dwie osoby podejrzane o paserstwo. Grozi im po 5 lat więzienia. W ostatnim czasie z terenu powiatu wielickiego zgłoszono kradzież porsche. Części pochodzące z tego samochodu pokrzywdzony rozpoznał na ogłoszeniu jednego z portali internetowych. Policjanci ustalili personalia podejrzanego i miejsce przechowywania części skradzionego pojazdu. Było to na terenie posesji znajdującej się w gminie Michałowice.

W akcji przeprowadzonej 22 maja br. wzięli udział kryminalni z Komendy Powiatowej Policji w Krakowie oraz z Komendy Powiatowej Policji w Wieliczce. Na posesji zastali dwóch 35-latków, gospodarza oraz jego pracownika.

Podczas przeszukania w garażu stróże prawa znaleźli części od skradzionego porsche m.in. zderzak, pokrywę silnika, klapę bagażnika, koła oraz lampy, ale nie tylko. Na tyłach posesji znaleziono dużo więcej różnorodnych części samochodowych od innych pojazdów, a także już rozebrane podzespoły z pociętą karoserią samochodów różnych marek. W trakcie dalszych czynności policjanci przeszukali posesję drugiego z mężczyzn. Okazało się, że znajdował się tam kolejny garaż służący za „dziuplę”.

W sumie na terenie obu przeszukanych posesji kryminalni znaleźli części samochodowe takie jak: pokrywy silnika, kołpaki, błotniki, fotele samochodowe, elementy wyposażenia wewnętrznego, deski rozdzielcze, elementy zawieszenia, silniki, okablowanie, alternatory czy rozruszniki, a także urządzenia elektroniczne typu nawigacje samochodowe oraz kluczyki od pojazdów.

Okazało się, że były to magazyny części przygotowanych już do sprzedaży. Wszystkie ujawnione części samochodowe zostały przez policjantów zabezpieczone i zostaną zbadane pod kątem ich pochodzenia.

Obaj mężczyźni zostali zatrzymani i usłyszeli zarzuty paserstwa, czyli w tym przypadku nabywania części samochodowych pochodzących z kradzieży (art. 291 par. 1 kk), za co grozi im do 5 lat więzienia.

24 maja br. prokurator wobec podejrzanych zastosował środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji oraz poręczenia majątkowego. Sprawa jest rozwojowa. Śledczy już ustalili, że wśród zabezpieczonych części samochodowych znajdowały się osie tylne trzech skradzionych w 2012 roku pojazdów marki BMW z terenu powiatu wadowickiego, mikołowskiego oraz gliwickiego.
Źródło info i foto: Policja.pl

Australia: 48-latek wysłał 38 podejrzanych paczek do ambasad

​Australijska policja poinformowała, że aresztowała mężczyznę podejrzanego o wysyłanie pocztą do ambasad i konsulatów potencjalnie niebezpiecznych przesyłek. 48-latka zatrzymano w środę w jego domu w stanie Wiktoria w południowo-wschodniej Australii. Mężczyzna, który jeszcze w czwartek ma stanąć przed sądem w Melbourne, aby tam usłyszeć zarzuty, jest obwiniany o wysłanie za pośrednictwem poczty 38 przesyłek zawierających substancje potencjalnie zagrażające życiu lub zdrowiu adresatów.

Jeśli podejrzenia się potwierdzą i sąd uzna zatrzymanego w środę mężczyznę za winnego stawianych mu zarzutów, grozi mu co najmniej 10 lat więzienia – wskazuje agencja AFP.

AFP przypomina zarazem, że rzeczywista zawartość podejrzanych paczek wciąż jest badana przez policję, której udało się jak dotąd przejąć 29 spośród wszystkich 38 przesyłek wyekspediowanych od początku tygodnia przez sprawcę.

Analiza chemiczno-biologiczno-pirotechniczna będzie kontynuowana w czwartek. Wiadomo jedynie, że substancje odkryte w pakunkach zostały również odkryte w miejscu zamieszkania podejrzanego.

Na obecnym etapie już można zapewnić, że nie stanowią one zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego – podkreśliła w opublikowanym przez siebie komunikacie policja. Nie podano jednak, co właściwie zawierały podejrzane pakunki, które trafiły do placówk dyplomatycznych państw trzecich w Canberze, Sydney i Melbourne.

Australijska policja poinformowała, że bada sprawę podejrzanych paczek wysłanych do niektórych ambasad i konsulatów w środę. Jak podkreślono, „nie było żadnych doniesień, że przesyłki wywołały obrażenia u pracowników placówek dyplomatycznych”.

Śledztwo szybko przyniosło rezultaty. W środę aresztowano podejrzanego, a w czwartek służby zajmujące się badaniem tej sprawy potwierdziły, że dysponują odtworzoną, „kompletną listą adresatów” przesyłek, które sprawca – „bez żadnej wyraźnej logiki” (AFP) – rozesłał m.in. do konsulatów Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Chin, Pakistanu, Egiptu, Niemiec, Włoch, Grecji, Chorwacji, Szwajcarii, Indii, Japonii, Korei Południowej, Seszeli i Nowej Zelandii.

Ani na Twitterze polskiej ambasady w Canberze, ani konsulatu w Sydney nie pojawiła się jak dotąd informacja o otrzymaniu podejrzanej przesyłki.

Przedstawiciele brytyjskiego i amerykańskiego konsulatu potwierdzili natomiast, że na ich adres przyszły paczki. Otrzymaną przesyłkę potraktowaliśmy zgodnie z naszymi procedurami i w ścisłej współpracy z australijskimi władzami (…), które prowadzą dochodzenie w sprawie tego incydentu – przekazał rzecznik ambasady USA.

Pierwsza podejrzana przesyłka została zlokalizowana w poniedziałek w konsulacie Argentyny w Sydney.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Areszt za posiadanie narkotyków i broni palnej

Lubińscy policjanci przechwycili ponad 800 porcji amfetaminy i blisko 600 tabletek ekstazy. Zabezpieczyli wagi do porcjowania środków odurzających, broń palną i hukową. W tej sprawie funkcjonariusze zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 20 i 29 lat oraz 18-letnią kobietę. Dwóch podejrzanych zostało już tymczasowo aresztowanych.

Policjanci Wydziału Kryminalnego lubińskiej komendy w wyniku przeprowadzonych działań zatrzymali 3 osoby, podejrzane o posiadanie narkotyków i nielegalne posiadanie broni palnej. Zatrzymani to mężczyźni w wieku 20 i 29-lat oraz kobieta w wieku 18 lat. Wszyscy to mieszkańcy Lubina. Trafili do policyjnego aresztu. Funkcjonariusze przechwycili także amfetaminę, z której można by było uzyskać ponad 800 porcji narkotyków oraz zabezpieczyli blisko 600 tabletek ekstazy.

Do zatrzymań doszło 21 listopada br. W trakcie pracy operacyjnej policjanci ustalili, że w mieszkaniach na terenie Lubina, podejrzani mogą przechowywać środki odurzające. W lokalach zamieszkałych przez zatrzymanych, policjanci zabezpieczyli także wagi elektroniczne służące do porcjowania środków odurzających oraz broń. Część narkotyków, które znaleźli funkcjonariusze, ukryte były w pomieszczeniach gospodarczych.

Obecnie policjanci szczegółowo wyjaśniają wszystkie okoliczności tej sprawy, w tym skąd zatrzymani mieli środki odurzające i jakie było ich dalsze przeznaczenie, a także czy zabezpieczona broń nie była wcześniej wykorzystywana do popełniania przestępstw.

Na wniosek prokuratora sąd zastosował już wobec dwóch zatrzymanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Przypomnijmy, że za posiadanie narkotyków grozi kara do 3, a gdy przedmiotem przestępstwa jest ich znaczna ilość, nawet do 8 lat pozbawienia wolności. Jeśli zgromadzony materiał potwierdzi, że zatrzymani także handlowali nimi, wówczas może im grozić do 8, a gdy w grę będzie wchodzić znaczna ilość środków odurzających, nawet 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Ładunki wysłane do Baracka Obamy, Billa Clintona i CNN to „akt terrorystyczny”

Federalne Biuro Śledcze bada ładunki wybuchowe, które w środę zostały dostarczone do m.in. biur byłych prezydentów USA – Baracka Obamy i Billa Clintona, siedziby CNN w Nowym Jorku. Prezydent Stanów Zjednoczonych USA potwierdził, że podłożenie bomb było aktem wewnętrznego terroryzmu. Podejrzane przesyłki wysłano również do byłego prokuratora generalnego Erica Holdera, który sprawował ten urząd w administracji Obamy, byłej przewodniczącej Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, kongresmenki Debbie Wasserman Schultz i demokratycznej kongresmenki Maxine Waters.

Paczka wysłana do gubernatora stanu Nowy Jork Andrew Cuomo, która została początkowo uznana za kolejne urządzenie wybuchowe, okazała się niegroźna.

Urządzenia wysłane do Obamy i Clinton były podobne do ładunku, jaki w poniedziałek znaleziono w skrzynce pocztowej domu miliardera, filantropa i działacza politycznego George’a Sorosa pod Nowym Jorkiem – podaje „The New York Times”.

Doniesienia o przejęciu podejrzanej paczki wysłanej do Białego Domu zostały zdementowane przez Secret Service.
Podwyższone środki bezpieczeństwa w Nowym Jorku

To agenci Secret Service odkryli dwa urządzenie wybuchowe w biurach Obamy w Waszyngtonie i Clinton w hrabstwie Westchester pod Nowym Jorkiem.

W oficjalnym komunikacie Secret Service poinformował, że „paczki zostały natychmiast zidentyfikowane jako urządzenia wybuchowe podczas rutynowej procedury sprawdzania przesyłek pocztowych i zajęto się nimi w stosowny sposób. Obydwie paczki przejęto, zanim zostały dostarczone na wskazany adres. Osoby będące pod opieką (Secret Service) nie otrzymały przesyłek i nie było ryzyka, że je otrzymają”.

„Secret Service wdrożył śledztwo kryminalne na pełną skalę i skorzysta ze wszystkich dostępnych środków federalnych, stanowych i lokalnych, by określić pochodzenie paczek i zidentyfikować osoby odpowiedzialne” – głosi oświadczenie.

Śledztwo w sprawie urządzeń wybuchowych podjęło również FBI – podało CNBC.

Władze miasta zaostrzyły w związku z tym środki bezpieczeństwa – poinformował burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio, który na konferencji prasowej nazwał akcję rozsyłania ładunków wybuchowych „czystym aktem terroru”. Zapewnił jednak, że „nie ma innych, prawdopodobnych zagrożeń dla Nowego Jorku”.

Nowojorska policja poinformowała, że urządzenia wybuchowe wysłane w paczkach są podobnie skonstruowane i mogą być dziełem tej samej osoby, czy tych samych osób.

Główny specjalista ds. terroryzmu w nowojorskim FBI Bryan Paarmann zapowiedział, że agenci Biura „nie spoczną, póki (…) ta osoba lub osoby nie staną przed wymiarem sprawiedliwości”.
Ostra reakcja Trumpa

O wysłaniu ładunków wybuchowych do biur Obamy i Clinton poinformowany został prezydent Donald Trump, który powiedział, że „cała siła rządu USA jest zaangażowana w śledztwo w sprawie paczek”.

Prezydent poinformował, że briefingi w tej sprawie przedstawiły mu już FBI, Secret Service oraz resort sprawiedliwości, i obiecał gruntowne śledztwo. – Nie możemy tolerować tych tchórzliwych prób i zdecydowanie potępiam wszystkich, którzy wybierają przemoc – oznajmił.

Trump podkreślił, że „takie skandaliczne postępowanie” jest sprzeczne ze wszystkim, co stanowi wartość dla Amerykanów. – W takich czasach musimy się zjednoczyć, musimy stanąć razem – dodał prezydent.

Akcję rozsyłania urządzeń wybuchowych potępiła też pierwsza dama Melania Trump.

Rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders wydała komunikat, w którym poinformowała, że administracja Trumpa potępia „próby (przeprowadzenia) agresywnych ataków” przeciw byłemu prezydentowi i byłej sekretarz stanu oraz „innym osobom publicznym”.

„Te terroryzujące działania są nikczemne i każda osoba odpowiedzialna za nie będzie pociągnięta do odpowiedzialności w pełnym wymiarze prawa” – napisała Sanders.

Wiceprezydent Mike Pence napisał na Twitterze: „Te tchórzliwe działania są podłe i nie ma dla nich miejsca w tym Kraju”. Wkrótce potem Trump napisał w swoim tweecie, że „całym sercem” podziela zdanie Pence’a.

Szef republikańskiej większości w Senacie USA Mitch McConnell nazwał wysyłanie ładunków wybuchowych „terroryzmem wewnętrznym”.
Alert bombowy na kilka dni przed wyborami

Wkrótce po pojawieniu się informacji o ładunkach wysłanych do Obamy i Clinton nowojorska policja została wezwana do biura CNN w Nowym Jorku w budynku Time Warner Center w związku z podłożeniem podejrzanej paczki.

Biuro telewizji zostało ewakuowane włącznie z dziennikarzami prowadzącymi program na żywo, a emisja programu została podjęta z biura CNN w Waszyngtonie. Policja zaapelowała do osób znajdujących się w pobliżu Time Warner Center, by „znalazły schronienie”.

CNN podało nieco później, że wysłana do telewizji podejrzana przesyłka była zaadresowana do byłego szefa CIA Johna Brennana, który jest częstym gościem i komentatorem CNN.

Nowojorska policja poinformowała później, że paczka, która trafiła do CNN, zawiera ładunek wybuchowy oraz kopertę z białym proszkiem. Urządzenie było „prymitywne, ale skuteczne” – powiedzieli rozmówcy AP.

Prezes CNN Jeff Zucker oświadczył, że biura sieci na całym świecie są sprawdzane pod kątem podobnych zagrożeń.

Adres zwrotny podany na przesyłkach do Obamy i Clinton to adres Debbie Wasserman Schultz.

W mediach pojawiły się też doniesienia, że biuro Wasserman Schultz na Florydzie ewakuowano po znalezieniu podejrzanej paczki; FBI podało, że do biur kongresmenki wysłano dwie przesyłki.

Hillary Clinton powiedziała po odnalezieniu wysłanej do niej paczki, że dziękuje agentom Secret Service; dodała, że nadeszły „niepokojące czasy, czasy głębokich podziałów” politycznych.

AFP przypomina, że paczki z urządzeniami wybuchowymi zostały wysłane na 13 dni przed wyborami środka kadencji (midterm election), w okresie szczególnie nasilonych napięć politycznych pomiędzy Republikanami a wyborcami Demokratów.

Reuters zwraca uwagę, że paczki wysłano wyłącznie do Demokratów i bardzo ważnego sponsora Partii Demokratycznej, czyli Sorosa, oraz telewizji CNN, która jest krytyczna wobec prezydenta i często bywa obiektem ataków Trumpa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

CBA: Seria zatrzymań w Krakowie

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało trzy osoby podejrzewane o płacenie łapówek i składanie obietnic korupcyjnych za pomoc przy uzyskiwaniu komunalnych mieszkań i lokali w Krakowie. Wcześniej w tej sprawie zatrzymano dziewięć osób.

Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej Biura potwierdził PAP, że zatrzymań dokonali agenci z krakowskiej delegatury CBA.

Wśród zatrzymanych jest biznesmen, który sprowadzał do Krakowa cudzoziemców pracujących w Polsce w międzynarodowych korporacjach i dwie z nim współpracujące osoby. Biznesmen, by uatrakcyjnić ofertę dla zagranicznych pracowników wysokiego szczebla chciał załatwić przez łapówki najem atrakcyjnych mieszkań od miasta.

Do zatrzymania doszło w ramach śledztwa prowadzonego przez krakowską delegaturę CBA pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Wpadł, gdy próbował załatwić w urzędzie mieszkania przy Plantach i na krakowskim Kazimierzu.

Kaczorek podał, że w tej sprawie do CBA zgłosiły się już trzy pierwsze osoby, które przyznały się do łapówek i w ten sposób unikną kary za to przestępstwo. Zaapelował do innych osób uwikłanych w korupcję przy pozyskiwaniu w ten sposób lokali w Krakowie, by zgłosiły się do CBA, aby uniknąć kary.

Korzystny wynik przetargu

Wcześniej w tej sprawie zatrzymano m.in. kobietę, która wygrała przetargi na trzy lokale – dwa w centrum Krakowa i jeden w Nowej Hucie. Według śledczych bizneswoman miała przekazać 100 tys. zł łapówki wcześniej zatrzymanym już w tej sprawie mężczyźnie i kobiecie, którzy mieli doprowadzić do korzystnego dla niej rozstrzygnięcia przetargów na lokale. Miała też obiecać, że kupione od miasta lokale sprzeda za wyższą cenę, a jedną trzecią zysku przekaże, jako dalszą część łapówki, do czego jednak ostatecznie nie doszło.

Pod koniec lutego – w ramach wielomiesięcznego śledztwa w sprawie nieprawidłowości przy wynajmie różnym podmiotom gospodarczym przez Zarząd Budynków Komunalnych w Krakowie nieruchomości w ścisłym centrum Krakowa CBA zatrzymało dwoje pośredników – Roberta F. i Małgorzatę P. oraz biznesmena i krakowskiego lekarza. W śledztwie okazało się, że oboje w zamian za łapówki podejmowali się pośrednictwa w załatwianiu najmu lub kupna mieszkań i lokali użytkowych. Wszystkie oferowane przez nich nieruchomości usytuowane są w atrakcyjnych częściach Krakowa – niedaleko Rynku i w okolicach Wawelu.

Zatrzymanie w restauracji

Zatrzymano ich w jednej z restauracji w centrum Krakowa, w trakcie przekazywania pieniędzy przeznaczonych na łapówki dla urzędników w zamian za wygranie przetargu na nieruchomość przez konkretną osobę. W toku czynności zabezpieczono między innymi samochód marki Porsche Cayenne z 2015 roku o wartości kilkuset tysięcy złotych, należący do Roberta F., który formalnie nie ma żadnych dochodów – podała wtedy prokuratura.

Na początku lipca CBA zatrzymało w tej sprawie kolejne cztery osoby – trzy urzędniczki krakowskiego ratusza i pośredniczkę Magdalenę Z., która pieniędzmi i prezentami, m.in. perfumami miała skorumpować urzędniczki. Jedną z zatrzymanych przez CBA pracownic magistratu – dyrektor wydziału mieszkalnictwa Urzędu Miasta Krakowa Katarzynę I. – sąd wypuścił z aresztu po wpłaceniu 50 tys. zł kaucji. Inna kierowniczka jednego z referatów zajmujących się lokalami komunalnymi Bernadetta Sz. pozostaje w areszcie.

Wobec czwartej z zatrzymanych wówczas przez CBA kobiet – urzędniczki ratusza Alicji N.-K. nadzorująca śledztwo CBA Prokuratura Okręgowa w Krakowie nie wniosła o areszt, ale zastosowała poręczenie majątkowe – 20 tys. zł, dozór policji i zakaz opuszczania kraju.

Prokuratura postawiła pracowniczkom samorządowym zarzuty sprzedajności urzędniczej – przyjmowania korzyści majątkowych lub osobistych w związku z pełnioną funkcją i za zachowanie stanowiące naruszenie przepisów prawa. Zarzucono im też przekroczenie uprawnień, płatną protekcję i przekupstwo. Kobiecie, która miała pośredniczyć w przekazywaniu pieniędzy dla urzędniczek, zarzucono przekupstwo.

Prezenty i perfumy dla urzędniczek

Urzędniczki w zamian za mające sięgać w sumie kilkudziesięciu tysięcy złotych łapówki lub prezenty przekazywane przez pośredniczkę, np. perfumy, miały pomagać w uzyskaniu prawa do lokali użytkowych i mieszkalnych w atrakcyjnych miejscach Krakowa, m.in. przy ul. Szewskiej, Karmelickiej czy Mostowej. Do tych zdarzeń, miało dochodzić w latach 2015-17, a sprawa dotyczy co najmniej kilkunastu nieruchomości: mieszkań, lokali użytkowych i kamienic.

Zarzucane podejrzanym czyny są zagrożone karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Krakowski magistrat po zatrzymaniu kobiet deklarował współpracę z organami ścigania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wielka Brytania: Policja zidentyfikowała podejrzanych o atak na Skripala

Policja z Wielkiej Brytanii zidentyfikowała osoby podejrzane o atak chemiczny na byłego rosyjskiego agenta Siergieja Skripala i jego córkę, Julię – informuje dziś „The Telegraph”. Jak czytamy, osoby odpowiedzialne za atak są prawdopodobnie w Rosji. Jak podaje dziennik, do identyfikacji doszło m.in. dzięki sprawdzeniu pasażerów lotów z i do Wielkiej Brytanii oraz analizie nagrań kamer monitoringu. „The Telegraph” informuje także, że sprawcy ataku sprawdzili wcześniej maile Julii Skripal, dzięki czemu wiedzieli, kiedy córka spotka się z ojcem.

Rewelacji gazety nie potwierdza jednak na razie policja. Z kolei ekspert i były funkcjonariusz w rozmowie z „The Telegraph” mówi, że „mogą być pewne dowody, wskazujące na to, że Rosjanie byli na pokładach samolotów konkretnych lotów i że byli w Salisbury”. – Nie oznacza to jednak, że mają związek z atakiem – dodaje.

Na początku marca bieżącego roku były rosyjski agent Siergiej Skripal i jego córka Julia padli ofiarą ataku w Salisbury, w wyniku którego stracili przytomność po kontakcie ze środkiem paralityczno-drgawkowym typu Nowiczok. Brytyjskie władze oskarżyły o próbę ich zabójstwa Rosję, co doprowadziło do najpoważniejszego kryzysu dyplomatycznego w relacjach między oboma państwami od zakończenia zimnej wojny.

W ubiegłym tygodniu Julia Skripal opuściła szpital i znajduje się w tajnej lokalizacji pod ciągłą ochroną policji. Jej ojciec, Siergiej, pozostaje pod opieką lekarzy, ale – jak zapewniono – jego stan się poprawia.
Źródło info i foto: onet.pl

Wielka Brytania: Polacy wśród najczęściej zgłaszanych ofiar handlu ludźmi

Brytyjska organizacja Unseen opublikowała w poniedziałek raport podsumowujący pierwszy rok działania ogólnokrajowej infolinii Modern Slavery Helpline, na którą można zgłaszać podejrzenia dotyczące handlu ludźmi. Polacy są drugą najczęściej zgłaszaną narodowością, po Rumunach.

Jak wynika z zaprezentowanych danych, w 2017 roku na Modern Slavery Helpline zgłoszono ponad 4,8 tys. podejrzanych przypadków dotyczących osób z 94 państw. Większość – 3,5 tys. – dotyczyła wyzysku w miejscu pracy, w szczególności w myjniach samochodowych, branży budowlanej, salonach piękności, rolnictwie i fabrykach, a kolejne 700 wykorzystania seksualnego i zniewolenia w celu służby domowej. W ponad 1,4 tys. przypadków sprawy zostały przekazane do dalszego rozpatrzenia przez policję i organy ścigania.

Statystyki wykazały, że aż 10 proc. wszystkich zgłoszeń pochodzi bezpośrednio od ofiar, a 44 proc. – od osób, które mają z nimi bezpośredni kontakt.

Bariera językowa głównym problemem

Według raportu rocznego wśród wszystkich zgłoszeń aż 233 dotyczą Polaków; stanowią oni drugą co do wielkości grupę potencjalnych ofiar po Rumunach (756), a przed Anglikami (212), Tajlandczykami (211) i Bułgarami (98). Jednocześnie obywatele Polski znaleźli się na czele zestawienia, jeśli chodzi o zgłoszenia dotyczące terytorium Walii (40), wyprzedzając Rumunów (17) i Filipińczyków (16).

Unseen ostrzegło, że bariera językowa – słaba znajomość języka angielskiego – często stanowi problem dla polskich ofiar handlu ludźmi. Jak zaznaczono, przygotowano jednak polskojęzyczne ulotki mające zwiększyć świadomość problemu wśród ponad milionowej społeczności Polaków w Wielkiej Brytanii.

Organizacja potwierdziła również, że regularnie pracuje z wydziałem konsularnym ambasady RP w Londynie w celu wsparcia powrotu do kraju osób, które były ofiarami handlu ludźmi.

– Szersza współpraca i przygotowanie usług skierowanych na wsparcie ofiar są kluczowe dla zakończenia zjawiska współczesnego niewolnictwa. Wraz z partnerami pracujemy nad tym, aby najlepiej odpowiedzieć na potrzeby zgłaszane nam przez osoby dzwoniące – przez świadczenie pomocy na terenie Wielkiej Brytanii, do której mają prawo, i wsparcie w powrocie do kraju pochodzenia – powiedziała Rachel Harper z Modern Slavery Helpline.

„To jedynie czubek góry lodowej”

Według statystyk w 2016 roku w ramach państwowego systemu zgłaszania przypadków niewolnictwa znanego jak NRM (National Referral Mechanism) zidentyfikowano 163 polskie ofiary niewolnictwa, z czego aż 148 osób padło ofiarą wyzysku w pracy. To najwyższy wynik od 2012 roku, dla którego dostępne są najstarsze dane, i siódme miejsce wśród grup narodowościowych najczęściej doświadczających tego zjawiska.

Dużej grupie osób poważnie wyzyskiwanych w miejscu pracy udaje się wydostać z takiej sytuacji – zazwyczaj bez śladu w oficjalnych statystykach – by rozpocząć nowe życie na emigracji lub wrócić do Polski. Inni tkwią w niej nawet latami.

Wiceszefowa Narodowej Agencji ds. Zwalczania Przestępczości (NCA) Caroline Young przyznała w październiku ub.r., że oficjalne dane „to jedynie czubek góry lodowej”. – Prawdopodobnie jest bardzo dużo osób, które z różnych powodów nie chcą lub nie mogą się zgłosić (na policję) – oceniła.

Zapytana o radę dla polskich imigrantów, powiedziała: „warto przyjrzeć się wcześniejszej historii zatrudnienia w danej firmie lub porozmawiać z kimś, kto tam pracował. Jeśli oferowane jest nam mieszkanie, warto sprawdzić, czy naprawdę istnieje; jeśli opłacane są koszty podróży, należy upewnić się, że nie wiąże się z tym powstanie zobowiązania wobec pracodawcy”.

Wielowymiarowa pomoc dla ofiar handlu ludźmi

W marcu br. brytyjska ambasada w Warszawie rozpoczęła specjalną kampanię mającą ostrzec Polaków rozważających emigrację do Wielkiej Brytanii przed ryzykiem handlu ludźmi. Od ubiegłego roku przy polskim oddziale Armii Zbawienia funkcjonuje także wspierany przez brytyjski rząd Punkt Weryfikacji Ofert Pracy, który pomaga w ustaleniu wiarygodności pracodawców przed wyjazdem z kraju.

Osoby, które same padły ofiarą handlu ludźmi lub podejrzewają, że problem ten dotyczy znanych im ludzi, mogą zadzwonić w Wielkiej Brytanii na specjalną infolinię (numer 0 8000 121 700), która oferuje wsparcie także w języku polskim.

Wśród organizacji świadczących wsparcie dla ofiar handlu ludźmi i współczesnego niewolnictwa jest także East European Resource Centre (EERC) mieszczące się w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w zachodnim Londynie. Zgodnie z brytyjskim prawem po ustaleniu, że dana osoba mogła paść ofiarą handlu ludźmi, może ona liczyć na tymczasowe zakwaterowanie, wsparcie psychologiczne i pomoc w znalezieniu pracy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

W Berlinie zatrzymano 6 osób. Próbowali przeprowadzić zamach

Berlińska policja zatrzymała sześciu islamistów w wieku 18-21 lat oraz przeszukała cztery mieszkania i dwa pojazdy w związku z udaremnionym zamachem na uczestników niedzielnego półmaratonu w stolicy Niemiec – podaje prasa w poniedziałek.

„Sueddeutsche Zeitung” informuje, że dzięki otrzymanemu zgłoszeniu od dwóch tygodni zatrzymani byli pod ścisłą, całodobową obserwacją. Jak ustaliła ta gazeta, służby od dłuższego czasu wiedziały o głównym podejrzanym – Walidzie S., bliskim znajomym zamachowca Anisa Amriego. W grudniu 2016 roku Amri skradzioną ciężarówką staranował tłum na jednym z bożonarodzeniowych jarmarków w Berlinie, zabijając 12 osób i raniąc kilkadziesiąt.

Według Federalnego Urzędu Policji (BKA) Walid S. w dniu tamtego zamachu krótko przed atakiem przebywał przez kilkanaście minut na Alexanderplatz w centrum Berlina w towarzystwie Amriego i łącznika Bilala Y.M. Był przez to podejrzewany o udział w ustalaniu celu zamachu, jednak niczego mu nie udowodniono, a on sam twierdził, że nie pamięta pobytu na placu.

„Tagesspiegel” podaje z kolei, że wśród sześciu zatrzymanych jest dwóch znajomych Anisa Amriego. Mężczyźni mieli w ostatnich tygodniach nocami przychodzić w kilka miejsc wzdłuż trasy półmaratonu – dowiedział się dziennik od źródeł w służbach bezpieczeństwa.

Według gazety główny podejrzany, „Irakijczyk S.”, oraz jego znajomi zostali zatrzymani w kilku różnych mieszkaniach. Pierwsze zatrzymania miały miejsce dopiero koło południa, choć półmaraton rozpoczął się o godz. 10. Podejrzani do chwili zatrzymania nie udali się w pobliże trasy biegu, choć kilka przeszukanych mieszkań w części śródmieścia znanej jako City West znajdowało się niedaleko tej trasy.

Cytowane przez „Tagesspiegla” źródła bezpieczeństwa podały, że S. i inni zatrzymani znajomi Amriego wcześniej przebywali w pobliżu meczetu w dzielnicy Moabit, prowadzonego przez stowarzyszenie, którego działalność zdelegalizowały w 2017 roku berlińskie władze. Do tego właśnie meczetu miał się udać Amri 19 grudnia 2016 roku, a więc w dniu dokonanego przez siebie ataku.

„Die Welt” jako pierwszy poinformował w niedzielę o udaremnieniu planowanego ataku na berliński półmaraton. W zawodach uczestniczyły rekordowe 32 tys. biegaczy, a dobra pogoda przyciągnęła na jego trasę wielu kibiców.
Źródło info i foto: interia.pl