Ujawniono fragmenty protokołu z przesłuchania Romana Giertycha. „Bez kontaktu, nieprzytomny”

„Prokurator stwierdza, iż podejrzany śpi i nie ma z nim żadnego kontaktu. (…) Obrońcy oświadczają, że klient jest bez kontaktu, nieprzytomny na łóżku szpitalnym” – to fragment protokołu z przesłuchania mec. Romana Giertycha, do którego dotarła „Gazeta Wyborcza”. Dziennik zaznacza, że dokument został podpisany przez prok. Annę Kijek-Głęboczyk z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. „Pani prokurator sama zauważyła, że nasz klient nie jest przytomny. Zachowała się w porządku, bo sama to swoje spostrzeżenie odnotowała w protokole” – komentuje w rozmowie z „Wyborczą” pełnomocnik Giertycha mec. Jakub Wende.

Zasłabł w czasie przeszukania jego willi

Przypomnijmy, Roman Giertych – znany adwokat, pełnomocnik m.in. Donalda Tuska, kiedyś wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a obecnie krytyk działań Prawa i Sprawiedliwości – został zatrzymany w ostatni czwartek wczesnym popołudniem przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku ze sprawą z lat 2010-14.

Jak informował wówczas rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn, zebrany przez CBA materiał dowodowy wskazuje na udział 12 zatrzymanych w tej sprawie – obok Giertycha to m.in. znany biznesmen Ryszard Krauze – w procederze wyprowadzenia środków ze spółki giełdowej i przywłaszczenia tych środków – chodzi o ponad 90 mln złotych – oraz prania brudnych pieniędzy.

W czwartek po południu w czasie przeszukania willi Giertycha w podwarszawskim Józefowie adwokat zasłabł. Karetka zabrała go nieprzytomnego do szpitala. Dzień później śledczy postawili Romanowi Giertychowi zarzuty.

Obrońca: Giertych „jest nieprzytomny”. Prokuratura twierdzi, że symulował

Już wtedy obrońcy adwokata alarmowali, że przedstawienie zarzutów było pozorne ze względu na stan zdrowia ich klienta.

„Zatrzymany znajduje się w takim stanie zdrowia, że jest nieprzytomny, nie ma kontaktu z rzeczywistością, obrońcami. Podczas czynności nie miał kontaktu z prokuratorem, nie złożył oświadczenia w sprawie treści zarzutów” – mówił wówczas mec. Błażej Biedulski.

Prokuratura z kolei podkreślała, że zgodę na przesłuchanie uzyskała od specjalistów w dziedzinie kardiologii, neurologii i medycyny sądowej.

Śledczy z Poznania podali także, że Roman Giertych rozmawiał z „dwoma pełnomocnikami, a także lekarzami i funkcjonariuszami CBA”, a „jego zachowanie zmieniło się, kiedy uzyskał informację, że w opinii biegłych lekarzy nie ma żadnych przeszkód, by wykonać czynności z jego udziałem”. „Wtedy, w ocenie prowadzących czynności procesowe, Roman G. rozpoczął symulowanie braku świadomości” – stwierdziła prokuratura.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Dzieci trafiły do szpitala. 28-letni konkubent matki zatrzymany

Policjanci z warszawskiej Woli zatrzymali 28-latka podejrzanego o narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia dzieci swojej konkubiny w wieku 16 miesięcy i 3 lat. Mężczyzna uderzał je powodując obrażenia ciała i głowy – powiedziała rzeczniczka wolskiej policji kom. Marta Sulowska.

Jak poinformowała rzeczniczka wolskich policjantów, zgłoszenie o pobitych dzieciach funkcjonariusze otrzymali kilka dni temu od jednego ze stołecznych szpitali. „Według zgłoszenia, na jednym z oddziałów przebywało dwoje dzieci w wieku 16 miesięcy i 3 lat z obrażeniami ciała i głowy, które mogły powstać w wyniku działania osób trzecich” – przekazała policjantka.

Był wcześniej notowany

Wskazała, że policjanci, którzy zajęli się tą sprawą ustalili, że w chwili zdarzenia dziećmi opiekował się konkubent matki. – Jeszcze tego samego dnia mężczyzna został zatrzymany. W trakcie przeszukania policjanci ujawnili przy mężczyźnie środki odurzające w postaci marihuany – podkreśliła.

Zatrzymany 28-latek trafił do policyjnej celi. Podczas przesłuchania okazało się, że mężczyzna był wcześniej notowany za prowadzenie pojazdu będąc w stanie nietrzeźwości oraz za posiadanie narkotyków.

– O całym zdarzeniu został również powiadomiony sąd rodzinny i opiekuńczy. Po zgromadzeniu materiału dowodowego podejrzanemu zostały przedstawione zarzuty narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu małoletnich, co skutkowało naruszeniem czynności ciała i rozstrojem zdrowia poniżej siedmiu dni – tłumaczyła.

Dodała, że decyzją sądu 28-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymanie ABW. Niemiec podejrzany o udział w grupie terrorystycznej

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała obywatela Niemiec podejrzewanego o udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze terrorystycznym. Mężczyzna miał prezentować radykalne antysystemowe poglądy i popierać skrajne organizacje prawicowe. Sąd aresztował go na trzy miesiące.

Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn powiedział, że zatrzymania dokonali agenci z bydgoskiego wydziału zamiejscowego delegatury ABW w Gdańsku w ubiegłym tygodniu na terenie województwa kujawsko-pomorskiego. Śledztwo dotyczące „działalności zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze terrorystycznym” prowadzone jest pod nadzorem Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku.

Grupa przestępcza, w której miał uczestniczyć obywatel RFN działa w Polsce i innych krajach. Swoje skrajne poglądy prezentował w sieci i głównie w mediach społecznościowych – powiedział Żaryn.

Podczas przeszukania ujawniono m.in. kostki trotylu

„Według ustaleń ABW mężczyzna mógł posiadać broń oraz materiały wybuchowe, dlatego czynności wobec niego prowadzone były przy udziale oddziału antyterrorystycznego, zespołu pirotechniczno-minerskiego, a także przy wsparciu mobilnego laboratorium Biura Badań Kryminalistycznych ABW” – stwierdził rzecznik.

Jak przekazała Prokuratura Krajowa, podczas przeszukania w miejscu pracy Jurgena K. ujawniono m.in. dwie kostki trotylu o łącznej wadze 1,2 kg, amunicję do broni palnej bojowej i sygnałowej, zapalnik oraz granat łzawiący.

„Biegły z zakresu broni, materiałów wybuchowych i amunicji, który uczestniczył w przeszukaniach wskazał, że zabezpieczone materiały stanowią substancję wybuchową, na której posiadanie wymagane jest zezwolenie. Trotyl został zabezpieczony przez patrol saperski” – poinformował Dział Prasowy PK.

Posiadał amunicje bez zezwolenia

W gdańskiej prokuraturze zatrzymanemu przez ABW mężczyźnie przedstawiono zarzuty posiadania amunicji strzeleckiej bez wymaganego zezwolenia oraz materiałów wybuchowych, które mogły sprowadzić niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób. Sąd rejonowy Gdańsk-Południe przychylił się do wniosku prokuratora o trzymiesięczny areszt.

Czyny zarzucane podejrzanemu zagrożone są karą do 8 lat pozbawienia wolności. Prokuratura Krajowa poinformowała, że śledztwo ma charakter rozwojowy i możliwe są kolejne zatrzymania w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dziś przesłuchanie byłego prezesa PKN Orlen

W środę (30 września) w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie ma odbyć się przesłuchanie byłego prezesa PKN Orlen, Dariusza K. Jest on siódmą osobą, która usłyszy zarzuty w śledztwie przeciwko byłemu ministrowi transportu, Sławomirowi Nowakowi. Były prezes PKN Orlen to trzeci podejrzany zatrzymany we wtorek. Zatrzymania te mogą mieć związek z zeznaniami „ważnego świadka” prokuratury.

„Te ustalenia ujrzą światło dzienne i znajdą swój wyraz w dalszych działaniach procesowych prokuratury poprzez uzupełnienie stawianych zarzutów panu Nowakowi” – zapowiedział Ziobro. Prokurator Generalny dodał, że w sprawie, w której podejrzanym jest Nowak, pojawiają się „wątki korupcyjne innych osób związanych z bliskim kierownictwem Platformy Obywatelskiej”.

Prawdopodobnie właśnie zeznania wspomnianego przez Ziobrę świadka przyczyniły się do zatrzymań, których we wtorek po godz. 6 rano dokonali funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

W Konstancinie-Jeziornie został zatrzymany Wojciech T., były wiceprezes zarządu ds. finansowych spółki PGE (do 2011 r.), a później także wiceprezes ds. strategii rozwoju spółki Energa. T. podejrzany jest o dwukrotne przekupienie Sławomira Nowaka. Za pierwszym razem, gdy Nowak był jeszcze szefem gabinetu u premiera Donalda Tuska i drugim razem, gdy Nowak pełnił już funkcję ministra transportu.

Z ustaleń PAP wynika, że kwoty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych miały – według prokuratury – pomóc T. „załatwić” posady w zarządach wymienionych spółek. W przekazaniu pieniędzy pośredniczyć miał Leszek K. także zatrzymany 29 września przez funkcjonariuszy CBA. Wojciech T. i Leszek K. usłyszeli zarzuty, i zostali już przesłuchani w charakterze podejrzanych.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie informuje o treści złożonych przez nich wyjaśnień do czasu przesłuchania ostatniego podejrzanego, czyli Dariusza K., prezesa PKN Orlen w latach 2008-2015. Zatrzymany we wtorek K. ma usłyszeć w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie zarzuty związane z wręczaniem łapówek Nowakowi w zamian za stanowisko w Orlenie. Przesłuchanie biznesmena zaplanowano na środę 30 września, w godzinach porannych.

Były prezes Orlenu był już zatrzymywany przez CBA w lutym i we wrześniu 2019 r. w związku z innym śledztwem. Zarzucono mu wówczas, że doprowadził do 3,3 mln zł szkody majątkowej dla zarządzanej przez siebie spółki podczas rozliczania imprezy Verva Street Racing – Dakar na Stadionie Narodowym. Jacek K. i pozostali dyrektorzy mieli zgodzić się na zapłacenie firmie organizującej imprezę zawyżonych faktur i nie rozliczyć sprzedaży biletów. Kilka miesięcy później zarzuty uzupełniono o szkodę na 500 tys. zł, które miały zostać spożytkowane na wyjazd niemający charakteru służbowego. Sąd zastosował wówczas wobec K. tzw. areszt warunkowy i zwolnił go za kaucją w wysokości 1 mln zł.

Dariusz Jacek K. był także bohaterem tzw. afery taśmowej. W nagranej rozmowie z Pawłem Grasiem mówił, że „Przyjdą, k…, i zrobią tu, k…, kocioł taki, że wszyscy będą mieli wiesz”, prognozując wyborcze zwycięstwo PiS.
Źródło info i foto: wnp.pl

Żadna organizacja nie przyznała się do zamachu w Paryżu

Po piątkowym ataku nożownika na dziennikarzy przed byłą siedzibą „Charlie Hebdo” w Paryżu, zatrzymano 18-letniego podejrzanego. Wszystko wskazuje na to, że był to akt islamskiego ekstremizmu, jednak żadna z organizacji terrorystycznych nie przyznała się jeszcze do ataku.

Według informacji serwisu France 24, pochodzący z Pakistanu zatrzymany 18-latek przyznał się do ataku. Nastolatek jeszcze do 10 sierpnia przebywał pod stałym nadzorem służb specjalnych jako nieletni uchodźca. W jego zachowaniu nie doszukano się jednak żadnych oznak radykalizmu.

„Nie mamy żadnych szczegółowych informacji i sprawcy, ponieważ jak na razie żadna z organizacji terrorystycznych nie przyznała się do organizacji zamachu” – powiedział France 24 ekspert ds. terroryzmu Wassim Nasr.

Francja. Symboliczny atak

W sprawie zatrzymano również innych podejrzanych. Pierwszego z nich policja zatrzymała w związku z łączącymi go z 18-latkiem powiązaniami. Algierczyk nie dostał jednak żadnych zarzutów i prawdopodobnie zostanie zwolniony do domu. Jeszcze jeden mężczyzna został zatrzymany po przeszukaniu mieszkania nastolatka. W piątkowym ataku poważnie rannych zostało dwoje dziennikarzy, którzy wyszli przed budynek redakcji na papierosa.

Atak określa się mianem symbolicznego, z uwagi na miejsce, w którym do niego doszło. W 2015 roku w budynku mieściła się redakcja „Charlie Hebdo” w której doszło do masakry, w wyniku której śmierć poniosło 12 jej pracowników. Powodem ataku miała być publikacja na łamach tygodnika karykatury proroka Mahometa. Obecnie toczy się proces w tej sprawie, a na ławie oskarżonych zasiada 14 osób. Członkowie redakcji „Charlie Hebdo” wciąż otrzymują groźby w związku z procesem.
Źródło info i foto: wp.pl

Poznań: Obezwładniał kobiety i wyrywał im torebki. Podejrzany w areszcie

Obezwładniał kobiety i wyrywał im torebki. Miał pecha, jedna z ofiar zapamiętała, jak wygląda. Rysopis mężczyzny trafił do poznańskich policjantów, a podejrzany do aresztu.

Do obu napaści doszło w nocy z 13 na 14 września w zachodnich dzielnicach Poznania. Najpierw tuż przed północą napadnięto kobietę, która wysiadła z autobusu na Smochowicach. – Zauważyła, że idzie za nią mężczyzna. Po kilkuset metrach podbiegł do niej, obezwładnił i próbował wyrwać torebkę. Doszło do szarpaniny. Po chwili napastnik wyrwał torebkę kobiecie i uciekł w nieznanym kierunku – poinformował Piotr Garstka z wielkopolskiej policji.

Niestety poszkodowana nie widziała, jak wygląda mężczyzna, bo podczas szamotaniny napastnik stał za jej plecami. Poszkodowana wróciła do domu i poinformowała policję.

Godzinę później scenariusz się powtórzył, tym razem na Grunwaldzie. – Gdy jedna z mieszkanek bloku wchodziła do klatki schodowej, podbiegł do niej mężczyzna. Obezwładnił ją, zasłonił jej usta i kilka razy uderzył. Zażądał od kobiety torebki. Gdy ta mu ją oddała, zaczął przeglądać jej zawartość. Wtedy napadnięta zaczęła głośno krzyczeć, prosząc o pomoc – podaje Garstka.

Kobiecie pomocy udzielił świadek zdarzenia, ale napastnik zdążył uciec. Jednak tym razem poszkodowana nie tylko poinformowała policję o zdarzeniu. Przekazała również rysopis.

Zatrzymali 33-latka

Sprawą zajęli się funkcjonariusze z Grunwaldu, Jeżyc i Komendy Miejskiej Policji.

– Strzępy rysopisu, jaki mieli policjanci od poszkodowanych kobiet, musiały im wystarczyć do identyfikacji mężczyzny. Rozpoczęło się także wielogodzinne analizowanie monitoringu z różnych rejonów miasta i badanie zabezpieczonych śladów. Działania sprawcy w obu przypadkach były niemal identyczne, więc policjanci wiedzieli, że szukają jednego napastnika – informuje Garstka.

I tak jedna grupa policjantów badała ślady, a druga szukała mężczyzny w rejonach miasta, gdzie według typowania funkcjonariuszy mógł przebywać. Trudnością był fakt, że poszukiwany nie miał żadnego stałego miejsca zamieszkania.

Mężczyznę udało się zatrzymać trzy dni później. Wypatrzyli go policjanci patrolujący ulice Poznania.

– Okazało się, że 33-letni mężczyzna to poszukiwany przez nich napastnik. Cztery miesiące wcześniej wyszedł z więzienia, gdzie odbywał karę właśnie za rozboje. Zatrzymany najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Grozi mu nawet 18 lat więzienia, gdyż działał w warunkach multirecydywy – podaje Garstka.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Napad na kobietę z bronią w ręku. 25-latek usłyszał trzy zarzuty

25-latek zaatakował kobietę w środku nocy. Wtargnął na jej posesję, gonił i szarpał. Groził, że ją zabije. Na szczęście wszystko usłyszeli sąsiedzi i ruszyli na pomoc. Do zdarzenia doszło po północy 19 września. Teraz małopolska policja informuje, co się wydarzyło. Jak czytamy w komunikacie, policjanci ze Skały w województwie małopolskim, w powiecie krakowskim zostali wezwani na interwencję dotyczącą ujęcia na gorącym uczynku złodzieja, który zaatakował mieszkankę gminy Skała na terenie jej własnej posesji.

Okazuje się, że chwilę po północy kobieta usłyszała w domu hałas, a gdy zeszła na parter zobaczyła w oknie mężczyznę trzymającego w ręku broń. Napastnik krzyczał, żeby otworzyła drzwi, bo inaczej ją zabije.

Bandyta następnie dwa razy strzelił w szybę drzwi tarasowych, które potem wybił nogą. Przerażona kobieta wybiegła z domu drzwiami wyjściowymi, wołając o pomoc. Sprawca nie dał za wygraną, obiegł dom i ją dogonił, a następnie zaatakował szarpiąc, popychając i ponownie grożąc pozbawieniem życia, zażądał wydania pieniędzy. Na szczęście zdarzenie usłyszeli sąsiedzi. Dwóch z nich przybiegło na pomoc. Udało im się obezwładnić napastnika i wezwać policję.

Napastnikiem 25-latek. „Myślał, że jest bogata, a jemu ciągle brakuje”

Agresorem okazał się 25-letni mieszkaniec powiatu miechowskiego. Mężczyzna był pijany, miał ponad 1,3 promila. Tłumaczył, że „chciał okraść kobietę z pieniędzy, bo myślał, że jest bogata, a jemu ciągle brakuje”. Został zatrzymany.

Broń, z której strzelał, to gazowa replika pistoletu na kulki śrutowe. 25-latek usłyszał trzy zarzuty: usiłowania dokonania rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia, zniszczenia mienia na kwotę 3 tysięcy złotych oraz zakłócenia miru domowego.

20 września br., decyzją sądu podejrzany trafił do aresztu na okres 3 miesięcy. Za popełnione przestępstwa grozi mu do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Policjanci rozbili gang. Wśród zatrzymanych pseudokibice

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Pseudokibiców KWP w Łodzi rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, która mogła wprowadzić na rynek i wyprodukować ponad 200 kg środków odurzających. Wśród zatrzymanych są pseudokibice jednej z łódzkich drużyn piłkarskich. Podejrzanym grożą kary do 15 lat pozbawienia wolności.

Sprawa swój początek miała 30 czerwca 2020 roku. Wówczas w ręce kryminalnych zajmujących się zwalczaniem przestępczości pseudokibiców wpadł 54-letni mężczyzna podejrzany o produkcję amfetaminy. Po usłyszeniu zarzutów, decyzja sądu, został tymczasowo aresztowany. Nie był to jednak koniec sprawy dla policjantów. Cały czas analizowali środowisko pseudokibiców, które związane było z produkcją i handlem narkotykami.

21 września 2020 roku funkcjonariusze wspierani przez kolegów z wydziału kryminalnego i dochodzeniowo-śledczego pojawili się pod wytypowanymi adresami, gdzie zamieszkiwały osoby podejrzewane o proceder narkotykowy. W rękach stróżów prawa znalazło się pięcioro członków zorganizowanej grupy przestępczej. Wśród nich było trzech mężczyzn w wieku 38, 38 i 40 lat, a także dwie kobiety w wieku 38 i 57 lat. Część osób jest bezpośrednio powiązana ze środowiskiem łódzkich pseudokibiców.

Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że grupa działała w zmiennym składzie od 2012 roku do chwili obecnej. Zadaniem poszczególnych osób była produkcja amfetaminy i wprowadzanie jej do obrotu. Niektórzy handlowali również marihuaną. Narkotyki dystrybuowane były z mieszkań ale również wśród kibiców podczas imprez sportowych. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży trafiały głównie na bieżące wydatki i na prekursory służące do kolejnych produkcji. Członkowie grupy ze swojej działalności uczyni sobie stałe źródło dochodu. Większość z nich w przeszłości miała już konflikt z prawem m.in. za przestępstwa narkotykowe. Wszystko wskazuje, że produkcja i obrót narkotykami prowadzona była na ogromną skalę. Szacunkowo na czarny rynek członkowie mogli wprowadzić ponad 200 kg różnego rodzaju środków odurzających. Podczas przeszukań policjanci zabezpieczyli amfetaminę i marihuanę a także blisko 1000 litrów alkoholu niewiadomego pochodzenia.

Podejrzani usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej a także produkcji i handlu znaczną ilością narkotyków. Za tego rodzaju działalność grożą im kary do 15 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu członkowie grupy zostali tymczasowo aresztowani na 3 miesiące.
Źródło info i foto: Policja.pl

Niemiecka prokuratura twierdzi, że Madeleine McCann nie żyje. Są dowody?

Prokurator Brunszwiku w rozmowie z portugalską telewizją powiedział, że istnieją materialne dowody na to, że zaginiona przed laty Madeleine McCann nie żyje. Głównym podejrzanym w sprawie porwania 4-latki jest niemiecki pedofil.

Prokurator Hans Christian Wolters w wywiadzie dla portugalskiej telewizji RTP został zapytany o to, czy istnieją jakiekolwiek „dowody materialne”, które przemawiają za tezą, że Madeleine McCann nie żyje. Mężczyzna potwierdził, że istnieją, jednak odmówił podania dokładnych informacji na ten temat. Prokurator po raz kolejny podkreślił, że śledczy nie mają wątpliwości, że zaginiona dziewczynka nie żyje.

Niemiecki prokurator mówił o „dowodach materialnych” dot. śmierci zaginionej Madeleine McCann

– To, co uzyskaliśmy z wyników badań nie pozwala nam sądzić inaczej. Zgodnie z naszą wiedzą to po prostu niemożliwe. Nie mamy dowodów na to, że Maddie wciąż żyje. A to, co wiemy, sugeruje, że nie żyje. Właściwie nie mamy innego pola manewru – mówi w wywiadzie Hans Christian Wolters. Prokurator dodał, że rodzice dziewczynki przesłuchiwani byli jedynie jako świadkowie. Wcześniej to właśnie portugalscy policjanci sprawdzali rodziców jako potencjalnych sprawców zaginięcia 4-latki.

W czerwcu prokurator mówił, że policja nadal zbiera informacje na temat dawnych miejsc pobytu Christiana Bruecknera, by można było prowadzić poszukiwania ciała dziewczynki. Śledczy przyznawali wtedy, że nie mają wystarczająco twardych dowodów na to, by postawić niemieckiego pedofila przed sądem.

Madeleine McCann zaginęła 13 lat temu (3 maja 2007 roku), kiedy wraz z rodzicami i rodzeństwem przebywała na wakacjach w Portugalii. 4-letnia dziewczynka zaginęła z pokoju hotelowego, gdy jej rodzice byli na kolacji w restauracji znajdującej się kilka metrów dalej. Głównym podejrzanym w sprawie uprowadzenia i zabójstwa dziewczynki jest niemiecki pedofil Christian Brueckner. 43-latek przebywa w więzieniu w Kilonii po skazaniu go w sprawie napaści i gwałtu na 72-letniej Amerykance.

Christian Brueckner w latach 1995-2007 regularnie jeździł do Algarve, w tym do kurortu w którym zaginęła Madeleine. Mężczyzna już wcześniej skazywany był za przestępstwa na tle seksualnym. 43-latek miał dorywczo pracować w gastronomii i włamywać się do pokoi hotelowych gości.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brutalne pobicie ekspedientki w Radomiu. Trwają poszukiwania sprawcy

Prokuratura sporządziła postanowienie o przedstawieniu czterech zarzutów głównemu sprawcy brutalnego pobicia ekspedientki jednego ze sklepów w Radomiu. Śledczy zarzucają mu między innymi usiłowanie zabójstwa kobiety oraz udział w pobiciu jej syna i jego kolegi. Podejrzany nadal jest poszukiwany.

Jak poinformowała w poniedziałek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Beata Galas, w poniedziałek do Sądu Rejonowego w Radomiu skierowany został wniosek o wydanie postanowienia o zastosowaniu tymczasowego aresztowania 37-latka. Mężczyzna nadal jest poszukiwany przez policję. Według informacji portalu tvn24.pl niedługo po pobiciu, zanim policjanci zdążyli go zatrzymać, miał polecieć do Wielkiej Brytanii.

– Według śledczych mężczyzna, przewidując możliwość pozbawiania kobiety życia i godząc się na to, dwukrotnie kopnął swoją ofiarę w twarz, powodując obrażenia w postaci wieloodłamowych złamań z przemieszczeniami kości twarzoczaszki – przekazała rzeczniczka. Dodała, że zdaniem biegłego obrażenia, których doznała 50-latka, skutkują trwałym, istotnym zeszpeceniem i zniekształceniem twarzy.

Za zarzucany czyn grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat. Może to być nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Pobił sprzedawczynię, bo odmówiła mu sprzedaży papierosów

Ponad tydzień temu 37-latek pobił sprzedawczynię w jednym ze sklepów w Radomiu, bo ta odmówiła mu sprzedaży papierosów, gdyż sklep był już nieczynny. Wówczas – jak wynika z zapisu monitoringu – oburzony mężczyzna wyszedł na zewnątrz i, ciągle dyskutując ze znajdującymi się w środku osobami, najpierw rzucił w ich kierunku butelką z piwem, a następnie wziął stojącą obok sklepu drewnianą europaletę i kilkakrotnie uderzając nią w drzwi wejściowe, wybił szybę.

Śledczy zarzucają też 37-latkowi tzw. umyślne uszkodzenia mienia – mężczyzna, uderzając kilkakrotnie drewnianą europaletą, uszkodził szklane drzwi do sklepu o wartości prawie 600 zł. Podobny zarzut dotyczył jego wcześniejszego zachowania w innym sklepie w Radomiu. 37-latek awanturował się i stłukł stojące na półce butelki z alkoholem o wartości blisko tysiąca złotych.

37-latek był w przeszłości karany

Następnym krokiem prokuratury, jeśli sąd zgodzi się na aresztowanie mężczyzny w przypadku zatrzymania go, będzie wydanie za podejrzanym listu gończego. Jeśli 37-latka nie uda się zatrzymać w Polsce, wówczas uruchomiona zostanie procedura poszukiwań międzynarodowych i wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania.

37-latek był w przeszłości karany m.in. za przestępstwa przeciwko mieniu. W areszcie tymczasowym przebywają dwaj inni znajomi mężczyzny, którzy brali udział w bójce. Nie byli oni wcześniej notowani przez policję.
Źródło info i foto: tvn24.pl