Katowice: Uderzenie CBŚP w gang pseudokibiców. Zabezpieczono maczety, race i narkotyki

Policjanci CBŚP w Katowicach zatrzymali kolejne osoby ze środowiska pseudokibiców, podejrzewane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Podczas przeszukań zabezpieczono m.in. maczety, race oraz narkotyki. Mężczyźni są również podejrzani o udział w tzw. „ustawce”, do której doszło w 2010 roku.

Śledztwo dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej działającej na terenie kraju co najmniej od października 2014 roku. W tym czasie jej członkowie popełniali przestępstwa kryminalne, zajmowali się produkcją i wprowadzaniem do obrotu znacznych ilości narkotyków oraz wymuszeniami rozbójniczymi. Członkowie tej grupy są powiązani ze środowiskiem pseudokibiców jednego z lokalnych klubów sportowych.

Na podstawie zebranych informacji, policjanci CBŚP z zarządu w Katowicach, wsparci przez Samodzielny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji z Katowic przeprowadzili w minionym tygodniu działania na terenie województwa: w Chorzowie, Rudzie Śląskiej oraz Świętochłowicach. Zatrzymano 5 osób w wieku od 23 do 30 lat. Ponadto 2 mężczyzn w wieku 33 i 40 lat, doprowadzono do prokuratury z Aresztu Śledczego.

W trakcie akcji policjanci zabezpieczyli maczety, race, marihuanę, kominiarki z emblematami lokalnego klubu sportowego oraz ochraniacze na zęby. Dokładnemu sprawdzeniu poddawane są zabezpieczone u podejrzanych komputery, nośniki danych oraz telefony komórkowe. W działaniach uczestniczył przewodnik z psem do wykrywania narkotyków z katowickiej komendy.

Prokurator przedstawił podejrzanym zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz m.in. wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających i psychotropowych. Grozi im również odpowiedzialność za udział w tzw. „ustawce” w 2010 r. z użyciem niebezpiecznych narzędzi takich jak młotki, maczety itp.

Na wniosek prokuratora sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania wobec 6 osób na okres 3 miesięcy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Hongkong: Brutalny atak na stację metra. Co najmniej 45 osób zostało rannych

​Co najmniej 45 osób zostało rannych, w tym jedna jest w stanie krytycznym, po ataku zamaskowanych osobników na podróżnych na stacji metra w Hongkongu – podały w poniedziałek władze. Według świadków atakowano głównie osoby podejrzewane o udział w antyrządowym proteście.

Na amatorskich nagraniach publikowanych w internecie widać dziesiątki ubranych na biało mężczyzn, goniących i bijących bambusowymi kijami podróżnych na stacji metra Yuen Long na Nowych Terytoriach – w dzielnicy położonej pomiędzy wyspą Hongkong a granicą z Chinami kontynentalnymi. Atak miał miejsce w niedzielę ok. godz. 22.30 czasu miejscowego (godz. 16.30 w Polsce).

Do szpitali zgłosiło się co najmniej 45 osób, które ucierpiały w tym ataku – poinformowały w poniedziałek hongkońskie służby medyczne. Jeden z rannych jest w stanie krytycznym i walczy o życie, a obrażenia odniesione przez pięć innych osób określono jako ciężkie. Według lokalnych mediów wśród poszkodowanych jest kobieta w ciąży, poseł hongkońskiego parlamentu i co najmniej dwoje dziennikarzy.

Świadkowie zdarzeń na stacji Yuen Long pisali w mediach społecznościowych, że napastnicy atakowali głównie podróżnych w czarnych ubraniach, gdyż prawdopodobnie podejrzewali ich o udział w antyrządowym proteście, który odbył się wcześniej w niedzielę na wyspie Hongkong. Większość uczestników tej demonstracji ubrana była na czarno.

Wątpliwości wokół działań policji

Tymczasem hongkońska policja broni się przed zarzutami, że nie wykonywała swoich obowiązków i nie chroniła podróżnych przed zamaskowanymi bandytami. Krytycy wskazują, że policjanci rozpoczęli interwencję na stacji Yuen Long po ponad 30 minutach od zgłoszenia, gdy atak dobiegł już końca, a w ramach późniejszych operacji nikogo nie zatrzymano.

Brutalny atak na stacji metra potępił zarówno rząd Hongkongu, jak i stowarzyszenia dziennikarskie i opozycja. Obóz demokratyczny zarzucił ponadto policji, że „współpracowała z członkami triad” (hongkońskich gangów), pozwalając im na bicie niewinnych osób. Poseł Lam Cheuk-ting, któremu po ataku założono 18 szwów, ocenił w rozmowie z RTHK, że policjanci powinni ponieść odpowiedzialność karną.

Zastępca komendanta policji w dzielnicy Yuen Long, Yau Nai-keung, oświadczył w poniedziałek, że po otrzymaniu zgłoszenia na stację wysłano patrol. Funkcjonariusze zastali tam „spór pomiędzy dwiema grupami ludzi” i ocenili, że przyczyną konfliktu są różnice zdań na temat polityki. Uznali również, że nie mogą interweniować natychmiast, ponieważ „ich bezpieczeństwo nie może być zagwarantowane”, więc czekali na wsparcie – powiedział Yau, cytowany przez publiczną rozgłośnię RTHK.

Posiłków nie można było wysłać wcześniej, ponieważ „w tym samym czasie w tej dzielnicy było wiele innych walk i przypadków palenia ognia, którymi trzeba było się zająć” – wyjaśnił rzecznik policji John Tse. Kategorycznie zaprzeczył przy tym, że policja współpracuje z jakimikolwiek przestępcami, i zapewnił, że sprawcy zostaną zatrzymani, gdy tylko funkcjonariusze zgromadzą wystarczające dowody.
Źródło info i foto: interia.pl

Ludzkie szczątki odnalezione w nuncjaturze Watykanu nie należą do zaginionych w latach 80. nastolatek

Kilka tygodni temu w nuncjaturze Watykanu odnaleziono ludzkie kości. Podejrzewano, że mogą należeć do jednej z zaginionych w latach 80. nastolatek. To jednak kości mężczyzny, który zmarł znacznie wcześniej – podaje Reuters. W czasie prac budowlanych w podziemiach nuncjatury Watykanu w Rzymie odnaleziono prawie cały szkielet, a także inne fragmenty kości. Teren odnalezienia szczątków jest obszarem eksterytorialnym i należy do Stolicy Apostolskiej. Szczątki odnaleziono 30 października i 7 listopada.

Watykan. Odnalezione kości nie należą do zaginionych nastolatek

Media zaczęły spekulować, że mogą one należeć do zaginionej w 1983 roku 15-letniej córki pracownika Watykanu, Emanueli Orlandi lub do 15-letniej Mirelli Gregori, która zaginęła zaledwie 40 dni wcześniej. Zaginięcie dziewczynek początkowo wiązano z działaniem tureckich aktywistów, którzy domagali się uwolnienia Mehmeta Ali Agcy, który dokonał zamachu na papieża Jana Pawła II.

Jak podaje Reuters, badania DNA zaprzeczają tezie, by kości należały do którejś z dziewczynek. Badania wykazały, że należały do mężczyzny, który zmarł przed 1964 rokiem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Burmistrz Pułtuska wziął 90 tys. zł łapówki? Prokuratura domaga się aresztu

Prokuratura chce aresztowania burmistrza mazowieckiego Pułtuska – dowiedział się reporter RMF FM. Krzysztof N. został zatrzymany przez CBA wraz z siedmioma osobami podejrzanymi o ustawianie przetargów na kwotę ponad 4 milionów złotych. Śledczy uzupełnili burmistrzowi zarzuty o przyjęcie łapówki.

Według prokuratury, Krzysztof N. miał wziąć od jednego z przedsiębiorców 90 tysięcy zł w związku z przetargiem na budowę miejskiego żłobka. Oprócz tego, burmistrz Pułtuska jest podejrzany o przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, a także zmowę przetargową.

Śledczy chcą także aresztu dla dwóch lokalnych biznesmenów. Pozostałych 5 osób – m.in. wiceburmistrz Pułtuska – zatrzymanych przez CBA, prokuratura po postawieniu zarzutów zwolniła. Zastosowano wobec nich kaucje w wysokości do 70 tys. zł, dozory policyjne i zakaz opuszczania kraju.

CBA zajmuje się także oświadczeniami majątkowymi burmistrz i wiceburmistrz Pułtuska za lata 2014-2018.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano 3 osoby w sprawie pobicia nastolatki w Katowicach

Trzy młode kobiety podejrzewane o pobicie w Katowicach 16-latki są już w rękach policji. Dziś rano same zgłosiły się do komisariatu. Pobicie miało miejsce 29 września 2017 roku na przystanku autobusowym przy ul. Ściegiennego w Katowicach. Wizerunki młodych kobiet utrwaliły kamery z pobliskiego lokalu, który wcześniej odwiedziły. W ostatnich dniach zostały one udostępnione przez policję i opublikowane w mediach.

Pobita nastolatka to mieszkanka Siemianowic Śląskich. Policja nie podaje, jak poważnych obrażeń doznała. Nie informuje też szerzej o okolicznościach samej napaści.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Francja: Dwoje młodych ludzi podejrzewanych o planowanie zamachu

Francuska policja zatrzymała dwoje młodych ludzi podejrzewanych o planowanie zamachu. Przesłuchiwana jest także kobieta, która po kilku latach pobytu wróciła z Syrii do Francji. Według prowadzących dochodzenie para – 21-letni mężczyzna i jego 17-letnia partnerka – miała wkrótce przeprowadzić zamach. Dziewczyna przeszła na islam dwa lata temu pod wpływem swojego chłopaka.

Kontrwywiad francuski ustalił, że para była w stałym kontakcie z Raszidem Kassimem, Francuzem odpowiedzialnym w Państwie Islamskim za propagandę ideologii dżihadu.

Raszid Kassim przebywa na pograniczu syryjsko-irackim i jest przez francuski kontrwywiad, zajmujący się terroryzmem, uważany za osobę sterującą na odległość zamachowcami we Francji, m.in. dwoma młodymi chłopakami, którzy w bestialski sposób zamordowali księdza pod Rouen. Do nawiązywania kontaktów i wydawania instrukcji francuskim islamistom, posługuje się on komunikatorem umożliwiającym wysyłanie zakodowanych wiadomości.

Przesłuchanie kobiety powracającej z Syrii

Jednocześnie trwają przesłuchania matki czworga dzieci, która dwa lata temu z nawróconym na islam mężem Francuzem, dołączyła do dżihadu. Jej mąż najprawdopodobniej zginął. Kobieta teraz wróciła do Francji. Od lipca policja i kontrwywiad zatrzymali co najmniej 15 osób, w tym wielu nieletnich, których podejrzewa się o planowanie ataków.
Żródło info i foto: TVP.info

Osoby podejrzewane o terroryzm chciały przyjechać do Polski na ŚDM

Mieliśmy sygnały od naszych partnerów z zagranicy o osobach, które mogą mieć związek z terroryzmem i chcą przyjechać do Polski na ŚDM; wszystkie te informacje były szczegółowo weryfikowane – mówi szef policji nadinsp. Jarosław Szymczyk.

Jak dodał, w zdecydowanej większości okazało się, że takie osoby do Polski nie dotarły. Komendant przypomniał równocześnie, że w noc poprzedzającą mszę św. w Brzegach – kończącą ŚDM, zatrzymano 28-letniego obywatela Austrii. Został on wydalony z Polski na mocy przepisów tzw. ustawy antyterrorystycznej.

– Otrzymaliśmy informację o obywatelu Austrii, którego zachowanie, w miejscu jego zamieszkania, wzbudziło obawy. Wynikało z niej, że zamierza przyjechać do Krakowa, a następnie chce przedostać się do Syrii – poinformował generał.

Podkreślił, że dotarcie do mężczyzny w momencie, gdy w Krakowie znajdowało się tylu pielgrzymów (szacowano, że na mszy św. w Brzegach było ich ponad 2 miliony – red.) było trudne. „To był ogrom pracy, ale znaleźliśmy, zidentyfikowaliśmy i zatrzymaliśmy. Zebrany materiał pozwolił na jego wydalenie, na podstawie ustawy antyterrorystycznej”- dodał Szymczyk.

„Lecę na Błonia, bomba gotowa”

Policjanci sprawdzali też m.in. internet, analizując wpisy, które mogłyby świadczyć o zagrożeniu terrorystycznym. Zatrzymano m.in. mężczyznę, który napisał „lecę na Błonia, bomba gotowa”; usłyszał zarzut fałszywego zawiadomienia o zagrożeniu, grozi mu do ośmiu lat więzienia.

– Ta sprawa pokazuje sprawność służb. Wpisów w internecie jest mnóstwo, nie sposób przeanalizować wszystkich, a jednak tego typu zostały wyłapane. Zatrzymaliśmy też mężczyznę, który utworzył fikcyjny portal informacyjny i zamieścił tam informacje o zamachu terrorystycznym na krakowskim rynku. Podawał, że są ofiary, osoby ranne. Szybko do niego dotarliśmy- zaznaczył Szymczyk.

Ksiądz podbiegł do papamobile

Szymczyk pytany o osoby podbiegające do papieża powiedział, że był to wynik spontanicznych reakcji wiernych. Dodał, że były dwa takie przypadki. – W pierwszym, w czasie przejazdu papieża na uroczystości na Wawelu do papamobile podbiegł ksiądz. Został zatrzymany i sprawdziliśmy jego dane. Ponieważ nic nie świadczyło o tym, że chciał dopuścić się przestępstwa, został pouczony. Podobnie było w przypadku zakonnicy, która podbiegła do ojca świętego, by przekazać mu flagę – dodał generał.

Poinformował również, że zatrzymano także młodego człowieka, który na trasie przejazdu papieża wspiął się „na element infrastruktury”. – Ponieważ znalazł się właśnie na trasie przejazdu, został zatrzymany i sprawdzony- dodał komendant.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Francja: udaremniono zamach terrorystyczny

We Francji udaremniono kolejną próbę zamachu. Policja zatrzymała w Montpellier na południu kraju małżeństwo podejrzewane o planowanie ataku terrorystycznego. Funkcjonariusze brygady antyterrorystycznej przesłuchują młodą kobietę i jej męża będącego obywatelem Czadu i Francji.

Podczas rewizji w ich mieszkaniu znaleziono gazety wydawane przez Al-Kaidę, materiały propagandowe tak zwanego Państwa Islamskiego, instrukcję budowy bomby oraz ładunek wybuchowy, który włożony pod suknię miał sprawiać wrażenie, że kobieta jest w ciąży. To właśnie ona, matka półtorarocznego dziecka miała dokonać samobójczego zamachu.

W tej chwili we Francji przy wejściu do każdego domu handlowego, sali gimnastycznej czy widowiskowej trzeba przejść specjalną kontrolę, odpinając kurtki i płaszcze, aby pokazać, że pod nimi nie ma żadnej bomby przytwierdzonej do pasa. Ładunek znaleziony u pary w Montpellier był owinięty folią tak, aby nie można było go wykryć w czasie kontroli wykrywaczami metali.
Żródło info i foto: interia.pl

Dżihadyści leczą się w Polsce?

„Bojownicy Państwa Islamskiego działają i leczą się w naszym kraju” – mówi „Rzeczpospolitej” szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego generał Dariusz Łuczak. „Przyglądamy się kilkudziesięciu osobom, które podejrzewamy o współpracę z ISIS” – precyzuje. Szef ABW twierdzi, że pojawiają się pojedyncze, niepokojące sygnały o współpracy Polaków z Państwem Islamskim. „Rzeczpospolita” podaje, że Agencja przygląda się m.in. Polakom, którzy przed laty wyjechali do Niemiec lub Norwegii, tam przeszli na islam i stamtąd jeżdżą walczyć po stronie ISIS. Monitoruje też działania mieszkających u nas cudzoziemców. W ten sposób namierzono działającą w diasporze Czeczenów na Podlasiu komórkę wsparcia dla Państwa Islamskiego.

To zaplecze dla dżihadu – wyjaśnia w „Rzeczpospolitej” generał Łuczak. To grupa ludzi, którzy organizują środki finansowe, przygotowują miejsca odpoczynku i leczenia. Znamy przypadki lokowania rannych bojowników w prywatnych polskich szpitalach – dodaje.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Stworzyli nowy Amber Gold

Spektakularne zatrzymania szefów nadzorujących jeden z największych parabanków w Polsce – Pożyczka Gotówkowa – dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa. W rękach policji są w sumie 4 osoby podejrzewane o oszustwa na szkodę klientów. Straty sięgają dziesiątek milionów złotych. Według informacji naszego reportera, wśród zatrzymanych jest dwóch członków zarządu spółki Pożyczka Gotówkowa z siedzibą w Gdańsku. To te same osoby i ta sama firma, która wcześniej działała w Słupsku pod szyldem Polskiej Korporacji Finansowej Skarbiec. Chodzi o prezesa i wiceprezesa tej spółki. Według ustaleń śledczych, przez ich działalność poszkodowanych może być blisko 70 tysięcy osób, którym spółka miała udzielać kredytów. Kwota strat to prawie 180 milionów złotych. Od rana trwają przeszukania w biurach należących do obu spółek.

Wśród zatrzymanych jest też szef spółki Baltic Money oraz jej księgowy. Według śledczych, ta firma – podobnie jak Skarbiec i Pożyczka Gotówkowa – obiecywała klientom, że dostaną pożyczkę, gdy uiszczą wcześniej tzw. opłatę przygotowawczą, konieczną do rozpoczęcia procedury udzielenia pożyczki. Klienci wpłacali opłatę, ale pieniądze ostatecznie do nich nie trafiały. W Baltic Money oszukanych tak miało zostać blisko 1,3 tys. klientów, a spółka miała zyskać w ten sposób ponad 1,4 mln złotych. Dziś prokuratura planuje przesłuchanie wszystkich zatrzymanych. Jeszcze dziś mają oni usłyszeć zarzuty. Śledztwo w tych sprawach prowadzone jest w kierunku oszustwa na szkodę klientów na wielką skalę.

29 ekspertów przygotowało kompleksowa opinię dla prokuratury

To właśnie ta kompleksowa opinia pozwoliła na zatrzymanie prezesa i wiceprezesa dawnej Polskiej Korporacji Finansowej Skarbiec. Dzięki niej śledczy dowiedzieli się, czy nierzetelne informowanie klientów o warunkach na jakich udzielano pożyczek – tak jak zdarzało się to w niektórych – oddziałach regionalnych był obowiązującym modelem w działaniu całej spółki. Opinią, którą śledczy dostali pod koniec grudnia to – jak ustalił reporter RMF FM – kropka nad „i” w tej sprawie. Daje bowiem podstawy do stawiania zarzutów także członkom zarządu dawnej Korporacji Skarbiec.

Jak rozpracowywano działalność oszukańczej spółki

Gdańska prokuratura zajęła się sprawą Skarbca (później Pomocnej Pożyczki) po tym, jak w październiku 2012 r. zawiadomienie złożył jeden z klientów parabanku. Zapewniony przez pracowników Skarbca, że otrzyma pożyczkę, wpłacił tzw. opłatę przygotowawczą. Po jakimś czasie spółka postawiła klientowi dodatkowe warunki, których nie był w stanie spełnić. Klient pożyczki nie dostał, nie zwrócono mu też wpłaconych pieniędzy. Do prokuratury zaczęły napływać zawiadomienia od kolejnych osób. Śledczy zabezpieczyli dokumentację finansowo-księgową spółki i na jej podstawie ustalili, że od 2002 r. Skarbiec i Pomocna Pożyczka zawarły umowy przedwstępne, pobrały opłaty (w wysokości 5-10 proc. kwoty, o jaką wnioskowano), po czym nie udzielili pożyczek ok. 70 tys. osób.

Z ustaleń prokuratury wynika, że przynajmniej część klientów parabanku przed podpisaniem przedwstępnej umowy pożyczki oraz w trakcie jej podpisywania była nierzetelnie informowana przez pracowników. Mieli oni zapewniać, że pożyczka zostanie udzielona w krótkim terminie, a jedynym warunkiem jest uiszczenie opłaty przygotowawczej i podpisanie weksla. Natomiast w przypadku odmowy udzielenia pożyczki lub rezygnacji z niej opłata przygotowawcza miała zostać w całości zwrócona.
Żródło info i foto: RMF24.pl