Floryda: Makabryczne odkrycie pod podłogą domu. Ludzkie płody w słojach

Niektóre pochodzą z lat 60, inne z 70. Odkryto je w Gainesville na Florydzie. Stało się to przypadkiem podczas rutynowej kontroli fundamentów domu. W kilku słojach były ludzkie płody i języki. Przerażony inspektor o znalezisku powiadomił policję. Teraz byłemu mężowi właścicielki budynku grożą zarzuty.

Jak podaje lokalna stacja WTSP pod podłogą domu w Gainesville na Florydzie, znaleziono słoje z ludzkimi szczątkami. Ludzkie płody i języki znajdowały się w formalinie. Odkrycia dokonano podczas inspekcji stanu fundamentów budynku i powiadomiono o nim władze.

Szybko ustalono, że słoje schował pod podłogą były mąż właścicielki dr Ronalda Baughmana. Mężczyzna jest emerytowanym profesorem University of Florida. Próbki pozyskał podczas swoich badań i zabrał je do domu. Zapomniał o nich, podobnie jak jego była żona.

Kilkadziesiąt lat temu tego typu postępowanie nie było niczym niezwykłym. Przepisy prawa uległy jednak zmianie. Jak powiedział rzecznik uczelni Steve Orlando w rozmowie z telewizją WCJB-TV „istnieją bardzo surowe przepisy federalne i stanowe, które tego zabraniają”. Wynoszenie preparatów biologicznych jest również wbrew polityce uczelni. Nie jest wykluczone, że lekarz zostanie pociągnięty do odpowiedzialności prawnej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Daniel M. z wyrokiem. Zamurował 20-latkę w piwnicy i udawał, że uciekła za granicę

W jednym z domów w pomorskim Debrznie odkryto zamurowane w podłodze piwnicy zwłoki kobiety. O zbrodnię od początku podejrzewany był jej mąż, choć on sam utrzymywał, że żona uciekła za granicę, na długie lata zostawiając go samego z córką. Po ponad dwóch latach od makabrycznego odkrycia w sprawie zapadł wyrok.

Wyrok w sprawie Daniela M. zapadł w środę przed południem – 21 lat po zabójstwie 20-letniej Angeliki Jakubowskiej (brat pokrzywdzonej, oskarżyciel posiłkowy wyraził zgodę na publikację danych osobowych). 44-latek oskarżony był też o wyłudzenie alimentów na córkę – łącznie ponad 14,8 tys. zł. Sprawę dokładniej opisywaliśmy w styczniu:

Sąd skazał Daniela M. za zabójstwo na 15 lat pozbawienia wolności, a za wyłudzenie alimentów na 2 lata. Sąd przyjął tu jednak, że z wyłudzenia oskarżony nie uczynił sobie źródła utrzymania i ostatecznie wymierzył mu łączną karę 15 lat pozbawienia wolności.

Co więcej, Daniel M. ma wypłacić 100 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz córki Angeliki, Magdaleny J. i 50 tys. zł na rzecz brata zamordowanej. Wyrok nie jest prawomocny.

Obie strony zapowiedziały wystąpienie o pisemne uzasadnienie orzeczenia i złożenie apelacji od wyroku. „Materiał dowodowy zebrany w tej sprawie nie pozwala na przyjęcie, by oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu” – ocenił obrońca Daniela M. Marek Kobyłecki. Z kolei prokurator Renata Szamiel podkreśliła, że samo uznanie winy i zamiaru bezpośredniego oskarżonego w procesie poszlakowym „to sukces prokuratury”. Natomiast kwestia kary „nie jest kwestią zakończoną”. Prokuratura zamierza wnieść apelację w zakresie wymiaru kary. A domagała się dożywocia.

Daniel M. nie przyznał się do zabójstwa Angeliki

Brat ofiary – oskarżyciel posiłkowy – w imieniu swoim i drugiego z braci wnosił o dożywocie dla Daniela M., możliwość ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 30 latach odbywania kary, odebranie praw obywatelskich na 10 lat, zakaz zbliżania się do córki zamordowanej na odległość mniejszą niż 50 m, zwrot kosztów pogrzebu siostry oraz zadośćuczynienie, nawiązkę i odszkodowanie w kwocie 5 mln zł. Obrona chciała natomiast uniewinnienia dla swojego klienta. On sam stwierdził, że jest niewinny. Podczas procesu nie przyznał się do zabójstwa.

„Sąd ostatecznie uznał, że wina i sprawstwo co do popełnienia dwóch czynów […] nie budzi wątpliwości” – powiedział w środę sędzia Turczyn. 

Wciąż jednak nie wiadomo, jak doszło do zabójstwa. „Nie ma bezpośredniego dowodu, że do zabójstwa doszło przy użyciu kabla elektrycznego” – powiedział sędzia, wskazując, że taka hipoteza pozostaje wersją przedstawioną przez prokuraturę.

Zbrodnia w Debrznie 

Angelika Jakubowska została zamordowana 2 października 1998 r. i – zdaniem sądu – była to zbrodnia zaplanowana. Daniel M. (przyjął nazwisko drugiej żony) po powrocie z pracy do domu miał udusić swoją żonę wcześniej przygotowanym kablem elektrycznym, zaprosić znajomych, ale tylko do kuchni, by nie budzić śpiącej córki, a zyskać dla siebie alibi.

Gdy poszli w przekonaniu, że Angelika wyjechała do rodziny do Piły, jej zwłoki umieścił w torbie podróżnej. Bez butów i bez biżuterii, z którą Angelika się nie rozstawała. Wieczorem torbę z ciałem zniósł do piwnicy, do nieużywanego pomieszczenia. Widziany przez sąsiadkę, późniejszą partnerkę, wyjaśnił, że idzie po węgiel. Zwłoki żony umieścił w pozostałościach średniowiecznej studni, wylał posadzkę, podłogę wyłożył cegłami. Zmienił kłódkę.

Daniel M. różnym osobom podawał różne wersje co do zniknięcia żony. Świadkowie zeznali, że jednym powiedział, że „wyszła jak stała”, innym, że wyjechała do rodziny do Piły, że pojechała do Niemiec i się „tam prostytuuje” lub że go okradła.

Zaginięcie żony zgłosił 18 października, a dzień później wystąpił do sądu z pozwem o rozwód, który ostatecznie został orzeczony, z jednoczesnym wnioskiem o zasądzenie alimentów od Angeliki J. na rzecz ich małoletniej córki. Potem wnioskował też skutecznie o ich podwyższenie. Łącznie Daniel M. niesłusznie pobrał z Funduszu Alimentacyjnego słupskiego oddziału ZUS kwotę ponad 14,8 tys. zł.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Będzin: Katował własną babcię na klatce schodowej

Dramatyczne sceny rozegrały się na klatce schodowej bloku w Będzinie. Młody mężczyzna katował swoją babcię, nie zważając na monitoring. Uwaga! Drastyczne nagranie. 29-latek mieszkał z babcią w będzińskiej dzielnicy Warpie. W sobotę wieczorem zaatakował staruszkę. Kamera monitoringu umieszczona na klatce nagrała, jak kopie praktyczne bezwładną staruszkę, a później ciągnie ją po podłodze, by wreszcie wciągnąć do mieszkania.

Na szczęście zareagowali sąsiedzi. Wezwali do 70-latki pomoc. Wnuk trafił z kolei na komisariat. Usłyszał zarzuty i grozi mu teraz 5 lat więzienia. Będzie też musiał wyprowadzić się z mieszkania babci, ma zakaz zbliżania się do niej. Musi też meldować się na komendzie, bo dostał dozór policyjny.

Z ustaleń policji wynika, że mężczyzna wyładował swoją złość na staruszce po kłótni, w jaką wdał się wcześniej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Chińczycy handlowali nielegalnym bursztynem

​Prawie trzy tony bursztynu znaleźli w jednym z warszawskich mieszkań mazowieccy policjanci. Pochodzenie zarekwirowanego surowca nie jest znane. Wiadomo natomiast, że straty Skarbu Państwa wyniosły ponad 440 tys. złotych. Z zabezpieczonych na miejscu dokumentów wynika, że – objęta śledztwem – spółka zarabiała, ale nie wykazywała tego w deklaracjach podatkowych – tłumaczy Andrzej Lewicki z Komedy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. Prokurentem firmy, odpowiedzialnym za proceder, był obywatel Chin.

W piwnicy przeszukanego domu znaleziono też maszyny do obróbki bursztynu oraz drobny bursztyn, przechowywany w workach oraz luzem, w pryzmach na podłodze. Natomiast na parterze budynku mieścił się sklep jubilerski, w którym oferowano wyroby z bursztynu. W sumie kilkaset sztuk. Ich wartość oszacuje teraz biegły. Policjanci zabezpieczyli również gotówkę – ponad 65 tys. dolarów.

Obywatel Chin usłyszał już zarzuty. Wobec podejrzanego zastosowano środki zapobiegawcze w postaci zakazu opuszczania kraju, zatrzymania paszportu, poręczenia majątkowego oraz dozoru policji. Sprawą – pod nadzorem radomskiej Prokuratury Okręgowej – zajmuje się Trzeci Mazowiecki Urząd Skarbowy.
Źródło info i foto: interia.pl

Kajetan P. pod stałą kontrolą

„Hannibalowi z Żoliborza”, który w lutym w Warszawie brutalnie zamordował Katarzynę J. (+31 l.) i odciął jej głowę, przyznano status N. Oznacza to, że Kajetan P. (27 l.) jest szczególnie niebezpiecznym przestępcą. Morderca trafił do jednoosobowej celi, w której każdy jego krok jest śledzony przez kamery.

W dodatku łóżko, taboret i stół są przytwierdzone do podłogi, a jego wyjścia na spacerniak są bardzo ograniczone. Nie może też korzystać z własnej odzieży i obuwia. W najbliższych dniach mają też zostać przesłuchane ofiary i świadkowie napaści „Hannibala” na więzienną psycholog oraz strażnika. Wtedy też prokurator podejmie decyzję, czy rozszerzyć mu zarzuty.
Żródło info i foto: se.pl

Płynna heroina w butelkach po likierze

Pięć butelek pełnych heroiny w formie roztworu próbował wwieźć do Polski kurier narkotykowy. Wpadł na przejściu w Dorohusku. Butelki po likierze wypełnione podejrzaną substancją ukryte były w podłodze jego samochodu osobowego. O godzinie 3 nad ranem na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Dorohusku do kolejki podróżnych, którzy nie zgłaszają nic do oclenia podjechał samochód osobowy na zagranicznych numerach rejestracyjnych. – Ze względu na dobro śledztwa wiele szczegółów musimy zachować na razie dla siebie – wyjaśnia Marzena Siemieniuk, rzeczniczka izby Celnej w Białej Podlaskiej. Jak dodaje, celnicza czujność kazała jednemu z funkcjonariuszy skierować podróżnego do szczegółowej rewizji.

Miał być likier, była heroina

A tam sprawdzając samochód krok po kroku, pod podłogą auta natknęli się na owinięte tkaniną butelki. Z etykiety wynikało, że powinny zawierać likier. Ale w środku znajdowała się podejrzana substancja. Szybki test zdradził, że to rozpuszczona heroina. Łączna waga pięciu butelek to 7,2 kg. – Ile faktycznie jest narkotyku okaże się w naszym laboratorium, gdzie zostanie zmieniony jego forma – wyjaśnia celniczka i dodaje, że kilogram czystego narkotyku w formie stałej wart jest na czarnym rynku w Polsce ok. 200 tys. złotych. W marcu 2014 r. na granicy w Dorohusku funkcjonariusze Służby Celnej udaremnili przemyt 96 kg heroiny o szacunkowej wartości rynkowej 20 mln zł.
Żródło info i foto: TVP.info

Mąż przez tydzień nie zauważył, że żona nie żyje?

61-letnia kobieta przez tydzień leżała martwa w swoim domu. Nie zauważył tego jej mąż, który kompletnie pijany przebywał w mieszkaniu. Policję powiadomił sąsiad, który był zaniepokojony tym, że nie widział przez kilka dni swojej 61-letniej sąsiadki. Mundurowi weszli do mieszkania i zobaczyli leżące na podłodze zwłoki kobiety.

– Ze wstępnych ustaleń wynika, że kobieta zmarła najprawdopodobniej w ubiegłym tygodniu – informuje Joanna Kopeć z zamojskiej policji.

Obecny na miejscu prokurator zarządził sekcję zwłok, która wyjaśni przyczyny śmierci kobiety. Funkcjonariusze zatrzymali 65-letniego męża kobiety oraz 38-latka, który mieszkał z małżeństwem. 65-latek był pijany – miał blisko dwa promile. Obu mężczyznom postawiono zarzut nieudzielenia pomocy i nieumyślnego spowodowania śmierci.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Kórnik: sekcja zwłok potwierdza, że zabetonowane zwłoki to poznański biznesmen

W Kórniku w woj. wielkopolskim, w domu poszukiwanego listem gończym mężczyzny, który w środę śmiertelnie postrzelił się w głowę podczas interwencji policji, pod posadzką znaleziono zalane betonem zwłoki. Sekcja zwłok potwierdziła tożsamość mężczyzny – to poznański biznesmen, który zaginął pod koniec czerwca – podało RMF FM. W związku ze sprawą aresztowano dwie osoby – kobietę i mężczyznę. Są podejrzewani o dokonanie zabójstwa. Dziś zostali doprowadzeni przed sąd w Poznaniu. Zastosowano wobec nich 3-miesięczny areszt. Zdaniem mieszkańców Kórnika nic nie wskazywało na to by w domu, w którym odkryto ciało działo się coś niepokojącego. Mariusz Orlicki, zastępca prokuratora okręgowego w Poznaniu poinformował, że biznesmen został zwabiony w miejsce, w którym potem zginął. Prokurator dodał, że śledczy gruntownie badają teren posesji, na której znajdowały się zwłoki. – „Cegła po cegle będziemy sprawdzać, czy znajdują się tam dowody popełnienia innych przestępstw” – powiedział. Sekcja zwłok wykazała, że prawdopodobnie mężczyzna zginął już w dniu zaginięcia. Żródło info i foto: wp.pl

Ciało zamurowane w podłodze

Ciało zamurowane w podłodze w domu w podpoznańskim Kórniku (woj. wielkopolskie) zaleźli policjanci. Do budynku weszli, by zatrzymać mężczyznę poszukiwanego za oszustwa. Wtedy ten postrzelił się w głowę. Ranny trafił do szpitala, gdzie w czwartek po godz. 14 zmarł. Śledczy podejrzewają, że zamurowane zwłoki to ciało zaginionego pod koniec czerwca biznesmena Mariusza O. (61 l.)
– „Kilkanaście dni temu policjanci służby kryminalnej uzyskali informacje, które wskazywały, że mieszkaniec Kórnika i kilka innych osób mogą być zamieszani w przetrzymywanie mężczyzny, którego zaginięcie pod koniec czerwca zgłosiła rodzina, która straciła z nim kontakt” – mówi Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji. Żródło info i foto: Fakt.pl

Napad na stację benzynową z nożami

Sprawcy uzbrojeni w rzeźnickie noże wdarli się do środka jednej ze stacji benzynowych. Nie chodziło im jednak o pieniądze. Ścigali mężczyznę, którego chcieli zmusić do zmiany zeznań złożonych przeciw niem w śledztwie. Do brutalnego napadu na stacji doszło niespełna rok temu przy al. Palki. Był środek nocy, kiedy wbiegł tam młody mężczyzna. Rozejrzał się i rzucił za ladę, przy której stała sprzedawczyni. – „Ten człowiek od razu wskoczył do mnie za kasę. Przestraszyłam się, ale on rzucił się na podłogę” – relacjonowała kasjerka. Widać było, że kogoś się bardzo boi, że chce się schować. Wkrótce na stacji zaczęło przybywać ludzi. – „To nie byli zwyczajni klienci. Zaczęły się krzyki, wulgarne wyzwiska. Domyśliłam się, że pewnie szukają tego człowieka, który ukrył się za kasą” – opowiadała kobieta. Mężczyźni trzymali w ręce noże. Robiło się groźnie. Na szczęście w tym momencie któryś z napastników zarządził odwrót bandy. Żródło info i foto: Fakt.pl