Wybuch na deptaku w Lyonie. Policja poszukuje sprawcy.

Policja poszukuje podejrzanego o podłożenie ładunku wybuchowego w Lyonie. Jego wizerunek zarejestrowały uliczne kamery. Służby apelują o pomoc w identyfikacji mężczyzny. W wyniku eksplozji rannych zostało 13 osób. Do zdarzenia doszło w piątek po południu na ulicy Wiktora Hugo w Lyonie, niedaleko piekarni La Brioche Doree. Lokalne władze poinformowały, że rannych zostało 13 osób, w tym jedno dziecko. 11 rannych trafiło do szpitala. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – podała francuska telewizja BFMTV.

„Nikt nie wziął odpowiedzialności”

Śledztwo w sprawie eksplozji przejęła paryska prokuratura do spraw terroryzmu. – Na razie nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za przeprowadzenie piątkowego ataku bombowego w Lyonie – poinformował w sobotę prokurator do spraw walki z terroryzmem Remy Heitz. Dodał, że mężczyzna, który miał podłożyć ładunek wybuchowy, zbiegł. Prokurator podkreślił, że zastosowano „wszystkie środki” w celu „szybkiego zidentyfikowania i przesłuchania” sprawcy ataku.

Wizerunek podejrzanego

Podejrzanego nagrały kamery monitoringu. Domniemany sprawca szedł deptakiem, prowadząc ciemny rower. Podłożył ładunek przy wejściu do piekarni w centrum miasta. Jak opisuje policja, mężczyzna był zamaskowany, miał na sobie beżowe szorty, ciemnozieloną koszulkę, szalik lub chustkę w kolorze khaki oraz ciemne okulary. Na plecach miał czarny plecak. W sobotę służby opublikowały nowy wizerunek podejrzanego. Na zdjęciach widać mężczyznę, który jedzie na ciemnym rowerze. W poszukiwania mężczyzny zaangażowało się 90 śledczych wspieranych przez 30 policyjnych techników i lokalną policję. Do tej pory podejrzanego nie udało się zidentyfikować.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nożownik zaatakował w Melbourne. Inspirował się Państwem Islamskim

Mężczyzna, który podłożył w piątek ogień w ciężarówce z butlami gazowymi w centrum Melbourne i ugodził śmiertelnie nożem jedną osobę, inspirował się Państwem Islamskim, choć nie miał bezpośrednich związków z tym ugrupowaniem – podała w sobotę policja. Zamachowca zidentyfikowano jako urodzonego w Somalii 30-letniego Hassana Chalifa Shire Alego; podano, że zradykalizował się on pod wpływem Państwa Islamskiego i był znany wcześniej policji. Podczas ataku został postrzelony przez policjantów i zmarł w szpitalu.

Według policji paszport Shire Alego był nieważny od 2015 roku; służby wywiadu twierdzą, że planował wyjazd do Syrii, jednak uważano, że nie stanowi on zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego.

„Myślę, że Shire Ali był zainspirowany Państwem Islamskim. Nie uważamy, aby miał bezpośrednie kontakty z tym ugrupowaniem; zradykalizował się pod wypływem jego propagandy” – powiedział Ian McCartney, zastępca komisarza australijskiej policji federalnej.

Do ataku doszło w piątek w centrum Melbourne w ruchliwej dzielnicy handlowej, chwilę przed szczytem komunikacyjnym. Somalijczyk zaatakował nożem przechodniów, raniąc śmiertelnie 74-letniego Sisto Malaspinę, współwłaściciela słynnej w mieście kawiarni „Pellegrini”.

Przedstawiciele policji stanu Wiktoria poinformowały, że w związku z atakiem nożownika przeszukały dwie nieruchomości w mieście, lecz nie podano wyników tego przeszukania.
Źródło info i foto: interia.pl

Jak tłumaczył się Dariusz R.? Podłożył bombę pod autem żony

Chciał nastraszyć żonę i jej dokuczyć, ale też się jej pozbyć – tak tłumaczył się 42-letniego Dariusza R., który przyznał się do podłożenia ładunku wybuchowego pod samochodem jego żony. Mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące.

Decyzję o areszcie podjął Sąd Rejonowy w Świeciu (Kujawsko-Pomorskie). Mężczyzna jest podejrzany o usiłowanie zabójstwa żony przez podłożenie bomby pod jej samochodem. Kobieta, nauczycielka z Warlubia, znalazła ładunek wybuchowy, gdy w poniedziałek przyjechała do pracy.

Po wykryciu ładunku ewakuowanych zostało 680 przedszkolaków, uczniów i nauczycieli Zespołu Szkół (przedszkole, podstawówka, gimnazjum) i pobliskiego Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego. Policyjni pirotechnicy korzystając z robota, usunęli podejrzany ładunek spod samochodu. Następnie na pobliskim placu przeprowadzili eksplozję kontrolowaną, neutralizując w ten sposób ładunek. Jeszcze w poniedziałek policja zatrzymała w Bydgoszczy męża nauczycielki, 42-letniego Dariusza R.

Zanim sąd zdecydował o aresztowaniu, prokurator przedstawił mężczyźnie zarzuty dotyczące usiłowania zabójstwa żony z użyciem materiałów wybuchowych (z art. 148 par. 2 pkt 4), za co grozi nawet dożywocie, oraz m.in. wytwarzania i posługiwania się substancją lub przyrządem wybuchowym bez wymaganego zezwolenia (z art. 171 par. 1).

„Bombę umie zrobić każdy mężczyzna”

Jak poinformowała zastępczyni prokuratora rejonowego z Prokuratury Rejonowej w Świeciu Monika Blok-Ameda, Dariusz R. w czasie przesłuchania przyznał się do skonstruowania i podłożenia bomby, ale twierdził, że nie miał zamiaru zabicia żony. Jego wyjaśnienia jednak nie były spójne. Zapewniał, że chciał nastraszyć żonę i dokuczyć jej, ale również mówił, że chciał się jej pozbyć. Pytany, skąd wiedział, jak skonstruować bombę, powiedział, że to potrafi każdy mężczyzna.

Z ustaleń biegłych wynika, że bomba zawierała 2 kg ładunku wybuchowego i petardy, a była tak skonstruowana, że miała wybuchnąć w czasie jazdy kobiety. Do produkcji bomby został wykorzystany budzik z domu małżonków. Przypuszczalnie podczas jazdy instalacja rozłączyła się i nie doszło do wybuchu.

Prokuratura rozważy skierowanie podejrzanego na obserwację psychiatryczną. Będzie też oczekiwała na szczegółową opinię biegłych, m.in. wyjaśnienie, czy wybuch bomby mógł zagrozić większej liczbie ludzi i spowodować poważne starty.

Dariusz R. nie był karany. Rodzina miała założoną Niebieską Kartę, ale nie były prowadzone postępowania w sprawie przemocy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

42-latek z Grudziądza podłożył bombę pod autem żony, nauczycielki z Warlubia. Usłyszał zarzut

42-letni mieszkaniec Grudziądza został doprowadzony do prokuratury w Świeciu. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa żony. Mężczyzna jest podejrzany o podłożenie ładunku wybuchowego pod samochodem nauczycielki z Warlubia. 42-latek jest przesłuchiwany przez prokuraturę w Świeciu w województwie kujawsko-pomorskim. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Jak informuje reporter RMF FM Kuba Kaługa, prokuratura wystąpiła już do sądu o 3-miesięczny areszt dla mężczyzny.

Podczas przesłuchania mężczyzna nie przeczył, że własnoręcznie skonstruował ładunek wybuchowy, i że podłożył go pod auto żony. Twierdził jednak, że nie chciał zabić kobiety. Nie umiał jednak wyjaśnić, dlaczego to zrobił. Z jednej strony wspominał, że chciał pozbyć się żony, a z drugiej mówił, że chciał ją nastraszyć, zmienić sposób jej myślenia o nim.

Prokurator uznał, że te wyjaśnienia są niespójne i nielogiczne. Postawił 42-latkowi zarzut usiłowania zabójstwa w związku ze skonstruowaniem ładunku wybuchowego. Biegli stwierdzili, że w razie eksplozji 2-kilogramowej mieszaniny z pewnością zniszczone zostałoby auto, wybuch doprowadziłby do jego pożaru, a wtedy życie kobiety byłoby realnie zagrożone.

Także dla jej bezpieczeństwa prokurator uznał, że konieczne jest aresztowanie mężczyzny. Małżonkowie, choć się rozwodzą, wciąż ze sobą mieszkają. Nauczycielka z Warlubia, która w poniedziałek przyjechała do pracy, pod swoim autem znalazła bańkę z nieokreśloną substancją i mechanizmem tykającym jak budzik. Zaalarmowała dyrekcję szkoły, na miejsce wezwano policję. Ewakuowanych zostało 680 przedszkolaków, uczniów i nauczycieli Zespołu Szkół i pobliskiego Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego.

Policyjni pirotechnicy korzystając z robota usunęli podejrzany ładunek spod samochodu i zneutralizowali go wywołując eksplozję kontrolowaną. Bomba skonstruowana prawdopodobnie przez 42-latka znajdowała się w pojemniku po płynie do spryskiwaczy. W pojemniku były jeszcze dwa mniejsze. Jeden – po lodach – wypełniony był petardami. Drugi – po soku – nieustaloną masą pirotechniczną. Wszystko było podłączone do budzika i 9-voltowej baterii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wrocław: Bomber planował masakrę

Dziesiątki zabitych i rannych – taki mógł być bilans ofiar, gdyby powiódł się zamysł Pawła R. (23 l.), studenta chemii z Politechniki Wrocławskiej. 19 maja 2016 roku zamachowiec podłożył bombę w autobusie 145. Jechało nim 41 osób. Tylko czujność pasażerki i szybka reakcja kierowcy sprawiły, że ładunek eksplodował na przystanku, a nie w pojeździe. Dziś do sądu trafi akt oskarżenia w tej sprawie.

Bomber szczegółowo wszystko przemyślał i zaplanował. Jasno wynika to z aktu oskarżenia. – 19 maja rano zadzwonił do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Powiedział, że chce dostać 120 kg złota, inaczej „we Wrocławiu zaczną wybuchać bomby”. Zapowiedział, że jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione, stolica Dolnego Śląska „będzie drugą Brukselą” – mówi nam Robert Tomankiewicz (42 l.), szef Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji we Wrocławiu.

Przypomnijmy, po serii trzech zamachów terrorystycznych w marcu 2016 roku stolica Belgii spłynęła krwią. Zginęły tam 32 osoby. – Tego samego dnia, ok. 13.20 wsiadł do autobusu 145, w którym zostawił improwizowany ładunek wybuchowy z zapalnikiem czasowym – dodaje Tomankiewicz. Po jakimś czasie opuścił pojazd. Ok. 13.48 domowej roboty bomba szybkowarowa wybuchła na przystanku. W wyniku eksplozji ucierpiała 82-letnia staruszka.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Opinia biegłych o 22-letnim Pawle R., który latem podłożył ładunek wybuchowy w autobusie

22-letni student Paweł R. podejrzany o podłożenie w maju tego roku ładunku wybuchowego w autobusie we Wrocławiu, miał w chwili tego czynu ograniczoną poczytalność – wynika z opinii biegłych.

Pogłębiona obserwacja stanu psychicznego Pawła R. trwała kilka tygodni. O jej wynikach poinformował w środę PAP prokurator Robert Tomankiewicz, naczelnik Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu, opinia biegłych nie wyklucza udziału R. w procesie karnym.

„Biegli orzekli, że w chwili czynu Paweł R. miał ograniczoną poczytalność” – powiedział prokurator. Dodał, że oznacza to, iż sąd, wydając wyrok w tej sprawie, może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

„Biegli stwierdzili, że podejrzany miał ograniczoną poczytalność, nie zaś że był niepoczytalny. To oznacza, że R. może brać udział w procesie karnym” – powiedział prokurator.
Eksplozja na przystanku

Niewielki ładunek eksplodował 19 maja na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Wcześniej ładunek wyniósł z autobusu linii 145 jego kierowca. Lekko ranna została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności ok. 3 litrów. W pojemniku były także metalowe śruby.

Podejrzany o podłożenie ładunku w autobusie 22-letni student Paweł R. został zatrzymany 24 maja. Prokuratura postawiła mu zarzut dotyczący przestępstw o charakterze terrorystycznym. Chodzi o usiłowanie zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych. Śledczy zarzucili R. również wymuszenie rozbójnicze. Obecnie mężczyzna przebywa w areszcie. Grozi mu dożywocie. W toku śledztwa prokuratura przeprowadziła eksperyment procesowy polegający na detonacji ładunku w autobusie. Skonstruowano go na wzór tego, który eksplodował w maju we Wrocławiu. Prokurator Tomankiewicz poinformował, że prokuratura czeka jeszcze na opinię biegłych z tego eksperymentu.
Żródło info i foto: interia.pl

Seria podpaleń aut w Gdańsku. Zatrzymano jednego ze sprawców

Zatrzymano jednego ze sprawców podpaleń samochodów, do jakich doszło w weekend w Gdańsku. Szybko udało ustalić się podejrzanego w jednej ze spraw. Poszkodowani sugerują, że ogień podłożył były mąż właścicielki auta – podaje portal trojmiasto.pl. W weekend doszło w Gdańsku do dwóch podpaleń. W nocy z piątku na sobotę, spłonął samochód przy Trakcie św. Wojciecha, następnie w niedzielę dwa samochody przy ul. Drzymały. Policjanci są bliscy wyjaśnienia okoliczności pierwszego z tych incydentów.

„Policjantom udało się dość szybko zebrać materiał dowodowy. Wynikało z niego, że 25-latek, były mąż właścicielki samochodu, przyjechał w nocy na posesję, na której kobieta mieszka wraz z rodziną, oblał jej auto benzyną, podpalił i uciekł” – relacjonuje w rozmowie z portalem trójmiasto.pl – Lucyna Rekowska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.

Biegli uważają, że ogień mógł przenieść się z samochodu na sąsiedni dom i zagrozić śpiącym w nim mieszkańcom. 25-latek usłyszał już zarzuty. Był już wcześniej notowany za posiadanie narkotyków i jazdę samochodem pod wpływem środków odurzających. Funkcjonariusze badają również sprawę dwóch innych samochodów, które spłonęły w niedzielę przy ul. Drzymały w Oliwie. Prawdopodobnie ogień przeniósł się wówczas z jednego na drugi samochód. Właściciele wycenili straty na na 52 tys. zł. Biegli potwierdzili, że w tym wypadku również doszło do podpalenia.
Żródło info i foto: TVP.info

Mija 5 lat od masakry na wyspie Utoya

22 lipca 2011 roku Anders Breivik zabił 77 osób – 8 w Oslo, gdzie podłożył bombę, a następnie na wyspie Utoya gdzie zastrzelił 69 uczestników obozu dla młodzieży, organizowanego przez młodzieżówkę norweskiej Partii Pracy. Ranił też kilkadziesiąt osób. Masakra w Norwegii rozpoczęła się o godz. 15.20 od wybuchu bomby umieszczonej w samochodzie obok budynku rządowym w centrum Oslo. Eksplozja spowodowała śmierć 8 osób, piętnaście odniosło ranny. Wybuch był potężny, a w promieniu kilometra widoczne były zniszczenia. Zamknięta została główna stacja kolejowa w Oslo. Ewakuowano m.in. parlament oraz główny dworzec kolejowy.

Strzelanina na wyspie Utoya

Po godz. 18, trzy godziny po wybuchu w Oslo, na norweskiej wyspie Utoya Andres Breivik przebrany za policjanta otworzył ogień do uczestników obozu młodzieżówki rządowej Partii Pracy. Przebywało tam ponad 500 nastolatków w wieku od 14 do 18 lat. Morderca na wyspę dostał się na łodzi. Strzelanina trwała blisko półtorej godziny. Napastnik nie miał litości. Po oddaniu strzału morderca upewniał się, że jego ofiara nie żyje. Często strzelał po raz drugi. Wielu aby przeżyć udawało martwych. Brevik zachęcał też dzieci, by zbliżyły się, a następnie otwierał ogień. Wiele nabrało się na ten podstęp. W ataku na wyspie zginęło łącznie 69 osób.

37-letni Anders Breivik odsiaduje wyrok 21 lat więzienia. To najwyższy możliwy wymiar kary w Norwegii. Kara może być wielokrotnie przedłużana. Zamachowiec, utożsamiający się z polityczną skrajną prawicą, przyznał się do zarzucanych czynów, ale twierdził, że nie popełnił przestępstwa. Tłumaczył, że chciał jedynie zapobiec wielokulturowości i „muzułmańskiej inwazji” w Europie.

Norwegia, opiekuńcze państwo słynące z demokracji, bardzo humanitarnie potraktowała Andresa Breivika. Był rzetelny, trwający 10 tygodni proces. Breivik był traktowany z szacunkiem, przedstawiciele wymiary sprawiedliwości podawali mu ręce. W więzieniu dostał wygodną celę, są spełniane niektóre jego prośby. Ostatnio okazało się, że pozwolono mu studiować nauki polityczne. Jednak zdaniem samego Brevika jego prawa są w norweskim więzieniu deptane.

Brevik wygrywa przed sądem

Anders Breivik w kwietniu br. Wygrał proces przed norweskim sądem. Sprawca masakry na wyspie Utoya i w Oslo otrzyma 331 tys. koron norweskich (ok. 155 tys. zł) odszkodowania.

Norweski sąd orzekł niedawno, że trzymanie Breivika w izolacji jest „nieludzkim traktowaniem”. – To sprzeczne z art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który stanowi, że „nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu” – zdecydowali sędziowie. Sąd odrzucił natomiast skargę Breivika na brak poszanowania jego życia prywatnego poprzez kontrolę korespondencji przez służby więzienne.

Breivik widuje jedynie strażników i lekarzy. Nikt go nie odwiedza. Zabroniono mu też wysyłania listów, aby nie szerzył ekstremistycznych poglądów i nie kontaktował się ze zwolennikami. Za murami sprawca masakry napisał nawet książkę, ale nie została ona na razie wydana. Na warunki panujące w więzieniu Breivik narzekał już wielokrotnie. W więzieniu ma on do dyspozycji trzyizbową celę z telewizorem i komputerem, lecz bez dostępu do internetu.
Żródło info i foto: TVP.info

Mariusz Błaszczak chwali policjantów z Warszawy i Wrocławia: „Ich sprawność zapobiegła tragedii”

Sprawność policji zapobiegła tragedii we Wrocławiu i w warszawskich Włochach, gdzie zagrożenie stanowiły prawdziwe ładunki wybuchowe – powiedział szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Zdarzenia te uznał za argument za projektowaną ustawą antyterrorystyczną. Minister wręczył nagrody funkcjonariuszom, którzy zatrzymali mężczyznę próbującego dokonać zamachu w autobusie miejskim we Wrocławiu, Błaszczak nagrodził także policjantów, za udaremnienie ataku bombowego na radiowozy przed komisariatem Warszawa-Włochy.

Sprawność i skuteczność działania funkcjonariuszy polskiej policji zapobiegła tragedii, gdyż w obu wypadkach mieliśmy do czynienia nie z atrapami, tylko z realnymi ładunkami wybuchowymi. Ta sprawność i skuteczność oszczędziła życie ludzkie, co niewątpliwie jest największą wartością. Do tego są powołani funkcjonariusze policji, więc wyróżnienie i nagrody były czymś zupełnie oczywistym – powiedział minister. Dodał, że takie postawy funkcjonariuszy zawsze będzie nagradzał, bo stanowią one, że społeczeństwo ma zaufanie do policji. Bez zaufania społeczeństwa do policji trudno zadbać o praworządność – zaznaczył.

Mariusz Błaszczak podkreślił, że policja musi dysponować odpowiednimi narzędziami, żeby zapewnić bezpieczeństwo obywateli naszego kraju. Myślę, że po tych wydarzeniach wszyscy ci, którzy krytykują ustawę antyterrorystyczną, powinni zamilknąć – powiedział szef MSWiA.

Pytany o przypuszczalne powody koincydencji dwóch podobnych prób podłożenia ładunków wybuchowych Błaszczak odpowiedział: Rzeczywiście, one były podobne o tyle, że w obu przypadkach mieliśmy do czynienia nie z atrapami, tylko z realnymi materiałami wybuchowymi. To pokazuje – dodał – że bezpieczeństwo państwa polskiego musi stać się przedmiotem bardzo głębokiej analizy i tak się dzieje.

Komendant główny policji nadinsp. Jarosław Szymczyk podkreślał, że w sprawie wrocławskiej kluczowa była praca zespołowa polskich policjantów, głęboka analiza wszystkich informacji, śladów, danych, które do nas spływały, również sygnałów od mieszkańców, trudno powiedzieć o jednym przełomowym momencie, to był efekt mrówczej pracy nad elementami tej niezwykłej układanki, przede wszystkim efekt pracy analitycznej. Jeśli chodzi o sprawę warszawską, tutaj zdecydowanie zadziałała dobra praca operacyjna – dodał. Tu także, jak powiedział, funkcjonariusze analizowali informacje, które docierały różnymi kanałami, z różnych stron.

To było pięć dni i pięć nocy ciężkiej pracy policjantów w całym kraju – powiedział o operacji wrocławskiej zastępca dyrektora Biura Kryminalnego KGP mł. insp. Adam Pilarek. Dodał, że liczba policjantów zaangażowanych w tę sprawę w różnych strukturach mogła przekroczyć tysiąc.

W zeszłym tygodniu został zatrzymany Paweł R., 22-letni student, podejrzany o podłożenie ładunku wybuchowego w autobusie we Wrocławiu. Niewielki ładunek eksplodował na przystanku po wyniesieniu go z autobusu przez kierowcę. Lekko ranna została kobieta. W czwartek sąd aresztował podejrzanego na trzy miesiące.

Z kolei w środę stołeczna prokuratura i policja poinformowały o zatrzymaniu w Warszawie trzech mężczyzn w wieku 35, 31 i 17 lat, związanych ze środowiskiem anarchistycznym. Zatrzymań dokonano podczas podkładania przez nich ładunków wybuchowych pod dwoma radiowozami przed komisariatem w warszawskich Włochach. Mężczyźni nie przyznali się do popełnienia zarzucanego im przestępstwa i odmówili złożenia wyjaśnień. Podejrzanym grozi do ośmiu lat więzienia, zostali aresztowani na 3 miesiące.

Policja informowała, że ładunki były skonstruowane z dwóch butli z płynem zapalającym i dodatkowym materiałem, który miał wzniecić eksplozję, oraz lontem. Ładunki – jak wskazywała policja – „mogły bezproblemowo zniszczyć radiowozy”.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Wojciech P. zamieszka z dziadkiem

Stracił matkę i czwórkę rodzeństwa, których zabił jego własny tata, podkładając w domu ogień. Wojtek P. (17 l.) po aresztowaniu swojego ojca mordercy mógł trafić do domu dziecka. Na szczęście zaopiekuje się nim dziadek ze strony mamy. Wojtek jako jedyny ocalał z tragicznego pożaru, który w Jastrzębiu-Zdroju wywołał jego ojciec Dariusz P. (42 l.). Chłopak jest załamany, nie może się pogodzić ze śmiercią swoich bliskich. Ma wręcz do siebie żal, że przeżył. Wojtek po pożarze szukał pociechy u ojca, który teraz okazał się mordercą. Półtora tygodnia temu, po aresztowaniu Dariusza P., został sam. Zdezorientowany, zbolały. Groziło mu przy tym, że wyląduje w sierocińcu, bo 18 lat skończy dopiero za kilka miesięcy. Może jednak liczyć na dziadków. Żródło info i foto: se.pl