Gang przemycił ponad 500 kg narkotyków

Co najmniej 500 kg narkotyków o wartości przeszło 10 mln zł przemycił i sprzedał rodzinny gang rozbity w ostatnich dniach przez CBŚP. Funkcjonariusze zatrzymali siedmioro podejrzanych. Większość z nich jest członkami jednej rodziny. Jak ustalili śledczy, członkowie gangu sprzedawali narkotyki w Polsce, Niemczech i Holandii. Jeden z podejrzanych odpowie dodatkowo za podżeganie do zabójstwa jednego z konkurentów.

Członkowie rodzinnego gangu mieli działać co najmniej od 2005 r. głównie na terenie województwa kujawsko–pomorskiego oraz Niemiec. Przestępcy przemycali narkotyki z Polski i Holandii. Ich klientami były zorganizowane grupy przestępcze z tych krajów.

– Policjanci z bydgoskiego zarządu CBŚP zatrzymali podczas akcji dwie kobiety i siedmiu mężczyzn. Większość podejrzanych jest powiązana ze sobą rodzinnie. Z zebranego materiału wynika, że wówczas wprowadzono do obrotu około 250 kg amfetaminy i 250 kg marihuany. Śledczy oszacowali czarnorynkową wartość tych narkotyków na blisko 10 mln zł – powiedziała kom. Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

W Prokuraturze Okręgowej w Bydgoszczy całej siódemce przedstawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym oraz przemytu i obrotu znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych.

Ponadto jeden z mężczyzn odpowie także za podżeganie do zabójstwa dwóch osób, które miały przeszkadzać handlarzom w prowadzeniu ich działalności. Jeden z mężczyzn usłyszał także zarzut podżegania do popełnianie zbrodni zabójstwa dwóch osób.

Cała siódemka została aresztowana przez sąd. Policjanci zapowiadają kolejne zatrzymania, w tym kurierów i odbiorców narkotyków.
Źródło info i foto: TVP.info

WB: 19-letni Polak skazany za terroryzm. Podżegał do zabicia księcia Harry’ego

Polski student w Wielkiej Brytanii został skazany za terroryzm. Nawoływał m.in. do zabicia księcia Harry’ego za „zdradę rasy”, czyli małżeństwo z Meghan Markle. Miał też pięć podręczników z instruktażami, jak przeprowadzać ataki.

– To wyjątkowo odrażająca propaganda – stwierdziła sędzia wydając wyrok w centralnym sądzie kryminalnym Anglii i Walii. Dodała, że intencja skazanych była jasna: wzywali do mordów. Michał Sz. nawoływał do „systematycznego uboju” kobiet i gwałcenia dzieci. Przekonywał, że ma to przyspieszyć triumf białej rasy. Przedstawicielka prokuratory przyznała podczas rozprawy, że „prokuratura nie udaje nawet”, że rozumie związek przyczynowo-skutkowy.

19-letni Michał Sz. rozpowszechniał też internetowy mem wzywający do zamordowania księcia Harry’ego. Rysunek zawierał okrwawioną swastykę obok hasła „na razie, zdrajco rasy” i wizerunku następcy tronu z pistoletem przy głowie. Mężczyzna apelował też o egzekucję kobiet, które wiążą się z ludźmi, których skóra nie jest biała.

Wyrok usłyszał też jego znajomy, 18-letni Oskar D.-K., Brytyjczyk o polskich korzeniach, który współpracował z nim, rozpowszechniając neonazistowką propagandę. D.-K. również rozpowszechniał terrorystyczną propagandę dwóch neonazistowskich grup wzywających do aktywnego siania terroru. – Po przeczytaniu twojego profilu psychologicznego nie mam wątpliwości, że wciąż wyznajesz te poglądy i mocno wierzysz w ekstremalnie prawicową ideologię – powiedziała sędzia Rebecca Poulet

Idolami Adolf Hitler i Charles Manson
BBC informuje, że należeli do neonazistowskiej organizacji Sonnenkrieg Division. Inspiracją dla niej były postacie Adolfa Hitlera i Charlesa Mansona, przywódcy sekty, która w 1969 roku dokonała serii brutalnych morderstw w Kalifornii.

Michał Sz. usłyszał wyrok czterech lat i trzech miesięcy pozbawienia wolności, Oskar D. – 18 miesięcy pozbawienia wolności, w tym przymusowe uczestnictwo w programie deradykalizacji, jakiemu w Wielkiej Brytanii poddawani są ekstremiści. Obaj mężczyźni przyjęli wyrok bez emocji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Robert S. usłyszał zarzuty. Prokuratura bierze się za mafię z Pomorza

Zarzuty usiłowania zabójstw i podżegania do dwóch kolejnych, a także posiadania materiałów wybuchowych i broni usłyszał Robert S. – poinformowała we wtorek Prokuratura Krajowa. Robert S. podejrzany jest o usiłowanie zabójstwa więcej niż jednej osoby, podżeganie do dwóch kolejnych zabójstw i pomocnictwo przy dwóch usiłowaniach zabójstw. Poza tym mężczyzna usłyszał zarzuty nielegalnego posiadania materiałów i urządzeń wybuchowych oraz broni i amunicji.

Śledztwo, w którym usłyszał zarzuty S. ma charakter rozwojowy – wynika z informacji prokuratury. Do tej pory zarzuty przedstawiono w nim już 20 podejrzanym.

Naczelnik Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie Małgorzata Zapolnik powiedziała PAP, że śledztwo dotyczy grup przestępczych działających na Pomorzu dziesięć lat temu.

Robert S. przebywa w więzieniu. Odbywa karę w innej sprawie.

Postępowanie prowadzone jest pod nadzorem Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej przez funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.
Źródło info i foto: interia.pl

Naczelny „Faktów i Mitów” pozostaje w areszcie

Decyzją łódzkiego sądu okręgowego redaktor naczelny „Faktów i Mitów” Roman K. oskarżony między innymi o podżeganie do zabójstwa żony nie wyjdzie z tymczasowego aresztu. 17 lutego Prokuratura Apelacyjna w Łodzi przedstawiła Romanowi K. siedem zarzutów, w tym podżegania do zabójstwa żony. Obrońca redaktora naczelnego „Faktów i Mitów” złożył zażalenie na tymczasowy areszt, który Sąd Rejonowy dla Łodzi Śródmieścia zastosował wobec mężczyzny do 15 maja 2016 roku. Sąd je odrzucił.

Roman K. usłyszał zarzuty w sprawie nakłaniania dwóch osób do zabójstwa żony. Śledczy ustalili, że redaktor naczelny „Faktów i Mitów” w zamian za dokonanie zabójstwa oferował podżeganym osobom znaczną kwotę pieniędzy i wskazywał im oczekiwany przez niego sposób popełnienia zbrodni. Chciał, żeby upozorowali śmierć z przyczyn naturalnych lub w następstwie nieszczęśliwego wypadku. Prokuratura postawiła K. zarzut nielegalnego posiadania broni palnej i amunicji, a także działania na szkodę interesów majątkowych spółki i przywłaszczenie 900 tys. zł. Agenci CBŚP przeszukali budynek redakcji „Faktów i Mitów”. – Celem tej czynności było zabezpieczenie dokumentacji finansowej tego podmiotu i innych dowodów mających znaczenie dla prowadzonego śledztwa, bezpośrednio związanych z przestępstwami zarzucanymi Romanowi K. – wyjaśniał Marek Kujawski, zastępca prokuratora apelacyjnego w Łodzi.

– Postępowanie nie dotyczy działalności dziennikarskiej podejrzanego ani nie ma związku z działalnością redakcji pisma „Fakty i Mity”.
Żródło info i foto: lodz.wyborcza.pl

Były poseł trafił do aresztu na 3 miesiące ws. podżegania do zabójstwa

Sąd Rejonowy w Łodzi na wniosek łódzkiej prokuratury apelacyjnej podjął decyzję o trzymiesięcznym areszcie dla redaktora naczelnego tygodnika „Fakty i Mity”, Romana K. – poinformowała Grażyna Jeżewska z biura prasowego sądu okręgowego w Łodzi. Jak powiedziała Jeżewska, we wniosku o areszt Prokuratura Apelacyjna w Łodzi przedstawiła red. naczelnemu antyklerykalnego pisma siedem zarzutów, w tym o podżeganie do zabójstwa.

– Wobec grożącej podejrzanemu surowej kary oraz obawie o matactwo sąd przychylił się do wniosku prokuratury i Roman K. został przewieziony do aresztu śledczego w Łodzi. Sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące, to jest do 15 maja – zaznaczyła.

48-letni K. został zatrzymany w redakcji antyklerykalnego pisma, którego jest redaktorem naczelnym. Był również posłem na Sejm VII kadencji. Do parlamentu dostał się w 2011 roku z 1. miejsca listy komitet komitetu wyborczego Ruch Palikota w okręgu wyborczym w Łodzi.

Jak poinformowała prokuratura, przeszukanie w redakcji „Faktów i Mity” przeprowadzono w celu pozyskania dokumentacji księgowej spółki i dowodów bezpośrednio związanych z przestępstwami o charakterze kryminalnym stanowiącymi przedmiot jednego ze śledztw toczących się w tutejszej prokuraturze.

Zastępca Prokuratora Apelacyjnego w Łodzi Marek Kujawski dodał, że wskazane śledztwo i dokonane w dniu 15 lutego czynności procesowe nie mają żadnego związku z działalnością dziennikarską redakcji tygodnika ani działalnością dziennikarską jej pracowników.

W tekście zamieszczonym na stronie internetowej tygodnika „Fakty i Mity” można przeczytać m.in., że na zlecenie Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi do redakcji weszło kilkunastu agentów Centralnego Biura Śledczego Policji, którzy dokonali zatrzymania redaktora naczelnego i wydawcy „Faktów i Mitów”.

„Przez 11 godzin agenci CBŚP zabierali również i wynosili z naszego budynku kopie dysków redakcyjnych i księgowych oraz m.in. część dokumentów księgowych w wersji papierowej. Przesłuchano także czterech pracowników redakcji” – napisano na stronie internetowej tygodnika.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Ruszył proces Aleksandra Gawronika

W Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces Aleksandra Gawronika. Były senator, który oskarżany jest o podżeganie do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary, nie przyznaje się do winy. Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej”. Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy. Do tej pory nie odnaleziono jego ciała.

Prokurator Piotr Kosmaty odczytał akt oskarżenia, według którego Gawronik „chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”.

Były senator przed sądem nie przyznał się do winy, odmówił odpowiedzi na pytania. Wygłosił jedynie krótkie oświadczenie oraz odniósł się do zebranego przez prokuraturę materiału dowodowego.

– Nie mam nic wspólnego z zaginięciem Jarosława Ziętary. W żaden inny sposób nie mogę odnosić się do zdarzeń opisanych w akcie oskarżenia. One nigdy nie miały miejsca. To, że w dniu dzisiejszym znajduję się na ławie oskarżonych w związku ze sprawą podżegania do zabójstwa jest kompletnym absurdem – powiedział Gawronik przed sądem. Po rozprawie zapowiedział, że będzie „po kolei rozbijał akt oskarżenia”.

Reprezentujący b. senatora adwokat Krzysztof Urbańczak podkreślił po rozprawie, że Aleksander Gawronik nie miał motywu, by podżegać do zabicia dziennikarza. Podkreślił, że w zebranych przez prokuraturę dowodach „nie ma żadnego materiału wskazującego na to, że Jarosław Ziętara wpadł na trop jakiejś afery, w którą zamieszany byłby Aleksander Gawronik”.

Brat Jarosława Ziętary: czuję satysfakcję, że proces wreszcie się rozpoczął

– Nie ma tam ani jednego takiego zdania i nie wiem, na jakiej podstawie ten akt oskarżenia został złożony do sądu. (…) Podstawą ustalenia motywu mojego klienta były analizy dotyczące powiązań gospodarczych, oraz materiałów prasowych, które zostały wytworzone rzekomo przez Jarosława Ziętarę. Główny artykuł, na który powołuje się prowadzący śledztwo, ukazał się grubo ponad pół roku po jego zaginięciu; nie jest autorstwa Jarosława Ziętary – powiedział.

– Z analizy materiałów, które przedstawił dziś oskarżony wynika jednoznacznie, że spółki, które są przedmiotem rzekomych powiązań Aleksandra Gawronika z innymi osobami, wiązanymi z tym zdarzeniem, nie łączą żadne relacje biznesowe, lub są to spółki, które powstały np. kilka lat po zaginięciu Jarosława Ziętary – dodał.

Prokurator Piotr Kosmaty, komentując wystąpienie Gawronika przed sądem, powiedział po rozprawie, że „akt oskarżenia należy czytać ze zrozumieniem, a nie wybierać i naginać korzystnych dla siebie stwierdzeń”.

Obecny w sądzie brat Jarosława Ziętary Jacek Ziętara powiedział, że czuje satysfakcję, że proces wreszcie się rozpoczął.

Sąd będzie chciał przesłuchać pierwszych świadków. Wśród nich ma być m.in. twórca Elektromisu, przedsiębiorca Mariusz Świtalski. Zdaniem prokuratury, Elektromis był główną firmą, którą interesował się Ziętara, w jej siedzibie miało też odbyć się spotkanie, w trakcie którego Gawronik miał podżegać do zabójstwa dziennikarza. – Świadkowie zeznają, że miało to nastąpić w obecności Mariusza Świtalskiego – powiedział prokurator Kosmaty.

Proces miał ruszyć w grudniu ub. roku, ale sąd otrzymał informację od obrońców oskarżonego o wypowiedzeniu pełnomocnictwa. Gawronik powiedział, że problemem dla niego były za wysokie koszty utrzymania obrony i poprosił o obrońcę z urzędu.

Akt oskarżenia przeciw byłemu senatorowi liczy 100 stron, natomiast akta – 51 tomów. W ramach śledztwa prowadzonego przez krakowską prokuraturę apelacyjną przesłuchanych zostało 200 świadków, w tym osoby ze służb specjalnych, ponieważ śledztwem objęty był także wątek próby zatrudnienia Ziętary w służbach. Sporządzono ponadto szereg opinii z zakresu m.in. daktyloskopii, genetyki i balistyki.

Były senator został zatrzymany na początku listopada 2014 r. i usłyszał zarzut podżegania do zabójstwa Ziętary. Gawronik nie przyznał się do stawianego mu zarzutu. Został aresztowany na trzy miesiące. W rozmowie z dziennikarzami wyraził zgodę na podawanie jego pełnego nazwiska.

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że dziennikarz został uprowadzony i zamordowany; śledztwo dwukrotnie umarzano, bo nie udało się odnaleźć ciała.

Śledztwo zostało przekazane do Krakowa. W toku śledztwa, krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną z uprowadzenia na zabójstwo.Na początku roku prokuratura umorzyła śledztwo ws. uprowadzenia i zabójstwa dziennikarza, w wątku dotyczącym dwóch podejrzanych o pomocnictwo w porwaniu i zabójstwie. Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie prok. Piotr Kosmaty podał, że zdecydowała o tym zmiana zeznań przez świadków, podstawą umorzenia jest niewykrycie sprawcy.
Żródło info i foto: wp.pl

Były senator Aleksander G. oskarżony w sprawie zabójstwa dziennikarza

Jest akt oskarżenia w sprawie zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarżyła byłego senatora Aleksandra G. o podżeganie do zabójstwa Ziętary. Były senator Aleksander G. został zatrzymany w listopadzie ubiegłego roku. W areszcie przebywał do połowy lutego. Prokuratura uważa, że były senator namawiał do zabójstwa Ziętary, bo ten miał za bardzo interesować się jego działalnością gospodarczą. Tuż po aresztowaniu Aleksandra G. prokuratura zatrzymała jego dwóch byłych ochroniarzy Mirosława R. i Dariusza L., którzy są podejrzani o porwanie i pomoc w zabójstwie Ziętary.

Jak podaje TVN24 sformułowanie aktu oskarżenia stało się możliwe dopiero w ostatnim półroczu, po przesłuchaniu kolejnych świadków, w tym świadka koronnego o pseudonimie „Masa”. Jarosław Ziętara był dziennikarzem „Gazety Poznańskiej”. Pisał między innymi o wielu aferach gospodarczych i nieprawidłowościach. 1 września 1992 roku wyszedł ok. 8.40 ze swojego mieszkania przy ul. Kolejowej w Poznaniu. Tego dnia miał pracować w redakcji. Ale nigdy do niej nie dotarł. Zaginięcie dziennikarza zgłoszono dzień później. Ostatnią osobą, która widziała go żywego, była jego dziewczyna.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Aleksander G. na wolności

Aleksander G. podejrzany o podżeganie do zabójstwa J. Ziętary wyjdzie dziś na wolność – dowiedziało się Radio ZET. Aleksander G. podejrzany o podżeganie do zabójstwa J. Ziętary wyjdzie dziś na wolność – ustalił reporter Radia ZET Przemek Taranek. Głównymi dowodami przeciwko Aleksandrowi G. były zeznania dwóch świadków incognito. Jak dowiedziało się Radio ZET, każdy z nich przedstawia jednak inną wersję wydarzeń na temat spotkania, w trakcie którego Aleksander G. miał zlecić uciszenie reportera śledczego Gazety Poznańskiej.

50 tysięcy złotych kaucji

Kilka dni temu prokuratura wypuściła dwóch byłych ochroniarzy Aleksandra G. podejrzanych o uprowadzenie Ziętary. Teraz śledczy mają na biurku wniosek o zwolnienie głównego podejrzanego. Warunki zwolnienia to: kaucja 50 tysięcy złotych, zakaz opuszczania kraju i policyjny dozór. Na podjęcie decyzji formalnie śledczy mają 3 dni. W połowie grudnia krakowski sąd nie zgodził się zwolnić Aleksandra G. z powodu wysokiego prawdopodobieństwa popełnienia czynu i obawy matactwa.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Piotr B. skazany na 15 lat więzienia za podżeganie do zabójstwa Drzewińskich

Na 15 lat więzienia za podżegania do zabójstw Elżbiety i Wiesława Drzewińskich z Milanówka oraz ich synów. Taki wyrok Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wobec lokatora małżeństwa, Piotra B. Nie wiadomo jednak, jaki był los zaginionego małżeństwa. Ich ciał nie znaleziono. Sąd doszedł do przekonania, że zebrany materiał dowodowy wskazuje bez wątpliwości na dokonanie przez oskarżonego wszystkich zarzucanych mu czynów – powiedziała w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska. Dodała, że Piotr B. działał w „bezpośrednim zamiarze”.

Oskarżony był lokatorem willi w Milanówku należącej do Drzewińskich. Prokuratura oskarżyła go m.in. o podżeganie w latach 2005-2006 do zabójstwa małżeństwa Drzewińskich oraz o podżeganie w 2011 r. za kwotę 10 tys. euro do uprowadzenia i ewentualnego zabójstwa ich synów. Motywem porwania Drzewińskich – jak wskazała prokuratura – był narastający konflikt z Piotrem B. o dom małżonków. Proces toczył się od marca 2013 roku.

Oskarżony utrzymywał, że padł ofiarą pomówień głównego świadka w sprawie Andrzeja J. – znajomego z Milanówka. To właśnie ta osoba zgłosiła się do prokuratury w 2011 roku, informując, że B. nakłaniał ją do zabójstwa Drzewińskich. W wyniku policyjnej prowokacji B. spotkał się następnie z rzekomymi płatnymi zabójcami – w rzeczywistości byli to dwaj podstawieni funkcjonariusze.

Elżbieta Drzewińska zaginęła w październiku 2006 roku. Wyszła z domu do kościoła na próbę chóru, na którą jednak nie dotarła. Jej mąż zaginął w październiku następnego roku. Media informowały o porwaniu. Dotąd nie wiadomo jednak, jaki był los małżeństwa; ich ciał nie znaleziono.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Aleksander G. zostaje w areszcie

Aleksander G., podejrzany o podżeganie do zabójstwa dziennikarza śledczego Jarosława Ziętary, pozostanie w areszcie. Krakowski Sąd Okręgowy odrzucił zażalenie jego i obrony na tymczasowe aresztowanie. Były senator i biznesmen napisał do krakowskiego sądu zażalenie na zastosowanie wobec niego trzymiesięcznego aresztu. Aleksander G. domagał się wypuszczenia na wolność. Napisał, że jego tymczasowe aresztowanie mogłoby zostać zastąpione dozorem policyjnym jeden raz w tygodniu. Podejrzany zadeklarował też, że czuje się niewinny. Przypomina, że przeszedł badanie na wariografie, a więc, jego zdaniem, nie można go podejrzewać o mataczenie i utrudnianie postępowania.
Żródło info i foto: Dziennik.pl