USA i talibowie zawarli pokój po 18 latach walk

USA i talibowie podpisali historyczne porozumienie pokojowe, które kończy 18-letnią wojnę w Afganistanie – podał Reuters. Dokument zakłada, że amerykańskie wojska opuszczą Afganistan w ciągu 14 miesięcy, a wojenni i polityczni więźniowie obu stron konfliktu zostaną uwolnieni. Stany Zjednoczone mają również znieść sankcje nałożone na wysokich rangą przedstawicieli talibów. Porozumienie podpisali minister obrony Mark Esper oraz polityczny przywódca talibów Abdul Ghani Baradar. Spotkali się w Dosze, stolicy Kataru.

Dokument zakłada, że wojska amerykańskie oraz oddziały NATO wycofają się z Afganistanu w ciągu najbliższych 14 miesięcy.

Pompeo: talibowie zerwą więzi z al-Kaidą

Uzgodniono też, że Amerykanie oraz afgański rząd uwolnią 5 tys. więźniów, a talibowie postąpią tak samo z 1 tys. uwięzionych. Ponadto Stany Zjednoczone zniosą sankcje na przedstawicieli Talibanu do końca sierpnia tego roku. Mike Pompeo dodał, że przedstawiciele talibów zobowiązali się do zerwania więzi z al-Kaidą oraz dalszego zwalczania tzw. Państwa Islamskiego. Jego zdaniem, Stany Zjednoczone zdążyły już „zdziesiątkować” bojowników al-Kaidy w Afganistanie.

Trump: nie szczędzimy wysiłków, by zakończyć najdłuższą wojnę Ameryki

Amerykański sekretarz stanu zastrzegł, że jakiekolwiek odstępstwo przez talibów od postanowień zawartego w sobotę porozumienia będzie skutkować jego natychmiastowym unieważnieniem. Natomiast Abdul Ghani Baradar spodziewa się, że w przyszłej odbudowie Afganistanu wezmą udział takie kraje jak Pakistan, Indonezja, Chiny i Rosja – poinformował Reuters.

„Nie szczędzimy wysiłków, by wreszcie zakończyć najdłuższą wojnę Ameryki i sprowadzić naszych żołnierzy do domu” – napisał prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w sobotnim oświadczeniu.

ONZ: wesprzemy pokojowy proces w Afganistanie

Porozumienie między USA a talibami „z zadowoleniem” przyjęła Organizacja Narodów Zjednoczonych. Jej przedstawiciele zapowiedzieli, że są gotowi do wspierania „procesu pokojowego” w Afganistanie i oczekują dalszej „redukcji przemocy” w tym kraju – przekazał Reuters.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

34-letni Polak pobity i dźgnięty nożem w holenderskim Roosendaal

W holenderskiej miejscowości Roosendaal doszło do bójki między dwoma mężczyznami, poszło o pokój. Jeden z nich z ranami kłutymi trafił do szpitala. Policjant podczas patrolu ulicami Roosendall na południu Holandii został zaalarmowany przez ludzi, że w jednym z domów doszło do awantury. Funkcjonariusz po chwili napotkał na ulicy mężczyznę, który utrzymywał, że został pobity przez kilka osób, a co więcej – został dźgnięty nożem.

Na miejsce wezwano ambulans, ranny trafił do szpitala. Jeszcze w trakcie udzielania mu pomocy, 34-latek wyjawił, kto, jego zdaniem, mógł zadać mu ciosy nożem. Policjanci we wskazanym mieszkaniu zobaczyli m.in. ślady krwi na ścianach i zatrzymali tam 20-latka, wskazanego przez rannego.

Awantura o pokój w Holandii. 34-letni Polak ranny

Holenderska policja opisuje, jak według poszkodowanego, doszło do całej awantury. 34-latek na kilka dni wyjechał do Polski w związku z pogrzebem, a gdy wrócił do mieszkania w Roosendaal, w swoim pokoju zastał „nowego” lokatora. Doszło do kłótni między nim, a innymi mieszkańcami. Wtedy zaczęto go bić, a jeden z mężczyzn w lokum wyciągnął nóż i dźgnął go kilka razy.

Policja obecnie ustala wszystkie szczegóły zajścia. Holenderskie służby nie wskazały narodowości pozostałych uczestników zajścia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Udawał księdza i zarezerwował sobie pokój z 13-latką. Szczegóły prowokacji

Mężczyzna podający się za księdza zarezerwował sobie wspólny pokój z 13-latką w domu pielgrzyma w Łagiewnikach – podaje „Dziennik Polski”. Szczegóły prowokacji ujawnił jej autor w materiale zamieszczonym na YouTube.

„Sanktuarium w Łagiewnikach przyjmuje pedofila” – głosi tytuł nagrania, jakie pojawiło się na platformie YouTube. Film zamieścił użytkownik „W obronie ofiar”, który zajmuje się zbieraniem dokumentacji przeciwko byłemu ks. Romanowi B.

Jak informuje autor prowokacji, ponad 10 lat temu ks. Roman B. (skazany za pedofilię ponad rok temu, wydalony ze stanu duchownego – przyp. red.) miał nocować ze swoją 13-letnią ofiarą m.in. w Łagiewnikach, Licheniu, Częstochowie. Według zeznań pokrzywdzonej, ksiądz dopuszczał się wówczas gwałtów, a obecność księdza i dziecka w jednym pokoju nie powodowała żadnej reakcji obsługi.

Po 10 latach od tamtych wydarzeń, „W obronie ofiar” postanowił dokonać prowokacji i spróbować zarezerwować pokój z 13-latką. Podając się za księdza, który przyjedzie do domu pielgrzyma w Łagiewnikach z 13-letnią podopieczną – zarezerwował wspólny pokój. Zagwarantował sobie nawet utrzymanie sprawy w tajemnicy – wynika z nagrania.

„Przepraszamy za zaistniałą sytuację, która nigdy nie powinna się wydarzyć i zapewniamy, że dołożymy wszelkich starań, aby Dom Duszpasterski był środowiskiem bezpiecznym dla dzieci i młodzieży. Aby podobna sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła, podjęto decyzję o przeprowadzeniu w najbliższym czasie szkolenia dla wszystkich pracowników Domu Duszpasterskiego z zasad prewencji oraz o wypracowaniu kodeksu właściwych praktyk” – cytuje oświadczenie sanktuarium w Łagiewnikach „Dziennik Polski”.

Autor prowokacji wspomina także, że oprócz negatywnej reakcji, z jaką spotkał się w przypadku sanktuarium w Łagiewnikach, chce podziękować za prawidłową reakcję siostry zakonnej z Domu Pielgrzyma „Betlejem” w Licheniu. W tym przypadku także doszło do identycznej prowokacji, ale zakonnica powiedziała, że ksiądz i dziecko muszą spać w oddzielnych pokojach, jeśli przyjeżdżają razem.
Źródło info i foto: interia.pl

Ciała trzech osób znalezione w hotelu w Niemczech. W ciała zmarłych były wbite bełty do kuszy

Policja w Niemczech prowadzi dochodzenie w sprawie śmierci trzech osób znalezionych w bawarskim pokoju hotelowym. W ciała zmarłych były wbite bełty do kuszy – podaje AFP. 

Do tragicznego odkrycia w miejscowości Passau (niedaleko granicy z Austrią) doszło w sobotę około południa. Jak podaje AFP, w pokoju hotelowym odnaleziono zwłoki trzech obywateli Niemiec. To 33-letnia kobieta i 53-letni mężczyzna z Nadrenii-Palatynatu i 30-letnia kobieta z Dolnej Saksonii, którzy w piątek wspólnie zarezerwowali pokój. 

Według niemieckich śledczych, dotychczas nic nie wskazuje na to, by do śmierci hotelowych gości przyczyniły się osoby trzecie. W hotelowym pokoju odnaleziono dwie kusze. Szczegółowe okoliczności śmierci trójki Niemców wyjaśni śledztwo. Prokuratura zarządziła wykonanie sekcji zwłok.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: Policja publikuje nagranie z zamachu w Las Vegas

Policja z Las Vegas opublikowała w środę nagranie z wejścia funkcjonariuszy do hotelowego pokoju Stephena Paddocka, z którego w październiku ubiegłego roku zamachowiec otworzył ogień do uczestników muzycznego festiwalu. Paddock zabił 58 osób, kilkaset ranił. Opublikowane wideo pochodzi z kamer, które na swoich mundurach mieli Joshua Bitsko i David Newton. Jako pierwszy do pokoju hotelowego wszedł Levi Hancock, który, z nieznanych powodów, nie włączył nagrywania.

Strzelanina w Las Vegas

Na początku października 2017 roku 64-letni Amerykanin Stephen Paddock, były księgowy, hazardzista i inwestor na rynku nieruchomości, otworzył ogień do ponad 20 tysięcy uczestników festiwalu muzyki country „Route 91. Harvest Festival” w Las Vegas. Zabił 58 osób, ranił ponad 500. Większość ofiar Paddocka, który miał cały arsenał broni i wyposażenia snajperskiego, nie ukończyła 40. roku życia. Była to najbardziej krwawa tego rodzaju tragedia w najnowszej historii USA. Zamachowiec popełnił samobójstwo, kiedy antyterroryści sforsowali drzwi do jego pokoju hotelowego. Nie udało się ustalić, jakie były motywy jego działania.
Źródło info i foto: tvn24.pl

18-latka znaleziona w kałuży krwi. W jej żołądku eksplodowały woreczki z ecstasy

Szokująca śmierć pięknej 18-latki na Ibizie. Brytyjka została znaleziona w kałuży krwi w pokoju hotelowym po przyjęciu urodzinowym swojej przyjaciółki. Przyczyna jej śmierci jest zatrważająca, bo okazuje się, że Rebecca Brock zmarła po tym, jak w jej żołądku eksplodowały woreczki z ecstasy.

Brytyjscy śledczy ujawnili właśnie szokujące przyczyny śmierci 18-letniej Rebecci Brock, do której doszło pod koniec września ub. r. na Ibizie. Dziewczyna została wówczas znaleziona w swoim pokoju hotelowym w kałuży krwi. Okoliczności śmierci studentki prawa były na tyle tajemnicze, że wszczęto śledztwo.

Jak się okazuje, w organizmie Rebecci znaleziono woreczki wypełnione tabletkami ecstasy. Zdaniem biegłych, torebki eksplodowały w żołądku Brytyjki, co doprowadziło do krwotoku i zatrucia organizmu, a ostatecznie — do śmierci 18-latki.

– Rebecca pojechała na Ibizę świętować urodziny swojej przyjaciółki. To prawdopodobnie podczas imprezy połknęła narkotyki. Gdy została znaleziona w swoim pokoju ok. 48 godzin od zgonie, śmiertelna dawka ecstasy była przekroczona w jej organizmie niemal dwukrotnie – mówił 4 września w sądzie koroner.

Dochodzenie w sprawie wciąż trwa. Wątpliwości budzi przede wszystkim pytanie, dlaczego Rebecca zażyła takie ilości narkotyku. Podczas przyjęcia rok temu nikt nie widział 18-latki biorącej tabletki. Jej mama jest przekonana, że ktoś ją do tego zmusił.

– Wcześniej Rebecca próbowała kokainy, o czym mi powiedziała. Dodała jednak, że wcale jej się nie podobało, więc nie mam się o co martwić. Od tamtego czasu nie brała narkotyków. Nie wierzę, że sama połknęła te torebki z ecstasy, bo córka miała ogromne opory przed braniem tabletek. Po prostu nie potrafiła tego robić – mówiła dziś w sądzie mama dziewczyny, z trudem powstrzymując łzy.

Śledczy nie mają jednak wielkich nadziei na docieczenie prawdy. – Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, jak śmiercionośne tabletki znalazły się w organizmie Rebecci – mówił patolog dr Derek Robson.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawca strzelaniny w Monachium nie miał kontaktów z Państwem Islamskim

Szef policji w Monachium Hubertus Andra powiedział w sobotę, że przeszukanie mieszkania sprawcy strzelaniny nie dostarczyło przesłanek wskazujących na jego ewentualne kontakty z Państwem Islamskim. Sprawca interesował się natomiast atakami szaleńców.

Sprawca miał 18 lat, urodził się i wychował w Monachium, był uczniem – powiedział Andra. Jego mieszkanie, czy raczej pokój, został przeszukany – dodał szef policji. Nie ma żadnych przesłanek wskazujących na kontakty z Państwem Islamskim, znaleziono raczej materiały dotyczące ataków szaleńców, najwidoczniej sprawca intensywnie zajmował się tym tematem – wyjaśnił Andra. Ten przypadek nie ma żadnych związków z problemem uchodźczym – zaznaczył.

Przedstawiciel Landowego Urzędu Kryminalnego Robert Heimberger powiedział, że napastnik prawdopodobnie leczył się psychicznie, cierpiał na depresję. To był „klasyczny” czyn szaleńca – podkreślił. Śledczy zakładają, że istniał związek między piątkowym atakiem w Monachium, a zamachem, którego pięć lat wcześniej dokonał w Norwegii Anders Behring Breivik.

Związek jest oczywisty – powiedział szef monachijskiej policji Hubertus Andra. W piątek minęło dokładnie pięć lat od zabicia przez Breivika 77 ludzi w Oslo i na wyspie Utoya.

Szef policji potwierdził, że strzelanina była dziełem sprawcy działającego w pojedynkę. To jednoznaczne – podkreślił dodając, że nie ma żadnych powodów, żeby unikać Monachium. Sytuacja jest bezpieczna – podkreślił. Według niego sprawca zginął strzelając sobie w głowę.

Sprawca masakry był uzbrojony w pistolet Glock. Miał przy sobie ponad 300 sztuk amunicji – powiedział monachijski śledczy Robert Heimberger. Gdy sprawcę znaleziono martwego, w magazynku jego pistoletu były jeszcze naboje. Numer seryjny Glocka był spiłowany.
Według policji jest 27 rannych – 10 ciężko rannych, w tym 13-latek.

Wszyscy zabici w Monachium pochodzili z tego miasta i okolic. Nie zginął żaden turysta ani nikt spoza tego regionu – powiedział Andra.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Kajetan P. zadał ofierze jeden cios w szyję

Kajetan P. wyznał, że zadał Katarzynie J. tylko jeden cios nożem prosto w szyję, gdy ofiara była do niego odwrócona tyłem. Kobieta miała umrzeć bardzo szybko, niemal na jego rękach – dowiedział się portal tvp.info. Bibliotekarz opowiedział także, że zawiózł ciało kobiety do domu, bo tam zamierzał dopuścić się kanibalizmu. Nie zrealizował swojego zamierzenia, ponieważ musiał w pośpiechu uciekać z wynajmowanego pokoju.

Kajetan P. zarzekał się podczas przesłuchania, że nie zamierzał się pastwić nad swoją ofiarą i chciał ją pozbawić życia, szybko i w miarę możliwości bez zbędnego cierpienia. Z jego słów wynika, że potraktował lektorkę włoskiego, jako narzędzie do zrealizowania swojego celu. Dlatego, jak mówił, gdy tylko Katarzyna J. była do niego odwrócona, podszedł i zadał jej jeden cios nożem w szyję. Kobieta miała się szybko wykrwawić i umrzeć, niemal na rękach swojego oprawcy.

P. przekonywał także, że po dokonaniu zbrodni, działał zgodnie ze swoim planem i dlatego odciął Katarzynie głowę, ponieważ całe ciało nie mieściło się do torby, którą przywiózł ze sobą.

Przerażające fantazje

Okazuje się jednak, że to nie jedyne przerażające działanie Kajetana P. Miał on, bowiem powiedzieć, że zdecydował się zabrać ciało Katarzyny J. z jej mieszkania na Woli do swojego pokoju na Żoliborzu, aby zrealizować jedną ze swoich fantazji. Przekonywał, że chciał dopuścić się kanibalizmu. Zagadnieniem tym fascynował się od kilku lat. Jednym z jego wzorców była postać Hannibala Lectera, bohatera „Milczenia owiec”. Wiele wskazuje na to, że widział w swoim wykształceniu i samodyscyplinie podobieństwo do najsłynniejszego fikcyjnego kanibala.

O tym jak bardzo P. chciał udowodnić, że obce są mu „zwyczajne emocje” świadczy fakt, że w czasie posiedzenia sądu w sprawie tymczasowego aresztowania podejrzanego, domagał się odtworzenia nagrania wideo z przesłuchania przed prokuratorem. – To było coś bardzo dziwnego. Kiedy usiadł to przez bite 3,5 godziny siedział wyprostowany bez ruchu. Tak jakby to wszystko było poza nim. Jakby wiercenie się było oznaką słabości – mówi jeden z policjantów.

Koszmarne odkrycie

W środę 3 lutego po południu strażacy dostali wezwanie do budynku przy ul. Potockiej, na warszawskim Żoliborzu. Zaniepokojeni sąsiedzi zaalarmowali, że z lokalu na pierwszym piętrze wydobywa się dym. Po wejściu do lokalu strażacy odkryli, że pali się duży worek. Okazało się, że w środku znajdowało się ciało młodej kobiety bez głowy. Głowę znaleziono w innym pomieszczeniu, ukrytą w plecaku.

Policjanci sugerowali od początku, że sprawca działał pod wpływem znacznych emocji, co może wskazywać na osobę bliską lub dobrze znajomą ofierze. Dzień później śledczy potwierdzili, że zamordowaną jest Katarzyna J., mieszkanka Radomia, która jakiś czas temu zamieszkała w Warszawie.

Chce się samodzielnie bronić przed sądem

Kajetan P. uciekł z Polski najpierw do Niemiec, a później do Włoch, skąd dotarł na Maltę. Tam właśnie został zatrzymany 17 lutego. Planował już wyjazd od Tunezji. 27 lutego sąd zdecydował o przedłużeniu o trzy miesiące aresztu tymczasowego dla mężczyzny.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła mu w sobotę 27 lutego zarzut zabójstwa Katarzyny J. Kajetan P. przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia, które są zbieżne z materiałem dowodowym. Zrezygnował z renomowanego prawnika, którego wynajęła mu rodzina. Stwierdził, że chce sam się bronić przed sądem.
Przypadkowa ofiara

Decyzję o morderstwie P. miał podjąć „miesiąc lub dwa przed samym zdarzeniem”. Podczas przesłuchania tłumaczył, że morderstwo miało na celu – jak samo powiedział – „pozbycie się słabości, jaką jest przekonanie, iż życie ludzkie jest warte więcej od świni lub komara.”

– Poszukiwał ofiary. Uznał, ze powinna to być osoba obca, że powinien to być lektor języka, ponieważ z taką osobą miałby – z uwagi na wykonywane obowiązki – pewną nić porozumienia i wzbudzałby zaufanie. Całkowity przypadek zadecydował, że ofiarą została Katarzyna J. Telefon do niej znalazł na stronie internetowej z ogłoszeniami o korepetycjach językowych. Ofiara była całkowicie przypadkowa, nigdy wcześniej się nie spotkali. Rozmawiali przez telefon celem umówienia się na zajęcia – mówił prok. Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Żródło info i foto: TVP.info

Znaleziono ciało zasztyletowanej kobiety

W Jadownikach, niedaleko Brzeska (woj. małopolskie), znaleziono ciało zasztyletowanej kobiety. Ofiara miała kilkanaście ran kłutych i ciętych. Obecnie na terenie miejsca zbrodni prowadzone jest dochodzenie. – Dziś o godzinie 7.30 w Jadownikach, w hotelu przy stadionie, miało miejsce zabójstwo kobiety. Policjanci ustalili, że prawdopodobny sprawca zabarykadował się w pokoju. Funkcjonariusze wtargnęli do pomieszczenia i obezwładnili podejrzanego – mówi Wirtualnej Polsce dyżurny brzeskiej policji. Po wejściu do pokoju, znaleziono ciało młodej kobiety. Mimo reanimacji, nie udało się jej uratować.

Śledczy na jej ciele odkryli kilkanaście ran ciętych i kłutych. Jak udało dowiedzieć się Wirtualnej Polsce, tłem zabójstwa był spór byłego partnera, obecnego konkubenta i zamordowanej kobiety. – W hotelu przebywała ofiara oraz jej partner. Rano przyszedł do nich były chłopak i wdał się w dyskusję. Po wymianie zdań, doszło do ataku na kobietę. Ranny został również obecny partner kobiety – mówi nieoficjalnie śledczy. Podejrzany mężczyzna został zatrzymany. Trwa postępowanie wyjaśniające.
Żródło info i foto: wp.pl

„Śledczy są przekonani, że część zdjęć robiono w domu ks. Gila”

– „Prokuratorzy byli w stanie wskazać przynajmniej dwa zdjęcia, co do których są przekonani, że zostały zrobione pokoju i łazience domu ks. Gila w Juncalito” – mówi dla TVN24 dominikańska dziennikarka Alicia Ortega, która w swoim kraju bada sprawę polskiego duchownego. Dodaje, że prokuratorzy podejrzewają, że polski ksiądz mógł handlować dziecięcą pornografią. Do wniosku, że zdjęcia znalezione w komputerze ks. Gila zrobiono w jego domu, dominikańscy oskarżyciele mieli dojść – jak mówi Ortega – „na podstawie otoczenia ze zdjęć”. – „Na niektórych z nich widać także dzieci w sytuacjach obciążających Polaka” – dodaje dziennikarka. Jak podkreśla, prokuratorzy dokonali żmudnej pracy, bo na „komputerze księdza było 87 tys. zdjęć i nagrań”. – „Nie wszystkie to zdjęcia dzieci, ale były takie, gdzie widać dzieci uprawiające seks z dorosłymi” – dodaje. Żródło info i foto: tvn24.pl