Zwłoki Polaka na placu budowy we Włoszech. To morderstwo?

Ciało polskiego obywatela znaleziono na placu budowy w jednej z włoskich miejscowości. Na razie nieznane są przyczyny jego śmierci, aczkolwiek policja podejrzewa, że mógł paść ofiarą morderstwa. O sprawie informuje polsatnews.pl, powołując się na doniesienia włoskich mediów. Jak podaje lokalna gazeta L’Occhi0 di Salerno, ciało Polaka znaleziono przed kilkoma dniami na placu budowy przy via Amalfitana w miejscowości Pagani (40 km na południowy wschód od Neapolu).

45-latek, który na co dzień mieszkał we Włoszech i był odpowiedzialny za bezpieczeństwo pracowników na obszarze budowy, został znaleziony z raną klatki piersiowej. Nieznane są jednak dokładne przyczyny ani okoliczności jego śmierci.

Policja bierze pod uwagę kilka hipotez. Jedna z nich mówi o tym, że Polak mógł zostać zamordowany i to niekoniecznie tam, gdzie odnaleziono jego ciało. Mogło one zostać podrzucone, aby upozorować wypadek.

Śledczy zatrzymali już dwie osoby, które podejrzewane są o dokonanie zbrodni. Nie wiadomo jednak, co łączyło je z ofiarą. Odpowiedzi na najważniejsze pytania ma dostarczyć sekcja zwłok. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wielka Brytania: Zwłoki Polaka przy przepompowni ścieków. 3 osoby zatrzymane

Brytyjska policja zatrzymała trzy osoby w sprawie morderstwa 46-letniego Polaka na terenie Bostonu. Zwłoki mężczyzny zostały znalezione 12 stycznia, obok przepompowni ścieków. Dwie z zatrzymanych osób usłyszały już zarzut zabójstwa. Sprawcy są również Polakami.

Do wstrząsającej zbrodni na naszym rodaku doszło 12 stycznia, w Bostonie (Anglia). Jak poinformowała telewizja BBC, tego dnia przy brzegu duktu wodnego – znajdującego się obok przepompowni ścieków – znaleziono zwłoki mężczyzny. Brytyjska policja szybko ustaliła, że zmarły to 46-letni Polak. 46-latek mieszkał na przedmieściach Bostonu.

Mężczyzna najprawdopodobniej został dotkliwie pobity

Na jego ciele odkryto liczne rany, które świadczyły o brutalnym pobiciu. Zwłoki mężczyzny natomiast zostały wrzucone do zbiornika wodnego.

Trzy dni później, dokładnie 15 stycznia, bostońscy policjanci zatrzymali trzy osoby, które usłyszały zarzuty w tej sprawie – to 26-letni Adam K., 26-letnia Justyna Ś. i 33-letni Adam M. Dwie pierwsze osoby usłyszały zarzut zabójstwa, natomiast Adam M. stanie przed sądem za składanie fałszywych zeznań.

„To był trudny czas dla wielu mieszkańców Bostonu i, oczywiście, dla bliskich ofiary” – KARL WHIFFEN, LINCOLNSHIRE POLICE

Karl Whiffen z policji w Lincolnshire zwrócił się również do mieszkańców miasta.

„Dlatego bardzo chciałbym podziękować za pomoc lokalnej społeczności w śledztwie” – KARL WHIFFEN, LINCOLNSHIRE POLICE
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Berlin: Bezdomny Polak podpalony

45-letni bezdomny Polak został podpalony, gdy spał w holu banku Sparkasse w Berlinie-Charlottenburg. Mężczyzna doznał poważnego poparzenia podudzia. Polak trafił do szpitala. Policja w Berlinie szuka sprawcy, prawdopodobnie jego towarzysza. Twierdzi, że na razie nic nie wskazuje na ksenofobiczne podłoże ataku.

Do zdarzenia doszło w holu placówki bankowej w zachodnioberlińskiej dzielnicy Charlottenburg. Jak podaje portal telewizji Deutsche Welle, jeden z klientów banku, który przyszedł wypłacić pieniądze z bankomatu, poczuł silny zapach spalenizny i zawiadomił policję. Ktoś podpalił nogawkę śpiącego w tym miejscu 45-latka.

Z zeznań złożonych przez ofiarę wynika, że odpowiedzialnym za podpalenie może być drugi bezdomny, który oddalił się z miejsca zdarzenia. Wyjaśnia to policja, która szuka domniemanego sprawcy. Jak podano, jak dotąd nic nie wskazuje na czyn o podłożu ksenofobicznym.

W ostatnich latach w Berlinie doszło do kilku głośnych przypadków ataków na bezdomnych, ich ofiarą padali także Polacy.

W 2016 r. w grudniu także bezdomny Polak stał się ofiarą podpalenia. Wówczas grupa młodocianych przestępców, imigrantów z Bliskiego Wschodu, podpaliła mężczyznę śpiącego na stacji metra. Bezdomny został uratowany przed przechodniów, a przestępcy stanęli przed sądem.
Źródło info i foto: TVP.info

Tajlandia: Krzysztof Rutkowski szuka zaginionego Polaka

Poszukiwany to mieszkaniec Ełku – 26-letni Mateusz Juszkiewicz. W towarzystwie innych turystów, mężczyzna oraz jego 23-letnia dziewczyna, która pochodzi z Tajlandii, wybrali się na wycieczkę kajakową. Do tej pory nie wrócili z wyprawy. Para zaginęła w sobotę 7 grudnia 2019 roku. Brała udział w wyprawie kajakowej z plaży Ya Nui na wyspie Phuket w Tajlandii.

„Około godziny 18 warunki na morzu podczas opływania wyspy w pobliżu plaży pogorszyły się na tak złe, że brat z towarzyszącą mu dziewczyną nie mieli możliwości sterowania kajakiem. Prąd był za silny i ściągał ich na pełne morze” – czytamy w informacji zamieszczonej na facebookowym profilu Krzysztofa Rutkowskiego.

Na początku był jeszcze z nimi kontakt

Para miała zadzwonić do znajomych, towarzyszących im podczas wyprawy po Azji, by zawiadomić ich, że potrzebują pomocy.

„Znajomi w kajaku im najbliższym też mieli podobne problemy. Zostali pociągnięci przez przepływającą łódkę i dociągnięci do brzegu” – czytamy.

Ludzie, gdy tylko znaleźli się na plaży, zawiadomili osoby pracujące w wypożyczalni o tym, że Mateusz i jego towarzyszka mają problem z powrotem. Wysłano za nimi łódkę, niestety 26-latek i jego dziewczyna nie zostali odnalezieni.

Mówili, że „czekają na pomoc, że jest pięknie”

Warkan, bo tak ma na imię zaginiona kobieta, jest Tajką, więc nie mogła mieć problemu z tym, by porozumieć się z ratownikami. Kiedy jeszcze przebywali w kajaku, mieli wykonać ostatni telefon.

„Rozmawiali jeszcze ze spokojem z przyjaciółmi, że czekają na pomoc, że jest pięknie” – poinformował Rutkowski.

To był ostatni kontakt z zaginionymi. Kolejne próby połączenia się z Polakiem i Tajką nie przynosiły skutków.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Indonezyjski Sąd Najwyższy podwyższył karę więzienia dla Polaka skazanego w 2018 roku

Indonezyjski Sąd Najwyższy podwyższył do siedmiu lat wyrok więzienia dla Polaka skazanego w 2018 r. na karę pięciu lat więzienia za kontakty z separatystami w Papui Zachodniej. Podejmowane próby interwencji na jego korzyść nie przyniosły rezultatów. Prokurator Ricarda Arsenius powiedział indonezyjskiej państwowej agencji Antara, że Jakub Skrzypski zostanie przeniesiony z aresztu policyjnego, gdzie przebywał od listopada 2018 roku, do miejscowego więzienia.

Pochodzący z Olsztyna podróżnik Jakub Skrzypski został wcześniej skazany na 5 lat więzienia za rzekome kontakty z papuaskimi separatystami i udział w antyrządowym spisku na podstawie przepisów o zdradzie stanu.

Po rozpatrzeniu odwołania złożonego w sierpniu zarówno przez obronę, jak i prokuraturę, sędziowie Sądu Najwyższego uznali, że Skrzypski jest winny.

To jedyny cudzoziemiec skazany za próbę obalenia rządu

Adwokatka Skrzypskiego Latifah Anum Siregar nazwała sprawę „bardzo polityczną”, a dowody – które obejmowały zdjęcia Polaka na sportowej strzelnicy w Szwajcarii i rozmowy na Facebooku – niezwykle słabymi. Wyrok Sądu Najwyższego jest jednak ostateczny, choć indonezyjskie prawo przewiduje możliwość kontroli sądowej procedury wydania wyroku.

Jakub Skrzypski to jedyny cudzoziemiec skazany w Indonezji za próbę obalenia rządu. W sierpniu 2018 roku został aresztowany w Papui Zachodniej,najdalej wysuniętym na wschód regionie kraju, w którym od kilkudziesięciu lat trwają walki rządowych służb z miejscowymi separatystami. Zatrzymano go po spotkaniu z trzema miejscowymi działaczami, którzy – według policji – mieli ze sobą amunicję.

Został oskarżony o przystąpienie do separatystycznej Narodowej Armii Wyzwolenia Papui Zachodniej – grupy uznawanej przez Indonezję za terrorystyczną – należącej do szerszego Ruchu Wyzwolenia Papui. Skrzypski miał w sieci wyrażać poparcie dla zbrojnego ruchu niepodległościowego Papui. Funkcjonariusze twierdzili też, że jest handlarzem broni, lecz ten zarzut nie znalazł się ostatecznie w akcie oskarżenia.

Polak zaprzeczył wszystkim zarzutom przyznając jedynie, że poznał ludzi, którzy okazali się później członkami Narodowego Komitetu Papui Zachodniej, organizacji wzywającej do przeprowadzenia pokojowego referendum niepodległościowego. Dodał, że zarzuty przeciwko niemu zostały sfabrykowane, a świadkowie przekupieni lub zastraszeni.

Interwencje nie pomagają

Początkowo polski podróżnik był przetrzymywany w mieście Jayapura, stolicy prowincji Papua, ale w listopadzie 2018 roku został przeniesiony do odizolowanego miasteczka Wamena, gdzie toczył się proces. Od tamtego czasu przebywał w policyjnym areszcie.

W październiku br. Parlament Europejski nazwał Polaka więźniem politycznym i w przyjętej rezolucji wyraził obawę o jego życie z powodu protestów i krwawych zamieszek, które latem wybuchły w Papui Zachodniej. Europarlamentarzyści wezwali do uwolnienia Skrzypskiego i odesłania do Polski. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zwróciło uwagę na szereg uchybień proceduralnych podczas postępowania sądowego, a dyplomaci wezwali do przeniesienia Jakuba Skrzypskiego do miasta Bandung, położonego bliżej polskich placówek dyplomatycznych.

W tym samym czasie pojawiły się obawy o pogarszający się stan zdrowia skazanego. Adwokatka Skrzypskiego powiedziała PAP, że nie miał możliwości wychodzenia z celi na spacery, był niedożywiony, a gdy przechodził ciężkie zapalenie oka, nie było na miejscu lekarza, który mógłby go zbadać. W listopadzie z wizytą w Wamenie był polski wicekonsul, który poprosił o traktowanie polskiego obywatela według międzynarodowych standardów.

Rzecznik indonezyjskiego MSZ Teuku Faizasyah zapewnił, że Polak jest traktowany zgodnie z indonezyjskim prawem, jego prawa zostały zagwarantowane, zaś zarzuty ze strony Parlamentu Europejskiego i polskiej dyplomacji określił jako nieuzasadnione.
Źródło info i foto: TVP.info

Tajlandia: Poszukiwania zaginionego Polaka

Dotychczasowa akcja poszukiwawcza Polaka, który zaginął w Tajlandii nie przyniosła spodziewanych efektów. Miejscowa policja poinformowała konsula RP w Bangkoku o podjęciu decyzji o zmniejszeniu zakresu dalszych poszukiwań – poinformował w poniedziałek polski resort dyplomacji.

Biuro rzecznika prasowego MSZ zapewniło, że ambasada RP w Bangkoku pozostaje w tej sprawie w kontakcie z władzami lokalnymi, konsulem honorowym oraz rodziną zaginionego.

Tydzień temu resort spraw zagranicznych poinformował, że trwa akcja poszukiwawcza Polaka, który zaginął wraz z towarzyszącą mu mieszkanką Tajlandii. Kajak, którym para płynęła niedaleko brzegu wyspy Phuket, został zniesiony na otwarte morze.

Suriya Khunto z policji wodnej powiedział agencji AP, że 26-letni Mateusz i 23-letnia Werakan zaginęli w sobotę 7 grudnia około godz. 18 czasu lokalnego (godz. 12 w Polsce). Płynęli kajakiem do wysepki niedaleko plaży Yanui na wyspie Phuket. Ich znajomi płynęli trzema innymi kajakami.

Jak informuje policja, znajomi Polaka powiedzieli właścicielowi wypożyczalni kajaków, że 26-latek tuż przed zaginięciem zadzwonił do nich z telefonu komórkowego. Powiedział, że wysokie fale i silny wiatr znoszą go do morza, a jego kajak już raz przewrócił się do góry dnem.

Poszukiwania rozpoczęły się już w sobotę wieczorem.

Rodzina zaginionego Polaka rozpoczęła w internecie zbiórkę pieniędzy na kontynuowanie poszukiwań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

34-letni Polak pobity i dźgnięty nożem w holenderskim Roosendaal

W holenderskiej miejscowości Roosendaal doszło do bójki między dwoma mężczyznami, poszło o pokój. Jeden z nich z ranami kłutymi trafił do szpitala. Policjant podczas patrolu ulicami Roosendall na południu Holandii został zaalarmowany przez ludzi, że w jednym z domów doszło do awantury. Funkcjonariusz po chwili napotkał na ulicy mężczyznę, który utrzymywał, że został pobity przez kilka osób, a co więcej – został dźgnięty nożem.

Na miejsce wezwano ambulans, ranny trafił do szpitala. Jeszcze w trakcie udzielania mu pomocy, 34-latek wyjawił, kto, jego zdaniem, mógł zadać mu ciosy nożem. Policjanci we wskazanym mieszkaniu zobaczyli m.in. ślady krwi na ścianach i zatrzymali tam 20-latka, wskazanego przez rannego.

Awantura o pokój w Holandii. 34-letni Polak ranny

Holenderska policja opisuje, jak według poszkodowanego, doszło do całej awantury. 34-latek na kilka dni wyjechał do Polski w związku z pogrzebem, a gdy wrócił do mieszkania w Roosendaal, w swoim pokoju zastał „nowego” lokatora. Doszło do kłótni między nim, a innymi mieszkańcami. Wtedy zaczęto go bić, a jeden z mężczyzn w lokum wyciągnął nóż i dźgnął go kilka razy.

Policja obecnie ustala wszystkie szczegóły zajścia. Holenderskie służby nie wskazały narodowości pozostałych uczestników zajścia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tragiczna śmierć młodego Polaka w Hongkongu

W Hongkongu zmarł 25-letni Polak, który prawdopodobnie wypadł z hotelowego balkonu. Leżącego na ulicy nagiego mężczyznę znaleziono w poniedziałek nad ranem w centrum miasta – podały miejscowe portale internetowe. 25-letni mężczyzna, który przybył do Hongkongu, posługując się polskim paszportem, prawdopodobnie wypadł z balkonu jednego z hoteli w okolicy Aberdeen Street – przekazał portal dziennika „Sing Tao”.

Policja otrzymała zgłoszenie o godz. 2.58 czasu miejscowego (godz. 20.58 w niedzielę w Polsce). Ekipa ratownicza przewiozła nieprzytomnego mężczyznę do szpitala, ale nie udało się go uratować.

Polak zginął w Hongkongu. To mógł być wypadek

Policja nie znalazła na miejscu zdarzenia listu samobójczego. Po wstępnym rozpoznaniu sprawa nie wydaje się podejrzana, ale przyczyna śmierci zostanie ustalona po sekcji zwłok – podał „Sing Tao”. Sprawę opisuje również portal HK01, który jednak nie podaje narodowości zmarłego i określa go tylko jako cudzoziemca. Według tego portalu koło mężczyzny na ulicy znaleziono część klimatyzatora, którą mężczyzna mógł strącić, spadając.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jacek T. skazany na Wyspach. Posiadał materiały mogące służyć do przeprowadzenia zamachów terrorystycznych

Pochodzący z Polski i mieszkający w High Wycombe pod Londynem 18-letni Jacek T. usłyszał w piątek wyrok czterech lat więzienia. Został skazany za posiadanie materiałów mogących służyć do przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. W trakcie procesu cytowano przed sądem jego notatki, w których określał siebie jako „najbardziej radykalnego nazistę”.

„Wypełnijmy nasze serca terrorem, a ulice Londynu zalejmy krwią” – pisał Jacek T. Jacek T. przyznał się do 10 zarzutów zbierania informacji o charakterze terrorystycznym. Podczas jego aresztowania w lutym na lotnisku w Luton znaleziono przy nim „ogromne ilości” dokumentów, w tym instrukcje, jak samodzielnie skonstruować ładunki wybuchowe i broń palną, a także teksty wychwalające Adolfa Hitlera i treści satanistyczne. W swoim telefonie Polak miał także zdjęcia z innym Polakiem mieszkającym w Wielkiej Brytanii, 18-letnim Oskarem D.-K., który w czerwcu został skazany na 18 miesięcy więzienia za wzywanie do zabicia księcia Harry’ego.

„Przestępca szczególnie niebezpieczny”

– Obsesja T. na punkcie neonazizmu, terroryzmu i uzbrojenia nie była niewinną ciekawością. Instrukcje zebrane przez T. mogły zapewnić każdemu, kto by miał odpowiednie materiały, wystarczające wskazówki do zrobienia materiałów wybuchowych i broni palnej mogącej spowodować śmierć bądź poważne obrażenia – oświadczył Richard Smith, szef wydziału antyterrorystycznego londyńskiej policji. Sędzia Anuja Dhir określiła T. jako osobę mającą „skrajnie prawicowe, ekstremistyczne poglądy” i „przestępcę szczególnie niebezpiecznego”. Podkreśliła także jego szczególne zainteresowanie bronią palną i materiałami wybuchowymi. W trakcie procesu przytoczono treść notatek, które oskarżony robił w areszcie. Napisał on między innymi:

„Wypełnijmy nasze serca terrorem, a ulice Londynu zalejmy krwią”. W innym dokumencie określił siebie jako „najbardziej radykalnego nazistę”, a na nagraniu na poczcie głosowej mówił, że jego „marzeniem” jest przeprowadzenie ataku terrorystycznego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo 30-letniego Polaka w Wakefield. Zatrzymano 5 młodych mężczyzn

Brytyjska policja zatrzymała pięciu młodych mężczyzn podejrzanych o zabójstwo 30-letniego Polaka w Wakefield na północy Anglii. Jak się okazało, wszyscy podejrzani to również Polacy. Pochodzą z powiatu bialskiego. Do brutalnego pobicia 30-letniego Aleksandra P. doszło 9 września, tuż po północy. Mimo że mężczyźnie szybko udzielono medycznej pomocy, nie udało się go uratować. Zmarł na skutek odniesionych obrażeń.

Policji zajęło kilka dni ustalenie, kim był mężczyzna. Na swojej stronie apelowała również do lokalnej społeczności, aby świadkowie zdarzenia skontaktowali się z komendą i pomogli w wyjaśnieniu tej sprawy. W poniedziałek zatrzymano pierwszego z podejrzanych o udział w zabójstwie Aleksandra P. To 19-letni Marceli Sz. Wczoraj kolejne cztery osoby trafiły do aresztu: 27-letni Maciej S., 23-letni Michał Sz., 23-letni Adam L. oraz 20-letnia Karolina K.

Jak udało się ustalić portalowi dziennikwschodni.pl cała piątka pochodzi z Białej Podlaskiej lub okolic.

Na razie nie wiadomo, co było przyczyną zabójstwa Aleksandra P. Brytyjska policja wciąż pracuje nad ustaleniem okoliczności tego zdarzenia. Bialska policja – jak informuje portal dziennikwschodni.pl – nie otrzymała żadnych oficjalnych informacji w tej sprawie od angielskich służb.
Źródło info i foto: wp.pl