Węgierska policja zatrzymała 28-letniego Polaka. Próbował przemycić 10 Syryjczyków

Węgierska policja aresztowała obywatela Polski podejrzanego o próbę przemytu dziesięciu Syryjczyków poza granice kraju – poinformowała komenda policji w Veszprem na zachodzie Węgier. 28-letni podejrzany jechał w kierunku Austrii pojazdem z polskimi tablicami rejestracyjnymi, gdy został zatrzymany przez policję niedaleko miejscowości Varpalota, w zachodniej części Węgier, w sobotę krótko po godz. 21 – przekazała policja w oświadczeniu cytowanym przez agencję MTI.

W samochodzie było 10 pasażerów, którzy twierdzili, że są obywatelami Syrii. Nie byli jednak w stanie przedstawić żadnych dokumentów potwierdzających ich status prawny. Zostali odeskortowani z powrotem do węgierskiej granicy.
,br> Policja przesłuchała kierowcę i zastosowała wobec niego areszt tymczasowy w związku z podejrzeniem przemytu ludzi.

Zatrzymania dokonali funkcjonariusze z Veszprem z pomocą Narodowego Biura Śledczego (NNI) i policji w komitacie Fejer.
Źródło info i foto: TVP.info

Tajlandia: Krzysztof Rutkowski szuka zaginionego Polaka

Poszukiwany to mieszkaniec Ełku – 26-letni Mateusz Juszkiewicz. W towarzystwie innych turystów, mężczyzna oraz jego 23-letnia dziewczyna, która pochodzi z Tajlandii, wybrali się na wycieczkę kajakową. Do tej pory nie wrócili z wyprawy. Para zaginęła w sobotę 7 grudnia 2019 roku. Brała udział w wyprawie kajakowej z plaży Ya Nui na wyspie Phuket w Tajlandii.

„Około godziny 18 warunki na morzu podczas opływania wyspy w pobliżu plaży pogorszyły się na tak złe, że brat z towarzyszącą mu dziewczyną nie mieli możliwości sterowania kajakiem. Prąd był za silny i ściągał ich na pełne morze” – czytamy w informacji zamieszczonej na facebookowym profilu Krzysztofa Rutkowskiego.

Na początku był jeszcze z nimi kontakt

Para miała zadzwonić do znajomych, towarzyszących im podczas wyprawy po Azji, by zawiadomić ich, że potrzebują pomocy.

„Znajomi w kajaku im najbliższym też mieli podobne problemy. Zostali pociągnięci przez przepływającą łódkę i dociągnięci do brzegu” – czytamy.

Ludzie, gdy tylko znaleźli się na plaży, zawiadomili osoby pracujące w wypożyczalni o tym, że Mateusz i jego towarzyszka mają problem z powrotem. Wysłano za nimi łódkę, niestety 26-latek i jego dziewczyna nie zostali odnalezieni.

Mówili, że „czekają na pomoc, że jest pięknie”

Warkan, bo tak ma na imię zaginiona kobieta, jest Tajką, więc nie mogła mieć problemu z tym, by porozumieć się z ratownikami. Kiedy jeszcze przebywali w kajaku, mieli wykonać ostatni telefon.

„Rozmawiali jeszcze ze spokojem z przyjaciółmi, że czekają na pomoc, że jest pięknie” – poinformował Rutkowski.

To był ostatni kontakt z zaginionymi. Kolejne próby połączenia się z Polakiem i Tajką nie przynosiły skutków.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Relacja Polaka z Sri Lanki. Krajobraz po krwawych zamachach

Ponad 200 osób zginęło, a około 500 zostało rannych w serii zamachów terrorystycznych, do których doszło na Sri Lance. Jak relacjonuje Polak przebywający na wyspie, sytuacja wygląda bardzo poważnie, a obraz malujący się wokół miejsc ataku jest przerażający. Przed kościołami leżą fragmenty ciał ofiar ataków.

– Co najmniej 207 osób zginęło, a 450 odniosło obrażenia w serii wybuchów, do których doszło w Niedzielę Wielkanocną w kościołach i hotelach na Sri Lance – poinformował rzecznik lankijskiej policji Ruwan Gunasekera. O makabrycznych scenach donoszą zarówno zachodnie media, jak i będący na miejscu turyści. Jeden z nich donosi w swojej relacji o powadze sytuacji.

– Władze wprowadziły tutaj stan wyjątkowy. Drogi są zablokowane. Ludzi poproszono o niewychodzenie z domów. Wyłączono media społecznościowe, nie działają popularne komunikatory. Informacje rozchodzą się poprzez linię telefoniczną, bo telewizja wprowadziła kontrolę informacji. Właśnie dowiedziałem się o ósmym wybuchu. Ofiar śmiertelnych jest już około 200, a liczba ta ciągle rośnie. Wokół kościołów leżą resztki rozczłonkowanych ciał. Sytuacja wygląda bardzo poważnie. Drogi są podobno zablokowane. Wyprowadzono na ulice wojsko – napisał w wiadomości przesłanej portalowi Wirtualna Polska David z Katunayake na Sri Lance. W podobnym tonie wypowiadają się inne osoby.

– To szok dla całego kraju. (…) Wiadomo, że, jak były działania wojenne, bombardowania to i budynki kościele były uszkodzone, ale nigdy nie zdarzyło się, przynajmniej w nowszej historii Sri Lanki, aby ktoś specjalnie podczas mszy świętej wysadzał bomby – mówił na antenie TVP Info polski misjonarz Mariusz Michalik.

W niedzielę Wielkanocną na Sri Lance miała miejsce seria zamachów terrorystycznych. Wiadomo o ośmiu eksplozjach, do których doszło w hotelach i kościołach wypełnionych przez obchodzących święto Wielkiej Nocy. W atakach zginęło co najmniej 207 osób, a blisko 500 zostało rannych. Lankijski rząd zdecydował o tymczasowym zablokowaniu wszystkich platform sieci społecznościowych. Ma to zapobiec rozprzestrzenianiu się nieprawdziwych i fałszywych informacji na temat ataków.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Hanower: 21-latek, który wjechał na płytę lotniska i gonił samolot, twierdzi, że jest Polakiem

Aresztowany kierowca BMW, który w sobotę wjechał na płytę lotniska w Hanowerze, powiedział, że jest z Polski i ma 21 lat. Niemiecka policja zaznacza jednak, że mężczyzna nie miał przy sobie dokumentów osobistych. Samochód ma polską rejestrację.

W związku z incydentem port lotniczy w Hanowerze nie działał przez cztery i pół godziny. Przerwa w przyjmowaniu samolotów była potrzebna, by skontrolować samochód. Policja stwierdziła, że incydent nie miał charakteru terrorystycznego. Podczas przeszukania nie znaleziono materiałów wybuchowych.

Kierowca srebrnym BMW staranował ogrodzenie i jechał za samolotem linii Aegean Airlines, który chwilę wcześniej przyleciał z Aten. Policja zatrzymała go po kilkuset metrach pościgu. Mężczyzna był pod wpływem narkotyków, trafił do aresztu. Loty wznowiono o godzinie 20.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd w Irlandii podwoił wyrok dla Polaków za znęcanie się nad swoim rodakiem. Był więziony i bity

Irlandzki sąd niemal podwoił wyrok dla 34-letniego Kamila L. i 37-letniego Krzysztofa N. za znęcanie się nad innym Polakiem, którego uwięzili w mieszkaniu, wielokrotnie bili, grozili śmiercią i próbowali podpalić w bagażniku jego samochodu.

Przypominając sprawę serwis internetowy dziennika „Irish Times” tłumaczył, że w wigilię Bożego Narodzenia w 2015 roku Polacy zaprosili poszkodowanego do mieszkania, a następnie przez trzy dni więzili go w domu i bili, m.in. za pomocą osłoniętego miecza samurajskiego i kija bejsbolowego. Później wywieźli go do lasu, gdzie związali i zakneblowanego umieścili go w bagażniku własnego samochodu, który następnie podpalili.

W trakcie ataku napastnicy na chwilę zdjęli mężczyźnie taśmę z ust, aby odpowiedział na pytania, co udało mu się wykorzystać do próby uwolnienia się i ucieczki. Oprawcom udało się go jednak ponownie obezwładnić, a po nieudanej próbie ponownego wsadzenia do bagażnika zabrali go na pobliski most, gdzie trzymając go za stopę grozili mu zrzuceniem i śmiercią.

Po powrocie do domu, w którym go przetrzymywali, napastnicy razili go prądem, co doprowadziło m.in. do śladów poparzenia na obu nogach. Po jakimś czasie ofierze udało się uciec przez okno i zaalarmować sąsiadów, którzy wezwali policję.

Skazując Polaków na karę więzienia sędzia tłumaczył, że wedle ustaleń motywem ataku było błędne podejrzewanie mężczyzny o odpowiedzialność za zaginione rośliny nielegalnie hodowanej plantacji konopi.

„Irish Times” wyjaśnił, że w grudniu ub.r. obaj mężczyźni zostali skazani na sześć lat więzienia. Prokuratura odwołała się jednak od wyroku, uznając, że jest zbyt niski w obliczu popełnionych przestępstw. Po poniedziałkowej apelacji ich kara została podwyższona do odpowiednio dziewięciu i dziesięciu lat pozbawienia wolności.

37-letni N. otrzymał wyższy wyrok, bo po wstępnym aresztowaniu przez policję i warunkowym zwolnieniu pojechał do domu ofiary i wielokrotnie go uderzył, m.in. za pomocą hantli.

Rozpatrujący sprawę przed sądem apelacyjnym sędzia John Edward ocenił, że atak był „zbliżony do usiłowania morderstwa”, a drugi z sędziów John Hedigan powiedział, że nigdy nie słyszał o „tak straszliwej rzeczy”, porównując ją do działań popełnianych przez terrorystów z „ISIS (tzw. Państwa Islamskiego – PAP) lub innych wariatów”.

Obaj mężczyźni przyznali się do stawianych im zarzutów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Włochy: Wkrótce wyrok w sprawie porwania modelki przez Polaka. Chciał ją sprzedać jako seksualną niewolnicę

Sąd w Mediolanie, przed którym toczy się proces Polaka oskarżonego o porwanie latem 2017 r. brytyjskiej modelki, odrzucił wniosek o zbadanie mężczyzny przez psychiatrów, uznając, że jest on poczytalny. Wyrok w sprawie zapadnie 2 maja. Sprawa, w której oskarżonym jest Łukasz H., mieszkający na stałe w Wielkiej Brytanii, dotyczy uprowadzenia w Mediolanie 20-letniej Chloe Ayling.

Mężczyzna zwabił ją w lipcu zeszłego roku pod pozorem urządzenia sesji zdjęciowej, porwał, a następnie wywiózł w bagażniku samochodu z Mediolanu i uwięził na tydzień na pustkowiu w Piemoncie. W tym czasie próbował zorganizować w internecie licytację kobiety jako seksualnej niewolnicy. Zażądał też okupu od rodziny Brytyjki i jej agenta.

Gdy jego starania zakończyły się niepowodzeniem, Łukasz H. uwolnił zakładniczkę; zażądał, by milczała na temat porwania.

W lutym w zeznaniach złożonych przed sądem oskarżony przedstawił nową wersję wydarzeń. Według jego relacji modelka była z nim w zmowie i zaakceptowała jego propozycję sfingowanego porwania, bo – jak przekonywał – chciała zdobyć popularność. Dodał również, że oboje umówili się, iż podzielą się pieniędzmi z okupu.

Te nowe zeznania wywołały sprzeciw prokuratora. Zażądał on badania psychiatrycznego oskarżonego. Sąd odrzucił ten wniosek podając w uzasadnieniu, że Polak jest poczytalny.

Jak zapowiedziano, ogłoszenia wyroku należy oczekiwać 2 maja.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabójstwo Polaka w Holandii. Brutalny atak nożem drugiego Polaka

W holenderskich mediach pojawiła się informacja o brutalnym napadzie, do którego doszło w Oost-Graftdijk na północ Amsterdamu. 26-letni Polak padł ofiarą swojego starszego o trzy lata rodaka. Tragedia wydarzyła się w nocy z 6 na 7 stycznia. 26-letni Polak został zaatakowany przez nieznajomego mężczyznę, który chciał go okraść. Gdy doszło do walki, młodszy z mężczyzn został zraniony nożem.

Sprawca tragedii został zatrzymany tuż po napadzie. Wtedy okazało się, że mężczyzna również ma polskie obywatelstwo.

– Incydent miał miejsce w ośrodku kempingowym Oost-Graftdijk na północ od Amsterdamu. Nożownika znaleziono w jednym z pobliskich domów. Okazało się, że to także Polak – poinformowała holenderska policja.

Obecnie policja bada okoliczności wydarzenia. Zraniony nożem mężczyzna przebywa w szpitalu – jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Świadkowie wydarzenia w rozmowie z mediami poinformowali, że wokół „było dużo śladów krwi”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Bangkok: Polak wysadził bankomat i ukradł pieniądze

38-letni Polak Gracjan Paweł S., zatrzymany przez policję w Bangkoku, jest głównym podejrzanym w śledztwie dotyczącym wysadzenia bankomatu i kradzieży 300 tys. bahtów (ok. 33 tys. zł) – podał serwis Khaosod po środowej konferencji prasowej policji.

Polska ambasada w Tajlandii została poinformowana o zatrzymaniu obywatela Polski przez tajlandzką policję – napisała w środę rano czasu polskiego w mailu do PAP konsul RP w Bangkoku Wioletta Stefaniak-Kałużna. Dodała, że konsul jest w kontakcie z zatrzymanym i „odwiedzi go dziś w areszcie”.

Przedstawiciel posterunku policji w dzielnicy Prawet na południowym wschodzie Bangkoku, który przedstawił się tylko jako „policjant”, potwierdził w środę w rozmowie telefonicznej z PAP dane osobowe zatrzymanego Polaka. Powiedział, że S. został zatrzymany we wtorek i obecnie przebywa na tym posterunku.

Do kradzieży doszło 13 września nad ranem w pobliżu supermarketu Tesco Lotus Express we wschodniej dzielnicy stolicy Tajlandii, Saphan Sung. Sprawca wysadził bankomat Bangkok Banku i odjechał na motorze z 300 tys. bahtów (prawie 33 tys. zł) – informowały tajlandzkie media.

W środę na konferencji prasowej szef tajlandzkiej policji Chakthip Chaijinda powiedział, że sprawca posłużył się bombą wykonaną z butli gazowej – takiej, jakich używa się do gotowania. Podkreślił, że to pierwszy przypadek użycia takiej bomby w Tajlandii – przekazał Khaosod w anglojęzycznej wersji serwisu internetowego.

Według lokalnych mediów Polak został zatrzymany w mieszkaniu w Bangkoku przez funkcjonariuszy policji z posterunku Prawet, którzy namierzyli go, analizując nagrania z kamer monitoringu. Skonfiskowano również motocykl, którym – jak podejrzewa policja – posłużył się on podczas kradzieży, oraz znalezione przy Polaku 1000 bahtów.

Policja bada obecnie odciski palców – poinformowano na konferencji prasowej. Śledczy powiedzieli, że znaleźli ciemne ubrania porzucone w plecaku w pobliskim kanale.

Według policji dwa dni po kradzieży S. przekroczył granicę z Kambodżą, ale niedawno wrócił do Tajlandii. Kolejne szczegóły sprawy mają zostać ogłoszone w późniejszym terminie. Serwis Khaosod podaje, że zatrzymany odmawia współpracy ze śledczymi. Thai PBS News informował natomiast wcześniej, że według policji podejrzany przyznał się do wysadzenia bankomatu.

„Bangkok Post” pisał we wtorek, powołując się na źródła w policji, że śledczy podejrzewają Polaka o popełnienie podobnych kradzieży również w innych krajach przed przyjazdem do Tajlandii.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ciało Polaka w basenie w Rimini

W basenie przy jednym z tamtejszych hoteli znaleziono ciało Polaka, który wraz z matką spędzał we Włoszech urlop – informuje portal RMF24.pl. Ostatniej nocy turysta miał wypić sporo alkoholu. Mimo próśb personelu nie chciał wrócić do swojego pokoju. Około 6 rano zauważano ciało 45-latka w basenie. Mężczyzna już nie żył.

Śledczy zarządzili sekcję, która ma ustalić przyczyny śmierci Polaka – podaje RMF24.pl.
Źródło info i foto: onet.pl

Portugalska policja odnalazła porwanego 7-latka z Polski

Dziecko porwane z Polski w 2011 r. zostało odnalezione – poinformowała portugalska policja. Siedmioletniego Dawida uprowadziła własna matka.
Funkcjonariusze poszukiwali dziecka na terenie całej Portugalii. Odnaleziono je wraz z matką w turystycznej miejscowości Manta Rota, na południu kraju – poinformowała agencja Lusa. Portugalski wymiar sprawiedliwości rozpoczął prace nad określeniem środków zapobiegawczych wobec matki siedmiolatka. Kobieta, obywatelka Portugalii, uprowadziła syna w 2011 r. z Polski, gdzie przez kilka lat żyła w związku małżeńskim z Polakiem. Po rozwodzie sąd uznał, że dziecko ma na stałe przebywać z ojcem. Matka chłopca nie pogodziła się z wyrokiem i przy pomocy dwóch mężczyzn porwała Dawida spod domu ojca dziecka. Żródło info i foto: TVP.info